banner


W świecie propagandy i wojny psychologicznej język i reprezentacja wizualna odgrywają znaczącą rolę. Istotną metodą wpływania na percepcję, a tym samym na postawę społeczeństwa, szczególnie w sytuacjach konfliktu lub wojny, jest stosowanie technik „humanizowania” i „dehumanizowania” ludzi.

Co oznaczają słowa „humanizacja” i „dehumanizacja”?

Wszyscy jesteśmy ludźmi. Można by nawet mówić o „rodzinie ludzkości”. Technika humanizacji służy przypomnieniu nam o tym wspólnym człowieczeństwie, byśmy poczuli się ze sobą związani. Technika dehumanizacji służy dokładnie odwrotnemu celowi: sprawia, że zapominamy o człowieczeństwie innej osoby lub grupy.

Jak działa humanizacja?

Sposób, w jaki opowiadane są postacie i wydarzenia, wpływa na nasze uczucia i identyfikację z przedstawionymi osobami.
Perspektywa narracyjna odgrywa tu centralną rolę. Kiedy sytuacja jest przedstawiona tylko z określonej perspektywy, automatycznie utożsamiamy się z narratorem lub osobą umieszczoną w centrum wydarzeń, tą „zbliżoną”, w której doświadczenie wchodzimy.

Zwróćmy uwagę na przykład na obecne konflikty geopolityczne i wojny, aby zobaczyć, z której strony opowiadana jest historia, czyja perspektywa kształtuje wydarzenia – czyje cierpienia i straty są relacjonowane, czyje uczucia, spostrzeżenia, nadzieje i obawy są przedstawiane. Niestety, obecnie zawsze jest to strona, którą nasz rząd strategicznie wspiera.
Odpowiedzialni dziennikarze, którzy również interesowaliby się pokojem, przedstawialiby obie strony, w tym argumenty i perspektywy rządzących, a także doświadczenia i cierpienia ludności po obu stronach. Kiedy tak się nie dzieje, wychodzimy poza sferę dziennikarstwa i znajdujemy się w samym środku propagandy.
Obecnie to podejście można wyraźnie zaobserwować w relacjach z wojny na Ukrainie i działań militarnych rządu Izraela w Strefie Gazy.

Tak więc humanizacja początkowo odbywa się poprzez wybór perspektywy.

Znalezienie wspólnego gruntu

Inną techniką „humanizacji” jest podkreślanie tego, co nas łączy – czyli przedstawianie ludzi w taki sposób, aby osoby, do których kierowana jest komunikacja, mogły odkryć podobieństwa do tych osób i dzięki temu poczuć się z nimi blisko.

W praktyce oznacza to: Podczas gdy jedna strona jest „odczłowieczana” przez bycie określaną w sposób poniżający, odczłowieczana i redukowana bardzo jednowymiarowo do roli, atrybutu lub funkcji (np. „świnia” dla policjanta), osoby, które mają być zhumanizowane, są wprowadzane w swoich kontekstach jako „ojciec”, „matka”, „przedsiębiorca”, „pacjent onkologiczny”, „piłkarz”, „właściciel salonu kosmetycznego” itd. W ten sposób opisuje się jak najwięcej atrybutów o emocjonalnym lub pozytywnym wydźwięku, wraz z okolicznościami, marzeniami, planami, działaniami, uczuciami, stwierdzeniami i nadziejami tej osoby, tworząc efekt, że czytelnicy lub widzowie postrzegają ją jako istotę ludzką, a nawet czują, że ją „znają”, mogą się z nią identyfikować i wczuwać się w nią. Powoduje to uczucia i myśli takie jak: „Teraz znam tę osobę”, „Mógłbym być jej przyjacielem”, „To mogłoby być moje dziecko”.

Samo w sobie wzmacnianie miłości między ludźmi i budowanie poczucia wspólnoty jest początkowo przyjemne i pozytywne. Staje się jednak problematyczne, gdy staje się elementem propagandy, jest wykorzystywane jednostronnie i służy na przykład do ukrywania zbrodni wojennych (patrz na przykład przedstawienie żołnierzy Sił Obronnych Izraela podczas operacji wojskowych w Strefie Gazy za pomocą filmów z młodymi, radosnymi dziewczynami tańczącymi na TikToku).
Dla wyjaśnienia należy dodać, że wiele z tych mechanizmów powstaje również jako spontaniczne impulsy i reakcje emocjonalne, bez potrzeby manipulacyjnej kontroli.


