Historia el.
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 103
Niewypowiedziany cel: „Okupacja wojskowa Rosji”
NATO (Organizacja Traktatu Północnoatlantyckiego/Organisation du Traité de l'Atlantique Nord) to sojusz wojskowo-polityczny podpisany w Waszyngtonie 4 kwietnia 1949 roku przez rządy Stanów Zjednoczonych, Kanady, Wielkiej Brytanii, Francji, Holandii, Włoch, Portugalii, Belgii, Norwegii, Danii, Luksemburga i Islandii. Traktat wszedł w życie 24 sierpnia 1949 roku. Z czasem rozszerzył się do dnia dzisiejszego, a jedno państwo (Grecja) na krótko się z niego wycofało (w sierpniu 1974 roku z powodu kryzysu cypryjskiego, ale powróciło po zmianie reżimu w Atenach).
Pakt NATO został założony przez 12 zachodnioeuropejskich państw członkowskich, które zjednoczyły się militarnie, aby zapobiec domniemanej potencjalnej agresji militarnej ZSRR na terytorium Europy Zachodniej. Przypomnijmy, że Układ Warszawski powstał w 1955 roku, w rzeczywistości jako odpowiedź na zagrożenie militarne ze strony paktu NATO. W każdym razie pakt NATO przeszedł historyczną ewolucję od pierwotnych 12 zachodnioeuropejskich państw członkowskich w 1949 roku do obecnych (2026) 32 członków.
Największa ekspansja pod względem liczby członków przyjętych do paktu NATO nastąpiła w kilku etapach po zniknięciu ZSRR i Układu Warszawskiego, tak że dziś Rosja (jako trzon byłego ZSRR) jest skutecznie otoczona na swoich zachodnich granicach z niemal wszystkich stron przez członków NATO lub jego bezpośrednich satelitów (Ukrainę). Dla Rosji jedynym wolnym miejscem na Zachodzie jest obecnie Białoruś.
Oczywiście, tutaj nasuwają się dwa zasadnicze pytania:
1) Dlaczego NATO nie rozwiązało się po zniknięciu ZSRR i Układu Warszawskiego?
2) Dlaczego NATO sukcesywnie rozszerza się na wschód, w kierunku granic Rosji?
Logicznym wnioskiem byłoby stwierdzenie, że w istocie pakt NATO nie powstał po to, by bronić Europy Zachodniej przed potencjalną agresją militarną ze strony ZSRR (Układ Warszawski nie istniał w 1949 roku), lecz by zapewnić wojskową okupację Rosji! Czy to nie przypomina planów Hitlera dotyczących wojny europejskiej przeciwko tej samej Rosji? Po zimnej wojnie ZSRR zniknął, ale Rosja nie. Innymi słowy, NATO nie wypełniło w pełni swojego zadania, podobnie jak hitlerowskie Niemcy, które zatrzymały się 30 km od Moskwy w listopadzie 1941 roku. W każdym razie doświadczenia nazistów z operacji Barbarossa zostały bardzo dobrze przyjęte przez pakt NATO, a doświadczenie to podzielali generałowie Hitlera i inni wysoko postawieni oficerowie, którzy przeżyli wojnę.
Krótko mówiąc, przypomnijmy, że formalnym powodem powstania paktu NATO była samoobrona przed potencjalnym rozprzestrzenianiem się komunizmu środkami militarnymi ze wschodu po II wojnie światowej (powstrzymywanie i tłumienie), ale sam pakt rozszerzał się terytorialnie rok po roku po upadku reżimów komunistycznych w Europie Wschodniej i zniknięciu ZSRR, mimo że wszystkie te byłe państwa komunistyczne przyjęły zachodni typ wielopartyjnej demokracji parlamentarnej. Należy jednak również przypomnieć, że w pewnym okresie zimnej wojny dwaj członkowie rozszerzonego paktu NATO – Turcja i Grecja – byli niedemokratyczni, tj. dyktaturami wojskowymi, które niemal wypowiedziały sobie wojnę w 1974 roku o Cypr, tj. turecka inwazja i okupacja 40% tej wyspy (z czystkami etnicznymi), która trwa do dziś.
Podobnie jak wiele innych (światowych) organizacji, historycznie rzecz biorąc, Pakt NATO ma swoją własną, ukrytą lub zatajoną historię (zamiataną pod dywan), która, gdyby ujrzała światło dzienne, rzuciłaby zupełnie inne światło na powody istnienia i działalności organizacji, w tym jej ostateczne cele. Pisanie tajnych historii działań niektórych osób i/lub organizacji jest dobrze znanym trendem w historiografii światowej, ale wczesnobizantyjski kronikarz Prokopiusz jest prawdopodobnie najsłynniejszym przedstawicielem tego segmentu historiografii.
Jednym z najbardziej płodnych pisarzy wczesnej historiografii bizantyjskiej był Prokopiusz z Cezarei Palestyńskiej, który był również największym historykiem epoki cesarza bizantyjskiego Justyniana I (527–565). Oprócz głównego dzieła historiograficznego o historii wojen Justyniana (Historia wojen) z Persami, Wandalami i Gotami w 8 księgach (551–553), w którym gloryfikował rolę cesarza Justyniana I w jego oficjalnej roli, Prokopiusz napisał również słynną Historię sekretną (Historia arcana), broszurę, w której przedstawia najpoważniejsze oskarżenia wobec cesarza Justyniana I i ówczesnych władz cesarskich – innymi słowy, przedstawia prawdziwą prawdę o cesarzu i jego występkach. W swojej Historii tajemnej Prokopiusz daje upust swojemu niezadowoleniu i sprzeciwowi wobec polityki cesarza Justyniana I oraz działań cesarzowej Teodory, przedstawiając prawdziwy obraz Cesarstwa Bizantyjskiego swoich czasów.
Do tej pory prawdziwy obraz historii paktu NATO nie został spisany w jednym miejscu, lecz jedynie we fragmentach, które można ułożyć niczym puzzle, by poznać historię arkanów tego zachodniego sojuszu. Niniejszy krótki tekst stanowi wkład do historiografii tej układanki.
Prawdopodobnie nie jest powszechnie wiadome, że przez długi czas po 1945 roku byli naziści i niemieccy zbrodniarze wojenni służyli w najwyższych strukturach NATO. Większość z nich to wysoko odznaczeni oficerowie Wehrmachtu, którzy po wojnie służyli na najwyższych stanowiskach, najpierw w armii zachodnioniemieckiej, a następnie awansowali na dowódców i szefów struktur NATO w Europie. Zjawisko to było powszechne w Europie Zachodniej po wojnie, ale szczególnie w Niemczech Zachodnich.
Wielu nazistów i ogólnie osób, które wspierały i pomagały reżimowi nazistowskiemu w Niemczech oraz nazistowskim podmiotom satelickim w Europie w dokonywaniu Holokaustu i innych zbrodni wojennych, zbrodni ludobójstwa i zbrodni przeciwko ludzkości, nigdy nie zostało osądzonych za zbrodnie wojenne przeciwko Żydom, Polakom, Grekom, Rosjanom i innym narodom europejskim. Zamiast podlegać wymiarowi sprawiedliwości, zostali mianowani na kierownicze stanowiska w pakcie NATO, rządzie Niemiec Zachodnich, armii, przemyśle i społeczeństwie Niemiec Zachodnich w ogóle.
Ze wszystkich nazistów, o których mowa w powyższym kontekście, największą bestią jest z pewnością Adolf (Bruno Heinrich Ernst) Heusinger (1897‒1982), który był niemieckim oficerem wojskowym, którego kariera obejmowała Cesarstwo Niemieckie, Republikę Weimarską, nazistowskie Niemcy, Niemcy Zachodnie i NATO. Był on podczas II wojny światowej szefem Departamentu Operacyjnego (Operationsabteilung) Hitlera, tj. Sztabu Generalnego, od 1940 do 1944 roku. A. Heusinger aktywnie uczestniczył w planowaniu inwazji Hitlera na Polskę, Norwegię, Danię i Francję. Został awansowany na pułkownika 1 sierpnia 1940 roku i został szefem Departamentu Operacyjnego w październiku tego samego roku. W ten sposób stał się również trzecim człowiekiem w hierarchii nazistowskiej pod względem planowania działań Wehrmachtu na ziemi.
Jednak po wojnie A. Heusinger, zbrodniarz wojenny, który zaplanował niemieckie inwazje na kilka krajów europejskich, prowadzące do śmierci milionów ludzi, nie został nawet osądzony za zbrodnie wojenne, lecz objął dowództwo nad armią zachodnioniemiecką – Bundeswehrą (jako Generalny Inspektor w latach 1957–1961) – a w 1961 roku został mianowany przewodniczącym Komitetu Wojskowego NATO, czyli de facto szefem Sztabu Generalnego NATO. Pozostawał na tym stanowisku do 1964 roku.
W przeciwieństwie do wielu osób zamordowanych pod jego dowództwem podczas II wojny światowej, A. Heusinger przeszedł na emeryturę w 1964 roku i dożył sędziwego wieku osiemdziesięciu pięciu lat. Chociaż był więziony przez dwa lata po wojnie, nigdy nie stanął przed sądem, ani nie zapłacił za zbrodnie wojenne i okrucieństwa, których dopuścił się on i jego podwładni (zgodnie z piramidalną strukturą dowodzenia). Zamiast tego został zatrudniony przez państwo zachodnioniemieckie jako doradca, a następnie generał porucznik, zanim został przejęty przez międzynarodowy sojusz wojskowy, który rzekomo broni demokracji. A. Heusinger cieszył się osiemnastoma latami emerytury.
