Naukowa agora (el)
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 132
Powszechnie uważa się i twierdzi, że ostatnie sto lat było świadkiem największego postępu w nauce i technologii , a tendencja ta prawdopodobnie utrzyma się również w przyszłości i prawdopodobnie przyspieszy.
Uważa się, że era nauki i technologii jest erą racjonalności oraz podejmowania racjonalnych decyzji w oparciu o dowody.
Jednakże, jeśli przyjrzymy się temu bliżej, zauważymy, że w ostatnich czasach, w dobie boomu technologicznego, racjonalność i podejmowanie decyzji w oparciu o dowody są coraz częściej odrzucane.
Najbardziej oczywistym przykładem jest to, że na poziomie całego świata mamy obecnie do czynienia z bardzo realnym kryzysem przetrwania wywołanym przez człowieka, w tym sensie, że podstawowe warunki życia na Ziemi są zagrożone, częściowo z powodu szeregu poważnych problemów środowiskowych, w tym zmiany klimatu, częściowo z powodu nagromadzenia około 13 000 sztuk broni jądrowej i opracowania innych bardzo niebezpiecznych rodzajów broni.
Chociaż fakty dotyczące tego kryzysu przetrwania są dobrze udokumentowane, a wielu czołowych naukowców, w tym laureaci Nagrody Nobla, ostrzegało przed nim indywidualnie i we wspólnych oświadczeniach, to historia ludzkości, a zwłaszcza jej najwyższych przywódców, w ostatnich dekadach albo nie poświęcała należytej uwagi i priorytetu tej najważniejszej ze wszystkich kwestii, albo wręcz często podejmowała działania i tworzyła politykę, która pogłębia i pogarsza ten kryzys przetrwania na wiele sposobów.
Co może być bardziej irracjonalnym zachowaniem? Gdy wszystkie formy życia, w tym cała ludzkość, są tak zagrożone, dalsze zaniedbywanie najważniejszych kwestii lub, co gorsza, dalsze zachowywanie się w sposób, który pogorszy sytuację, można nazwać jedynie skrajnie nieracjonalnym zachowaniem.
Brak racjonalności jest wręcz ewidentny w decyzjach niektórych z najbardziej wykształconych społeczeństw i technologicznie zaawansowanych krajów . Stany Zjednoczone mają bardzo wysoki poziom edukacji i zaawansowanych technologii, a także jedne z najbardziej renomowanych uniwersytetów i centrów zaawansowanych technologii na świecie.
Pomimo tego, ich proces decyzyjny jest coraz bardziej pozbawiony racjonalności. Ich baza zasobów naturalnych, położenie geograficzne i okoliczności historyczne połączyły się, aby stworzyć wyjątkową sytuację w okresie powojennym, w której ich oświecone światowe przywództwo zostałoby łatwo zaakceptowane przez większość ludzi i krajów świata. Ale USA straciły najlepsze okazje do tego, a także dobrą wolę większej części świata, niepotrzebnie angażując się w zbyt wiele agresji i wojen, których w większości można było uniknąć.
Po upadku Związku Radzieckiego i zakończeniu zimnej wojny około 1990 roku, tak wspaniała okazja na zdobycie pokojowego i oświeconego przywództwa pojawiła się przed USA po raz kolejny, w jeszcze bardziej sprzyjających okolicznościach, lecz i ona przepadła, gdyż kraj ten uwikłał się w jedną wojnę za drugą i agresję.
Europa miała też około 1990 roku doskonałą okazję, aby przygotować nową architekturę bezpieczeństwa kontynentu, uwzględniającą także Rosję.
Zapewniłoby to pokój i zwiększyło możliwości rozwoju jak nigdy dotąd.
Zamiast tego Europa zmarnowała tę szansę i w konsekwencji zdecydowała się na jeszcze bardziej irracjonalną wrogość wobec Rosji, do tego stopnia, że nawet gdy prezydent Trump w swojej drugiej kadencji początkowo zdawał się opowiadać za szybkim zakończeniem wojny na Ukrainie, Europa zamiast promować te perspektywy, działała bardzo irracjonalnie, aby je zablokować, zwiększając w ten sposób problemy gospodarcze, energetyczne i bezpieczeństwa.
