Historia el.
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 123
Roosevelt i Nowy Ład
Amerykański sektor bankowy upadł tak bardzo, że w lutym 1933 r., po tym, jak Franklin D. Roosevelt został wybrany na prezydenta zamiast urzędującego Herberta Hoovera w 1932 r. i tuż przed jego inauguracją w marcu, system bankowy całkowicie się załamał. Stało się to z powodu runów na banki dokonywanych przez deponentów, którzy próbowali wycofać swoje oszczędności w złocie.
„W tygodniu kończącym się 1 marca z banków Rezerwy Federalnej wycofano ponad 200 milionów dolarów w złocie, a w ciągu kilku następnych dni wycofano kolejne 200 milionów dolarów, co obniżyło rezerwy złota niemal do prawnego minimum”. [i]
Z powodu napływu klientów wycofujących pieniądze z banków, banki po prostu zamknęły się. Nazywano to „dniem wolnym od pracy”.
4 marca 1933 r. Roosevelt został zaprzysiężony. Sześć dni później, na mocy dekretu, wycofał USA ze standardu złota. Teraz nikt, poza bankiem Rezerwy Federalnej, nie mógł nawet posiadać złota ani certyfikatów złota, z wyjątkiem kwoty do 100 USD na cele artystyczne lub kolekcjonerskie.[ii]
Ci, którzy twierdzą, że USA nigdy nie uchyliły się od spłaty długu, mylą się, ponieważ w 1933 r. i ponownie w 1971 r. USA zawiesiły wymienialność na złoto aktywów gotówkowych posiadanych przez deponentów w USA i za granicą. Wierzyciele mogli otrzymywać płatności w formie papierowej lub przelewów kredytowych, ale nie w twardej walucie.
Eliminacja waluty opartej na złocie była kolejnym krokiem w pozbawianiu społeczeństwa amerykańskiego siły nabywczej niezależnej od pożyczek z systemu bankowego. Następnie Rezerwa Federalna wpompowała 200 milionów dolarów w samodzielnie wygenerowanym kredycie do systemu poprzez nowe pożyczki dla banków, a run na bank został zatrzymany.
Roosevelt powiedział społeczeństwu w swoim pierwszym „Fireside Chat”:
„…istnieje element w reorganizacji naszego systemu finansowego ważniejszy niż waluta, ważniejszy niż złoto, a mianowicie pewność siebie naszego ludu. Pewność siebie i odwaga są podstawą sukcesu w realizacji naszego planu. Wy, ludzie, musicie mieć wiarę; nie możecie dać się zastraszyć plotkom i domysłom”. [iii]
W swojej kampanii prezydenckiej w 1932 roku Roosevelt:
„…zidentyfikował osoby odpowiedzialne za obecny ponury stan rzeczy: 'Handlarze uciekli ze swoich wysokich miejsc w świątyni naszej cywilizacji. Teraz możemy przywrócić świątynię do starożytnych prawd. Miarą przywrócenia jest stopień, w jakim stosujemy wartości społeczne szlachetniejsze niż zwykły zysk pieniężny.' Wezwał do „ścisłego nadzoru nad wszystkimi bankami, kredytami i inwestycjami oraz zakończenia spekulacji pieniędzmi innych ludzi”.[iv]
Nieważne, że Roosevelt należał do tej samej klasy społecznej i miał długotrwałe relacje biznesowe, osobiste i społeczne z wieloma winnymi bankierami. Zaatakował Wielki Kryzys stosując całą gamę rozwiązań, wiele z nich było dość skutecznych, ale inne mniej. Na przykład, Agriculture Adjustment Administration (Administracja Dostosowań Rolnych) była krytykowana za wspieranie cen produktów rolnych poprzez nakazywanie niszczenia upraw i zwierząt gospodarskich w czasie, gdy ludność wiejska cierpiała na niedobór żywności. Wielu rolników, w tym czarni dzierżawcy z Południa, zostało zmuszonych do zamknięcia działalności.
Ale chodziło po części o to, by po prostu wydać pieniądze, które rząd zebrał poprzez pożyczanie. Polityka Roosevelta była pod wpływem nowego guru finansów, brytyjskiego ekonomisty Johna Maynarda Keynesa, który twierdził, że deficyt budżetowy i wysokie podatki dochodowe uwolnią bogactwo narodu, zwiększą zatrudnienie i wygenerują wystarczający wzrost gospodarczy, by pokryć koszty finansowania rządu aktywistycznego.
To nie było zupełnie nowe. Stany Zjednoczone zrobiły coś podobnego podczas wojny secesyjnej i I wojny światowej. Nowością było wprowadzenie gospodarki kraju w stan wojenny, gdy nie toczyła się wojna. Oczywiście, miało to wpływ na ceny. O ile Wielki Kryzys miał charakter deflacyjny, wyjście z niego generowało inflację. Tak więc wyścig między inflacją cen a wzrostem gospodarczym trwał, i trwa do dziś, wymuszając, aby wzrost gospodarczy utrzymał się. Jeśli wzrost osłabł nawet na dwa kwartały, nazywano to „recesją”.
[Ale zwracając się ku keynesowskiemu finansowaniu deficytu, Roosevelt stracił szansę na potwierdzenie niezależności finansowej rządu, tak jak zrobił to Lincoln z greenbackami (banknoty dolarowe o zielonym rewersie niezabezpieczone złotem – przyp. red. SN). To prawda, że rząd uwolnił się od zależności od banków, odrzucając standard złota, ale pozwolił bogatym oligarchom bankowym wrócić do gry, zaciągając u nich ogromne pożyczki poprzez sprzedaż obligacji skarbowych.]
Tymczasem „cykl koniunkturalny” trwał nadal i w historii Stanów Zjednoczonych wahał się między ekspansją a paniką. Rezerwa Federalna została utworzona, aby powstrzymać te paniki. Jednak w 1932 r., ustalając stopy procentowe wyżej, niż powinna w okresie deflacyjnym, Rezerwa Federalna całkowicie zawiodła. Depresja się pogłębiła.
Ale prezydent Roosevelt nie polegał wyłącznie na Rezerwie Federalnej lub społeczności biznesowej. Jego odpowiedź na Wielki Kryzys charakteryzowała się również działaniem rządu federalnego opartym na kilku wartościowych zasadach. Jedną z nich było utworzenie rządowych agencji pożyczkowych, takich jak Reconstruction Finance Corporation (Korporacja Finansowania Odbudowy), która uznała koncepcję kredytu za usługę publiczną.
Utworzenie Federal Deposit Insurance Corporation (Federalnej Korporacji Ubezpieczeń Depozytów) uznało odpowiedzialność rządu za ochronę oszczędności społeczeństwa; istotne było również zabezpieczenie banków członkowskich przed bankructwem. Utworzenie Civilian Conservation Corps (Korpus Ochrony Cywilnej) i Works Progress Administration (Administracja Postępu Robót Publicznych) sprawiło, iż rząd stał się pracodawcą ostatniej szansy w rolach bardziej konstruktywnych niż pobór do wojska młodych mężczyzn bez środków do życia. Dopiero II wojna światowa spowodowała pobór do wojska i stworzenie gospodarki pełnego zatrudnienia.
Poprzez ubezpieczenie społeczne i emerytury dla służby cywilnej rząd przyjął rolę banku oszczędnościowego, tworząc fundusze powiernicze w sposób, który zapowiadały wcześniejsze eksperymenty z oszczędnościami pocztowymi. Następnie finansowanie federalne zaczęło wspierać rozwój infrastruktury, która wcześniej była przekazywana głównie rządom stanowym i lokalnym. Rozpoczęto nowe projekty, takie jak rozbudowa sieci autostrad w USA, która później stała się systemem autostrad międzystanowych, oraz projekty infrastrukturalne, takie jak Tennessee Valley Authority czy Zapora Hoovera.
