Recenzje (el)
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 888
Wydawnictwo Czarne wydało niezwykle „na czasie” książkę Patricka Raddena Keefe’a – Imperium bólu. Baronowie przemysłu farmaceutycznego w tłumaczeniu Jana Dzierzgowskiego.
Sformułowanie „na czasie” odnosi się do trwającej epidemii narkotycznej w USA, w której czynnikiem niszczącym ludzkie życie są leki przeciwbólowe – aktualnie fentanyl, 50 razy silniejszy od heroiny (w 2021 zmarło z jego powodu 70 tys. Amerykanów).
Dziennikarz śledczy Patrick Keefe sięga jednak głębiej w historię uzależnień, których sprawcami jest głównie chciwy przemysł farmaceutyczny. Jego skrupulatne śledztwo pokazujące korzenie wprowadzenia na rynek i reklamę środków przeciwbólowych zaczyna się od historii firmy Purdue Pharma – utworzonej i prowadzonej przez rodzinę Sacklerów. Firmy, która zbudowawszy swoją potęgę na produkcji Valium przez wiele lat była nietykalna nie tylko z powodu swojej potęgi ekonomicznej i związanej z tym korupcji, ale i umiejętnego PR, w którym szeroko wykorzystywano filantropię, służącą za listek figowy przykrywający nieetyczne działania właścicieli firmy.
Majątek rodziny szacowano na miliardy dolarów, ale niepohamowana żądza bogactwa pchnęła ich dalej: do intratnego sektora leków opioidowych. Arthur i Mortimer chcieli, by ich produkt był czymś więcej niż tylko specjalistycznym środkiem stosowanym w opiece paliatywnej. Miał przynieść ulgę rzeszom zwykłych Amerykanów cierpiących na pospolite bóle. Swój lek – OxyContin – reklamowali jako bezpieczną alternatywę dla morfiny. W rzeczywistości jego główny składnik – oksykodon – był od niej dwa razy silniejszy, o czym doskonale wiedzieli. Agresywna strategia marketingowa w ciągu kilkunastu lat doprowadziła do tragedii – setki tysięcy Amerykanów uzależniło się od opioidów, a śmierć z powodu przedawkowania była jedną z głównych przyczyn zgonów w USA.
Sacklerowie uparcie powtarzali, że problem nie leży w leku, tylko w jego użytkownikach, którzy używali leku niezgodnie z zaleceniami producenta. Sacklerowie uważali, że ludzie nadużywali leku i go przedawkowywali. Winę za to mógł ponosić lekarz, który wystawił receptę, hurtownik, farmaceuta, diler, albo użytkownik, ale nie producent, czyli Purdue. A już na pewno winy nie ponosili Sacklerowie.
Imperium bólu to niezwykle rzetelnie i dogłębnie udokumentowana opowieść o ludziach, którym zysk, bogacenie się, chore ambicje przyćmiły misję pomagania chorym. Ludziach, którzy nigdy nie ponieśli odpowiedzialności za przyczynienie się do kryzysu zdrowia publicznego.
Książka reportera Paricka Raddena Keefe’a to nie tylko odsłonięcie mechanizmów kapitalizmu w najbardziej wrażliwej dziedzinie – życia i zdrowia – ale i spełnienie powinności dziennikarza i reportera – przywrócenia sprawiedliwości społecznej, ujęcia się na słabszymi, tymi, którzy sami nie są w stanie obronić się przed pazernością i bezwzględnością ludzi tworzących instytucje rzekomo dla ochrony ich zdrowia i życia. (al.)
Imperium bólu. Baronowie przemysłu farmaceutycznego, Patrick Radden Keefe, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2023, wyd. I, s.614, cena 79,90 zł.
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 507
Na ekrany kin 2.08.24 wchodzi jeden z najciekawszych w ostatnich latach filmów – Mnich i karabin, pokazujący różnice cywilizacyjne na świecie i różne od zachodniego pojmowanie szczęścia w społeczeństwie na przykładzie królestwa Bhutanu.
Po kryzysie światowym w 2008 roku, w środowisku ekonomistów powróciły dyskusje na temat PKB – czy jest to dobra miara rozwoju społeczno-ekonomicznego, czy nie. Ekonomiści przypomnieli wówczas inny miernik dobrobytu – Szczęście Narodowe Brutto (GNH) – wprowadzony przez czwartego króla Bhutanu Jigme Singye Wangchucka w 1972 roku. Wskaźnik ten obliczany jest w oparciu o 9 głównych czynników, takich jak zdrowie, edukacja, czas wolny, samopoczucie psychiczne, społeczność, kultura, administracja, środowisko oraz poziom życia, z których każdy ma równie istotny wpływ na szczęście obywateli. Czy jednak w czasie agresywnego kapitalizmu Zachodu kolonizującego kolejne części świata, wprowadzenie takiej miary może się udać?