Izrael to kolejny kraj o wysokim poziomie edukacji i umiejętności technologicznych, który działał w najbardziej irracjonalny sposób. Z powodu straszliwych cierpień zadanych Żydom podczas II wojny światowej, naród izraelski początkowo darzył sympatią znaczną część świata, pomimo niesprawiedliwości wyrządzonej Palestyńczykom w trakcie tworzenia Izraela.
Jednak zamiast podjąć kroki pojednawcze w kierunku szczerego rozwiązania dwupaństwowego, zgodnie z zaleceniami większości świata, Izrael przechodził od jednej agresji do drugiej, odmawiając Palestyńczykom jakichkolwiek rozwiązań opartych na sprawiedliwości, czego kulminacją było niedawne ludobójstwo, które odizolowało Izrael od wszelkich sił sprawiedliwości i pokoju opartego na sprawiedliwości. Brak racjonalności w takich agresjach jest ewidentny w fakcie, że po odizolowaniu większości krajów regionu i świata swoimi nieustannymi i nieuzasadnionymi agresjami, temu małemu państwu będzie coraz trudniej zapewnić przyszłość pokoju i dobrobytu również własnym obywatelom.
Nasuwa się zatem pytanie, dlaczego kraje o wysokim poziomie edukacji i technologii nie były w stanie podejmować racjonalnych i opartych na dowodach decyzji w niektórych z najważniejszych kwestii? Nawet jeśli kilku decydentów na najwyższych stanowiskach zachowywało się irracjonalnie, dlaczego w tych krajach nie istniały odpowiednie mechanizmy kontroli i równowagi? Dlaczego opinia publiczna nie była wystarczająco silna, aby zapewnić podjęcie kroków naprawczych w kierunku racjonalnych i opartych na dowodach decyzji?
Nie mogło to mieć miejsca w kontekście wielu kluczowych kwestii, a ci, którzy wyszli z najbardziej prestiżowych uniwersytetów i ośrodków edukacyjnych, obejmowali najwyższe stanowiska decyzyjne tylko po to, by popchnąć swoje kraje w kierunku szkodliwej i nieracjonalnej polityki i decyzji.
To jasno pokazuje, że postęp naukowy w szerszym sensie, w którym polityka kształtowana jest w oparciu o dowody, racjonalne i ostrożne myślenie, nie zapuścił jeszcze korzeni. W tym sensie naukowe podejście i temperament są bardziej potrzebne niż w bardziej widocznych aspektach życia, w których steruje i wspiera go zbyt wiele gadżetów, maszyn, a teraz i sztucznej inteligencji.
Bharat Dogra
Bharat Dogra jest honorowym koordynatorem kampanii „Ocal Ziemię teraz”. Regularnie publikuje w „Global Research”
Za: https://www.globalresearch.ca/loss-rationality-middle-technology-boom/5906493
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 2219
Z prof. Pawłem Rowińskim, wiceprezesem PAN, rozmawia Anna Leszkowska
- Panie profesorze, jakie skutki dla polskiej nauki niesie odkrycie fal grawitacyjnych? Rzadko zdarza się, żeby polscy naukowcy, a szczególnie tak duża grupa – 15 osób, brali udział w eksperymencie, którego wynik ma szanse na Nagrodę Nobla. W dodatku dziewięciu z nich jest współautorami publikacji dotyczącej tego odkrycia – owocu współpracy 1300 naukowców z całego świata. Czy to dla nas niespodziewany wielki sukces, czy może konsekwencja rozwoju dziedzin będących tradycyjnie naszą mocną stroną, jak np. matematyka?
- Trudno o jakieś uogólnienia na podstawie jednego, choć spektakularnego osiągnięcia, ale na pewno widać ciągłość w znakomitych osiągnięciach polskiej astronomii, która cieszy się międzynarodową renomą. Wystarczy tu wymienić bardzo silne ośrodki naukowe: Centrum Astronomiczne im. Mikołaja Kopernika Polskiej Akademii Nauk, czy też obserwatoria i ośrodki badawcze Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.
