Prognozowanie (el)
- Autor: Kazimierz Krzysztofek
- Odsłon: 4931
Historia się ponoć nie powtarza. Warto jednak zadać pytanie, czy nie mamy do czynienia z powtórką historii. Jacques Attali wieści narodziny społeczeństwa stechnicyzowanego i zalgorytmizowanego.
Przed stukilkudziesięciu laty, gdy wybuchła rewolucja przemysłowa, pesymiści kulturowi wieścili nastanie społeczeństwa masowego i upadek elity ducha. Teorie kolektywistyczne z marksizmem na czele akcentowały prymat grupy nad jednostką. Jednym z nielicznych, którzy wierzyli w wolność jednostki, poszerzenie sfery jego autonomii był Georg Simmel, który położył podwaliny pod koncept indywidualizmu liberalnego. W jego przekonaniu miał on być nieuchronny jako konsekwencja kapitalizmu z wbudowaną weń zasadą konkurencji oraz podziału pracy. Ten ostatni wymusił specjalizację zawodową, a wraz z nią różnicowanie się stylów życia i konsumpcji.
Między indywidualizmem a konsumpcją zachodziło dodatnie sprzężenie zwrotne: pierwszy pobudzał drugą i vice versa. Simmel, który pieniądzu poświęcił traktat filozoficzny, jako bodaj pierwszy myśliciel dostrzegł w nim główny motor indywidualizacji i autonomizacji jednostki. Dostrzegał w nim zarazem czynnik utowarowiania relacji międzyludzkich, ale wyżej stawiał jego wpływ na wolność jednostki. Mimo przejściowych triumfów teorii kolektywizacyjnych, to właśnie wizja Simmla zwyciężyła i przyoblekła się w realny kształt w XX w. – epoce dojrzałej i późnej nowoczesności, która jest duchem już naszego czasu.
Czy zatem przewidywania Attali’ego i innych dzisiejszych wizjonerów uniformizującego technokratyzmu epoki IT podzielą ten sam los co wcześniejsze koncepty z marksizmem na czele? Czy znowu zwycięży indywidualizm, który podporządkuje sobie nowe technologie? Tego na razie nie wiemy. Trudno zatem pokusić się o zdecydowany osąd dzisiejszej myśli o rozwoju czy regresie człowieka. Trudno w szczególności odpowiedzieć na pytanie, jaką wartość na przyszłość mają dzisiejsze koncepcje prognostyczno-diagnostyczne, np. ta, że mamy do czynienia z postkapitalizmem, czy życiem po kapitalizmie, jak by chcieli tego P. Drucker, A. Bard, J. Soderqvist i in., czy też z prezentowanym tu poglądem, że wkraczamy w erę hiperkapitalizmu.
Co na pewno daje się skonstatować, to to, że daje się zauważyć wyraźna tendencja do monitorowanego komfortu życia w warunkach widzialnej wolności i coraz mniej widzialnej kontroli. Nikt nie jest dziś w stanie przewidzieć, czy ten społeczny impakt IT to bóle porodowe nowej cywilizacji, przejściowa koncesja z wolności, czy stały trend.
Z punktu widzenia rozwoju społecznego można sformułować kilka interesujących pytań. Na przykład, na ile nasze obecne pojmowanie wolności będzie miało odniesienia do epoki technologicznej. Czy pokolenie, które odziedziczy dyspozytyw technologiczny, będzie potrzebować takiej wolności, jaka była potrzebą poprzednich, czy stworzy sobie własną przestrzeń wolności inaczej pojmowanej? Jaki będzie system regulacji, w jakim stopniu będzie ona jeszcze domeną sfery publicznej, a na ile będzie to już regulacja przez rynek. I pytanie kluczowe:
czy hiperkapitalizm może być projektem dla Zachodu?
Czy w ogóle potrzebny jest mu jakiś nowy projekt wypływający z potrzeby konstruktywizmu, czyli kształtu społeczeństwa budowanego top-down, czy może te kształty wyłonią się same bottom-up, w procesie praktyki, jako adaptacyjne środowisko społeczne.
Przekładając to na inny język: czy jakaś wielka idea może jeszcze porwać elity i przez jej transmisję – masy, czy też masy porwą ją na …strzępy? Słowem, czy możliwa jest jakaś nowa meganarracja (na przykład Nowe Odrodzenie), czy też świat jest już taki zróżnicowany, że jest to niemożliwe. Przez kilka wieków Oświecenie i niesiony przez nie postęp było taką meganarracją, centralną ideą Zachodu, ale do głosu doszły różne dyskursy mniejszościowe.
Zdaniem niektórych, uniwersalną ideologią jest konsumpcjonizm; dla innych jest to blind alley. Wskazuje się na rosnącą rolę postmaterializmu, który ma osłabiać imperatywy rynku i konsumpcji. Rynek go wchłonie, ale czy strawi? Postmaterialistyczna dążność do jakości życia jest w widoczny sposób zagospodarowana przez rynek, ale to może właśnie doprowadzić do jego zmiany, zaszczepienia jakiegoś surogatu misji. Wymagałoby to jednak racjonalności długookresowej, która była dotychczas obca marketing mentality.
Ale cóż innego pozostaje – na wielkich ideach, religii, czy nagiej sile nie dało się dotychczas zbudować trwałego ładu. Może więc pax mercatoria, przy wszystkich jej ograniczeniach posłuży jako budulec, dostarczy elementów ładotwórczych, zapewni nową spójność, przewidywalność aktorów. Bo nieprawdą jest, że rynek tylko atomizował; prawda – niszczył jedne więzi (wspólnotowe), ale w ich miejsce budował inne. Byłby to powrót do Hobbesowskiego systemu naturalnego, opartego nie na umowie społecznej a na sieci funkcjonalnych powiązań, w tym powiązań rynkowych.
Odpowiedź na pytanie, czy zarysowana przez Jacquesa Attali wizja hiperkapitalizmu będzie pozytywna czy negatywna, zależy od tego, czy będzie on wydobywał wszystko, co się da z najbardziej aktywnych i dyspozycyjnych i skazywał na wykluczenie resztę. Czy też wykorzysta zdolności ludzi we wszystkich społeczeństwach i w skali całej planety, będzie korzystał z wiedzy lokalnej, zagospodaruje pojemność informacyjną planetarnej wszechsieci, która to pojemność będzie się stale powiększać dzięki rosnącej konektywności ludzi. To byłoby dobre oblicze globalizacji promującej aktywność ludzi poza korporacjami i rynkiem.
O kształcie hiperkapitalizmu zadecyduje kultura społeczna.
Do kanonu socjologii należy sformułowana przez Williama Ogburna hipoteza opóźnienia kulturowego, zgodnie z którą nowe narzędzia wyprzedzają odziedziczony habitus, kulturę adaptacyjną. Aby system mógł przetrwać, ta kultura musi się „podciągnąć” stać się funkcjonalna dla narzędzi.
