Prognozowanie (el)
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 112
Koniec Pax Americana i przejście do zintegrowanego globalnego porządku gospodarczego
Co się dzieje?
Agresja USA na Iran dopełnia kolejnej zmiany porządku gospodarczego, w wyniku której centrum światowej gospodarki przesunęło się do Azji Wschodniej i Południowej, gdzie wyłonił się zintegrowany globalny porządek gospodarczy z planową gospodarką rynkową, w której państwo zachęca do przedsiębiorczości w celu zwiększenia dobrobytu publicznego i wzmocnienia konkurencyjności gospodarki narodowej, łącząc planowanie strategiczne i konkurencję rynkową, kontrolę państwa nad systemem monetarnym i prywatną przedsiębiorczość.
Trzecia część wieku po upadku ZSRR, Pax Americana rozpada się, kończąc transformację od imperialnego do zintegrowanego światowego porządku gospodarczego (IWEO). Jak zawsze, proces ten jest zapośredniczony przez wojnę światową, która obecnie nabiera charakteru hybrydowego. Zgodnie z teorią, inicjuje ją kraj stanowiący centrum kończącego się Sekularnego Cyklu Systemowego akumulacji kapitału, dążący do utrzymania globalnej hegemonii, i zostaje pokonany przez nowego przywódcę, który staje się centrum powstawania nowego IWEO. Waszyngton rozpętał wojnę z Rosją w Europie, osłabiając jej sojuszników i wzmacniając Chiny, które stały się światowym liderem nie tylko w produkcji, ale także w rozwoju naukowo-technologicznym. Jednocześnie, poprzez swoje sankcje, USA zniszczyły międzynarodowe prawo handlowe i walutowe, które stanowiło platformę ich hegemonii, a także zdyskredytowały dolara, który przestał być pełnoprawną walutą globalną, której emisja pozwalała mu finansować deficyt budżetowy i bilans handlowy.
Agresja na Iran była już przewidziana przez obłąkańczą doktrynę Brzezińskiego, która nadal kieruje polityką Waszyngtonu. Po upadku ZSRR, zgodnie ze swoją wrodzoną rusofobią, zaproponował on pięcioetapowy plan ustanowienia globalnej hegemonii USA. Pierwszym etapem miał być podział świata rosyjskiego poprzez wprowadzenie banderowców do władzy na Ukrainie i przekształcenie jej w państwo antyrosyjskie. Drugim etapem miało być oderwanie Europy od Rosji. Następnie zorganizowanie zamachu stanu w Moskwie, poprzez wykorzystanie oligarchii kompradorskiej do wprowadzenia proamerykańskiego reżimu marionetkowego. Następnie zniszczenie Iranu. Ostatnim etapem miała być izolacja Chin poprzez nałożenie na nie embarga handlowego, którego celem miało być wywołanie masowego głodu.
Amerykańskim agencjom wywiadowczym udało się narzucić ten absurdalny plan swoim europejskim marionetkom, co doprowadziło do wciągnięcia UE w nieodwracalny kryzys społeczno-ekonomiczny. W Rosji, jak zwykle, zagrożenie zewnętrzne skonsolidowało naród i wzmocniło rząd, który nawet okiełznał oligarchię kompradorską. Jednak realizacja awanturniczego planu Brzezińskiego wzmocniła przede wszystkim Chiny, co doprowadziło do reorientacji zagranicznych powiązań gospodarczych Rosji z Zachodu na Wschód.
Po niepowodzeniu kampanii antyrosyjskiej i osiągnięciu celu trzeciego etapu, Waszyngton rozpoczął czwarty etap daremnego planu Brzezińskiego – zniszczenie Iranu. Zniszczenie tego kraju, jego rozczłonkowanie i ostateczna utrata suwerenności narodowej to właśnie cel amerykańsko-izraelskiej agresji. Izraelscy syjoniści odgrywają wiodącą rolę ideologiczną na tym etapie, tak jak ukraińscy naziści odegrali wiodącą rolę w pierwszym etapie, a niemieccy rewanżyści w drugim.
Administracja USA, obawiając się utraty krajowego poparcia cywilnego, dąży do prowadzenia wojny hybrydowej przez pośredników, poświęcając sojuszników. To wyjaśnia liczne prowokacje amerykańskich i izraelskich agencji wywiadowczych mające na celu konsolidację potencjalnych sojuszników, w tym nalot na brytyjską bazę wojskową na Cyprze, zniszczenie infrastruktury energetycznej i ostrzał budynków mieszkalnych w stolicach państw Zatoki Perskiej, a także atak dronów na Azerbejdżan. Wciągnięcie tego ostatniego do wojny jest częścią amerykańskiej strategii, która stawia na rozczłonkowanie Iranu wzdłuż linii etnicznych i terytorialnych, oddzielając prowincje zamieszkane przez Kurdów i Azerbejdżanów.
Władze Iranu zdają sobie sprawę z egzystencjalnego zagrożenia, jakie niesie ze sobą obecna wojna i są gotowe pójść na całość, by bronić swojej państwowości. Zgodnie z naszymi przewidywaniami, w odpowiedzi na agresję Iran zamknął Cieśninę Ormuz, wywołując globalny kryzys energetyczny. Według długoletniej prognozy Goldman Sachs, ceny ropy naftowej mogą wzrosnąć do 700 dolarów za baryłkę, wywołując serię bankructw i niewypłacalności w Europie. Te, rozprzestrzeniając się na Stany Zjednoczone, doprowadziłyby do pęknięcia baniek spekulacyjnych na instrumentach pochodnych o wartości biliardów dolarów i upadku wielobilionowej piramidy amerykańskiego długu.
Tymczasem wstrzymanie dostaw z Kataru spowodowało gwałtowny wzrost cen gazu, pogłębiając kryzys gospodarczy w Europie. Jeśli Rosja również wstrzyma dostawy, amerykańskie marionetki mogą stracić władzę w UE, ustępując miejsca pragmatykom, a kryzys energetyczny i gospodarczy przerodzi się w katastrofę społeczną. Pax Americana został już podważony przez wojnę handlową i agresywne oświadczenia Trumpa wobec kilku państw NATO, które mogą się rozpaść, jeśli sekretarz generalny Rutte spełni swoją groźbę i powoła się na klauzulę obrony zbiorowej wobec Iranu. Właśnie dlatego izraelski wywiad dokonał nalotu na brytyjską bazę na Cyprze, obwiniając Iran za prowokację.