W kontekście wspomnianego osiągnięcia warto nadmienić o wspaniałych tradycjach polskiej matematyki, sięgających okresu międzywojennego ze znakomitą Lwowską Szkołą Matematyki, kontynuowanych i rozwijanych po wojnie we Wrocławiu i w Warszawie. Wydział Matematyki, Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego wciąż cieszy się dużym prestiżem w kraju i za granicą. W tym rankingu w niczym mu nie ustępuje Instytut Matematyczny PAN - oba ośrodki nie bez powodu tworzą konsorcjum o statusie Krajowego Naukowego Ośrodka Wiodącego, tzw. KNOWa.
A trzecim naszym mocnym punktem jest polska fizyka, która też ma długie, chlubne tradycje, również w zakresie badań dotyczących teorii względności. Profesor Andrzej Królak, który jest liderem grupy zwanej Virgo-POLGRAW, analizującej dane gromadzone przez detektory LIGO i Virgo, jest fizykiem pracującym w Instytucie Matematycznym PAN i Narodowym Centrum Badań Jądrowych, prowadzącym badania na pograniczu dwóch dziedzin: fizyki i matematyki.
Wracając do Pani pytania, uczeni reprezentujący wspomniane dziedziny nauki cały czas pracują w środowisku międzynarodowym, są silnie osadzeni w instytucjach międzynarodowych. Na przykład prof. Królak to naukowiec znany w świecie - jeździł na różnego typu staże, cały czas ma silne związki badawcze z czołowymi instytucjami tj. Max Planck Institute for Gravitational Physics w Niemczech, czy też Jet Propulsion Laboratory w Stanach Zjednoczonych. To pokazuje, że tylko w silnej koneksji z mocnymi instytucjami międzynarodowymi możemy coś osiągnąć.
Po drugie, nasze „mocne” dziedziny, marka, jaką się cieszy np. matematyka warszawska, powoduje, że kadra naukowa z takich ośrodków jest mile widziana w dobrych instytucjach naukowych na całym świecie.
- Ten sukces pokazuje jednak jeszcze jedną prawidłowość, jeśli idzie o naukę polską: mamy osiągnięcia w naukach teoretycznych, gorzej ze stosowanymi, na czym od dziesiątków lat zależy nam może bardziej...
- To istotnie jest poważny problem, zwłaszcza, że w ostatnich latach poczyniliśmy duże nakłady na poprawę infrastruktury nauki – niektóre laboratoria są już bardzo dobrze wyposażone. Ale ciągle nie jest to jeszcze skala, pozwalająca na taki rozmach badawczy, jaki mają państwa bogate wydające najwięcej na badania naukowe. Na przykład włoska infrastruktura naukowa do badań fal grawitacyjnych to setki milionów dolarów, jakie zainwestowały francuskie Narodowe Centrum Badań Naukowych CNRS i włoskie Narodowe Centrum Fizyki Nuklearnej INFN; amerykański odpowiednik LIGO to z kolei miliard zainwestowanych dolarów. To jest inna liga, do której, na szczęście, mamy dostęp.
Z tej infrastruktury mogli skorzystać uczeni z polskiej grupy Virgo-POLGRAW, dołączając do wizjonerskiego eksperymentu ze swoim wkładem w postaci know-how, świetnej wiedzy teoretycznej, ale również dobrego zaplecza obliczeniowego. Na pewno wymagało to istotnych zabiegów, żeby przyłączyć polską grupę do konsorcjum. Podczas ogłoszenia odkrycia fal grawitacyjnych w Europejskim Obserwatorium Grawitacyjnym (EGO) w Cascinie we Włoszech, obok flag francuskiej, włoskiej, holenderskiej i węgierskiej, umieszczono także polską, choć oczywiście finansowo włożyliśmy do przedsięwzięcia nieporównywalnie mniej niż Włosi i Francuzi.
- Na przykładzie tego osiągnięcia widać też jeszcze inne sprawy: otóż poza tradycyjnie silnymi ośrodkami jak Warszawa, czy Kraków, nagle w tych trzech dziedzinach pojawiły się ośrodki rzadko dostrzegane: Białystok, Zielona Góra... Czy to zwiastun silnej współpracy między ośrodkami krajowymi, czego od czasu reformy nauki i likwidacji CPBR-ów praktycznie nie ma?