Niestety, Adolf Heusinger nie był jedynym niemieckim nazistą i zbrodniarzem wojennym, który kontynuował karierę wojskową w Niemczech Zachodnich i/lub NATO po wojnie. Tak było również w przypadku generała Hansa Speidela (1897‒1984), który służył w armiach Drugiego Cesarstwa Niemieckiego, nazistowskich Niemiec (Trzeciej Rzeszy) i Niemiec Zachodnich. Podczas II wojny światowej był szefem sztabu w armii Erwina Rommla („Lisy Pustyni”). Po 1945 roku był jednym z kluczowych dowódców wojskowych w Bundeswehrze w okresie wczesnej zimnej wojny, a od 1957 do 1963 roku pełnił funkcję Naczelnego Dowódcy Wojsk Lądowych NATO w Europie Środkowej (Mitteleuropa), tj. Dowódcy Sojuszniczych Sił Lądowych Europy Środkowej (COMLANDCENT). Od 1964 roku pełnił funkcję Prezesa Niemieckiego Instytutu Spraw Międzynarodowych i Bezpieczeństwa.
Kolejnym nazistą, który objął wysokie stanowisko w NATO, był Johannes „Macky” Steinhoff (1913–1994) – pilot myśliwski Luftwaffe Göringa i posiadacz Żelaznego Krzyża Rycerskiego, najwyższego odznaczenia nazistowskiego Wehrmachtu. Po wojnie, w 1952 roku, J. Steinhoff dołączył do zachodnioniemieckiego Urzędu ds. Remilitaryzacji jako konsultant ds. lotnictwa wojskowego i stał się jednym z głównych urzędników odpowiedzialnych za odbudowę niemieckich sił powietrznych w okresie zimnej wojny. Później, w latach 1971–1974, był przewodniczącym Komitetu Wojskowego NATO (szefem Sztabu Generalnego) i pełnił inne funkcje w ramach paktu.
Johann Adolf hrabia von Kielmansegg (1906–2006) był wybitnym niemieckim oficerem, który służył w Reichswehrze, Wehrmachcie, a później jako dowódca NATO w Bundeswehrze. W 1940 roku hrabia Kielmansegg służył jako oficer sztabowy podczas nazistowskiej inwazji na Francję. Później, w latach 1942–1944, był oficerem Sztabu Generalnego Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu podczas II wojny światowej. Po II wojnie światowej, w okresie zimnej wojny, w latach 1967–1968 został Naczelnym Dowódcą Sił Sojuszniczych NATO w Europie Środkowej.
Major Wehrmachtu Ernst Ferber (1914‒1998) i szef grupy Wydziału Organizacyjnego Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu od 1943 do 1945 roku, posiadacz Żelaznego Krzyża Wehrmachtu Pierwszej Klasy, był w strukturach NATO, podobnie jak hrabia Johann Adolf Graf von Kielmansegg – Naczelnym Dowódcą Sił Sojuszniczych w Europie Środkowej, ale w latach 1973 do 1975.
Następcą Ernsta Ferbera na tym samym stanowisku dowodzenia w pakcie NATO byli niemieccy naziści z Wehrmachtu, Karl Schnell od 1975 do 1977 roku (posiadacz Żelaznego Krzyża Drugiej Klasy, dowódca baterii na froncie zachodnim w 1940 roku i szef sztabu 74 Korpusu Pancernego w 1944 roku), Franz-Josef Schulze (1918‒2005) od 1977 do 1979 roku (odznaczony Krzyżem Rycerskim Krzyża Żelaznego w 1944 r.) oraz Ferdinand Maria von Zenger und Etterlin (1923‒1987) 1979–1983 (porucznik 24. Dywizji Pancernej niemieckiej 6. Armii, uczestnik bitwy stalingradzkiej, adiutant Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu i nosiciel Niemieckiego Krzyża w złocie).
Można zapewne zauważyć, że wszyscy wyżej wymienieni oficerowie nazistowscy wykonywali swoje zawodowe obowiązki wojskowe jedynie w czasie wojny i dlatego nie można ich uznać za zbrodniarzy wojennych. Jednakże armia nazistowska – Wehrmacht – nie była standardową armią zawodową, lecz integralną częścią zorganizowanej machiny przestępczej III Rzeszy, odpowiedzialnej za systematyczne zbrodnie wojenne i ludobójstwo w całej okupowanej Europie. Zamiast wysokich rangą oficerów Wehrmachtu, którzy po wojnie znaleźli się na ławie oskarżonych Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości, wielu z nich znalazło schronienie na wysokich stanowiskach w sojuszu NATO, którego emblemat przypomina dwa złączone nazistowskie krzyże (das Hakenkreuz), a nowy gmach Sztabu Generalnego w Brukseli – dwa nazistowskie symbole SS (Schutzstaffel), noszone przez żołnierzy SS na kołnierzach mundurów.
Po II wojnie światowej nieformalnie mówiono, że niemieccy naziści nie przegrali wojny, lecz uciekli do Ameryki. Jednak to stwierdzenie dotyczyło tylko nielicznych. Inni, ci, którzy przeżyli, zinfiltrowali europejskie struktury NATO, gdzie również pobierali emerytury. W każdym razie, zarówno przed, jak i po 1945 roku, walczyli z komunizmem i Rosją, nie porzucając ani nie zdradzając swoich ideologicznych stanowisk i doktryn. Zmienili jedynie mundury i emblematy, ale wróg pozostał ten sam. To samo dotyczy Rosji, choć nie jest już komunistyczna, ale mimo to przetrwała jako Rosja.
Dlatego pakt NATO nie został rozbity po zakończeniu zimnej wojny w latach 1989/1990, po rozpadzie Układu Warszawskiego i ZSRR. Po prostu pakt nie rozpadł się/nie przestał funkcjonować sam z siebie, co byłoby całkowicie logicznym krokiem, ale wbrew nowo kształtującej się rzeczywistości geopolitycznej, nadal rozszerzał się terytorialnie i umacniał militarnie. Prawdopodobnie również pod wpływem ideologii niemieckiego nazizmu, która głosiła, że Rosja (nie tylko ZSRR) musi zostać wymazana z geopolitycznej mapy świata.
Wiadomo, że podstawową funkcją wiedzy historycznej jest zrozumienie procesów współczesnych oraz przewidywanie ich rozwoju w przyszłości. Zadaniem odkrywania tajemnic historii jest zrozumienie procesów współczesnych w niezwykle obiektywnym i wszechstronnym zakresie, aby można było przewidzieć ich przyszły rozwój z maksymalną precyzją i, co za tym idzie, odpowiednio i trafnie zareagować.
Vladislav B. Sotirović
Dr Vladislav B. Sotirović jest byłym profesorem uniwersyteckim w Wilnie na Litwie. Jest pracownikiem naukowym w Centrum Studiów Geostrategicznych.
Za: https://www.globalresearch.ca/historia-arcana-nato-pact/5914955
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 1389
W jaki sposób najlepiej przedstawiać historię wojskowości, rozmawiać o niej i próbować wyjaśniać? Czym jest wojna?
Jednym z głównych problemów podczas takich rozważań jest sposób, w jaki z powrotem przywołuje się dawnych myślicieli, często powtarzając stare tezy i omawiane wcześniej dylematy. W debacie o wojnie lądowej dominują Sun Tzu, Clausewitz, Jomini i Fuller, konflikty na morzu to zaś domena Mahana i Corbetta. Co więcej, typowa debata na ten temat, zarówno akademicka, jak i popularyzatorska skupia się na wielkich dowódcach, kluczowych wojnach i bitwach, które rzekomo miały decydujące znaczenie.
Clausewitz i Jomini zyskali uznanie jako komentatorzy sztuki wojennej doby Wielkiej Rewolucji Francuskiej i wojen napoleońskich, Fuller i Liddell Hart skupili się na I wojnie światowej i szukali sposobu na uniknięcie kolejnego, tak kosztownego impasu na froncie, Mahan i Corbett studiowali zaś dzieje morskiej potęgi Wielkiej Brytanii w latach 1689–1815, a przede wszystkim jej konflikty z Francją.
Do listy można dopisać kolejne nazwiska, w tym Michaiła Frunze i Mao Zedonga traktujących o wojnach rewolucyjnych w XX wieku oraz Charlesa Calwella i (reprezentującego inne poglądy) Davida Galulę studiujących działania przeciwpartyzanckie. Włączenie do panteonu postaci Sun Tzu i Mao Zedonga stanowi odpowiedź na rosnące znaczenie Chin jako potęgi wojskowej. Podobnego zainteresowania nie wzbudziły przy tym Indie, które wysuwają się na pierwsze miejsce pod względem liczby ludności. Także wojna powietrzna zrodziła swoich propagatorów oraz analityków (wchodzących często w ostre spory), szczególnie w osobach Giulia Duheta i Williama Mitchella.
Zarówno treść, jak i zakres oraz wydźwięk tradycyjnych prac teoretycznych rodzą jednak szereg problemów.
