Ochrona środowiska
- Autor: red.
- Odsłon: 5824
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 35
Niewypowiedzianą prawdą jest to, że Wielka Ropa finansuje kampanię przeciwko Wielkiej Ropie. Brzmi to sprzecznie? Aktywiści klimatyczni zostali okłamani.
Ruch klimatyczny (Nowy Zielony Ład) jest finansowany przez duże organizacje charytatywne i fundacje korporacyjne, w tym National Endowment for Democracy, Soros Open Society Foundations, Rockefeller Brothers Trust, Shell Foundation, BP, Goldman Sachs i inne.
Podczas gdy „Wielką Ropę” obwinia się za niszczycielskie skutki przemysłu paliw kopalnych, głównym protagonistą Zielonego Nowego Ładu jest architekt Wielkiej Ropy, czyli rodzina Rockefellerów:
„Od lat 80. XX wieku Fundacja Braci Rockefeller stała się czołowym orędownikiem programu walki z globalnym ociepleniem. …
W swojej analizie Programu Zrównoważonego Rozwoju Fundacja Braci Rockefeller szczyci się tym, że była jednym z pierwszych znaczących aktywistów na rzecz walki z globalnym ociepleniem, powołując się na swoje zdecydowane poparcie zarówno dla powołania w 1988 roku Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu ONZ (IPCC), jak i dla uchwalenia w 1992 roku Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu” (The Energy & Environmental Legal Institute, publikacja z 2016 r.).
Debata na temat globalnego klimatu ma kluczowe znaczenie. Ale kto kontroluje tę debatę? Czy ostatecznie ton nadają duże fundacje kapitalistyczne?
Poniższy artykuł F. Williama Engdahla skrupulatnie dokumentuje rolę wpływowych podmiotów gospodarczych stojących za „zielonymi finansami”. Artykuł został opublikowany po raz pierwszy we wrześniu 2019 roku, w czasie szczytu COP25 w Madrycie.
Istnieje oczywista sprzeczność. Według Williama Engdahla Nowy Zielony Ład to wielomiliardowy „projekt gospodarczy”:
Książę Karol … wspólnie z Bankiem Anglii i społecznością finansową City of London promował „zielone instrumenty finansowe”, na czele z Zielonymi Obligacjami, w celu przekierowania planów emerytalnych i funduszy inwestycyjnych w stronę zielonych projektów.
Michel Chossudovsky
Klimat. Kto by pomyślał? Te same megakorporacje i megamiliarderzy, którzy napędzali globalizację światowej gospodarki w ostatnich dekadach, których dążenie do wartości dla akcjonariuszy i redukcji kosztów wyrządziło tak wiele szkód naszemu środowisku, zarówno w krajach uprzemysłowionych, jak i w słabo rozwiniętych gospodarkach Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej, są głównymi zwolennikami oddolnego ruchu na rzecz dekarbonizacji – od Szwecji, przez Niemcy, po Stany Zjednoczone i inne kraje.
Czy są to wyrzuty sumienia, czy też kryje się za tym głębszy cel: finansjalizacja powietrza, którym oddychamy – i wiele więcej?
Niezależnie od tego, w co wierzymy na temat zagrożeń związanych z CO2 i ryzyka globalnego ocieplenia, które w ciągu najbliższych dwunastu lat doprowadzi do średniego wzrostu temperatury o 1,5–2 stopnie Celsjusza, warto zwrócić uwagę na to, kto napędza obecną falę propagandy i aktywizmu klimatycznego.
Zielone finanse
Kilka lat przed tym, jak Al Gore i inni postanowili uczynić młodą szwedzką uczennicę twarzą pilności działań na rzecz klimatu, a Alexandria Ocasio-Cortez w USA wezwała do całkowitej transformacji gospodarki w ramach Zielonego Nowego Ładu, giganci świata finansów zaczęli snuć plany przekazania setek miliardów przyszłych funduszy na inwestycje w często bezwartościowe firmy „klimatyczne”.
W 2013 roku, po latach skrupulatnych przygotowań, szwedzka firma deweloperska Vasakronan wyemitowała pierwsze korporacyjne „zielone obligacje”. W ślad za nimi poszły inne, w tym Apple, SNCF i duży francuski bank Crédit Agricole. W listopadzie 2013 roku Tesla Energy, firma Elona Muska, która borykała się z problemami, wyemitowała pierwsze obligacje zabezpieczone elektrowniami słonecznymi.
Według Climate Bonds Initiative, obecnie w obiegu znajduje się ponad 500 miliardów dolarów takich zielonych obligacji. Emitenci tych obligacji deklarują, że ich celem jest przejęcie znacznej części z 45 bilionów dolarów aktywów zarządzanych na całym świecie, które nominalnie zobowiązały się do inwestowania w projekty „przyjazne dla klimatu”.
