Historia el.
- Autor: Bogusław Paprocki
- Odsłon: 5268
Zbiór ten powiększył się w 1991 roku dzięki depozytowi Krzysztofa Kolberga z Poznania, należącego do szóstego pokolenia tej rodziny naturalizowanej w Polsce w początkach XIX wieku. Są w nim źródła do czterech pokoleń Kolbergów, począwszy od geometry Juliusza, poprzez jego synów: inżyniera Wilhelma, muzyka, a następnie sławnego etnografa Oskara i malarza Antoniego, aż do wnuków: Bronisława i Henryka oraz prawnuka Oskara – znanych inżynierów.
Już te dokumenty, cząstkowe przecież – gdyż archiwum rodzinne Kolbergów spaliło się w Powstaniu Warszawskim – dowodzą niebagatelnego wkładu czterech pokoleń tej rodziny do nauki, techniki i kultury polskiej. Rodziny z pochodzenia niemieckiej, lecz w krótkim czasie zasymilowanej, a na przykładzie Oskara, wielkiego etnografa – arcypolskiej. Wybitni jej przedstawiciele należeli do ówczesnych elit w skali międzynarodowej. A przecież przyszło im żyć i działać w okresie zaborów. Jednakowoż ich intelekt, energia życiowa, świadomość celów i wytrwałość, a nade wszytko brak kompleksów, przezwyciężyły te bariery.
Płyta nagrobna na cmentarzu w Przysusze
W czasie dziewięcioletniego pobytu Kolbergów w Przysusze, gdzie głowa rodziny zarządzała dobrami Dembińskich, zmarło dwoje członków rodziny: babka macierzysta Oskara Henrietta Merker von Arnim i jego siostra, a jedyna córka Kolbergów, Julia. Babka (zm. 1818) nie dożyła siedemdziesiątki, Julia przeżyła niecałe siedem lat (zm. 1817). Ich grób już nie istnieje, zachowała się natomiast kamienna płyta nagrobna wmurowana w ogrodzenie cmentarza, z mocno zatartym napisem.
Babka Oskara pochodziła ze starej arystokratycznej rodziny pruskiej von Arnim, a jej z francuska brzmiące nazwisko (podobnie jak matki Oskara) miała po mężu Gotfrydzie Mercoeur, emigrancie francuskim w Prusach. Ich córka Karolina, matka Oskara, urodziła się w roku 1788 w Fordonie. Przeniosła się z rodzicami do Warszawy jeszcze będąc dzieckiem i tu w roku 1806 wyszła za mąż za Juliusza Kolberga.
Napisy wykute na płycie są w języku niemieckim. U dołu płyty widnieje czterowiersz poświęcony Henrietcie, który w wolnym tłumaczeniu brzmi: Biedne serce tu w grobie zmęczone troskami, osiągnie spokój tam, gdzie już nie bije (Das arme Herz hienieden/ Vom Kummer tief bewegt/ Erlanget nur den Frieden/ Da wo es nicht mehr schlägt). Autorem wiersza mógł być sam Juliusz, który interesował się literaturą polską i niemiecką, tłumaczył na język niemiecki poezje Karpińskiego i Brodzińskiego, sam pisał wiersze okolicznościowe.
Metryka urodzenia Oskara Kolberga
W ekspozycji biograficznej Muzeum im. Oskara Kolberga znajduje się użyczony przez ks. Edwarda Warchoła, proboszcza parafii rzymskokatolickiej w Przysusze, oryginał księgi stanu cywilnego gminy przysuskiej, zawierającej akty urodzin, małżeństw i zgonów z lat 1813–1814. Pod numerem dziewiątym kolejnego zapisu urodzin i datą 23 lutego 1814 roku figuruje nazwisko Henryka Oskara Colberga.
Z metryki dowiadujemy się, że Juliusz Kolberg był konduktorem, czyli zarządcą dóbr Ignacego Rawicz Dembińskiego, przede wszystkim zakładów przemysłowych. Dembiński wypuścił dobra przysuskie w dzierżawę bankierowi warszawskiemu Samuelowi Fraenklowi, a ten w 1810 roku powierzył ich zarząd Kolbergowi. Metryka wymienia numer posesji, na której urodził się Oskar. Skądinąd wiemy, że mieściła się ona przy Rynku Polskim, zwanym też Katolickim (obecnie plac 3 Maja).
Portret Juliusza Kolberga
W stałej ekspozycji biograficznej Muzeum im. Oskara Kolberga znajduje się oryginalny portret Juliusza Kolberga (1776-1831). Jest to litografia wykonana w zakładzie litograficznym w Berlinie, sygnowana przez Wernera. Przedstawia starszego mężczyznę z charakterystycznym „kolbergowskim” nosem, modnym halsztukiem pod szyją, ubranego w surdut i płaszcz. Wizerunek mógł powstać po 1829 roku, po nadaniu Kolbergowi tytułu szlacheckiego i herbu Kołobrzeg, widniejącego w rogu ryciny.
Juliusz był w tym czasie profesorem Uniwersytetu Warszawskiego, Szkoły Wyższej Leśnej i Instytutu Agronomicznego na Marymoncie, członkiem Najwyższej Komisji Egzaminacyjnej Królestwa Polskiego dla ubiegających się o patent geometry i Rady Budowniczej przy Komisji Spraw Wewnętrznych. Był też członkiem Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Należał do ówczesnej elity Warszawy.
Herb Kołobrzeg nadał Juliuszowi car Mikołaj ukazem z dnia 6/18 sierpnia 1829 roku: Chcąc wynagrodzić JPana Juliusza Kolberga Professora Naszego Królewsko-Warszawskiego Uniwersytetu za dziesięcioletnią służbę w zawodzie nauczycielskim, postanowiliśmy udzielić i nadać (…) dla niego i jego potomków prawych i w prostej linii, tytuł i prawa szlachcica polskiego. W dokumencie opisano herb Kołobrzeg: Na tarczy w polu błekitnem, podzielonem od prawej ku lewej pasem czerwonym z brzegami srebrnymi i trzema takiemi różami, z jednej strony nad pasem łabędź w prawą obrócony, z drugiej strony, spodem, na skale wieża nadmorska, na której wierzchu rozniecony ogień. Nad tarczą hełm ozdobiony trzema piórami strusiemi, z których z lewej strony białe, z prawej czerwone, a środkowe błękitne i na nim róża srebrna. Nominacja Juliusza Kolberga na profesora Uniwersytetu Warszawskiego 30 stycznia 1819 roku Komisja Rządowa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego mianowała Juliusza Kolberga profesorem miernictwa praktycznego i topograficznych rysunków w Oddziale Sztuk Pięknych Królewsko-Warszawskiego Uniwersytetu. Rękopis jest opatrzony pieczęcią Komisji i podpisem ministra S. Potockiego.
Uniwersytet został powołany aktem erekcyjnym cara Aleksandra I w dniu 19 listopada 1816 roku. Symboliczną scenę tego aktu sztychował, na podstawie nieistniejącego dziś obrazu Brodowskiego, Antoni Kolberg, brat Oskara; rycina jest eksponowana w Muzeum UW. Uniwersytet miał pięć wydziałów: teologii, prawa, medycyny, filozofii oraz nauk i sztuk pięknych; w tym ostatnim wydziale zatrudniony był właśnie Juliusz. Uniwersytet przetrwał 15 lat, a 3000 jego wychowanków stanowiło trzon inteligencji Warszawy i Królestwa Polskiego. Rodzina profesora Juliusza Kolberga przenosząc się w 1819 roku z Przysuchy, zamieszkała w oficynie zabudowań uniwersyteckich przy Krakowskim Przedmieściu, w których mieściło się jeszcze Liceum Warszawskie.
Dyplom doktorski Juliusza Kolberga
W 1820 roku Juliusz Kolberg otrzymał na Uniwersytecie Warszawskim tytuł doktorski z zakresu nauk geodezyjnych i kartograficznych. Miał on w tym czasie poważny dorobek w postaci bardzo szczegółowych map Prus, Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego, był autorem książki o miarach i wagach w Królestwie Polskim oraz wynalazcą planimetru – przyrządu do szybkiego obliczania płaszczyzny. Dokument wydrukowany na pergaminie i opatrzony wielką pieczęcią Uniwersytetu Warszawskiego podpisało pięciu profesorów, wśród nich rektor Wojciech Szwejkowski i dziekan Fryderyk Michał Szubert.