IT stale powiększają skalę tego opóźnienia. Technologie dysruptywne zrywają ciągłość i wymagają nowych strategii adaptacyjnych od ludzi i organizacji. Nie ma czasu na to, co się określa jako sustaining stage. Mechanizm akceleracji jest dość prosty: Innowacje technologiczne wymagają olbrzymich nakładów na badania, rozwój i wdrożenia. Zwrot tych nakładów byłby możliwy tylko przez długie i rozciągnięte w czasie serie produkcyjne. Ze względu na czynnik nowości produkcja musi być krótka w czasie, za to marketing i sprzedaż muszą być rozległe w przestrzeni, czyli w skali globalnej (Rifkin 2003). To jest mechanizm samonapędzania – mówiąc za Josephem Schumpeterem – pęd do destrukcji i dekonstrukcji oraz tworzenia ciągle czegoś nowego, fragmentaryzacji i dekompozycji (Mikułowski Pomorski 2006).
W takich warunkach łatwo stracić busolę. Stąd trudność, z jaką cywilizacja i kultura zmagają się, szukając jakiejś równowagi. Co chwilę jednak pod wpływem nowości pojawia się jakaś nowa dysfunkcja, która utrudnia eliminowanie wspomnianego opóźnienia kultury społecznej wobec coraz to nowszych generacji narzędzi. Powtórzę zatem, że największym problemem naszych czasów nie jest już przystosowanie się do środowiska naturalnego, jak w poprzednich epokach, lecz do środowiska technologicznego, a także społecznego, które także ciągle się zmienia na skutek multiplikujących się interakcji, komunikacji hiperpersonalnej, jak ją nazywa J.B. Walther
Wzmaga to bóle adaptacji. Być może łatwiej będzie o tę adaptację w cyberprzestrzeni niż w Realu, w której sieciowa Multitude - rzesza samoorganizujących się podmiotów - znajdzie jakąś formułę organizacji społecznej. „Cyberprzestrzeń nie zmienia relacji władzy i ekonomicznej nierówności między ludźmi...ułatwia “liberalną” ewolucję w gospodarowaniu informacją i wiedzą.
Liberalizm ten należy rozumieć w najszlachetniejszym sensie: jako brak arbitralnych ograniczeń prawnych, szansę dla rozwoju talentów, wolną konkurencję drobnych producentów na możliwie przejrzystym rynku.
Innowacja zastępuje tradycję. „Teraźniejszość - a raczej przyszłość - zastępuje przeszłość. Liczy się to, co się dopiero pojawi, a to nadejdzie tylko wtedy, gdy to, co mamy, zostanie wywrócone do góry nogami. Choć system taki sprzyja znakomicie innowacyjności, jest trudnym miejscem do życia, gdyż większość ludzi woli mieć jakąś pewność co do przyszłości, niż żyć w ustawicznej niepewności.”
Wolność zatem nie musi się jawić się jako hasanie po nadzorowanym parku. Pankonektywność nie musi dawać pełnej władzy w ręce nielicznych, bo wprawdzie wszyscy mogą być namierzalni i widzialni - co – powtórzę - jest zasadą panoptikonu – ale widzialni będą także strażnicy, a to już jest synoptikon.
Potrzebny jest jednak jakiś algorytm dencetralizowania nadzoru nad tym mechanizmem przejrzystości, aby nie był on skoncentrowany w jednych rękach. Jak utrzymać check and balance, aby dostęp do niego był rozłożony na wiele podmiotów: instytucje rządowe, policyjne, ale i społeczności lokalne, uniwersytety, kościoły i inne organizacje pozarządowe? David Brin, autor głośnej przed laty książki The Transparent Society nie ma wątpliwości: każdy obywatel powinien mieć poprzez własny PIN dostęp do rządowych i biznesowych baz danych, żeby mógł wiedzieć, co o nim tam jest. Bez tego mówienie o wolności nie ma sensu. Chodzi o to, aby dysponowanie informacją i wiedzą nie dawało komuś przewagi.
Problem wykluczenia
Jakaś kultura adaptacyjna funkcjonalna dla Connected Word musi powstać. Będzie ją wyznaczał imperatyw kompetencji. W perspektywie 10-15 lat dojdzie do pełnego nasycenia większej części świata w IT. Wymierać będą pokolenia analogowe, świat zostanie zdominowany przez dzisiejszy net generation. Jeśli wszyscy, którzy tego zechcą, będą mieć dostęp do Internetu, to oznacza to, że zniknie sam z siebie problem luki cyfrowej. Dyfuzja technologii będzie tę lukę zasypywać, oczywiście w zakresie standardowych urządzeń, zawsze będą bowiem innowacje, które będą utrzymywać różnice statusowe. Nie będzie jednak na tym tle wykluczenia, co najwyżej dobrowolne samowykluczenie, ucieczka od społeczeństwa informacyjnego wynikająca z digitization fatigue, przesytu technologicznego.
Takie ucieczki od cywilizacji, mniej lub bardziej trwałe widzimy i dziś: mieszczuchy uciekające z miasta wypiekają własnoręcznie chleb, którzy chcą tym zamanifestować niechęć do przemysłowej taśmy pieca chlebowego. W modzie będą więc analogowe nisze – nie tylko to, co nigdy nie da się ucyfrowić, ale także to, co będzie cyfrowe, ale „dla szpanu” chce się od tego uciec.
Problem wykluczenia zastąpi inny, bo każda pokonana bariera odsłania inną, nieraz trudniejszą do pokonania. Chodzi o różnicowanie się potencjałów informacji, wiedzy i kompetencji. W miarę jak rośnie infomasa grupy o wyższym statusie społeczno-ekonomicznym, przyswajającej nową wiedzę szybciej niż grupy o niższym statusie, zwiększa się luka kompetencyjna miedzy obu grupami. Ci pierwsi, to klasa kreatywna, jak ją nazywa Richard Florida. Bo imperatyw kompetencji i twórczości staje się najsilniejszą sprężyną zaawansowanego społeczeństwa cyfrowego.
Chodzi zwłaszcza o kompetencje nowomedialne. Technologie będą coraz bardziej friendly, ale „nie dla idiotów”, potrzebne będą umiejętności ich personalizowania, wyrażania siebie, swej tożsamości itp. Stąd olbrzymie znaczenie nowej edukacji medialnej, która powinna być domeną sfery publicznej, ale biznes też nie będzie od niej stronił. Stawia to przed tą edukacją kwestię przygotowania wstępujących pokoleń do odbioru zawartości, zwłaszcza recepcji i kontekstualizowania obrazów. Jest to tym istotniejsze, że wobec nadmiaru cyfrowych symboli wszyscy mogą nimi manipulować.
Istnieje przekonanie, że odbiór obrazów nie wymaga kompetencji, tymczasem większość użytkowników nie posiadła sztuki ich „czytania”, a problem umiejętności ich „pisania” jest jeszcze bardziej złożony. Użytkownicy wybierać będą te środki wyrazu, które najlepiej odpowiadają ich kompetencjom poznawczym; będzie się badać możliwości poznawcze dzieci i informować rodziców, z których mediów będzie im łatwiej korzystać, dzieci nie lubiące czytać nie będą do tego nakłaniane.
Strategia nie do utrzymania
To, jak nowinki IT wpływać będą na nasze życie: pracę, naukę, zabawę itp., zależy od wielu czynników, z których dwa wydają się najważniejsze: strategie korporacyjne w zakresie sprzętu, oprogramowania i zawartości oraz realnie odczuwane potrzeby komunikacyjne użytkowników. Niebagatelne znaczenie będzie mieć również i to, co (i kiedy) z największych innowacji w zakresie ICT (a są one sztandarowe, bez nich nie ma nowych broni) na potrzeby wojskowe przedostanie się do sektora cywilnego, rządowego i na rynek.