„Piękny Książę” Karol, obecny brytyjski monarcha, wraz z Bankiem Anglii i społecznością finansową londyńskiego City promował „zielone instrumenty finansowe” na czele z zielonymi obligacjami, aby przekierować fundusze emerytalne i inwestycyjne na zielone projekty.
Kluczowym graczem w procesie integracji globalnych instytucji finansowych z zieloną agendą był ustępujący prezes (2013-2020) Banku Anglii, Mark Carney. W grudniu 2015 roku Rada Stabilności Finansowej (FSB) Banku Rozrachunków Międzynarodowych (BIS), której przewodniczył wówczas Carney, powołała Zespół ds. Ujawniania Informacji Finansowych Związanych z Klimatem (TCFD), aby doradzać „inwestorom, kredytodawcom i ubezpieczycielom w zakresie ryzyka związanego z klimatem”. Było to dość nietypowe podejście dla światowych bankierów centralnych.
W 2016 r. TCFD, wspólnie z City of London Corporation i rządem brytyjskim, zainicjowała inicjatywę Green Finance Initiative, której celem jest przeznaczenie bilionów dolarów na „zielone” inwestycje.
Bankierzy centralni FSB nominowali 31 osób do TCFD. Na liście, której przewodniczył miliarder i finansista Michael Bloomberg, znajdują się czołowe postacie z JP Morgan Chase; BlackRock – jednego z największych na świecie zarządzających aktywami, z majątkiem wartym prawie 7 bilionów dolarów; Barclays Bank; HSBC, londyńsko-hongkońskiego banku wielokrotnie skazanego za pranie pieniędzy; Swiss Re, drugiego co do wielkości reasekuratora na świecie; chińskiego ICBC Bank; Tata Steel; ENI Oil; giganta górniczego BHP Billiton; oraz należącej do Davida Blooda firmy Generation Investment LLC należącej do Ala Gore'a. W efekcie wygląda na to, że to lisy ustalają zasady funkcjonowania tego nowego zielonego kurnika.
Carney z Banku Anglii odegrał również kluczową rolę w próbie uczynienia z City of London finansowego centrum globalnych zielonych finansów. Ówczesny brytyjski kanclerz skarbu, Philip Hammond, opublikował w lipcu 2019 roku białą księgę zatytułowaną „Strategia zielonych finansów: Transformacja finansów dla zielonej przyszłości”. Stwierdzono w niej: „Jedną z najbardziej wpływowych inicjatyw jest prywatna Grupa Robocza ds. Ujawnień Finansowych Związanych z Klimatem (TCFD) Rady Stabilności Finansowej, wspierana przez Marka Carneya i kierowana przez Michaela Bloomberga. Wsparcia udzieliły instytucje reprezentujące aktywa o wartości 118 bilionów dolarów na całym świecie”. Wydaje się, że w grę wchodzi tu pewien plan. Plan zakłada sfinansowanie całej globalnej gospodarki poprzez wykorzystanie obaw przed katastrofą, aby osiągnąć arbitralne cele, takie jak „zerowa emisja gazów cieplarnianych netto”.
Goldman Sachs jako kluczowy gracz
Goldman Sachs, wszechobecny bank z Wall Street, który wydał na świat między innymi ustępującego prezesa (2011-2019) EBC Mario Draghiego i prezesa Banku Anglii Carneya, uruchomił pierwszy globalny indeks wiodących akcji spółek ekologicznych we współpracy z londyńskim CDP (dawniej Carbon Disclosure Project). CDP jest finansowany między innymi przez HSBC, JPMorgan Chase, Bank of America, Merrill Lynch, Goldman Sachs, American International Group i State Street Corp.
Nowy indeks, o nazwach CDP Environment EW i CDP Eurozone EW, ma na celu zachęcenie funduszy inwestycyjnych i rządowych programów emerytalnych, takich jak CalPERS i CalSTRS, dysponujących łączną wartością aktywów przekraczającą 600 miliardów dolarów, do inwestowania w wybrane spółki. Do najwyżej notowanych spółek w indeksie należą Alphabet (Google), Microsoft, ING Group, Diageo, Philips, Danone i – co ciekawe – Goldman Sachs.
Greta, AOC i spółka
W tym momencie wydarzenia przybierają cyniczny obrót, gdy stajemy twarzą w twarz z niezwykle popularnymi i hojnie finansowanymi aktywistami klimatycznymi, takimi jak Szwedka Greta Thunberg czy 29-letnia nowojorka Alexandria Ocasio-Cortez i Zielony Nowy Ład. Jakkolwiek szczerzy by nie byli ci aktywiści, za ich finansowaniem stoi dobrze naoliwiona machina finansowa.