- To jest przykład działania trochę innego niż tworzenie centrów badawczych, które są budowane odgórnie, kiedy integracja odbywa się na poziomie instytucjonalnym. Tutaj był pomysł inny, niosący większą energię – to była inicjatywa naukowców, którzy się sami dobierali do rozwiązywania pewnych zagadnień, zatem w sposób nieprzypadkowy, ale według konkretnych potrzeb. W efekcie powstała grupa 15 osób, które nie miały ograniczeń typu jaką instytucję reprezentują, tylko co sobą reprezentują. Miały ponadto wsparcie macierzystych instytucji, które pozwoliły na tego typu prace, a IM PAN przejął koordynację takich działań. Czyli mieli wsparcie instytucjonalne, ale ten odważny pomysł był całkowicie oddolny i jak widać doskonale się sprawdził.
Tak to winno funkcjonować - uczeni powinni się otwierać na merytoryczną współpracę. Zwłaszcza w naukach teoretycznych, gdzie często ludzie pracują indywidualnie, więc dość trudno jest uzyskać taką masę krytyczną, aby odnieść światowy sukces. Gdyby prof. Królak działał sam, pewnie niewiele by wskórał, bo nie byłby dostatecznie silnym partnerem dla tych dużych konsorcjów, które prowadzą ten unikalny eksperyment. Natomiast grupa 15-osobowa, reprezentująca wiele instytucji, mająca wsparcie swoich macierzystych jednostek, dawała nadzieję sukcesu.
- Czy to osiągniecie jest wystarczające do tego, żeby inaczej spojrzeć na polską naukę i polskie ośrodki naukowe?
- Po pierwsze, widać, że polska nauka - na miarę pieniędzy, jakie dostaje z budżetu państwa – jest całkiem dobra. A gdybyśmy jeszcze spojrzeli na ten wynik pod kątem wysokości środków finansowych przy podziale na każdego uczonego, to jesteśmy niezwykle efektywni.
Jeśli jednak porównywać potencjał krajów, to okazujemy się słabi, mimo mocnych stron, o których mówiłem. Konkurujemy głównie tam, gdzie liczy się intelekt, pomysł badawczy natomiast tam, gdzie decydujące znaczenie zaczynają mieć duże pieniądze, tam pojawiają się problemy, choć mamy dostęp do tych samych środków europejskich, co inni. Miarą naszej porażki w konkurencji europejskiej jest znikoma ilość projektów badawczych zdobywanych ze środków Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych ERC. Chciałbym, aby na bazie tego sukcesu ktoś z grupy POLGRAW wystąpił o grant ERC, bo jest to doskonały moment – uczestnictwo w najważniejszym odkryciu ostatniego dziesięciolecia, a może i stulecia. Na fali tego sukcesu warto powalczyć o kolejne zwycięstwo, tym razem w konkurencji o środki europejskie na badania.
- Teraz jednak znów powraca polska bolączka – wdrożenia, innowacyjność gospodarki, która bez nauki nie jest możliwa. Czy doświadczenia zbierane przez polskich naukowców w pracy w międzynarodowych zespołach, gdzie technologia ma znaczenie, mogą jakoś zaowocować na polskim gruncie? W eksperymencie z falami grawitacyjnymi technologia odgrywa zasadniczą rolę.
- Na bazie tego pojedynczego osiągnięcia naukowego dotyczącego detekcji fal grawitacyjnych widać jak badania teoretyczne wpływają na rozwój wyrafinowanych technik pomiarowych. Zastosowano niezwykle złożone techniki fotodetekcji i nowatorskie rozwiązania optyczne. Ramiona detektora fal grawitacyjnych o długości (w przypadku włoskiego laboratorium) 3 km muszą być odizolowane sejsmicznie od podłoża. I pomysły, jakie się pojawiały przy rozwiązywaniu tego problemu były rodem nie tyle z geofizyki, co techniki kosmicznej. Zatem uczestnictwo w programie Virgo to dobre miejsce na poszukiwanie rozwiązań innowacyjnych.
Na marginesie wspomnijmy, że w wyrafinowanych technikach kosmicznych mamy już spore osiągnięcia – Centrum Badań Kosmicznych PAN produkuje unikalne urządzenia, które uczestniczą w wielu misjach kosmicznych, czyli spełniają wszystkie warunki wysokiej techniki. Tego typu działania leżały u podstaw utworzenia w 2014 r. Polskiej Agencji Kosmicznej. Tyle, że wciąż potrzebne jest dużo lepsze zaplecze infrastrukturalne.
