Informacje (el)
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 144
Użytkownicy implantów ślimakowych(CI) mają trudności z rozpoznawaniem syntetycznych głosów.
Coraz trudniej ludzkiemu uchu rozpoznać deepfake'i audio . Dla osób, które używają implantów ślimakowych (CI), jest to jeszcze trudniejsze – chyba że implanty mają wbudowaną funkcję wykrywania deepfake'ów – pisze Joel R. McConvey w Biometric Update com.
„Osoby głuche i niedosłyszące, zwłaszcza użytkownicy implantów ślimakowych, odbierają dźwięk zupełnie inaczej niż osoby słyszące” – mówi Kevin Butler, profesor na Wydziale Informatyki i Inżynierii Komputerowej ( CISE ) Uniwersytetu Florydy i dyrektor Florida Institute for Cybersecurity Research ( FICS ).
Implanty wspomagają słuch, zamieniając dźwięk na sygnały elektryczne, które stymulują nerw słuchowy. Priorytetowo traktują częstotliwości istotne dla mowy i kompresują dźwięk, co redukuje niuanse w aspektach takich jak wysokość dźwięku – a to oznacza, że mogą być bardziej podatne na oszustwa deepfake voice .
Problem ten skłonił studentkę Magdalenę Pasternak, do zbadania, czy implanty ślimakowe stwarzają zwiększone ryzyko oszustwa AI deepfake dla ich użytkowników. Krótka odpowiedź, niedawno opublikowana w artykule „Characterizing the Impact of Audio Deepfakes in the Presence of Cochlear Implant Simulated Audio”, brzmi: tak.
W komunikacie prasowym UF napisano, że „badanie wskazuje na potrzebę ulepszonych systemów wykrywania deepfake w implantach dla osób niedosłyszących”.
Uczestnicy bez implantów byli w stanie zidentyfikować deepfake z 78-procentową dokładnością, podczas gdy użytkownicy CI osiągnęli dokładność tylko na poziomie 67-procentowym. Użytkownicy implantów slimakowych dwukrotnie częściej błędnie klasyfikowali deepfake jako prawdziwą mowę.
Według Butlera, wykładowcy CISE kierującego badaniem M. Pasternak, rozwiązaniem mogłoby być wbudowanie pewnych mechanizmów alarmowych bezpośrednio w urządzenia wspomagające.
Pasternak bada bezpieczeństwo na dużych modelach językowych (LLM), wykrywania deepfake i uczenia maszynowego, a także skupia się na tym, w jaki sposób społeczność zajmująca się bezpieczeństwem zajmuje się konkretnymi potrzebami cyberbezpieczeństwa narażonych populacji.
Mówi, że „technologia deepfake rozwinęła się tak szybko w tak krótkim czasie, że wiele osób po prostu nie zdaje sobie sprawy, jak wyrafinowane stały się współczesne deepfake. Podczas, gdy programy edukacyjne i podnoszące świadomość mogą odgrywać ogromną rolę w ochronie użytkowników, musimy również opracować rozwiązania technologiczne, które uwzględniają różne zdolności przetwarzania słuchowego. Dzięki temu możemy zapewnić, że wszyscy użytkownicy, zwłaszcza ci z implantami słuchowymi, mają niezbędne zabezpieczenia przed ciągle ewoluującymi zagrożeniami”.
- Autor: red.
- Odsłon: 6074
NIK opublikował pełne dane o wynikach kontroli dotyczącej badań klinicznych w Polsce. Pokazują one wiele nieprawidłowości, jakie istnieją w tym obszarze nauki i lecznictwa.
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 642
Stefan Oelrich, szef działu farmaceutycznego firmy Bayer, przyznał na Światowym Szczycie Zdrowia, że szczepionka na COVID-19 to terapia genowa. Z zadowoleniem stwierdził, że firmy farmaceutyczne wiedziały, że ludzie odrzuciliby szczepionkę, gdyby wiedzieli, że w rzeczywistości jest to zastrzyk zmieniający geny. Okłamywali nas dla zysku, ponieważ szczepionka z pewnością nie uchroniła nikogo przed zarażeniem się lub przenoszeniem wirusa.
Gdybyśmy dwa lata temu przeprowadzili ankietę, czy ludzie byliby chętni do podjęcia terapii genowej lub komórkowej i wstrzyknięcia jej do organizmu, prawdopodobnie mielibyśmy 95% wskaźnik odmowy — przyznaje Oelrich, zapominając, że wielu wzięło „terapię genową” na siłę.
Martin Armstrong, Armstrong Economics , 3.06.2023
https://rumble.com/vwg9b5-head-of-pharma-at-bayer-admits-that-the-mrna-vaccines-are-gene-therapy.html
https://www.youtube.com/watch?v=IKBmVwuv0Qc
Za: https://www.globalresearch.ca/bayer-head-admits-covid-19-vaccine-gene-therapy/5782481
- Autor: al
- Odsłon: 3027
W Polskim Towarzystwie Ekonomicznym odbyła się 19.01.15 debata na temat: Rynek pracy – zagrożenia i perspektywy. Spotkanie w ramach cyklu Forum Myśli Strategicznej zorganizowano razem z Polskim Towarzystwem Współpracy z Klubem Rzymskim.
W debacie wzięli udział naukowcy z Uniwersytetu Łódzkiego, prof. Elżbieta Kryńska i prof. Eugeniusz Kwiatkowski oraz prof. Marek Bednarski z Uniwersytetu Warszawskiego, którzy oceniali sytuację na rynku pracy w Polsce i na świecie jako skutek globalizacji i gospodarki postfordowskiej.