Po pierwsze, teorie myślicieli wojskowych zwykły górować nad ideami, a tym bardziej praktycznymi działaniami faktycznych uczestników walk. Większość z nich nie pozostawiła po sobie teoretycznych prac lub nie nadała im usystematyzowanej formy, lecz prawdziwy problem polega na tym, że teoretycy wojskowości opowiadają o… innych teoretykach wojskowości. Niekoniecznie interesuje ich zbliżenie do decydentów, poznanie ich pobudek i wolą raczej rozwodzić się nad swoimi spostrzeżeniami i wtłaczać innych w przyszykowane ramy koncepcyjne, a następnie przesadnie podkreślać ich znaczenie. I tak, Basil Liddell Hart, który z ochotą pozował na wzgardzonego proroka we własnej ojczyźnie, Wielkiej Brytanii, jednak przyczynił się do rozwoju koncepcji blitzkriegu, a także działań Izraela podczas wojny sześciodniowej w 1967 roku. Pozwoliło mu to znacznie wyolbrzymić swoje znaczenie.
Po drugie, autorzy dzieł teoretycznych znacznie większą wagę przykładają do wojen między państwami niż konfliktów wewnętrznych. Zdaje się, że wojny domowe biorą na tapet jedynie wówczas, gdy obie strony dysponują formalną lub na wpół formalną, strukturą organizacyjną armii, jak choćby podczas wojny w Anglii (1642–1648) i w Stanach Zjednoczonych (1851–1865).
Po trzecie, oś dyskusji wyznaczają najczęściej bitwy, nie zaś potyczki czy „małe wojny” (lub blokady morskie), mimo iż są równie powszechne i podobnie istotne. Ich znaczenie jeszcze wzrosło od czasów II wojny światowej, a w ich dostrzeżeniu nie pomaga podejście oparte na filozofii „decydującej bitwy”. Może się ono sprawdzić, gdy liczba jednostek jest niewielka, jak okrętów wojennych czy współcześnie samolotów, a utrata każdej z nich ma istotny wpływ na przebieg walk.
I po czwarte, znaczna część świata w klasycznych opracowaniach jest sprowadzana do „prymitywnego” obrazu, w którym przeważa wizerunek prostego i surowego wojownika, widoczny zwłaszcza w odniesieniu do ludów stepowych i państw Afryki.
Autorzy prac teoretycznych zwykli prezentować je jako niezbyt rozwinięte (i zróżnicowane) w porównaniu z państwami o „ugruntowanej” strukturze, szczególnie jeśli gospodarka tych drugich opierała się na dobrze rozwiniętym rolnictwie i przemyśle i przynależały do Zachodu (Europa i Ameryka Północna) lub Azji Wschodniej. Tworzy to mapę punktów ciężkości, wspartą przekonaniem, że „rozwinięte społeczeństwa” są z miejsca najskuteczniejsze w swoich działaniach. Równocześnie to z nich
wyrastają skrojone na „nowoczesną” modłę armie i prace teoretyków wojskowości. Tym sposobem społeczeństwa „niedorozwinięte” zyskują znaczenie jedynie wówczas, gdy kopiują elementy najskuteczniejszej praktyki, czyli zachodniej, lub tworzą coś na jej wzór.
Wyrażona w taki sposób postawa klasycznych autorów rodzi liczne problemy. Często pomniejsza się znaczenie skuteczności armii Hunów w V wieku, Mongołów w XIII, Timura Chromego w XIV i Mandżurów w XVII wieku, czyli zdominowanych przez kawalerię pozaeuropejskich sił, lub z góry skazuje się na porażkę w dłuższej perspektywie, choć zgodnie z taką optyką każda siła wojskowa kiedyś musi stracić znaczenie. Podejście to wynika z kolei z wagi, jaką przywiązuje się do zachodnich formacji piechoty. Widać to jeszcze wyraźniej, gdy uwypukla się rolę powiązań wojska z przemysłem, tworzących „kompleks”, czyli zaczyn dla produkcji zaawansowanego uzbrojenia wykorzystywanego w nowoczesnych konfl iktach, terminy zaś „przemysłowy”, „zaawansowany” i „nowoczesny” odnoszą się do konkretnych zjawisk.
Opierające się na gospodarce rolnej bez większego udziału przemysłu społeczeństwa stepowe nie rozwijały takich systemów. Tym samym mogą sprawiać wrażenie przestarzałych. I to nawet w sytuacji, gdy ich zacofanie stawało się widoczne dopiero w XIX wieku. Różnica w rozwoju jest bowiem zarówno przyczyną, jak i skutkiem epoki imperializmu tamtego stulecia, choć trudno mówić o czymś takim jak wiek imperializmu. W dyskusji nad społeczeństwami stepowymi pobrzmiewa teleologiczna nuta (wiemy, dokąd wszystko zmierza, a ten kierunek jest właściwy i nieunikniony), podobnie jak w całej historii wojskowości. Ramy tej teleologicznej wykładni wyznaczają coraz skuteczniejsze rozwiązania technologiczne i organizacyjne.
Jednak zbudowana na teleologii narracja, czerpiąca z teorii modernizacji i posługująca się często dyskursem o rewolucjach wojskowych jako narzędziach tłumaczenia zmian, nie wytrzymuje starcia z rzeczywistością lat 20. XXI wieku. Współcześnie meksykańskie kartele przestępcze mają pod bronią więcej ludzi niż niejedna europejska armia.
Kultura jest kluczowym konceptem w badaniu dziejów wojskowości, ponieważ to właśnie spojrzenie na odmienne sposoby postrzegania i doświadczania konfliktów umożliwia wyjście poza rzekomo uniwersalne założenia dotyczące ich natury. Co więcej, takie podejście jest konieczne podczas walki pośród − lub przeciwko – społecznościom odmiennym niż własne, aby właściwie ocenić rolę, jaką odgrywają siła i rozumienie sukcesu. Niedocenienie tych czynników było wyraźnie widoczne w problemach, z którymi borykały się Stany Zjednoczone podczas konfliktów toczonych w Iraku i Afganistanie.
Większość współczesnych obserwatorów z Zachodu prawie w ogóle nie włącza do rozważań kwestii religijnych ani ich roli w kształtowaniu postaw społeczeństwa wobec zwycięstwa i klęski, cierpienia i śmierci, a co za tym idzie, gotowości do pogodzenia się ze stratami. Jak wielokrotnie dowiodły ostatnie dekady walk w świecie islamu, budowane w oparciu o taktyczne, operacyjne i strategiczne kalkulacje koncepcje osiągnięcia zwycięstwa, czyli praktyczne działania, mogą łatwo zostać zaburzone przez czynnik religijny, czego liczne przykłady znajdziemy w najstarszych relacjach o wojnach.
Pominięcie wpływu religii to problem związany z jedną z najbardziej intrygujących teorii tłumaczących dzieje wojskowości, którą w XVIII wieku rozwijali tacy autorzy, jak Edward Gibbon, William Robertson czy Adam Smith. W ich opinii historia to przechodzenie z jednego etapu do kolejnego w procesie rozwoju społeczno-gospodarczego, poczynając od społeczeństw łowców i zbieraczy, do społeczności pasterskich, rolniczych, a następnie do zurbanizowanych systemów, cechujących się odmiennymi instytucjami zarówno politycznymi, jak i wojskowymi. Włączając w nią dzisiejsze społeczeństwa, teoria zakłada, że występują różnice między środowiskami naturalnymi i kulturowymi na całym świecie, choć nie czyni już podobnego rozróżnienia na kierujące nimi prądy ideologiczne.
Bez względu na to, czy zagłębiamy się w teorie Clausewitza, czy Gibbona tworzącego pół wieku wcześniej, mamy do czynienia z ideami rozciągniętymi w perspektywie longue durée (długiego trwania), z próbą uchwycenia esencji wojny. Mimo to większość rozważań teoretycznych odbywa się w bardzo ograniczonej skali czasowej. Polegają one na analizie nieodległych dla autora konfliktów w celu odkrycia, jakimi możliwościami dysponują potencjalni przeciwnicy. Niemcy na przykład skłoniły się ku inwazji na Związek Radziecki w 1941 roku po przyjrzeniu się błędom, jakie popełniła Armia Czerwona w wojnie zimowej. Jednak dowodząc tego, że teoria i analiza mogą prowadzić nas ku uprzednio pożądanym wnioskom, zignorowały kluczowy etap, w którym po początkowych bolesnych klęskach ZSRR odniósł ostatecznie zwycięstwo.
Takie analizy wojskowe często nie wykraczają poza strefę komfortu i mają skłonność do potwierdzenia instytucjonalnych, narodowych i społecznych uprzedzeń. Skupiając się zatem na aktualnych problemach i nadchodzącym konflikcie, analitycy z United States Army Corps (Korpusu Lotniczego Armii Stanów Zjednoczonych) winili za porażkę niemieckiego Luftwaffe w walkach o Wielką Brytanię w 1940 roku brak strategicznych bombowców, nie zaś ogólne słabości sił powietrznych III Rzeszy lub znaczenie brytyjskich zintegrowanych systemów obrony powietrznej. Dało to zielone światło do inwestowania w bombowce strategiczne.
W lipcu 1941 roku Air War Plans Division 1 (Dział Planowania Wojny w Powietrzu 1) przedstawił szczegółowy plan pokonania Niemiec siłami powietrznymi. Stany Zjednoczone mierzyły się w tym wypadku z przeciwnikiem, który we właściwy sposób nakierował je zarówno na rozwój swojej doktryny, jak i kluczowe wsparcie przy jej wdrażaniu.