Mapy Królestwa Polskiego autorstwa Juliusza Kolberga
W 1827 roku ukazał się w Warszawie „Atlas Królestwa Polskiego” zawierający mapy ośmiu województw: krakowskiego, lubelskiego, sandomierskiego, Mazowsza, płockiego, kaliskiego, podlaskiego i augustowskiego. Są to szczegółowe mapy topograficzne, którymi może posługiwał się Oskar Kolberg w licznych wyprawach po Królestwie.
W 1832 roku, już po śmierci Juliusza, ukazała się opracowana przez niego mapa Królestwa Polskiego, której sześć następnych wydań aktualizował jego syn Wilhelm. Wychodziły one w latach 1840, 1846, 1849, 1858, 1862 i 1863. W zbiorach muzeum jest przedostatnie wydanie mapy, na której naniesiono istniejącą sieć dróg żelaznych, m.in. pierwszą w Królestwie Polskim i jedną z najdłuższych w ówczesnej Europie Kolej Warszawsko-Wiedeńską, biegnąca z Warszawy przez Skierniewice, Piotrków, Częstochowę, Szczakową, Kraków do Wiednia, a zbudowaną w latach 1845-1848. Ta piękna mapa, której perfekcji technicznej dorównują walory estetyczne, wisi we wnętrzu aranżowanym na gabinet w Muzeum im. Oskara Kolberga. Wspomnienie Kazimierza Brodzińskiego o Juliuszu Kolbergu
W zbiorach muzeum znajduje się wspomnienie o Juliuszu Kolbergu napisane po jego śmierci przez Kazimierza Brodzińskiego, poetę i profesora literatury polskiej na Uniwersytecie Warszawskim, jednego z rzeczników nowego prądu w literaturze, romantyzmu. Wspomnienie o Kolbergu oddaje atmosferę przyjaźni, w jakiej żyli sąsiadujący ze sobą Kolbergowie, Brodzińscy, Chopinowie, Elsnerowie: /…/ Kolberg przybył do Polski w czasie zajęcia Warszawy przez Prusaków jako geometra, a po utworzeniu Księstwa Warszawskiego wszedł w polską służbę publiczną jako człowiek zdatny i prawy. Powołany do wykładania w Uniwersytecie topografii i niwelacji, żył ze mną w ścisłej przyjaźni do śmierci. Kolberg pisał wiele poezji w języku niemieckim, największą część z przygodnych zdarzeń, na uroczystości kościelne, rodzinne i wolnomularskie /…/ Miłośnik poetów, szczególnie Jean Paula i Herdera mógł się im oddawać, zajęty pracą nad mozolnemi mapami i rachunkami. Otoczony sześciorgiem dzieci w szczupłem pomieszkaniu między mnóstwem kart i instrumentów mierniczych, pracował cierpliwie z najsłodszą rezygnacją (i od poetycznej swobody widoków natury, które tak lubił).
Rękopisy Oskara Kolberga
W posiadaniu Muzeum im. Oskara Kolberga znajdują się cztery rękopisy Oskara Kolberga oraz korekta autorska fragmentu monografii „Krakowskiego”:
- Zapis terenowy szopki krakowskiej, czyli jasełek bożonarodzeniowych, przedstawianych w czasie od św. Szczepana do święta Matki Boskiej Gromnicznej (2 lutego). Rękopis dotyczy scen VI, VII, VIII i fragmentu sceny IX, publikowanych w części 1. monografii „Krakowskiego”, wydanej w Krakowie w 1871 roku. Kolberg przytacza szczegółowe, barwne opisy jasełek z Krakowa i wsi podkrakowskich.
W rękopisie zwraca uwagę bardzo staranne pismo i zapisy melodyczne, z charakterystycznym dla autora maksymalnym wykorzystaniem papieru.
- Opis wozu w „Krakowskiem”: czystopis przeznaczony do druku z oznaczeniami redakcyjnymi, opublikowany w 1. części czterotomowej monografii Krakowskiego w 1871 r. Ten bardzo szczegółowy opis wozu chłopskiego jest bezcennym dokumentem kultury materialnej wsi i ówczesnego nazewnictwa.
- Notatka w sprawie stroju krakowskiego, męskiego i kobiecego, z wyceną poszczególnych części ubioru – związana być może z przygotowaniami do krakowskiej wystawy rolniczo-przemysłowej otwartej na Błoniach 1 września 1887 roku.
Kolberg był proszony do udziału w przygotowaniu działu etnograficznego wystawy. Ze skrupulatnego wyliczenia wynika, że koszt ubioru miał wynosić od 200 do 250 florenów. W ubiorze męskim najdroższy był kaftan (30 fl.), sukmana ozdobna (20 fl.) i buty (10 fl)., zaś w kobiecym – sukmanki z galonami zwane tam „przyjaciółkami” za 36 florenów. Dla porównania: roczny zasiłek, jaki w 1870 roku otrzymał Kolberg z Towarzystwa Naukowego Krakowskiego na wydanie 1. tomu monografii Krakowskiego, wynosił 300 florenów.
- List do Romana Konopki w sprawie jubileuszu 50-lecia pracy literackiej Kazimierza W. Wójcickiego obchodzonego w Warszawie 15 maja 1876 roku: dwuzdaniowy rękopis, w którym Oskar pyta Konopkę o szczegóły jubileuszu. (Kazimierz Władysław Wójcicki, 1807-1879, pisarz, publicysta, etnograf, był od 1843 roku redaktorem „Biblioteki Warszawskiej”. Właśnie w tym wydawnictwie ogłosił Kolberg list otwarty, w którym zarysował program badawczy obejmujący całokształt życia duchowego i materialnego wsi. Wójcickiemu m.in. dedykował Kolberg „Pieśni Ludu Polskiego” wydane w 1857 roku. Roman Konopka mieszkał w Tomaszowicach w pobliżu Modlnicy, której właścicielem był jego brat Julian. W gościnnym dworze modlnickim, do dziś zachowanym, Oskar spędził 13 lat: od 1871 do 1884).
- Korekta autorska fragmentów zwyczajów „Tłusty Czwartek” i „Ostatki” z części 1. „Krakowskiego”: druk z odręcznymi oznaczeniami korektorskimi dokonanymi ręką Oskara.
Pierwodruki monografii w serii „Ludu…”
W posiadaniu muzeum są pierwodruki ośmiu regionów etnograficznych, począwszy od pierwszej monografii „Sandomierskie” wydanej nakładem Kolberga w 1865 r. oraz kolejnej z 1867 r. – „Kujawy”. Kolejne pierwodruki to siedmiotomowe „Wielkie Księstwo Poznańskie” (1875-1882), dwutomowe „Lubelskie” (1883-1884), „Kieleckie” (1865-1886), „Radomskie” (1887-1888) oraz „Łęczyckie” i przedostatnia monografia wydana za życia Oskara w 1890 r. – „Kaliskie”. Większość przysuskich pierwodruków ma późniejsze, nieraz ozdobne oprawy (pierwotne okładki serii „Lud…” były z cienkiego, kruchego papieru). Wszystkie te monografie ukazały się w reedycji w latach 60. XX wieku.
Portret Oskara Kolberga
W stałej ekspozycji muzeum znajduje się portret Oskara Kolberga namalowany przez Tadeusza Rybkowskiego, z ołówkowym podpisem Etnograf polski Oskar Kolberg w Modlnicy 1875. Miniatura przedstawia 61-letniego Oskara z lewego profilu, w kapeluszu i płaszczu z podniesionym kołnierzem.
Rybkowski, malarz urodzony w 1848 roku w Kielcach, był częstym gościem Konopków, o czym świadczy m.in. szkicownik przechowywany w Muzeum Narodowym w Warszawie, w którym znajdują się jeszcze dwie sylwetki Oskara oraz motywy z Modlnicy. Kolberg przebywał w Modlnicy trzynaście lat (od 1871 roku), a o szczegółach jego tam bytowania wspominają gospodyni domu modlnickiego Antonina Konopka oraz bratanica Oskara – Antonina Kolberg-Brzozowska (rękopisy wspomnień udostępnione przez Elżbietę Turczynowicz z Poznania).
