Historia el.
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 353
Poniżej przedstawiamy trzecią, ostatnią część eseju dr. Jacquesa R. Pauwelsa pt. Pierwsza wojna światowa i imperializm. Pierwszą zamieściliśmy w SN 8-9/24, drugą - w SN 10/24.
Rzućmy okiem na rolę, jaką odegrała Japonia w Wielkiej Wojnie. Wraz ze zwycięstwem nad Rosją w 1905 r. „kraj wschodzącego słońca” okazał się jedynym „niezachodnim” członkiem ograniczonego klubu wielkich mocarstw imperializmu. Podobnie jak wszystkie inne mocarstwa imperialistyczne, Japonia odtąd chciała pozyskać dodatkowe ziemie jako kolonie lub protektoraty, aby udostępnić swojemu przemysłowi surowce i tym podobne, wzmacniając ją w ten sposób w stosunku do konkurencji – na przykład z USA. Wojna, która wybuchła w Europie w 1914 r., zapewniła Japonii wyjątkową szansę pod tym względem.
23 września tego roku Tokio wypowiedziało wojnę Niemcom z prostego powodu: umożliwiło to podbicie minikolonii Rzeszy (lub „koncesji”) w Chinach, Zatoki Kiao-Chau (lub Kiao-Chao), a także jego kolonie wyspiarskie na północnym Pacyfiku. W przypadku Japonii jest oczywiste, że kraj ten rozpoczął wojnę, aby osiągnąć cele imperialistyczne. Jednakże w przypadku zachodnich mocarstw imperialistycznych w dalszym ciągu mówi się nam, że w 1914 r. chwycono za broń wyłącznie w obronie wolności i demokracji.
Wielka Wojna była wytworem imperializmu. Skupiała się więc na zyskach wielkich korporacji i banków, pod auspicjami których rozwinął się imperializm i których interesom imperializm rzekomo miał służyć. Pod tym względem wojna nie zawiodła. Trzeba przyznać, że była to katastrofa dla milionów ludzi, dla mas plebejskich, dla których oznaczała jedynie śmierć i nędzę. Ale dla przemysłowców i bankierów każdego wojującego kraju – a także sporej liczby krajów neutralnych, takich jak USA przed 1917 rokiem – objawiło się to jako róg obfitości zamówień i zysków.
Konflikt lat 1914–1918 był rywalizacją przemysłową, w której decydujące znaczenie miała nowoczesna broń, taka jak armaty, karabiny maszynowe, trujący gaz, miotacze ognia, czołgi, samoloty, drut kolczasty i łodzie podwodne. Materiał ten był masowo produkowany w fabrykach przemysłowców, przynosząc gigantyczne zyski, zyski, które w większości krajów były opodatkowane jedynie w minimalnym stopniu.
Rentowność maksymalizowano także przez to, że we wszystkich wojujących krajach obniżono płace (ale nie ceny), wydłużono czas pracy i zakazano strajków. (Było to możliwe, ponieważ, jak widzieliśmy wcześniej, imperializm zintegrował przywódców i szeregowych rzekomo internacjonalistycznych i rewolucyjnych partii socjalistycznych – oraz związków zawodowych – w ustalony porządek i uczynił z nich patriotów, którzy w 1914 r. okazali się gotowi rzucić się w obronę ojczyzny i ponieść ofiary przypuszczalnie wymagane dla zapewnienia jej zwycięstwa.)
Najbardziej znanym z producentów broni, który został pobłogosławiony zyskami wojennymi, był Krupp, światowej sławy niemiecki producent armat. Ale i we Francji „kupcy śmierci” robili wspaniałe interesy, na przykład pan Schneider, zwany francuskim Kruppem, który w latach 1914–1918 cieszył się „prawdziwą eksplozją zysków”, czy Hotchkiss, wielki specjalista od produkcji karabinów maszynowych.
Zamówienia państwowe na sprzęt wojenny oznaczały ogromne zyski nie tylko dla korporacji, ale także dla banków, które proszono o pożyczenie ogromnych sum pieniędzy potrzebnych rządom do sfinansowania tych zakupów i ogólnie kosztów wojny. W USA firma JP Morgan & Co, znana również jako „House of Morgan”, była niekwestionowanym mistrzem żarłoków w tej dziedzinie. Morgan nie tylko naliczał wysokie oprocentowanie pożyczek Brytyjczykom i ich sojusznikom, ale także zarabiał ogromne prowizje od sprzedaży do Wielkiej Brytanii przez amerykańskie firmy należące do „kręgu przyjaciół” Morgana, takie jak Du Pont i Remington.
Wiosną 1917 roku, po wybuchu rewolucji w Rosji i sojuszniku Francji wstrząśniętym buntami w armii, obawiano się, że Brytyjczycy przegrają wojnę i w związku z tym nie będą w stanie spłacić swoich długów wojennych. To właśnie w tym kontekście lobby na Wall Street, na którego czele stał Morgan, skutecznie wywarło presję na prezydenta Wilsona, aby wypowiedział wojnę Niemcom, umożliwiając w ten sposób Albionowi ostateczne wygranie wojny i uniknięcie katastrofy dla amerykańskich banków, zwłaszcza Morgana. Rozwój ten w podobny sposób ilustruje fakt, że pierwsza wojna światowa była zdeterminowana przede wszystkim czynnikami gospodarczymi, że była owocem imperializmu, systemu, który miał służyć maksymalizującym zyski interesom korporacji i banków – i rzeczywiście to zrobił.
Jeśli chodzi o wejście USA w wielkie starcie imperializmów lat 1914–1918, nasuwa się jeszcze jedna uwaga. Było jasne, że mocarstwa imperialistyczne, które triumfalnie wyjdą z wojny, zdobędą wielkie imperialistyczne nagrody, a przegrani będą musieli zrzec się części swoich imperialistycznych aktywów. A co z neutralnymi?
W styczniu 1917 r. francuski premier Aristide Briand publicznie udzielił odpowiedzi, najwyraźniej spodziewając się zwycięstwa Potrójnej Ententy; kraje neutralne nie zostałyby zaproszone na konferencję pokojową i nie otrzymałyby części łupów, czyli dóbr takich jak kolonie niemieckie, bogate w ropę regiony skazanego na zagładę Imperium Osmańskiego oraz koncesje i lukratywne możliwości biznesowe w Chinach.
Pod tym względem Japonia, wielki konkurent Ameryki na Dalekim Wschodzie, wykonała ruch już w 1914 roku, wypowiadając wojnę Niemcom i zagarniając dla Rzeszy koncesje w Chinach. W USA wiązało się to z ryzykiem, że Japonia może ostatecznie zmonopolizować gospodarkę Chin, wykluczając amerykański biznes. Jest wielce prawdopodobne, że Waszyngton wziął pod uwagę wskazówkę Brianda i że ta okoliczność wpłynęła również na podjętą w kwietniu 1917 roku decyzję o wypowiedzeniu wojny Niemcom. W latach trzydziestych XX wieku dochodzenie Komisji Nye’a Kongresu Amerykańskiego doprowadziło do wniosku, że motywem przystąpienia kraju do wojny rzeczywiście była chęć bycia obecnym, gdy po wojnie nadejdzie moment „ponownego podziału” łupy imperium”.Wojna dostarczyła potężnego bodźca do maksymalizacji zysków korporacji i banków. Ale czy nie był to jeden z powodów, dla których nie mogli się doczekać wojny? (Innym powodem było oczywiście wyeliminowanie zagrożenia rewolucyjnego.) Ale konflikt przyniósł im także inne znaczące korzyści.
We wszystkich wojujących krajach wojna wzmocniła tendencję do gigantyzmu, czyli ciągłego wyłaniania się stosunkowo niewielkiej elity bardzo dużych korporacji i banków. Stało się tak, ponieważ tylko duże firmy mogły korzystać z zamówień państwowych na broń i inny sprzęt wojenny. I odwrotnie, drobni producenci nie czerpali zysków z wojny. Wiele z nich straciło personel, dostawców lub klientów; ich zyski spadły, a wielu z nich zniknęło ze sceny i nigdy nie wróciło. W tym sensie prawdą jest to, co zauważył Niall Ferguson, że podczas Wielkiej Wojny średnie zyski przedsiębiorstw nie były zbyt wysokie; jednakże zyski wielkich firm i banków, kapitalistycznych dużych chłopców, którzy zdominowali gospodarkę od pojawienia się imperializmu, były w rzeczywistości znaczne, jak przyznaje sam Ferguson.
Konflikt klasowy jest zjawiskiem złożonym i wieloaspektowym, jak podkreślił Domenico Losurdo w książce poświęconej temu tematowi. Nie jest to jedynie dwustronny konflikt między kapitałem a pracą, ale odzwierciedla także sprzeczności między burżuazją a szlachtą, między przemysłowcami z różnych krajów, między koloniami a ich krajami macierzystymi, a także między frakcjami wewnątrz burżuazji. Przykładem tego ostatniego jest konflikt między dużymi i małymi producentami, wielkim i małym biznesem, wyższą klasą średnią, czyli haute bourgeoisie, i niższą klasą średnią, czyli drobną burżuazją. Imperializm był – i nadal jest – kapitalizmem dużych chłopców, korporacji i wielkich banków i to właśnie imperializm dał początek Wielkiej Wojnie. To nie przypadek, że ta wielka wojna sprzyjała także wielkim kapitalistom w ich walce z małymi kapitalistami.
Wielka Wojna uprzywilejowała także wyższą klasę średnią, panów przemysłu i finansów, w stosunku do ich partnera w elicie, szlachty ziemskiej. Szlachta także chciała wojny, gdyż spodziewała się z niej wielu korzyści. Konflikt okazał się jednak czymś zupełnie odmiennym od staromodnego rodzaju wojny, jakiej się spodziewali, w którym decydujące znaczenie miała ich ukochana kawaleria i tradycyjna broń, taka jak miecze i włócznie, ale, jak napisał Peter Englund, „konkurencja ekonomiczna, wojna między fabrykami”.
Wielka Wojna była wojną przemysłową, toczoną nowoczesną bronią masowo produkowaną w fabrykach burżuazyjnych przemysłowców, a w jej toku przedstawiciele korporacji i banków – tacy jak Walter Rathenau w Niemczech – odgrywali coraz większą rolę jako „eksperci” w rządzie i biurokracji państwowej. W ten sposób burżuazja zdołała zwiększyć nie tylko swoje bogactwo, ale także władzę i prestiż – bardzo na niekorzyść arystokratów, których broń i wiedza okazały się bezużyteczne dla celów wojennych XX wieku. Do 1914 roku haute burżuazja była w większości krajów młodszym partnerem szlachty w elitach, ale sytuacja uległa zmianie w czasie wojny i z jej powodu. Po 1918 r. w elicie dominowała haute burżuazja przemysłowa i finansowa, której pomocnikiem była szlachta.