Istnieje tendencja do postrzegania błędów w analizie i uprzedzeń kierujących instytucjami państwa jako rzeczy z przeszłości, ale równie dobrze dziś możemy się zmagać z takimi problemami, na przykład przy zakupach uzbrojenia czy kształtowaniu „doktryn” odzwierciedlających idee. Co więcej, polemiczne i nastręczające problemów publikacje strategicznych przeglądów podkreślają znaczenie wyborów w wykonywaniu zadań, wyznaczaniu priorytetów, zakupach sprzętu i formułowaniu doktryn.
Wszystko to ma następnie wpływ nie tylko na kierunek kolejnych posunięć, lecz także na cały kontekst, w ramach którego wybory te są przedstawiane, rozważane i wdrażane. Innymi słowy, „przygotowywanie się na minioną wojnę” to długi proces, który z jednej strony wyrasta z nieprawidłowego czytania przeszłości, a z drugiej przypomina o konieczności jej studiowania. Ostatecznym krokiem w rozważaniach jest ujmowanie wojny jako całości w ramy teorii.
Teoria wojskowości jest intensywnie rozwijana dzięki kulturze popularnej, gdzie duży nacisk kładzie się na heroizm jednostek, zbiorową odwagę, a także jedność społeczności cementującą gotowość do walki. Cechy te odgrywały ogromną rolę w najstarszych dziełach literackich i do dzisiaj silnie rezonują we współczesnych utworach, grach komputerowych i innych mediach. W tym przypadku teoria mówi jednak o triumfie charakteru, choć jeśli przybrać narrację w płaszcz prowidencjalizmu i fatalizmu, także klęska może stać się heroiczna, jak choćby ta zadana przez Persów Spartianom pod Termopilami w 480 roku p.n.e., czy zadaną przez Meksyk Teksańczykom w bitwie o Alamo w 1836 roku. Wówczas to właśnie klęska jest wyrazem niezłomnej woli.
Ten sposób objaśniania wojny budzi największe zainteresowanie, na co wpływ między innymi miała rosnąca, szczególnie od lat 70. XX wieku, popularność rozważań o „obliczu bitwy”, w której na pierwszy plan wysuwały się historie pojedynczych jej uczestników i gromadzenie relacji naocznych świadków. To podejście mniej uwagi poświęca istotnym elementom rozgrywającym się w tle, czyli strategii, logistyce i komunikacji, a skupia się na wymiarze taktycznym i sile woli człowieka. Związek tych czynników jest ukazywany choćby w postaci jedności oddziałów.
Współczesne społeczeństwa szczególnie żywo reagują na przekaz wizualny i gotowe „lekcje”. Można w nich zawrzeć opowieści o heroicznych czynach, lecz także zademonstrować możliwości poszczególnych rodzajów uzbrojenia, przy czym nietrudno tutaj o materiał graficzny. Historia to szczególny nośnik przesłania, które w tym wypadku niekoniecznie musi przybrać formę pisemną, bo może mu ona odebrać czytelność i niejako sugerować, że nie każdy jest zdolny je przyswoić. Co więcej, dzięki mediom wizualnym przekaz łatwiej dociera do mieszkańców większości rejonów świata. Przekaz wizualny pozwala na ekspresję teoretycznych rozważań z zakresu historii wojskowości w sposób niebezpośredni, a media, w których one rozbrzmiewają, stanowią współczesny odpowiednik mówionych poematów, tak ważnych w przeszłości. I znów zarysowują się tu związki, a przynajmniej echa podobieństw rezonujące przez wieki.
Jeremy Black
Jest to fragment książki Jeremy’ego Blacka Wojna. Krótka historia, wydanej przez Wydawnictwo RM, której recenzję zamieszczamy w tym numerze.
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 204
Jak władza przepisuje historię, by zabezpieczyć teraźniejszość.
Historia nigdy nie jest neutralnym zapisem wydarzeń ani prostym nagromadzeniem faktów ułożonych w porządku chronologicznym. Jest to przestrzeń sporna, w której pamięć, tożsamość i legitymizacja zderzają się ze sobą, kształtowane zarówno przez władzę, jak i dowody.
Akt dokumentowania historii zawsze wiąże się z selekcją: decydowaniem, które wydarzenia mają znaczenie, czyje głosy mają być zachowane i jak przedstawiane są przyczyny i skutki. Z tego powodu ci, którzy sprawują władzę, konsekwentnie dążą do kontrolowania narracji historycznych, kładąc nacisk na osiągnięcia legitymizujące ich rządy, minimalizując lub wymazując epizody przemocy i niesprawiedliwości oraz dyskredytując alternatywne relacje podważające oficjalne wersje przeszłości.
Na różnych kontynentach i w różnych systemach politycznych, czy to reżimach autorytarnych, administracjach kolonialnych, czy nawet państwach demokratycznych, wyłania się znany schemat. Władcy i ich zwolennicy rewidują lub reinterpretują historię, aby przedstawić siebie jako nieuniknionych, sprawiedliwych lub koniecznych, a jednocześnie przedstawiać przeciwników jako niebezpiecznych, nieuprawnionych lub moralnie zepsutych. Czyniąc to, przekształcają historię w narzędzie polityczne, a nie w narzędzie krytycznego badania.
Ta walka o pamięć historyczną nie jest ani przypadkowa, ani czysto akademicka. Jest celowa, pilna i głęboko polityczna, ponieważ kontrola nad przeszłością kształtuje sposób, w jaki społeczeństwa rozumieją siebie w teraźniejszości. Narracje historyczne wyznaczają granice moralne: definiują bohaterów i złoczyńców, ofiary i sprawców, postęp i upadek. Kiedy reżimowi udaje się narzucić swoją wersję historii, zyskuje on coś więcej niż symboliczną władzę, ponieważ wpływa na wartości publiczne, tożsamość narodową i granice akceptowalnej debaty.
Z kolei kwestionowanie oficjalnych historii może destabilizować władzę, ujawniać nieprawidłowości i otwierać przestrzeń dla żądań sprawiedliwości lub reform.
Z tego powodu spory o podręczniki, pomniki, archiwa i publiczne upamiętnienia są często równie zacięte, jak spory o prawa czy wybory. Ktokolwiek kontroluje przeszłość, nie tylko interpretuje to, co było; pomaga określić, co jest pamiętane, co zapomniane, a ostatecznie, jaką przyszłość może sobie wyobrazić społeczeństwo.
Historia jako narzędzie władzy
Zamiast całkowitego zaprzeczenia, współczesny rewizjonizm historyczny zazwyczaj działa poprzez selektywne podkreślanie. Niektóre wydarzenia są wyolbrzymiane, inne minimalizowane; motywy oczyszczane, a konsekwencje zacierane. Nadużycia strukturalne stają się „niezbędnymi środkami”, a krytycy są nazywani wrogami, zdrajcami lub agentami obcych wpływów. Ten proces pozwala władzy przekształcać pamięć bez pozoru jej całkowitego fałszowania. Kontrolując, które fakty są eksponowane, a które zepchnięte do przypisów, osoby sprawujące władzę mogą zachować pozory prawowitości, jednocześnie po cichu wymazując niewygodne prawdy.
W spolaryzowanych społeczeństwach historyczna złożoność staje się obciążeniem. Niuanse przedstawiane są jako słabość, a moralna dwuznaczność jako zdrada. Przeszłość jest upraszczana do opowieści o bohaterach i złoczyńcach, niemal zawsze z tymi u władzy w roli tych pierwszych.
Takie narracje oferują emocjonalną jasność i dumę narodową, ale kosztem precyzji. Zniechęcają obywateli do zadawania trudnych pytań o przyczynowość, odpowiedzialność i długoterminowe konsekwencje. Historia staje się mniej polem badań, a bardziej moralnym scenariuszem, nakazującym lojalność zamiast zrozumienia.
Ta instrumentalizacja historii służy obecnym potrzebom. Przedstawiając przeszłe działania jako nieuniknione lub słuszne, obecna polityka zyskuje odziedziczone uzasadnienie. Wzory nierówności lub przemocy są naturalizowane jako tradycje, podczas gdy opór jest przedstawiany jako dewiacja lub rozpad. Z biegiem czasu ta przekształcona pamięć ogranicza wyobraźnię polityczną: jeśli przeszłość jest utrwalona jako cnotliwa i nieskomplikowana, żądania reform wydają się niepotrzebne, a nawet niebezpieczne. Historia, niegdyś mająca na celu oświetlanie zmiany, jest zamiast tego wykorzystywana do jej blokowania.
Ostatecznie, gdy historia jest traktowana jako narzędzie władzy, a nie zapis ludzkich zmagań, przestaje edukować, a zaczyna dyscyplinować. Uczy nie tego, jak powstały społeczeństwa, ale tego, jak obywatele powinni się zachowywać. Odkrywanie historycznej złożoności wraz z jej konfliktami, porażkami i nierozwiązanymi napięciami jest zatem nie tylko ćwiczeniem akademickim, lecz demokratycznym. Otwiera na nowo przestrzeń dla odpowiedzialności, empatii i uznania, że teraźniejszość, podobnie jak przeszłość, mogła wyglądać inaczej.