- Czy takie osiągnięcie, o którym mówimy, może zmienić nasze spojrzenie na własne możliwości w nauce? Od lat bowiem marzymy o naukowym Noblu, a jednocześnie malkontencko stwierdzamy, że nam się to udać nie może, gdyż nie jesteśmy w tym „klubie” i nikt nas do niego nie zaprosi...
- Nie musimy mieć takich strasznych kompleksów, bo poza finansowaniem nie odstajemy od świata. Polscy uczeni współpracowali i współpracują z najznakomitszymi ośrodkami naukowymi. Mówiąc o odkryciu fal grawitacyjnych nie sposób nie wspomnieć Alberta Einsteina a z nazwiskiem tego genialnego fizyka związane są również polskie nazwiska. Znane w fizyce jest równanie Smoluchowskiego-Einsteina; z Einsteinem ściśle współpracował Leopold Infeld. Obecnie przy pracy nad detekcją fal grawitacyjnych istotną rolę odegrali polscy astrofizycy. I teraz też tak jest – Nobla pewnie Polacy nie dostaną, bo jeśli już będzie, to dla dwóch, trzech osób, które stały na czele całego międzynarodowego zespołu.
Praca w tym zespole to nie jest jednak mało, choć chciałoby się, żeby wśród noblistów był także Polak. Na razie musimy jednak zacząć od małych kroków, choćby od grantów ERC, bo z tego środowiska wywodzą się przyszli nobliści, czy laureaci największych nagród. W niektórych dziedzinach do zespołów noblowskich nam bliżej, a w niektórych jest to nieosiągalne. Mieliśmy i mamy wielu matematyków pewnie zasługujących na Medal Fieldsa, ale ciągle żaden z nich tego medalu nie dostał. Nie wszyscy pewnie wiedzą, ale Polak - prof. Adam Dziewoński uzyskał w 1998 r. Nagrodę Crafoorda – nagrodę przyznawaną za badania w dziedzinach, których nie obejmują Nagrody Nobla. Tę nagrodę profesor Dziewoński otrzymał jednak kiedy był pracownikiem Uniwersytetu w Harwardzie. Profesor Michał Heller był laureatem bardzo prestiżowej Nagrody Templetona. Nie ma więc powodu abyśmy nie doczekali się polskiego Nobla.
Rzeczywiście, w wielu dziedzinach infrastruktura do uzyskania światowych wyników jest bardzo ważna, ale nie taka w polskim stylu: że budujemy laboratorium, a potem okazuje się, że nie ma ludzi, zespołu, że brakuje finansów na utrzymanie tego laboratorium. I to jest dramat, bo często wydaje się dziesiątki milionów złotych na bardzo dobry pomysł, tyle że nie było pomysłu całościowego, dotyczącego zespołu, kształcenia, itd.
W tej chwili mamy przykłady wielu laboratoriów, świetnie wyposażonych, które nie mają odpowiednich, dobrze przygotowanych do pracy w nich zespołów. W USA laboratoria pracują dzień i noc, a zespoły się dobierają, żeby tę aparaturę maksymalnie wykorzystać, tymczasem u nas zbyt często zdarza się, że aparatura stoi niewykorzystana. To jest patologia.
Chciałoby się, żeby ten zespół, który odniósł sukces – mimo tego, że działa w rozproszonych ośrodkach naukowych – był zaczynem tworzenia szkół naukowych. Żeby np. powstała grupa młodych fizyków pracujących z prof. Królakiem i innymi członkami zespołu POLGRAW, którzy będą się od niego uczyć i kontynuować tę dyscyplinę. Może ten sukces wywoła efekt, jaki w sporcie jest dziełem Małysza? Wielkie sukcesy są potrzebne.
- Dziękuję za rozmowę.
- Autor: al
- Odsłon: 4416
- Autor: red.
- Odsłon: 5187
Przedstawiamy wybrane dokumenty (kierowane do ministra nauki oraz przewodniczących obu komisji Rady Nauki), świadczące o protestach środowiska naukowego w sprawie sposobu przeprowadzania kategoryzacji.

