Naukowa agora (el)
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 252
Od kiedy zacząłem śledzić sprawy prowadzenia badań morskich (od początku studiów na UG w 1974r) byłem świadkiem gorących sporów o to czym jest statek badawczy (naukowy). W międzynarodowym kodzie określa się taki statek szlachetnym skrótem r/v czyli Research Vessel.
Statki naukowe od lat są traktowane specjalnie - większość z nich prowadzi badania na wodach poza strefami ekonomicznymi państw, i symbol "r/v" oznacza przynależność do bardzo zintegrowanej międzynarodowej wspólnoty, jest znakiem wkładu danego państwa do cywilizacyjnego wysiłku zrozumienia Planety, ważnym środkiem dyplomacji naukowej.
Bogate państwa z morską tradycją jak Norwegia, USA, Niemcy, Francja, UK czy ostatnio Chiny (a dawniej Rosja) mają całe floty (ponad 5) naukowych statków oceanicznych. Mniejsi mają zwykle 1-2 statki, ale wszystkie morskie państwa Europy mają co najmniej jedną taką jednostkę.
W Polsce od 40 lat jedynym statkiem badawczym wychodzącym poza Bałtyk (naszą strefę ekonomiczną) jest s/y Oceania, która ma symbol jachtu "s/y czyli Sailing Yacht" .
Statki są drogie - wielkie oceaniczne statki jak norweski Kronprinz Haakon czy Niemiecki Polarstern, to koszt budowy rzędu 1,5 mld złotych i dzienne koszty eksploatacji rzędu 250 tysięcy złotych. Dla porównania nasza mała OCEANIA kosztuje za dobę około 35 tysięcy złotych. Mniejsze oceaniczne statki badawcze, bez możliwości lodołamaczy jak francuski L'Astrolable to koszt budowy około 400 milionów, i odpowiednio niższe koszty dobowego utrzymania w ciągu roku.
Statki badawcze są tak drogie, ponieważ nigdy nie są opłacalne - badania oznaczają robienie nauki, a nie wykonywanie pomiarów dla celów komercyjnych (czym zajmują się specjalistyczne statki serwisowe, hydrograficzne etc).
Nauka na statku oznacza posiadanie specjalistycznej ekipy badawczej (wszelkich specjalności od geologii, przez chemię, biologię, fizykę etc.) wspomaganej przez ekipę techniczno-inżynieryjną (operatorzy robotów, urządzeń specjalnych) no i oczywiście marynarzy.
Statek badawczy wykonuje naukowy plan zwykle opracowywany na okres 3-5 lat ze szczegółowo rozpisanymi celami, które określa morska i naukowa polityka danego państwa.
Zawsze w składzie ekip statku badawczego są ludzie z różnych instytucji (w Polsce to głownie zespoły z instytutów PAN, Morskiego Instytutu Rybackiego, Państwowego instytutu Geologicznego, Uniwersytetu Gdańskiego i wielu badaczy z innych ośrodków uniwersyteckich w całym kraju – razem około 300 osób) i z różnych krajów, bo nauka o morzu opiera się o współpracę międzynarodową. W ten sposób polscy badacze morza są od lat zapraszani na statki niemieckie, norweskie, amerykańskie i inne (z reguły zaproszony badacz przebywa na statku na koszt zapraszającego, macierzysta firma pokrywa tylko koszty dojazdu do portu).
Nie należy mylić statków naukowych ze statkami szkolnymi - to jednostki, które szkolą adeptów szkół morskich (cywilnych lub wojskowych), zwykle małe (takie jak polskie statki szkolne Nawigator XXI i Horyzont), jedyne większe statki tego rodzaju należą do Marynarki Wojennej (ale nie w Polsce).
Są też żaglowce szkolne - w służbie szkół morskich lub pozarządowych organizacji szkoleniowych, te najsłynniejsze mają ponad 100 lat i są ozdobą morskich festiwali. Ale szkolny nie znaczy naukowy.
Koszty oceanicznych statków są tak duże, że jeden resort (z wyjątkiem Ministerstwa Obrony) nie jest w stanie udźwignąć ani uzasadnić ich potrzeby. W Polsce dla resortu nauki, koszty budowy i utrzymania statku oceanicznego są abstrakcyjnie wysokie.