Weźmy bardzo banalny przykład z życia codziennego: Przybywasz na lotnisko zestresowany i z krótkim czasem, bojąc się, że spóźnisz się na samolot. Może twoje małe dziecko płacze, nie zjadłeś wystarczająco dużo, a właśnie pokłóciłeś się z partnerem o właściwy objazd z powodu remontu. Długo stoisz w kolejce do odprawy, a pracownica linii lotniczych, która ma cię odprawić, w twoim odczuciu rozmawia przez telefon przez bardzo długi czas, nie zwracając na ciebie uwagi. Denerwujesz się na nią, a kiedy w końcu się tobą zajmuje, zwracasz się do niej oschle i szorstko.
Z powodu stresu i sytuacji postrzegasz ją jedynie w jej roli „personelu” i „funkcji”, a nie jako osobę o wielu wymiarach i uczuciach, z którą możesz mieć wiele wspólnego, a raczej jako rodzaj wrogiego obiektu. Załóżmy, że nagle „wychodzi z roli”, ocierając pot z czoła i mówiąc: „Ach, kręci mi się w głowie, nie powinnam była opuszczać śniadania” albo „Ile lat ma twój syn? Moja córka ma prawie tyle samo lat”. Gdybyś nie był jeszcze całkowicie wściekły i miał w miarę stabilny charakter, twoje postrzeganie kobiety nagle by się zmieniło, a atmosfera między wami natychmiast się poprawiła. Przypomniałbyś sobie, że ona jest „tylko” człowiekiem ze słabościami, który sam nie czuje się dobrze, albo matką małych dzieci. Pamiętasz o swoim wspólnym człowieczeństwie i czujesz do niej o wiele więcej życzliwości.

Rola emocji

W tym miejscu pojawia się ważny temat, który zasługuje na osobny artykuł, a mianowicie rola emocji w komunikacji politycznej. Emocje odgrywają istotną rolę w kontekście technik humanizacji/dehumanizacji, ponieważ zarówno humanizacja, jak i dehumanizacja działają poprzez wywoływanie emocji. Nasz stan emocjonalny decyduje również o tym, w jakim stopniu sami humanizujemy lub dehumanizujemy innych (patrz poniżej).

Humanizując, wywołujemy emocje takie jak miłość, współczucie i empatia – dehumanizując – nienawiść, strach, odrzucenie i pogardę. Im silniej terminy używane przez polityków i dziennikarzy wywołują emocje, tym bardziej prawdopodobne jest, że znajdujemy się w sytuacji, w której dochodzi do humanizacji/dehumanizacji, świadomie lub nieświadomie. Niestety, używanie silnie emocjonalnych terminów, opisów, a także zdjęć i filmów, często służy manipulacji opinią publiczną – lub, w najbardziej niewinnym przypadku, jest oznaką, że sami reporterzy są tak silnie owładnięci własnymi emocjami, że nie potrafią już relacjonować obiektywnie.

Emocje również odgrywają rolę w humanizacji lub dehumanizacji, ponieważ narastający stres, presja czasu, poczucie pilności, kryzysu lub zagrożenia, ale także traumatyzacja lub retraumatyzacja poprzez ukazywanie okrucieństw, śmierci, tortur, niebezpieczeństwa, straty, zniszczenia lub zagrożenia nimi, mają wpływ na ludzką percepcję, przetwarzanie informacji i nasze reakcje emocjonalne.

W stresie mamy tendencję do myślenia w kategoriach czarno-białych i kategoryzowania ludzi jako przyjaciół lub wrogów. Nasza zdolność myślenia i analizowania cierpi, podobnie jak zdolność rozróżniania, tolerowania niejednoznaczności i rozumienia złożoności. Każdy zna to z napadów gniewu czy zaciekłych kłótni. Kiedy przytłaczają nas negatywne emocje i stres, nie potrafimy już jasno myśleć, nie potrafimy wczuć się w sytuację drugiej osoby, stajemy się agresywni, upraszczamy, oskarżamy, obrażamy itd. Dokładnie to samo dzieje się w dyskursie politycznym, w mediach społecznościowych czy w tradycyjnych formach przekazu. Kiedy jesteśmy poddawani stresowi, presji i lękowi (czy to celowo, czy nie), nasza zdolność do empatii znacząco spada.