Greta Thunberg jest częścią dobrze powiązanej sieci powiązanej z organizacją Ala Gore'a, która jest profesjonalnie promowana i wykorzystywana przez instytucje takie jak ONZ, Komisja Europejska oraz interesy finansowe stojące za obecną agendą klimatyczną. Jak dokumentuje kanadyjski badacz i aktywista klimatyczny Cory Morningstar, jest to ściśle powiązana sieć powiązana z amerykańskim inwestorem klimatycznym i niezwykle bogatym spekulantem klimatycznym Alem Gorem, prezesem Generation Investment Group.
Partner Gore'a, były menedżer Goldman Sachs, David Blood, jest członkiem TCFD, organizacji utworzonej przez BIS. Greta Thunberg i jej 17-letni przyjaciel, amerykański aktywista klimatyczny Jamie Margolin, zostali wymienieni jako „Specjalni Doradcy Młodzieży i Powiernicy” szwedzkiej organizacji pozarządowej We Don't Have Time, założonej przez prezesa Ingmara Rentzhoga. Rentzhog jest członkiem organizacji Climate Reality Organization Leaders Ala Gore'a i członkiem Europejskiej Grupy Zadaniowej ds. Polityki Klimatycznej. Przeszedł szkolenie prowadzone przez Ala Gore'a w Denver w marcu 2017 roku i w Berlinie w czerwcu 2018 roku. Climate Reality Project Ala Gore'a jest partnerem We Don't Have Time.
Nawet kongresmenka Alexandria Ocasio-Cortez, która wywołała poruszenie swoją wizją Zielonego Nowego Ładu, mającego na celu całkowitą transformację gospodarki USA o wartości potencjalnie 100 bilionów dolarów, nie jest pozbawiona profesjonalnego wsparcia. Otwarcie przyznała się do kandydowania do Kongresu za namową grupy Justice Democrats. Powiedziała: „Nie kandydowałabym, gdyby nie wsparcie Justice Democrats i Brand New Congress. Właściwie to właśnie te organizacje… po raz pierwszy poprosiły mnie o kandydowanie. Zadzwonili do mnie półtora roku temu…”. Wśród jej doradców jest współzałożyciel Zack Exley, stypendysta Open Society, który otrzymał dofinansowanie między innymi od Open Society Foundations i Ford Foundation na rekrutację kandydatów.
Prawdziwy cel ma charakter ekonomiczny
Powiązania między największymi na świecie grupami finansowymi, bankami centralnymi i globalnymi korporacjami a obecnymi naciskami na radykalną strategię klimatyczną polegającą na odejściu od paliw kopalnych na rzecz bliżej nieokreślonej „zielonej” gospodarki wydają się być motywowane mniej autentyczną troską o czyste środowisko, a bardziej programem ściśle powiązanym z Agendą ONZ 2030 na rzecz „zrównoważonej” gospodarki, której celem jest wygenerowanie bilionów dolarów nowego bogactwa dla globalnych banków i finansowych gigantów.
W lutym 2019 roku, po przemówieniu Grety Thunberg przed Komisją Europejską w Brukseli, ówczesny przewodniczący (2014-2019) Komisji Europejskiej, Jean-Claude Juncker, oświadczył, że UE powinna przeznaczyć setki miliardów euro na ochronę klimatu w ciągu najbliższych dziesięciu lat. Juncker nie wspomniał jednak, że decyzja ta została podjęta już rok wcześniej, wspólnie z Bankiem Światowym.
17 października 2018 r. UE podpisała protokół ustaleń z Breakthrough Energy-Europe, którego członkowie mieli otrzymać preferencyjny dostęp do finansowania. Członkami Breakthrough Energy są Richard Branson, Bill Gates, Jack Ma, Mark Zuckerberg, książę Al-Waleed bin Talal, Ray Dalio, Julian Robertson, David Rubenstein, George Soros i Masayoshi Son.
Nie oszukujmy się: skoro najbardziej wpływowe korporacje międzynarodowe, najwięksi inwestorzy instytucjonalni, tacy jak BlackRock i Goldman Sachs, ONZ, Bank Światowy, Bank Anglii i inne banki centralne BIS popierają finansowanie tzw. zielonej agendy, czas zajrzeć pod powierzchnię publicznych kampanii klimatycznych.