Podobnie na zimno trzeba ocenić inne powody utrzymywania tak kosztownej infrastruktury:
– transport ładunków na stacje polarne? Da się to zrobić taniej statkami wynajmowanymi tylko do tego celu z rynku międzynarodowego
- szkolenie studentów – przyszłych marynarzy i oficerów? – na całym świecie robi się to na małych jednostkach szkolnych lub na komercyjnych statkach transportowych. Szkoły dla kierowców nie sadzają uczniów w luksusowych mercedesach.
- badania naukowe? – skala uzasadnionych kosztów zależy od ambicji państwa. Do pilnowania naszej strefy ekonomicznej (zasoby ryb i monitoring) wystarczy mały statek.
- ambicje udziału w międzynarodowej eksploracji oceanu i jego zasobów – tu już nie da się działać tanio, a co najważniejsze - nie da się prowadzić badań „przy okazji”, na innym dostosowanym chwilowo statku. Zwykle taką operację nazywa się „ship of opportunity” i dotyczy ona przewozu ładunków czy ludzi, wykonania okazjonalnego pomiarów. Tego modelu nie da się zastosować do prowadzenia badań morskich przez państwo.
Polska potrzebuje wyraźnie sformułowanego planu obecności na oceanach - taki jak ma dla utrzymania stacji badawczych w Arktyce i Antarktyce. Dopiero taki plan określający nasze zobowiązania np. dotyczące zrozumienia zmiany klimatu, wobec społeczności międzynarodowej, pozwoli określić konsorcjum użytkowników i szczegóły wyposażenia statku
badawczego.
Dobrym początkiem są doświadczenia Oceanii - 40 lat współpracy międzynarodowej w badaniach północnego Atlantyku i Bałtyku, ponad 50% polskich publikacji z obszaru Arktyki - pokazuje, że wiemy co można zrobić i potrafimy to pokazać.
Ważne, żeby merytoryczną opiekę nad takimi projektami sprawował Komitet Badań Morza PAN, a nie żadna pojedyncza instytucja.
Jan Marcin Węsławski
Prof. Jan Marcin Węsławski jest dyrektorem Instytutu Oceanologii PAN
fot. Joanna Legeżyńska, arch. IO PAN
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 429
Od Redakcji: Na tle polskiej afery związanej z „fabrykami” artykułów naukowych (paper mills), warto przypomnieć ujawnioną w ub. roku „produkcję” recenzji w wydawnictwie naukowym Willey.
Według doniesień australijskiej blogerki JoNova, 217-letnie wydawnictwo naukowe Wiley „zrecenzowało” ponad 11 000 artykułów, których nie uznano za fałszywe.( https://joannenova.com.au/2024/05/so-much-for-peer-review-wiley-shuts-down-19-science-journals-and-retracts-11000-fraudulent-or-gobblygook-papers/)
To nie oszustwo, to przemysł” – pisze blogerka. „Kto wiedział, że czasopisma akademickie to przemysł wart 30 miliardów dolarów?”
Według postu Novy, profesjonalne usługi oszukujące wykorzystują sztuczną inteligencję do tworzenia pozornie „oryginalnych” prac akademickich poprzez przestawianie słów. Na przykład terminy takie jak „rak piersi” przekształciły się w „niebezpieczeństwo dla piersi”, a „naiwny klasyfikator Bayesa” zmienił się w „naiwny Bayes”.
Podobnie w jednym z artykułów nazwano kolonię mrówek dziwaczną nazwą „podziemny, przerażający, pełzający stan”.
Niewłaściwe użycie terminologii rozciąga się na uczenie maszynowe, gdzie „losowy las” jest kapryśnie tłumaczony jako „nieregularne ostępy” lub „arbitralny las”.
Nova pisze, że co szokujące, dokumenty te poddawane są recenzowaniu bez rygorystycznego nadzoru ludzkiego, co pozwala na prześlizgnięcie się rażących błędów, takich jak przekształcanie „lokalnej średniej energii” w „normalną żywotność terytorialną”.
Wydawca Wiley (wydawnictwo naukowe o zasięgu światowym założone w 1807 roku) przyznał, że w wyniku oszukańczych działań 19 jego czasopism zostało tak skompromitowanych, że należy je zamknąć. W odpowiedzi branża opracowuje narzędzia sztucznej inteligencji do wykrywania tych podróbek, co jest koniecznym, ale przygnębiającym osiągnięciem.