Umieszczony w ekspozycji biograficznej portret jest własnością Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego. Jest to jeden z dwóch zachowanych portretów malarskich Oskara Kolberga. Drugi, namalowany również w Modlnicy przez Tadeusza Konopkę, znajduje się w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie, zaś w muzeum przysuskim wisi kopia wykonana w 1990 roku przez art. mal. Krzysztofa Jackowskiego. (W ogóle udokumentowano jedenaście wizerunków Oskara Kolberga powstałych za jego życia: trzy malarskie, autorstwa Antoniego Kolberga oraz wspomnianych T. Rybkowskiego i T. Konopki, trzy portrety graficzne i pięć fotograficznych).
Obrazy Antoniego Kolberga
Antoni Kolberg, młodszy o rok brat Oskara, był artystą malarzem i jego dwa wizerunki – kopia autoportretu i reprodukcja fotografii – znajdują się w muzeum. Antoni chodził wraz z braćmi Oskarem i Wilhelmem do Liceum Warszawskiego, w którym rysunku uczył Zygmunt Vogel. W tajniki malarstwa wprowadzali go Aleksander Kokular i znakomity portrecista, czołowa postać neoklasycznej szkoły warszawskiej, Antoni Brodowski.
Malarstwo Antoniego Kolberga jest mało znane, zresztą zachowało się niewiele, bo ledwie dziesięć jego obrazów, w tym cztery w warszawskim Muzeum Narodowym, z którego udało się wypożyczyć dwa oryginalne dzieła wystawione od niedawna w Przysusze: jedno z początków jego twórczości, drugie z ostatnich miesięcy życia. Obraz zatytułowany Dwaj górale został namalowany wedle sygnatury w 1840 roku i przedstawia wędrowców (sitarzy) w górzystym krajobrazie, z widocznym w oddali zamkiem. Dzieło ujawnia nieporadności warsztatu młodego, 25-letniego malarza, podejmującego trudny, choć charakterystyczny dla okresu romantyzmu temat krajobrazowo-rodzajowy.
Wiszące w gabinecie studium portretowe – głowa starca – namalowane około 1881 roku, jest dziełem dojrzałym, o wysokich walorach malarskich i pełnej wyrazu charakterystyce modela. O ewolucji sztuki portretowej Antoniego można się przekonać w muzeum z wystawionych tam kopii – świetnego autoportretu (oryginał w posiadaniu Stanisławy Dębickiej) i biedermeierowskich portretów rodziców (oryginały udostępnione przez Krzysztofa Kolberga), zwłaszcza malowanego z natury portretu matki.
Oprócz obrazów sztalugowych, Antoni uprawiał malarstwo ścienne, m.in. wspólnie z Karolem Marconim - z którym był spokrewniony poprzez ożenek z siostrą Eleonorą - wykonał polichromie (nie zachowane) w Hotelu Europejskim oraz w gmachu Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego w Warszawie. Po raz drugi ożenił się ze swoją bratanicą Karoliną o tajemniczym nazwisku Gallache.
Zachowała się obfita korespondencja Karoliny z Oskarem, opublikowana w tomach 65-67 „Dzieł Wszystkich Oskara Kolberga”. Szczegóły tych tajemnic rodzinnych ujawnia Stanisława Dębicka - dla której Oskar był stryjecznym pradziadkiem – w książce „W starym gnieździe” (1989).
Świadectwo szkolne Wilhelma Kolberga
Datę 4 czerwca 1825 roku nosi świadectwo ukończenia Liceum Warszawskiego przez Wilhelma Kolberga, podpisane przez rektora Samuela Bogumiła Lindego. Pochlebne dla przyszłego inżyniera świadectwo podkreśla jego zdolności do rysunków i matematyki.
Liceum Warszawskie założone w 1804 roku mieściło się początkowo w Pałacu Saskim, potem w Pałacu Kazimierzowskim, tam gdzie uniwersytet. Jego dyrektorem był Samuel B. Linde (1771-1847), autor 6-tomowego „Słownika języka polskiego” wydawanego w latach 1807-1814. Program liceum był szeroki i urozmaicony: oprócz przedmiotów zasadniczych – języka polskiego, historii, matematyki, fizyki, chemii, geografii i geometrii - uczono architektury, topografii, religii, rysunków i kaligrafii, a także pięciu języków obcych: łaciny, greki, francuskiego, niemieckiego i rosyjskiego. W liceum wykładali profesorowie uniwersytetu, m.in. Kazimierz Brodziński (literatura polska), Samuel B. Linde, Joachim Lelewel, Feliks Bentkowski (historia), rysunków uczył znany akwarelista Zygmunt Vogel. Uczęszczali doń trzej bracia – Wilhelm, Oskar i Antoni Kolbergowie, jednak dwaj ostatni nie zakończyli nauki z powodu zamknięcia szkoły w 1830 roku.
Projekty mostu na Wiśle autorstwa Wilhelma Kolberga
Z 1864 roku pochodzą sygnowane przez Wilhelma Kolberga trzy projekty mostu na Wiśle w Warszawie, będące charakterystycznym wyrazem ówczesnych upodobań estetycznych. Są to projekty architektoniczne przyczółków mostowych nawiązujące do stylów historycznych – gotyku i renesansu. Inżynieria spotyka się tu ze sztuką. Zwraca uwagę wykorzystanie nowego tworzywa, żelaza.
Wilhelm Kolberg był z zawodu inżynierem budownictwa lądowego i wodnego. Zaraz po maturze wstąpił do Korpusu Inżynierów Wojska Polskiego. Brał udział w budowie traktu lubelskiego, regulacji Dunaju pod Wiedniem, budowie Kanału Augustowskiego (1839-1841). W latach 40. zapoznawał się z kolejnictwem w przodujących ówcześnie krajach: Niemczech, Belgii, Holandii i Anglii, a w latach 1844-1857 pracował w zarządzie budowy Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej oraz Dyrekcji Dróg i Mostów Komisji Skarbu. Przez 16 lat (1845-1861) pracował tam również jako buchalter Oskar Kolberg.
Wilhelm opublikował materiały ojca, m.in. mapę Królestwa Polskiego, opracowania miar i wag w Królestwie Polskim, plan Warszawy. Zajmował się szczegółowymi pomiarami Wisły (w związku z zamierzoną jej regulacją), wodociągami, brukami, a nawet średniowiecznymi murami obronnymi Starego Miasta w Warszawie. Pochowany został obok rodziców na cmentarzu ewangelicko-augsburskim (kwatera 24) w Warszawie. (W grobie rodzinnym pochowano jeszcze brata Antoniego oraz dzieci Wilhelma, Bronisława i Marię).
Źródła dotyczące Bronisława Kolberga
Tak jak Wilhelm poszedł w ślady ojca, podobnie syn Wilhelma, Bronisław, obrał zawód inżyniera budownictwa lądowego i wodnego. To już trzecie pokolenie Kolbergów. Z 1870 roku pochodzi zaświadczenie Uniwersytetu w Gandawie w Belgii o trzyletnich studiach Bronisława oraz o udziale w zajęciach szkoły inżynierii lądowej. Na rok 1873 jest sygnowany przez Bronisława projekt hydrotechniczny – przybrzeżnej konstrukcji z drewnianych bali. Źródła dotyczące Henryka Kolberga
Z tego samego, trzeciego pokolenia, pochodzi Henryk, syn Antoniego Kolberga z pierwszego małżeństwa z Eleonorą Marconi. Zachowały się świadectwa szkolne i dyplomy za dobre wyniki w nauce oraz świadectwo dojrzałości i ukończenia 4. Klasycznego Gimnazjum Męskiego w Warszawie (1879).
Naukę kontynuował Henryk w Instytucie Górniczym w Petersburgu. Był przemysłowcem-menadżerem, twórcą nowoczesnego przemysłu metalurgicznego w Rosji i założycielem przemysłu optycznego w Polsce. Brał m.in. udział w budowie wielkich zakładów metalurgicznych Dnieprowskiego Towarzystwa w Kamienskoje. Wyjeżdżał do Belgii, Francji i Hiszpanii dla pogłębienia wiedzy i odbycia praktyki górniczej i hutniczej.