Wielka Wojna była w dużej mierze zdeterminowana czynnikami ekonomicznymi i była efektem bezlitosnej rywalizacji mocarstw imperialistycznych, rywalizacji o terytoria posiadające znaczne zasoby naturalne i ludzkie. Logiczne jest zatem, że o konflikcie ostatecznie zdecydowały czynniki ekonomiczne; mocarstwami imperialistycznymi, które wyłoniły się jako zwycięzcy w 1918 r., były te, które kontrolowały już największe bogactwa kolonialne i inne bogactwa terytorialne, gdy wojna wybuchła w 1914 r. i dlatego były obficie obdarzone strategicznymi surowcami, zwłaszcza kauczukiem i ropą naftową, potrzebnymi do wygrania nowoczesnej wojny przemysłowej. Przeanalizujmy to zagadnienie bardziej szczegółowo.
W 1918 roku Niemcom udało się, że tak powiem, wyrwać porażkę ze szczęk zwycięstwa, ponieważ wiosną i latem tego roku Rzesza była kusząco bliska zwycięstwa. Traktat brzeski, podpisany z rewolucyjną Rosją 3 marca 1918 r., umożliwił dowódcom armii Rzeszy pod dowództwem generała Ludendorffa przerzucenie wojsk z frontu wschodniego na zachodni i tam 21 marca rozpoczęcie dużej ofensywy. Początkowo osiągnięto postęp, ale aliantom raz po raz udało się zgromadzić rezerwy ludzi i sprzętu potrzebnego do załatania luk w ich liniach obronnych, spowolnienia natarcia niemieckiego molocha i ostatecznie jego zatrzymania.
8 sierpnia był dniem, w którym sytuacja się odwróciła. Tego dnia Niemcy zostali zepchnięci do defensywy i musieli systematycznie się wycofywać, aż do ostatecznej kapitulacji 11 listopada. Triumf aliantów był możliwy dzięki temu, że oni – a zwłaszcza Francuzi – dysponowali tysiącami ciężarówek, aby szybko przewieźć duże dużą liczbę żołnierzy tam, gdzie byli potrzebni. Niemcy natomiast, podobnie jak w 1914 r., nadal przemieszczali swoje wojska głównie koleją, jednak do kluczowych odcinków frontu trudno było w ten sposób dotrzeć.
Decydująca była większa mobilność aliantów. Ludendorff miał później oświadczyć, że triumf jego przeciwników w 1918 r. jest równoznaczny ze zwycięstwem francuskich ciężarówek nad niemieckimi pociągami.
Jednak triumf ten można również opisać w podobny sposób, jako zwycięstwo gumowych opon pojazdów aliantów, produkowanych przez takie firmy jak Michelin i Dunlop, nad stalowymi kołami niemieckich pociągów, produkowanymi przez firmę Krupp. Można więc także powiedzieć, że zwycięstwo Ententy nad państwami centralnymi było zwycięstwem systemu gospodarczego, a zwłaszcza przemysłu aliantów nad systemem gospodarczym Niemiec i Austro-Węgier, systemem gospodarczym, który z powodu brytyjskiej blokady został pozbawiony kluczowych surowców.
„Klęska militarna i polityczna Niemiec”, pisze francuski historyk Frédéric Rousseau, „była nierozerwalnie związana z porażką gospodarczą”. Jednak przewaga gospodarcza aliantów najwyraźniej ma wiele wspólnego z faktem, że Brytyjczycy i Francuzi – a nawet Belgowie i Włosi – mieli kolonie, z których mogli pozyskać wszystko, co było potrzebne do wygrania nowoczesnej wojny przemysłowej, zwłaszcza gumę, ropę naftową i inne „strategiczne” surowce – a także mnóstwo kolonialnych robotników do naprawy, a nawet budowy dróg, którymi ciężarówki przewoziły żołnierzy aliantów.
Kauczuk nie był jedynym strategicznym rodzajem surowca, którego alianci mieli pod dostatkiem, podczas gdy Niemcom go brakowało. Kolejnym była ropa naftowa, na którą coraz bardziej zmotoryzowane armie lądowe – i szybko rozwijające się siły powietrzne – zyskiwały gigantyczny apetyt. Podczas uroczystej kolacji 21 listopada 1918 roku brytyjski minister spraw zagranicznych lord Curzon miał nie bez powodu oświadczyć, że „sprawa sojusznicza popłynęła do zwycięstwa na fali ropy”, a francuski senator oświadczył, że „ropa była krwią zwycięstwa”. Znaczna ilość tej ropy pochodziła z USA. Dostarczył go Standard Oil, firma należąca do Rockefellerów, która na tym biznesie zarobiła ogromne pieniądze, podobnie jak Renault, produkując paliwożerne ciężarówki. Logiczne było, że pływający w ropie naftowej alianci nabyli wszelkiego rodzaju nowoczesny, zmotoryzowany i paliwożerny sprzęt. W 1918 roku Francuzi posiadali nie tylko ogromne ilości ciężarówek, ale także znaczną flotę samolotów. W ostatnim roku wojny zarówno Francuzi, jak i Brytyjczycy pozbyli się także samochodów wyposażonych w karabiny maszynowe lub armaty, a przede wszystkim dużej liczby czołgów. Jeśli Niemcy nie mieli znaczących ilości ciężarówek i czołgów, to także dlatego, że brakowało im ropy; dysponowali jedynie niewystarczającymi ilościami rumuńskiej ropy.
Wielka Wojna okazała się wojną pomiędzy imperialistycznymi rywalami, w której wielką nagrodą do zdobycia były terytoria obfitujące w surowce i tanią siłę roboczą, czyli rzeczy, które przynosiły korzyści „gospodarce narodowej” danego kraju, a dokładniej jego przemysłowi, a tym samym czyniło ten kraj potężniejszym i bardziej konkurencyjnym. Nie jest zatem przypadkiem, że wojnę ostatecznie wygrały kraje, które były pod tym względem najbogatsze, czyli wielkie potęgi przemysłowe posiadające najwięcej kolonii. Innymi słowy: że największe imperializmy – brytyjski, francuski i amerykański – pokonały konkurencyjny imperializm, czyli niemiecki, co prawda superpotęgę przemysłową, ale upośledzoną pod względem posiadłości kolonialnych. W świetle tego zdumiewające jest nawet to, że minęły cztery długie lata, zanim porażka Niemiec stała się faktem dokonanym.
Z drugiej strony oczywiste jest również, że korzyści z posiadania kolonii, a co za tym idzie dostęp do nieograniczonych dostaw żywności dla żołnierzy i ludności cywilnej, a także kauczuku, ropy naftowej i podobnych surowców, a także praktycznie niewyczerpanej rezerwowej siły roboczej, mogły ujawnić się dopiero w dłuższej perspektywie. Głównym powodem było to, że w 1914 roku wojna rozpoczęła się jako kontynentalna kampania napoleońska, która miała przemienić się – niepostrzeżenie, ale nieubłaganie – w ogólnoświatową rywalizację tytanów przemysłowych.
W 1914 roku Niemcy, superpotęga militarna, nadal miały szansę wygrać wojnę, zwłaszcza że dysponowały doskonałymi liniami kolejowymi, którymi można było przewieźć swoje armie na fronty zachodni i wschodni, a także wystarczającą ilość węgla potrzebnego jako paliwo dla pociągów parowych. W ten sposób odniesiono wielkie zwycięstwo nad Rosjanami pod Tannenbergiem. Jednak po czterech długich latach nowoczesnej, przemysłowej i pod wieloma względami „totalnej” wojny, czynniki ekonomiczne okazały się decydujące. Zanim Ludendorff rozpoczął swoją wiosenną ofensywę w 1918 r., perspektywy ostatecznego zwycięstwa dla Rzeszy Niemieckiej, której blokada Królewskiej Marynarki Wojennej uniemożliwiała dotarcie do terytoriów, z których mogłaby pozyskać odpowiednią ilość strategicznych surowców takich jak ropa naftowa, żywność dla ludności cywilnej i żołnierzy, tania siła robocza dla przemysłu i rolnictwa i tak dalej - warunku sine qua non zwycięstwa we współczesnej wojnie – dawno poszły z dymem.
Wielka Wojna 1914–1918 była konfliktem, w którym dwa bloki mocarstw imperialistycznych walczyły między sobą o posiadanie ziem w samej Europie, Afryce, Azji i na całym świecie. Rezultatem tej tytanicznej walki było zwycięstwo duetu anglo-francuskiego, dotkliwa porażka Niemiec i niechlubny upadek Cesarstwa Austro-Węgierskiego.
W rzeczywistości wynik wojny był niejasny, zagmatwany i było mało prawdopodobne, aby kogokolwiek zadowolił. Wielka Brytania i Francja odniosły zwycięstwo, ale były wyczerpane ogromnymi wyrzeczeniami demograficznymi, materialnymi, finansowymi i innymi, jakie musiały ponieść; nie były już superpotęgą, jaką były w 1914 r. Niemcy również zapłaciły wysoką cenę, zostały ukarane i upokorzone w Wersalu oraz straciły nie tylko kolonie, ale nawet dużą część własnego terytorium; krajowi pozwolono posiadać jedynie niewielką armię, pozostał on jednak supermocarstwem przemysłowym, które prawdopodobnie ponownie próbowało osiągnąć wielkie cele imperialistyczne, jak w 1914 r.
Co więcej, wojna była okazją do ujawnienia ambicji dwóch imperializmów pozaeuropejskich, a mianowicie Japonii i USA. Walka o dominację wśród mocarstw imperialistycznych, jaka toczyła się w latach 1914–1918, pozostała zatem nierozstrzygnięta. Sytuacja stała się jeszcze bardziej skomplikowana, kiedy wraz z Austro-Węgrami ze sceny zszedł jeszcze jeden ważny aktor imperialistyczny, choć w zupełnie inny sposób. Rosja przekształciła się poprzez wielką rewolucję w Związek Radziecki. To zdecydowanie antykapitalistyczne państwo okazało się sola w oku imperialistów, ponieważ funkcjonowało nie tylko jako źródło inspiracji dla rewolucjonistów w każdym kraju imperialistycznym, ale także zachęcało do ruchów antyimperialistycznych w koloniach. W tych okolicznościach Europa i cały świat w dalszym ciągu doświadczały wielkich napięć i konfliktów, które miały doprowadzić do drugiej wojny światowej lub, jak twierdzi obecnie wielu historyków, drugiego aktu wielkiej „wojny trzydziestoletniej XX wieku”.
dr Jacques R. Pauwels
Autor jest pracownikiem naukowym Centrum Badań nad Globalizacją (CRG).