Obraz, który się wyłania, to próba finansowej restrukturyzacji światowej gospodarki poprzez wykorzystanie klimatu – czegoś, z czym słońce i jego energia mają o wiele większy związek niż ludzie – w celu skłonienia nas, zwykłych ludzi, do poniesienia ogromnych poświęceń w celu „uratowania naszej planety”.
Już w 2010 roku dr Otmar Edenhofer, przewodniczący 3. Grupy Roboczej IPCC, stwierdził: „Należy jasno powiedzieć, że polityka klimatyczna de facto redystrybuuje globalne bogactwo. Musimy porzucić złudzenie, że międzynarodowa polityka klimatyczna to polityka środowiskowa. Nie ma ona już prawie nic wspólnego z polityką środowiskową”. Od tego czasu ta strategia polityki gospodarczej została rozwinięta.
William Engdahl
William Engdahl jest politologiem, konsultantem ds ryzyka strategicznego, wspólpracownikiem Global Research.
Za: https://www.lewrockwell.com/2026/02/no_author/climate-and-the-money-trail/
- Autor: ANNA LESZKOWSKA
- Odsłon: 3562
45 mld zł – tyle w latach 2013 – 2020 zyska Polska z handlu emisjami według szacunków Koalicji Klimatycznej. Dyrektywa unijna ETS 2003/87/EC zaleca wykorzystanie 50% tych środków na ochronę klimatu. Przedstawiciele Koalicji Klimatycznej apelują do rządu o przeznaczenie tych środków na działania, które pomogą obywatelom poprawić efektywność energetyczną w ich domach i w ten sposób obniżyć rachunki za energię, a także przyczynią się do stworzenia tysięcy nowych miejsc pracy.
Zgodnie z szacunkami Koalicji Klimatycznej, w ramach aukcji uprawnień do emisji gazów cieplarnianych przewidzianych w systemie Europejskiego Systemu Handlu Emisjami (EU ETS), w latach 2013-2020 Polska otrzyma około 45 mld zł (przy założeniu, że jedna tona emisji będzie miała wartość 12 euro, przy średnim kursie euro 4,2 zł, a Polska uzyska derogację w wysokości, o którą wnioskuje). Według artykułu 10 Dyrektywy ETS 2003/87/EC, minimum 50% zysków z praw do emisji gazów cieplarnianych powinno być przeznaczonych na przedsięwzięcia przyczyniające się do ochrony klimatu.
– Zwracamy się do rządu, aby przyjął rozwiązanie, dzięki któremu zmniejszą się koszty energii dla setek tysięcy rodzin. W ten sposób wypełnimy unijne zalecenia z największą korzyścią dla społeczeństwa, a jednocześnie będziemy chronić klimat. Proponowany przez Koalicję Klimatyczną program poprawy efektywności budynków mieszkalnych może przełożyć się nie tylko na znaczące oszczędności na energii, ale także na powstanie nawet większej ilości miejsc pracy niż obecnie istnieje w górnictwie. Towarzyszyć temu może również rozwój wielu krajowych, małych i średnich przedsiębiorstw – mówi dr hab. Zbigniew M. Karaczun, profesor SGGW i ekspert Koalicji Klimatycznej.
Koalicja Klimatyczna proponuje przeznaczyć zyski ze sprzedaży uprawnień na realizację projektów termomodernizacji istniejących budynków indywidualnych do standardów budynków prawie zero-energetycznych (tzw. projekty głębokiej termomodernizacji) oraz głęboką poprawę efektywności energetycznej budynków publicznych. Jednocześnie Koalicja postuluje, aby rozpocząć przygotowania do wdrożenia zapisów odnowionej dyrektywy 2010/31/UE o charakterystyce energetycznej budynków, która zakłada, że od 31 grudnia 2020 roku wszystkie nowe budynki, w tym indywidualne, powinny spełniać kryterium budynku prawie zero-energetycznego.
Szeroki program termomodernizacji budynków i wsparcia budownictwa o niskim zapotrzebowaniu na energię, w tym pasywnego, niesie za sobą szereg wymiernych korzyści dla polskiej gospodarki, takich jak:
- zwiększenie zatrudnienia – szacuje się, że zostanie stworzonych od 98 tys. do 197 tys. miejsc pracy,
- szybki rozwój produkcji urządzeń oraz materiałów do termomodernizacji i zarządzania energią,
- poprawę bezpieczeństwa energetycznego – zmniejszenie importu gazu i innych nieodnawialnych surowców energetycznych,
- ułatwienie zamknięcia luki w bilansie energetycznym państwa, związanej z włączeniami przestarzałych bloków w elektrowniach węglowych w latach 2013-2020.
Program termomodernizacji to wymierne korzyści dla indywidualnych gospodarstw domowych. Tak stało się m.in. w Czechach, które rozpoczęły wdrażanie takiego programu w 2009 roku.