W każdym razie wojna z Iranem nie wróży dobrze UE. Ta faza wojny hybrydowej raczej nie przyniesie korzyści Waszyngtonowi, który w pierwszych dwóch etapach odniósł znaczne korzyści z odpływu kapitału i potencjału intelektualnego z Europy. Oczywiste jest, że poleganie na zamachu stanu w Iranie zawiodło, podobnie jak dotąd nie udało się zorganizować powstania separatystów kurdyjskich i azerskich.
Próby sprowokowania krajów Zatoki Perskiej do podjęcia działań zbrojnych przeciwko Iranowi również kończą się fiaskiem. Wraz z utratą inicjatywy przez Waszyngton, irańskie przywództwo zwiększy swoje wpływy w krajach europejskich, ożywi antyizraelską koalicję na Bliskim Wschodzie i ucieknie się do nieoczekiwanych działań zbrojnych. Otrząsając się z szoku, Iran otrzyma wsparcie od zależnych od niego importerów ropy naftowej, w tym Chin i Indii, a także od świata islamskiego z jego liczną diasporą w UE.
Jeśli irańskie przywództwo pozostanie zwycięskie, wojna będzie również stanowić poważne zagrożenie dla Izraela. Zagrożenia te będą tym większe, im większe będzie cierpienie irańskiej ludności. W odpowiedzi na bombardowanie zakładów odsalania wody, Iran podejmie próbę odcięcia Izraela od dostaw wody. W odpowiedzi na ataki w Buszehr, zaatakuje izraelskie obiekty jądrowe. Tak jak obecnie odpowiada atakami na instalacje wojskowe i lotniska.
W miarę przedłużania się wojny i pogłębiania się katastrofy społecznej w Iranie, nastroje antysyjonistyczne w krajach arabskich będą narastać w następstwie ludobójstwa Palestyńczyków, co skłoni ich rządy do solidarności z Iranem.
Pogarszająca się sytuacja w Izraelu aktywizuje istniejący plan przesiedlenia części ludności na Ukrainę. W tym celu ukraińscy naziści dokonują ludobójstwa na Rosjanach na prawym brzegu Dniepru. Zabijając i skutecznie wymuszając wydalenie mężczyzn z obwodów dniepropietrowskiego, mikołajowskiego, chersońskiego i odeskiego, nazistowski reżim Zełenskiego uwalnia terytorium dla uchodźców z Izraela. W wyniku początkowej agresji na Iran, kilkaset tysięcy mieszkańców uciekło już z kraju, uciekając przed wojną. W miarę przedłużania się wojny i nasilania się zagrożeń, ich liczba może sięgnąć 2-3 milionów.
Amerykańsko-izraelska agresja stworzyła wir chaosu, który z każdym dniem wciąga coraz więcej grup społecznych i krajów. Istnieje kilka scenariuszy jego ekspansji, z których żaden nie uratuje Pax Americana przed upadkiem. Nawet w najbardziej sprzyjającym scenariuszu dla obecnej administracji amerykańskiej – zamachu stanu i rozczłonkowania Iranu – jej baza społeczno-ekonomiczna i wyborcza będzie się nadal pogarszać.
Pierwszy z nich wynika z niemożności zwiększenia efektywności gospodarczej metodami wojen handlowych i sankcji walutowych stosowanych w ramach ustępującego Światowego Forum Ekonomicznego, drugi zaś jest rezultatem rozczarowania zubożałej klasy średniej sprzeczną polityką Trumpa, którego zachowanie polityczne przypomina zarówno Gorbaczowa, jak i Jelcyna.
Wewnętrzne sprzeczności tego pierwszego i destrukcyjna siła drugiego znajdują osobliwe ucieleśnienie w ostatnim cesarzu Pax Americana, którego działania mające na celu jego zniszczenie wieńczą transformację do nowego Światowego Forum Ekonomicznego, rozpoczętego 30 lat temu wraz z upadkiem ZSRR.
Co się stanie?
Jak wiemy, wojnę łatwo rozpocząć, ale trudno ją zakończyć. Niestety, ci, którzy inicjują użycie siły militarnej do osiągnięcia swoich celów, często zapominają o tej prostej historycznej lekcji.
Powyżej, opierając się na teorii długoterminowego rozwoju gospodarczego jako procesu zmian technologicznych i globalnych systemów gospodarczych, ujawniono obiektywne przyczyny tego epizodu globalnej wojny hybrydowej, prowadzonej przez elitę rządzącą USA w celu utrzymania globalnej hegemonii. Co ciekawe, wojna ta rozwija się zgodnie z utopijnym planem Brzezińskiego, którego realizacja zakończy się katastrofą dla USA. Pytanie brzmi, jak dokładnie się on potoczy i jakie będą jego konsekwencje dla Rosji i świata.
Niektóre oczywiste konsekwencje zostały już omówione. Już zachodzą i będą się rozwijać do logicznego końca, niezależnie od dalszego przebiegu wojny amerykańsko-izraelskiej z Iranem. Należą do nich, po pierwsze, upadek Pax Americana. Świadczy o tym brak solidarności z USA w tej awanturze ze strony większości partnerów NATO. W podobnych akcjach przeciwko Irakowi i Libii solidarność ta była pełna. Blok mógłby się załamać, gdyby jego paranoiczny sekretarz Rutte zażądał od swoich członków zbiorowego działania w obronie USA. Mogłoby to nastąpić po tym, jak Iran wyrządziłby Stanom Zjednoczonym niedopuszczalne szkody, czy to zestrzelenie lotniskowca, masowe zgony personelu wojskowego, ataki terrorystyczne w samych Stanach Zjednoczonych itd.
Po drugie, pęknięcie baniek finansowych opartych na dolarze w wyniku gwałtownego wzrostu cen ropy naftowej i gazu. Chociaż Blackrock, największy amerykański konglomerat finansowy, odrobił straty po początkowym wzroście, znalazł się już w stanie technicznej niewypłacalności.