Za: https://www.globalresearch.ca/first-world-war-imperialism/5857486
20.05.24
- Autor: Leszek Stundis
- Odsłon: 3592
W 1957 roku sześć zachodnioeuropejskich krajów- Francja, RFN, Włochy, Luksemburg, Belgia i Holandia ratyfikowały traktaty rzymskie, powołując do życia Europejską Wspólnotę Gospodarczą (EWG).
Któż wówczas mógł przypuszczać, że w niespełna pół wieku później prawie wszystkie kraje europejskie, owładnięte ideą integracji, znajdą się we Wspólnocie Europejskiej, w której swobodny przepływ kapitału, ludzi, towarów i usług stanie się na tyle powszechny, iż granice będą jedynie umownymi liniami na mapie o znaczeniu historycznym.
Sama koncepcja nie była jednak nowa. Jej echa można odnaleźć w każdej epoce, choć ówczesna wizja europejskiej wspólnoty znacznie odbiegała od proponowanej dzisiaj.
Rzym, imperium otwarte
W minionych czasach najczęściej spotykaną formą integracji i, co by nie mówić, dosyć skuteczną, był podbój. Mistrzami w tej dziedzinie byli Rzymianie, którzy w okresie świetności Cesarstwa zajęli cały basen Morza Śródziemnego, ustanawiając swoją północną granicę na rzekach Dunaj i Ren, na wschodzie docierając do Eufratu i Tygrysu, a w północnej Afryce opanowując cały pas żyznego w owym czasie wybrzeża. Dalej ich ekspansja nie przebiegała tak łatwo. Wprawdzie za rządów Trajana (98-117 n.e.) opanowali przejściowo kraj Daków (obszar dzisiejszej Rumunii), a za czasów Marka Aureliusza (161-180) ziemie Kwadów i Markomanów (dzisiejsze Morawy), jednak były to nabytki chwilowe i ludność tych terenów w minimalnym tylko stopniu poddała się romanizacji.
Konieczność asymilacji podbitych ludów była jednak dość życzliwie postrzegana przez rzymskich władców. Rozumiał to już Juliusz Cezar, który po podboju Galii dosyć hojnie rozdawał rzymskie obywatelstwo, a także jego następcy z dynastii julijsko- klaudyjskiej.
I tak znamienitym Rzymianinem został władca Judei Herod Agryppa I, przyjaciel Kaliguli i Klaudiusza, który przybrał rzymskie imię i nazwisko Marcus Iulius Agrippa Herodes, a w późniejszym okresie najznakomitszy lekarz starożytności- Galen, dla współczesnych Claudius Galenus.
Brakowało jednak rozwiązań systemowych, których nie mogły zastąpić pojedyncze gesty i akty dobrej woli. Dopiero cieszący się złą sławą cesarz Karakalla (211-218) wpadł na pomysł, aby wszystkim wolnym obywatelom swego imperium przyznać status rzymskich obywateli. Na mocy wydanego przez siebie dekretu, Constitutio Antoniana, wielonarodowa mozaika Imperium Romanum stała się jednym, zwartym, organizmem państwowym.
Następny krok na drodze integracji uczynił Konstantyn Wielki. W 313 roku wydał bowiem edykt mediolański, który uprawomocnił religię chrześcijańską i tym samym umożliwił jej szybkie wyparcie innych wierzeń. Kolejni władcy także docenili jej rolę i uniwersalny charakter, tak, że szybko stała się jednym z instrumentów władzy.
Nic zatem dziwnego, że prawo rzymskie i religia chrześcijańska są dwoma bardzo istotnymi filarami, na których powstała i po dziś dzień z nich korzysta współczesna Europa.
Ogniem, mieczem i … krzyżem
Imperium Rzymskie nie przetrwało próby czasu. Jednak idea integracji żyła w pamięci potomnych, którzy raz po raz usiłowali ją reaktywować. Karol Wielki (768-814) usiłował naśladować swoich rzymskich poprzedników. Toczył boje z Sasami, zlikwidował państwo Longobardów, a nawet pokusił się o podbój Słowian połabskich, ale nie zjednoczył zajętych ziem, które traktował jako zdobycz, a zamieszkującą ją ludność jak niewolników.
W 800 roku papież Sylwester II włożył na jego skronie koronę cesarską i dzięki temu, jako najwyższy suweren w Europie, mógł sobie rościć prawo do zwierzchności nad kontynentem.
Monarchia Karola Wielkiego rozpadła się niepełna 30 lat po jego śmierci.
W 843 roku, na mocy traktatu z Verdun spuścizna Karola Wielkiego i jego następcy Ludwika Pobożnego została podzielona pomiędzy Ludwika Niemieckiego, który objął wschodnią część monarchii (odpowiadającą dzisiejszym Niemcom), Karola II Łysego, króla Franków i władcy zachodnich rubieży państwa oraz Lotara I, iluzorycznego władcy Italii i pasa ziem wzdłuż Rodanu i Renu, rozgraniczającego posiadłości braci.
W latach 881-888 na krótko skupił całość ziem karolińskich w jednym ręku Karol III Gruby, ale dopiero jego daleki potomek, Otton I z dynastii saskiej, który w 962 roku przyjął tytuł cesarza rzymskiego narodu niemieckiego, zdołał podporządkować sobie, oprócz ziem niemieckich, także Italię i Lombardię. Zapoczątkował również system marchii, a więc zmilitaryzowanych okręgów nadgranicznych, które oprócz funkcji obronnych pełniły również rolę baz wypadowych na terytoria sąsiadów.
Jego wnuk, Otton III, analizując niepowodzenia swoich poprzedników, dość szybko zrozumiał, że jednoczenie przez podbój nie ma większego sensu, a konieczność utrzymywania licznej armii w gotowości bojowej jest zbyt kosztowna nawet dla cesarza. Jako pierwszy z europejskich monarchów opracował „federacyjny” model ustrojowy Europy, który przedstawił na słynnym zjeździe gnieźnieńskim w roku 1000.
Według tej koncepcji cywilizowana Europa miała obejmować cztery etnicznie różne części kontynentu: Sclavinię (obejmującą szeroko rozumiane ziemie Słowian), Germanię (kraje niemieckie), Galię (Francję wraz przyległościami) i Italię. Pomysł, jak na owe czasy, bardzo nowatorski, ale niemożliwy do realizacji ze względu na zbyt duże różnice gospodarcze i kulturowe pomiędzy proponowanymi „dzielnicami” i zbyt mały autorytet cesarza. Sam Otton III zmarł zresztą w wieku 22 lat, dwa lata po swoim słynnym wystąpieniu w Gnieźnie.
Uniwersalistyczne koncepcje przejawiał również Kościół. Koncepcja jednej, chrześcijańskiej Europy jako duchowego fundamentu dla jej mieszkańców i teza o prymacie władzy duchowej nad świecką znalazła szczególne odbicie w działaniach dyplomatycznych i politycznych papieża Innocentego III (1198-1216), ale i on w niewielkim stopniu przyczynił się do integracji kontynentu.
Przez ponad 800 lat, od czasów Ottona III, Europa targana wojnami daleka była od zjednoczenia. Dopiero wiek Oświecenia przyniósł nowe idee i nowe spojrzenie na tę kwestię.
Fenomen Oświecenia
Jeszcze nie ucichły działa na frontach wojny trzydziestoletniej, gdy książę Sully (Maximilien de Béthune, markiz de Rosny, 1560-1641), ważny minister i doradca króla Henryka IV, w swoim, dziś już zapomnianym pamiętniku Economics royales zawarł wizję nowej, „wczesnokapitalistycznej” gospodarki, opartej na rozwoju rolnictwa i wolnej grze rynkowej.
W następnym stuleciu podobne poglądy wyznawali fizjokraci wskazując, że do ich realizacji niezbędne jest wolność osobista i brak ograniczeń w podejmowaniu działalność gospodarczej, a motorem działania jednostki jest korzyść własna. Dość ciekawie wyprowadzali swoje rozumowanie z prawa naturalnego, do którego zaliczali prawo własności.
Ta zmiana w postrzeganiu ekonomii, którą dotąd regulowały m.in. zwyczajowe prawa cechowe, czy też monarsze przywileje, pozwoliło spojrzeć również inaczej na polityczny wymiar Europy i dotychczasowych regulatorów stosunków międzypaństwowych. Wojna przecież nie przynosiła korzyści, a wzajemna współpraca i wymiana tak.
Wprawdzie średniowieczne „konsorcjum” Hanza chyliła się wówczas ku upadkowi, jednak czasy jej świetności miały dowodzić słuszności nowego podejścia do ustroju Europy.
W latach 1713- 17 francuski ksiądz i dyplomata (m.in. uczestnik negocjacji w Utrechcie, kończących hiszpańską wojnę sukcesyjną) Charles- Irénée Castel de Saint- Pierre napisał trzytomowe dzieło Projekt pokoju wieczystego, w którym zawarł ideę takiego ułożenia stosunków politycznych w Europie, aby zapobiegły one wojnie. Ich osnową miała być większa współpraca państw na kontynencie, zarówno w dziedzinie gospodarczej jak i politycznej.
Jednak najbardziej rewolucyjne dzieło „zjednoczeniowe” wyszło spod pióra pechowego monarchy polskiego Stanisława Leszczyńskiego (1677-1766). Ów mąż stanu znany jako teoretyk- reformator i autor słynnej rozprawy Głos wolny, wolność ubezpieczający napisał wiele innych, dziś niestety zapomnianych, pism politycznych. W dwóch z nich, Liście pewnego Szwajcara do korespondenta w Holandii (1743) i Memoriale o zabezpieczeniu (wg innej wersji ustanowieniu) pokoju powszechnego (1748) zawarł wizję federacji siedmiu państw europejskich pod przewodnictwem Francji. Była ona dość naiwna, ale na tle sarmackości polskich elit wyjątkowo postępowa.