Po powrocie obejmuje stanowisko dyrektora technicznego Huty Krzywy Róg, gdzie wznosi nowoczesne i największe w Rosji wielkie piece i wypracowuje specjalne gatunki żeliwa. W 1897 roku zostaje radcą technicznym Towarzystwa Nikopol-Marjupol, a następnie jego dyrektorem. Rozwija tę fabrykę i czyni z niej największą wytwórnię blach pancernych w Rosji. Przed samą wojną (1914) i podczas niej kieruje Towarzystwem „Boecker i Ska”, posiadającym kilka fabryk metalurgicznych i stoczni, w których zatrudniano 10 000 robotników. Wreszcie zakłada i prowadzi towarzystwa eksploatujące złoża antracytu. Organizuje pierwsze w Rosji przedsiębiorstwo radiotelegraficzne, zostaje wiceprezesem syndykatu „Prodameta”.
W 1921 roku Henryk Kolberg założył w Warszawie Spółkę Akcyjną Fabryka Aparatów Optycznych i Precyzyjnych, której drukowany statut z 1929 r. oraz akta, dokumentacja techniczna i fotograficzna znalazły się w Przysusze. Fabryka mieściła się przy ul. Grochowskiej 35. W 1931 roku dała początek Polskim Zakładom Optycznym. Wyroby fabryki – szkła powiększające, mikroskopy, lunety, urządzenia pomiarowe i geodezyjne – zyskały wiele nagród, m.in. na wystawie wynalazków w 1926 roku w Warszawie i Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu (1929). Spółka wytwarzała również sprzęt optyczny dla wojska, m.in. celowniki do armat przeciwlotniczych produkowanych w Zakładach Starachowickich.
Źródła dotyczące Oskara Kolberga
W Spółce Fabryka Aparatów Optycznych i Precyzyjnych pracował syn Henryka, Oskar, należący do czwartego pokolenia Kolbergów. Był on inżynierem konstruktorem, autorem chronionych patentami wynalazków, kierował biurem konstrukcyjnym fabryki. Przechowywane w muzeum patenty dotyczą urządzenia do otwierania i zamykania sprężarki (1932) oraz urządzenia do przymocowywania lunet celowniczych do ręcznej broni palnej (1937). Omówione w wyborze dokumenty oraz pamiątki odnoszące się do rodziny Kolbergów nie były dotąd włączone do obiegu naukowego. Rodzinie Kolbergów – poza Oskarem bliżej nieznanej – warto poświęcić więcej uwagi, mając na względzie jej znaczący wkład w europejską myśl techniczną i kulturę XIX i XX wieku. Pozwoli to w jakimś stopniu przezwyciężyć dość powszechny stereotyp rzekomej niemocy twórczej i niezdolności cywilizacyjnej Polaków w okresie zaborów, zdolnych jakoby jedynie do patriotycznych zrywów, martyrologii i mitologii. Bogusław Paprocki Autor był w latach 1990-1992 kierownikiem Muzeum im. Oskara Kolberga w Przysusze, powstałym jako oddział Muzeum Ludowych Instrumentów Muzycznych w Szydłowcu. Tekst był zamieszczony w Biuletynie kwartalnym Radomskiego Towarzystwa Naukowego, t. XXIX, 1992
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 2270
W styczniu 1946 roku magazyn „Survey Graphic” zorganizował sympozjum pod tytułem Rok 1: era atomu. Pojawiło się na nim oświadczenie Einsteina: „Współczesna broń rozwinęła się do tego stopnia, że w kolejnej wojnie światowej zwycięzcy prawdopodobnie ponieśliby straty niewiele mniejsze niż pokonani. […] Głęboko wierzę w to, że większość społeczeństw na świecie wolałaby raczej żyć w pokoju i bezpieczeństwie, niż żeby ich naród prowadził politykę nieograniczonej suwerenności narodowej. Ogólnoludzkie pragnienie pokoju może zostać urzeczywistnione tylko poprzez utworzenie rządu światowego”.
Tak więc kiedy Einstein otrzymał dwa listy od Schilppa, cytowane we wprowadzeniu, wzywające go do przekazania opinii publicznej swojego przekonania o konieczności istnienia rządu światowego, był już głęboko zaangażowany w promowanie tej idei. Mniej więcej rok wcześniej pisarz i wydawca węgierskiego pochodzenia Emery Reves przekazał mu egzemplarz swojej niedawno wydanej książki Anatomia pokoju (1945). Autor przekonywał, że Rada Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych nie jest zdolna do zapewnienia pokoju, ponieważ stanowi instrument władzy. Jedynym sposobem zapobieżenia wojnie miałby być światowy federalizm, czyli rząd światowy i prawo światowe. Einstein przyswoił sobie te idee, a kolejne wydanie Anatomii pokoju ukazało się z jego osobistym komentarzem.
Einstein przyczynił się do szerokiego spopularyzowania tych koncepcji oraz książki Revesa na wielu płaszczyznach i przy wielu okazjach. W listopadowym numerze „The Atlantic” z 1947 roku opublikowano głośny artykuł Atomowa wojna czy pokój?, oparty na wywiadzie radiowym z Raymondem Swingiem, również zwolennikiem rządu światowego.
W maju 1946 roku Einstein został mianowany przewodniczącym Komitetu Nadzwyczajnego Uczonych Atomistów, służącego jako platforma promująca ideę kontroli energii jądrowej przez struktury międzynarodowe, takie jak ONZ. W następstwie tej nominacji rozpoczął kampanię na jej rzecz, pamiętając również o koncepcji rządu światowego. W wywiadzie opublikowanym w „New York Timesie” 23 czerwca 1946 roku powiedział:
„Obecnie bomba atomowa głęboko zmieniła naturę znanego nam świata i wskutek tego rasa ludzka znalazła się w nowym środowisku, do którego musi dostosować swoje myślenie. W świetle nowej wiedzy władza światowa i ostatecznie państwo światowe są nie tylko pożądane w imię braterstwa, ale konieczne do przetrwania. […]
Dziś musimy porzucić współzawodnictwo i zagwarantować współpracę. Musi to stanowić kluczowy aspekt wszystkich naszych rozważań na temat spraw międzynarodowych; w przeciwnym razie czeka nas nieuchronna katastrofa. Sposób myślenia i metody znane z przeszłości nie zapobiegły wojnom światowym. Myślenie przyszłościowe musi położyć kres wojnom”.
Oddanie Einsteina sprawie rządu światowego znajduje odzwierciedlenie w liście do wieloletniego przyjaciela Michelego Bessa, z którym dyskutował o fizyce, a także dzielił się osobistymi doświadczeniami, nadziejami i rozczarowaniami: „Jeśli od czasu do czasu słyszysz moje nazwisko w związku z politycznymi dywagacjami, nie myśl, że poświęcam dużo czasu na takie sprawy, gdyż byłoby godnym ubolewania marnować sporo energii na miałkim gruncie polityki. Od czasu do czasu jednak nadchodzi moment, gdy muszę zareagować, na przykład kiedy można zwrócić uwagę opinii publicznej na konieczność powołania rządu światowego, bez którego cała nasza ludzka wzniosłość zejdzie na psy”.
Bodźcem do propagowania idei rządu światowego jako zabezpieczenia przed niebezpieczeństwami „współczesnej broni” mogła być reakcja Einsteina na jego publiczny wizerunek osoby związanej z tym rodzajem uzbrojenia – „dziadka bomby” – wzmocniony przez media głównego nurtu. W numerze magazynu „Time” z 1 lipca 1946 roku na okładce znalazł się Einstein na tle obłoku w kształcie grzyba, będącego symbolicznym wyobrażeniem bomby atomowej. Podpis pod zdjęciem brzmi: „Kosmoklasta Einstein. Cała materia to prędkość i płomień”. Prawdą jest, że ze wzoru Einsteina E = mc2 wynika, iż niewielka ilość masy może zostać przekształcona w ogromną ilość energii, która jest w stanie zniszczyć nawet całe miasto. Ale droga od tej formuły do bomby atomowej wymagała pracy tysięcy techników, inżynierów i naukowców. Einstein nie był zaangażowany w ten wysiłek; nie brał udziału w projekcie Manhattan, a uczestnikom projektu nie pozwolono nawet omawiać z nim zadania, jakie przed nimi postawiono. Mimo to związek z genezą epoki atomowej prześladował go do końca życia.