Na podstawie czeskiego programu można wnioskować, że termomodernizacja przyniesie również wymierne korzyści dla gospodarstw domowych.
– Czeski program termomodernizacyjny „Green lights to savings” został utworzony z myślą o indywidualnych budynkach mieszkalnych – istniejących i nowobudowanych. Z bezpośrednich dotacji na poziomie 65% kosztów inwestycji, jak również z dofinansowania przygotowania dokumentacji technicznej (audytów energetycznych) skorzystało już ponad 50 tys. gospodarstw domowych. Wśród licznych korzyści dla gospodarstw indywidualnych są takie korzyści, jak zmniejszenie zapotrzebowania na energię i surowce energetyczne, poprawa kondycji budżetów domowych, a także wzrost wartości nieruchomości. – mówi Aleksandra Arcipowska, ekspert Koalicji Klimatycznej. Efekt ekonomiczny i gospodarczy realizacji programu czeskiego przerósł oczekiwana decydentów i dlatego ma być kontynuowany ze środków z aukcji EU ETS. Każde zainwestowane euro przyniosło 2,5 euro zwrotu, a jednocześnie w ciągu 2 lat powstało 19 tys. nowych, lokalnych miejsc pracy.
Wykorzystanie połowy zysków z praw do emisji CO2 na ochronę klimatu, właśnie w obszarze poprawy charakterystyki energetycznej budynków, przyczyni się do poprawy bezpieczeństwa energetycznego zarówno indywidualnych użytkowników energii, jak i całego kraju. W opinii Koalicji Klimatycznej będzie to także pierwszy krok do budowy w naszym kraju innowacyjnej, nowoczesnej energetyki XXI wieku opartej na efektywnym wykorzystaniu energii wytwarzanej w sposób rozproszony, przede wszystkim w oparciu o lokalne, odnawialne zasoby.
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 970
Ostatnie sto lat spowodowało gwałtowny rozwój ilościowy i jakościowy ludzkości. Jeśli w 1927 r. ludność Ziemi liczyła 2 miliardy, to w listopadzie 2022 r. już ponad 8 miliardów – czyli po prawie 100 latach jest nas cztery razy więcej.
W tym samym okresie ludzkość przeszła drogę od gospodarek narodowych do korporacji transnarodowych i upowszechnienia się globalizacji z dostawami towarów w trybie on time. Dotyczy to nie tylko środków produkcji czy sprzedaży hurtowej, ale również handlu detalicznego. Upowszechnienie się komputerów i technologii informacyjno-komunikacyjnych nie tylko zrewolucjonizowało rynki pracy, tworząc nowe możliwości, w tym outsourcing usług, ale również wpłynęło na handel, którego znaczna część jest realizowana przez Internet, bez wychodzenia z domu.
Komunikacja z najdalszymi zakątkami świata w trybie rzeczywistym pomaga nie tylko w wymianie idei i działalności gospodarczej, ale przyczynia się do powstawania nowych form rozrywki i kontaktów międzyludzkich. Rozwój medycyny przyczynił się do znaczącego wydłużenia się życia ludzkiego, a mechanizacja i intensyfikacja rolnictwa spowodowała, że żywność stała się relatywnie tania i powszechnie dostępna. Zmiany w transporcie najłatwiej jest zauważyć patrząc na wzrost turystyki lotniczej, ale taka sama rewolucja dotyczy transportu towarów. Konsumujemy coraz więcej nie tylko ze względu na przyrost liczby ludności, ale również per capita. We wszystkich aspektach życia widać zmiany, które należy określić jako wielkie przyspieszenie.
Granice planetarne
Wszystko ma swoją cenę. Wspomniane wielkie przyspieszenie również jest okupione kosztami, które w przeważającej mierze ponosi środowisko przyrodnicze. Od lat 60. XX w. zauważa się, że skala dewastacji tego środowiska jest tak wielka, iż należy mówić o zagrożeniach globalnych. Na forum ONZ podejmowano liczne próby rozwiązywania problemów środowiska przyrodniczego i redukcji ryzyka wystąpienia kolejnych. Jedynie w nielicznych przypadkach udało się osiągnąć sukcesy. W pozostałej większości problemy narastają w coraz gwałtowniejszym tempie.