Leszczyński proponował, aby Francja, Polska, Anglia, Holandia Szwecja, Wenecja, Genua i kantony szwajcarskie powołały wspólny Sejm Europejski, który stanowiłby o ich polityce zagranicznej oraz własną siłę zbrojną, której trzon stanowiłaby armia francuska. Rzecz jasna, monarcha tego kraju sprawowałby urząd „prezydenta” takiej unii. Co ciekawe, Leszczyński, mimo dwukrotnego zasiadania na tronie, opowiadał się za ustrojem… republikańskim, który francuski król musiałby w odniesieniu do sprzymierzonych respektować.
Poglądy owe gorąco poparł filozof z Królewca Immanuel Kant (1724-1804), ale nadał mu nieco inny wymiar w swojej książce Do wiecznego pokoju- projekt filozoficzny. Był mimo wszystko bardziej myślicielem, aniżeli politykiem.
Szczytne koncepcje oświeceniowe przekreślił Napoleon I, który błyskawicznie podbił niemal cały kontynent, osadzając swoich krewnych i popleczników na opustoszałych tronach.
Wiek XX- odrodzenie
Po pierwszej wojnie światowej koncepcję Stanów Zjednoczonych Europy wysunął wielokrotny premier francuski Aristide Briand (1862-1932), który chętnie widział w europejskiej federacji Turcję i Rosję. Na jej czele miał stać Stały Komitet Polityczny, pełniący rolę „parlamentu”, a nad wykonywaniem jego uchwał miała czuwać Konferencja Polityczna. Projekt przewidywał również istnienie sekretariatu koordynującego ich działania.
Briand przewidział kształt przyszłej UE, ale w jego czasach ta idea była niemożliwa do realizacji. Po pierwsze, nad Europą zaczęły się gromadzić czarne chmury. Po drugie, Rosja Radziecka miała zupełnie inną wizję zjednoczonej Europy. Zgodnie z leninowską interpretacją nauk Karola Marksa (1818- 1883), u podstaw powodzenia rewolucji i ustanowienia dyktatury proletariatu leżał eksport komunistycznych idei na bagnetach Armii Czerwonej i wykorzystanie wrzenia rewolucyjnego w innych krajach. Pomysł nie był bezzasadny, zważywszy, na rewolucyjne wrzenie w Niemczech i podobne wystąpienia na Węgrzech, które Bela Kun ogłosił republiką rad. Na przeszkodzie stanęła jednak Polska, której wojska w słynnej bitwie warszawskiej zatrzymały pochód czerwonoarmistów, a w Niemczech górę zaczynały brać poglądy podważające upokarzający dla nich traktat wersalski.
Adolf Hitler nie miał uniwersalistycznych ambicji. Postrzegał Europę jako zlepek narodowości, z których tylko niektórym przyznawał oprawo do istnienia i rozwoju. Opierając się na koncepcjach Georga F. W. Hegla uznał, że po czasach greckiej i rzymskiej dominacji nadszedł czas na wiodącą rolę ludów germańskich, które winne są wywalczyć dla siebie odpowiednią pozycję.
Szczególnie ostro akcentował potrzebę „przestrzeni życiowej” (Lebensraum) dla przeszło 60- milionowej rzeszy Niemców. Jedyny kierunek ekspansji widział na Wschodzie, na ogromnych obszarach Rosji i Ukrainy, na drodze do których znajdowała się Polska. Hitler godził się na zjednoczenia południowej Europy „pod berłem” Mussoliniego, jak również kolonialną dominację Wielkiej Brytanii. Dla Niemiec pragnął Europy Wschodniej z jej żyznymi ziemiami i stepami, na których zamierzał wznieść kwitnące miasta. Miasta te miałyby początkowo pełnić funkcję wspólnot obronnych, skierowanych przeciwko niedobitkom „barbarzyńców”.
Tych ostatnich, a więc i Słowian, zamierzał zresztą wysiedlić za Ural, powierzając nad nimi władzę Stalinowi, którego cenił za „charakter i metody”. Część ujarzmionych ludów była przewidziana do asymilacji, jednak większość miała stać się niewolniczą siłą roboczą. II wojna światowa zakończyła się klęską Niemiec, które od ostatecznego upadku ocalił plan Marshalla.
Quo vadis Europo
Kościół katolicki, niechętny początkowo idei integracji, przyjął obecnie stanowisko pojednawcze. Biskupi polscy w większości zgadzają się na zjednoczenie, ale pod pewnymi warunkami. Ich obawy są głównie natury moralnej i kulturowej. Po pierwsze, we wszystkich krajach UE, z wyjątkiem Irlandii i Polski, dopuszczalna jest aborcja na życzenie. W wielu krajach zostały zalegalizowane małżeństwa homoseksualne, a nawet przyznano im prawo do adopcji dzieci. Duży sprzeciw Kościoła wzbudza legalizacja eutanazji, w której pionierem okazała się Holandia.
To wszystko budzi niepokój Kościoła, który stoi na stanowisku, że małżeństwo jest sakramentem, a więc „instytucją nierozerwalną”, a życie należy chronić od poczęcia. Stąd walka duchowieństwa i partii chadeckich o „godne miejsce” Boga w europejskich zapisach konstytucyjnych czy podejmowanych uchwałach.
Europa nie jest wolna także od nacjonalizmu. I to nie tylko jej wschodnia część, której jaskrawym przykładem jest „kocioł bałkański”, (wojna w byłej Jugosławii okazała się najkrwawszym konfliktem od czasów II wojny światowej), ale i jej „cywilizowana zachodnia połowica”.
W kraju Basków nadal są zwolennicy oderwania go od Hiszpanii, a także jej północnej części od Francji. W Irlandii żywe są tradycje irredenty, podobnie jak na Korsyce, która wcale nie czuje się bardzo francuska. Nacjonaliści węgierscy roszczą sobie pretensje do Siedmiogrodu, części Słowacji i Rusi Zakarpackiej, a bułgarscy Turcy chcieliby większej autonomii.
Za nimi dziarsko kroczą Szkoci i Katalończycy, usiłujący wybić się na niepodległość, a w krajach skandynawskich Szwedzi, Norwegowie i Finowie po prostu nie chcą imigrantów, zwłaszcza tych „kolorowych”. Widać to wyraźnie, gdy palącym problemem stali się nielegalni przybysze z Afryki Północnej, z przyjęciem których nie dają sobie rady nasi śródziemnomorscy sąsiedzi.
Podział na strefę euro i państwa posługujące się walutą narodową również nie sprzyja integracji. Jednak obawa przed wspólną walutą w wielu krajach, w tym w Polsce, wydaje się uzasadniona ze względu na dysproporcje w wysokości dochodów obywateli.
Trudno zatem odpowiedzieć, jak będzie wyglądała przyszłość Europy. W dużej mierze będzie ona zależeć od jej wzajemnych relacji z Rosją, wspólnego stanowiska w sprawie Ukrainy i jednoznacznej postawy wobec najsilniejszego partnera w NATO, USA.
Leszek Stundis
- Autor: Leszek Stundis
- Odsłon: 2832
Upadek Związku Radzieckiego miał zakończyć zimną wojnę i dla naiwnych wizjonerów był zapowiedzią włączenia największego państwa świata, postrzeganego dotąd jako imperium zła, do wielkiej rodziny krajów demokratycznych. Tak się jednak nie stało…
Historia Rosji zawsze obfitowała w krwawe wydarzenia. Wiek XX stał się kulminacją jej gwałtownych dziejów. Dwie rewolucje w 1917 roku położyły kres prawie tysiącletnim rządom despotycznym. II wojna światowa wypromowała komunistycznego molocha na jedno z dwóch mocarstw, które podzieliły między siebie świat. I w końcu kres ZSRR, zainicjowany przez gorbaczowowską pieriestrojkę, pogrążył w chaosie gospodarczym i politycznym dziesiątki milionów obywateli byłego imperium. Niewyobrażalny wymiar tragedii nie zniszczył jednak zahartowanego w bojach społeczeństwa. Radzieckiego niezłomnego ducha najlepiej oddaje wydana w 1936 roku powieść Nikołaja Ostrowskiego „Jak hartowała się stal”.
Nieskalana dusza Gorbaczowa
Po śmierci Konstantina Czernienki (1911-85) Biuro Polityczne Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego (KPZR) postanowiło powierzyć stanowisko sekretarza generalnego stosunkowo młodemu człowiekowi, Michaiłowi Gorbaczowowi (ur. 1931). Co skłoniło starych towarzyszy do tej decyzji - trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Być może po rządach starych schorowanych „rewolucjonistów” uznali, że nadszedł czas na odnowę biologiczną i posadzenie na stołku kogoś, kto będzie w miarę stabilnie kierował państwem i partią, a jednocześnie nie jest związany z żadną kremlowską koterią i nie zagrozi pozostałym członkom Politbiura. A może postawa wieloletniego ministra spraw zagranicznych Andrieja Gromyki (1909-89), który doskonale znał realia życia na Zachodzie i rozumiał dystans ekonomiczno- technologiczny, który dzieli jego ojczyznę od „zgniłego świata kapitalistów”? Te pytania pewnie na zawsze pozostaną bez odpowiedzi. Nie ulega jednak wątpliwości, iż nowy gensek (skrót od generalny sekretarz) uchodził za całkowicie nieszkodliwego, a więc właściwego kandydata, wyłonionego na bazie trudnego kompromisu. Na ile Gorbaczow rozumiał meandry wielkiej polityki i słabość gospodarczą ZSRR- również trudno odpowiedzieć. Za dużych złudzeń jednak nie miał i znał niewygodne dane statystyczne, z których jasno wynikało, iż z małych przyzagrodowych działek pochodzi od 30- 40% produkcji rolnej, a więc niewspółmiernie więcej niż z wielkich kombinatów rolniczych typu kołchozy czy sowchozy, które były podstawą radzieckiej polityki agrarnej.
Podobnie rzecz miała się z usługami, choć prywatna inicjatywa w zasadzie nie istniała, ale fachowcy za odpowiednią sumę zawsze się znajdywali. Dość szybko więc zaczął głosić potrzebę pieriestrojki, czyli przebudowy radzieckiego społeczeństwa w duchu demokratycznym. Opowiedział się zatem za ograniczonym wprowadzeniem gospodarki rynkowej, chociaż ograniczonej do drobnych zakładów przemysłu lekkiego, produkcji żywności czy systemu barów i niewielkich restauracji prowadzonych przez ajentów. Jednak pryncypialna zasada państwowej własności środków produkcji nie uległa zmianie.