Te rządowe programy zakładały wydatki publiczne na rzecz dobra publicznego. Władze stanowe i lokalne robiły to od dziesięcioleci, ale teraz robiono to na szczeblu federalnym. To właśnie w tym Roosevelt różnił się od swoich republikańskich poprzedników, co naraziło go na oskarżenia o bycie socjalistą, a nawet komunistą.
Oczywiście, prywatne firmy również służą społeczeństwu, produkując dobra i świadcząc usługi, ale generują również zysk, który trafia do menedżerów, którzy kierują przedsiębiorstwem, właścicieli, którzy ryzykują swój kapitał, oraz banków, które udzielają pożyczek. Jednak wskutek działalności bankowości sektora prywatnego, znaczna część gospodarki mniej dbała o produkcję wartościowych dóbr i usług, dając priorytet tylko zarabianiu pieniędzy .
Innowacje administracji Roosevelta oczywiście wymagały finansowania. Niezależnie od tego, co rząd robi, na jakimkolwiek szczeblu, pojawia się pytanie: skąd będą pochodzić pieniądze? Częstą odpowiedzią jest: podatki lub kredyt. Wraz z Nowym Ładem podatki znów wzrosły, osiągając stawkę marginalną dla wysokich dochodów wynoszącą 90 procent. A zadłużenie było ogromne.
New Deal Roosevelta został osiągnięty dzięki uległemu Kongresowi, który był zdecydowany, by odzyskać przynajmniej część konstytucyjnej władzy nad kreacją pieniądza poprzez przejęcie kontroli nad kredytem nadzorując podatki i pożyczki. Jednak administracja Roosevelta nigdy nie posunęła się tak daleko, aby pozwolić rządowi samodzielnie tworzyć pieniądz narodowy, tak jak zrobił to rząd Lincolna z greenbackami. Kongres zatwierdził teraz takie wydatki, ale Roosevelt z tego uprawnienia nie skorzysał.
Obecnie „drukowanie pieniędzy” jest postrzegane jako jedna z najgorszych rzeczy, jakie może zrobić rząd, jako praktyka inflacyjna, która prowadzi do katastrofalnych wręcz skutków. Ale to błędne określenie. W rzeczywistości obecnie rząd USA tak naprawdę nie „drukuje pieniędzy”, lecz nadal zaciąga pożyczki od prywatnego banku centralnego, który wykorzystuje kredyt rządowy jako rezerwy.
Greenbacki wciąż pozostają jedyną prawdziwą opcją drukowania pieniędzy, z której kiedykolwiek skorzystał rząd federalny. Ale znowu, jak kiedyś pytali Henry Ford i Thomas Edison w odniesieniu do projektu Muscle Shoals z lat 20. XX wieku: dlaczego rząd nie miałby tworzyć własnej waluty zamiast pożyczać od banków, które tworzyły własne pieniądze „z powietrza”? Jak to zrobić, odpowiedział kongresmen Dennis Kucinich w proponowanej w 2011 r. ustawie NEED Act. [v] To pytanie powinno zostać zadane ponownie dzisiaj — wraz z pytaniem: dlaczego tego nie robi się i kto/co temu zapobiega?
Rola amerykańskich banków i inwestorów w niemieckim ożywieniu gospodarczym
Nikt nie potrafi powiedzieć, kiedy Wielki Kryzys się skończył, ponieważ bezrobocie zarówno w USA, jak i w Wielkiej Brytanii utrzymywało się na poziomie powyżej dziesięciu procent do końca lat 30. XX wieku. Oczywiste jest, że programy New Deal Roosevelta pomogły w ożywieniu gospodarczym, że zasada kredytu jako dobra publicznego została potwierdzona, a Social Security zaczęło zapewniać „sieć bezpieczeństwa socjalnego” dla starszych mężczyzn i kobiet.
Jest również oczywiste, że reformując system bankowy, rząd Roosevelta uratował go. Chociaż depozyty bankowe nie mogły być już wymienialne na złoto, żółty metal był nadal używany do rozliczania międzynarodowych przelewów bankowych, a banki amerykańskie skorzystały na tym, że były uważane za bezpieczne przystanie przez zagranicznych inwestorów zaniepokojonych rosnącym zagrożeniem wznowienia wojny w Europie.
To, co nastąpiło później, zostało nazwane „lawiną złota”. Podobnie jak w przypadku I wojny światowej, tak i II wojna światowa była „pieniędzmi w banku” dla USA. Złoto, które przepłynęło przez Atlantyk do Europy, gdy Bank Anglii wywołał Wielki Kryzys, ponownie skierowało się na zachód.
Amerykańskie banki i inwestorzy nadal zarabiali ogromne pieniądze, finansując niemieckie zbrojenia. Oprócz pożyczek od Morgana i Chase'a — obu banków kontrolowanych przez Rockefellera — Niemcy czerpały zyski z wlewów gotówki i umów partnerskich z IBM, General Motors, Ford Motor Company, Du Pont i Standard Oil. Według raportu badawczego Ford Motor Company z 2001 r., na początku II wojny światowej 250 amerykańskich firm posiadało niemieckie aktywa warte ponad 450 milionów dolarów. Wśród tych firm były Standard Oil, Woolworth, IT&T, Singer, International Harvester, Eastman Kodak, Gillette, Coca-Cola, Kraft, Westinghouse, United Fruit, Ford i GM.
Nadal istnieją ludzie, którzy wychwalają nazistowski „cud gospodarczy” w wyprowadzeniu Niemiec z Wielkiego Kryzysu i zapewnieniu pełnego zatrudnienia. Ale jeśli spojrzysz na amerykańskie pożyczki i inwestycje przemysłowe, zyskasz jaśniejszy obraz tego, skąd wziął się ten „cud”.
Rola niemieckiego banku centralnego
Ale największy impuls dla niemieckiej gospodarki pochodził z pożyczania pieniędzy przez niemiecki bank centralny pod zastaw aktywów, które zostały przejęte z powodu Wielkiego Kryzysu, a następnie pożyczania ich na niskie stopy rządowi niemieckiemu, który z kolei finansował przedsięwzięcia gospodarcze, w szczególności infrastrukturę i uzbrojenie. Niemcy de facto odeszły od standardu złota i obniżyły podstawową stopę pożyczkową z 8 do 2,31 procent. Obniżanie stóp procentowych zawsze poprawia aktywność gospodarczą.
Niemcy również ustaliły ceny konsumpcyjne i pozostawiły płace na stosunkowo niskim poziomie. Pozwoliło to na przekierowanie pieniędzy do przemysłu zbrojeniowego. W latach 1933–1936 PKB Niemiec wzrastał o 9,5 procent rocznie. Połowa wydatków rządowych szła na wojsko, [vi] ale Niemcy wyszły z kryzysu.
W przeciwieństwie do Niemiec, gdy w 1939 r. wybuchła II wojna światowa, liczba bezrobotnych Amerykanów była nadal wysoka i wynosiła osiem milionów. Ogromna ilość niewykorzystanych mocy produkcyjnych była również dostępna. Udzielanie pożyczek bankowych za granicą było nadal ułatwione dzięki przywróceniu amerykańskich oszczędności bankowych. Ale tym, co ostatecznie wyciągnęło USA z kryzysu, było udzielanie pożyczek Wielkiej Brytanii i Francji w ramach programu Lend-Lease prezydenta Roosevelta, co umożliwiło wzrost pełnego zatrudnienia w tym kraju, jednocześnie pozwalając Wielkiej Brytanii i Francji walczyć w II wojnie światowej na kredyt.