Stany Zjednoczone: Nowe spojrzenie na kontrowersyjną prezydenturę
W Stanach Zjednoczonych wysiłki mające na celu zmianę niedawnej historii są szczególnie widoczne w próbach rehabilitacji wizerunku prezydenta USA Donalda Trumpa. Zwolennicy coraz częściej przedstawiają jego prezydenturę jako okres moralnej prawości, ożywienia gospodarczego i bezkompromisowej siły narodu, podkreślając wybrane osiągnięcia, a jednocześnie bagatelizując lub wręcz negując wydarzenia, które wywołały powszechne zaniepokojenie. W tej interpretacji rezultaty polityczne są upraszczane do symboli determinacji, a konflikt polityczny przedstawiany jako dowód cnoty, a nie dowód kontrowersji.
Udokumentowane spory, od kwestii etycznych i zachowań naruszających normy, po kwestionowanie instytucji demokratycznych, są często bagatelizowane jako zmyślenia lub przesady, wykreowane przez politycznych wrogów. Śledztwa prowadzone przez organy Kongresu, niezależnych prokuratorów i inspektorów generalnych są przedstawiane jako stronnicze „polowania na czarownice”, podczas gdy obszerne reportaże dziennikarskie i krytyczne analizy są określane jako skoordynowane kampanie dezinformacyjne.
Ten retoryczny ruch nie tylko kwestionuje interpretacje wydarzeń; ma on na celu podważenie instytucji odpowiedzialnych za tworzenie wiarygodnych rejestrów publicznych.
Centralnym elementem tego przeformułowania jest odwrócenie narracji, które przedstawia Trumpa nie jako jedną z najpotężniejszych osób na świecie, lecz jako prześladowanego outsidera, uwikłanego w walkę ze skorumpowanym i samolubnym „establishmentem”. Władza zostaje na nowo zdefiniowana jako bezbronność, a odpowiedzialność – jako prześladowanie. Podkreślając poczucie krzywdy i bycia ofiarą, historia ta mobilizuje lojalność i chroni przywództwo przed krytyką, zachęcając zwolenników do postrzegania krytyki jako z natury nieuzasadnionej, niezależnie od jej podstaw dowodowych.
Szerszym skutkiem jest fragmentacja wspólnej rzeczywistości. Kiedy podstawowe fakty stają się kwestią partyjnej tożsamości, a nie empirycznego porozumienia, możliwość zbiorowego osądu słabnie. Debata publiczna odchodzi od oceny zachowań i konsekwencji w stronę obrony lub odrzucenia całych ekosystemów informacyjnych. W takim środowisku demokratyczna odpowiedzialność, oparta na wspólnym rozumieniu tego, co się wydarzyło i dlaczego, staje się coraz trudniejsza do utrzymania.
Poprzez oczyszczanie przeszłości, ta wersja historii dąży do normalizacji zachowań, które w przeciwnym razie byłyby powszechnie potępiane. Działania, które kiedyś naruszały ustalone standardy etyczne lub normy instytucjonalne są reinterpretowane jako konieczne, niezrozumiane, a nawet heroiczne.
Z czasem ta normalizacja grozi obniżeniem oczekiwań wobec zachowań politycznych w szerszym zakresie, ustanowieniem precedensów wykraczających poza jedną prezydenturę i przeobrażeniem moralnych granic samego życia publicznego.
Filipiny: Konkurujące wspomnienia i sztucznie wykreowana nostalgia
Na Filipinach rewizjonizm historyczny nie jest ani subtelny, ani ograniczony do debaty akademickiej; jest bardzo widoczny, nacechowany emocjonalnie i głęboko zakorzeniony we współczesnym życiu politycznym. Konkurujące ze sobą wersje przeszłości są aktywnie mobilizowane do legitymizacji obecnej władzy, zamieniając historię w pole bitwy lojalności, tożsamości i żalu.
Jednym z najwyraźniejszych przykładów jest ciągła obrona uwięzionego byłego prezydenta Rodrigo Duterte . Zagorzali zwolennicy próbują przedstawić jego brutalną „wojnę z narkotykami”, która doprowadziła do tysięcy zgonów, z których wiele miało miejsce poza sądem, jako konieczną i heroiczną kampanię na rzecz bezpieczeństwa publicznego. Obszerna dokumentacja sporządzona przez lokalnych dziennikarzy, organizacje praw człowieka i organy międzynarodowe jest odrzucana jako propaganda, przesada lub zagraniczna ingerencja mająca na celu podważenie suwerenności Filipin. W tej narracji ofiary są redefiniowane jako przestępcy, którzy „zasłużyli” na swój los, podczas gdy Duterte jest przedstawiany jako zdecydowany przywódca, gotowy zrobić to, czego inni by nie zrobili. Moralne oburzenie zostaje odwrócone: odpowiedzialność staje się prześladowaniem, a krytyka jest przedstawiana jako zdrada.
Jednocześnie administracja prezydenta Ferdinanda „Bongbonga” Marcosa Jr. spotkała się z krytyką za tolerowanie, a w niektórych przypadkach umożliwianie prób łagodzenia lub zniekształcania historycznego zapisu rządów rodziny Marcos. Okres stanu wojennego pod rządami Ferdinanda Marcosa Sr. , naznaczony powszechną korupcją, represjami politycznymi, wymuszonymi zaginięciami, torturami i grabieżą zasobów państwowych, jest coraz częściej przedstawiany przez lojalistów jako złoty wiek porządku, dyscypliny i dumy narodowej. Kampanie w mediach społecznościowych, selektywnie montowane filmy dokumentalne i rewizjonistyczne materiały edukacyjne kładą nacisk na projekty infrastrukturalne i wzrost gospodarczy, jednocześnie minimalizując lub wymazując doświadczenia ofiar.
To nostalgiczne przeformułowanie kwitnie w środowisku cyfrowym, gdzie algorytmy nagradzają historie wywołujące emocje, a nie udokumentowaną prawdę. Młodsze pokolenia, nie mające bezpośredniej pamięci o stanie wojennym, stykają się z wyreżyserowaną przeszłością, w której sprzeciw to chaos, autorytaryzm to efektywność, a cierpienie jest albo wyolbrzymiane, albo usprawiedliwiane jako straty uboczne. W tej interpretacji niedoskonałości demokracji są niekorzystnie skontrastowane z wyimaginowaną erą silnego przywództwa i jedności narodowej.
To, co dzieje się na Filipinach, to nie tylko historyczna amnezja; to aktywna rehabilitacja zdyskredytowanej władzy. Ofiary przemocy państwowej są spychane na margines pamięci publicznej, ich zeznania są kwestionowane lub ignorowane, a sprawcy i ich pomocnicy są ponownie przedstawiani jako źle pojmowani twórcy narodu, których nadużycia usprawiedliwia kontekst lub konieczność. Odpowiedzialność jest przeformułowywana jako mściwość, a sprawiedliwość jako niestabilność.
Te konkurujące ze sobą wspomnienia ujawniają, jak walka o historię jest nierozerwalnie związana z walką o przyszłość. Przekształcając przeszłość w powód do dumy, a nie przestrogi, narracje rewizjonistyczne osłabiają normy demokratyczne i normalizują przemoc jako narzędzie rządzenia. W przypadku Filipin, sztucznie wykreowana nostalgia nie tylko reinterpretuje historię, ale także warunkuje obywateli do akceptacji jej powtarzalności.
Izrael i Palestyna: historia jako pole bitwy
Niewiele współczesnych konfliktów ilustruje tak dobitnie militaryzację historii, jak konflikt Izraela z Palestyną. Od samego początku konfliktu, konkurujące ze sobą narracje historyczne nie tylko odzwierciedlały odmienne wspomnienia przeszłości, ale także aktywnie kształtowały legitymację polityczną, percepcję międzynarodową i rezultaty polityczne. Przez dekady dominujące narracje o państwie izraelskim, wzmacniane przez potężnych sojuszników w Ameryce Północnej i Europie, przedstawiały Izrael przede wszystkim jako małą, oblężoną demokrację, zmuszoną do obrony przed nieustannymi zagrożeniami zewnętrznymi.
W tym ujęciu izraelskie działania militarne są przedstawiane jako reaktywne i konieczne, podczas gdy szerszy kontekst historyczny wywłaszczenia Palestyńczyków jest często marginalizowany.
W tej wersji historii doświadczenia Palestyńczyków są często sprowadzane do wąskiego kontekstu przemocy, ekstremizmu lub terroryzmu. Strukturalne realia okupacji, ekspansji osadnictwa i nierównych systemów prawnych są bagatelizowane lub usprawiedliwiane jako środki bezpieczeństwa. Cierpienie ludności cywilnej jest traktowane wybiórczo, często postrzegane jako tragiczne, ale nieuniknione straty uboczne, a nie jako przewidywalny rezultat długoterminowej polityki politycznej i wojskowej. W rezultacie życie Palestyńczyków uwidacznia się głównie w momentach konfrontacji, a nie jako trwająca rzeczywistość społeczna i polityczna, kształtowana przez historyczne przesiedlenia i ograniczenia systemowe.
Kluczowe momenty historyczne są szczególnie kontrowersyjne. Masowe wysiedlenia Palestyńczyków podczas tworzenia Izraela w 1948 roku, znane Palestyńczykom jako Nakba, są często przedstawiane jako dobrowolna ucieczka, niezamierzona konsekwencja wojny lub całkowicie pomijane w narracjach głównego nurtu. Tymczasem palestyński opór jest często oderwany od swoich historycznych przyczyn, przedstawiany jako irracjonalna wrogość, a nie jako odpowiedź na wywłaszczenie, bezpaństwowość i dekady rządów wojskowych. Ta wybiórcza narracja historyczna zawęża moralne i polityczne ramy, przez które postrzegany jest konflikt.