Już wtedy jednak zarysował się podział pomiędzy starą nomenklaturą, a młodym pokoleniem, często wychowanym w biedzie, żądnym zmian. W skład pierwszej grupy wchodził dawny aparat partyjny, w przeważającej mierze niechętny jakimkolwiek reformom i „wielkoprzemysłowi technokraci” zarządzający wydobyciem kopalin, głównie surowców energetycznych i metali oraz przemysłem ciężkim. W skład drugiej -absolwenci najlepszych wyższych uczelni, którzy w przebudowie widzieli swoją szansę wyjścia z ekonomicznej zapaści oraz najróżniejszej maści drobni kombinatorzy, pokątni handlarze i ludzie obdarzeni żyłką do interesów, nie wahający się działać na pograniczu prawa.
Żywym symbolem nowych czasów był młody entuzjasta chemii, Michaił Chodorkowski (ur. 1963) oraz Wiktor But (ur. 1967). Pierwszy z wymienionych w zamieszaniu prawnym, jakie stworzyła liberalna polityka genseka został pod koniec lat 80. właścicielem pierwszego prywatnego banku w ZSRR. Żyłsocbank, późniejszy Menatep, przejmował upadłe huty czy kopalnie za przysłowiowe grosze. Dzięki temu Chodorkowski stał się właścicielem jednej z największych firm naftowych Jukos.
Drugi, Wiktor But, jak sam mawiał, dostarczał broń wszystkim armiom świata poza Armią Zbawienia. Dopiero w 2010 za nielegalny obrót bronią został skazany w USA na 25 lat więzienia i 15 mln dolarów grzywny… Ta sytuacja spowodowała zwarcie szeregów przeciwników Gorbaczowa, który piastował wówczas godność prezydenta ZSRR.
W 1991 roku, pod przywództwem Giennadija Janajewa (1937-2010) podejmują oni nieudaną próbę obalenia go. Pomimo porażki zamachowców, Gorbaczow nie wraca do władzy, a jego miejsce zajmuje lider postępowej opozycji -Borys Jelcyn (1931-2007). On także nie jest w stanie powstrzymać upadku kraju.
W krótkim czasie niemal cały majątek zostaje rozgrabiony, korupcja kwitnie, a przestępczość zorganizowana ma się doskonale. W Sołncewie, podmoskiewskiej niewielkiej mieścinie działa doskonale zorganizowana struktura mafijna, która kontroluje zarówno legalne inwestycje (budownictwo, część sektora finansowego, przemysłu) jak i zupełnie nielegalne przedsięwzięcia - handel narkotykami, hazard, prostytucję czy pranie „brudnych pieniędzy” na wielką skalę.
Gangsterzy bywają użyteczni, gdy potrzeba perswazji wobec konkurencji, ale kontakty z nimi nie zawsze bywają bezpieczne. Cennik ich usług bywa niestabilny, a niekiedy domagają się stałych udziałów w zamian za „ochronę”. Dochodzi do krwawych wojen o wpływy, porwań, strzelanin, zwłaszcza, że każda z grup przestępczych ma niemal nieograniczone możliwości uzupełniania „kadr” dzięki tysiącom bezrobotnych byłych żołnierzy, uczestników wojny w Afganistanie, którzy są gotowi na wszystko dla poprawy swego losu.
Pomimo widocznej biedy w całym kraju, moskiewskie salony zaczynają być pełne luksusowych aut, drogich kosmetyków, zachodnich ubiorów, a butiki z logo Prady, Gucciego, czy Gabany nikogo nie dziwią na stołecznych prospektach. Wzrasta zapotrzebowanie na pojazdy opancerzone i profesjonalnych ochroniarzy. Najbogatsi zatrudniają nawet po kilkuset ludzi. Prywatne armie to nie tylko symbol statusu, ale i dobry straszak na intruzów czy niedawnych przyjaciół.
Mroczna postać Jelcyna
Następca Gorbaczowa wydaje się początkowo bardziej pragmatyczny niż jego poprzednik. Jest świadkiem upadku ZSRR, który ostatecznie zostaje rozwiązany w grudniu 1991 roku. Wszystkie republiki ogłaszają niepodległość, choć jeszcze przez krótki czas istnieje iluzoryczny twór Wspólnota Niepodległych Państw (WNP). Moskwa nie chce pogodzić się z utratą swej władzy, zwłaszcza w republikach nadbałtyckich, w których dochodzi do krwawych interwencji. Przestaje obowiązywać Układ Warszawski, rozwiązane zostaje RWPG.
Jelcyn nie jest w stanie przeciwdziałać korozji państwa, zresztą jego alkoholizm staje się coraz bardzie widoczny i niemoc w sprawowaniu władzy sprawia, iż muszą go wyręczać w obowiązkach ludzie z najbliższego otoczenia. To wówczas pojawia się termin „rodzina kremlowska” , która oznacza grupkę najbardziej zaufanych ludzi prezydenta Federacji Rosyjskiej (po upadku ZSRR nastąpiła zmiana nazwy państwa).
Na pierwszy plan wysuwa się Wiktor Czernomyrdin (1938-2010), premier Rosji przez większą część jego kadencji. Doktor nauk technicznych doskonale znający mechanizmy władzy jako były minister przemysłu gazowego i szef Gazpromu. Obok niego kroczy Boris Bieriezowski (1946-2013), który wkradł się w łaski Jelcyna dzięki znajomości z jego córką Tatianą i jej mężem Jumaszewem. Jednak jego największa zaleta to ogromny majątek i znaczny udział w mediach, który pozwolił mu w dużej mierze sfinansować kampanię wyborczą Jelcyna. Z jego rekomendacji do „rodziny” dołączył bodaj najbardziej oryginalny z oligarchów Roman Abramowicz (ur. 1966), właściciel naftowej spółki Sibnieftu i posiadacz drugiego co do wielkości jachtu na świecie. 180–metrowy kolos jest wyposażony w baseny, a nawet dwa opuszczane lądowiska dla helikopterów, tak, aby nikt z gości na pokładzie nie widział kto w nich przyleciał. Ma wiele rezydencji i potrafił zamówić lunch z Wielkiej Brytanii na Kaukaz za jedyne… 45 000 dolarów.
Największą jednak miłością darzy klub piłkarski Chelsea z Londynu, który dzięki jego staraniom i paromiliardowym nakładom w 2012 roku zdobył po raz pierwszy puchar Ligi Mistrzów UEFA.
Z Jelcynem związani byli w zasadzie wszyscy oligarchowie. Nie była to liczna grupa, najwyżej kilkanaście osób, która w swych rękach skupiała niemal cały majątek narodowy. Zaczęła wówczas obowiązywać zasada, że Kreml rządzi, a najbogatsi go finansują, co zresztą znalazło wyraz w licznych inicjatywach rządowych, na które składali się wszyscy. Niektóre zresztą miały charakter akcji dobroczynnych, jak ratowanie zabytków czy renowacja pomników. Wymagały jednak dyscypliny i ci, którzy mieli, musieli uszczuplić swe portfele o np. 10 milionów dolarów.
Ważną postacią w czasach prezydentury był również główny architekt rosyjskiej prywatyzacji Anatolij Czubajs (ur. 1955). Jak żaden inny polityk był konsekwentnym zwolennikiem przejęcia przez prywatnych inwestorów całego poradzieckiego majątku. Nie ważne za jak zaniżoną cenę, nie istotne z jaką szkodą dla coraz bardziej biednego społeczeństwa, byle tylko odejść od gospodarki centralnie sterowanej. Dość szybko zatem stanął w opozycji do „pełzających” reform doby Jelcyna i na czele Sojuszu Sił Prawicowych.
W 1996 roku „rodzina kremlowska” omal nie poniosła porażki w czasie kolejnych wyborów. Jelcyn przystępował do nich z zaledwie kilkuprocentowym poparciem, a na prezydenturę ostrzył sobie zęby dość popularny wówczas przywódca komunistów Giennadij Ziuganow (ur. 1944). Ocalił go „układ”: siedmiu najzamożniejszych właścicieli kopalń, przedsiębiorstw telekomunikacyjnych, zakładów przemysłowych i ponad 50% stacji tv i gazet rzuciło ogromne środki i uratowało sytuację.
Ale ponowna elekcja schorowanego prezydenta była tylko pozorna. Coraz więcej obowiązków przekazać musiał innym, a od 1998 faktyczną władzę przejął Władymir Putin (ur. 1952) jako premier i p.o. prezydenta Rosji. I znów miała miejsca medialna powtórka z rozrywki, w której wziął udział Bieriezowski i były wicepremier Boris Niemcow (1959-2015). Podobno w czasie sylwestra NIemcow usłyszał od swego kolegi, który już wówczas dostrzegał ujemne cechy charakteru nowego „samodzierżawcy” złowrogą przepowiednię „on ci twojego poparcia nie daruje…”. Sielanka „rodziny kremlowskiej” nie trwała długo. Intrygi i wojny o wpływy powodowały, że skład „klubu oligarchów” ulegał zmianom niekiedy w dość dramatycznych okolicznościach. Ale to już nabrało tempa i skali za następcy Jelcyna.
Pragmatyka Putina
Putin pochodził z ubogiej leningradzkiej rodziny, choć jak wspominają jego szkolni koledzy jako jedyny w klasie miał zegarek. Po studiach prawniczych wstąpił do KGB i przez jakiś czas był rezydentem w NRD. Później został zastępcą mera Sankt Petersburga (dawnego Leningradu) i jego kariera nabrała rozpędu.
W jaki sposób podpułkownik KGB został wypromowany na pierwszego obywatela Rosji? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Zapewne pomogła mu w tym skuteczna akcja przeciwko prokuratorowi Jurijowi Skuratowowi, który postanowił ujawnić ciemne interesy „rodziny”. Być może zadziałał podobny mechanizm jak w przypadku Gorbaczowa. Nieuwikłany w personalne rozgrywki sprawiał wrażenie człowieka, który nie będzie ingerował w dziką prywatyzację i pozostawi oligarchów w spokoju. Prezydent o mentalności drobnego urzędnika…
Ale Putin nie spełnił pokładanych w nim nadziei… Najpierw w konflikt z nowym władcą Kremla popadł Bieriezowski. Krytykował Putina za zatonięcie atomowego okrętu podwodnego Kursk, a już zupełnie nie zgadzał się z nową ustawą ratyfikowaną przez prezydenta, by Kreml mógł odwoływać gubernatorów. W 2001 roku opuścił Rosję, by już nigdy nie powrócić. Osiadł w Wielkiej Brytanii, gdzie z kolei wdał się w wieloletni spór ze swym niedawnym sojusznikiem Abramowiczem. Zarzucał mu nacisk na sprzedaż swych firm w Rosji po zaniżonych cenach. W odpowiedzi na to został nazwany przez swego oponenta „politycznym ojcem chrzestnym”.