Po trzecie, upadek systemu finansowego opartego na dolarze i przejście kilku wiodących krajów na rozliczenia w innych walutach. Jak dotąd tylko Iran i Rosja w pełni przyjęły to podejście, a ich banki centralne uparcie kontynuują notowanie dolara zamiast rubla. Chiny jednak wprowadziły już cyfrowego juana do rozliczeń międzynarodowych, przeprowadzając pierwsze transakcje z krajami Zatoki Perskiej. Indie proponują krajom BRICS omówienie wprowadzenia rozliczeń w cyfrowych walutach banków centralnych. Tylko nasz bank centralny nadal koncentruje się na Waszyngtonie, dlatego nie zostało to wdrożone na szczycie BRICS w Kazaniu w 2024 roku.
Konsekwencje te wystąpią w każdym przypadku, ponieważ są one determinowane przez obiektywne prawa zmieniającego się porządku świata, którego skutki Waszyngton gwałtownie przyspieszył wojną handlową z Chinami, sankcjami finansowymi wobec Rosji, porwaniem Maduro, a teraz agresją na Iran. Rozważmy inne możliwe konsekwencje, w zależności od dalszego przebiegu wojny.
Pierwszy scenariusz – zamach stanu i upadek Iranu, na który liczyły Stany Zjednoczone i Izrael – najwyraźniej stał się mniej prawdopodobny. Jeśli jednak się ziści, nie uchroni USA przed opisanymi powyżej konsekwencjami.
Odchodzenie niezależnych państw od dolara, pękanie baniek finansowych i kryzys gospodarczy oraz wycofywanie się satelitów z pirackiego okrętu Waszyngtonu będą postępować równolegle z upadkiem międzynarodowego systemu handlowego i monetarnego, zaaranżowanym przez amerykańską elitę rządzącą. I będzie to trwało niezależnie od tego, czy Trump pozostanie u władzy, czy go ktoś zastąpi.
Drugi scenariusz – ani pokój, ani wojna – wydaje się obecnie najbardziej prawdopodobny. Wraz z wyczerpywaniem się amunicji i narastaniem oporu wewnętrznego, Waszyngton ograniczy działania militarne do prób odblokowania Cieśniny Ormuz. Jednak mało prawdopodobne jest, aby szybko się to udało, więc i tak już rosnące ceny ropy i gazu będą się utrzymywać.
Jeśli prognoza Goldman Sachs, zakładająca wzrost cen ropy do 700 dolarów za baryłkę po zamknięciu Cieśniny Ormuz, się sprawdzi, bańki finansowe pękną bardzo szybko, a kryzys energetyczny natychmiast przerodzi się w katastrofę społeczno-ekonomiczną w Europie. Być może ostudzi to ich rusofobiczny zapał i zmusi do ograniczenia wsparcia dla banderowców na Ukrainie. Największe problemy czekają monarchie Zatoki Perskiej, którym już teraz kończą się zapasy żywności i które ponoszą ogromne straty finansowe z powodu zamknięcia Cieśniny Ormuz. Jeśli USA nie zdołają odblokować cieśniny, pozycja Iranu w regionie znacznie się wzmocni, ponieważ jego przywódcy będą decydować, które statki przepuścić, a które ostrzelać.
Trzeci scenariusz zakłada użycie broni jądrowej przez szalonych przywódców Stanów Zjednoczonych i Izraela w celu zniszczenia Iranu. Centralnym pytaniem w tym scenariuszu jest to, czy Iran będzie zdolny do odwetu. W zależności od reakcji, cały region Bliskiego Wschodu, lub jego część, może stać się strefą katastrofy społeczno-ekologicznej. Słabe monarchie Zatoki Perskiej prawdopodobnie nie wytrzymają tego szoku. Czeka je exodus migrantów, turystów i pieniędzy. Izrael również znajdzie się w tarapatach. Sama groźba odwetowego użycia broni masowego rażenia wywoła panikę i exodus połowy populacji, co jest już widoczne na nagraniach z lotniska Ben-Guriona. Dotyczy to również exodusu na Ukrainę, jeśli działania militarne na jej terytorium zostaną powstrzymane. Globalna opinia publiczna będzie w przeważającej mierze negatywna, a Stany Zjednoczone mogą znaleźć się w izolacji. W każdym razie nie wzmocni to ich wiarygodności, a opisane powyżej procesy kryzysowe ulegną przyspieszeniu.
Czwarty scenariusz zakłada, że Iran wyrządzi Izraelowi niedopuszczalne szkody po wycofaniu się z wojny. Wywołałoby to lawinę ruchów antyizraelskich w regionie, podważając samo jego istnienie. Kompromis w tym przypadku mógłby zostać osiągnięty poprzez wdrożenie rezolucji ONZ w sprawie utworzenia państwa palestyńskiego. Fala działań antyizraelskich na Bliskim Wschodzie i w Europie Zachodniej, przeludnionej migrantami z tego regionu, zapoczątkowałaby plany utworzenia żydowskiej autonomii na Ukrainie. Być może taki jest prawdziwy sens wojny Zełenskiego z Rosjanami do ostatniego Ukraińca. Zostaną oni zastąpieni przez izraelskich osadników na prawym brzegu Dniepru, od Kijowa po Odessę. Przebieg negocjacji uległby zatem zmianie – w imię tego planu ukraińska delegacja, składająca się wyłącznie z obywateli USA, a nie z ani jednego Ukraińca, szybko zgodziłaby się na zaprzestanie działań wojennych i wycofanie Ukraińskich Sił Zbrojnych nie tylko z Donbasu, ale także z Zaporoża.
Wreszcie, piąty scenariusz – wciągnięcie NATO w wojnę z Iranem – będzie zależał od działań Chin. Jeśli Chiny odpowiedzą blokadą Tajwanu, przemysł elektroniczny w krajach NATO zostanie pozbawiony większości swoich chipów, co doprowadzi do pęknięcia bańki spekulacyjnej na rynku sztucznej inteligencji (AI) wśród dużych firm i pogłębienia kryzysu finansowego i gospodarczego, eskalując do katastrofy społecznej nie tylko w Europie, ale także w samych Stanach Zjednoczonych.
Nie bierzemy pod uwagę szóstego scenariusza – eskalacji amerykańsko-izraelskiej agresji na Iran do globalnej wojny nuklearnej między Zachodem a Wschodem, Południem i Północą – ze względu na jego nierealistyczny charakter oraz oczywiste, globalne, katastrofalne konsekwencje dla ludzkości, w tym dla wszystkich uczestników. Dyskusję na temat tego apokaliptycznego scenariusza pozostawiamy prorokom i dziennikarzom.