[Ukryto dostawy US Lend-Lease do Związku Radzieckiego. Celem było umożliwienie Sowietom ukrycia przygotowań do wojny, aby byli gotowi, gdy Wielka Brytania zmanipuluje Niemcy, aby zaatakowały Związek Radziecki w 1941 r. Plan zakładał, że Niemcy i Sowieci wyniszczą się nawzajem, a Wielka Brytania będzie wówczas górą. Plan został zniweczony przez skalę zwycięstwa Sowietów na froncie wschodnim.
To był początek późniejszej zimnej wojny ze Związkiem Radzieckim, w wyniku której Rosja stała się celem działań angielsko-amerykańskich.]
Zbliża się katastrofa
Tymczasem Brytania grała w te same imperialne gry co zawsze. Podstawową grą, cokolwiek się stanie, jest poszukiwanie najsilniejszej potęgi kontynentalnej i jej obalenie. W 1914 roku były to Niemcy. W latach 20. i 30. XX wieku potęga ta przesunęła się na wschód, do Związku Radzieckiego. Aby powstrzymać komunizm, Brytania wraz ze Stanami Zjednoczonymi, zainwestowała w niemieckiego nowicjusza o nazwisku Adolf Hitler. Ale Hitler wkrótce miał stać się wrogiem, a Sowieci sojusznikami.
Jak już wcześniej powiedziałem, to była kolejna stara gra: „Ty i on będziemy walczyć”. Ty i on teraz jesteście Hitlerem i Stalinem.
Ale usłużni Amerykanie, którzy próbowali „izolacjonizmu”, odrzucając Traktat Wersalski i Ligę Narodów, byli coraz bardziej prawdziwą potęgą przemysłową stojącą za brytyjskim tronem. USA wkrótce miały stać się egzekutorem i w wielu aspektach głównym beneficjentem hegemonii anglo-amerykańskiej. Bądźcie czujni. „Dobra Wojna” ma się zacząć.
Richard C. Cook
Richard C. Cook jest emerytowanym amerykańskim analitykiem federalnym z bogatym doświadczeniem w różnych agencjach rządowych.
Przypisy
[i] Studenski i Krooss, s. 23 381
.
[ii] To odrzucenie standardu złota przez Roosevelta wydaje się być bezpośrednim powodem próby przekonania przez spiskowców z Wall Street słynnego generała dywizji piechoty morskiej Smedleya Butlera do przeprowadzenia zamachu stanu przeciwko Rooseveltowi w 1934 r.Butler, najbardziej odznaczony oficer wojskowy tamtych czasów, zgłosił spisek komisji kongresowej, która, działając zgodnie z radą Roosevelta, nie podjęła żadnych działań przeciwko spiskowcom. Wśród wymienionych spiskowców był bankier Prescott Bush, późniejszy senator USA i ojciec przyszłego prezydenta George'a H.W. Busha oraz dziadek prezydenta George'a W. Busha. Innym był Thomas Lamont, szef i przyszły prezes JP Morgan & Co., również powiązany z Rockefellerem. Podczas II wojny światowej Lamont był sekretarzem armii i odegrał kluczową rolę w utworzeniu CIA po wojnie.
To głównie banki Morgana stały za planowanym zamachem stanu Butlera. Natomiast Rockefellerowie postanowili poprzeć New Deal Roosevelta, stając się tym samym główną potęgą bankową USA. Rodzina Morganów ostatecznie sprzedała się Rockefellerom i zniknęła z kart historii.
[iii] Tamże, s. 384
[iv] Stone i Kuznick, s. 46
[v] Ustawa NEED Kucinicha omówiona jest w dodatku do tej książki
[vi] Preparata, , s. 222
Za: https://www.globalresearch.ca/roaring-twenties-depression-part-iii/5892568
Od Redakcji: Jest to trzeci (ostatni) fragment książki Richarda C. Cooka Nasz kraj, dawniej i dziś (Clarity Press). Część pierwszą -Szaleńcze lata 20. i kryzys (1) - opublikowaliśmy w SN 10/25, część drugą - Szaleńcze lata dwudzieste i Wielki Kryzys (2) w SN 11/25.
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 197
Prohibicja i przestępczość zorganizowana
Przestępczość zorganizowana od dziesięcioleci trzyma Stany Zjednoczone w szachu, zwłaszcza wraz z pojawieniem się w USA meksykańskich karteli narkotykowych, co umożliwiła polityka otwartych granic rządu USA. Eskapady lat dwudziestych XX wieku przyniosły w USA wystarczająco dużo nadwyżek gotówki, aby napędzać drastyczny wzrost przestępczości zorganizowanej, jak opisuje to Stephen Fox w książce Krew i władza: Przestępczość zorganizowana w Ameryce XX wieku. Jednak to prohibicja spożycia alkoholu umożliwiła przestępczości zorganizowanej rozprzestrzenienie się na całe Stany Zjednoczone.
Prohibicja trwała od 1920 do 1933 roku. W Stanach Zjednoczonych od 1791 roku obowiązywał podatek akcyzowy na alkohol, który stanowił ogromne źródło dochodów dla rządu federalnego. Od tego czasu istniał ukryty trend unikania płacenia podatków poprzez produkcję i sprzedaż przemycanego alkoholu. Jednak wraz z wprowadzeniem prohibicji zjawisko to stało się przytłaczające. Ta nieudana próba zdelegalizowania wszystkich napojów alkoholowych doprowadziła do powstania ogromnych fortun na działalności przestępczej i sprawiła, że większość społeczeństwa USA stała się przestępcami.
Prohibicja była jedną z największych porażek polityki publicznej w historii nowożytnej. Gangsterzy kontrolujący handel alkoholem połączyli go z uprawianiem wszelkich nałogów, w tym hazardu, prostytucji, wymuszeń, przekupstwa, handlu ludźmi, a później narkotyków. Alkoholizm rzeczywiście nieznacznie spadł, ale za cenę ogromnych wydatków. Spadła również liczba zachorowań na marskość wątroby, psychozę alkoholową i śmiertelność niemowląt. Jednak ostatecznym rezultatem tych wszystkich działań był głęboki upadek moralności prywatnej i publicznej w całej populacji Stanów Zjednoczonych, którego skutki utrzymują się do dziś.
Przestępczość zorganizowana pozostaje gigantycznym problemem w USA. Nielegalny handel narkotykami ma katastrofalne skutki dla zdrowia publicznego, z którymi rząd USA nigdy nie zdołał sobie skutecznie poradzić. Nic dziwnego, skoro zaangażowane są w to również agencje rządowe USA, takie jak CIA. Sama agencja przyznała się do udziału w handlu narkotykami w raportach swojego inspektora generalnego, które z czasem utrwaliły się w związku z handlem narkotykami w Azji Południowo-Wschodniej, Ameryce Łacińskiej i Afganistanie.
FBI pod wodzą J. Edgara Hoovera nie traktowało poważnie przestępczości zorganizowanej. W rzeczywistości FBI i CIA nawiązały sojusz z przestępczością zorganizowaną, realizując dla nich różne nieuczciwe projekty, w tym zabójstwa.