Taki był stan ducha i sposób myślenia Einsteina, kiedy Shilpp poprosił go o zabranie głosu na wielkim wiecu pokojowym odbywającym się w przeddzień Dnia Pamięci (29 maja 1946 roku) na stadionie w Chicago, zorganizowanym przez ruch Studentów na rzecz Federalnego Rządu Światowego. Przygotowując się do tego wydarzenia, trzech studentów odwiedziło Einsteina w Princeton i przedstawiło mu pytania, jakie miały zostać omówione podczas manifestacji. Jedno z nich brzmiało: „Profesorze Einstein, jaka dokładnie jest rzeczywista różnica między rządem światowym a Organizacją Narodów Zjednoczonych? Czy zechciałby nas pan oświecić w tej kwestii?”. Naukowiec napisał odręczną odpowiedź w języku niemieckim.
Einstein nie mógł osobiście uczestniczyć w wiecu, ale zgodził się przemówić do zebranych przez radio. Rozgłośnia American Broadcasting Company udostępniła to przemówienie słuchaczom swoich stacji w całym kraju. Transmisja została przeprowadzona w formie wywiadu. Znajdujemy się w posiadaniu pełnego tekstu tej rozmowy. W jej trakcie Einstein odpowiedział na powyższe pytanie po angielsku: „Przez rząd światowy rozumiem instytucję, której decyzje i ustalenia są wiążące dla poszczególnych państw. Jest to zatem instytucja, która wśród dzisiejszych narodów świata odgrywa rolę relacji, jaka istnieje między rządem w Waszyngtonie a czterdziestoma ośmioma stanami Unii. W swojej obecnej formie ONZ nie posiada uprawnień rządu światowego, ponieważ jej decyzje i ustalenia nie mają mocy wiążącej względem poszczególnych rządów krajowych”.
Schilpp przedstawił Einsteina i zadał własne pytanie: „Czy wierzy pan, że rząd światowy może przezwyciężyć wzajemną zawiść i nienawiść między narodami?”. Einstein odpowiedział: „Nie, oczywiście, że nie. Ale rząd światowy byłby w stanie zapobiec sytuacji, kiedy takie emocjonalne reakcje doprowadzają do aktów przemocy między narodami”. Główną kwestią zaakcentowaną w przemówieniu Einsteina było to, że rozwiązanie problemu pokoju międzynarodowego „jest związane wyłącznie z porozumieniem na wielką skalę między tym krajem a Rosją”. Całe wydarzenie, a szczególnie przemówienie Einsteina, było szeroko relacjonowane w amerykańskiej prasie.
Hanoch Gutfreund, Jürgen Renn
Jest to fragment książki Hanocha Gutfreunda i Jürgena Renna – Einstein o Einsteinie. Zapiski autobiograficzne i naukowe wydanej przez oficynę Copernicus Center Press. Recenzujemy ją w tym numerze SN.
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 467
Kolonialne dziedzictwo podziałów i eksploatacji trwa w XXI wieku.
Od 15 listopada 1884 r. do 26 lutego 1885 r. w Niemczech odbywała się Konferencja Berlińska poświęcona Afryce Zachodniej, na której liczne państwa europejskie spotkały się, aby dokonać podziału kontynentu w oparciu o własne interesy gospodarcze.
Spotkanie to, powszechnie znane jako Konferencja Berlińska, oznaczało konsolidację europejskich rządów imperialnych na kontynencie afrykańskim, które formalnie trwały ponad wiek.
Jednym z artystycznych wyrazów, który wypłynął ze spotkania, było przedstawienie króla Leopolda II krojącego gigantyczny tort, który reprezentował kontynent afrykański. Afryka zgromadziła już ogromne bogactwo dla kilku państw europejskich i północnoamerykańskich poprzez atlantycki handel niewolnikami i zakładanie kolonii na półkuli zachodniej.
Portugalia była jednym z pierwszych kolonizatorów i właścicieli niewolników w Afryce i utrzymywała swoją obecność od XV do XX wieku. Hiszpania i Portugalia, pionierzy europejskich struktur niewolniczych i kolonialnych, później zostali przyćmieni przez Holendrów, Brytyjczyków, Francuzów i Stany Zjednoczone.
Zniesienie atlantyckiego handlu niewolnikami i ostatecznie przymusowa niewola w zachodnich państwach feudalnych i rozwijających się państwach kapitalistycznych nie zapoczątkowały odnowionej i bardziej inkluzywnej formy demokracji burżuazyjnej. Kolonializm był logicznym wynikiem systemu niewolniczego. Podczas gdy produkcja przemysłowa zapewniała ulepszoną racjonalną metodologię eksploatacji siły roboczej, system kolonialny, polegający na przejmowaniu ziemi, przesiedlaniu ludności, przymusowym opodatkowaniu, uprawie roślin towarowych i górnictwie, przynosił klasie rządzącej znacznie większe zyski.
Niewolnictwo Afrykanów napotykało wewnętrzny opór od jego wczesnej fazy między XV a XVIII wiekiem aż do jego ostatecznego upadku w XIX wieku. Udany bunt niewolników, który przekształcił się w ruch rewolucyjny na Haiti w latach 1791-1804, był sygnałem wzrostu powszechnego oporu wobec niewolnictwa. W USA znaczące bunty, takie jak na niemieckim wybrzeżu Luizjany w 1811 r.; Denmark Vessey w Charleston w Karolinie Południowej w 1822 r.; Nat Turner i jego towarzysze w hrabstwie South Hampton w Wirginii w 1831 r.; John Brown w Harper's Ferry w Wirginii w 1859 r.; i 200 000 Afrykanów, którzy dołączyli do armii Unii w wojnie secesyjnej, były motywowane chęcią wyeliminowania swojego niewolnictwa.
Co ciekawe, to terytoria pierwotnie skolonizowane przez Hiszpanię i Portugalię były ostatnimi krajami, które zniosły niewolnictwo pod koniec lat 80. XIX wieku na Kubie i w Brazylii. Jednak pomimo prawnego zniesienia niewolnictwa, kolonializm, rasizm i wyzysk ekonomiczny nadal będą istnieć.
Kodyfikacja eksploatacji kolonialnej
Konferencja berlińska została zaprojektowana, aby wykorzystać wiedzę zdobytą przez europejskich odkrywców, którzy podróżowali po obszarach kontynentu afrykańskiego, aby ocenić ich zdolność do dominacji nad ziemią i pracą wraz z wydobywaniem jej bogactw. Henry Morton Stanley, który urodził się w Walii, a później wyemigrował do USA, gdzie służył w armiach Konfederacji i Unii podczas wojny secesyjnej, został zwerbowany przez króla Leopolda II, aby zmapować obszary Afryki Środkowej w celu eksploatacji ziemi i jej mieszkańców.
Te imperialistyczne plany belgijskiej monarchii wobec Afryki Środkowej były sprzeczne z planami Francji, która wysłała własnego odkrywcę, Pierre'a Savorgana de Brazza, który rzucił wyzwanie Leopoldowi II w związku z jego roszczeniami do tego obszaru. Związek między eksploracją i mapowaniem Afryki Środkowej i innych regionów Afryki a dążeniem do zysków został jasno przedstawiony w instrukcjach Leopolda II dla Stanleya, gdy powiedział:
„Nowoczesna zimna wojna” Waszyngtonu przeciwko Afryce. Szczyt SADC odrzuca antyrosyjski projekt ustawy w Kongresie USA
„Nie chodzi o belgijskie kolonie. Chodzi o ustanowienie nowego państwa, które będzie tak duże, jak to możliwe, i o jego rządy. Powinno być jasne, że w tym projekcie nie może być mowy o przyznaniu Murzynom najmniejszej formy władzy politycznej. To byłoby śmieszne. Biali, którzy przewodzą posterunkom, mają całą władzę”.