Krytycy argumentują, że taka konstrukcja narracji służy wyraźnemu celowi politycznemu: podważa palestyńskie roszczenia do ziemi, praw i samostanowienia, jednocześnie konsekwentnie stawiając Izrael na wyższym poziomie moralnym. Kontrolując ramy historyczne, można uzasadnić współczesną politykę, taką jak ekspansja osadnictwa, ograniczenia w przemieszczaniu się i powtarzające się operacje wojskowe, jako konieczność obronną, a nie jako wybór z politycznymi alternatywami. Historia staje się nie polem badań, lecz narzędziem rządzenia.
Jednocześnie głosy kwestionujące to dominujące ujęcie, niezależnie od tego, czy pochodzą od palestyńskich historyków, izraelskich „nowych historyków”, organizacji praw człowieka, czy obserwatorów międzynarodowych, są często odrzucane, zamiast być merytorycznie zaangażowane. Krytykę często określa się jako stronniczą, antysemicką lub wrogą wobec istnienia Izraela, co odsuwa debatę od dowodów na rzecz kwestii motywacji i lojalności. Ten retoryczny zabieg jeszcze bardziej zawęża przestrzeń dla uczciwej analizy historycznej i wzmacnia istniejące asymetrie władzy.
Jak w przypadku wielu głęboko zakorzenionych konfliktów, walka toczy się tu nie tylko o ziemię czy granice, ale także o sam sens. Historia nie jest po prostu inaczej pamiętana; jest aktywnie kontestowana, kształtowana i mobilizowana, by uzasadnić obecne struktury władzy i wykluczyć pewne polityczne przyszłości. W przypadku Izraela i Palestyny przeszłość pozostaje nierozwiązana nie dlatego, że fakty są niepoznawalne, ale dlatego, że ich uznanie niesie ze sobą głębokie implikacje dla odpowiedzialności, sprawiedliwości i możliwości zmiany.
Unia Europejska i pamięć geopolityczna
W Europie rewizjonizm historyczny często przejawia się w stosunkach międzynarodowych, zwłaszcza w dyskusjach dotyczących Rosji. Unia Europejska i jej sojusznicy często promują narracje przedstawiające Rosję jako z natury agresywnego, rewizjonistycznego i wyjątkowo destabilizującego aktora na arenie międzynarodowej. Choć polityka i działania Rosji niewątpliwie zasługują na uwagę, narracje te zazwyczaj minimalizują lub pomijają rolę, jaką zachodnie rządy i instytucje odegrały w kształtowaniu obecnego otoczenia geopolitycznego. W rezultacie historia jest przedstawiana nie jako pole do kontrowersyjnej interpretacji, lecz jako ugruntowana opowieść moralna z jasno określonymi złoczyńcami i ofiarami.
Kluczowe wydarzenia historyczne, takie jak pozimnowojenne przegrupowania sił, ekspansja NATO na wschód, wstrząsy gospodarcze w byłych państwach radzieckich i długotrwałe regionalne obawy o bezpieczeństwo, są często upraszczane lub całkowicie pomijane. Te pominięcia zaciemniają interaktywny charakter polityki międzynarodowej, w której decyzje wielu aktorów wpływają na wyniki w czasie. Usunięcie kontekstu powoduje, że złożone kalkulacje strategiczne są postrzegane jako dowód niezmiennego charakteru narodowego, a nie jako reakcja na zmieniające się struktury władzy i postrzegane zagrożenia.
To wybiórcze ujęcie przekształca debaty geopolityczne w imperatywy moralne, w których zgodność z dominującą narracją staje się testem etycznego zaangażowania, a nie rygoru analitycznego. Odmienne poglądy, nawet oparte na dowodach historycznych lub rozumowaniu strategicznym, ryzykują odrzucenie jako apologetyczne lub moralnie podejrzane. Takie środowisko zniechęca do krytycznej analizy i ogranicza przestrzeń do złożonej dyskusji, wzmacniając ideologiczny konformizm ponad empiryczną ocenę.
Zinstytucjonalizowana pamięć selektywna ostatecznie sprowadza historię do roli narzędzia propagandy. Ogranicza ona możliwości dyplomacji, uniemożliwiając wzajemne zrozumienie, i ogranicza odpowiedzialność, zaciemniając kumulatywne konsekwencje przeszłych decyzji. Bardziej zrównoważone podejście do historii, uwzględniające odpowiedzialność wszystkich podmiotów i złożoność, a nie moralny absolutyzm, jest niezbędne dla utrzymania wiarygodnych debat politycznych i wspierania długoterminowej stabilności w stosunkach międzynarodowych Europy.
Dlaczego prawda staje się zagrożeniem
We wszystkich tych przypadkach motyw jest spójny: strach. Osoby sprawujące władzę rzadko są zagrożone przez fałsz; są zagrożone przez prawdy, których nie da się kontrolować. Uczciwe rozliczenie z historią destabilizuje starannie skonstruowane mity legitymizacji, obnażając przepaść między deklarowanymi wartościami a rzeczywistością. Ujawnia sprzeczności między retoryką a działaniem, ideałami a rezultatami, autorytetem a odpowiedzialnością. Co jest najbardziej niebezpieczne dla zakorzenionej władzy, oddaje głos i wiarygodność tym, którzy zostali skrzywdzeni, a są to ludzie, których doświadczenia podważają oficjalne narracje o dobroci, konieczności lub nieuchronności.
Przywódcy i instytucje, które roszczą sobie prawo do autorytetu moralnego, opierają się na selektywnej pamięci. Ich autorytet opiera się nie tylko na tym, co robią, ale także na tym, jak te działania są pamiętane. Przyznanie się do dawnych nadużyć, czy to przemocy kolonialnej, systemowej dyskryminacji, represji politycznych, czy wyzysku ekonomicznego, wymusza konfrontację z odpowiedzialnością. Skłania do żądań zadośćuczynienia, reform lub przeprosin i podważa pogląd, że obecne struktury władzy są zasłużone lub sprawiedliwe. Dla tych, którzy korzystają ze status quo, takie rozliczenia nie są abstrakcyjnymi ćwiczeniami moralnymi; stanowią bezpośrednie zagrożenie dla legitymizacji.
Gdy władza czuje się bezpieczna, można debatować o historii. Gdy władza wydaje się krucha, historią trzeba zarządzać. W takich momentach archiwa są zamykane, programy nauczania przepisywane, pomniki bronione, a sprzeciw określany jako nielojalność. Głosicieli prawdy postrzega się jako agitatorów, uczonych jako ideologów, a samą pamięć jako pole bitwy.
Stawką nie jest tu jedynie interpretacja, ale kontrola nad tożsamością, przynależnością i granicami akceptowalnego myślenia.
Prawda staje się zatem niebezpieczna nie dlatego, że jest destrukcyjna, lecz dlatego, że ma charakter emancypacyjny. Rozluźnia uścisk odziedziczonych mitów i otwiera przestrzeń dla odpowiedzialności i zmiany. Dla tych, którzy rządzą za pomocą narracji w równym stopniu, co prawa czy siły, jest to nie do zniesienia. Kiedy autorytet opiera się na milczeniu lub zniekształcaniu, uczciwość staje się wywrotowa. A kiedy strach rządzi władzą, historia przestaje być zapisem przeszłości, a staje się bronią, którą można posługiwać się lub tłumić.
Obrona historii przed władzą
Historia nie jest własnością rządów, partii politycznych ani reżimów rządzących. Nie należy do tych, którzy sprawują władzę w danym momencie, ani do tych, którzy dążą do jej legitymizacji poprzez wybiórczą pamięć. Historia należy do społeczeństwa, a przede wszystkim do ludzi, którzy doświadczyli jej konsekwencji, którzy cierpieli, stawiali opór, podporządkowali się, przetrwali lub zostali uciszeni przez decyzje podjęte w ich imieniu. Należy zarówno do ofiar, jak i do zwycięzców, a także do przyszłych pokoleń, które zasługują na uczciwą relację z tego, jak powstała teraźniejszość.
Obrona prawdy historycznej nie oznacza zastępowania jednej oficjalnej narracji inną ani zamiany jednej ideologii na jej lustrzane odbicie. Nie chodzi o wykorzystywanie przeszłości jako broni do wygrywania współczesnych sporów politycznych. Chodzi raczej o naleganie na rzetelne dowody, staranny kontekst i moralną odpowiedzialność. Wymaga to uznania złożoności bez używania jej jako wymówki, uznania winy bez zacierania niuansów i odmowy spłaszczenia ludzkiego doświadczenia do poziomu propagandy. Prawdziwa obrona historyczna wymaga otwartości na niewygodne fakty i gotowości do rewizji wniosków w obliczu nowych dowodów.
W epoce dezinformacji, w której fałsz rozprzestrzenia się szybciej niż fakty, a powtarzanie może maskować się jako prawda, obrona historii staje się aktem oporu.
Tendencje autorytarne często zaczynają się nie od zakazywania książek, ale od subtelnego przekształcania pamięci: minimalizowania niewygodnych zdarzeń, przekształcania przestępstw w konieczność, a dysydentów w zdrajców. Społeczeństwa, które pozwalają, by ich przeszłość była przepisywana dla politycznej wygody, ryzykują powtórzenie swoich najgorszych błędów, tym razem pod wpływem iluzji moralnej pewności lub narodowej prawości.