Choć szalone lata dwudzieste, barwnie opisane w Wielkim Gatsbym F. Scotta Fitzgeralda, zdawały się przedstawiać epokę, w której wszyscy dobrze się bawili (choć sam Gatsby został zastrzelony w basenie), zapotrzebowanie na luźny pieniądz było stale obecne, aby umożliwić Stanom Zjednoczonym dotrzymanie kroku gwałtownemu wzrostowi gospodarczemu i wszystkim nowym gałęziom przemysłu konsumpcyjnego, w szczególności motoryzacji, luksusowym nowym domom i budynkom bankowym przypominającym greckie i rzymskie świątynie.
Katalizator bankierów wywołuje Wielki Kryzys
Z perspektywy czasu, co zaskakujące, prawie nikt w Ameryce nie zdawał sobie sprawy z tego, co działo się w Wielkiej Brytanii i Europie, co mogłoby zwiastować katastrofę; bańka szalonych lat dwudziestych była tak wszechogarniająca. Ale eksplozje następują szybko - sygnały pojawiły się już w 1924 roku.
Główny ekonomista Chase Bank, Benjamin Anderson, wyraził wówczas obawy dotyczące niebezpiecznej bańki spekulacyjnej spowodowanej
„obecną nadwyżką na rynkach pieniężnych, z nadmiernie tanim pieniądzem i towarzyszącymi temu problemami i zagrożeniami dla struktury kredytowej kraju…
Zarówno napływające złoto, jak i inwestycje Banku Rezerwy Federalnej przekładają się niemal wyłącznie na wzrost sald banków członkowskich, co ma natychmiastowy, a nawet gwałtowny wpływ na rynek pieniężny. Sytuacja jest nienormalna i niebezpieczna”.[i]
W 1926 roku szwajcarski bankier Felix Somary ostrzegał również przed bańką spekulacyjną na amerykańskim rynku akcji, gdzie wycofanie się dużych inwestorów doprowadziłoby do krachu na rynkach.[ii] Znaczna część pieniędzy pożyczanych przez amerykańskie banki rządom zagranicznym była przeznaczana na zakup towarów wyprodukowanych w Ameryce, ale spłacano jedynie odsetki od tych pożyczek, a nie kapitał. W rezultacie dług, zawsze potencjalnie destabilizujący, pozostał w księgach rachunkowych.
Przychylne biznesowi republikańskie rządy Warrena Hardinga, Calvina Coolidge'a i Herberta Hoovera przyniosły dobrobyt, ale w „Czarny Czwartek”, 24 października 1929 roku, świat zaczął zmierzać w innym kierunku. W Czarny Czwartek amerykańska giełda załamała się po długim okresie inflacji i spekulacji, stymulowanych przez amerykańskie banki i Rezerwę Federalną. W ciągu miesiąca akcje wyceniane na 80 miliardów dolarów były warte 50 miliardów dolarów. Indeks Dow Jones Industrial spadł z 381 punktów we wrześniu 1929 roku do 50(!) punktów w maju 1932 roku.
Rezerwa Federalna nie zareagowała i wydawała się biernym graczem. Manipulacje monetarne, które zaczęły prowadzić do zbrojeń zarówno Związku Radzieckiego, jak i Niemiec, były kierowane przez Bank Anglii, a Rezerwa Federalna im towarzyszyła.[iii]
Oto, jak Wielki Kryzys wpłynął na Stany Zjednoczone: dochód narodowy spadł z 83,3 miliarda dolarów w 1929 roku do 68,9 miliarda dolarów w 1930 roku, a następnie do 40 miliardów dolarów w 1932 roku. Szacunkowa liczba bezrobotnych w 1930 roku wyniosła 3,5 miliona, a w 1933 roku – 15 milionów. Wskaźnik cen hurtowych spadł z 95,3 w 1929 roku do 86,4 w 1930 roku i 64,8 w 1932 roku.
Było oczywiste, że ludzie chcieli pracować i byli w stanie to robić. Zasoby naturalne niezbędne do produkcji były dostępne, o czym świadczyła prosperity lat dwudziestych XX wieku. Infrastruktura kolejowa, autostrady, pojazdy silnikowe, systemy wodociągowe i kanalizacyjne, sieci elektryczne, telefony i telegrafy, międzynarodowa żegluga morska, mieszkania dla rodzin i pracowników – wszystko to działało sprawnie.
Brakowało skutecznego, funkcjonalnego środka wymiany: pieniądza. Jednak Stany Zjednoczone, podobnie jak inne kraje zachodnie, już dawno oddały swoje systemy monetarne w ręce prywatnego sektora bankowego i systemu waluty złotej. Nawet jeśli ten sektor dostarczał pieniądz, zawsze wiązał się z nim pewien warunek. Tym warunkiem były „odsetki”. Wraz z każdym spadkiem podaży pieniądza, dodatkowe pieniądze potrzebne do pokrycia odsetek – co wymagałoby ekspansji, a nie spadku podaży pieniądza (a tym samym inflacji) – po prostu nie istniały. Bez nich gospodarka była w ruinie.
Nieprzypadkowo ludzie zarządzający bankowością są najbogatsi na świecie. Przypuszczalnie ich bogactwo to nagroda, jaką otrzymują za umożliwienie rozwoju współczesnej cywilizacji przemysłowej poprzez udzielanie kredytów, jednak spłata odsetek okazała się w tym systemie zgubna, a cywilizacja, którą umożliwili, właśnie się załamała. System promowany przez bankierów żałośnie zawiódł, nie wywiązując się ze swojej części umowy, co nieuchronnie się stało.
Nawet przemysłowcy byli podporządkowani finansistom, nie wspominając o ludziach wykonujących ciężką, fizyczną pracę. A do 1929 roku międzynarodowy system finansowy znajdował się w dużej mierze w rękach Banku Anglii. Kiedy banki amerykańskie podniosły stopy procentowe w odpowiedzi na wezwanie Banku Anglii do wykupu złota, które oferowało inwestorom większe zyski poprzez transfer środków na rynki brytyjskie, „sprytni inwestorzy” wycofali się z rynków amerykańskich. Niektórzy wykorzystali poufne informacje, aby wycofać się, zanim zrobi to tłum. Potem nastąpił „krach”.
Przyglądając się bliżej, dynamika monetarna odwróciła się od lat 20. XX wieku, kiedy to Stany Zjednoczone były głównym posiadaczem złota. Spowodowało to tak dużą niestabilność w Europie, że szefowie banków Anglii, Francji i Niemiec zażądali od USA podniesienia własnych stóp procentowych w celu obniżenia inflacji i powrotu złota do Europy.
Decyzja o tym zapadła podobno podczas jednego spotkania przy lunchu w Nowym Jorku. Eustace Mullins napisał:
„Tajne spotkanie prezesów Rady Gubernatorów Rezerwy Federalnej z szefami europejskich banków centralnych… odbyło się w celu omówienia najlepszego sposobu sprowadzenia złota przechowywanego w Stanach Zjednoczonych… z powrotem do Europy, aby narody tego kontynentu mogły powrócić do standardu złota… Wypływ złota ze Stanów Zjednoczonych spowodował deflację na giełdzie, koniec prosperity lat 20. XX wieku i Wielki Kryzys lat 1929–1931… [Amerykańscy] bankierzy wiedzieli, co się stanie, gdy złoto warte 500 milionów dolarów zostanie wysłane do Europy. Oni [tj. bankierzy] chcieli Wielkiego Kryzysu, ponieważ oddał on gospodarkę i finanse Stanów Zjednoczonych całkowicie w ich ręce.[iv]
Niemcy również mocno odczuły skutki Wielkiego Kryzysu.
