Propaganda to znane i skuteczne narzędzie manipulacji opinią publiczną. Termin ten jest nam dobrze znany, ale wielu – zwłaszcza w Niemczech – kojarzy go przede wszystkim z szeroko zakrojonymi, podburzającymi i rasistowskimi kampaniami plakatowymi, przemówieniami w Pałacu Sportu, pełnymi nienawiści tyradami w gazetach, synchronizacją mediów („Gleichschaltung”) oraz więzieniem dysydentów.
Jednak propaganda, albo „Public Relations”, jak nazwano tę metodę po II wojnie światowej, obecnie nazywana również „PsyOp” (skrót od „operacji psychologicznych”), może być o wiele bardziej subtelna i jest wykorzystywana również przez zachodnie rządy, agencje wywiadowcze i korporacje.
Choć często zakładamy – ponieważ dyskurs publiczny/medialny jest przez nie zdominowany – że autokracje lub dyktatury mają monopol na tę metodę, techniki propagandy i dezinformacji mogą być i są celowo wykorzystywane również w demokracjach, aby podsycać strach, kreować wizerunek wroga i manipulować opinią publiczną. Albo, jak ujął to ostro, ale zwięźle Noam Chomsky: „Propaganda jest dla demokracji tym, czym pałka dla państwa totalitarnego”.
Dlatego w serii artykułów przedstawię kilka najważniejszych, ale nie zawsze powszechnie znanych i łatwych do zrozumienia metod propagandy, zaczynając właściwie od następującej metody:
Efekt pierwszeństwa – czyli siła pierwszej historii
Szczególnie skuteczną taktyką stosowaną w propagandzie jest wykorzystanie „efektu pierwszeństwa”, czyli siły pierwszego wrażenia. To zjawisko psychologiczne opisuje tendencję ludzi do znacznie większego doceniania pierwszych informacji, jakie otrzymują na dany temat lub w danej sytuacji, niż informacji, które otrzymują później.
Kiedy niewiele wiadomo o danej sytuacji, można bardzo skutecznie i niemal niezauważalnie sterować percepcją odbiorców, umieszczając od samego początku pewne „stawki” narracyjne i zakotwiczając kilka stałych, podstawowych założeń, zanim ludzie zorientują się, że ich percepcja jest już kontrolowana.
Sposób, w jaki to działa, jest taki, że na początku nowej sytuacji jesteśmy — jak Neo w pustym białym pokoju w filmie „Matrix” — poznawczo i emocjonalnie tak zależni, a tym samym wdzięczni za wszelkie wskazówki, że szybko przyjmujemy pierwsze otrzymane informacje za nasze własne, a później niechętnie lub nie chcemy ich kwestionować, ponieważ stanowią one nasze mentalne i psychologiczne „bariery ochronne” dla zrozumienia sytuacji.
Te pierwsze założenia stają się naszymi przesłankami, a zatem są dla nas „niewidzialne” i kierują naszą percepcją, nawet bez naszej świadomości. Ludzie często reagują emocjonalnie i „obronnie”, gdy te podstawowe założenia są później kwestionowane, ponieważ dawały im one na początku bezpieczeństwo emocjonalne i nie postrzegają ich jako narzuconych z zewnątrz. Oznacza to: Ten, kto opowie pierwszą historię, „wygrywa”. Im szybciej po wydarzeniu i im szerzej może się ono rozprzestrzenić, tym silniej działa ten efekt „kto pierwszy, ten lepszy”.
Efekt pierwszeństwa jest szczególnie silny bezpośrednio po traumatycznych wydarzeniach, takich jak ataki terrorystyczne, klęski żywiołowe, rzeczywiste lub domniemane masakry, lub gdy ludzie stają w obliczu nowej, groźnej i emocjonalnie niepokojącej sytuacji, w wyniku której są zdezorientowani, zszokowani, pełni strachu, a tym samym neuropsychologicznie w stanie, w którym krytyczne i racjonalne myślenie zostaje na krótki czas zawieszone, a oni najbardziej potrzebują i pragną orientacji.