Zwierzęta ludzkie

Jakie metody stosuje się, aby zredukować empatię? W tym przypadku jednostki lub grupy są określane jako obce, odmienne i złe. Co istotne, brakuje zróżnicowania. Ludzie, którzy mają zostać odczłowieczeni, nie mają żadnych dobrych cech, żadnych zrozumiałych motywów; nie mamy z nimi nic wspólnego. Są całkowicie obcy. Nazywa się to również „innością”, czyli przedstawianiem jednej lub grupy osób jako całkowicie „innych”, z którymi nic nas nie łączy.[…]
Przez jakiś czas zgłębiałam temat szkolenia ludzi na katów, ponieważ chciałam zrozumieć, jak to możliwe, że nie ma empatii wobec osób cierpiących. Oczywiście, są ludzie, którzy generalnie mają bardzo mało empatii, ale istnieją dodatkowe sposoby na dalsze ograniczenie naszej zdolności do empatii. Należą do nich narastający stres i presja, a także stopniowe odczłowieczanie „ofiary”.

Być może pamiętasz scenę z filmu „Milczenie owiec”, w której matka porwanej kobiety zwraca się w telewizji do chorego psychicznie seryjnego mordercy i porywacza jej dorosłej córki, wielokrotnie wymieniając jej imię i opisując jej cechy charakteru. Agent FBI i jej kolega, którzy słuchają, wyjaśniają, że robi to strategicznie, aby utrudnić zabójcy zabicie córki, ponieważ matka chce, aby postrzegał ją jako „osobę”, a nie tylko „przedmiot” czy „rzecz”. Fakt, że postrzega ją jako przedmiot, jest widoczny w rozmowie między nim a ofiarą, w której mówi o niej w trzeciej osobie i nazywa ją „tym”, na przykład, mówiąc: „Weźmie balsam i wetrze go w swoją skórę”.

Narodowi socjaliści systematycznie dehumanizowali swoich przeciwników i ofiary. Obywateli żydowskich nazywano „pasożytami” i „robactwem”, Słowian „podludźmi”, osoby niepełnosprawne „życiem niegodnym życia”, a przeciwników politycznych „wrogami ludu”, „zdrajcami” i „szkodnikami”.
„To coraz powszechniejsze zaprzeczanie typowo ludzkim uczuciom i doświadczeniom wpisuje się w założenie, że taka dehumanizacja osłabia moralne obawy w okresie poprzedzającym akt przemocy, a tym samym go ułatwia” – wyjaśniają Landry i jego współpracownicy. Przedstawiając Żydów jako „podludzi” w propagandzie, skutecznie negowano ich ludzką godność, a tym samym również możliwość ochrony ich życia.[…]

Ludzie, wobec których empatii nie wolno ograniczać ze względów strategicznych, są często całkowicie pozbawiani człowieczeństwa przez propagandę. Używa się wówczas takich słów jak „potwór”, „zwierzęta” i „bestie”. Nawet słowo „terrorysta” służy tej dehumanizacji. W odniesieniu do przeciwników politycznych lub przywódców wrogich państw używa się określeń takich jak „dyktator” czy „brutalny rzeźnik”.

Drugim aspektem – obok dehumanizacji – jest skupienie się na zagrożeniu, jakie stanowi druga strona: jest ona opisywana jako osoba całkowicie wroga i niebezpieczna, ukazywana jako zagrożenie.
„Po rozpoczęciu Holokaustu obserwujemy wzrost liczby określeń, które kojarzą ludność żydowską ze złośliwością i złowrogimi intencjami” – donoszą historycy. Żydzi mieli teraz rzekomo dążyć do dominacji nad światem, aktywnie podważać zdrowie publiczne lub w inny sposób szkodzić „narodowi niemieckiemu”. „Te wzorce odpowiadają demonizacji Żydów” – twierdzą Landry i jego zespół. W związku z tym Żydzi całkowicie poświęcili swoje zdolności intelektualne na służbę moralnie nagannym celom – i w ten sposób okazali się „podludźmi”.

Bardzo niepokojącymi przykładami niedawnej dehumanizacji są wypowiedzi izraelskich polityków i prominentnych obywateli na temat Palestyńczyków w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu, ale także w czasie wojny na Ukrainie, gdzie ukraińscy żołnierze i politycy nazywają rosyjskich żołnierzy i ogólnie wszystkich Rosjan i prorosyjskich Ukraińców „Orkami” (półludzkie potwory z trylogii „Władca Pierścieni”), podczas gdy rosyjscy żołnierze nazywają ukraińskich żołnierzy „świniami” lub „Ukronazistami”.