W związku z tym, celem konferencji berlińskiej było rozwiązanie tych różnic, aby całkowita kolonizacja Afryki mogła posunąć się szybko naprzód. Cały proces kolonizacji był niezwykle brutalną sprawą.
Szacuje się, że w latach 1876–1908 w Kongo zginęło 8–10 milionów Afrykanów z powodu okropnego traktowania przez belgijską klasę rządzącą. W tym początkowym okresie terytorium było zarządzane wyłącznie przez monarchię. Po 1908 roku Kongo przeszło pod belgijskie rządy kolonialne, w których pozostawało do 1960 roku.
Jedno ze źródeł podało na temat spotkania w Berlinie w latach 1884–1885, że:
„Konferencja, zaproponowana przez Portugalię w celu realizacji jej szczególnych roszczeń do kontroli estuarium Kongo, była konieczna z powodu zazdrości i podejrzliwości, z jaką wielkie mocarstwa europejskie patrzyły na próby ekspansji kolonialnej w Afryce. Ogólny akt konferencji berlińskiej ogłosił, że dorzecze rzeki Kongo jest neutralne (fakt, który w żaden sposób nie powstrzymał aliantów przed rozszerzeniem wojny na ten obszar w I wojnie światowej); zagwarantował wolność handlu i żeglugi dla wszystkich państw w dorzeczu; zakazał handlu niewolnikami; i odrzucił roszczenia Portugalii do estuarium rzeki Kongo — umożliwiając w ten sposób założenie niezależnego Wolnego Państwa Kongo, na co Wielka Brytania, Francja i Niemcy już zasadniczo się zgodziły”.
Niemniej jednak konferencja ta nie była w stanie zapobiec gwałtownym sporom o przyszłość Afryki i świata. Europejscy imperialiści w Kongo i wielu innych regionach Afryki stosowali represyjne środki, które przypominały okres niewolnictwa, w którym praca przymusowa, przymus, zatrzymania, wygnanie, bicie i zabójstwa były rutyną.
W pierwszej dekadzie XX wieku niemieccy kolonialiści przeprowadzili ludobójcze ataki w Afryce Południowo-Zachodniej (obecnie Namibia) w latach 1904-1907, kiedy to 60-80 procent populacji Afryki zostało unicestwione. W tym samym okresie w Tanganice (obecnie Tanzania) w Afryce Wschodniej niemieccy zdobywcy zabili tysiące ludzi w latach 1905-1907. Te akty ludobójstwa dokonane przez Niemcy były odpowiedzią na wojny oporu rozpoczęte przez Afrykanów w Namibii i Tanzanii, kiedy powstali przeciwko uciskowi narodowemu i wyzyskowi ekonomicznemu zadanemu przez imperializm.
I wojna światowa (1914-1918) i II wojna światowa (1939-1945) wyrosły ze sprzeczności wewnątrz systemu imperialistycznego. Po 1945 r. USA wyłoniły się jako niekwestionowana dominująca siła polityczna i ekonomiczna w świecie kapitalistycznym. Jedyne prawdziwe wyzwania dla imperializmu wyłoniły się z obozu socjalistycznego i ruchów narodowowyzwoleńczych.
Dziedzictwo konferencji berlińskiej
Kolonializm pozostaje w różnych formach na całym świecie. Francja została zdemaskowana za swój trwający projekt kolonialny, gdy niedawno wybuchły rebelie w Nowej Kaledonii i na Martynice.
Na kontynencie afrykańskim Francja zrzekła się większości swoich klasycznych kolonii i wywierała wpływy poprzez struktury neokolonialne, które obejmują niekorzystne układy gospodarcze i obecność sił zbrojnych, które strzegą interesów Paryża. Na początku lat 60. XX w. rząd francuski przeprowadził testy broni jądrowej na Saharze, mimo protestów rządu Ghany pod przewodnictwem prezydenta Kwame Nkrumaha.
W ostatnich latach region Sahelu w Afryce Zachodniej był punktem zapalnym dla ruchów antyimperialistycznych, które odrzuciły zaangażowanie wojskowe Francji, USA i NATO. W Nigrze, gdzie znajdują się jedne z największych złóż uranu na świecie, długoterminowa umowa między rządem Komitetu Ochrony Ojczyzny (CNSP) na wydobycie uranu została anulowana przez nową administrację.
Agencja Reuters w swoim raporcie z 4 grudnia wskazała :
„Francuska firma nuklearna Orano twierdzi, że władze wojskowe w Nigrze przejęły kontrolę nad jej operacjami wydobywczymi uranu w tym kraju Afryki Zachodniej. Po przejęciu władzy w zamachu stanu w lipcu ubiegłego roku, wojskowi władcy Nigru powiedzieli, że zmienią przepisy regulujące wydobycie surowców przez zagraniczne firmy. W czerwcu cofnęli pozwolenie Orano na eksploatację jednego z największych na świecie złóż uranu. Następnie Orano zawiesiło produkcję. Oznacza to kolejną eskalację rozpadających się relacji między Francją a Nigrem po wydaleniu francuskich wojsk z byłej kolonii”.
Te polityczne zmiany w Sojuszu Państw Sahal (AES) zapowiadają wiele dla przyszłości imperializmu w Afryce i innych regionach geopolitycznych. Państwa afrykańskie były członkami założycielami Ruchu Państw Niezaangażowanych (NAM), który niedawno potępił izraelskie ataki powietrzne na Islamską Republikę Iranu.
55 państw członkowskich Unii Afrykańskiej (AU) jest uczestnikami Grupy 77 Plus Chiny, która reprezentuje około 80 procent światowej populacji. Brazylia, Rosja, Indie, Chiny, kraje RPA Plus (BRICS) poważnie dyskutują na temat dedolaryzacji i budowy Nowego Banku Rozwoju (NDB). Wraz z oświadczeniami nowej administracji byłego prezydenta Donalda Trumpa w USA, grożącymi dużymi taryfami celnymi nie tylko wobec głównych partnerów handlowych Waszyngtonu, którymi są Meksyk i Kanada, takie środki są również wykorzystywane przeciwko krajom BRICS, które chcą uwolnić się od dolara.
Te sprzeczne interesy będą nasilać zaostrzające się napięcia dotyczące kierunku światowego systemu gospodarczego. Te rozbieżne cele będą sprzyjać szerszym sojuszom między narodami Globalnego Południa i ich odpowiednikami wśród klasy robotniczej i narodowo uciskanych w państwach imperialistycznych.
Abayomi Azikiwe
Abayomi Azikiwe jest redaktorem Pan-African News Wire. Jest stałym współpracownikiem Global Research.
Za: https://www.globalresearch.ca/berlin-conference-140-years-later/5874376
Global Research, 5.12.24
- Autor: Leszek Stundis
- Odsłon: 4892
Szachy są bardzo starą grą i równie konserwatywną. Aż do końca XIX wieku uchodziły wyłącznie za męską rozrywkę. Jednak i w tej dziedzinie nastąpił przełom, choć nie miał natury feministycznego buntu, jak w przypadku walki o prawa wyborcze.
Niewiele wiemy o najdawniejszych szachistkach. O ile w przypadku mężczyzna ta gra, nazywana królewską, szybko stała się uciechą gminu, o tyle wśród pań przez wiele wieków zachowywała swój elitarny charakter.
Między prawdą a legendą
Najstarsze zapiski o udziale kobiet w grze w szachy pochodzą z X wieku. Według relacji al-Lajlaja, niejaka Diluram księżniczka bliskowschodnia z bliżej nieokreślonego królestwa, żona wezyra Murwadiego, została wystawiona przez małżonka jako nagroda za wygraną partię.
W pewnym momencie wezyr zaczął wyraźnie przegrywać i jedyne co udało się uzyskać od przeciwnika to odłożenie partii do następnego dnia. Po powrocie do pałacu wysoki urzędnik zwierzył się swej połowicy z trapiącego go zmartwienia i wizji rychłego rozstania, ale ona nie bacząc na przeciwności losu zaczęła analizować partię i … wymyśliła rozwiązanie. Wezyr pokonał rywala i jego małżeństwo zostało ocalone.