W każdym z opisanych powyżej scenariuszy, a także ze względu na obiektywnie istniejące wzorce zmian w Zachodniej Europie, przewiduje się, że kryzys gospodarczy w UE i USA pogłębi się w wyniku agresji amerykańsko-izraelskiej, przeradzając się odpowiednio w katastrofę społeczną i finansową. Osłabi to ich rusofobiczny atak i wzmocni pozycję Rosji, co ułatwi szybkie osiągnięcie celów SVO.
Ukraińscy naziści będą musieli przekwalifikować się na strażników kibuców albo uznać oczywistość: prosperująca Ukraina jest możliwa tylko w sojuszu z Rosją. Złożą broń i pokutują za swoje zbrodnie, oddając się w ręce Naczelnego Wodza Rosji. W pierwszym przypadku naród ukraiński podzieli los Palestyńczyków, stopniowo przekształcając się ze sług w niewolników i ofiary nowych (lub starych, jeśli przypomnimy sobie czasy Rzeczypospolitej Obojga Narodów i Kaganatu Chazarskiego) panów.
W drugim przypadku Małorusini, Zakarpacianie i Noworosyjczycy, którzy obecnie uważają się za Ukraińców, przypomną sobie o swoich rosyjskich korzeniach i powrócą na łono rosyjskiego świata, gdzie wspólnie z naszym krajem przywrócą dobrobyt i prawo do godnego życia.
Ukraińcy przymusowo zmobilizowani jako mięso armatnie muszą podjąć decyzję: zginąć bezsensownie jako Wyrusowie, pozostawiając swoje żony i dzieci na pastwę panów Zełenskiego, czy przejść do armii rosyjskiej, odzyskując dla siebie i swoich rodzin prawdziwą Wiarę, Prawdę i wspólną Przyszłość z rosyjskim światem.
Siergiej Głaziew
Siergiej Głaziew jest profesorem ekonomii, członkiem Rosyjskiej Akademii Nauk
- Autor: Marek Chlebuś
- Odsłon: 4575
Życie jako ciąg nieuniknionych wyborów, społeczeństwo jako zespół międzyludzkich transakcji, przyroda jako wielka sieć powiązanych oddziaływań – taki obraz świata kreśli matematyczna i zarazem społeczna nauka, zwana Teorią Gier.
Według niej, wszyscy nieustannie wchodzimy w gry z losem, z przyrodą, z innymi ludźmi – to zyskując, to tracąc różne dobra i wartości, a uwolnić się od tych gier nie można: gramy i grać musimy, niczym nałogowy hazardzista.
Jednym z najważniejszych narzędzi Teorii Gier jest gra w konkurencję i kooperację, zwana Dylematem Więźnia. Opisuje ona takie relacje, w których każdy z dwóch uczestników musi zadecydować, czy drugiemu zaufać, czy nie, czy zachować się w stosunku do niego przyjaźnie, czy wrogo, pozytywnie czy negatywnie, kooperować czy konkurować, przy czym decyzja drugiego nie jest mu zawczasu znana.
Dobrym przykładem tego rodzaju gry jest wymiana. Rozważmy sytuację, w której obaj gracze kładą równocześnie na stole swoje dobra, aby wymienić jedno na drugie. Gdy obydwaj zachowają się uczciwie, do wymiany dochodzi i każdy z graczy zostawia stare dobro, zyskując nowe – subiektywnie dla niego bardziej wartościowe, skoro decydował się na wymianę. Odnosi więc korzyść.
Gdy jeden nadużyje zaufania drugiego, który próbował kooperować, wtedy przechwyci jego dobro, nie pozostawiając swojego. Złodziej zyskuje łup, okradziony go traci. Kiedy obaj sobie nie ufają, nie dochodzi ani do wymiany, ani do kradzieży. Nie ma strat, ale też nie ma korzyści. Taki sam będzie wynik, kiedy obaj próbują oszukiwać, dlatego w teorii tych dwóch sytuacji nie rozróżnia się, i niepodjęcie gry oraz obustronną próbę gry nie fair traktuje się po prostu jako brak gry.
Gra bez końca
Paradoksalność Dylematu Więźnia polega na tym, że subiektywnie zawsze popłaca niekooperatywność. Jeśli gracz nie ma pewności, co zrobi drugi, musi rozważyć obie ewentualności. Gdyby tamten zachował się kooperatywnie, ten może wyjść z gry albo z nowym dobrem, kiedy także kooperuje, albo z dwoma dobrami, gdy nadużyje zaufania. Dwa do jednego dla niekooperacji.
Gdyby tamten zachował się niekooperatywnie, ten może albo swoje dobro stracić, gdy tamtemu zaufa, albo z tym dobrem pozostać, jeżeli nie podejmie współpracy. Tu wygranej nie ma, ale niekooperacja znowu wygrywa: zero do minus jednego. W każdym wypadku, bezpieczniej jest nie ufać i nie współpracować.
Skoro, logicznie rzecz biorąc, zawsze lepiej traktować drugiego jak przeciwnika niż jak partnera, obaj gracze powinni zgodnie unikać kooperacji, mimo że tylko zgodna współpraca przynosi w tej grze ogólną i obopólną korzyść. W tego rodzaju grach, nazywanych grami o sumie niezerowej, interes publiczny przestaje być prostą wypadkową indywidualnych egoizmów. Traci tu moc recepta Adama Smitha, aby każdy myślał o sobie, a Niewidzialna Ręka Rynku sama to przełoży na pospólne dobro.
Smithowski paradygmat homo oeconomicus wciąż zachowuje ważność dla relacji międzyludzkich modelowanych przez gry konkurencyjne, zwane grami o sumie zerowej, w których zysk jednego jest stratą drugiego. Taki jest na przykład prosty handel, w którym rzeczywiście, zgodnie z receptą Smitha, egoizm jest cnotą. Prawdziwe życie społeczne częściej opisują gry o sumie niezerowej, i zazwyczaj jest to właśnie Dylemat Więźnia, w którym racjonalny egoizm wyklucza kooperację i prowadzi do najgorszego ogólnego wyniku.