Niestety, w czasie kryzysu związanego z koronawirusem – z pewnością zaostrzonego przez stres i strach ludności i polityków oraz niezwykle napiętą atmosferę kryzysu – w Niemczech ponownie pojawiła się tendencja do silnej dewaluacji i dehumanizacji współobywateli. Określenia i obelgi, takie jak „Schwurbler” i „Querdullis” w Niemczech oraz „antyszczepionkowcy” i „covidiots” w krajach anglojęzycznych, pokazały, jak mało szacunku okazywano współobywatelom o odmiennych poglądach na pewne kwestie polityczne i naukowe. W szczególności osoby, które zdecydowały się nie szczepić, spotkały się z pełnym ciężarem gniewu i nienawiści ze strony polityków, dziennikarzy, osób opiniotwórczych i wielu rozgniewanych obywateli. Na przykład polityk CSU Markus Söder nazwał ich „niebezpiecznymi szaleńcami”, a polityk SPD Stefan Weil nazwał ich wręcz „szkodnikami społecznymi”.

Jednym z najgorszych momentów debaty w Niemczech było z pewnością oświadczenie – które, co niepokojące, podtrzymała – autorki i prezenterki Sarah Bosetti, która porównała część społeczeństwa, która zdecydowała się nie szczepić i zabrała głos, do wyrostka robaczkowego (znajdującego się w prawym dolnym rogu społeczeństwa, jak dodała ze śmiechem), który można usunąć z organizmu społecznego tak, aby nikt tego nie zauważył.


Te cytaty pokazują, jak spolaryzowana była retoryka w debacie publicznej na temat środków związanych z koronawirusem i szczepień oraz jak dehumanizacja i dyskredytacja ponownie stały się społecznie akceptowalne. Niestety, tendencja ta nie ustała od zakończenia kryzysu, ponieważ po nim nastąpiła wojna na Ukrainie, wojna w Strefie Gazy i wiele innych kryzysów.

Jak to możliwe? Każde dziecko w Niemczech uczy się o zagrożeniach związanych z dewaluacją i dehumanizacją oraz o tym, że są one prekursorami przemocy fizycznej i politycznej. W ostatnich latach obserwuje się również rosnącą wrażliwość na „przemoc językową” i „mowę nienawiści”. Jak to możliwe, że nawet osoby, a czasem zwłaszcza te, które są bardzo świadome tych kwestii (ochrona mniejszości, mowa nienawiści), wciąż często uciekają się do tych skrajnie obraźliwych, dewaluujących i dehumanizujących określeń w konfrontacji z osobami o innych poglądach? I jak to możliwe, że nadal postrzegają siebie jako „dobrych ludzi” i „po właściwej stronie”, wierząc, że walczą z „nazistami” i „populistami”? Jak można wytłumaczyć tę wewnętrzną sprzeczność?

Wyjaśnienia można prawdopodobnie szukać we wpływie emocji na nasz język i zachowanie dyskursywne, a nie w konstrukcjach intelektualnych. To prosta dynamika eskalacji. Im bardziej ktoś jest zestresowany, tym bardziej się boi, tym bardziej postrzega świat w czerni i bieli, podzielony na przyjaciół i wrogów – tym trudniej mu rozróżniać, przetwarzać w umyśle różne, sprzeczne tezy jednocześnie i tym częściej sam ucieka się do negatywnych i obraźliwych określeń. To również nie jest mi obce.
Na przykład, jeśli przeczytam lub zobaczę coś na X (dawniej Twitterze), co łamie mi serce i doprowadza do wrzenia (obecnie na przykład straszne zdjęcia zabitych dzieci w Gazie), moim pierwszym odruchem jest również wypisanie najgorszych i najbardziej nieludzkich obelg pod adresem tych, których uważam za odpowiedzialnych. O ile silniejszy musi być ten impuls, gdy ktoś osobiście doświadczył przemocy, dotknęła ona jego krewnego lub gdy ktoś ponownie doznał traumy po przeczytaniu wiadomości?