Z punktu widzenia człowieka zazwyczaj tempo to jest niewielkie, ale dla przyrody ma ogromne znaczenie. Za przykład może posłużyć szóste wielkie wymieranie gatunków, które przebiega wielokrotnie szybciej niż poprzednie – piąte, towarzyszące epoce lodowcowej. Szacuje się, że od 1500 r. wyginęło około 150–260 tysięcy z około 2 mln gatunków znanych człowiekowi. Podstawową tego przyczyną jest działalność człowieka. Skala jego oddziaływania na środowisko przyrodnicze jest tak wielka, że obecną epokę geologiczną proponuje się nazwać antropocenem, czyli okresem, w którym człowiek jest podstawową siłą oddziałującą na ekosystem i geologię Ziemi. Jego wpływ będzie widoczny w przyszłości w śladach kopalnych.
Świadczy o tym m.in. pojawienie się nowych substancji w przyrodzie, takich jak obecny już w najdalszych zakątkach Ziemi mikroplastik. Innym tego przykładem jest chyba najbardziej niedoceniane zagrożenie, jakim jest trwałe naruszenie naturalnych procesów obiegu azotu i fosforu w przyrodzie – głównych nawozów mineralnych wykorzystywanych w rolnictwie.
Podobnych zagrożeń jest coraz więcej. Najważniejsze z nich zostały oszacowane w ramach koncepcji granic planetarnych. W ten sposób wyróżniono 9 zagrożeń, które po przekroczeniu pewnej skali oddziaływania mogą trwale wpłynąć na ekosystem Ziemi, a nawet zdestabilizować go tak bardzo, że wpłynie to negatywnie na możliwości trwania cywilizacji ludzkiej w kształcie jaki znamy.
Są to (Rockström, et al., 2009; Steffen, et al., 2015b):
• zmiana klimatu,
• pojawienie się nowych substancji w przyrodzie,
• zubożenie warstwy ozonowej,
• zanieczyszczenie aerozolami,
• zakwaszenie oceanów,
• przepływy biogeochemiczne,
• zużycie wody pitnej,
• wykorzystanie powierzchni ziemi,
• integralność biosfery.
Zagrożenie związane z powyższymi problemami nie będzie miało gwałtownego, katastroficznego przebiegu, ale z dużym prawdopodobieństwem będzie oznaczało powolne pogarszanie się warunków życia na Ziemi. Jednocześnie przekroczenie punktu krytycznego (granicy planetarnej) oznacza ryzyko, że powrót do bezpiecznej sytuacji wyjściowej nie będzie możliwy, a procesów degradacji może nie udać się powstrzymać.
Zgodnie z szacunkami naukowców, jedynie w trzech przypadkach, tj.: zubożenie warstwy ozonowej, zanieczyszczenie aerozolami oraz zakwaszenie oceanów granice nie są przekroczone. Nie oznacza to jednak, że sytuacja w tym zakresie jest dobra, a jedynie że ryzyko wystąpienia trwałego zaburzenia ekosystemu Ziemi jest niewielkie. Za przykład może posłużyć problem tzw. dziury ozonowej. Ograniczenie emisji substancji niszczących ozon stratosferyczny spowodowało zahamowanie jej powstawania i utrzymanie status quo. Jednakże to nie oznacza, że automatycznie została odbudowana warstwa chroniąca nas przed promieniowaniem kosmicznym, a jedynie że dziura ozonowa się nie powiększa.
Problem świadomości społecznej
Narastanie zagrożeń środowiskowych budzi obawy części społeczeństw o dalszy rozwój cywilizacyjny ludzkości, ale jednocześnie większość populacji ludzkiej nie przejmuje się tym problemem. Wynika to z wielu czynników, poniżej wymieniono wybrane z nich:
1. Potrzeba przetrwania w perspektywie krótkookresowej jest dla wielu ludzi ważniejsza od długookresowych problemów. Z tego powodu ich nie zauważają.
2. Problemy środowiskowe wydają się odległe, a wiec pozornie jest jeszcze czas, aby się nimi zająć.
3. Większość osób wykazuje niechęć do zmian pomimo ciągłej ewolucji, która towarzyszy ludzkości. Ludzie wolą funkcjonować według dotychczasowych reguł opartych na trwałych przyzwyczajeniach popartych systemami kulturowymi niż je odrzucić.
4. Większości społeczeństw jest ukształtowana przez kulturę posiadania. Nie widzą one potrzeby odrzucenia postawy typu mieć i tym samym ograniczenia posiadania określonych dóbr.
5. Środowisko przyrodnicze w przeważającej mierze wciąż jeszcze jest traktowane jako dobro wolne, a korzyści wynikające z jego istnienia lub koszty degradacji są postrzegane jako efekty zewnętrzne. Oznacza to, że nie mają odzwierciedlenia w rachunku ekonomicznym.