Trudno ocenić ową przypowieść w kategoriach prawdy historycznej. Sam Lajlaj również ginie w mrokach dziejów. Podobno swoje nazwisko zawdzięczał wadzie wymowy i jąkaniu, ale ponoć graczem był wyśmienitym. Można jednak domniemywać, że damy dworu mogły posiadać umiejętność gry w szachy, choćby z racji tego, że pozycja kobiety w islamie była w owym czasie znacznie wyższa, aniżeli w wiekach późniejszych. W końcu z tej epoki pochodzą Baśnie tysiąca i jednej nocy, które tak niechętnie są widziane dzisiaj przez ortodoksyjnych muzułmanów.
W Europie umiejętnością gry w szachy mogła się poszczycić królowa Elżbieta I, caryca Katarzyna II, Joanna księżna Flandrii, markiza Izabela d’Este czy Beatrice, żona Pino da Gente z Parmy.
Pierwszą udokumentowaną szachistką była dama dworu Józefiny, żony Napoleona I, pani Clair Elisabeth Jeanne Gravier de Vergennes de Rèmusat, która grywała często z cesarzem Francuzów. Istnieją nawet zapisy ich partii, wskazujące iż oboje wyprzedzili swą epokę, stosując otwarcia zdefiniowane niemal sto lat później. Czy grali w słynnej kawiarni Cafè de la Régence, w której zbierała się ówczesna śmietanka szachowa, można powątpiewać. Ale zachował się obraz nieznanego malarza, który sportretował cesarza z damą przy szachownicy w prywatnym apartamencie. A że pani na obrazie była naga, to już zupełnie inna sprawa. Być może licentia poetica…
Nieco więcej wiemy o szachistkach z końca XIX wieku. I tak Amerykanka Gilbert po zwycięstwie z panią Gossip w partii korespondencyjnej po 35 posunięciach została ogłoszona królową szachów, choć gra musiała trwać dość długo, gdyż odbywała się listownie. Natomiast w 1897 roku odbył się pierwszy międzynarodowy turniej kobiecy, w którym zwyciężyła Angielka panna Rudge. Prasa jednak potraktowała damy przy szachownicy dość lekceważąco, gdyż po dziś dzień nawet imiona zawodniczek nie są dokładnie znane.
Niepokonana Vera Menchik
W 1927 roku, podczas pierwszych rozgrywek olimpijskich w Londynie, odbyły się międzynarodowe zawody kobiece. Zdecydowaną faworytką była Vera Menchik, która bez trudu pokonała swoje rywalki. Aż do wybuchu II wojny światowej pani Menchik była niekwestionowaną championką, stając na podium w kolejnych rozgrywkach olimpijskich w Hamburgu w 1930, Pradze 1931, Folkestone 1933, Warszawie 1935, Sztokholmie 1937 i Buenos Aires 1939.
Mistrzyni świata pochodziła z mieszanej czesko - angielskiej rodziny, a jej trenerem był wybitny szachista węgierski Géza Maróczy. W 1929 została zaproszona na turniej męskiej elity do Karlowych Warów, ale tutaj nie poszło jej najlepiej i zajęła ostatnie miejsce. Zwycięzcą okazał się utalentowany Aron Nimzowitsch, który pokonał samego José Raúla Capablankę. Ale już w następnych zmaganiach w Ramsgate podzieliła drugie miejsce z Akibą Rubinsteinem, a w kolejnych latach odnotowała zwycięstwa z takimi potęgami szachowymi jak Max Euwe (mistrz świata w 1935) czy arcymistrzowie Samuel Reshevsky, Frederick Yates oraz Mir Sultan Khan.
Los nie okazał się dla niej jednak łaskawy. Zginęła wraz z matką podczas niemieckiego nalotu na Londyn w 1944 roku.
Hegemonia Rosjanek
Po zakończeniu II wojny światowej pojawił się problem wyłonienia nowych szachowych mistrzów i mistrzyń świata w związku ze śmiercią wspomnianej Very Mechik jak i zgonie Aleksandra Alechina.
Ugruntował się wówczas obyczaj, że mistrzostwa świata pań i panów będą odbywać się osobno, co przez wiele lat było krytykowane jako swoista segregacja, ale obowiązuje ona do dnia dzisiejszego.
W okresie powojennym zdecydowanie największą potęgą szachową stali się Rosjanie. W 1948 roku w gronie mężczyzn na czoło wysunął się Michaił Botwinnik, natomiast podczas mistrzostw świata kobiet rozegranych w Moskwie na przełomie 1949/50 zwycięstwo odniosła Ludmiła Rudenko, która zapoczątkowała hegemonię Rosjanek na okres trzynastu lat. Dość wcześnie zainteresowała się szachami dzięki ojcu nauczycielowi i debiutowała w 1925, jednak na sukces musiała jeszcze długo poczekać i swój triumf święciła w 46. roku życia!
W 1950 roku w uznaniu zasług w szachowych zmaganiach została przez Międzynarodową Federację Szachową (FIDE), jako pierwsza w historii, uhonorowana tytułem męskiego arcymistrza, gdyż dla kobiet takich tytułów jej konserwatywni działacze nie przewidzieli!
Dopiero w 1976, kiedy panie w najlepsze brylowały na szachowych salonach, zaczęto je nagradzać tytułami arcymistrzyń, ale nadal dużym uznaniem cieszy się przyznawanie im tytułu w kategorii mężczyzn.
W 1953 Rudenko uległa Jelizawecie Bykowej, mistrzyni ZSRR z 1927 roku. Nowa królowa szachownicy, wywodząca się z ubogiej chłopskiej rodziny, również nie była młoda. Kończyła 40 lat, a jej życie było naznaczone ciężkimi doświadczeniami.
W 1956 roku została zdetronizowana przez Olgę Rubcową, córkę moskiewskiego entuzjasty szachów i utalentowanego amatora, zawodnika znanego z lokalnych turniejów. Miała wówczas 47 lat. Utrzymała się „na tronie” dwa lata, gdyż w 1958 na najwyższym podium ponownie stanęła Bykowa. Rubcowa jednak nadal pozostała aktywna i w 1972 zaskoczyła świat, zdobywając pierwsze miejsce w korespondencyjnych mistrzostwach świata w wieku 63 lat!
Co ciekawe, rywalizacja pomiędzy Rosjankami odbywała się zawsze w Moskwie, z wyjątkiem rozgrywek w 1953 roku przeniesionych do Leningradu… W Moskwie utraciły zresztą bezpowrotnie koronę. Oto na horyzoncie pojawiła się bowiem pierwsza z genialnych Gruzinek Nona Gaprindaszwili…
Genialne Gruzinki
Nowa mistrzyni, choć nie była Rosjanką, była jednak obywatelką ZSRR, toteż jej zwycięstwo nie zachwiało mocarstwową pozycją Kraju Rad na światowej szachowej scenie. Co ciekawe, począwszy od pierwszego gruzińskiego zwycięstwa, mistrzostwa świata kobiet odbywały się najczęściej na terenie Gruzji w Tbilisi, Picundzie, Borżomi czy Telawi.
Nona Gaprindaszwili utrzymała się na pozycji mistrzyni świata, bagatelka, przez 16 lat. Dwa lata przed znakomitym meczem, w którym uzyskała tytuł, zaczęła uczestniczyć w męskich rozgrywkach, zaskakując wysokim miejscem. W Sandomierzu zajęła drugie miejsce, a rok później w kalifornijskim mieście Lone Pine pierwszą lokatę podzieliła z arcymistrzami: Argentyńczykiem Óscarem Panno, Rosjaninem Jurijem Bałaszowem i Dragutinem Šahovićem, reprezentantem Jugosławii. A trzeba pamiętać, że ten turniej rozgrywany w latach 1971-81 cieszył się wielką estymą wśród szachistów z całego świata i był uważany za przedpole do rozgrywek pretendentów.
Szachistka pozostaje aktywna do dnia dzisiejszego. Dwukrotnie zwyciężała w mistrzostwach świata weteranek. W 1995 wśród zawodniczek powyżej 50. roku życia, a w 2009 powyżej 65.r.ż.!