Ponieważ efekt pierwszeństwa jest wzmacniany przez wydarzenie szokujące, wydarzenia te są czasami wręcz sztucznie kreowane. W innych przypadkach naturalne wystąpienie takiego wydarzenia szokującego jest wykorzystywane do rozpowszechniania określonej narracji, a następnie inicjowania w oparciu o nią nieakceptowalnych w innym przypadku działań –jak ujął to szef sztabu Obamy, Emanuel Rahm: „Nigdy nie pozwól, aby dobry kryzys się zmarnował”.
Jeśli szokujące wydarzenie jest zaplanowane, tę narrację można nawet przygotować z wyprzedzeniem i natychmiast wyciągnąć z szuflady.
Jeśli szokujące wydarzenie następuje „naturalnie”, czas gra kluczową rolę i zazwyczaj następuje wzmożona aktywność z pomocą specjalistów ds. komunikacji, aby wykorzystać kryzys w jak najbardziej kompleksowy sposób dla własnych celów. Ważne jest, aby zaledwie kilka minut po tym, jak szokujące wydarzenie przedostanie się do świadomości publicznej, a nawet bezpośrednio wraz z wiadomościami o nim, własna narracja została przekazana możliwie jak najbardziej jednolicie przez wszystkich aktorów i media oraz jak najszerzej, tworząc wszechogarniającą narrację „przykrywającą” sytuację.
Metodę tę można wykorzystać na przykład w propagandzie wojennej, aby oskarżyć drugą stronę o zbrodnię wojenną i w ten sposób zmotywować własną ludność do przystąpienia do wojny lub dalszych dostaw broni. Lub w kraju, aby przeforsować niepopularne projekty ustaw, które znacząco ograniczają prawa obywatelskie w (rzekomej lub faktycznej) walce z przestępczością, terroryzmem, dezinformacją lub radykalnymi siłami wewnątrz kraju.
Płonące wieże
Dobrym przykładem siły pierwszej historii jest komunikacja związana z atakami terrorystycznymi z 11 września 2001 r. i ich wpływem:
Świat, a zwłaszcza społeczeństwo amerykańskie, był w szoku w chwilach, godzinach i dniach bezpośrednio po ataku, z powodu transmisji na żywo płonących i zawalających się wież World Trade Center, ludzi uciekających z miejsca zdarzenia, ludzi wypadających lub wyskakujących z płonących budynków oraz ikonicznych zdjęć samolotów uderzających w wieże. Potem pojawiły się doniesienia o kolejnym samolocie uderzającym w Pentagon i innych niepokojących wydarzeniach. Wszyscy byli w stanie strachu i paniki.
W relacjach z tych wydarzeń narracja i kontekst zostały ustalone zadziwiająco szybko. Elementy tej narracji i kontekstu to: islamiści, atak terrorystyczny, „akt wojny”, co wskazywało na wypowiedzenie wojny – czym atak terrorystyczny w rzeczywistości nie jest, ponieważ wojnę może wypowiedzieć tylko inne państwo, a nie grupa terrorystyczna. Z tego szybko wyłoniła się „wojna z terroryzmem”. W ten sposób natychmiast opracowano silny „scenariusz wojny i zagrożenia”, szybko zidentyfikowano wroga (19 islamistów pod dowództwem Osamy bin Ladena, Afganistan).
Później ujawniono wiele faktów i okoliczności, które podważyły tę historię lub sprawiły, że sytuacja wydawała się znacznie bardziej skomplikowana i niejasna, ale wtedy było już za późno. Oficjalna narracja była mocno ugruntowana, zakorzeniona emocjonalnie i poznawczo, a każda nowa teoria lub odmienny element historii kolidował z narracją większości, „systemem obronnym”, i można go było łatwo odrzucić jako „teorię spiskową”.