6. Szum informacyjny i wielość fałszywych wiadomości powodują dezorientację ludzi i niezrozumienie problemów.
7. Przedsiębiorstwa i koncerny często przyczyniają się do rozpowszechniania nieprawdziwych danych i opinii, kierując się maksymalizacją swojego zysku. Często koszty społeczne są dla nich źródłem dodatkowych dochodów.
8. Łatwiej jest coś negować i udawać, że to kogoś nie dotyczy, niż podjąć wysiłek współpracy na rzecz dobra wspólnego.
9. Niezrozumienie dla działalności tzw. aktywistów ekologicznych, często nazywanych ekoterrorystami.
W takich uwarunkowaniach trudno jest spodziewać się, że rynek (szerzej – gospodarka kapitalistyczna) sam rozwiąże problemy środowiska. Jego horyzont postrzegania jest zbyt krótki. Społeczeństwa również bardzo powoli uświadamiają sobie ryzyko związane z degradacją środowiska przyrodniczego.
Instytucje państwa są zazwyczaj najlepiej do tego przygotowane i powinny działać długookresowo. Jednakże w tym przypadku również pojawiają się problemy. Politycy podejmując niepopularne decyzje, nawet jeśli są słuszne, narażają się elektoratowi i ryzykują przegraną w kolejnych wyborach.
Działania na rzecz ochrony środowiska zwykle są mało popularne, ponieważ z wyjątkiem obszarów zdegradowanych nie widać ich efektów, a zazwyczaj wiążą się z dużymi kosztami. Z tego powodu problem ochrony środowiska powoli pojawia się w politykach państw, a kluczowym czynnikiem jest świadomość społeczna. Może ona wynikać z degradacji środowiska, a więc wizualizacji problemu, lub z wiedzy na temat zachodzących procesów. Niezależnie od przypadku wydaje się, że świadomość problemów przyrody jest kluczowa dla ich poprawnego rozwiązania.
Polityka ochrony środowiska UE a społeczeństwo
Zagrożenia środowiska przyrodniczego mogą być rozwiązane jedynie w przypadku zaangażowania większości interesariuszy, których to dotyczy. Z tego powodu problemy globalne da się rozwiązać jedynie na poziomie ogólnoświatowym, a regionalne na poziomie regionu (państwa lub grupy państw). Zazwyczaj takie działanie wymaga konsensusu pomiędzy zaangażowanymi podmiotami, co powoduje, że zawierane umowy nie mają zapisów odnośnie do konsekwencji wynikających z niewywiązania się z obowiązków. Z tego powodu współpraca ta jest tak trudna i mało efektywna.
Wyjątkiem od tej reguły była polityka ochrony środowiska Unii Europejskiej, która niejednokrotnie jest stawiana jako wzorzec w innych regionach świata. Ponadto spowodowała ona wiele pozytywnych efektów.
Począwszy od lat 70. XX w. Wspólnoty Europejskie podjęły szereg działań, które przynosiły wymierne korzyści. Najbardziej było to widoczne w zakresie przeciwdziałania zanieczyszczeniom wód, zwłaszcza rzek transgranicznych. Wprowadzanie i ujednolicanie różnego rodzaju norm środowiskowych również istotnie przyczyniało się do poprawy stanu środowiska oraz ułatwiało wymianę handlową pomiędzy państwami członkowskimi. Te działania przynosiły widoczne efekty i spotykały się z akceptacją społeczną.
Z czasem znaczenie ochrony środowiska w polityce UE stawało się coraz większe, a podejmowane działania były coraz bardziej skomplikowane i miały charakter międzysektorowy. Pierwszym poważnym tego przejawem był Pakiet energetyczno-klimatyczny, a następnie Strategia Europa 2020, w której jasno stwierdzono, że jednym z priorytetów rozwojowych UE jest ochrona środowiska i przeciwdziałanie zmianom klimatycznym. Cele zawarte w tych dokumentach były osiągane znacznie szybciej niż zakładano. Wyjątkiem była strategia na rzecz różnorodności biologicznej do roku 2020, której realizacja zakończyła się fiaskiem.
Strategia Europejskiego Zielonego Ładu (EZŁ) jest kolejnym, bardziej zdecydowanym krokiem w tym samym kierunku. Po niej, w perspektywie 2040, należy się spodziewać następnego dokumentu, w którym przeciwdziałanie problemom środowiskowym najprawdopodobniej będzie jeszcze mocniej zaakcentowane. Świadczą o tym cele wyznaczone na 2050 r. oraz pierwsze uzgodnienia odnośnie do wytycznych dla kolejnej strategii, tj. do 2040 r.
