Recenzje (el)
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 1637
Poza Ziemię… Historia lotów międzyplanetarnych - to tytuł książki, którą wydało PWN, a której autorem jest Krzysztof Ziołkowski, znany astronom i popularyzator tej dyscypliny nauki.
Choć Krzysztof Ziołkowski pokazuje nam kosmos i oswaja z astronomią od lat, wiedza ta – zwłaszcza jej zastosowania w praktyce - długo nie mogła się przebić do świadomości środowisk decydenckich, w których gestii leży rozwój przemysłu kosmicznego w Polsce. Trzeba było dziesięcioleci wysiłków popularyzatorskich, pracy środowiska naukowego, technicznego, praktycznego udowodnienia przez naukowców z Centrum Badań Kosmicznych PAN, że i my umiemy konstruować przyrządy do misji kosmicznych, aby obszar nauk kosmicznych i ich zastosowania został dostrzeżony przez władze państwa.
Krzysztof Ziołkowski, wspominając jednak ostatnie 40 lat rozwoju astronomii i nauk kosmicznych, ocenia je inną, łagodniejszą miarą. Pisze: „Pamiętam swoją radość oraz powszechną euforię, z jaką odbierano okołoziemski lot pierwszego sputnika, jak się wtedy o tym mówiło. Wydawało mi się, że rozumiem znaczenie tego wydarzenia i potrafię docenić jego dalekosiężne konsekwencje dla rozwoju nauki, a w szczególności astronomii. Ale nawet w najśmielszych marzeniach nie zdołałem wtedy przewidzieć tak wielkiego i szybkiego rozwoju technologii i technik kosmicznych, jaki dziś obserwujemy”.
Ten postęp to nie tylko teorie budowy modeli przestrzeni okołoziemskiej i międzyplanetarnej, ale i umiejętność zaplanowania i wykonania eksperymentu, śledzenie rejestracji polskich przyrządów na satelitach oraz rakietach. To także umiejętność zastosowania wyników tych eksperymentów i badań do tego, co na Ziemi: łączności, nawigacji, robotyce, medycynie, geologii, itd.
Ale loty międzyplanetarne sond kosmicznych od kilkudziesięciu lat wzbogacają i poszerzają wiedzę przede wszystkim o naszym sąsiedztwie we Wszechświecie. I to przede wszystkim o takich wynikach misji pisze Krzysztof Ziołkowski.
Książka, będąca pierwszym na polskim rynku wydawniczym tak kompleksowym ujęciem problematyki badań Układu Słonecznego metodami technik kosmicznych, składa się z 9 rozdziałów pokazujących współczesny obraz Układu Słonecznego oraz wyniki sondowania jego planet: Wenus, Merkurego, Marsa, Jowisza, Saturna, Urana i Neptuna. Nie brakuje tu także wiedzy o sondowaniu komet i planetoid, nowych metodach tego sondowania oraz sondowania planet karłowatych. Informacje o badaniach każdej planety poprzedza niemal encyklopedyczne ABC każdego obiektu, a kończy zwięzłe omówienie najważniejszych i najciekawszych wyników prezentowanych misji.
Szczególnie wnikliwie zostały potraktowane te aspekty omawianych misji, w których udział mają polscy naukowcy i technicy. Książka, jak podkreśla autor, nie ma zakończenia, bowiem sondowanie Układu Słonecznego nadal trwa. Opisy misji jeszcze nie zakończonych, a także najważniejszych spośród projektowanych , sięgają stanu końca 2015 i początku 2016 roku.
Książka „Poza Ziemię…” jest przeznaczona dla każdego, kto interesuje się nie tylko astronomią i astronautyką, ale także pokrewnymi im naukami przyrodniczymi.
Czytelnik dowie się z niej m.in.: jak wyglądały plany pierwszej misji przelotu koło Wenus załogowego statku kosmicznego, jak przebiegało osadzenie sondy Curiosity na powierzchni Marsa, czy skąd wzięły się łuki materii pyłowej w pierścieniu G Saturna, związane z księżycami odkrytymi przez sondę Cassini.