Tutaj widać, dlaczego takie wykorzystanie „efektu pierwszeństwa” jest tak pomocne w kręgach pragnących narzucić określoną narrację: gdyby historia nie była jasna od samego początku i wszyscy „błądzili w ciemności”, teorie lub spekulacje byłyby zarówno naturalne, jak i uzasadnione. Otwierałoby to przestrzeń do dyskusji na temat różnych możliwych sekwencji zdarzeń, sprawców, motywów itp.
Ale właśnie temu zapobiega się. Bardzo szybko prezentowana i niemal słowo w słowo powtarzana „pierwsza historia” na wszystkich kanałach i przez wszystkich aktorów omija tę fazę otwartej debaty. Przestrzeń jest teraz zamknięta. Wszystko jest rozwiązane. Nowe teorie lub spekulacje napotykają teraz na znacznie większe trudności i opór emocjonalny, ponieważ dla większości ludzi porzucenie starego, raz zajętego stanowiska jest trudne. Ciężar dowodu zostaje więc niemal odwrócony.
Podczas gdy pierwsza historia nie wymagała praktycznie żadnych solidnych dowodów i jest ledwie analizowana, każda nowa historia lub teoria, która chce obalić pierwszą, wymaga wielokrotnie więcej dowodów, a dla tych dowodów stawiane są znacznie wyższe standardy.
Oczywiście, możliwe, że amerykańskie służby wywiadowcze rzeczywiście były tak dobrze poinformowane i mogły tak szybko przedstawić „rozwiązanie” i „sprawców”, ponieważ dobrze wykonały swoją pracę. Albo przynajmniej, możliwe, że szczerze wierzyły, że relacjonują całą prawdę i tylko prawdę. Możliwe, że prosta narracja o czynie i o „wojnie z terroryzmem” była jedynie emocjonalnie i taktycznie nieuniknioną i logiczną reakcją kadry kierowniczej USA wokół prezydenta George’a W. Busha na skrajne zagrożenie dla ich kraju, wynikające z ich charakteru narodowego i stanowiska w polityce zagranicznej. Podobnie, możliwe, że wszystkie kanały telewizyjne i gazety na całym świecie przekazywały ten sam przekaz jednogłośnie i nie zadawały żadnych krytycznych pytań, ponieważ otrzymywały informacje od tych samych agencji prasowych i same były tak zszokowane, że ich zdolność krytycznego myślenia, podobnie jak zdolność obywateli, na krótko się zawiesiła.
Równie możliwe jest jednak, że amerykańscy obywatele byli przygotowywani poprzez sposób, w jaki przedstawiono im wydarzenie — silnie emocjonalną i podżegającą retorykę oraz zatajenie/nieprzekazanie pewnych aspektów i faktów dotyczących aktów — zarówno do przyjęcia „USA Patriot Act”, który poważnie ograniczyłby wiele podstawowych praw i wolności oraz wprowadzenia nowej architektury nadzoru, przygotowanej na długo przedtem, jak i do szeroko zakrojonych działań wojskowych (wojna w Afganistanie, wojna w Iraku), które również były planowane z przyczyn geopolitycznych na długo przed atakiem terrorystycznym, ale nie uzyskały politycznego poparcia ze strony społeczeństwa.
Z pewnością minie trochę czasu, zanim w pełni odkryjemy, co naprawdę się wtedy wydarzyło; być może nigdy się tego nie dowiemy. Jednak z komunikatów dotyczących wydarzeń z 11 września 2001 roku jasno wynika, jak skuteczny jest efekt pierwszeństwa, zwłaszcza w kontekście wydarzenia szokującego.
Demokracja w płomieniach
Aby zilustrować siłę tej pierwszej historii, chciałabym cofnąć się jeszcze bardziej w przeszłość: do wydarzeń po pożarze Reichstagu w Berlinie w 1933 roku. To wydarzenie i reakcje na nie zapoczątkowały przejście od demokracji do dyktatury – co stało się możliwe również dzięki szokującemu wydarzeniu i towarzyszącej mu propagandzie.