Królestwo Bhutanu (Druk Jul – Królestwo Smoka) - jedno z najbiedniejszych państw (liczące ok. 800 tys. mieszkańców) świata, będące monarchią konstytucyjną – do niedawna opierało się zakusom „krzewicieli demokracji”. Czwarty Król postawił na działalność izolacjonistyczną i antykonsumpcyjną - ochronę dziedzictwa narodowego: wspaniałej przyrody Himalajów (widzimy to w filmie) i cennych tradycji ludzi Himalajów, ukształtowanych przez buddyzm i starożytną kulturę tybetańską (np. nie można uprawiać wspinaczek z powodu zakłócania spokoju duchów gór). W tym celu ograniczył ruch turystyczny do kilkuset tysięcy rocznie (do 1974 r. kraj był zamknięty dla turystów) i poddał go surowym obostrzeniom.
Mimo to, dzięki racjonowaniu dostępu, kraj czerpie coraz większe zyski z ekskluzywnej turystyki, ale i powolnej modernizacji (od lat 70. XX w.). To z kolei otwiera drzwi do chęci szybszej poprawy poziomu życia. I tu wkracza osławiona zachodnia demokracja – wprowadzana przez młodego króla od 2006 roku, zaczynająca się od próbnych powszechnych wyborów w 2007 roku.
Akcja filmu dotyczy właśnie tego szczególnego okresu – reżyser wprowadza widza w realia państwa i rolę w nim religii buddyjskiej (od XVII w. do 1907 r. w Bhutanie panowała dwuwładza: świecka i religijna) poprzez ciąg zdarzeń, jakie spotykają bohaterów.
Fabuła filmu opiera się na opozycji cywilizacyjnej: oto do Bhutanu, w przeddzień próbnych wyborów przybywa kolekcjoner broni z USA, aby kupić bardzo cenny dla niego egzemplarz zabytkowego karabinu (prawdopodobnie jedynego takiego na świecie). Rzecz jest niebezpieczna, bo w Bhutanie nie ma broni (nielegalny handel jest transgraniczny), a na ten karabin (właściwie jakikolwiek) czeka także lama…
Film jest reżyserskim majstersztykiem – łączy w sobie niezauważalnie gatunek fabularny z dokumentalnym, sprawy publiczne z indywidualnymi historiami, problemy polityczne z obyczajowymi, religijne ze świeckimi. Reżyser nie ocenia, nie opowiada się za żadną ze stron – pokazuje dobre i złe strony przemian, jakie zachodzą nie tylko w Bhutanie, ale i na świecie, także w miejscach bogatych.
Pod główną fabułą, nadającą akcji tempo, reżyser ukrył kilka pobocznych wątków, pozwalających zrozumieć kulturę Bhutanu i zasadność owego wskaźnika szczęścia narodowego. Znakomicie – zarówno w dialogach, jak i symbolicznie - pokazał ową różnicę między Zachodem a Wschodem, między posiadać a być, miedzy tradycją a nieograniczoną chęcią zmiany świata. Tymczasem filozofia mnichów – filozofów - jest inna: „zmiany są potrzebne, ale jeśli nie potrzebujemy o nie walczyć – nie potrzebujemy ich” – mówi lama.
Wątek dotyczący wyborów próbnych potwierdza tę prawdę – mieszkanka wsi przekonywana przez urzędniczkę, iż wybory są szczytem i gwarancją szczęścia odpowiada: „ależ my zawsze byliśmy szczęśliwi!” Ta prawda jest konfrontowana z zaleceniami komisarzy wyborczych, którzy widząc wyniki głosowania popierające króla, ale niezgodne z ich oczekiwaniami (nb. wyuczonymi) napuszczają ludzi na siebie: „macie się nie lubić, pogardzać sobą”. I argumentują: „musimy iść z duchem czasu jak reszta świata”.
A król abdykował, żeby była demokracja… Ta demokracja i szybka modernizacja (telewizja, Internet, telefony komórkowe) przynosi jednak większe podziały społeczne na tle konsumpcji i niespodziewane problemy: niezgodę w rodzinach („czy tata jest zdrajcą?”), miejscu zamieszkania, w szkole i… utratę szczęśliwości… A co daje? Coca-colę („czarną wodę”, jak ją nazywa mnich), gumę do żucia, przestępczość (handel bronią, papierosami), zazdrość, nienawiść (dzieci). Czy o taką demokrację chodziło? Odpowiedzią są ostatnie sceny w filmie – arcydzieło! I do refleksji, i do pośmiania się!
Anna Leszkowska
Reżyseria i scenariusz - Pawo Choyning Dorji
Zdjęcia – Jigme Tenzing
Bhutan, Tajwan, Francja, USA, Hongkong 2023 / 107’
Film znalazł się w tym roku na short liście do Oscarów w kategorii Najlepszy Film Międzynarodowy, na światowych festiwalach uhonorowany został Nagrodami Publiczności.