Jednakże po początkowym entuzjazmie EZŁ spotyka się z falą narastającej krytyki. Wynika to ze zmieniających się uwarunkowań, zwłaszcza poza granicami UE, z braku należytej informacji na temat istoty zmian oraz z narastającej świadomości o konieczności poniesienia kosztów zmian.
EZŁ powstawał przed pandemią Covid-19 oraz przed napaścią Rosji na Ukrainę w 2022 r. Zjawiska te zmieniły świat, relacje pomiędzy mocarstwami, zwiększając niepewność oraz konieczność skupienia się na problemach o znacznie większej dynamice, niż zagrożenia środowiskowe. Wystarczy wymienić ryzyko wojny czy też kryzys żywnościowy, który wymusił czasowe zawieszenie niektórych regulacji środowiskowych w UE.
Dodatkowo podejmowane działania polityczno-prawne charakteryzują się coraz większym poziomem złożoności. Przełożenie na poziom państw członkowskich strategii szczegółowych wynikających z EZŁ jest długotrwałym i złożonym procesem, którego efektem są tysiące stron dokumentów. Niejednokrotnie ich złożoność jest tak duża, że nawet osoby zainteresowane tematem gubią się w zawartych tam zobowiązaniach.
Proste działania na poziomie państw członkowskich najczęściej już zostały wyczerpane, co powoduje konieczność podjęcia kosztownych i skomplikowanych inicjatyw. Skutkuje to narastającą niechęcią społeczną do polityki ochrony środowiska, czego najbardziej widocznym przejawem jest fala protestów rolników, która obecnie przetacza się przez Unię Europejską.
Jednakże spory na tym tle mają głębsze podłoże, czego przykładem może być brak uchwalenia przez Parlament Europejski pakietu działań klimatycznych nazwanego „Gotowi na 55”. W obliczu sporów zdecydowano się na wycofanie tego dokumentu i późniejsze głosowanie nad poszczególnymi jego elementami, a nie całością. Takie podejście wydłużyło procedurę oraz zmniejszyło świadomość społeczną skali wprowadzanych zmian i zobowiązań.
Brak zrozumienia jest również widoczny w innych grupach społecznych. Przykładem nieuzasadnionej komplikacji przepisów może być dyrektywa SUP, która wchodzi w życie w połowie 2024 r. Wprowadza ona obowiązek trwałego przytwierdzenia plastikowych nakrętek do butelek. Jednakże nie ma przekonujących dowodów, że ta zmiana przyniesie jakiekolwiek pozytywne efekty środowiskowe, a wiąże się z niechęcią społeczną i utratą społecznej wrażliwości w postaci zbierania korków.
Narastająca niechęć może również wynikać z rosnącej liczby interesariuszy, którzy są zobowiązani do podejmowania działań w ramach polityki ochrony środowiska. To powoduje, że coraz więcej osób i środowisk ma bezpośrednią styczność z tą polityką. Przestaje ona być teoretycznym postulatem, ale realnym zobowiązaniem do wykonania.
Na poziomie UE nie ma badań dotyczących wpływu EZŁ na nastawienie społeczne wobec ochrony środowiska. Z jednej strony widać, że Komisja Europejska zamierza utrzymać dotychczasową tendencję i aktywnie działać na rzecz ochrony przyrody, a z drugiej koszty tej polityki negatywnie wpływają na nastroje społeczne, co może przełożyć się na jej kształt. Jak wskazałem wyżej, Komisja Europejska planuje kontynuować tę politykę w kolejnej dekadzie, ale jednocześnie obserwuje się coraz więcej głosów wskazujących na konieczność rewizji niektórych założeń EZŁ, zwłaszcza w kontekście rolnictwa. Decyzje społeczne w postaci wyborów przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego również mogą istotnie wpłynąć na skuteczność realizacji polityki. W 2024 r. nie należy spodziewać się istotnej zmiany w tym zakresie, chociaż takie obawy się pojawiają, ale w 2029 r. nastroje społeczne mogą być zupełnie inne, zwłaszcza po przewidywanym rozszerzeniu systemu handlu pozwoleniami na emisję gazów cieplarnianych – ETS2.
Podsumowując, problemy środowiskowe narastają i grożą poważnymi konsekwencjami. W wielu przypadkach nie wiemy jak im przeciwdziałać a w nielicznych, które jesteśmy w stanie rozwiązać, działania polityczne nawet w najbardziej zaawansowanych społeczeństwach wywołują negatywne reakcje. To prowadzi do wniosku, że bez intensywnej edukacji i zmiany nastawienia społecznego nie mamy szans na ich rozwiązanie w dającej się przewidzieć przyszłości. Powstaje tylko pytanie czy mamy wystarczająco dużo czasu.
Konrad Prandecki