Wiele miejsca poświęcono analizie rynku pracy z punktu widzenia przedsiębiorcy oraz zmieniającym się i różnorodnym formom zatrudnienia. Prof. Kwiatkowski, wyliczając cechy rynku pracy w Polsce, podkreślał nie tylko relatywnie niską stopę zatrudnienia, ale duży udział bezrobocia o charakterze stagnacyjnym, długotrwałym, dotyczącego 53% osób młodych i większości osób bezrobotnych po 50. roku życia.
Zwrócił też uwagę na fakt, iż w Polsce nastąpiła trwała segmentacja na rynku pracy - i z uwagi na zróżnicowanie przestrzenne, jak i sektorowe. Są sektory – jak publiczny – gdzie istnieją dobre miejsca pracy i pozostałe, które „produkują” prekariat. Powoduje to wielkie, negatywne skutki społeczne, m.in. ogromną emigrację zarobkową, połączoną z drenażem mózgów (wyjeżdżają dobrze wykształceni – za pieniądze publiczne – młodzi ludzie).
Z kolei prof. Kryńska, szeroko omawiając tendencje światowe związane z rynkiem pracy, przypomniała fakt dualizacji gospodarek: otóż na 100 największych gospodarek świata 29 to korporacje. Globalizacja zatem to delokalizacja miejsca pracy.
Głos w dyskusji zabrał też prof. Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych, przedstawiając dramatyczne fakty na temat polskiego rynku pracy, czyli de facto - bezrobocia oraz propozycje poprawy tej sytuacji. Zauważył, iż dzisiaj pytaniem zasadniczym w Polsce jest: czy każdy Polak zdolny i chętny do pracy ma szansę, aby pracę zdobyć?
Dzisiaj mamy w kraju 1,8 mln bezrobotnych, czyli o 0,35 mln więcej niż w 2008 roku. 2,2 mln Polaków (średnia ich wieku to 31 lat) pracuje za granicą (26% z nich ma wyższe wykształcenie). Czyli 4 mln Polaków nie pracuje dla Polski.
Jest też kategoria zniechęconych do szukania pracy – zwykle to ludzie po 45. roku życia. Po 50-tce pracy szuka się co najmniej 60 miesięcy, czyli – bez skutku. Mamy też 350 tys. pracowników pracujących w niepełnym wymiarze czasu pracy, nie z własnego widzimisię, ale po prostu braku pracy na pełen etat. W sumie trzeba przyjąć, że ok. 1/3 Polaków w wieku produkcyjnym nie pracuje.
A jak pracują Polacy? Umowy na czas nieokreślony ma tylko 53% zatrudnionych, natomiast na umowy terminowe – aż 25,3% (w UE – tylko 13%).
Co nas czeka w przyszłości? W najbliższych kilku latach (do roku 2020) liczba osób w wieku produkcyjnym w Polsce zmniejszy się o 1,2 mln, a w wieku poprodukcyjnym – o 1 mln osób. W najbliższych latach z kraju wyjedzie 500 – 800 tys. osób, co spowoduje katastrofę w finansach publicznych. Już dzisiaj 64% młodych nie widzi w Polsce przyszłości.
Władza nie powinna się cieszyć z tego, co się dzieje, z ubytku na rynku pracy w Polsce ponad 4 milionów ludzi. Trzeba zmienić tę systemową obojętność na bezrobocie w Polsce.
Po pierwsze – zmienić politykę, a po drugie – pobudzić inwestycje ze środków własnych przedsiębiorstw, które zgromadziły na rachunkach bankowych ponad 200 mld zł. Wprowadzenie ulg inwestycyjnych w 2004 roku spowodowało bowiem szybki wzrost liczby miejsc pracy. Trzy lata później, min. Balcerowicz likwidując te ulgi, zlikwidował tym samym miejsca pracy. A jeśli nie pobudzi się popytu, miejsc pracy nie przybędzie.
Trzeba też zwrócić uwagę na dysproporcje w płacach między Polską a unią. Nie ma to żadnego uzasadnienia, gdyż mimo, że wydajność pracy w Polsce jest tylko o 30% niższa niż w UE, to płace – aż 4 razy niższe. Pracownicy unijni zarabiający najmniej, w ogóle nie płacą podatków. U nas kwotę wolną od podatków ustanowiono na tak niskim poziomie, że jesteśmy pod tym względem na końcu listy państw unijnych.
W Polsce jest też problem z zatrudnieniem w niepełnym wymiarze etatu. O ile Niemcy czy Francja zwiększyły zatrudnienie poprzez pracę na niepełny etat (w Holandii pracuje tak 50% zatrudnionych, a w Niemczech – 40%), to w Polsce - jedynym kraju unijnym - liczba osób tak pracujących spadła. A jest to forma zatrudnienia szczególnie ważna dla kobiet – głównie młodych, mających dzieci. W UE w ostatnich 20 latach liczba tak pracujących wzrosła do 40 mln, czyli dotyczy 20% pracowników.
Co powstrzymuje przed takim zatrudnieniem Polaków? Otóż w UE tak zatrudnieni nie płacą podatku, natomiast u nas barierą jest i kwota wolna od podatku, i kwota zasiłku i emerytury przy takim zatrudnieniu.
Wiadomo więc co zrobić, żeby poprawić rynek pracy w Polsce. Prof. Kabaj tworzy na ten temat raporty od lat, śle do kolejnych ekip rządzących i… nic się nie zmienia.* Nawet nie poprawia się relacja wydatków na bezrobotnych w relacji do naszego PKB (60% unijnego), którego wielkością politycy tak się chwalą. Na jednego bezrobotnego wydajemy bowiem jedynie 500 euro, natomiast w UE - 14 tys. euro. (al.)
* wywiad z prof. M. Kabajem na temat bezrobocia publikowaliśmy w SN Nr 1/2010 - Bezrobocie? A czyje to zmartwienie?