Nova pisze :
Zgnilizna w Wiley zaczęła się kilkadziesiąt lat temu, ale została złapana, gdy firma wydała 298 milionów dolarów na egipskie wydawnictwo Hindawi. Można powiedzieć, że mamy nadzieję, że fałszywe dokumenty nie skrzywdziły żadnego dziecka, ale wiemy, że zła nauka już zabija ludzi. To, czego potrzebujemy, to nie „recenzowane” artykuły, ale rzeczywista debata na żywo, twarzą w twarz.
Dopiero gdy najlepsi z obu stron będą musieli odpowiedzieć na pytania, dzięki danym otrzymamy prawdziwą naukę:
„W marcu spółka ujawniła NYSE spadek przychodów z badań o 9 mln dolarów (13,5 mln dolarów) po tym, jak została zmuszona do „wstrzymania” publikacji tak zwanych czasopism „specjalnych” przez wydawnictwo w języku hindawi, które nabyła w 2021 r. 298 milionów dolarów (450 milionów dolarów). W oświadczeniu zauważono, że program w języku hindawi, który obejmował około 250 czasopism, został „tymczasowo zawieszony ze względu na obecność w niektórych wydaniach specjalnych artykułów skompromitowanych”.
Wiele z tych podejrzanych publikacji rzekomo dotyczyło poważnych badań medycznych, w tym badań lekooporności u noworodków z zapaleniem płuc i wartości skanów MRI w diagnostyce wczesnych chorób wątroby. Wśród czasopism objętych badaniem znalazły się: Disease Markers, BioMed Research International oraz Computational Intelligence and Neuroscience.
Problem staje się coraz bardziej palący. Niedawna eksplozja sztucznej inteligencji jeszcze bardziej podnosi stawkę. Badacz z University College London odkrył niedawno, że ponad 1 procent wszystkich artykułów naukowych opublikowanych w zeszłym roku, czyli około 60 000 artykułów, zostało prawdopodobnie napisanych przez komputer.
W niektórych sektorach jest gorzej. Prawie co piąty artykuł z zakresu informatyki opublikowany w ciągu ostatnich czterech lat mógł nie być napisany przez człowieka” .
W Australii ABC opublikowało raport na ten temat, odzwierciedlając obawy związane ze spadkiem zaufania publicznego do uniwersytetów, które w coraz większym stopniu są postrzegane jako przedsiębiorstwa, a nie instytucje edukacyjne. Postrzeganie to jest podsycane incydentami, w których uniwersytety, kierując się zachętami finansowymi, przeoczają oszustwa akademickie.
Trzon społeczności naukowej jest skorodowany, zaostrzony przez jednostki takie jak Jednostka Naukowa ABC, która zamiast analizować wątpliwe badania, często ją chroni.
Ta ciągła degradacja wymaga przejścia od tradycyjnej wzajemnej oceny do rygorystycznych debat na żywo, zapewniających odpowiedzialność poprzez umożliwienie ludziom przedstawiania swoich racji w czasie rzeczywistym.
W grudniu 2023 r. czasopismo Nature opublikowało informację , że w 2023 r. wycofano ponad 10 000 artykułów, co stanowi nowy rekord.
Pełny wpis na blogu Nova można przeczytać tutaj .
Za: https://www.zerohedge.com/markets/trust-sciencethat-just-retracted-11000-peer-reviewed-papers
Inny tekst na ten temat: https://altershot.tv/naukowe/wsj-zalew-falszywej-nauki-wymusza-zamkniecie-wielu-czasopism
- Autor: Mariusz Agnosiewicz
- Odsłon: 6429
Mariusz Agnosiewicz, redaktor naczelny portalu Racjonalista.pl opublikował interesujący artykuł dotyczący praktykowanych "na urzędzie" konfesyjnych zachowań części polskiego środowiska naukowego oraz ścisłych związków władz uczelni z hierarchami kościoła katolickiego. Tekst (przytaczamy w pełnej wersji poniżej) nie tylko pokazuje panujący w tym środowisku koniunkturalizm, ale i skłania do refleksji nad kondycją intelektualną polskich naukowców. Nic dziwnego, że polskie placówki naukowe zajmują końcowe miejsca w światowych rankingach nauki*.(red.)
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 4593
Parytet w nauce
Z prof. Renatą Siemieńską z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego rozmawia Anna Leszkowska