Dotychczas strategie biznesowe rozwoju nowych technologii były raczej corporate driven niż user centered. Były nastawione nie tyle na zaspokajane rozpoznanych potrzeb komunikacyjnych użytkownika, co na budowanie bogatego w media świata. Ponieważ na badania kierowano coraz większe środki, chodziło o maksymalizację sprzedaży, szybko i na skalę globalną, aby osiągnąć szybki zwrot na inwestycjach. To wyjaśnia dlaczego nadaje się sztucznie cech przestarzałości produktom, które mogłyby służyć jeszcze wiele lat.
Na przyszłość taka strategia wydaje się nie do utrzymania. Po pierwsze dlatego, że – mam taką nadzieję - użytkownik staje się coraz bardziej kompetentny i krytyczny – chce produktów, dzięki którym może tworzyć przyjazne, spersonalizowane, kontrolowalne i łatwe w adaptacji środowisko technologiczne, pomagające mu w komunikacji, pracy, nauce, zabawie, rozrywce.
Po wtóre, cyfrowe przemysły informacji, kultury i wiedzy we własnym interesie chcą zmniejszyć digital divide w skali poszczególnych społeczeństw, jak i wymiarze globalnym. Dobrym biznesem byłoby zmniejszenie tej luki, na czym skorzystałyby także społeczeństwa najbardziej nią dotknięte. Chodzi o prawdziwe umasowienie Internetu, czyli o to, aby nowe technologie projektować nie tylko z myślą o wczesnych użytkownikach, którzy poniosą największe koszty innowacyjności.
Trudno dziś orzec, na ile te nadzieje są płonne, a w jakim stopniu znajdą oparcie w realnych procesach społecznych. „Sukces kapitalizmu był produktem szczególnej kombinacji nowego skoncentrowanego na sobie materializmu i wzorów kultury odziedziczonej z wcześniejszych epok, która uchroniła kapitalizm przed samozniszczeniem. Pchany wewnętrzną logiką ekonomicznego mechanizmu konkurencji kapitalizm zniszczył te moderujące wzory kultury, zanim społeczeństwa zdążyły rozwinąć nowe wzory, które utrzymywałyby jego nową formę, a jednocześnie podtrzymywały jego progresywne elementy”. Z tego powodu kapitalizm może być skazany na klęskę mimo technicznych zdolności wytworzenia dostatku dla wszystkich. Jedyną nadzieją jest to, że ludzie będą tego świadomi i zaczną myśleć inaczej.
Kazimierz Krzysztofek
Od redakcji:
Jest to ostatni, czwarty odcinek (pierwszy - Pan Market - opublikowaliśmy w numerze 11/11 SN, drugi – Nowinki hiperkapitalizmu - w numerze 12/11 SN, trzeci – IT i totalizacja życia, czyli powrót do średniowiecza? - w numerze 1/12 SN) tekstu „Hiperkapitalizm jako „najwyższe stadium” zamieszczonego w czasopiśmie „Transformacje” 2007-2008.
- Autor: Antoni Kukliński
- Odsłon: 3608
Adam Krzyżanowski powiedział, że wiek XIX był wiekiem pokoju i liberalizmu, a wiek XX był wiekiem wojen i demokracji. W tym duchu powiem, że wiek XXI będzie wiekiem uniwersalnej niepewności i globalnego ryzyka.
Enigma XXI wieku jest szczególnym wyzwaniem dla naszej wiedzy i wyobraźni, dla naszego myślenia o przyszłości świata. Różne treści i kształty tej Enigmy mogą być przedmiotem pasjonującego pola studiów i dyskusji. Warto jednak postawić pytanie: Jak określić najważniejsze węzły problemowe Enigmy XXI wieku?
Otóż w moim przekonaniu, tym najważniejszym problemem jest anarchizacja porządku globalnego jako tragiczne zagrożenie dla przyszłości świata. Hinc et nunc obserwujemy procesy załamania porządku globalnego ukształtowanego przez zwycięską koalicję II wojny światowej. To był porządek globalny zdominowany przez Wspólnotę Atlantycką, a w ostatecznej instancji USA. Amerykański Centurion PAX Americana przestaje pełnić funkcję hegemonicznego supermocarstwa.
W przekonaniu Zbigniewa Brzezińskiego wchodzimy w wiek posthegemoniczny. Powstaje nowy porządek globalny, w którym nie ma już hegemonicznego supermocarstwa, a jest tylko zbiór gigantów. Otóż w moim przekonaniu jest to optymistyczne złudzenie. Casus Korei Północnej świadczy o tym, że po epoce PAX Americana wchodzimy w okres anarchizacji porządku globalnego, w którym już nie funkcjonuje PAX Americana, a jeszcze nie funkcjonuje PAX Asiatica.
Uważam, że porządek globalny jest ze swojej istoty porządkiem hegemonicznym. Chiny jeszcze przez wiele lat nie będą dysponowały mocą i kwalifikacjami, aby być dobrotliwym hegemonem porządku globalnego. W takich warunkach anarchizacja porządku globalnego jest nieuniknionym werdyktem historii XXI wieku. Rozumiem, że jest to teza wybitnie kontrowersyjna, a może nawet fałszywa. Niemniej podjąłem próbę sformułowania kilkunastu pytań problemowych, które w moim przekonaniu mogą być jednym ze źródeł inspirujących dyskusję i studia nad futurologią XXI wieku.
Gigantyczna klatka - Giant Cage
To jest podtytuł specjalnego raportu „China and the Internet” opublikowanego w The Economist April 6 2013. Przed kilkunastu laty sądzono, że błyskawicznie rozwijająca się penetracja Chin przez świat Internetu stanie się skutecznym instrumentem demokratyzacji chińskiego społeczeństwa i państwa. Te nadzieje okazały się płonne. Państwo chińskie zademonstrowało wielkie umiejętności w zakresie wykorzystania Internetu dla swoich celów jako instrumentu wzmacniania kontroli własnego społeczeństwa.
Ten trudno wyobrażalny, a jednak realny proces konstrukcji gigantycznej klatki dla chińskiego świata Internetu został zanalizowany w cytowanym raporcie opublikowanym w The Economist. Dalsze losy tej klatki będą pasjonującym przedmiotem futurologii XXI wieku. Czy klatka ta pęknie, czy też model chiński opanowania Internetu stanie się inspiracją dla wielu innych krajów, które uznają że państwo autokratyczne jest lepszym rozwiązaniem aniżeli państwo demokratyczne?
Raport The Economist nasuwa również pytanie, czy w najbliższych latach znajdzie się człowiek, o wielkiej wiedzy, wyobraźni i geniuszu literackim, który spojrzy na doświadczenia chińskie oczyma Georga Orwella i zanalizuje casus Chin jako nowe wcielenie widma „1984 roku”, w tym przypadku powiedzmy widma roku 2024?
Antoni Kukliński
Od red. Powyższy tekst jest fragmentem większego (Futurologia XXI wieku. Doświadczenia i perspektywy), przygotowanego przez autora do dyskusji w Polskim Towarzystwie Ekonomicznym (22.04.13).