Jak to zatem jest, że ludzie mimo wszystko ze sobą współpracują, czego dowód stanowi istnienie cywilizowanych społeczeństw? Rozwiązaniem okazuje się gra wielokrotna. O ile w grze pojedynczej, nadużycie zaufania może być strategią optymalną, i cwaniak zawsze wygrywa z frajerem, to gdy gra się powtarza, frajer w końcu leczy się z naiwności. Wtedy wygrana cwaniaka, choć duża, pozostaje jednorazowa i może być jednak mniejsza od sumy drobnych korzyści z wielokrotnych aktów kooperacji. Zaufanie zaczyna popłacać.
Wciąż może się opłacać zdrada w ostatniej grze, dlatego koniec powinien być dla graczy nieprzewidywalny. Wtedy muszą się zachowywać tak, jak gdyby gra nie miała końca. Skąd my to znamy?
Gra bez granic
Jaka jest optymalna strategia w grach społecznych? Poszukując odpowiedzi na to pytanie, Robert Axelrod ogłosił kiedyś turniej, w którym programy komputerowe z całego świata wielokrotnie rozgrywały między sobą grę w Dylemat Więźnia. Turniej wygrał prościutki program Anatola Rapoporta, nazwany „wet za wet”, którego strategia wyglądała tak:
- najpierw kooperuj,
- potem odwzajemniaj,
- czasem zapominaj.
Wywodzono z tego pragmatyczną teorię moralną, której przykazania miały brzmieć:
- bądź życzliwy dla obcych,
- bądź miły dla przyjaciół,
- karz zdrajców,
- czasami wybaczaj.
Turniej Axelroda stał się ważnym i bardzo mitotwórczym wydarzeniem w historii nauk społecznych. Odwołuje się do niego wiele późniejszych prac, wśród nich i ta, rozszerzająca go na Sztuczne Społeczeństwo: Chlebuś, Kamiński, Kotowski, Collective Prisoner’s Dilemma Model of Artificial Society, ICCCI, Springer-Verlag, Berlin-Heidelberg, 2009. Dalszy ciąg tego artykułu jest w głównej mierze omówieniem tej pracy.
Jednostka i społeczeństwo
Zaimplementujmy w komputerze nieograniczoną populację programów, wiecznie powtarzających grę w Dylemat Więźnia – taki nieskończony Turniej Axelroda. W każdym cyklu turnieju, niech programy dobierają się w pary i rozgrywają w nich gry, w których zachowanie wynika ze strategii każdego programu, jego cech osobistych, sytuacji społecznej i własnej wiedzy o partnerze oraz jego ogólnej reputacji.
Strategię programu wyznaczają przede wszystkim:
- racjonalność (na ile kieruje się wiedzą, na ile emocjami),
- wrażliwość (w jakim stopniu ostatnie doświadczenia kształtują nastrój),
- otwartość (na ile chętnie podejmuje kooperację z obcymi partnerami
- lokalność (na ile niechętnie podejmuje kooperację z odległymi partnerami),
- tolerancja (jakie ma wymagania co do reputacji partnera)
- aktywność (jaką część stanu posiadania angażuje w grę)
- konformizm (na ile w decyzjach kieruje się przesłankami osobistymi, na ile społecznymi),
- moralność (model oceny zachowań: komercyjny, utylitarystyczny, kooperatywny)
- bogactwo (skumulowany wynik wszystkich gier, transferów i potrąceń
- pamięć (po jakim czasie zapominane są zdarzenia)
- nastrój(osobista ocena odbytych gier)
- zdrowie (wyznacza prawdopodobieństwo śmierci, zależy od wieku i bogactwa),
- opinia o innych (ocena partnerów z odbytych gier)
Ostatnie trzy cechy, oznaczone kursywą, zmieniają się w wyniku kolejnych gier, pozostałe są niezmienne i tworzą stabilny charakter.
Pewnego komentarza wymagają przyjęte modele moralności. Moralność komercyjna wysoko ocenia osobiste wyniki, mniej bacząc na sposób ich osiągnięcia, moralność utylitarystyczna premiuje wynik społeczny działań, a w mniejszym stopniu to, kto go skonsumuje, moralność kooperatywna nagradza dobre intencje, nawet gdyby ich skutki miały być niekorzystne.
W populacji programów, reprezentowane są wszystkie możliwe strategie, z prawdopodobieństwem określonym przez odpowiednie cechy społeczeństwa. Na przykład, postawy tolerancyjne będą dominować w społeczeństwie o wysokiej tolerancji, będą nieliczne w społeczeństwie o niskiej tolerancji i będą mieć zrównoważony rozkład w społeczeństwie o tolerancji średniej. Podobnie z innymi cechami społeczeństwa, które po prostu wyznaczają statystykę cech jednostkowych.
Państwo
Oprócz cech jednostek oraz ich wzajemnych relacji, istnieją tak zwane urządzenia społeczne, nie wynikające z właściwości jednostek ani ich elementarnych oddziaływań. W omawianym modelu, wyrażają się one poprzez finanse publiczne. Podstawowe ich elementy to:
- koszty (ile majątku trzeba w każdym cyklu gry bezpowrotnie stracić)
- podatek majątkowy (procent majątku, jaki trzeba oddać do budżetu),
- podatek obrotowy (procent stawki w grze, jaki trzeba oddać do budżetu),
- podatek dochodowy (procent wygranej w grze, jaki trzeba oddać do budżetu),
- minimum socjalne (do jakiego poziomu jest wyrównywany przez budżet majątek w ramach opieki społecznej)
- minimum biologiczne (poziom majątkowy, poniżej którego jednostka ginie),
- model redystrybucji (do których grup trafiają nadwyżki budżetowe, pozostałe po realizacji zadań opieki społecznej).
Redystrybucja odpowiada transferom finansowym, bezpośrednim, kiedy budżet oddaje nadwyżki, uprzywilejowując przy tym bogatych lub biednych, lub pośrednim, kiedy budżet finansuje zadania dedykowane bardziej jednym niż drugim. Na przykład, dotowanie komunikacji publicznej alimentuje głównie biedniejszych, utrzymywanie przejezdnych dróg – wszystkich, budowanie dróg płatnych – raczej bogatszych.