Kilkakrotnie próbowała powrócić na najwyższe podium, ale w latach 1988, 1990 i 1992 czyniła to bez powodzenia. Ostatnią próbę podjęła w 2001, ale została wyeliminowana przez polską arcymistrzynię Martę Zielińską, która obecnie reprezentuje ligę niemiecką.
W 1978 uległa swojej rodaczce Mai Cziburdanidze, która przedłużyła panowanie Gruzinek o kolejne 13 lat. Nowa championka uchodziła za cudowne dziecko. Opanowała grę w szachy w wieku 8 lat, a wieku 17 sięgnęła po najwyższy laur.
W tym okresie zaszły znaczące zamiany w klasyfikacji zawodników i zawodniczek. Zaczął obowiązywać bowiem ujednolicony system punktacji, zwany od nazwiska jego twórcy systemem ELO. W 1970 roku amerykański matematyk i statystyk węgierskiego pochodzenia Arpad Elo opracował sposób wyliczania rankingu na podstawie zmiennej losowej o rozkładzie normalnym. System jednak po dziś dzień jest interpretowany rozmaicie przez narodowe federacje szachowe i tak w USA do uzyskaniu tytułu arcymistrzowskiego wystarczy 2400 pkt, w Polsce, jak zresztą w całej FIDE, - 2500.
Swoje rankingi stosowało również Stowarzyszenie Zawodowych Szachistów (PCA), założone w latach 90. XX w. przez mistrza świata Garri Kasparowa i jego rywala Nigela Shorta na znak protestu przeciwko … zbyt niskim stawkom za zdobycie najwyższego tytułu przez zwycięzcę.
Pojawił się także problem z klasyfikacją pań. Do dnia dzisiejszego kobiety są klasyfikowane niżej, choć trudno ocenić je obiektywnie, gdyż tylko niektóre arcymistrzynie decydują się na rywalizacje z panami. Chlubnym wyjątkiem jest Judit Polgár, która nie unika żadnych wyzwań i przez długi czas w zasadzie grywała tylko w turniejach męskich, osiągając najwyższą notę wśród pań - powyżej 2700 pkt. Dopiero późniejsze regulacje FIDE sprawiły, że spadła nieco poniżej tego poziomu, ale i tak zajmuje bardzo wysoką pozycję rankingową wśród kobiet.
W 1978 Arpad Elo opublikował książkę The Rating of Chees. Past and Present (w wolnym tłumaczeniu: Ranking szachowy. Przeszłość i teraźniejszość), w której usiłował wyjaśnić, na czym polegają jego wyliczenia. I choć działacze szachowi odnieśli się do niej różnie, punkty ELO obowiązują na całym świecie.
W 1984 roku Maja Cziburdanidze jako druga w historii Gruzinka otrzymała tytuł arcymistrza (arcymistrzynią była już w roku 1977). W 1991 roku, podczas meczu o mistrzostwo świata w stolicy Filipin Manili, została pokonana - niewielką przewagą punktów 8,5: 6,5 - przez reprezentantkę ChRL Xie Yun. Od tego momentu Chinki twardo stanęły na szachowym najwyższym podium, od czasu do czasu ustępując miejsca Ukrainkom, Rosjance i Bułgarce.
Przypadek sióstr Polgár
Warto na chwilę odejść od pasjonujących mistrzostw świata i turniejów pań. Przypadek sióstr Polgár ukazuje blaski i cienie szachowej kariery w pełnym świetle. László Polgár był wyjątkowym miłośnikiem szachów. Sam grał dość przeciętnie, ale zebrał ogromną literaturę przedmiotu, liczącą 10 000 pozycji! Od najmłodszych lat hołdował przeświadczeniu, że „geniuszy się tworzy, nie rodzi”, co wyraził w swojej kontrowersyjnej książce Wychować geniusza. Co więcej, aby zrealizować swoją ideę, wyszukał sobie żonę na Ukrainie o wdzięcznym imieniu Klara, która powiła mu trzy córki. I wszystkie trzy zaczął niemal dosłownie od najmłodszych lat tresować przy szachownicy. Doszło do tego, że żadna z sióstr nie chodziła do normalnej szkoły, gdyż rodzice edukowali je w domu. Było to jednak dość ograniczone nauczanie, gdyż podstawowym obowiązkiem sióstr była gra w szachy po… 10 godzin dziennie.
Judit okazała się najbardziej utalentowana i wieku 15 lat i 4 miesięcy otrzymała tytuł arcymistrzowski. Pobiła tym samym męski rekord w tej materii, a mianowicie była w tym momencie o parę miesięcy młodsza od swego męskiego odpowiednika, Roberta Fischera. W 1988 jako 12-latka wywalczyła w Salonikach złoty medal dla drużyny węgierskiej. W późniejszym okresie postanowiła rywalizować wyłącznie z panami i choć nigdy nie stanęła na najwyższym podium, to w klasyfikacji punktowej przez wiele lat była na pierwszym miejscu.
Zsuzsa nie była tak uparta i w 1996 zdetronizowała Chinkę Xie Yun i zajęła jej miejsce na trzy lata. W 1999 zrezygnowała z obrony tytułu mistrzyni świata i Chinka na krótko powróciła na szachowy tron. Natomiast w 2005 roku niezłomnej Węgierce udało się pobić w Palm Beach na Florydzie rekord świata w grze symultanicznej (a więc rozgrywce wielu partii jednocześnie). W ciągu 16 godzin i 30 minut rozegrała 326 partii. Zwyciężyła w 309, zremisowała w 14 i tylko 3 przegrała! Obliczono, że w tym czasie przebyła dystans 15 km posuwając się od szachownicy do szachownicy. Jej wynik został zapisany w Księdze Guinnessa.
Dopiero w 2009 Bułgar Kirył Georgijew pobił go, rozgrywając w ciągu 14 godzin 360 partii, ale ze znacznie słabszym wynikiem- 284 wygrane, 70 remisów i 6 porażek.
Trzecia z sióstr, Zsófia, nie miała tak wielkiego samozaparcia i zakończyła swoją karierę szachową z tytułem mistrzyni międzynarodowej. Jej pasją była sztuka. Ukończyła w Tel-Awiwie Avni Institute of Arts and Design, a następnie Ort College w Rehovot. Wyszła zresztą za mąż za Izraelczyka gruzińskiego pochodzenia, Iona Kosaszwilego i jej przygoda z szachami definitywnie została zakończona.
Dominacja Chinek
Xie Jun zapoczątkowała okres dominacji Chinek. Co ciekawe, wcześniej była lokalną mistrzynią xiangqi - chińskiej odmiany szachów, których reguły znacznie różnią się od szachów klasycznych. Odniosła zatem wielki sukces i w pewnym sensie utorowała drogę swoim koleżankom. Poza tym splendor najlepszej szachistki świata spłynął na nią już w rok po międzynarodowym debiucie w Kuala Lumpur. Podobnie jak wiele wybitnych szachistek, poślubiła szachowego arcymistrza Wu Shaobina.
W 2001 uległa swojej rodaczce Zhu Chen. Po czterech latach tytuł odebrała jej Bułgarka Antoaneta Stefanowa, ale w 2006 tytuł znów powrócił do Chinek i na szachowym tronie zasiadła Xu Yuhua. Natomiast była mistrzyni przeniosła się do Kataru, gdzie poślubiła pierwszego arcymistrza tego kraju - Mohamada Al-Modiahkiego.
W 2008 na scenie pojawiła się ponownie Rosjanka, Aleksandra Kostieniuk obeznana z szachami już od piątego roku życia. Jednak tylko dwa lata cieszyła się tytułem, gdyż w 2010 na tron szachowy wstąpiła kolejna Chinka i aktualna mistrzyni świata, Hou Yifan. Wprawdzie dwukrotnie ustąpiła miejsca dwóm Ukrainkom: Annie Uszeninej i Mariji Muzyczuk, ale od 2016 roku ugruntowała panowanie Chinek na szachowej arenie.
Jak potoczą się dalej losy szachistek, trudno odpowiedzieć. Wydaje się, że wszystko zmierza do tego, by ujednolicić rozgrywki i skończyć z podziałem na mistrzostwa pań i panów, w myśl sztandarowego hasła FIDE: Jesteśmy jedną rodziną.
Leszek Stundis