Doszło do głośnego procesu, który wygrał Abramowicz, skazując rywala na zapłacenie kilku miliardów funtów odszkodowania i ok. 100 mln samych kosztów sądowych.
Bieriezowski zmarł wkrótce potem w dziwnych okolicznościach. Czy było to zabójstwo? Otruty polonem ppłk FSB (Federacyjnej Służby Bezpieczeństwa) Aleksandr Litwinienko (1962-2006) powiedział przed swą śmiercią, że otrzymał rozkaz zabójstwa Bieriezowskiego, ale odmówił jego wykonania.
W odstawkę poszedł również Czernomyrdin, który w latach 2001-09 był ambasadorem na Ukrainie, ale większej roli politycznej nie odegrał. Putin zresztą stworzył własną „rodzinę”, w skład której weszli Siergiej Szojgu (ur. 1955), twórca ruchu Jedność, obecny minister obrony Rosji oraz dwóch starych działaczy KPZR: Jurij Łużkow (ur. 1936) – były mer Moskwy, przywódca partii Ojczyzna oraz szef partii Cała Rosja - Mintimer Szajmijew (ur. 1937) – były prezydent Tatarstanu. To dzięki fuzji tych trzech organizacji politycznych powstała najsilniejsza obecnie w Dumie partia Jedna Rosja (ponad 50% mandatów).
Największym zagrożeniem dla Putina okazał się jednak Chodorkowski, który ujawnił swoje ambicje polityczne. Wprawdzie skazany został w 2005 na 9 lat kolonii karnej za rażące nieprawidłowości w procesie finansowaniu spółki naftowej Jukos, którą kontrolował, ale wielu komentatorów uważa, że padł ofiarą prezydenta za snucie marzeń o zajęciu jego fotela na Kremlu. I nie wiadomo jak skończyłaby się cała historia, gdyby nie zimowe igrzyska olimpijskie w Soczi w 2014 roku. Ułaskawienie Chodorkowskiego miało nieco ostudzić nieprzychylne opinie zachodnich mediów. Opozycja jednak nie daje za wygraną i przypisuje Putinowi również takie zabójstwa jak znanej rosyjskiej komentatorki Anny Politkowskiej (1958-2006) i Borisa Niemcowa w 2015, choć oficjalnie sprawcy obydwu z nich zostali ujawnieni. Leszek Stundis
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 1996
Wprowadzenie (Michel Chossudovsky)
Od I wojny światowej do chwili obecnej dług denominowany w dolarach był siłą napędową wszystkich wojen prowadzonych przez USA. Głównymi aktorami są wierzyciele z Wall Street. Zdecydowanie wspierali nazistowskie Niemcy, finansowali operację Barbarossa i inwazję na Związek Radziecki w 1941 roku.
1932 - Tajne porozumienie: Wall Street finansuje partię nazistowską Hitlera
„4 stycznia 1932 r. odbyło się spotkanie brytyjskiego finansisty Montagu Normana (gubernatora Banku Anglii), Adolfa Hitlera i Franza von Papena (który został kanclerzem kilka miesięcy później, w maju 1932 r.). Podczas tego spotkania osiągnięto porozumienie w sprawie finansowania Nationalsozialistische Deutsche Arbeiterpartei (NSDAP, partii nazistowskiej). W spotkaniu tym uczestniczyli także amerykańscy decydenci oraz bracia Dulles , o czym nie lubią wspominać ich biografowie.
Rok później, 14 stycznia 1933 r., odbyło się kolejne spotkanie Adolfa Hitlera, niemieckiego finansisty barona Kurta von Schroedera,kanclerza Franza von Papena i doradcy ekonomicznego Hitlera Wilhelma Kepplera , podczas którego program Hitlera został w pełni zatwierdzony. (Y. Rubtsov, tekst poniżej) Po objęciu władzy przez Adolfa Hitlera na stanowisku kanclerza w marcu 1933 r. rozpoczęto masowy program prywatyzacyjny, na którym widać ślady Wall Street.
Dr Hjalmar Schacht – ponownie mianowany w marcu 1933 przez Adolfa Hitlera na stanowisko prezesa Reichsbanku – został zaproszony do Białego Domu (maj 1933) przez prezydenta Franklina D. Roosevelta. „Po spotkaniu z prezydentem USA i wielkimi bankierami z Wall Street Ameryka przyznała Niemcom nowe pożyczki na łączną kwotę 1 miliarda dolarów” ( to równowartość 23,7 mld usd w 2023 r., szacunki PPP – p. Y. Rubtsov, op cyt.)
Zaledwie rok później, w kwietniu 1934 r., „The Economist” donosił, że ”wydatki wojskowe zmuszają ministra finansów do poszukiwania nowych środków”, w tym do prywatyzacji Deutsche Reichsbahn (cyt. za: Germa Bel, s. 20 ). Rząd nazistowski sprzedał także państwowe przedsiębiorstwa stoczniowe, infrastrukturę państwową i obiekty użyteczności publicznej.
Z „ nazistowsko-liberalnym” nastawieniem – bez wątpienia z warunkami – program prywatyzacji był negocjowany z niemieckimi wierzycielami z Wall Street. Sprywatyzowano także kilka dużych instytucji bankowych, w tym Deutsche Bank i Dresden Bank.
„W połowie lat trzydziestych rząd partii nazistowskiej sprzedał własność publiczną kilku przedsiębiorstw państwowych. Firmy te należały do szerokiego spektrum sektorów: hutnictwa, górnictwa, bankowości, lokalnych przedsiębiorstw użyteczności publicznej, stoczni, linii okrętowych, kolei itp.
Ponadto niektóre usługi publiczne, które były świadczone przez rząd przed latami trzydziestymi XX wieku, zwłaszcza usługi socjalne i związane z pracą, zostały przeniesione do sektora prywatnego, głównie do organizacji wewnątrz partii”. ( Germa Bel, Uniwersytet w Barcelonie)
Wpływy z programu prywatyzacyjnego zostały wykorzystane na spłatę zaległych długów, a także na finansowanie prężnie rozwijającego się kompleksu wojskowo-przemysłowego nazistowskich Niemiec. W przemysł zbrojeniowy nazistowskich Niemiec zainwestowały liczne konglomeraty amerykańskie, w tym Ford i General Motors. Zarówno General Motors, jak i Ford upierają się, że ponoszą niewielką lub żadną odpowiedzialność za działalność swoich niemieckich spółek zależnych, które w chwili wybuchu wojny w 1939 r. kontrolowały 70 procent niemieckiego rynku samochodowego i szybko przekształciły się, aby stać się dostawcami sprzętu wojennego dla niemieckiej armii. W niektórych przypadkach amerykańscy menedżerowie zarówno GM, jak i Forda zgodzili się na konwersję swoich niemieckich fabryk do produkcji wojskowej w czasie, gdy dokumenty rządu USA pokazują, że w dalszym ciągu opierali się wezwaniom administracji Roosevelta do zwiększenia produkcji wojskowej w swoich fabrykach krajowych. (Washington Post, 30.11.1998)
„Słynna rodzina amerykańska” sypiająca z wrogiem. Rola Prescotta Busha
Według udokumentowanej analizy historycznej Johna Loftusa „słynna amerykańska rodzina” zbiła fortunę na nazistach.
Prescott Bush (dziadek George'a W. Busha) był wspólnikiem w Brown Brothers Harriman & Co. i dyrektorem Union Banking Corporation, ściśle związanym z interesami niemieckich korporacji, w tym Thyssen Stahl, ważnej firmy zajmującej się przemysłem zbrojeniowym Trzeciej Rzeszy. Powiązania rodziny Bushów z gospodarką wojenną nazistowskich Niemiec po raz pierwszy wyszły na światło dzienne podczas procesów norymberskich w zeznaniach magnata stalowego nazistowskich Niemiec Fritza Thyssena.
Thyssen był partnerem dziadka George'a W. Busha, Prescotta Busha:
„Od 1945 do 1949 roku w Norymberdze w amerykańskiej strefie okupowanych Niemiec rozpoczęło się jedno z najdłuższych i, jak się obecnie wydaje, najbardziej daremnych przesłuchań podejrzanego o nazistowskie zbrodnie wojenne. Multimiliarder magnat stalowy Fritz Thyssen – człowiek, którego kombinat stali był zimnym sercem nazistowskiej machiny wojennej – rozmawiał ze wspólnym amerykańsko-brytyjskim zespołem przesłuchań. Śledczy alianccy nigdy nie zrozumieli, że nie zadali Thyssenowi właściwego pytania. Thyssen nie potrzebował żadnych zagranicznych kont bankowych, ponieważ jego rodzina w tajemnicy posiadała całą sieć banków.
Pod koniec II wojny światowej nie musiał przenosić swojego nazistowskiego majątku, wystarczyło, że przekazał swoim amerykańskim przyjaciołom dokumenty własności – akcje, obligacje, akty własności i trusty – ze swojego banku w Berlinie przez bank w Holandii w Nowym Jorku: Prescottowi Bushowi i Herbertowi Walkerowi (teść Prescotta Busha). Wspólnicy Thyssena w zbrodni to ojciec i (dziadek) przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych (George’a Herberta Walkera Busha). (John Loftus, Jak rodzina Bushów zbiła fortunę na nazistach: The Dutch Connection)
Opinia publiczna amerykańska nie była świadoma powiązań rodziny Bushów z nazistowskimi Niemcami, ponieważ media głównego nurtu starannie ukrywały informacje historyczne. Jednak we wrześniu 2004 roku The Guardian ujawnił, że dziadek George'a Busha, nieżyjący już senator USA Prescott Bush, był dyrektorem i udziałowcem firm, które czerpały korzyści ze swoich kontaktów ze sponsorami finansowymi nazistowskich Niemiec.
Jego interesy biznesowe, które trwały aż do przejęcia majątku jego firmy w 1942 r. na mocy ustawy o handlu z wrogami, doprowadziły ponad 60 lat później do wytoczenia w Niemczech powództwa cywilnego o odszkodowanie przeciwko rodzinie Bushów przez dwóch byłych robotników przymusowych w Auschwitz i szum przedwyborczych kontrowersji”.