Bezrobocie zaczęło dziesiątkować niemiecką gospodarkę. Według danych z 1930 roku liczba bezrobotnych przekraczała trzy miliony. Rozpacz doprowadziła wielu z nich do samobójstwa.[v]
Znacznie więcej Niemców zaczęło popierać nazistów, którzy z trudem zdobywali zwolenników. 30 stycznia 1933 roku prezydent Niemiec, generał Paul von Hindenburg, mianował Adolfa Hitlera kanclerzem. Był to kolejny skutek Wielkiego Kryzysu.
Richard C. Cook
Richard C. Cook jest emerytowanym analitykiem federalnym USA.
Przypisy:
[i] Nomi Prins, Wszyscy bankierzy prezydenta , s. 86.
[ii] Guido Giacomo Preparata, Conjuring Hitler: How Britain and America Made the Third Reich, Pluto Press: Londyn, Ann Arbor 2005, s. 175. Ukazało się drugie wydanie tej książki zatytułowane Conjuring Hitler: How Britain and America Made the Third Reich and Destroyed Europe. Uważam, że jest to najlepsza książka, jaka kiedykolwiek powstała, o prawdziwej historii wydarzeń między I a II wojną światową. Klasyka.
[iii] Tamże, s. 180.
[iv] Eustace Mullins, The Federal Reserve Conspiracy, Martino Publishing, Mansfield Centre CN, 1954, s. 89. Zobacz także Mullins' The Secrets of the Federal Reserve.
[v] Tamże , s. 192.
Od Redakcji: Jest to drugi fragment książki Richarda C. Cooka Nasz kraj, dawniej i dziś (Clarity Press). Część pierwszą -Szaleńcze lata 20. i kryzys (1) - opublikowaliśmy w SN 10/25 - a część trzecią, ostatnią, zamieścimy w SN 12/25.
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 2441
W polskiej historii nie było tradycji królobójstwa. Jedynie za czasów Piastów śmierć z rąk zamachowców poniósł w 1227 zwierzchni książę polski Leszek Biały, a następnie w 1296, w rok po koronacji, Przemysł II Wielkopolski. W obu wypadkach zgładzili ich rodacy…
Toteż próba zamachu na króla Zygmunta III Wazę 15 listopada 1620 roku, pomimo pewnej komiczności przebiegu była w polskiej historii prawdziwym ewenementem.
Zamach
Niewątpliwie celem zbrodniczego ataku był król Zygmunt III Waza. Zamachowiec Michał Piekarski wykorzystał moment, kiedy król udawał się na niedzielną mszę do Kolegiaty (późniejszej katedry) św. Jana. Wówczas wyskoczył z ukrycia zza drzwi kościelnych i zaatakował go czekanem, raniąc nieszkodliwie w głowę. Król upadł, ale zasłonił go własnym ciałem marszałek nadworny Łukasz Opaliński, a z ziemi podniósł podwładny biskupa krakowskiego Marcina Szyszkowskiego Jan Kaliński. W nagrodę zresztą otrzymał później dobra skazanego zamachowca.
W sukurs zaatakowanemu przyszedł, jako pierwszy, syn monarchy i następca tronu królewicz Władysław (późniejszy Władysław IV), który rzucił się na napastnika z obnażoną szablą raniąc go w głowę. Rzecz jasna, Piekarski został natychmiast ujęty i osadzony w zamkowej wieży pełniącej rolę więzienia, a ze względu na powagę sprawy w krótkim czasie zebrał się sąd sejmowy, który jako jedyna instancja sądownicza był władny osądzić zbrodnię przeciwko majestatowi (crimen laesae maiestatis).
W czasie śledztwa Piekarskiego poddano torturom, chociaż jego wina nie ulegała wątpliwości. Usiłowano wydobyć z niego nazwiska wspólników, ale była to tylko czcza formalność. Piekarski uchodził za szaleńca i od samego początku było wiadomo, że działał sam.
Zamachowiec
O Michale Piekarskim niewiele istnieje wzmianek w źródłach. Wiadomo jedynie, iż urodził się we wsi Bieńkowice w Ziemi Sandomierskiej prawdopodobnie w 1597 roku. Z ówczesnych zapisków wynika jednak jasno, że w młodości doznał urazu głowy i jeszcze przed zamachem był pozbawiony prawa dysponowania własnym majątkiem, a więc w myśl dzisiejszej terminologii prawnej był ubezwłasnowolniony. Kto sprawował nad nim kuratelę dokładnie nie wiadomo, choć w świetle ówczesnego prawa musiał to być ktoś z rodziny.
Jeszcze mniej wiadomo o motywacji jego czynu. Z jednej strony można przypuszczać, że na fali niechęci części szlachty do Zygmunta III uległ ulicznej, bądź też sejmikowej agitacji, z drugiej zaś, że potępiał żarliwy katolicyzm monarchy i jego zaangażowanie w wojnie trzydziestoletniej po stronie Habsburgów. Król bowiem już w 1605 popadł w konflikt z kanclerzem Janem Zamoyskim, który publicznie oskarżył go o próbę łamania praw szlacheckich i wprowadzenia rządów absolutnych.
Istotnie, Zygmunt III usiłował nakłonić posłów do uchwalenia ograniczenia prawa jednomyślności sejmowej podczas głosowania nad najważniejszymi decyzjami, a także dążył do zwiększenia liczebności wojska i naprawy skarbu państwa, co wiązało się z wprowadzeniem ostrego reżimu podatkowego. To zresztą spowodowało ogłoszenie ponadwyznaniowego rokoszu przez katolika Mikołaja Zebrzydowskiego i wyznawcę kalwinizmu Janusza Radziwiłła właśnie nieopodal Sandomierza, tak więc Piekarski mógł być świadom rozgrywających się wydarzeń, pomimo bardzo młodego wieku.
Przyjmując ponadto, że reprezentował średnią szlachtę można założyć, że czuł z tego tytułu niechęć do monarchy. Należy jednak pamiętać, że po klęsce rokoszan pod Guzowem w 1607 i dwuletnich rokowaniach król Zygmunt III zadowolił się przeprosinami i udzielił buntownikom amnestii.
Istnieje jednak jeszcze inna teoria, być może najbardziej prawdopodobna. Głosi ona, że przyszły zamachowiec nie mógł się pogodzić z pozbawieniem praw majątkowych rzekomo ze względu na swoją chorobę psychiczną. I to stało się asumptem do zamachu.
Proces
Sprawą Piekarskiego zajął się, jak już było powiedziane, sąd sejmowy. Była to najwyższa instancja sądownicza w ówczesnej Rzeczypospolitej, która obradowała jednak tylko w czasie sesji sejmu. Zazwyczaj przewodniczył jego obradom król, ale w przypadku przestępstw przeciwko majestatowi nie mógł tego uczynić zgodnie z zasadą, że nikt nie może być sędzią we własnej sprawie. Tak więc przewodnictwo przejął marszałek wielki koronny. Asesorami tegoż sądu byli natomiast wszyscy senatorowie oraz 8 deputatów z Izby Poselskiej, zgodnie z kodyfikacją prawną z 1588 roku.
Warto również dodać, że sąd sejmowy rozstrzygał nie tylko zbrodnie przeciwko majestatowi, ale także sprawy zdrady stanu, nadużyć skarbowych najwyższych urzędników w państwie, przestępstw przeciwko wolności obrad sejmów, sejmików i Trybunału Koronnego oraz zbrodnie szlachty zagrożone karami: śmierci, banicji, bądź też konfiskatą dóbr. Niekiedy rozpatrywał również skargi cywilne, ale tylko wówczas, gdy był nimi żywotnie zainteresowany skarb państwa.