- Autor: Jerzy Kleer
- Odsłon: 6176
Podstawowa sprzeczność globalizacji pojawia się na styku zmian wywołanych przez jej procesy a państwem suwerenno-narodowym. Państwo nowoczesne, przynajmniej w istniejącym kształcie i funkcjach, jest produktem rewolucji przemysłowej, XVIII i XIX-wiecznej, myśli oświeceniowej oraz Rewolucji Francuskiej wraz z wojnami napoleońskimi. Czynniki te spowodowały przeoranie (w sposób dosyć zasadniczy i głęboki) społeczeństw części państw Europy Zachodniej i wpłynęły na tworzenie nowych klas społecznych: kapitalistów i klasę robotniczą, a także klasy średniej wraz z nowym tworem - inteligencją. Wskutek tego w istniejących państwach nastąpiły głębokie przekształcenia ich charakteru oraz kształtu.
Co oznacza państwo suwerenno- narodowe?
W zakresie pojmowania suwerenności można wskazać dwie ważne cechy ją określające: pierwsza dotyczy instrumentów służących do zabezpieczenia suwerenności, a więc całego zespołu dóbr publicznych, jakie znajdują się głównie (czy wyłącznie) w dyspozycji państwa. Druga - znajdująca się również w pełnej dyspozycji państwa - dotyczy instrumentów kształtowania charakteru i typu ładu instytucjonalno- prawnego, określającego podstawowe reguły gry w konkretnym, suwerennym państwie.
Ale o ile w pierwszym przypadku instrumenty dotyczące wewnętrznego i zewnętrznego bezpieczeństwa są w większości jednorodne, to w przypadku ładu instytucjonalnego oraz prawnego, różnice między państwami były i są dosyć zróżnicowane. Znacznie bardziej skomplikowane jest już pojęcie występujące jako drugi człon przy określeniu państwa, dotyczące kategorii „narodowy”. Kategoria „narodowy” nie ma już tak jednoznacznej konotacji jak „suwerenny”, bowiem pojęcie to różnie się interpretuje. Czasami jako państwo jednorodne etnicznie, a w pewnych warunkach - z dodatkiem określonej religii. Ale można również je odnosić do całej populacji, jaka od pokoleń zamieszkuje tę przestrzeń i jest zakorzeniona w danym państwie. Czasami pod pojęciem „narodowy”, pojmuje się ludność związaną z systemem kulturowym dominującym w danym państwie. Historycznie rzecz ujmując, kwestia ta wywoływała i ciągle wywołuje liczne napięcia, a obecnie w związku z globalizacją oraz przesileniami cywilizacyjnymi, nabrała nowego i szczególnie groźnego charakteru. Co zmienia globalizacja w podejściu do kategorii państwa? Wprawdzie współczesna globalizacja nie jest pierwszym tego rodzaju procesem, ale charakteryzuje się szczególnymi właściwościami. To, co w szczególności ją wyróżnia, można sprowadzić do kilku specyficznych cech, jakimi nie charakteryzowały się poprzednie etapy globalizacji, bądź występowały tylko w niewielkim zakresie.
Na plan pierwszy wysuwa się powszechność gospodarki rynkowej jako podstawy gospodarowania, i to w skali światowej. Choć stopień jej intensywności jest różny w poszczególnych państwach czy obszarach, niemniej sieć rynkowa oplotła cały świat, co skutkuje rozlicznymi konsekwencjami. System rynkowy stając się powszechny, wymusił na suwerennych państwach otwieranie ich gospodarek narodowych, bowiem wymiana handlowa stała się potężną siłą napędową wzrostu gospodarczego. Miało to i nadal ma daleko idące skutki w postaci przepływu nie tylko dóbr i usług, ale także kapitału i ludzi. W praktyce gospodarki narodowe w coraz większym stopniu stają się zależne od otoczenia zewnętrznego i koniunktury na rynku światowym, bądź w dominujących gospodarczo państwach. I to zarówno w pozytywnym, jak i negatywnym tego słowa rozumieniu.
Jeśli poprzedni etap globalizacji w przemożnym stopniu był określony przez cywilizację przemysłową, w której dominującą rolę odgrywał przemysł, to obecny jej etap w coraz większym stopniu jest poddany rewolucji informacyjnej, która stanowi instrumentarium cywilizacji wiedzy, a sektor usług odgrywa coraz ważniejszą rolę. Zmienia to w sposób zasadniczy czas i przestrzeń, poprzez ich kurczenie, jeśli nawet nie w sensie fizycznym, to wskutek skracania czasu w pokonywaniu przestrzeni, uzyskiwaniu informacji, a także zawieraniu transakcji, nie mówiąc już o możliwości korzystania z zasobów wiedzy, co umożliwia Internet. Rewolucja informacyjna umożliwiła też poznawanie świata dzięki wizualizacji procesów społecznych, politycznych, a także gospodarczych. Pozwoliła nie tylko zaspakajać potrzeby informacyjne czy naukowe, ale i dała możliwość porównywania kondycji własnej oraz społeczeństwa, w jakim się żyje, z kondycją innych społeczeństw. Porównując kondycję ekonomiczną, społeczno- obyczajową, jak i polityczną, społeczeństwa, niektóre grupy społeczne, a zwłaszcza elity, zaczynają aspirować do coraz lepszych warunków życia, lepszej edukacji, a także do innych warunków politycznych oraz instytucji publicznych. Trzecim specyficznym wyznacznikiem obecnego etapu globalizacji jest powszechność państw formalnie suwerennych. Jest to zjawisko z ostatniego półwiecza, powstałe dzięki stosunkowo szybkiej i masowej dekolonizacji zapoczątkowanej na szerszą skalę w połowie XX w., jak również wskutek upadku eksperymentu socjalistycznego w końcu XX w. Nagle się okazało, że liczba państw formalnie suwerennych przekracza 200 i jest wielokrotnie większa niż w końcu pierwszego etapu globalizacji, tzn. u progu I wojny światowej.
Podstawowe pytanie, jakie w tym kontekście należy postawić to czy globalizacja narzuca jakieś nowe relacje suwerennemu państwu w porównaniu z przeszłością? Odpowiedź musi być pozytywna, bowiem globalizacja wraz z rewolucją informacyjną rozbija, a w każdym razie poważnie narusza spoistość państwa suwerenno-narodowego i we wszystkich podstawowych jego segmentach. Można tu sformułować tezę następującą: to, co wyróżnia współczesny etap rozwoju, to daleko idąca imitacja, która ma swe źródła nie tylko w istnieniu rynku światowego, coraz ściślejszym systemie powiązań, jaki umożliwia rewolucja informacyjna, ale także w nieznanych wcześniej przepływach ludności - czy to w poszukiwaniu lepszych warunków bytowania, poznania świata, czy przeżycia przygód. Jednakże tak ogólna teza nie odpowiada na pytanie dotyczące wzajemnych relacji między globalizacją a państwem suwerenno-narodowym. Zacząć wypada od czynników wpływających na funkcjonowanie państwa, jako suwerennego organizmu.
Ogólnym, a zarazem powszechnym zjawiskiem globalizacji jest powstanie licznych organizacji pozapaństwowych, głównie ekonomicznych, które wywierają nacisk na otwieranie państw, a zwłaszcza ich gospodarek, zmuszając do przyjęcia pewnych reguł oraz zasad narzuconych z zewnątrz, mających w miarę jednolity charakter. Dotyczy to zwłaszcza regulacji w funkcjonowaniu pewnych terytoriów obejmujących znaczące grupy państw (jeśli nie wszystkie).