To książka dla każdego, kto chce się dowiedzieć czegoś więcej o otaczającym nas świecie, kto lubi patrzeć w niebo i stara się zrozumieć to, co na nim widzi i komu nie są obojętne zjawiska i wydarzenia zachodzące w przestrzeni kosmicznej i otaczającej nas rzeczywistości.(tm)
Poza Ziemię... Historia lotów międzyplanetarnych, Krzysztof Ziołkowski , PWN, Warszawa 2017, wyd. I, s. 335, cena katalogowa – 49 zł.
- Autor: js
- Odsłon: 2238
Wydawnictwo Copernicus Center Press wydało książkę amerykańskiego psychologa rozwojowego Michaela Tomasello pt. Historia naturalna ludzkiego myślenia w tłumaczeniu Bartłomieja Kucharzyka i Rafała Ociepy.
Jest to opowieść o tym, jak narodziło się myślenie ludzkie, poczynając od człowiekowatych przodków, poprzez wybrane gatunki człowieka pierwotnego, aż po ludzi współczesnych.
Autor zastanawia się nad tym, co sprawia, że myślenie ludzkie jest wyjątkowe i dochodzi do wniosku, iż wynika to z umiejętności kooperacji ludzi, wspólnego rozwiązywania problemów, współpracy w różnych dziedzinach.
Skupia się więc na kulturze jako procesie koordynacji społecznej uważając, iż współczesne kultury ludzkie mogły powstać dzięki wcześniejszemu etapowi ewolucji, podczas którego jednostki zapewniały sobie przetrwanie poprzez umiejętność koordynacji wspólnych działań.
Aby przeżyć i rozwijać się – pisze – ludzie musieli znaleźć nowe sposoby na koordynowanie swojego zachowania z innymi podczas działań kooperatywnych (a następnie kulturowych). To zmieniło sposób myślenia człowieka.
Wydaje się oczywiste, że - w porównaniu z innymi gatunkami zwierząt – ludzie myślą w szczególny sposób. Choć człekokształtni przodkowie człowieka byli istotami społecznymi, to życie ich było z zasady indywidualistyczne i oparte na współzawodnictwie, a więc ich myślenie skierowane było na osiąganie celów indywidualnych. Jednak na pewnym etapie ludzie pierwotni zostali zmuszeni przez warunki naturalne do przejścia na tryb nastawiony w większym stopniu na współpracę. Wskutek tego ich procesy myślowe zorientowane zostały na wynajdywanie sposobów koordynowania pracy z innymi. Dzieki temu mogli osiągnąć wspólne cele. (js)
Historia naturalna ludzkiego myślenia, Michael Tomasello, Wydawnictwo Copernicus Center Press, wyd. I, Kraków 2015, s.296, cena 44,90 zł (+VAT)
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 1142
Joseph LeDoux to profesor neurobiologii, psychologii i psychiatrii na Uniwersytecie Nowojorskim. Wydawnictwo Copernicus Center Press wydało obecnie jego książkę Historia naszej świadomości w tłumaczeniu Anny i Marka Binder.
Podtytuł książki – Jak po czterech miliardach lat ewolucji powstał świadomy mózg – nie pozostawia pola do domysłów o czym książka ta jest, niemniej autor na wstępie podkreśla, iż rzecz będzie o ewolucji zachowania, które pojawiło się wraz z powstaniem pierwszych istot żywych, czyli organizmów – także jednokomórkowych.
Na ogół nikt z nas nie wyobraża sobie tego, że jednokomórkowce, przodkowie bakterii, aby przetrwać muszą zachowywać się podobnie jak ludzie: unikać niebezpieczeństwa, zdobywać żywność, utrzymywać homeostazę organizmu i rozmnażać się. I choć takie zachowanie cechuje wszystkie organizmy żywe, to oczywiste, że istnieją międzygatunkowe różnice. Autor wyjaśnia w książce te cechy zachowania, które nas, ludzi, najbardziej wyróżniają spośród innych organizmów żywych: język, kulturę, zdolność do myślenia oraz refleksji.