Proces Piekarskiego trwał niespełna dwa tygodnie, po czym zapadł jedyny możliwy wyrok - kara śmierci połączona z torturami. Na zakończeniu przewodu przewodniczący marszałek Michał Wolski wezwał skazanego, aby pojednał się z Bogiem w obliczu śmierci i wszyscy członkowie sądu odmówili De profundis.
Egzekucja
Egzekucje zawsze wykonywane były publicznie, zresztą ku uciesze gawiedzi. Na temat stracenia Piekarskiego zachowała się nader interesująca relacja jej świadka, litewskiego szlachcica Samuela Maskiewicza. Zgodnie z nią, Piekarski był wieziony z Zamku na wozie zaprzężonym w cztery konie, a obok niego jechał kat, wybitny „fachowiec”, bowiem sprowadzony aż z Drohiczyna. Najpierw kawalkada wjechała na Krakowskie Przedmieście, potem przez Rynek Starego Miasta na Nowe Miasto i wreszcie zatrzymała się na Rynku Nowego Miasta, gdzie już stało przygotowane teatrum (rodzaj podestu) dla skazańca.
Już podczas swej ostatniej drogi Piekarski był dość brutalnie traktowany rozżarzonymi szczypcami przez swego oprawcę, ten jednak zadbał, aby dowieźć skazańca na miejsce straceń przytomnego, tak by widowisko odbyło się jak należy. Następnie kat z pomocnikami posadzili półżywą ofiarę na „dymnice z ogniem siarki weń nasypawszy”, a następnie wyprzęgli konie i przywiązali do każdego z nich jedną z kończyn Piekarskiego.
Kolejną było pozbawienie skazańca prawej dłoni, która ważyła się podnieść czekan na pomazańca bożego.
Rozerwanie ciała skazanego przez konie było dość popularnym sposobem pozbawiania życia w owym czasie. Konie jednak okazały się leniwe, więc kat kolejno nacinał siekierą członki skazańca, ale i tak udało mu się tylko doprowadzić do utraty przez niego tylko prawej nogi. Toteż udręczoną ofiarę kazał położyć na stos i spalić. Prochy nieszczęśnika zostały wrzucone do Wisły, aby wszelka pamięć po nim zanikła.
A że działo się to wszystko przy akompaniamencie straszliwych jęków i dziwnych krzyków stąd utarło się znane po dziś dzień powiedzenie „plecie jak Piekarski na mękach”, choć według niektórych przekazów skazaniec wygadywał niestworzone rzeczy już w czasie krótkiego śledztwa z udziałem kata.
Wspomina o tym jeden z sędziów Albrycht Radziwiłł, który odwiedził ponoć Piekarskiego w wieży i usłyszał od niego biblijny cytat „szukajcie królestwa pierwszego, a wszystkie do was należeć będą”. Niestety, nie pozostał żaden ślad po zeznaniach niedoszłego królobójcy, gdyż akta spłonęły w pożarze Archiwum Głównego Akt Dawnych w 1944 roku. Istnieje jednak przekaz, że Michał Piekarski stanowczo odmówił spowiedzi i nawet podczas mąk żałował, że jego plan się nie powiódł.
Kontrowersje wśród braci szlacheckiej wzbudzał fakt torturowania bądź co bądź szlachcica, gdyż takiej tradycji w I Rzeczypospolitej nie było. Prawdopodobnie Wolskiemu ów okrutny rodzaj kary podpowiedział poseł Jakub Sobieski, który w Paryżu w 1610 roku
był świadkiem podobnej egzekucji zabójcy króla Francji Henryka IV - Françoisa Ravaillaca.
Po krwawym widowisku pojawiły się nawet plotki, chętnie „kolportowane” przez przekupki, że w noc po egzekucji w miejscu stosu pojawiły się ogniki niczym płomienie świec, ale jak stwierdza Maskiewicz - „nie twierdzę, bom nie widział, ale słyszał od różnych”.
Według innej wersji, ceremonia stracenia Piekarskiego odbyła się na Rynku Starego Miasta, a w kolejnej, że w tak zwanym Piekiełku, u zbiegu ulic Podwale i nomen omen - Piekarskiej.
Opis Maskiewicza wydaje się jednak najbardziej prawdopodobny, gdyż ów urodzony gawędziarz pozostawił po sobie Diariusz, będący wspaniałym świadectwem ówczesnej epoki.
Co ciekawe, Zygmunt III chciał … ułaskawić niedoszłego zabójcę, ale sąd absolutnie odrzucił taki pomysł. Zapewne król doskonale zdawał sobie sprawę z takiego obrotu rzeczy, jednak znacznie poprawił swój wizerunek jako miłościwy monarcha.
Konsekwencje
Zamach na monarchę odbił się szerokim echem nie tylko w stolicy. Poszła hiobowa wieść, że miał związek z planowaną inwazją turecką, a Tatarzy zajęli już Pragę. A wywołał ją okrzyk jednego z włoskich chórzystów: „zdrajca”, który uruchomił lawinę strachu, gdyż świeża była jeszcze pamięć klęski pod Cecorą. Aby uspokoić mieszkańców, Zygmunt III nakazał we wszystkich warszawskich kościołach odśpiewać Te Deum Laudamus za rzekome cudowne ocalenie. Panika została szybko opanowana, ale pewne środki ostrożności zostały podjęte.
Przejście z Zamku Królewskiego do prezbiterium kolegiaty zostało połączone krytym przejściem, tak aby nikt przypadkowy nie miał bezpośredniego dostępu do monarchy.
Zamach Michała Piekarskiego nie przeraził jednak za bardzo króla. Wprawdzie w 1621 po raz pierwszy w historii Warszawy wprowadzono regularną straż miejską (przedtem funkcjonowali jedynie strażnicy nocni), jednak jej utworzenie było związane z niebezpieczeństwem najazdu tureckiego, a nie obawą przed kolejną próbą zamachu. Zresztą nie była to formacja liczna, bowiem jej stan osobowy, w zależności od zasobności kasy miejskiej, wahał się od 20 do 60 ludzi podporządkowanych komendantowi (zwanego niekiedy wachmistrzem), lub paru dziesiętnikom. W warszawskim żargonie nazywano owych strażników piechotą miejską, pachołkami lub milicją.
Zamek Królewski w Warszawie także po zamachu pozostał budynkiem publicznym. Przed bramami prowadzącymi do niego postawiono jednak straże złożone z żołnierzy regimentu gwardii koronnej, których zadaniem było jedynie niedopuszczanie do wnętrz zamkowych pospólstwa. Dygnitarze, urzędnicy i szlachta zawsze mieli dostęp do zamkowych komnat, choć także wewnątrz przed królewskimi apartamentami stali halabardnicy w zachodnich strojach (zwanych niemieckimi), ale ich rola była wyłącznie reprezentacyjna. Podobną funkcję pełnili uzbrojeni także w halabardy „Węgrzy marszałkowscy”, którzy trzymali straż w Sieni Przed Izbą Poselską. Najchętniej zresztą grali w kości, co zostało potwierdzone znaleziskami jednej z kostek podczas odgruzowywania Zamku w 1972.
Po Michale Piekarskim w zamkowym skarbcu pozostała osobliwa pamiątka. Otóż znajduje się w nim ozdobna puszka z fragmentem jego skóry z głowy, który królewicz Władysław odciął szablą w obronie ojca. Król Zygmunt III po szczęśliwym ocaleniu przekazał ją warszawskiemu magistratowi. Obecnie ów „skalp” znajduje się w zamkowym skarbcu.