W praktyce oznacza to, że ład instytucjonalno-prawny tych państw podlega modyfikacjom płynącym z zewnątrz. Ma to w pewnych dziedzinach pozytywny charakter, ale może być sprzeczne z utrwaloną tradycją i przyzwyczajeniami społecznymi. A przede wszystkim z naruszeniem czy podważaniem dominującego systemu kulturowego. Główne obszary zmian
Gospodarka i technika Globalizacja wymusza najistotniejsze zmiany w procesie modernizacji procesów wytwórczych. Dzieje się tak pod wpływem dwojakiego rodzaju sił. Po pierwsze, wskutek przepływu kapitału i nowoczesnej techniki. Owe przepływy dokonują się głównie z krajów bardziej rozwiniętych do mniej rozwiniętych.
Na nieznaną w przeszłości skalę dokonuje się rozwój imitacyjny, który tylko częściowo jest zależny od państwa, a w przemożnym stopniu od przedsiębiorstw prywatnych, zarówno krajowych, ale przede wszystkim zagranicznych. Te ostatnie, zwłaszcza najbardziej wpływowe, funkcjonują w postaci korporacji ponadnarodowych, będących produktem globalizacji, o olbrzymiej sile ekonomicznej. Jednak najistotniejsze jest to, że wskutek swojej działalności w jakiejś mierze naruszają istniejący ład prawny i instytucjonalny. Wchodząc na rynek kraju mniej rozwiniętego, pobudzając rozwój gospodarczy, tworząc filie, jednocześnie wymuszają na instytucjach państwowych liczne rozwiązania korzystne dla ich funkcjonowania, które siłą rzeczy wpływają na zmiany w obowiązującym ładzie instytucjonalno - prawnym, jeśli nawet nie w stosunku do jego całości, to w obszarze działalności korporacji ponadnarodowych. Nie ulega wątpliwości, że z punktu widzenia rozwoju gospodarczego w większości przypadków pełnią funkcje pozytywne, ale często wpływają na mniejszą kreatywność i ekspansję kapitału rodzimego, ograniczają możliwości konkurencyjne i co ważniejsze - narzucają rozwój imitacyjny, który przynajmniej w początkowym okresie jest dużo tańszy od rozwoju autonomicznego. Niezależnie od pozytywnych funkcji realizowanych przez korporacje ponadnarodowe, w wielu obszarach rozbijają one istniejącą spoistość wewnętrzną państwa, stwarzając m.in. obszary potencjalnych i rzeczywistych patologii, niezależnie od wymuszania zmian w ładzie instytucjonalno-prawnym. Sfera społeczna Globalizacja wpływa w sposób istotny na zmiany w sferze społecznej, bowiem powszechność gospodarki rynkowej dokonuje nowej strukturalizacji społecznej i to co najmniej w kilku obszarach. Po pierwsze, następuje marginalizacja niektórych tradycyjnych grup zawodowych i społecznych a kreowane są nowe, bardziej konkurencyjne i dynamiczne grupy.
Szczególnie istotne są tu zmiany w strukturze zatrudnienia związane z nową rolą usług. Następuje istotna zmiana w proporcjach zatrudnienia na korzyść zatrudnienia czasowego, częściowego, co powoduje powiększanie się prekariatu.
Zapomina się przy tym, że rewolucja informacyjna dokonuje tak zasadniczych zmian w pojawianiu się nowych zawodów, że stałe zatrudnienie w licznych, i to szczególnie ważnych, działach gospodarki nie ma racji bytu.
Po wtóre, następują zasadnicze zmiany w redystrybucji dochodów, kształtujące nową hierarchię w zakresie ich posiadania i co ważniejsze - dysponowania dochodami przez instytucje finansowe. Pojawiają się nieliczne grupy o wysokich dochodach i narasta znaczna grupa o dochodach minimalnych. Wprawdzie zróżnicowanie dochodowe zawsze istniało, jednakże gospodarka rynkowa w warunkach globalizacji i rewolucji informacyjnej spowodowała, iż zróżnicowanie dochodowe osiągnęło poziom nieznany w przeszłości. Zróżnicowanie dochodowe przyczynia się w sposób wręcz rewolucyjny do rozbicia spoistości społecznej.
Dodatkowo, w wyniku nie nadążania postępu edukacyjnego za wzrostem ekonomicznym następuje nierównomierny wzrost kapitału społecznego, który charakteryzuje się wolniejszym rytmem zmian w porównaniu do ekspansji ekonomicznej. To z kolei prowadzi do licznych napięć społecznych, a także politycznych, pojawia się bowiem liczna grupa wykluczonych.
Po trzecie, państwo i jego instytucje znajdują się pod ciśnieniem gospodarki, której głównym wskaźnikiem jest tempo wzrostu PKB, co równocześnie przekłada się na mniejsze zainteresowanie postępem jakościowym, mającym decydujące znaczenie dla dobrostanu społecznego. Kompleks tego typu zmian przyczynia się do narastania swoistej wrogości między grupami osiągającymi korzyści z procesów wzrostowych i modernizacji, a grupami pozostającymi na marginesie owych procesów.
Globalizacja a system kulturowy
Globalizacja, przyczyniając się do otwierania gospodarek i granic państwowych, prowadzi do znacznych przepływów ludności. Tym samym prowadzi do zderzenia różnych systemów kulturowych, co pociąga za sobą liczne napięcia między ludnością osiadłą w danym państwie a napływową. Konsekwencje tego typu procesów są równie silne (a czasami znacznie bardziej istotne) z punktu widzenia spoistości państwa, co zmiany ekonomiczne, a także społeczne. Warto przypomnieć, iż na system kulturowy składają się: język; tradycja, historia, religia oraz stosunek do państwa. Wprawdzie składniki te są ze sobą dosyć ściśle powiązane, jednakże pełnią odmienne role, i co jest może istotniejsze - zmiany w poszczególnych składnikach przebiegają w różnym rytmie.
Szczególnie istotne jest to, iż system kulturowy ma zakodowany ważny składnik, jakim jest szczególna afirmacja własnego państwa, tożsamości narodowej i religijnej, nie mówiąc już o gloryfikacji własnej historii i przywiązania do tradycji. Globalizacja oraz rewolucja informacyjna ową wizję w jakimś stopniu rozbijają i to w dwojaki sposób.
Po pierwsze, przez możliwość stosunkowo łatwego i wizualnego poznania innych systemów kulturowych, i co ważniejsze - znacząco się różniących od tego, jaki dominuje w danym państwie i społeczeństwie.
A po wtóre, ukazując, że w warunkach panowania innych systemów kulturowych osiągnięto znaczne lepsze efekty gospodarcze i społeczne.
Pociąga to za sobą rozliczne skutki, czasami pozytywne, ale w większości przypadków tworzone są liczne bariery dla imitacji rozwiązań z państw o innych systemach kulturowych i co ważniejsze - często kształtujące wrogie środowiska dla obcego kapitału, a zwłaszcza napływu ludności z odmiennych systemów kulturowych. Wprawdzie nie jest to zjawisko powszechne, niemniej w wielu państwach, zarówno rozwiniętych, jak i pozostających na niższym poziomie rozwoju ekonomicznego, problemy z tym związane się pojawiają. Należy zatem mieć świadomość, iż systemy kulturowe stanowią istotną barierę w procesach globalizacyjnych, zwłaszcza w europejskim kręgu kulturowym (z wyłączeniem państw, które ukształtowały się w tzw. białych koloniach, takich jak USA czy Australia, które z historycznych przyczyn stały się wielokulturowe). Kilka wniosków ogólnych Globalizacja w dużym stopniu łamie suwerenność pastwa, bowiem z jednej strony wymusza otwieranie gospodarek, a co zatem idzie również granic państwowych, z drugiej pcha w kierunku powstawania ugrupowań integracyjnych, które również naruszają ową suwerenność. Jest to szczególnie widoczne w przypadku Europy, zwłaszcza Unii Europejskiej. Ta ostatnia, jeśli spojrzeć na nią nie tyle z punktu widzenia poziomu ekonomicznego rozwoju państw członkowskich, ale systemów kulturowych, stanowi bardzo różnorodną mieszankę.