Szczere wspominanie nie jest aktem nielojalności. Konfrontacja z własnymi niepowodzeniami nie jest zdradą kraju, kultury ani społeczności. Wręcz przeciwnie, jest wyrazem obywatelskiej odpowiedzialności. Dojrzałe społeczeństwo to takie, które potrafi stawić czoła swojej historii bez lęku, uczyć się z niej bez zaprzeczania i nauczać bez zniekształcania. Tylko broniąc historii przed władzą, możemy zapewnić, że pamięć będzie służyć sprawiedliwości, a nie dominacji, i prawdzie, a nie kontroli.
Ruel F. Pepa
Prof. Ruel F. Pepa jest filipińskim filozofem mieszkającym w Madrycie w Hiszpanii. Emerytowany naukowiec (profesor nadzwyczajny IV), wykładał filozofię i nauki społeczne przez ponad piętnaście lat na Trinity University of Asia, anglikańskim uniwersytecie na Filipinach. Jest adiunktem naukowym Centrum Badań nad Globalizacją (CRG)
.
Za: https://www.globalresearch.ca/power-rewrites-history-secure-present/5909891
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 509
Wall Street i powstanie Hitlera
Naziści nigdy nie mogliby dojść do władzy, zbudować swojego przemysłu, ani iść na wojnę, gdyby nie wsparcie Wall Street. Antony Sutton dokumentuje finansowy ślad audytu łączący Wall Street z dojściem Hitlera do władzy, sięgający sponsorowanego przez JP Morgana Planu Dawesa z 1924 roku, rzekomo mającego na celu pomoc Niemcom w spłacie reparacji.
Pożyczki udzielone Niemcom w ramach Planu Dawesa zostały wykorzystane do „stworzenia i skonsolidowania gigantycznych połączeń chemicznych i stalowych IG Farben i Vereinigte Stahlwerke”, karteli, które nie tylko sponsorowały Hitlera, ale także przeprowadzały ćwiczenia gier wojennych w latach 1935-1936 i dostarczały kluczowe materiały wojenne używane w II wojnie światowej (w tym benzynę syntetyczną, 95% materiałów wybuchowych i Cyklon B). Około 75% tych pieniędzy pożyczkowych pochodziło zaledwie z trzech amerykańskich banków inwestycyjnych: Dillon, Read Co.; Harris, Forbes & Co.; i National City Company, która z kolei zgarnęła większość zysków.
To właśnie bankierzy inwestycyjni z Wall Street oraz Henry Ford – a nie „ogromna większość niezależnych amerykańskich przemysłowców” – umożliwili rozbudowę przemysłu nazistowskiego:
„General Motors, Ford, General Electric, DuPont i garstka amerykańskich firm ściśle powiązanych z rozwojem nazistowskich Niemiec były — z wyjątkiem Ford Motor Company — kontrolowane przez elitę Wall Street — firmę JP Morgan, Rockefeller Chase Bank i w mniejszym stopniu bank Warburg Manhattan”. (Sutton)
Na przykład, dwaj najwięksi producenci czołgów w nazistowskich Niemczech, Opel i Ford AG, byli spółkami zależnymi amerykańskich firm kontrolowanych odpowiednio przez JP Morgan i Ford. W ramach tej struktury DuPont sponsorował również grupy prohitlerowskie w Stanach Zjednoczonych (Yeadon i Hawkins).
Henry Ford finansował Hitlera od początku lat dwudziestych XX wieku, a Hitler dosłownie zapożyczył fragmenty książki Forda Międzynarodowy Żyd z Mein Kampf . W 1938 roku Hitler przyznał Fordowi Wielki Krzyż Orła Niemieckiego, nazistowskie odznaczenie dla zasłużonych cudzoziemców, i trzymał portret Forda na widocznym miejscu w swoim biurze (Sutton).
Ford produkował pojazdy dla armii amerykańskiej i Wehrmachtu podczas II wojny światowej, czerpiąc korzyści z działań obu stron. Zakłady Ford AG, podobnie jak niemiecki General Electric, nie były celem bombardowań podczas II wojny światowej, gdyż były oczywiście zbyt zyskowne, by doprowadzić ich działalność do przedwczesnego zakończenia.
Wybitni niemieccy przemysłowcy i finansiści, zwabieni obietnicą Hitlera zniszczenia związków zawodowych i lewicy politycznej, potajemnie finansowali partię nazistowską, np. Alfried Krupp, Günther Quandt, Hugo Stinnes, Fritz Thyssen, Albert Vögler i Kurt Baron von Schröder. Ci przemysłowcy byli „głównie dyrektorami karteli z amerykańskimi powiązaniami, własnością, udziałami lub jakąś formą powiązania z podmiotami zależnymi” (Sutton). Na przykład, podczas gdy niemiecki General Electric (AEG) i Osram (w których Gerard Swope i Owen D. Young zajmowali wpływowe stanowiska) finansowały Hitlera, Siemens, który nie miał amerykańskich dyrektorów, nie zrobił tego (Sutton).
Komisja McCormacka-Dicksteina (1934/35) ustaliła, że firma żeglugowa Hamburg-America Line, należąca do W. Averella Harrimana, zapewniała bezpłatny transport do Niemiec amerykańskim dziennikarzom, którzy chcieli pisać pozytywnie o dojściu Hitlera do władzy, jednocześnie sprowadzając do Stanów Zjednoczonych sympatyków faszyzmu. Prezesem WA Harriman & Co. był George Herbert Walker, którego zięć, Prescott Bush (ojciec i dziadek dwóch przyszłych prezydentów USA), zasiadał w radzie dyrektorów. Bush był również dyrektorem (i byłym wiceprezesem) Union Banking Corporation, założonej w 1924 roku jako spółka zależna WA Harriman & Co., której aktywa zostały przejęte przez rząd USA w 1942 roku na mocy ustawy o handlu z wrogiem z 1917 roku.
Bush, podobnie jak Harriman, był również wspólnikiem w Brown Brothers Harriman (założonej w 1931 roku), która stanowiła amerykańską bazę dla wspierającego Hitlera przemysłowca Fritza Thyssena. Harrimanowie byli „blisko związani z prominentnymi nazistami Kouwenhovenem i Groeningerem oraz nazistowskim bankiem-przykrywką, Bank voor Handel en Scheepvaart” (Sutton).
Kancelaria prawnicza Sullivan and Cromwell, która pierwotnie doradzała Johnowi Pierpontowi Morganowi podczas tworzenia Edison General Electric w 1882 roku i opracowała koncepcję spółki holdingowej w celu uniknięcia przepisów antymonopolowych, prowadziła „rozległe interesy z licznymi niemieckimi firmami i bankami, które wspierały Trzecią Rzeszę” (Trento).
Felietonista Drew Pearson wymienił niemieckich klientów firmy, którzy przekazali pieniądze nazistom, opisując Johna Fostera Dullesa (wspólnika w firmie wraz z bratem Allenem) jako filar „kręgów bankowych, które uratowały Adolfa Hitlera z finansowej otchłani i sprawiły, że jego nazistowska partia stała się prosperującym przedsiębiorstwem” (cyt. za: Kinzer).
Sullivan i Cromwell wprowadzili na giełdę pierwsze amerykańskie obligacje wyemitowane przez Krupp AG, poszerzyli zasięg IG Farben jako części międzynarodowego kartelu niklowego i pomogli zablokować kanadyjskie ograniczenia dotyczące eksportu stali do niemieckich producentów broni (Kinzer).
Standard Oil, kontrolowany przez rodzinę Rockefellerów, opracował we współpracy z IG Farben proces uwodornienia niezbędny do produkcji benzyny syntetycznej dla Wehrmachtu; dostarczał również etyloołów i kauczuk syntetyczny. Zdaniem Suttona, Standard Oil przez ponad dekadę „wspierał nazistowską machinę wojenną, odmawiając jednocześnie pomocy Stanom Zjednoczonym”, a bez tego wsparcia „Wehrmacht nie mógłby wyruszyć na wojnę w 1939 roku”. Bank Rockefeller Chase został oskarżony o współpracę z nazistami podczas II wojny światowej (Sutton).
Ta złożona sieć powiązań finansowych i biznesowych dowodzi ponad wszelką wątpliwość, że amerykańska klasa rządząca żywiła głęboką sympatię do Hitlera i projektu narodowego socjalizmu. Potwierdza ona również trafność marksistowskiej analizy z lat 30. XX wieku, zgodnie z którą faszyzm (termin domyślny, zanim H. Arendt odróżniła go od totalitaryzmu) stanowi „narzędzie w rękach kapitału finansowego” (Trocki), a w istocie nic innego jak „otwartą dyktaturę terrorystyczną […] najbardziej imperialistycznych elementów kapitału finansowego” (Georgi Dimitrov, cyt. za: Marcon).
Niepowodzenia denazyfikacji
Po II wojnie światowej Wall Street kontrolowało mianowanie urzędników odpowiedzialnych za denazyfikację i zarządzanie Republiką Federalną (Sutton). W Radzie Kontroli Niemiec, na czele której stał generał Lucius Clay, zasiadali m.in. Louis Douglas, dyrektor General Motors, kontrolowanego przez Morgana, oraz William Draper, wspólnik w Dillon, Read & Co. (Sutton).