Kultura, demografia, gospodarka
Na pulpit sterowniczy sztucznego społeczeństwa składają się różne panele, z których dwa główne dotyczą modelu społeczeństwa oraz państwa. Ten pierwszy definiuje rozkłady racjonalności, wrażliwości, otwartości oraz innych cech antropologicznych, ten drugi określa parametry finansowe. I jedne, i drugie można swobodnie regulować, choć prawdziwe skale czasowe zmian byłyby tu inne, bo jedne się liczy aż w generacjach, inne tylko w kadencjach politycznych.
W rzeczywistości, parametry społeczne są trudne do celowego kształtowania. Możliwość dowolnego ich ustawiania w programie trzeba traktować raczej jako dostrajanie modelu do pewnych zastanych wzorów wychowania i zachowania, właściwych dla różnych społeczeństw, celem badania ich podatności na różne regulacje państwowe, dostępne władzom publicznym.
Pozwala to na poszukiwanie optymalnego sposobu urządzenia spraw publicznych dla różnego rodzaju społeczeństw, jak na przykład skandynawskie, brazylijskie i somalijskie albo katolickie, protestanckie i konfucjańskie. Można symulować różne reformy, można je testować oraz porównywać. Teoretycznie, można by też szukać optymalnego modelu wychowania, ale do praktycznej jego implementacji trzeba byłoby mieć władzę duchową, a taka zazwyczaj zna już swój najlepszy model i nowego nie szuka.
Oczywiście, badania mogą uwzględniać różne aksjologie. Ktoś będzie bardziej cenił sobie gospodarczy wzrost, ktoś – równość ekonomiczną, inny – poziom zadowolenia albo jego mniej lub bardziej wyrównany rozkład, jeszcze inny – wielkość albo młodość populacji. Można też badać dowolne kombinacje tych wyników.
W cytowanej wyżej pracy, eksplorującej syntetyczne społeczeństwo, testowano przede wszystkim wpływ tak zwanego kapitału społecznego na wzrost gospodarczy. Okazał się on bardzo wyraźny. Szczególnie silnie sprzyjała wzrostowi wysoka racjonalność, dość silnie tolerancja, mniej silnie redystrybucja w kierunku ubogich. Wzrostowi sprzyjała najbardziej moralność utylitarystyczna, znacznie słabiej pozostałe modele moralności.
Badano też różne modele podatkowe. Praktycznie, dla wszystkich rozważanych społeczeństw, początkowo najbardziej prowzrostowe okazywało się oparcie budżetu na podatku majątkowym. Z czasem jednak, przewagę zyskiwał model oparty na podatku dochodowym, z początku najsłabszy. Pozostałe modele podatkowe okazywały się gorsze.
Władza a rozum
Bogactwo, szczęście, zdrowie – czegóż więcej można chcieć? Która partia nie obiecuje tego wyborcom i która nie stara się zapewnić... przynajmniej niektórym? Wydawać by się mogło, że opisany model, pozwalający łatwo i bezkrwawo testować różne ustroje, weryfikować ideologiczne recepty i sprawdzać naukowe przepisy – powinien szybko poprawić jakość spraw publicznych... przynajmniej niektórych.
Ale może nie mniej ważna od wiedzy, co by trzeba zrobić, jest wiedza – jak? Współczesna demokracja to sieć rozlicznych kompromisów, kontraktów, zawłaszczeń, targów i wymuszeń, których wynik zwykle zaskakuje wszystkich i zazwyczaj nikogo nie zadowala. Rzadko też bywa spójny, a jeszcze rzadziej logiczny. Cóż, demokracja to rządy ludu, nie rozumu.
Skoro rozstrzygnięcia ustrojowe okazują się wypadkową wielu chaotycznych gier, to może raczej właśnie te gry decyzyjne trzeba by opisać, zbadać i wymodelować, aby znaleźć skuteczny sposób kształtowania ich wyniku? Tylko co dalej? Czy ktoś, kto by dysponował taką mocą sprawczą, chciałby jeszcze jakichkolwiek zmian?
Marek Chlebuś
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 938
Zmienność i „uporządkowany chaos”
Kryzys to „splot zmian w dowolnym aspekcie zorganizowanej, ale niestabilnej rzeczywistości, podlegającej ewolucji”. Słowo kryzys jest etymologicznie spokrewnione z greckim czasownikiem krínein, który pierwotnie oznaczał „zdecyduj, oddziel, osądź”, a później przekształcił się w „wybierz lub wybierz” i zawsze oznacza chaos zmian.
Przez chaos rozumiemy coś nieprzewidywalnego, co wymyka się krótkowzrocznej wizji, którą tylko nasze oczy mogą zarysować w obliczu wydarzeń wymykających się znanym parametrom, ponieważ nasz umysł jest w stanie sekwencjonować jedynie fragmenty całkowitej sekwencji ogromnego genomu chaosu.
Podobnie kryzys zawsze oznacza przerwanie liniowego biegu wydarzeń, co skutkuje szeregiem alternatyw, spośród których należy wybierać i aby wydostać się z tego labiryntu, należy wykorzystać umiejętność różnicowania i krytycznego myślenia w odpowiedzi na wezwanie „Brzytwa Ockhama”, czyli prawo oszczędności.
Prawo to jest zasadą filozoficzną sformułowaną przez uczonego Williama Ockhama, którą można przełożyć na następujący aksjomat: „Biorąc pod uwagę dwie na równych prawach teorie dotyczące tego samego zjawiska, prostsza ma większe szanse, że będzie poprawna”, co mogło się stać paradygmatem dla teorii ewolucji gatunków Karola Darwina; prawa powszechnego ciążenia Izaaka Newtona, czy prawa podaży i popytu.
Biorąc jednak pod uwagę scenariusz teleonomiczny, w którym się znajdujemy, naznaczony ekstremalną dozą zmienności i który będzie miał szczególny wpływ na złożone systemy, takie jak meteorologia, demografia, wykrywanie i zapobieganie epidemiom, przepływy migracyjne, rynek akcji i nowy geopolityczny porządek świata, ludzka zdolność rozróżniania i krytycznego myślenia jest poważnie ograniczona.
Dlatego nieuchronnie uciekamy się do terminu „efekt motyla”, aby spróbować wyjaśnić zawrotną koniunkcję sił dośrodkowych i odśrodkowych, co pozwoliłoby skonfigurować i uporządkować rozwijający się chaos.