Kiedy około 2016 roku rozpoczął się wzrost popularności AfD (Alternatywy dla Niemiec, niemieckiej partii prawicowej), a wraz z nim strach przed AfD, a w konsekwencji dyskredytacja i dehumanizacja polityków i wyborców AfD, byłem przerażona tym rozwojem sytuacji i pytałam znajomych i współpracowników, którzy reagowali najsilniej skrajnie nienawistnymi komentarzami, skąd wzięła się ta silna reakcja emocjonalna. Dowiedziałam się, że wielu z nich doświadczyło gróźb i silnej przemocy fizycznej ze strony grup neonazistowskich w młodości, jako aktywiści lewicowi lub Antifa, albo jako członkowie alternatywnej kultury młodzieżowej, często w Niemczech Wschodnich. Z drugiej strony, wielu polityków AfD opisuje własne doświadczenia przemocy i gróźb wobec siebie i swoich rodzin ze strony agresywnych aktywistów Antifa, co z pewnością wpływa również na ich obelgi i agresywny język wobec lewicy lub tego, co postrzegają jako lewicę.
To właśnie dehumanizacja i dewaluacja rodzą się „w gorączce chwili” i dzieją się niemal mimowolnie. W tym przypadku od każdego z nas zależy, czy zachowamy czujność i nie wpadniemy w tę pułapkę – niezależnie od tego, jak bardzo uważamy się za „słusznych”.

Wskazówki dotyczące empatii w raportowaniu

Ale jest też manipulacja. W tym przypadku te efekty, zarówno wzrost empatii, jak i jej wyłączenie, są celowo wywoływane. Z pewnością istnieje wiele przypadków, w których te dwa elementy się mieszają (własna emocjonalność i nierozpoznane uprzedzenia z chęcią wywierania wpływu).

Zawsze możemy rozpoznać, po której stronie konfliktu stoją nasi politycy, a niestety także nasi dziennikarze, zwracając uwagę na to, czyja perspektywa jest wybierana, z czyjego punktu widzenia przedstawiana jest sytuacja, z kim wolno i powinniśmy się wczuć, a z kim nie. Najlepszymi przykładami są obecnie wojna na Ukrainie i konflikt w Strefie Gazy. Rząd federalny, a tym samym cały krajobraz medialny w Niemczech, jak zawsze w ostatnich latach, stoi w 100 procentach po stronie USA, a tym samym ich sojuszników na Ukrainie i w Izraelu.

Oznacza to, że w relacjach z wojny na Ukrainie na pierwszy plan wysuwała się perspektywa ukraińskiej ludności i wojska, o której przez lata informowano niemal wyłącznie. Relacjonowano ich cierpienie, nadzieje, spostrzeżenia i punkty widzenia. Nadano im twarz, ukazano ich hobby, zainteresowania, zawody, cechy osobiste itd. Cierpienie rosyjskojęzycznej i prorosyjskiej ludności we wschodniej Ukrainie i w całym kraju, ich prześladowania, niekiedy straszliwe naruszenia praw człowieka, których doświadczyli, terror bombowy w latach przed wojną i w jej trakcie – opisywali wyłącznie dziennikarze alternatywni.
Podobnie rosyjscy żołnierze, dziennikarze i rosyjska ludność cywilna nie mają twarzy ani głosu w naszych mediach, chyba że są dysydentami i wrogami Rosji, takimi jak amerykański dziennikarz Ewan Gerszkowicz, który został niedawno skazany na 16 lat więzienia za szpiegostwo, czy nieżyjący już rosyjski polityk opozycji Aleksiej Nawalny. Wokół nich buduje się prawdziwy kult osobowości, a wokół nich jest więcej historii na okładkach i w mediach społecznościowych niż wokół Taylor Swift.

W ten sposób obie strony konfliktu nie są przedstawiane w sposób, który umożliwiłby niemieckim czytelnikom/obywatelom wyrobienie sobie własnego obrazu sytuacji. Zamiast tego niemieccy politycy i media zachowują się tak, jakby same Niemcy toczyły wojnę z wrogiem. Konflikt jest przedstawiany w sposób jednostronny i absolutnie jasne jest, po której stronie powinna być skierowana solidarność społeczeństwa. Środki te obejmują nawet sankcje karne za odmienne poglądy.
Obecnie za przestępstwo uznaje się na przykład deklarowanie poparcia dla rosyjskiej operacji wojskowej poprzez użycie litery „Z” przy jednoczesnym eksponowaniu ukraińskiej flagi w celu poparcia strony ukraińskiej na profilach w mediach społecznościowych, a nawet przed niemal wszystkimi budynkami urzędowymi, ratuszami, budynkami rządowymi, ministerstwami itp.