W tym kontekście należy przywołać jeszcze dwa bardzo ważne procesy, jakim są dokonujące się przesilenia cywilizacyjne. O przechodzeniu do cywilizacji wiedzy (cywilizacji poprzemysłowej , bądź ponowoczesnej) w odniesieniu do państw rozwiniętych gospodarczo, pisze się i mówi od dłuższego czasu. Jednakże w tych analizach zbyt rzadko wspomina się, że współczesne państwo to produkt cywilizacji przemysłowej, a nie cywilizacji wiedzy. Teorii przejścia, jak dotąd, nie mamy. Ale przesilenia cywilizacyjne już są. Jedno dotyczy przejścia z cywilizacji przemysłowej do cywilizacji wiedzy, a drugie, to przechodzenie z cywilizacji agrarnej z elementami cywilizacji przemysłowej do cywilizacji przemysłowej z elementami cywilizacji wiedzy, ściślej - z wykorzystaniem instrumentarium rewolucji przemysłowej. Pytaniem zasadniczym jest: czy model państwa zrodzonego w wyniku rewolucji przemysłowej odpowiada wymogom, jakie stawia cywilizacja wiedzy, której jednym z głównych składników jest globalizacja? Na to pytanie na razie nie mamy zadawalającej odpowiedzi. Nie ulega jednak wątpliwości, że jeszcze przez długi czas państwo w obecnym kształcie będzie ważnym elementem struktury światowej, choć jego funkcje będą musiały ulec wzbogaceniu, a także zmianie. I to zarówno z przyczyn narastania składników cywilizacji wiedzy, jak i konsekwencji drugiego przesilenia cywilizacyjnego, którego ważnymi przejawami są uchodźcy, ale także liczne wojny w wielu państwach postkolonialnych. Oto (niepełna) lista sprzeczności, przed jakimi stają i poszczególne państwa, i cała społeczność światowa. Jerzy Kleer Powyższy tekst został wygłoszony przez Autora na konferencji pt. „Rola i zadania państwa w XXI wieku”, zorganizowanej przez Komitet Prognoz PAN Polska 2000 Plus 18 maja 2016 w Warszawie.
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 1383
Od czasu utworzenia Rezerwy Federalnej USA ponad sto lat temu, każde większe załamanie rynku finansowego było celowo powodowane przez bank centralny z motywów politycznych. Nie inaczej jest dzisiaj, ponieważ najwyraźniej amerykański Fed działa swoją bronią stóp procentowych, aby rozbić największą bańkę spekulacyjną w historii ludzkości, bańkę, którą stworzył. Globalne kraksy zawsze zaczynają się na peryferiach, jak na przykład porażka austriackiego Creditanstalt z 1931 roku czy Lehman Brothers we wrześniu 2008 roku. Decyzja Fed z 15 czerwca 2022 o narzuceniu największej jednorazowej podwyżki stóp od prawie 30 lat, gdy rynki finansowe są już w stanie krachu, teraz gwarantuje globalną depresję i jeszcze gorsze rzeczy.
Skala bańki „taniego kredytu”, którą Fed, EBC i Bank Japonii zaprojektowały w celu skupowania obligacji i utrzymywania bezprecedensowych bliskich zeru lub nawet ujemnych stóp procentowych przez 14 lat, jest niewyobrażalna. Media finansowe ukrywają to codziennymi bezsensownymi doniesieniami, podczas gdy światowa ekonomia jest przygotowywana, aby nie wpaść w tzw. stagflację czy recesję. To, co nadchodzi w najbliższych miesiącach, poza drastyczną zmianą polityki, jest najgorszym kryzysem gospodarczym w historii. Dzięki globalizacji i Davos.
Globalizacja
Polityczne naciski stojące za globalizacją i utworzeniem Światowej Organizacji Handlu z reguł handlowych Bretton Woods GATT z Porozumieniem z Marrakeszu z 1994 r. zapewniły, że zaawansowana produkcja przemysłowa Zachodu, zwłaszcza USA, mogła uciec za granicę, „zlecić” produkcję w krajach o ekstremalnie niskich płacach. Pod koniec lat 90. żaden kraj nie oferował większych korzyści niż Chiny. Chiny dołączyły do WTO w 2001 roku i od tego czasu napływ kapitału do chińskiej produkcji z Zachodu jest oszałamiający. Podobnie było z narastaniem chińskiego długu w dolarach.
Teraz globalna światowa struktura finansowa oparta na rekordowym zadłużeniu zaczyna się rozpadać.
Kiedy Waszyngton celowo dopuścił do krachu finansowego Lehman Brothers we wrześniu 2008 roku, chińskie kierownictwo zareagowało paniką i zleciło samorządom bezprecedensowe kredyty na budowę infrastruktury. Niektóre z nich były częściowo przydatne, jak np. sieć kolei dużych prędkości. Niektóre z nich były po prostu marnotrawstwem, jak na przykład budowa pustych „miast duchów”. Dla reszty świata bezprecedensowy popyt Chin na stal budowlaną, węgiel, ropę, miedź i tym podobne był mile widziany, ponieważ obawy przed globalnym kryzysem ustąpiły. Jednak działania Fed i EBC po 2008 r. oraz ich rządów nie przyczyniły się do rozwiązania systemowych nadużyć finansowych największych prywatnych banków świata na Wall Street i w Europie, a także w Hongkongu.
Decyzja Nixona z sierpnia 1971 r. o oddzieleniu dolara amerykańskiego, światowej waluty rezerwowej, od złota, otworzyła wrota dla globalnych przepływów pieniężnych. Coraz bardziej liberalne prawa faworyzujące niekontrolowane spekulacje finansowe w USA i za granicą były wprowadzane na każdym kroku, począwszy od zniesienia przez Clintona Glass-Steagall na rozkaz Wall Street w listopadzie 1999 roku. Pozwoliło to na utworzenie megabanków tak dużych, że rząd je ogłosił jako „zbyt duże, by upaść." To była mistyfikacja, ale ludność w to uwierzyła i uratowała je setkami miliardów z pieniędzy podatników.
Od czasu kryzysu z 2008 roku Fed i inne główne globalne banki centralne stworzyły bezprecedensowy kredyt, tak zwany „pieniądz z helikoptera”, aby ratować główne instytucje finansowe. Kondycja realnej gospodarki nie była celem. W przypadku Fed, Banku Japonii, EBC i Banku Anglii w ciągu ostatnich 14 lat do systemu bankowego wstrzyknięto łącznie 25 bilionów dolarów poprzez „poluzowanie ilościowe” zakupu obligacji, a także podejrzanych aktywów, takich jak papiery wartościowe zabezpieczone hipoteką. lat .