Jednak „efekt motyla” przeniesiony na złożone systemy, takie jak demoskopia, może dać efekt uboczny w postaci niemożności wykrycia z wyprzedzeniem najbliższej przyszłości, ponieważ wykorzystywane modele kwantowe są jedynie symulacjami opartymi na poprzednich modelach, zatem włączenie tylko jednej niewłaściwej zmiennej lub nagłe pojawienie się nieprzewidzianej zmiennej powoduje zwiększenie błędu w wyniku.
Błąd tych modeli jest wzmacniany w każdej symulowanej jednostce czasu, i może przekroczyć nawet sto procent.
Brexit, pandemia Covid i pojawienie się zimnej wojny 2.0 oznaczały tym samym koniec „scenariusza teleologicznego”, w którym cel procesów twórczych planowano za pomocą skończonych modeli, mogących intermodelować lub symulować różne alternatywne przyszłości i w którym priorytetem były intencje, cel i przewidywanie oraz zastąpienie ich „scenariuszem teleonomicznym”.
Scenariusz ten będzie naznaczony ogromną dozą zmienności, zatem wspomniana zasada brzytwy Ockhama wydaje się bezużyteczna, biorąc pod uwagę złożoność scenariuszy, które nas czekają będziemy musieli skorzystać z rady przypisanej biedaczynie z Asyżu:
„Zacznij od robienia tego, co konieczne, potem tego, co możliwe, a dokonasz niemożliwego”.
Germán Gorraiz López
Germán Gorraiz López jest analitykiem politycznym, stałym współpracownikiem Global Research.
Tekst (tłumaczenie automatyczne) pochodzi z portalu Global Research z 5.12.23
https://www.globalresearch.ca/occams-razor-new-teleonomic-scenario/5841573
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 1902
Z prof. Jerzym Kleerem, wiceprzewodniczącym Komitetu Prognoz PAN Polska 2000 plus rozmawia Anna Leszkowska
- Panie Profesorze, coraz częściej nasze czasy określa się mianem ery chaosu. W dodatku chaos traktuje jako nową normalność. Czy globalizacja jest jego skutkiem, czy przyczyną?
- Uważam, że globalizacja jest czynnikiem konsolidującym, a nie wywołującym chaos. Chaos istnieje z powodu dwóch przesileń cywilizacyjnych, jakie obecnie występują. Jedno to przechodzenie z cywilizacji przemysłowej do cyfrowej, a drugie to destrukcja cywilizacji agrarnej wywołana kilkoma czynnikami, sprzecznymi z globalizacją.
Bo jeżeli mówimy o globalizacji, to musimy pamiętać również o tym, że globalizacja, która występuje współcześnie jest drugą globalizacją – pierwsza zaczęła się w pierwszej połowie XIX wieku i trwała do I wojny światowej. Jej promotorami były mocarstwa kolonialne, podporządkowujące sobie państwa i określone obszary w Afryce i Azji, traktując je jako źródła surowców i rynki zbytu.
Otóż chaos dzisiaj jest związany z przyspieszonym rozwojem cywilizacji cyfrowej w warunkach jeszcze dość twardo się trzymającej cywilizacji przemysłowej i co ważniejsze – my tak do końca nie bardzo wiemy, co się dzieje z tymi państwami czy obszarami, które podlegają destrukcji cywilizacji agrarnej.
Trzeba pamiętać, że ok. 20 lat temu stanowiły one 2/3 świata, a może więcej. Dzisiaj z tego obszaru destrukcji wyłoniły się silne centra, które jednak trudno nazwać centrami cywilizacji cyfrowej czy cywilizacji przemysłowej, bo tam istnieją także resztki cywilizacji agrarnej. Mam tu na uwadze głównie Chiny, ale za chwilę będzie to dotyczyć także Indii.
Ogólnie można powiedzieć, iż chaos jest wywołany przyspieszonym kształtowaniem się bałaganu na świecie. To nie jest określenie naukowe, ale dobrze oddaje rzeczywistość, to że nic nie następuje z określoną regularnością, nie ma następczości instytucjonalnej i nawet produkcyjnej, a co ważniejsze – wyrywkowo powstają obszary różnych cywilizacji w tym samym państwie.
Następuje więc zderzenie w zakresie reguł gry, bo inne reguły obowiązują w cywilizacji agrarnej, inne w przemysłowej, a jeszcze inne kształtują się w cywilizacji cyfrowej. I na to nie ma rady – musimy po prostu poczekać – myślę, że około 20 lat - żeby mieć wyraźnie ukształtowany świat. Co nie znaczy, że wszędzie będzie wówczas dominować ta sama cywilizacja.
Ale wróćmy do globalizacji, której cechą jest nie tylko opanowanie nowych rynków, ale i tworzenie nowych instytucji rozwiązujących problemy, z którymi zacietrzewieni politycy nie potrafią się wspólnie uporać.
Uważam, że globalizacja daje znacznie więcej pozytywnych efektów niż negatywnych, choć ich nie jest mało. Globalizacja, zwłaszcza podmioty gospodarcze, które ją kształtują – bo globalizacja nie jest duchem świętym, to jest proces kształtowany przez określone podmioty, głównie korporacje ponadnarodowe – ma wspomaganie z dwóch stron. Z jednej strony są to instytucje międzynarodowe, które także regulują procesy globalizacyjne, z drugiej strony – rynki finansowe, które globalizację wspierają, ale czasami też niszczą. Gdybym miał oceniać korporacje ponadnarodowe – nawet przy ich wadach – dałbym im czwórkę z plusem.
- Tutaj panują ciągle spory w środowisku naukowym: jedni dowodzą, że globalizacja, jako skutek neoliberalizmu - ma więcej wad, zwłaszcza zwiększa nierówności w świecie, drudzy z kolei przytaczają dane, że przyczyniła się do zmniejszenia biedy na globie...Kto ma rację?
- Świat nie rozwija się równomiernie. Nierównomierność, zróżnicowanie, jest podstawową zasadą każdego rozwoju: czy to państwa, czy świata, czy grup społecznych, czy poszczególnych ludzi. Oczywiście, czynnikiem różnicującym jest rynek. Istniał już taki system, który miał na sztandarach powszechną równość i sprawiedliwość, ale wiadomo, czym się skończył.