Sześćdziesiąt sześć rozdziałów książki ilustrowanej rysunkami Caio da Silva Sorrentino, porządkującej naszą wiedzę o rozwoju życia na Ziemi, ujęte zostało w 15 części tematycznych, co ułatwia lekturę tym, którzy szukają określonych wiadomości. Autor zaczyna tę opowieść od nakreślenia naszego miejsca w przyrodzie, by wprowadzać stopniowo czytelnika w różnicujący się świat żywych organizmów, od najprostszych do najbardziej skomplikowanych, czyli ludzi. I podsumowuje: „jak wszystkie inne gatunki jesteśmy wyjątkowi, bo jesteśmy inni. To, co nas wyróżnia, jest ważne dla nas, bo jest nasze, chociaż z drugiej strony stanowi tylko przypis do sagi snutej już od 4 mld lat. Tylko dzięki poznaniu tej historii w całej jej złożoności naprawdę zrozumiemy, kim teraz jesteśmy i jak się takimi staliśmy”.(js)
Historia naszej świadomości. Jak po czterech miliardach lat ewolucji powstał świadomy mózg, Joseph LeDoux, Wydawnictwo Copernicus Center Press, wyd. I, Kraków 20202, s.496, cena 69,90 zł. Książka dostępna także jako e-book.
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 1075
Do księgarń trafiło drugie polskie wydanie książki Krótka historia nauki Williama Bynuma. To książka popularnonaukowa. Wydał ją parę lat temu Yale University Press, a w Polsce Wydawnictwo RM (pisaliśmy o tym w SN 3/18 - Krótka historia nauki).
Autor, emerytowany profesor historii medycyny University College w Londynie, kreśli na prawie trzystu stronach interesującą panoramę dziejów nauki. W rozpisanej na 40 rozdziałów historii w chronologiczny, lekki i bogaty w szczegóły sposób opowiada o ludziach, którzy przyczynili się w różnym stopniu do rozwoju wiedzy. Przywołuje ich nazwiska, biografie, czasy w jakich żyli, pokazuje ich determinację, upór a czasem i odwagę w dążeniu do poznania prawdy.
Niektóre rozdziały już samymi tytułami informują o kim i o czym będą. Przykłady: Ojciec medycyny: Hipokrates, Mistrz tych, którzy wiedzą – Arystoteles, Cesarski medyk: Galen, Krzywa wieża i teleskop: Galileusz, Cyrkulacja krwi: Harvey, Rzucone do góry: Newton, Zmiana zasad: Einstein. Innym razem, zwłaszcza gdy bohaterów zdarzeń jest w danej dziedzinie więcej, tytuły są bardziej ogólne, np. Atomy i próżnia, Poszukiwanie kamienia filozoficznego, Porządkowanie świata, Powietrze i gazy, Historia naszej planety, Tablica pierwiastków, Wewnątrz atomu.
Badacze o różnych zainteresowaniach, uczeni, wynalazcy, odkrywcy pochodzą ze wszystkich niemal epok i stron świata. Kilka postaci znanych jest dobrze Polakom. Dwóm - w rozdziałach 11 i 30 - autor poświęca sporo miejsca, a w 40., ostatnim, do nich nawiązuje.
Najwięcej uwagi (trzy pełne strony w rozdziale zatytułowanym Gdzie jest centrum wszechświata?) skupia na postaci Mikołaja Kopernika, który – jak przypomina na wstępie - urodził się i umarł w Polsce. Poza wątkami biograficznymi znajdujemy tam dość szczegółowy opis ostatnich lat życia polskiego astronoma, o których na przykład w ubiegłym wieku mało się mówiło. W roku 1542 – pisze Bynum - pieczę nad wydrukowaniem swego dzieła O obrotach ciał niebieskich Kopernik powierzył swemu przyjacielowi Jerzemu Joachimowi Retykowi. Ten jednak musiał w pewnym momencie wrócić do swojej pracy na uniwersytecie w Niemczech, więc przekazał zadanie niemieckiemu teologowi Andreasowi Osianderowi.
Dzieło zostało wydane w roku 1543. Jednak Osiander uznał, że idee Kopernika są niebezpieczne, więc poprzedził je własną przedmową. Napisał, że koncepcje polskiego uczonego to jedynie hipotetyczny sposób rozwiązania na drodze matematycznej problemów, które od dawna próbowali rozwikłać astronomowie w modelu geocentrycznym. Osiander – tu zacytuję narratora – „miał prawo do własnych poglądów, ale postąpił nieuczciwie; napisał przedmowę tak, jakby to były wyjaśnienia samego Kopernika. Ponieważ się pod nią nie podpisał, ludzie założyli, że to Kopernik chciał im przekazać te słowa”.