Szaleństwo ilościowe
I tu zaczęło się dziać naprawdę źle. Największe banki z Wall Street, takie jak JP Morgan Chase, Wells Fargo, Citigroup, londyński HSBC, czy Barclays, pożyczyły miliardy swoim głównym klientom korporacyjnym.
Pożyczkobiorcy z kolei wykorzystywali płynność nie do inwestowania w nowe technologie produkcyjne lub wydobywcze, ale raczej do zwiększania wartości akcji swoich firm. BlackRock, Fidelity, banki i inni inwestorzy pokochali darmową jazdę.
Od początku łagodzenia polityki pieniężnej przez Fed w 2008 r. do lipca 2020 r. zainwestowano około 5 bilionów dolarów w takie wykupy akcji, co doprowadziło do największego rajdu giełdowego w historii. W tym czasie wszystko zostało sfinansowane. Korporacje wypłaciły 3,8 biliona dolarów dywidend w okresie od 2010 do 2019 roku. Firmy takie jak Tesla, które nigdy nie osiągnęły zysku, stały się bardziej wartościowe niż Ford i GM razem wzięte. Kryptowaluty, takie jak Bitcoin, osiągnęły kapitalizację rynkową przekraczającą 1 bilion dolarów pod koniec 2021 r. Przy swobodnym przepływie pieniędzy z Fed, banki i fundusze inwestycyjne inwestowały w obszary wysokiego ryzyka o wysokich zyskach jak obligacje śmieciowe lub dług rynków wschodzących w miejscach takich jak Turcja, Indonezja czy Chiny.
Epoka luzowania ilościowego po 2008 r. i zerowe stopy procentowe Fed doprowadziły do absurdalnej ekspansji zadłużenia rządu USA. Od stycznia 2020 r. Fed, Bank Anglii, Europejski Bank Centralny i Bank Japonii wpompowały do światowego systemu bankowego łącznie 9 bilionów dolarów kredytu o oprocentowaniu zbliżonym do zerowego. Od czasu zmiany polityki Fed we wrześniu 2019 r. Waszyngton mógł zwiększyć dług publiczny o oszałamiające 10 bilionów dolarów w niecałe 3 lata. Następnie Fed ponownie potajemnie uratował Wall Street, kupując za 120 miliardów dolarów miesięcznie amerykańskie obligacje skarbowe i papiery wartościowe zabezpieczone hipoteką, tworząc ogromną bańkę na rynku obligacji.
Lekkomyślna administracja Bidena zaczęła wydawać biliony w tak zwanych pieniądzach stymulacyjnych w celu zwalczania niepotrzebnych blokad gospodarki. Dług federalny USA wzrósł z 35% PKB do opanowania w 1980 r. do ponad 129% PKB obecnie. Umożliwiło to luzowanie ilościowe Fed, kupowanie bilionów amerykańskiego długu rządowego i hipotecznego oraz stopy procentowe bliskie zeru. Teraz Fed zaczął to odkręcać i wycofywać płynność z gospodarki za pomocą QT lub zacieśniania i podwyżek stóp. To jest celowe. Nie chodzi tu o błędną ocenę inflacji przez Fed.
Napęd załamuje się
Niestety Fed i inni bankierzy centralni kłamią. Podnoszenie stóp procentowych nie jest lekarstwem na inflację. Ma wymusić globalny reset kontroli nad światowymi aktywami, bogactwem, czy to nieruchomościami, ziemią uprawną, produkcją towarową, przemysłem, a nawet wodą. Fed bardzo dobrze wie, że inflacja dopiero zaczyna rozdzierać światową gospodarkę. Wyjątkowe jest to, że teraz nakazy używania zielonej energii w całym uprzemysłowionym świecie po raz pierwszy napędzają ten kryzys inflacyjny, celowo ignorowany przez Waszyngton, Brukselę czy Berlin.
Światowe niedobory nawozów, gwałtownie rosnące ceny gazu ziemnego, zmniejszona podaż zbóż spowodowana globalną suszą lub wysokimi cenami nawozów i paliwa czy wojna na Ukrainie gwarantują, że najpóźniej w okresie żniw we wrześniu-październiku będziemy mieli do czynienia z globalną dodatkową eksplozją cen żywności i energii. Wszystkie te braki są wynikiem przemyślanej polityki.
Co więcej, o wiele wyższa inflacja jest pewna ze względu na patologiczny nacisk czołowych światowych gospodarek przemysłowych kierowanych przez antywęglowodorową agendę administracji Bidena. Ten program jest typowym przykładem zdumiewającego głupoty amerykańskiego sekretarza ds. energii stwierdzającego, aby „kupować samochody elektryczne zamiast tego” jako odpowiedź na gwałtownie rosnące ceny benzyny.
Podobnie Unia Europejska postanowiła wycofać rosyjską ropę i gaz bez żadnego realnego substytutu, ponieważ jej czołowa gospodarka, Niemcy, zmierzają do zamknięcia ostatniego reaktora jądrowego i zamknięcia kolejnych elektrowni węglowych.
W rezultacie tej zimy Niemcy i inne gospodarki UE odczują przerwy w dostawie prądu, a ceny gazu ziemnego będą nadal rosły. W drugim tygodniu czerwca tylko w Niemczech ceny gazu wzrosły o kolejne 60%. Zarówno kontrolowany przez Zielonych rząd niemiecki, jak i Zielona Agenda „Fit by 55” Komisji Europejskiej nadal promują zawodną i kosztowną energię wiatrową i słoneczną kosztem znacznie tańszych i niezawodnych węglowodorów, zapewniając bezprecedensową inflację związaną z energią.
Odłączenie Fed
Wraz z podwyżką stóp procentowych Fed o 0,75%, największą od prawie 30 lat, i obietnicą kolejnych, amerykański bank centralny zagwarantował teraz upadek nie tylko amerykańskiej bańki zadłużeniowej, ale także znacznej części globalnego długu zaciągniętego po 2008 r. w wysokości 303 bilionów USD. Rosnące stopy procentowe po prawie 15 latach oznaczają spadek wartości obligacji. Sercem globalnego systemu finansowego są obligacje, a nie akcje.
Oprocentowanie kredytów hipotecznych w USA podwoiło się w ciągu zaledwie 5 miesięcy do poziomu powyżej 6%, a sprzedaż domów spadała już przed ostatnią podwyżką stóp procentowych. Amerykańskie korporacje zadłużyły się rekordowo ze względu na lata bardzo niskich stóp procentowych. Około 70% tego długu jest oceniane tuż powyżej statusu „śmieciowego”. Ten niefinansowy dług przedsiębiorstw wyniósł w 2006 r. 9 bilionów dolarów, a dziś przekracza 18 bilionów dolarów. Teraz duża liczba tych marginalnych firm nie będzie w stanie refinansować starego długu nowym, a w nadchodzących miesiącach nastąpią bankructwa. Gigant kosmetyczny Revlon właśnie ogłosił upadłość.