Niektórzy dopatrują się neoliberalizmu w łamaniu reguł gry, ale to jest ten sam liberalizm, jaki był na przełomie XVIII i XIX w., kiedy tworzyła się gospodarka rynkowa, tyle że bardziej dynamiczny, oparty na innych czynnikach wzrostu. W odróżnieniu od liberalizmu wczesnego, ten współczesny opanował wszystkie sfery gospodarki: przemysłu, usług, rynków pracy. Czy on przynosi niesprawiedliwe rozwiązania? – na pewno tak, ale nie ma państwa, ani gospodarki, w której w ciągu 20-30 lat nie naruszono by reguł gry. Pojęcie neoliberalizmu pojawiło się wówczas, kiedy zdemontowano państwo opiekuńcze, problem bowiem polega na wyborze: albo powszechna gospodarka rynkowa, albo państwo, które wszystko reguluje i nadmiernie we wszystko ingeruje. Sądzę, że neoliberalizm jest nową ideą, która nadała impuls globalizacji.
- Prof. Stanisław Kowalik w książce Uśpione społeczeństwo pisze, że przyszłość globalizacji jest nieprzewidywalna: nie przychodzi do tego, kto na nią czeka, ale do oszustów.
-To ładnie brzmi, ale gdyby globalizacja przychodziła do oszustów, oznaczałoby, że oszuści zaczną się wybijać, bo oni też nie lubią być oszukiwani. A do tego jeszcze nie dochodzi. Niemniej trzeba pamiętać, że wspaniały Rzym też kiedyś upadł. I być może, że taki koniec czeka i Europę, którą tworzy 46 skłóconych państw, która cierpi na depopulację, ma coraz mniejszy udział w światowym PKB i zniszczone środowisko. Europa zawsze rozwijała się przez wojny, może dlatego UE nie potrafi sobie ze sobą poradzić, sama się niszczy. UE miała być przyszłościowym modelem na czasy globalizacji, w którym chce się jednocześnie utrzymać wartości państwa suwerennego i mieć korzyści z globalizacji.
- W dwóch raportach z tego roku: Global Risks Report opublikowanym podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos oraz Raporcie o stanie świata przygotowanym na Konferencję Bezpieczeństwa w Monachium ich autorzy podkreślają, iż na naszych oczach rozpada się porządek świata. I zadają pytanie: kto i jak powinien nasz świat ratować?
- Z ratownikami jest tak, że ci, którzy mogliby ratować, traktują świat jakby to była kość tylko dla nich. Mam tu na myśli dwa państwa: Chiny i USA. Prezydent Trump z racji przyszłego rozwoju świata, ale też i USA, jest najgorszym prezydentem. Potrzebny jest człowiek, który ma pewną wizję, gdyż USA, przy ich potencjale gospodarczym, technologicznym itd. są w stanie uruchomić siły rozwojowe w całej Ameryce Środkowej i stworzyć wielką potęgę światową. Nie ulega wątpliwości, że nierównomierny rozwój, jaki dzisiaj mamy na świecie spowoduje chwiejny pokój regionalny, a może i międzykontynentalny. Na kontynencie azjatyckim, który dzisiaj wysuwa się na czoło jako wiodący – podobnie jak Europa w czasach tworzenia cywilizacji przemysłowej – to mogłoby zaistnieć, gdyby Chiny porozumiały się z Japonią, na co się nie zanosi i wydaje się mało prawdopodobne.
- Ale operujemy tu państwami, a globalizacja niszczy państwa narodowe, zatem kto winien nas ratować?
- Korporacje ponadnarodowe, które są głównymi propagatorami globalizacji i dokonują destrukcji państwa suwerennego, przejmując pewne jego funkcje władcze.
- Tyle, że państwo narodowe ze względów kulturalnych i społecznych jest obywatelom niezbędne.
- Dlatego też uważam, że UE jest takim statkiem ostatniej pomocy dla państw suwerenno-narodowych w Europie, bo z jednej strony stwarza warunki do globalizacji, a z drugiej pozwala państwom trwać w swojej kulturze.
UE nie jest jedynym projektem integrującym – podobne procesy rozpoczęły się w Azji, Ameryce Łacińskiej. Zawsze jednak są tacy, którzy przeszkadzają w tym procesie, bo taki jest charakter rodzaju ludzkiego. Żeby powstał silny model integracyjny, musi być ktoś, kto to weźmie w swoje ręce. Kiedyś sądzono, że zrobią to Chiny w Azji, ale trudno sobie wyobrazić, aby globalizacja połączyła Chiny, Japonię i Indie, bo żadne z tych państw nie odda drugiemu nawet części swojej suwerenności. Globalizacja może więc być głównie procesem łączenia rynków, a nie społeczeństw, kultur.
Pełnej globalizacji jednak nigdy nie będzie – co najwyżej regionalna z różnymi interesami - nie tyle gospodarczymi, co politycznymi.
Globalizacja nie może być traktowana jako proces łączący wszystkich, a na jego zakończenie odbędzie się wielkie przyjęcie. Jeśli przyjmiemy jako prawidłowość historyczną nierównomierność rozwoju, to zawsze będzie ktoś z przodu i ktoś z tyłu.
- Ale wróćmy do tego, co robić? Czy do procesu globalizacji można wprowadzać poprawki?
- Możemy założyć, że cywilizacja ma przed sobą jeszcze długi żywot. Prawdopodobnie system globalizacji będzie powszechny w skali światowej, co nie oznacza, że będzie jedno jej centrum, rząd światowy, itp. Ten proces nie prowadzi do jedynowładztwa, do jednego cesarza.
W moim przekonaniu, zakładając że nie będzie wojny, czego nie wykluczam – w Azji ukształtuje się centrum światowego dynamizmu rozwojowego, a Europa będzie zmarginalizowana, co nie oznacza, że spadnie tu jakość życia. Podstawowym problemem będzie starzenie się społeczeństwa – w wieku emerytalnym będzie 1/3 Europejczyków, których albo trzeba będzie zamknąć w szpitalach i domach opieki, albo przyjąć do pomocy imigrantów.
Europa będzie mieć dobrych kilka dekad pod jednym warunkiem: że UE się utrzyma i wzmocni, a procesy integracyjne wewnątrz unii będą postępować. Jeżeli tak się nie stanie, to Europę czeka marna przyszłość – po prostu zostanie podbita ekonomicznie, będą w niej rządzić ponadnarodowe korporacje.
Dziękuję za rozmowę.