Co się stało? W nocy z 27 na 28 lutego 1933 roku gmach Reichstagu (parlamentu) w Berlinie stanął w płomieniach, a sala plenarna została doszczętnie spalona. Tej samej nocy holenderski murarz i komunista Marinus van der Lubbe został aresztowany w Reichstagu. Tło i szczegóły tego czynu oraz pożaru do dziś pozostają niejasne. Czy ten silnie niedowidzący młody mężczyzna działał sam? Czy współpracował z komunistami, czy działał w ich imieniu? A może był to atak pod fałszywą flagą, tj. czy siły SA (Sturmabteilung, Dywizja Szturmowa, nazistowskie siły paramilitarne) lub NSDAP (Narodowosocjalistyczna Niemiecka Partia Robotnicza) były zaangażowane w podżeganie Marinusa van der Lubbe, doprowadzenie go do Reichstagu (jak zeznał jeden ze świadków) i aktywne współdziałanie w podpaleniu, aby zapewnić pretekst do brutalnych represji wobec przeciwników politycznych (komunistów) i ostatecznego przejęcia władzy w Niemczech?
W każdym razie narracja NSDAP była od razu jasna. W noc pożaru Hermann Göring, pełniący obowiązki pruskiego ministra spraw wewnętrznych, oświadczył: „To początek komunistycznego powstania; uderzą teraz! Nie mamy ani chwili do stracenia!”
Ale tak się nie stało. Tej samej nocy doszło do nalotów, aresztowań, tortur i morderstw komunistów oraz innych krytycznych polityków i intelektualistów. Dziesiątki tysięcy członków opozycji trafiło w ciągu kilku następnych tygodni do improwizowanych obozów koncentracyjnych.
Już następnego dnia wydano „Dekret Prezydenta Rzeszy w sprawie ochrony ludzi i państwa” (tzw. Dekret o pożarze Reichstagu). Ten nadzwyczajny dekret umożliwił masowe rozszerzenie prześladowań opozycji politycznej i doprowadził do wprowadzenia stanu wyjątkowego oraz znacznego zawieszenia praw politycznych. Można powiedzieć, że dopiero to szokujące wydarzenie i późniejsze zmiany komunikacyjne i prawne umożliwiły nazistom przejęcie władzy.
W kolejnym procesie skazano Marinusa van der Lubbego, ale pomimo znaczącego wpływu politycznego na przebieg postępowania, nie znaleziono wystarczających dowodów na współudział oskarżonych komunistów. Również w tym przypadku jest co najmniej możliwe lub wręcz prawdopodobne, że Hitler, Göring i inni wysoko postawieni funkcjonariusze NSDAP szczerze wierzyli w niebezpieczne powstanie komunistyczne i dlatego, zgodnie ze swoim przekonaniem, podjęli szeroko zakrojone działania w celu zapewnienia bezpieczeństwa „Rzeszy i ludzi”.
Bardziej prawdopodobne jest jednak, że sami wykorzystali ten pożar, a nawet go spowodowali. Nasze podejrzenia powinny budzić następujące czynniki: W noc pożaru było za wcześnie, aby przeprowadzić jakiekolwiek śledztwo. Skąd mogli wiedzieć o udziale komunistów? Nocne naloty i aresztowania były częścią zakrojonej na szeroką skalę operacji policyjnej – która wymaga pewnych przygotowań.
Podobnie, obszernego dekretu politycznego nie da się napisać w ciągu kilku godzin, więc musiał on zostać przygotowany. Co więcej, atak miał miejsce w gorącej fazie kampanii wyborczej do Reichstagu 5 marca 1933 roku. Podpalenie idealnie pasowało nazistom, ponieważ dało im okazję do radykalnej przemocy z użyciem władzy państwowej przeciwko partiom lewicowym, a także posłużyło jako pretekst do odebrania mandatów wszystkim komunistycznym posłom. Najważniejszą wskazówką może być to, że żadnego z tych aresztowań ani środków nie cofnięto po tym, jak sąd nie był w stanie udowodnić, że za podpaleniem stał komunistyczny spisek. Jak to często bywa, zwyciężyła „pierwsza historia”.