Aurora Films od 2.08.24
- Autor: ANNA LESZKOWSKA
- Odsłon: 4170
Wydawnictwo TRIO wydało książkę Natalii Laskowskiej Indonezja w serii „Historia państw świata w XX i XXI wieku”.Indonezja to największy kraj w Azji Południowo-Wschodniej położony na 18 tysiącach wysp (3 tys. z nich jest zamieszkałych). Indonezja jest krajem rolniczym, ponad połowa z 240 mln mieszkańców żyje na terenach wiejskich. I jest krajem bardzo zróżnicowanym etnicznie, kulturowo i religijnie – ponad 85% Indonezyjczyków to muzułmanie, sunnici. Chrześcijanie (w większości protestanci) stanowią ok. 10% ludności kraju, a hinduizm wyznaje 5% populacji. Ta różnorodność historyczna, kulturowa oraz religijna nie była jednak przeszkodą w powstaniu wspólnoty państwowej w 1945 r. - Republiki Indonezji, tworzonej pod hasłem: „różnorodność, ale wciąż jedność”.
W trzech rozdziałach kończących książkę opisała katastrofy naturalne, jakich doświadczyli Indonezyjczycy, fundamentalizm i terroryzm oraz islam i demokrację.
Opisaną historię Indonezji dopełnia kalendarium, wykaz prezydentów Republiki Indonezji, indeks skrótów i nazw organizacji i instytucji, wskazówki bibliograficzne oraz indeks osób. Ubarwieniem ciekawej treści książki są ilustracje - fotografie i rysunki.(js)
Indonezja, Natalia Laskowska, Wydawnictwo TRIO, Warszawa 2012, s.186, cena 27 zł
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 1545
Polskie Towarzystwo Informatyczne w 2018 roku z okazji 70-lecia polskiej informatyki, wydało cztery książki ukazujące historię tej dziedziny w różnych jej aspektach. Jedną z nich jest Informatyka w służbach specjalnych PRL Jana Burego, będąca analizą kryminalistyczną.
Autor zastrzega się w Podsumowaniu części opisowej (drugą część stanowią dokumenty), że obraz historii polskiej informatyki w służbach specjalnych PRL z pewnością nie jest kompletny z uwagi na charakter tych służb. Głównym materiałem badawczym były więc dokumenty znajdujące się w archiwum IPN, uzupełnione - o ile było to możliwe - relacjami byłych pracowników służb specjalnych.
Choć celem autora było przeanalizowanie, czy i jak informatyka wspierała prace służb specjalnych PRL w kontekście kryminalistycznym, to kładzie on szczególny nacisk na aspekt prawny w odniesieniu do informacji – ich gromadzenia i przetwarzania, czy użycia – często niezgodny z porządkiem prawnym PRL.
Jednakże z perspektywy czytelnika ciekawego technicznego aspektu informatyki w tej dziedzinie z opisów wyłania się nasze zapóźnienie w tej dziedzinie, próby radzenia sobie z zastosowaniem rozwiązań informatycznych w sytuacji bariery dostępu do zachodnich elektronicznych maszyn cyfrowych i systemów, ale i spory bałagan, jaki panował w służbach wprowadzających rozwiązania informatyczne do swojej pracy operacyjnej.
Ten bałagan nie odbiega zbytnio od obecnego, stąd po lekturze tej książki pod znakiem zapytania jest wiarygodność dawnych (a może i obecnych?) danych MSW i pewnie MON, które były wytworzone w ciągu kilkudziesięciu lat ciągłych innowacji – technicznych i organizacyjnych (czytaj: biurokratycznych) w tej dziedzinie. Jak wynika z opisu, przez te dziesięciolecia najlepszymi kartotekami – informacjami – dysponował wywiad cywilny PRL, który choć najbardziej majętny, stosował jednak archiwa klasyczne.
Możliwości obu tych resortów w przypadku banków informacji osobowej, operacyjnej, kryminalnej, ogólnopaństwowej, a i szybkość ich działania, które poprawiły się znacznie w końcu lat 80. - z dzisiejszej perspektywy wydają się minimalne, choć obrosły mitami. Niemniej to wszystko jakoś działało dzięki grupie ludzi, którzy zdając sobie sprawę z doniosłości informatyzacji w każdej dziedzinie – umieli ogarnąć te niespójności między możliwościami techniki a potrzebą konkretnych działań w celu ochrony państwa i obywateli. Dzięki nim np. w sferze administracji mamy wciąż działający PESEL z podsystemami, a UOP i WSI – nadal wykorzystywane niejawne systemy informatyczne.(al.)
Polska informatyka: Informatyka w służbach specjalnych PRL, Jan Bury, Polskie Towarzystwo Informatyczne, Warszawa 2017, wyd. I, s. 439