Leszek Stundis
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 5307
Pierwsze prawdziwe pieniądze były metalowe. Ich wytwarzaniem zajmowały się warsztaty zlokalizowane przy pałacach władców, świątyniach, bądź w samodzielnych ośrodkach miejskich. Dzisiaj produkcją monet zajmują się wielkie wyspecjalizowane zakłady zwane mennicami.
Dzisiejsze mennice oprócz monet wybijają także stemple, ordery, okolicznościowych medale i zajmują się przetwórstwem metali szlachetnych.
Starożytne początki
Pierwsze monety pojawiły się w VII wieku p.n.e. w świątyni Artemidy w Efezie. Były to elektronowe, a więc z naturalnego stopu złota i srebra oraz srebrne krążki ze znakami gwarancyjnymi władcy Lidii Krezusa, który stał się synonimem bogacza aż po nasze czasy, albo miast greckich. Bardzo szybko podobne pieniądze rozprzestrzeniły się w całym świecie antycznym.
Początkowo monety były odlewane w prostokątnych formach w formie pudełek z wyżłobionymi krążkami zaopatrzonymi we wklęsłe reliefy odpowiadające wizerunkom, jakie miały się znaleźć na awersie czy rewersie. Formy były wykonywane najczęściej z gliny i były zaopatrzone w dwa otwory - przez jeden wlewano roztopiony metal, przez drugi wyciekał znajdujący się w środku wosk. Była to metoda odlewu na wosk tracony. Po ostudzeniu formy rozbijano ją i wyjmowano „surogat pieniądza” w postaci „plastra” połączonych ze sobą monet. Następnie każdą monetę odcinano i wygładzano jej obrzeża pilnikiem, tak aby uzyskać jak najdokładniejszy krążek. Po dziś dzień na niektórych z nich widnieją ślady ich złączeń z innymi, co być może jest wynikiem niezbyt starannego ich opracowania. Były to dość prymitywne monety, a rzadkość znalezisk może wskazywać na ich przetapianie i wybijanie kolejnych partii pieniądza.
Trudno dzisiaj odpowiedzieć jak wyglądały pierwsze profesjonalne warsztaty specjalizujące się w produkcji owych „uwiarygodnionych krążków”. Wiadomo jedynie, że najpierw metalurdzy odlewali same krążki, a następnie kładli je na kowadłach i młotkami zaopatrzonymi we wzór stempla (sztancami) wybijali go na krążku. Pierwsze monety były bite jednostronnie i miały wklęsły relief. Stempel więc był wypukły i szybko ulegał zniszczeniu. Niekiedy trzeba było go wymieniać już po wybiciu kilku monet.
Grecy bardzo szybko udoskonalili swą technikę menniczą. Nauczyli się odlewać krążki w większych prostokątnych formach mieszczących nawet kilkanaście płaskich sztuk, wybijanych następnie sztancami. Później zaczęli hartować sztance i wykonywać w nich wklęsłe reliefy, tak że wybijane monety stawały wypukłe. Sztanca ulegała wówczas wolniejszemu zużyciu. Dość wcześnie, zapewne w I połowie VI wieku p.n.e. wprowadzono podwójne stemple. Na kowadle znajdował się wklęsły awers, a na sztancy również wklęsły rewers.
Prawdopodobnie mennice greckie nie należały do zbyt wielkich, bowiem już we wczesnym okresie funkcjonowania monety istniało ich przeszło tysiąc, licząc z mennicami w koloniach. Sytuacja uległa zmianie, kiedy w 449 roku p.n.e. Ateny zakazały wszystkim miastom zrzeszonym w Ateńskim Związku Morskim wybijania własnej monety. Warsztaty ateńskie stały się znacznie większe, chociaż władze miasta często korzystały z mennic lokalnych, nad którymi ustanawiały nadzór. Tak więc obok Aten do największych mennic greckich epoki klasycznej należały: Egina, Korynt, Stymfalos, Olimpia, Opus i Syrakuzy. Później Aleksander Wielki wprowadził jedną monetę dla całego imperium, ale po jego rozpadzie lokalne ośrodki mennicze wznowiły swą działalność na polecenie miejscowych władców.
Rzym potęgą monetarną
Pod względem technologii wyrobu monet Rzym nie wprowadził żadnych innowacji.
Pierwsze rzymskie monety brązowe zwane as grave były odlewane z dużych kawałków metalu o wadze ok. 340 gramów, co odpowiadało mierze wagowej funtowi rzymskiemu zwanemu libra. Były ciężkie, toporne, a umieszczone na nich wyobrażenia mało czytelne. Ale właśnie libra stała się podstawą późniejszych europejskich miar wagowych monet znanych w Anglii jako funt, w krajach niemieckich marka, a w Europie Wschodniej grzywna. Oczywiście, istniały ogromne różnice w masie kruszcu tych monet - marka mogła ważyć ok. 250 gramów, a grzywna 120 g. Po dziś dzień na brytyjskich pieniądzach znajduje się skrót lb, będący reminiscencją antycznego dziedzictwa.
Może jedynie większą wagę Rzymianie przykładali do dokładnego odmierzania ilości kruszcu, więc monety były bardziej jednolite. W czasach Republiki prawo do bicia monety miał Senat. Senatorowie wyznaczali trzech triumwirów monetarnych, którzy nadzorowali pracę mennicy. Pod koniec okresu Republiki prawo bicia monety otrzymali również urzędnicy posiadający pełnię władzy (imperium) na danym terytorium, jak np. wodzowie legionów, czy namiestnicy prowincji. Trzeba też pamiętać, że w całej historii Rzymu monety bili wszyscy uzurpatorzy aspirujący do roli imperatora.
Najważniejsza mennica rzymska znajdowała się na Kapitolu, w pobliżu świątyni Junony Monety (stąd zresztą wzięła się nazwa metalowego pieniądza). Inne mieściły się w południowej Italii, Hiszpanii, Galii, a także na Wschodzie i w Afryce. W okresie Republiki zarówno srebrne denary, jak brązowe sestercje, czy asy bito we wszystkich większych mennicach imperium. Sytuacja uległa zmianie w czasach Cesarstwa. Oktawian August już w 15 roku p.n.e. zlikwidował decentralizację menniczą i utworzył jedną mennicę w Lugdunum w Galii, której zarząd powierzył zaufanym prokuratorom. Triumwirowie monetarni stali się jedynie urzędnikami tytularnymi.
Kaligula z powrotem przeniósł centralną mennicę do Rzymu, tyle że ulokował ją na Mons Coelius. Mennica jednak była zbyt przeciążona. Z jednej strony musiała zaopatrywać Rzym, z drugiej bić monety na potrzeby miast wschodnich i greckich, przyzwyczajonych do starych jednostek. Tak więc w niektórych miastach na wschodzie - Antiochii, Aleksandrii, Cezarei kapadockiej, Efezie, Pergamonie i kilku innych- wznowiono produkcję pieniędzy na potrzeby lokalnych rynków. Pomimo cesarskiego monopolu, na monetach nadal umieszczano tradycyjny symbol „sc” oznaczający „senatus consulto”, czyli aprobatę Senatu dla emisji.