Jak przeciwdziałać
Zawsze jest to godne uwagi i powinno wzbudzić podejrzenia opinii publicznej, gdy po ataku terrorystycznym lub innym nagłym wydarzeniu na dużą skalę, takim jak zbrodnia wojenna lub okrucieństwo, „historia” wydaje się zadziwiająco dobrze ugruntowana w swoich zasadniczych zarysach, a nawet szczegółach w ciągu pierwszych minut lub godzin i jest jednolicie rozpowszechniana we wszystkich kanałach z identycznym sformułowaniem, interpretacją i wnioskami.
Naturalny bieg wydarzeń zazwyczaj wymaga, aby relacje lub oświadczenia polityków czy śledczych były bardziej powściągliwe, a przedwczesne wnioski i oskarżenia nie były zbyt śmiałe. Znamy to z mniej spektakularnych i mniej politycznych wydarzeń: „Policja nie może jeszcze udzielić żadnych informacji o sprawcy”. „Z powodu trwającego śledztwa nie można ujawnić szczegółów zdarzenia”. „Prosimy opinię publiczną o cierpliwość”. „Wciąż nie wiadomo, co dokładnie się wydarzyło i kto ponosi odpowiedzialność”. „Prosimy opinię publiczną o cierpliwość i spokój” itd.
Tego typu oświadczenia i stopniowe ujawnianie szczegółów oraz teorii/spekulacji na temat przebiegu wydarzeń i osób odpowiedzialnych są naturalnym rezultatem faktycznych dochodzeń, które w połączeniu z hipotezami śledczymi ostatecznie prowadzą do ostatecznego rozwiązania.
Jeśli jednak rozwiązanie sprawy następuje bardzo szybko, z wieloma szczegółami, a zwłaszcza sprawcy lub osoby odpowiedzialne wydają się być znane w ciągu kilku minut od zdarzenia, a zdarzenie jest zaskakująco szybko przedstawiane jako fundamentalnie wyjaśnione, to mocno pachnie to wykorzystaniem faktycznego, a nawet inscenizacją szokującego zdarzenia i wykorzystaniem metody efektu pierwszeństwa do celów propagandowych. W takim przypadku zaleca się ostrożność, aby nie wpaść w psychologiczną pułapkę ślepego wierzenia w te pierwsze informacje i nie kwestionowania ich później krytycznie.
Na zakończenie przedstawiamy listę elementów , które powinny wzbudzić podejrzenia:
• Historia przebiegu wydarzeń wydaje się być ustalona niemal natychmiast po incydencie.
• Wina jest przypisywana pochopnie.
• Historia opowiedziana jest w sposób bardzo emocjonalny.
• W przypadku pierwszej (koniecznie wciąż obecnej) hipotezy nie ma wątpliwości, w przeciwnym razie są one od razu odrzucane jako „teorie spiskowe”.
• Relacje medialne są wyraźnie jednolite, aż po konkretne słowa i sformułowania. Wypowiedzi brzmią jak wypowiedzi polityków lub rzeczników korporacyjnych, którzy podążają za „scenariuszem” PR.
• „Narracja” jest wyraźnie prosta i ma „hollywoodzką” strukturę.
• Powstają nowe terminy, których wcześniej nie było. Są one wielokrotnie używane (takie jak „wojna z terroryzmem”, „oś zła”, „czasy”).
• Zaraz potem przedstawiane są propozycje legislacyjne lub inne regulacje/środki, które z pewnością wymagały pewnego przygotowania i najwyraźniej już przed wydarzeniem znajdowały się „w szufladzie”.
Maike Gosch
Maike Gosch jest strategiem komunikacji i prawniczką. Jest założycielką i dyrektorką firmy story4good, w której kierowała projektami komunikacyjnymi i strategicznymi dla wiodących organizacji pozarządowych i podmiotów politycznych w Niemczech i Europie.
Za: https://propagandainfocus.com/propaganda-for-beginners-part-1-the-primacy-effect/