Wysoce spekulacyjny, nieuregulowany rynek kryptowalut kierowany przez Bitcoin załamuje się, ponieważ inwestorzy zdają sobie sprawę, że nie ma tam ratowania. W listopadzie ubiegłego roku świat krypto walut był wyceniany na 3 biliony dolarów. Dziś jest to mniej niż połowa, a nadchodzą kolejne załamania. Jeszcze przed ostatnią podwyżką stóp przez Fed wartość akcji amerykańskich megabanków straciła około 300 miliardów dolarów. Teraz, gdy na giełdzie gwarantowana jest dalsza panika wyprzedaży w miarę narastania globalnego załamania gospodarczego, banki te są wstępnie zaprogramowane na nowy poważny kryzys bankowy w nadchodzących miesiącach.
Jak zauważył niedawno amerykański ekonomista Doug Noland: „Dzisiaj istnieją ogromne „peryferie” wypełnione „śmieciowymi” obligacjami „subprime”, pożyczkami lewarowanymi, „kup teraz, zapłać później”, samochodami, kartami kredytowymi, nieruchomościami i sekurytyzacją słoneczną, pożyczkami franczyzowymi, kredytami prywatnymi, krypto kredytem, DeFi i tak dalej. Ogromna infrastruktura rozwinęła się podczas tego długiego cyklu, aby pobudzić konsumpcję dla dziesiątek milionów, jednocześnie finansując tysiące nieekonomicznych przedsiębiorstw.
„Peryferie” stały się systemowe jak nigdy dotąd. I wszystko zaczęło się psuć”.
Rząd federalny stwierdzi teraz, że koszt odsetek w postaci rekordowego, wynoszącego 30 bilionów dolarów długu federalnego będzie znacznie wyższy. W przeciwieństwie do Wielkiego Kryzysu z lat 30., kiedy dług federalny był prawie zerowy, dziś rząd, zwłaszcza od czasu środków budżetowych Bidena, stoi na krawędzi. Stany Zjednoczone stają się gospodarką Trzeciego Świata. Jeśli Fed nie będzie już kupował bilionów amerykańskiego długu, kto to zrobi? Chiny? Japonia? Raczej nie.
Delewarowanie bańki
Gdy Fed narzuca teraz zaostrzenie ilościowe, wycofując dziesiątki miliardów obligacji i innych aktywów miesięcznie, a także podnosząc kluczowe stopy procentowe, rynki finansowe rozpoczęły proces delewarowania. Prawdopodobnie będzie on niestabilny, ponieważ kluczowi gracze, tacy jak BlackRock i Fidelity, starają się kontrolować krach dla swoich celów. Ale kierunek jest jasny.
Do końca ubiegłego roku (2021) inwestorzy pożyczyli prawie 1 bilion dolarów długu zabezpieczającego na zakup akcji. To było na rynku rosnącym. Teraz jest odwrotnie - pożyczkobiorcy z depozytem zabezpieczającym są zmuszeni dać większe zabezpieczenie lub sprzedać swoje akcje, aby uniknąć niewypłacalności. To napędza nadchodzący krach. Wraz z upadkiem zarówno akcji, jak i obligacji w nadchodzących miesiącach, odchodzą prywatne oszczędności emerytalne dziesiątek milionów Amerykanów w programach takich jak 401-k. Pożyczki samochodowe z tytułu kart kredytowych i inne zadłużenie konsumenckie w USA rozrosły się w ciągu ostatniej dekady do rekordowej wartości 4,3 biliona dolarów na koniec 2021 r. Teraz oprocentowanie tego zadłużenia, zwłaszcza karty kredytowej, wzrośnie z i tak już wysokiego 16%. Niespłacalność tych kredytów będzie gwałtownie rosnąć.
To, co zobaczymy teraz poza Stanami Zjednoczonymi, gdy Szwajcarski Bank Narodowy, Bank Anglii, a nawet EBC będą zmuszone podążać za podwyżkami stóp Fed, to globalna lawina niewypłacalności, bankructwa, pośród gwałtownie rosnącej inflacji, jaką dają stopy procentowe banku centralnego. I brak mocy do kontrolowania tych zjawisk. Około 27% globalnego niefinansowego zadłużenia przedsiębiorstw jest w posiadaniu chińskich firm, co szacuje się na 23 biliony dolarów.
Kolejne 32 biliony dolarów długu korporacyjnego są w posiadaniu firm z USA i UE. Teraz Chiny znajdują się w środku najgorszego kryzysu gospodarczego od 30 lat z niewielkimi oznakami ożywienia. W sytuacji, gdy Stany Zjednoczone, największy klient Chin, popadają w depresję gospodarczą, kryzys w Chinach może się tylko pogłębić. To nie będzie dobre dla światowej gospodarki.
Włochy, z długiem narodowym w wysokości 3,2 biliona dolarów, mają dług w stosunku do PKB na poziomie 150%. Tylko ujemne stopy procentowe EBC zapobiegły wybuchowi nowego kryzysu bankowego. Teraz ta eksplozja jest zaprogramowana, mimo kojących słów Lagarde z EBC. Japonia, z 260-procentowym poziomem zadłużenia, jest najgorszym ze wszystkich krajów uprzemysłowionych i znajduje się w pułapce zerowych stóp procentowych z długiem publicznym przekraczającym 7,5 biliona dolarów. Jen teraz poważnie spada i destabilizuje całą Azję.
Sercem światowego systemu finansowego, wbrew powszechnemu przekonaniu, nie są giełdy. To rynki obligacji – obligacje rządowe, korporacyjne i agencyjne. Ten rynek obligacji traci na wartości wraz ze wzrostem inflacji i wzrostem stóp procentowych od 2021 r. w USA i UE. Na całym świecie jest to około 250 bilionów dolarów aktywów, które wraz z każdym wzrostem stóp procentowych tracą na wartości. Ostatni raz tak duży spadek wartości obligacji zdarzył się czterdzieści lat temu, w erze Paula Volckera z 20% stopami procentowymi, aby „wycisnąć inflację”.
Wraz ze spadkiem cen obligacji spada wartość kapitału bankowego.
Najbardziej narażone na taką utratę wartości są duże banki francuskie wraz z Deutsche Bank w UE oraz największe banki japońskie.
Uważa się, że banki amerykańskie, takie jak JP Morgan Chase, są tylko nieznacznie mniej narażone na poważny krach obligacji. Duża część ich ryzyka jest ukryta w pozabilansowych instrumentach pochodnych i tym podobnych. Jednak, inaczej niż w 2008 roku, dziś banki centralne nie mogą powtórzyć kolejnej dekady zerowych stóp procentowych i QE. Tym razem, jak zauważył trzy lata temu były szef Banku Anglii Mark Carney, kryzys zostanie wykorzystany do zmuszenia świata do zaakceptowania nowej cyfrowej waluty banku centralnego, świata, w którym wszystkie pieniądze będą emitowane i kontrolowane centralnie. To jest również to, co ludzie Davos WEF rozumieją przez swój Wielki Reset. Nie będzie dobrze. Globalne planowane finansowe tsunami właśnie się zaczęło.
F. William Engdahl
*
F. William Engdahl jest konsultantem ds. ryzyka strategicznego i wykładowcą, ukończył studia polityczne na Uniwersytecie Princeton i jest autorem bestsellerów na temat ropy naftowej i geopolityki.
Jest pracownikiem naukowym Centrum Badań nad Globalizacją (CRG).
Powyższy tekst jest tłumaczeniem artykułu F. Williama Engdahla pt. „Globalne planowane finansowe tsunami właśnie się zaczęło” zamieszczonego w Global Research 8.07.22
https://www.globalizacion.ca/el-tsunami-financiero-global-planificado-acaba-de-comenzar/