Edykt Dioklecjana z 294 roku uprawomocnił działalność mennic prowincjonalnych. Wszystkie jednak uzyskały status państwowy i były pilnie nadzorowane przez cesarskich urzędników. Ponadto Dioklecjan ujednolicił pieniądz rzymski poprzez wprowadzenie złotych solidów i jednoznaczne określenie ich podziału na srebrne denary i brązowe sestercje oraz dupondiusy.
Kryzys średniowieczny
W średniowieczu mennictwo było domeną władców oraz niektórych dostojników świeckich i duchownych. System rzymski przyjął się jedynie w jednostkach wagowych i nazwie pierwszej monety – denar - wprowadzonej przez Karola Wielkiego ok. roku 790. Natomiast pieniądz ten był znacznie słabszy, często bity z lichego kruszcu (głównie z domieszką ołowiu) i najczęściej miał mniejszą wagę. Wizerunki władców, krzyży, czy rozmaitych herbów rzadko kiedy wykonane były starannie, tak że można śmiało powiedzieć, iż we wczesnym średniowieczu sztuka mincerska upadła.
Sytuacja uległa poprawie w XII i XIII wieku, kiedy pojawiły się pierwsze „ciężkie” grosze z dobrego srebra oraz złote dukaty i floreny, niekiedy traktowane synonimicznie ze względu na zbliżoną wagę ok. 3,4 grama. Niewątpliwie stało się tak pod wpływem wypraw krzyżowych i odkrycia nowych złóż kruszców. Mennice stały się manufakturami, nad którymi pieczę sprawował mincmistrz. Podlegali mu mincerzy, którzy puncami odbijali stemple na metalowych krążkach. Monety były zazwyczaj dwustronne, choć w wielu krajach (m.in. w Polsce) pomiędzy XII, a XVI wiekiem kryzys ekonomiczny na tyle się pogłębił, że władcy chcąc zgromadzić zapasy metali wybijali jednostronne brakteaty. Ich waga niejednokrotnie ledwie przekraczała 0,1 g. W dodatku, co jakiś czas dokonywali denominacji i zmuszali poddanych do wymiany posiadanych pieniędzy.
Ku nowoczesności
W późnym średniowieczu pojawiły się „kafarki” ze sztancami napędzane nożnie, co znacznie ułatwiało bicie monet. Mincerz mógł więc obie ręce zaangażować we właściwe ustawienie metalowego krążka pod puncą. Ok. 1570 roku powstały pierwsze prawdziwe maszyny mennicze pomysłu Hansa Suppla z mennicy w Królewcu. Zamiast sztanc zastosowano w nich układ 2 walców. Na jednym były wytłoczone stemple rewersów, a na drugim awersów wybijanych monet. Stemple „spotykały się” po każdym obrocie obu walców dokładnie na srebrnej blasze. W tym momencie ręcznie poruszany kafar dociskał oba walce i wybijał monety. Obsługa urządzenia wymagała pracy dwóch ludzi, zaś sama maszyna była dość droga i niewiele mennic w pierwszym okresie zdecydowało się na jej zakup. Sam Suppel nie miał dość pieniędzy na uruchomienie produkcji i musiał wejść do spółki z braćmi Janem i Kasprem Goeblami. Dzięki temu kilka maszyn udało mu się w końcu sprzedać (m.in. elektorowi saskiemu).
W okresie renesansu sztuka mincerska osiągnęła prawdziwy kunszt. Mincerze zaczęli umieszczać swe inicjały, a także znaki mennic. Po odkryciu Ameryki i napływie znacznych ilości złota i srebra do Europy zaczęto bić duże nominały przeznaczone na lokatę kapitału. W Europie środkowej i północnej sławę zyskały portugały - złote monety o nominale 5 i 10 dukatów i odpowiedniej do tego wadze. Największą monetą wszechczasów okazał się polski dukat stokrotny Zygmunta III Wazy o wadze 348 g. Jest prawdziwym arcydziełem sztuki mincerskiej. Twórca monety Samuel Ammon umieścił na niej znak mennicy bydgoskiej, inicjały jej zarządcy Jakuba Jacobsona van Emdena oraz dodał w kilku miejscach daty, które można dostrzec dopiero po użyciu 6-krotnie powiększającej lupy.
W XVIII wieku pojawiły się pierwsze mennicze prasy śrubowe. Były one przeznaczone nie do bicia, ale do tłoczenia monet o dużych nominałach i medali za pomocą dużej siły nacisku. Maszyna wymagała 5 ludzi do obsługi - dwóch na zmianę do dokręcania śruby o średnicy kilkunastu cm za pomocą wielkich uchwytów i jednego do odbioru gotowej monety oraz wkładania nowych krążków pod tłok. Maszyny starszego typu, jako prostsze w obsłudze, pozostały w użyciu do bicia drobnej monety.
Pieniądz papierowy nie wyparł monet z obiegu. Wprost przeciwnie. Konieczność zwiększenia emisji przyczyniła się w II połowie XIX wieku do wynalezienia pierwszych automatycznych maszyn menniczych.
Obecnie proces produkcji monet jest bardzo skomplikowany. Najpierw model przyszłej monety zostaje wyrzeźbiony w plastelinie, w powiększeniu, następnie odlany w gipsie i po wygładzeniu przekazany komisji do zatwierdzenia. Po akceptacji komisji i ministra finansów odlewa się go z metalu, cyzeluje i następnie w maszynie redukcyjnej zmniejsza do wielkości pośredniej pomiędzy modelem, a przyszłym oryginałem. Następnie odlew zostaje poddany hartowaniu. Wówczas powstaje tzw. patryca, z której są tłoczone kolejne matryce I i II rzędu, a w końcu właściwy stempel menniczy. W tym czasie krążki monetarne podlegają chemicznemu oczyszczeniu i kalibracji do właściwej średnicy. Dopiero wtedy można przystąpić do bicia monet, które wykonują automaty z szybkością kilkudziesięciu sztuk na minutę.
Na koniec warto dodać, że w historii znane są substytuty monet, które nie były bite w mennicach. W XVII-wiecznej Polsce znane były pieniądze … z barwionego szkła, które produkowała szlachta dla swoich poddanych. „Chłopski pieniądz” był przeznaczony do wymiany w miejscowej karczmie, której właścicielem był dziedzic.
W dwudziestoleciu międzywojennym funkcjonowały metalowe monety pułkowe, które były formą pomocy materialnej dla „spłukanych” zbyt szybko oficerów i podoficerów.
Taka moneta mogła funkcjonować jedynie przy zakupie żywności i papierosów w kantynie, natomiast nie mogła być użyta do zakupu alkoholu czy zaspokojenia namiętności hazardowych. Oczywiście, po wypłacie pożyczka winna być zwrócona do pułkowej kasy.
Okolicznościowe monety były bite nie tylko ze złota i srebra, ale również z platyny, w czym przodowała carska Rosja, mając zasoby tego kruszcu na Uralu. Także Związek Radziecki wybijał podobne numizmaty, a tuż po rewolucji bił jako pieniądz obiegowy ciężkie, srebrne ruble, które ciężarem odpowiadały… carskim poprzednikom.
Amerykanie z kolei wypuścili milenijną srebrną dolarówkę z wizerunkiem kobiety odzianej w szaty pomalowane na barwy sztandaru USA. Można jeszcze wspomnieć o monetach w formie rombu, tak zwanych klipach, ale tu zaczęlibyśmy rozważania co jeszcze można nazywać monetą, a co sztabką metalu jako środkiem płatniczym.
Zachodzi jednak obawa, czy tradycyjne monety nie odejdą do lamusa w dobie dominacji kart płatniczych i ekspansji pieniądza wirtualnego.
Leszek Stundis