W ten sposób powstaje wrażenie, że kształtowanie własnej opinii jest już niedozwolone. Oczywiście, nadal ma to miejsce w umysłach ludzi, ale publicznie można o tym dyskutować i wymieniać poglądy tylko w bardzo ograniczonym zakresie. Gwarantuje to brak efektu wzmocnienia za pośrednictwem mediów. Ponadto, poprzez zakazy karne, a także sankcje społeczne i zawodowe oraz oczernianie, osiąga się silny efekt „zamrożenia”, co oznacza, że ludzie cenzurują się i nie mogą już swobodnie i otwarcie wyrażać swoich opinii – co również ma pożądany skutek, ponieważ grupa osób o poglądach odmiennych od oficjalnej linii nie może dobrze się ze sobą komunikować i trudno oszacować, jak wielu ich faktycznie jest.

Dobro, Prawda, Piękno

Ważną rolę odgrywają tu również obrazy i filmy, które kontrolują empatię. Wszelkie triki i techniki znane z psychologii komunikacji i marketingu są wykorzystywane, aby przedstawić jedną stronę jako piękną, szlachetną, kochającą itd., a „drugą stronę” jako brzydką, złą, kłamliwą itd. Szczególnie interesujące jest wykorzystywanie piękna, czyli pięknych twarzy i ciał, jako argumentu na rzecz „dobroci”, a brzydoty lub odstępstwa od norm estetycznych jako argumentu na rzecz odrzucenia danej osoby i jej poglądów politycznych lub narodu.
Dobrym przykładem jest nieludzkie wyszydzanie otyłości polityczki Zielonych Ricardy Lang przez krytyków, głównie z obozu prawicowo-konserwatywnego, którzy wielokrotnie wykorzystują jej wagę i kształt ciała jako argument zamiast atakować jej poglądy polityczne lub „dodać ciężaru” do takiego ataku.

Bądź czujny

Nie trzeba powtarzać o niebezpieczeństwie, jakie niesie ze sobą dehumanizacja. Wiadomo, że dehumanizacja niektórych osób zawsze poprzedza (świadome lub nieświadome) zrobienie im krzywdy – czy to ludobójstwo, wojna, czy represje lub przemoc ze strony państwa lub innych państw.

Ważne jest, aby być na to wyczulonym. Bądźcie czujni! Ilekroć ktoś lub grupa jest odczłowieczana, podążamy złą drogą lub jesteśmy manipulowani. Ważne jest również, aby zwracać uwagę na siebie i nie odczłowieczać drugiej strony w swoim gniewie i ekscytacji – nawet jeśli wynika to z przekonania o swojej racji i po właściwej stronie (patrz hasło „Zabić członków AfD”, które niedawno pojawiło się na plakatach podczas „Demonstracji prodemokratycznych” w Niemczech). Nie stańcie się tym, z czym walczycie. Albo, jak pięknie to ujął Friedrich Nietzsche:
„Kto walczy z potworami, powinien uważać, aby sam nie stał się potworem. A jeśli wystarczająco długo będziesz wpatrywał się w otchłań, otchłań wpatrzy się w ciebie”.

Podsumowując, oto moje wskazówki:
• Zwróć uwagę, kiedy występuje selektywna „humanizacja” i „dehumanizacja” i zastanów się, w jakim kierunku kierowana jest twoja empatia w takiej sytuacji.
• W tych burzliwych i pełnych napięcia czasach zwracaj uwagę na swój język w ferworze chwili.
• Weź głęboki oddech i spróbuj (nawet na X/Twitterze) wyjść z trybu walki i pamiętaj, że wszyscy jesteśmy ludźmi i musimy się ze sobą dogadywać w tym kraju i na tej planecie.

Za: https://propagandainfocus.com/propaganda-for-beginners-part-5-dehumanising-and-humanising-in-propaganda/


Część pierwsza Propagandy dla początkujących ukazała się w SN Nr 1/26 - Propaganda dla początkujących. (1) Efekt pierwszeństwa, druga – w SN Nr 2/26 - Propaganda dla początkujących (2). Kiedy reagujemy najsilniej? , trzecia – w SN Nr 3/26 - Propaganda dla początkujących (3) Kształtowanie percepcji, czwarta – w SN Nr 4/26 - Propaganda dla początkujących (4) Kłopotliwe pytanie