(Ben Aris i Duncan Campbell, Jak dziadek Busha pomógł Hitlerom w dojściu do władzy, Guardian , 25.09.2004). Prescott Bush zajął się polityką w 1950 r. W 1952 r. został wybrany senatorem stanu Connecticut i tę funkcję piastował do stycznia 1963 r.
Dowody na powiązania rodziny Bushów z nazizmem były dostępne na długo przed wejściem do polityki George'a Herberta Walkera Busha (seniora) i George'a W. Busha, nie wspominając już o pobycie Busha seniora w CIA.
Amerykańskie media pozostały całkowicie milczące. Według Johna Buchanana (New Hampshire Gazette , 10.10.2003), po 60 latach nieuwagi, a nawet zaprzeczeń amerykańskich mediów, nowo odkryte dokumenty rządowe w Archiwach Narodowych i Bibliotece Kongresu ujawniają, że Prescott Bush, dziadek prezydenta George'a W. Busha, był partnerem biznesowym i pracownikiem bankowości amerykańskiej dla finansowej architektury nazistowskiej machiny wojennej od 1926 do 1942, kiedy Kongres podjął agresywne działania przeciwko Bushowi i jego „wrogim narodowym” partnerom.
Z dokumentów wynika także, że Bush i jego współpracownicy, według raportów Departamentu Skarbu USA, próbowali ukryć swój sojusz finansowy z niemieckim przemysłowcem Fritzem Thyssenem, baronem stali i węgla, który od połowy lat dwudziestych osobiście finansował dojście Adolfa Hitlera do władzy poprzez obalenie zasad demokracji i prawa niemieckiego. Co więcej, odtajnione akta pokazują, że Bush i jego współpracownicy, w tym E. Roland Harriman, młodszy brat amerykańskiej ikony W. Averell Harriman i George Herbert Walker, pradziadek prezydenta Busha ze strony matki, kontynuowali kontakty z niemieckim potentatem przemysłowym przez prawie rok po przystąpieniu Stanów Zjednoczonych do wojny.
Chociaż aktywa firmy Prescotta Busha, a mianowicie Union Banking Corporation, zostały skonfiskowane w 1942 r. na mocy ustawy o handlu z wrogiem (patrz poniżej), dziadek George'a W. Busha nigdy nie był ścigany za kontakty biznesowe z nazistowskimi Niemcami. „W 1952 roku Prescott Bush został wybrany do Senatu Stanów Zjednoczonych, nie będąc obciążony żadnymi doniesieniami prasowymi na temat jego dobrze ukrywanej nazistowskiej przeszłości. Nie ma żadnych wzmianek o doniesieniach amerykańskiej prasy na temat powiązań Busha z nazistami podczas jakichkolwiek kampanii politycznych prowadzonych przez George'a Herberta Walkera Busha, Jeba Busha lub George'a W. Busha, z wyjątkiem krótkiej wzmianki w niepowiązanym artykule w Sarasota Herald Tribune w listopadzie 2000 r. i krótkiej, ale niedokładnej relacji w The Boston Globe w 2001 r.”. (John Buchanan, op. cyt.)
Aż do Pearl Harbor (grudzień 1941) Wall Street handlowała z Niemcami. Po ataku na Pearl Harbor (1941-1945) firma Standard Oil „handlowała z wrogiem”, sprzedając ropę nazistowskim Niemcom za pośrednictwem tak zwanych „krajów neutralnych”, w tym Wenezueli i Argentyny. Bez amerykańskich dostaw ropy do nazistowskich Niemiec za pośrednictwem Standard Oil z New Jersey Trzecia Rzesza nie byłaby w stanie dokonać inwazji na Związek Radziecki.
Michel Chossudovsky , 21.11, 2023
Adolf Hitler był finansowany przez Wall Street, Rezerwę Federalną Stanów Zjednoczonych i Bank Anglii (Jurij Rubcow)
Ponad 80 lat temu rozpoczęła się największa rzeź w historii, II wojna światowa. Jeśli mamy podejść do problemu „odpowiedzialności za wojnę”, to najpierw musimy odpowiedzieć na następujące kluczowe pytania:
Kto pomógł nazistom w dojściu do władzy?
Kto wysłał ich w drogę do światowej katastrofy?
Cała przedwojenna historia Niemiec pokazuje, że zapewnieniem „niezbędnych” polis udało się sprostać zawirowaniom finansowym, w jakie pogrążył się świat po I wojnie światowej. Kluczowymi strukturami, które zdefiniowały powojenną strategię rozwoju Zachodu, były centralne instytucje finansowe Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych – Bank Anglii i System Rezerwy Federalnej (FRS) – oraz powiązane organizacje finansowe i przemysłowe określone jako środek do ustanowienia absolutnej kontroli nad systemem finansowym Niemiec i jego zdolnością do kontrolowania procesów politycznych w Europie Środkowej.
Aby wdrożyć tę strategię, przewidziano następujące etapy:
1. Od 1919 do 1924 — przygotowanie gruntu pod masowe amerykańskie inwestycje finansowe w niemiecką gospodarkę ;
2. 1924–1929 — ustanowienie kontroli nad systemem finansowym Niemiec i wsparcie finansowe dla nazizmu („narodowy socjalizm”);
3. Od 1929 do 1933 — wywołanie i wywołanie głębokiego kryzysu finansowego i gospodarczego oraz zapewnienie dojścia nazistów do władzy;
4. Od 1933 do 1939 — współpraca finansowa z rządem nazistowskim i wspieranie jego ekspansjonistycznej polityki zagranicznej, mającej na celu przygotowanie i rozpętanie nowej wojny światowej.
I wojna światowa i „reparacje wojenne”
W pierwszym etapie główne dźwignie zapewniające penetrację Europy przez amerykański kapitał zaczęły się od długów wojennych z I wojny światowej i ściśle z nimi związanego problemu niemieckich reparacji. Po formalnym przystąpieniu Stanów Zjednoczonych do I wojny światowej udzieliły one sojusznikom (przede wszystkim Anglii i Francji) pożyczek na kwotę 8,8 miliarda dolarów. Całkowita suma długów wojennych, włączając pożyczki udzielone Stanom Zjednoczonym w latach 1919-1921, wyniosła ponad 11 miliardów dolarów.
Aby rozwiązać ten problem, kraje wierzycielskie próbowały narzucić kosztem Niemiec niezwykle trudne warunki wypłaty reparacji wojennych. Było to spowodowane ucieczką niemieckiego kapitału za granicę i odmową płacenia podatków, co doprowadziło do deficytu budżetu państwa, który można było pokryć jedynie poprzez emisję pustego pieniądza - masową produkcję niezabezpieczonych marek niemieckich. Rezultatem był upadek niemieckiej waluty — „wielka inflacja” z 1923 r., kiedy dolar był wart 4,2 biliona marek. Niemieccy przemysłowcy zaczęli otwarcie sabotować wszelkie działania w zakresie płacenia zobowiązań odszkodowawczych, co ostatecznie doprowadziło do słynnego „kryzysu Zagłębia Ruhry” – francusko-belgijskiej okupacji Zagłębia Ruhry w styczniu 1923 roku.
Angloamerykańskie elity rządzące, chcąc przejąć inicjatywę w swoje ręce czekały, aż Francja zostanie wciągnięta w ryzykowną przygodę i udowodni, że nie potrafi rozwiązać problemu. Sekretarz stanu USA Hughes zauważył: „Aby zaakceptować amerykańską propozycję, trzeba poczekać, aż Europa dojrzeje”.
Nowy projekt powstał w głębi JP Morgan & Co. pod kierunkiem szefa Banku Anglii Montagu Normana. Podstawy tej idei dał przedstawiciel Dresdner Bank Hjalmar Schacht, który sformułował ją w marcu 1922 roku za sugestią Johna Fostera Dullesa (przyszłego sekretarza stanu w gabinecie prezydenta Eisenhowera ) i doradcy prawnego prezydenta W. Wilsona na konferencji pokojowej w Paryżu.
Dulles przekazał tę notatkę głównemu powiernikowi JP Morgan & Co., który następnie zarekomendował H. Schachta Montagu Normanowi, gubernatorowi Banku Anglii. W grudniu 1923 r. H. Schacht został dyrektorem Reichsbanku i odegrał kluczową rolę w zbliżeniu angloamerykańskich i niemieckich elit finansowych.
Latem 1924 roku na konferencji londyńskiej przyjęto projekt znany jako „Plan Dawesa” (nazwany na cześć przewodniczącego komisji ekspertów, który go stworzył – amerykańskiego bankiera i dyrektora jednego z banków grupy Morgan). Wezwał do zmniejszenia o połowę reparacji i rozwiązał kwestię źródeł ich pokrycia. Jednak głównym zadaniem było zapewnienie korzystnych warunków dla inwestycji amerykańskich , co było możliwe dopiero przy stabilizacji marki niemieckiej.
W tym celu w ramach planu udzielono Niemcom dużej pożyczki w wysokości 200 mln dolarów, z czego połowę spłacił JP Morgan.
Natomiast banki angloamerykańskie przejęły kontrolę nie tylko nad transferem niemieckich płatności, ale także nad budżetem, systemem obiegu pieniężnego i w dużej mierze systemem kredytowym kraju.
Republika Weimarska
Już w sierpniu 1924 roku starą markę niemiecką zastąpiła nowa, ustabilizowana sytuacja finansowa w Niemczech i – jak pisał badacz GD Preparta – Republika Weimarska była przygotowana na:
„najbardziej malowniczą pomoc gospodarcza w historii, po której nastąpiły najbardziej gorzkie żniwa w historii świata” – „niepowstrzymana powódź amerykańskiej krwi wlewająca się do finansowych żył Niemiec”.
Konsekwencje tego nie pojawiały się powoli. Wynikało to przede wszystkim z faktu, że coroczne reparacje miały pokrywać kwotę długu spłacanego przez sojuszników, utworzonego przez tzw. absurdalne koło weimarskie. Złoto, które Niemcy zapłaciły w formie reparacji wojennych, zostało sprzedane, zastawione i zniknęło w USA, skąd w formie planu „pomocy” wróciło do Niemiec, które przekazały je Anglii i Francji, a one w z kolei mieli spłacić dług wojenny Stanów Zjednoczonych. Następnie nałożono na niego odsetki i ponownie wysłano do Niemiec. Ostatecznie wszyscy w Niemczech żyli w długach [byli zadłużeni] i było jasne, że jeśli Wall Street wycofa swoje pożyczki, kraj popadnie w całkowite bankructwo.