Jednak w trakcie procesów norymberskich wielu wysokich rangą nazistów i ich przemysłowców-zwolenników unikało sprawiedliwości, a nawet tym uznanym za winnych, takim jak Alfred Krupp i Friedrich Flick, pozwolono powrócić na dawne stanowiska na początku lat 50. Żaden Amerykanin nie został osądzony, pomimo roli Wall Street i Forda w ułatwieniu dojścia Hitlera do władzy, budowie nazistowskiego przemysłu oraz umożliwieniu i przedłużeniu wojny. Sutton ironicznie spekuluje, że prawdziwym celem tej zwycięskiej sprawiedliwości było „odwrócenie uwagi od zaangażowania USA w dojście Hitlera do władzy”.
Bank Rozrachunków Międzynarodowych, który nieprzerwanie kontynuował działalność podczas II wojny światowej, jak gdyby jego banki centralne nie były ze sobą w stanie wojny, przyjmował złoto z nazistowskiego Banku Rzeszy pomimo jego wątpliwego pochodzenia. W jego radzie dyrektorów zasiadali: dyrektor IG Farben Hermann Schmitz, „akuszer nazizmu” Kurt Baron von Schröder, Emil Puhl, odpowiedzialny za przetwarzanie złota dentystycznego zrabowanego z ust ofiar obozów koncentracyjnych, oraz Walther Funk, nazywany w procesach norymberskich „Bankierem Złotych Zębów”. Wszyscy czterej zostali skazani za zbrodnie przeciwko ludzkości.
Chociaż konferencja w Bretton Woods w 1944 roku zaleciła likwidację BIS „jak najszybciej”, nie doszło do tego, a zalecenie to cofnięto w 1948 roku. W ten sposób BIS przetrwał pomimo współudziału w zbrodniach III Rzeszy.
Niektórzy byli naziści objęli później bardzo wpływowe stanowiska. Książę Bernhard z Holandii, który służył w SS na początku lat 30. XX wieku, zanim dołączył do IG Farben, był współzałożycielem grupy Bilderberg w 1954 roku.
Walter Hallstein, który służył w stopniu porucznika w armii niemieckiej i którego nazwisko zostało zaproponowane przez Uniwersytet Frankfurcki w 1944 roku jako potencjalnego oficera dowództwa narodowosocjalistycznego (odpowiedzialnego za nauczanie żołnierzy ideologii nazistowskiej), został mianowany pierwszym przewodniczącym Komisji EWG (obecnie UE) (1958–1967).
Adolf Heusinger, niegdyś szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Hitlera, został inspektorem generalnym Bundeswehry (1957–1961) i przewodniczącym Komitetu Wojskowego NATO (1961–1964).
Kurt Kiesinger, który miał bliskie powiązania z nazistowskim ministrem spraw zagranicznych Joachimem von Ribbentropem, ministrem propagandy Josephem Goebbelsem i Franzem Sixem, dowódcą szwadronów śmierci w Europie Wschodniej, uczestniczył w konferencji Bilderberg w 1957 roku, a później został kanclerzem Niemiec Zachodnich (1967–1971).
Kurt Waldheim, były oficer wywiadu nazistowskiego Wehrmachtu, został Sekretarzem Generalnym ONZ (1972–1981) i prezydentem Austrii (1986–1992). W kontekście globalnego zarządzania, denazyfikacja była zasadniczo nieistotna i systematycznie unikana.
Rekrutacja byłych nazistów i personelu jednostki 731
Nie tylko nie udało się skazać wielu osób odpowiedzialnych za II wojnę światową, ale po wojnie Stany Zjednoczone aktywnie zrekrutowały ponad 1600 byłych nazistowskich naukowców, inżynierów i techników poprzez operację Paperclip (1945–1959), zachodnią przeciwwagę dla operacji Osoaviakhim. Należeli do nich naukowcy nuklearni, a także eksperci od rakiet, tacy jak Wernher von Braun (były SS, pionier nazistowskiej technologii rakiet V2, mianowany dyrektorem Centrum Lotów Kosmicznych Marshalla NASA w 1960 r.), Georg Rickhey i Arthur Rudolph.
Byli wśród nich również naukowcy, którzy przeprowadzali eksperymenty medyczne na więźniach obozów koncentracyjnych, tacy jak Walter Schreiber, podczas gdy opracowywano Kodeks Norymberski z 1947 r. Według Stephena Kinzera, nazistowscy lekarze zostali sprowadzeni do Fort Detrick, aby doradzać w sprawie stosowania gazu bojowego sarin i wyjaśniać wyniki eksperymentów z meskaliną na ludziach w obozie koncentracyjnym w Dachau (cyt. za: Gross).
Wynalazca gazu sarin, Otto Ambros, uznany winnym masowych mordów w procesach norymberskich, uzyskał ułaskawienie od byłego prawnika z Wall Street i Wysokiego Komisarza USA w Niemczech, Johna J. McCloya (Jacobsen). McCloy ułaskawił również przemysłowca Friedricha Flicka, skazanego w Norymberdze za pracę niewolniczą, który później stał się najbogatszym człowiekiem w Republice Federalnej. McCloy starał się nawet o zamianę wyroku więzienia dla bliskiego sojusznika Hitlera, Alberta Speera. Program „Paperclip” został zatwierdzony w zasadzie przez Kolegium Połączonych Szefów Sztabów 6 lipca 1945 roku bez wiedzy prezydenta Trumana; minął ponad rok, zanim prezydent oficjalnie go zatwierdził.
Jednocześnie, ponad 100 byłych oficerów Gestapo i SS zostało zrekrutowanych przez CIA za pośrednictwem byłego szefa nazistowskiego wywiadu Reinharda Gehlena za pośrednictwem Organizacji Gehlena, która w 1956 roku przekształciła się w Federalną Służbę Wywiadowczą w Niemczech. Wśród nich znaleźli się: Alois Brunner, który wysłał ponad 100 000 Żydów do gett i obozów koncentracyjnych, Franz Alfred Six, który dowodził oddziałem śmierci w Związku Radzieckim, Emil Augsburg, który planował egzekucje Żydów przez SS w okupowanej Polsce, Karl Silberbauer, który pojmał Annę Frank, Klaus Barbie, tzw. „rzeźnik z Lyonu”, Otto von Bolschwing, który współpracował z Adolfem Eichmannem przy planowaniu Ostatecznego Rozwiązania, oraz zbrodniarz wojenny Otto Skorzeny.
Jednostka 731 Cesarskiej Armii Japońskiej przeprowadzała śmiercionośne eksperymenty na ludziach podczas drugiej wojny chińsko-japońskiej, nie pozostawiając nikogo przy życiu. Eksperymenty te obejmowały wiwisekcję, wstrzykiwanie ofiarom chorób wenerycznych podszywających się pod szczepionki, testowanie granatów i miotaczy ognia na żywych ludziach, rażenie prądem, wstrzykiwanie krwi zwierzęcej, wystawianie na śmiertelne dawki promieniowania rentgenowskiego oraz gwałty i wymuszone ciąże.
Jednostka 731 opracowała również metody wojny biologicznej, w tym wypuszczanie pcheł zakażonych dżumą nad Chinami, wstrzykiwanie do studni duru brzusznego i paratyfusu oraz wstrzykiwanie więźniom różnych chorób, w tym dżumy dymieniczej, cholery, ospy prawdziwej i zatrucia jadem kiełbasianym.
Zbrodniarzom wojennym z Jednostki 731 Stany Zjednoczone przyznały immunitet w zamian za ich „ekspertyzę”. Ta amnestia, ujawniona po raz pierwszy przez Johna Powella w artykule w Bulletin of Atomic Scientists z 1981 roku, została formalnie uznana przez rząd USA dopiero w 1999 roku, a odpowiednia dokumentacja została opublikowana dopiero w 2017 roku (zob. Kaye). Wszystkie późniejsze badania nad bronią biologiczną prowadzone w USA należy rozpatrywać w tym kontekście (van der Pijl).
David A. Hughes
David A. Hughes jest starszym wykładowcą stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Lincolna (Wielka Brytania). Uzyskał tytuł licencjata i magistra na Uniwersytecie Oksfordzkim, a także doktorat z germanistyki na Uniwersytecie Duke'a oraz ze stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Oxford Brookes. Jego badania koncentrują się na wojnie psychologicznej, 11 września, COVID-19, państwie głębokim, technokracji, globalnych stosunkach klasowych i odradzającym się totalitaryzmie.
Jest to drugi odcinek obszernego fragmentu książki Autora Wall Street, naziści i zbrodnie państwa głębokiego wydanej przez Skyhorse w czerwcu 2024 roku. Książka zawiera pełną i szczegółową analizę ciągłości między gospodarką polityczną nazistowskich Niemiec lat 30. XX wieku a gospodarką polityczną Zachodu od 2020 roku. Wyjaśnia również, co nas czeka, jeśli dzisiejszy globalny zamach stanu technokratów nie zostanie stłumiony, i czego nazistowskie Niemcy mogą nas nauczyć o możliwościach oporu.
Pierwszy odcinek opublikowaliśmy w SN Nr 2/26 - Wall Street, naziści i zbrodnie państwa głębokiego (1)
Więcej - https://propagandainfocus.com/wall-street-the-nazis-and-the-crimes-of-the-deep-state/