Astronom był już wówczas bliski śmierci i nic nie mógł zrobić, by przekazać prawdę czytelnikom. „W efekcie przez niemal sto lat analitycy tego wspaniałego dzieła byli przekonani, że Kopernik jedynie rozważał sposoby wyjaśnienia tego, co widać na niebie każdej nocy, ale tak naprawdę nie powiedział, że Ziemia krąży wokół Słońca. Z powodu tej przedmowy ludzie ignorowali rewolucyjny przekaz polskiego astronoma. Jednak wielu przeczytało dzieło Kopernika, a jego obliczenia i komentarz miały wpływ na astronomię przez kilka dekad po jego śmierci”.
Z kolei w rozdziale o promieniotwórczości, poza wzmiankami o Rutherfordzie, Roentgenie czy Becquerelu, mamy opowieść o Marii Skłodowskiej – Curie. „Małżeństwo Curie – opowiada autor książki - z prawdziwym oddaniem poświęciło się nauce, a ich dokonania zostały uhonorowane Nagrodą Nobla. Po śmierci Pierre’a w wypadku ulicznym Maria kontynuowała ich dzieło, mimo że musiała także zajmować się wychowaniem dwóch małych córek”. I dalej – /…/ wielu pierwszych badaczy, w tym Maria Skłodowska-Curie, zmarło na skutek promieniotwórczości, zanim wdrożono odpowiednie zasady bezpieczeństwa. Jej córka, Irene Joliot-Curie, która również dostała nagrodę Nobla w dziedzinie chemii, zmarła wcześnie na białaczkę”.
Ostatni wątek polski, ledwie muśnięty przez Bynuma, znajdziemy w rozdziale Nauka w erze cyfrowej. Tutaj po wzmiankach o maszynach poprzedzających erę komputerów (Babbage i Hollerith), oraz pracach w Bletchey Park nad maszyną Lorentza i Enigmą autor powiada, że Brytyjczycy zaprojektowali w roku 1939 dwa komputery do łamania kodów: Bombe (Bomba) i Colossus (Kolos). Ten drugi był ogromną maszyną zajmującą dużo pomieszczeń i zużywającą dużo prądu. O obydwu mówi natomiast, że pracowały na próżniowych lampach elektronowych przełączających sygnały elektryczne. Lampy wydzielały dużo ciepła i nieustannie się psuły. A co z samą Bombą?
Brytyjska bomba (pierwszy projekt powstał na początku wojny pod kierownictwem Alana Turinga) była poprawioną wersją urządzenia, które zostało zaprojektowane wiele lat wcześniej przez polskiego matematyka Mariana Rejewskiego (i jego kolegów Henryka Zygalskiego i Jerzego Różyckiego). Rejewski je nazwał bombą kryptologiczną. Służyła do łamania komunikatów niemieckiej maszyny szyfrującej Enigma. Bomba Rejewskiego – jak podkreśla autor - była w pełnym tego słowa znaczeniu wyspecjalizowaną maszyną do łamania szyfrów – pierwszą w swoim rodzaju. „Była urządzeniem do tego stopnia pionierskim, że autorzy mieli problem z wyborem dla niej sensownej nazwy”.
Rejewski podaje w swoich wspomnieniach, że nazwano ją bombą z braku lepszego pomysłu. Tradycja przechowała dwie wersje źródeł jej nazwy. W pierwszej pomysłodawcą był Czesław Betlewski (technik z polskiego Biura Szyfrów), któremu kojarzyła się z tykaniem zegarowego bombowego zapalnika. Inni nazywali ją też „maglem” z uwagi na sposób przenoszenia napędu ze wspólnego silnika na osie obracające sześć replik Enigmy. Według jeszcze innej wersji nazwę miał wymyślić Różycki w czasie konsumowania bombiastego deseru z lodów. Brytyjczycy z czasem udoskonalili maszynę, ale jej polska nazwa pozostała.
Waldemar Pławski
Krótka historia nauki, William Bynum, Wydawnictwo RM, wyd. II, Warszawa 2020, str. 295, cena 34,99 zł.