Po drugie, choć formalnie udzielono kredytu na zabezpieczenie płatności, w istocie chodziło o odbudowę potencjału wojskowo-przemysłowego kraju. Faktem jest, że Niemcom za pożyczki płacono akcjami spółek, dzięki czemu kapitał amerykański zaczął aktywnie integrować się z niemiecką gospodarką.
Ogólna suma inwestycji zagranicznych w przemyśle niemieckim w latach 1924-1929 wyniosła prawie 63 miliardy marek w złocie (30 miliardów stanowiły pożyczki), a wypłata reparacji — 10 miliardów marek. 70% przychodów zapewniali bankierzy ze Stanów Zjednoczonych, a większość banków pochodziła z JP Morgan. W rezultacie w 1929 roku niemiecki przemysł znajdował się na drugim miejscu na świecie, ale w dużej mierze znajdował się w rękach czołowych amerykańskich grup finansowo-przemysłowych.
Inwestycje USA w nazistowskich Niemczech. Rockefeller finansował kampanię wyborczą Adolfa Hitlera
„Interessen-Gemeinschaft Farbenindustrie” , główny dostawca niemieckiej machiny wojennej, finansował 45% kampanii wyborczej Hitlera w 1930 r. i znajdował się pod kontrolą „Standard oil" Rockefellera.
Morgan, poprzez „General Electric”, kontrolował niemiecki przemysł radiowy i elektryczny za pośrednictwem AEG i Siemens (do 1933 r. 30% udziałów w „General Electric” należącym do AEG) za pośrednictwem firmy telekomunikacyjnej ITT — 40% sieci telefonicznej w Niemcy.
Ponadto posiadali 30% udziałów w firmie produkującej samoloty „Focke-Wulf” .
Należący do rodziny DuPont koncern „General Motors” przejął kontrolę nad „Oplem”.
Henry Ford kontrolował 100% akcji „Volkswagena”.
W 1926 r. przy udziale Rockefeller Bank „Dillon, Reed & Co." powstał drugi co do wielkości monopol przemysłowy w Niemczech po „IG Farben” — koncern metalurgiczny „Vereinigte Stahlwerke” (Steel Trust) Thyssen, Flick, Wolff, Feglera itp.
Współpraca amerykańska z niemieckim kompleksem wojskowo-przemysłowym była tak intensywna i wszechobecna, że do 1933 roku kluczowe sektory niemieckiego przemysłu i duże banki, takie jak Deutsche Bank, Dresdner Bank, Danat-Bank (Darmstädter und Nationalbank) itp. znalazły się pod kontrolą Amerykański kapitał finansowy.
Równolegle przygotowywano siłę polityczną, która miała odegrać kluczową rolę w planach angloamerykańskich. Mówimy o finansowaniu partii nazistowskiej i osobiście Adolfa Hitlera.
Jak pisał w swoich pamiętnikach były kanclerz Niemiec Brüning, od 1923 roku Hitler otrzymywał duże sumy z zagranicy. Nie wiadomo, dokąd poszły, ale zostały przyjęte przez banki szwajcarskie i szwedzkie. Wiadomo też, że w 1922 r. w Monachium odbyło się spotkanie A. Hitlera z amerykańskim dyplomatą wojskowym w Niemczech – kapitanem Trumanem Smithem – który sporządził szczegółowy raport dla swoich waszyngtońskich przełożonych (w biurze wywiadu wojskowego), w którym bardzo ciepło wypowiadał się o Hitlerze.
To dzięki kręgu znajomych Smitha Hitler po raz pierwszy został przedstawiony niemiecko-amerykańskiemu biznesmenowi Ernstowi Franzowi Sedgwickowi Hanfstaenglowi , absolwentowi Uniwersytetu Harvarda, który odegrał ważną rolę w ukształtowaniu A. Hitlera jako polityka, co zostało poparte znacznym wsparciem finansowym, jednocześnie zapewnienie mu więzi i komunikacji z wybitnymi osobistościami brytyjskiego establishmentu.
Hitler był przygotowany politycznie, jednak podczas panowania Niemiec za Republiki Weimarskiej jego partia pozostawała na peryferiach życia publicznego. Sytuacja zmieniła się radykalnie wraz z początkiem kryzysu finansowego w 1929 roku.
Od jesieni 1929 r., po upadku amerykańskiej giełdy wywołanym przez Rezerwę Federalną, rozpoczął się trzeci etap strategii angloamerykańskiego establishmentu finansowego.
Rezerwa Federalna i JP Morgan podjęły decyzję o zaprzestaniu akcji kredytowej dla Niemiec, zainspirowane kryzysem bankowym i recesją gospodarczą w Europie Środkowej. We wrześniu 1931 roku Anglia porzuciła standard złota, celowo niszcząc międzynarodowy system płatniczy i całkowicie odcinając dopływ „finansowego tlenu” do Republiki Weimarskiej.
Ale w przypadku partii nazistowskiej zdarzył się finansowy cud: we wrześniu 1930 r., w wyniku dużych darowizn od Thyssen, „IG Farben” i przemysłowca Emila Kirdorfa (który był zdecydowanym zwolennikiem Adolfa Hitlera), partia nazistowska uzyskała 6,4 miliona głosów, i zajął drugie miejsce w Reichstagu, po czym uruchomiono hojne inwestycje z zagranicy.
Głównym łącznikiem pomiędzy największymi niemieckimi przemysłowcami i zagranicznymi finansistami stał się H. Schacht .
1932 Tajne porozumienie: Wall Street finansuje partię nazistowską Hitlera
4 stycznia 1932 r. odbyło się spotkanie brytyjskiego finansisty Montagu Normana ( gubernatora Banku Anglii) , Adolfa Hitlera i Franza Von Papena (który został kanclerzem kilka miesięcy później, w maju 1932 r.). Podczas tego spotkania osiągnięto porozumienie w sprawie finansowania Nationalsozialistische Deutsche Arbeiterpartei (NSDAP lub Partii Nazistowskiej). W spotkaniu tym uczestniczyli także amerykańscy decydenci oraz bracia Dulles, o czym nie lubią wspominać ich biografowie.
Rok później, 14 stycznia 1933 r., odbyło się kolejne spotkanie Adolfa Hitlera, niemieckiego finansisty barona Kurta von Schroedera,
kanclerza Franza von Papena i doradcy ekonomicznego Hitlera Wilhelma Kepplera, podczas którego program Hitlera został w pełni zatwierdzony. To tu ostatecznie rozwiązano kwestię przekazania władzy nazistom i 30 stycznia 1933 roku Hitler został kanclerzem. Rozpoczęła się zatem realizacja czwartego etapu strategii.
Postawa angloamerykańskich elit rządzących wobec nowego rządu nazistowskiego była bardzo życzliwa. Kiedy Hitler odmówił wypłaty reparacji, co w naturalny sposób stawiało pod znakiem zapytania spłatę długów wojennych, ani Wielka Brytania, ani Francja nie przedstawiły mu żądań zapłaty. Co więcej, po wizycie w Stanach Zjednoczonych w maju 1933 r. H. Schacht ponownie został szefem Reichsbanku, a po spotkaniu z prezydentem USA i wielkimi bankierami na Wall Street Ameryka przyznała Niemcom nowe pożyczki na łączną kwotę 1 miliarda dolarów.
W czerwcu podczas podróży do Londynu i spotkania z Montagu Normanem Schacht zabiegał także o pożyczkę brytyjską w wysokości 2 miliardów dolarów oraz o zmniejszenie i zaprzestanie spłat starych pożyczek. W ten sposób naziści osiągnęli to, czego nie mogli osiągnąć przy poprzednim rządzie. Latem 1934 roku Wielka Brytania podpisała anglo-niemieckie porozumienie transferowe, które stało się jednym z fundamentów brytyjskiej polityki wobec III Rzeszy, a pod koniec lat trzydziestych XX wieku Niemcy stały się głównym partnerem handlowym Anglii.
Schroeder Bank stał się głównym agentem Niemiec w Wielkiej Brytanii, a w 1936 roku jego biuro w Nowym Jorku połączyło siły z Rockefellerami, tworząc „Schroeder, Rockefeller & Co.” Bank inwestycyjny, który Times Magazine nazwał „gospodarczą osią propagandy Berlin-Rzym”. Jak przyznał sam Hitler, swój czteroletni plan ułożył w oparciu o zagraniczne pożyczki finansowe, więc nigdy nie wzbudziło to u niego najmniejszego niepokoju.
W sierpniu 1934 roku firma America's Standard Oil [należąca do Rockefellerów] w Niemczech nabyła 730 000 akrów ziemi i zbudowała duże rafinerie ropy naftowej, które zaopatrywały nazistów w ropę . W tym samym czasie Niemcy potajemnie przyjęły ze Stanów Zjednoczonych najnowocześniejszy sprzęt dla fabryk samolotów, które miały rozpocząć produkcję niemieckich samolotów.
Niemcy otrzymały dużą liczbę patentów wojskowych od amerykańskich firm Pratt and Whitney”, „Douglas”, „Curtis Wright”, a amerykańska technologia budowała „Junkers-87”. W 1941 roku, gdy szalała II wojna światowa, amerykańskie inwestycje w gospodarkę Niemiec wyniosły 475 milionów dolarów. „Standard Oil” zainwestował – 120 mln, General Motors – 35 mln dolarów, ITT – 30 mln dolarów, a Ford – 17,5 mln dolarów.
Ścisła współpraca finansowa i gospodarcza anglo-amerykańskich i nazistowskich kręgów biznesowych była tłem, na którym w latach trzydziestych XX wieku polityka ustępstw doprowadziła do II wojny światowej. Dzisiaj elity finansowe świata wprowadziły w życie Wielki Kryzys 2.o [2008] , którego następstwem było przejście w kierunku „Nowego Porządku Świata”.
Jurij Rubcow
Jurij Rubcow jest doktorem nauk historycznych, akademikiem Rosyjskiej Akademii Nauk Wojskowych i członkiem Międzynarodowego Stowarzyszenia historyków II wojny światowej
Przetłumaczone z języka rosyjskiego przez Ollie Richardson dla Fort Russ. (odniesienia nie są dostępne w tej wersji artykułu)
ru-polit.livejournal (oryginalnie z 2009)
Oryginalnym źródłem tego artykułu jest Fort Russ z 14.05.16 i Global Research z 21.11.23
Za: https://www.globalresearch.ca/history-of-world-war-ii-nazi-germany-was-financed-by-the-federal-reserve-and-the-bank-of-england/5530318
(tłumaczenie maszynowe)