Historia el.
- Szczegóły
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 2937
Termin Kreml oznaczał początkowo warowny gród w księstwach ruskich. Z biegiem czasu stał się synonimem moskiewskiego ośrodka władzy i tak pozostało do dzisiaj.
Wokół niego roztacza się aura tajemniczości i skrzętnie skrywanych, niekiedy bardzo krwawych historii. Zwłaszcza w czasach komunistycznych władza nie chciała ujawniać kremlowskich sekretów, w tym wstydliwej dla niej „księgi zamachów” na najwyższych przywódców państwowych.
Lenin
W początkowym okresie po zwycięskiej Rewolucji Październikowej osobą najbardziej znienawidzoną w bolszewickim aparacie władzy był Władimir Lenin - jej symbol. Od samego początku stał się celem rozmaitych grup terrorystycznych oraz radykalnych ugrupowań jak eserowcy czy anarchiści.
Już w 1918 roku dwukrotnie usiłowano pozbawić go władzy w Piotrogrodzie, który pełnił jeszcze funkcję stolicy kraju. W obu przypadkach w spiskach brali udział dawni carscy oficerowie, a inicjatorem jednego z nich był książę i były minister rządu tymczasowego w 1917 roku Dmitrij Iwanowicz Szachowski, który z własnych pieniędzy przeznaczył na ten cel pół miliona rubli.
Pierwszy zamach w Moskwie został przeprowadzony 30 sierpnia 1918 roku podczas wiecu w dawnej fabryce Michelsona i według oficjalnej wersji niedoszłymi zabójcami mieli być związani z ruchem eserowców żydowska dziewczyna Fanny (Fania) Kapłan oraz jej wspólnik niejaki Nowikow, a według innej relacji Protopopow.
Mężczyzna został rozstrzelany niemal natychmiast, natomiast Kapłan aresztowana kilka dni później. Zarówno co do jej tożsamości, sprawstwa jak i późniejszych losów istnieją ogromne rozbieżności do dnia dzisiejszego. Figurowała bowiem w carskich aktach policyjnych jako Fania, lub Fejga Rojt, Rojtman, a dopiero od 1906 roku Kapłan. Według sądowych dokumentów została skazana na karę śmierci za działalność terrorystyczną, zamienioną na dożywotnią katorgę ze względu na młody wiek. Według więziennych lekarzy od 1909 była prawie niewidoma, wiec późniejszy fakt oddania przez nią celnych strzałów do Lenina także budzi wątpliwości.
O zamachu poinformował rady delegatów robotniczych, chłopskich i żołnierskich inny komunistyczny prominent- Jakow Swierdłow. Istnieje jednak hipoteza, że Lenin sam zainicjował to wydarzenie, aby dowieść tezy, że wróg przystąpił do ofensywy. W tym czasie bowiem w Piotrogrodzie zginął inny bolszewicki przywódca, jeden z architektów „czerwonego terroru” Moisiej Uricki.
A los Fani Kapłan? Jedna wersja głosi, że została zabita przez komendanta Kremla Pawła Malkowa. Inna, że została bibliotekarką w więzieniu na Butyrkach, a jeszcze inna, autorstwa prokuratora Iosifa Naumowa, że widziano ją w więzieniu w Wierchnieuralsku. Ponoć dożyła 1953 roku. Jakby nie było jej strzały okazały się na tyle celne, że Lenin podupadł na zdrowiu i nigdy nie powrócił do pełnej sprawności.
Kolejny „zamach moskiewski” miał miejsce w styczniu 1919 roku. Jego inicjatorem był jeden z hersztów moskiewskiego podziemia kryminalnego o nazwisku Koszelkow, który wziął „czerwonego cara” za … bogatego kupca żydowskiego rozbijającego się po Moskwie kosztowną limuzyną. Bandyci zadowolili się drobnymi znalezionymi u Lenina i jego ochroniarza, samochodem oraz legitymacją Przewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych i pistoletem Władimira Iljicza. Sprawą osobiście zajął się osławiony twórca i przywódca Czeka (Wszechrosyjskiej Nadzwyczajnej Komisji do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem) Feliks Dzierżyński. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Koszelkow został szybko zlokalizowany i zlikwidowany w jednej ze swoich melin.
Stalin
Następca Lenina Josif Wissarionowicz Dżugaszwili (Stalin) otaczał się profesjonalną ochroną i preferował pancerne limuzyny. Zazwyczaj tworzyły one kawalkadę pojazdów, przy czym regułą było, że w pierwszym i ostatnim samochodzie znajdowała się ochrona, a wódz w którymś w środku.
W 1933 roku podczas zbliżania się kolumny limuzyn do wybrzeży jeziora Rica w Abchazji na jednym z mostów na rzece Bzyp miała miejsce eksplozja niewielkiego ładunku wybuchowego. Była jednak na tyle silna, iż auto, w którym miał znajdować się Stalin stoczyło się w przepaść. Wcześniej jednak Ławrientij Beria, szef zakaukaskiego okręgu OGPU (następczyni Czeka), poprosił Stalina, aby przesiadł się do innego samochodu.
W tym samym roku na jeziorze Rica doszło do ostrzelania motorówki, którą obaj płynęli przez… żołnierzy z nadgranicznej, zakazanej strefy Picunda. Według innej wersji, wydarzyło się to na Morzu Czarnym, gdzie doszło do ostrzału z działka należącego do pograniczników.
Gdzie leży prawda?
Wspólną cechą obu relacji jest tłumaczenie żołnierzy, iż nie mieli wpisu o uprzywilejowanym statusie łódki w ewidencji pojazdów pływających na wspomnianym akwenie.
I jeszcze jeden wspólny motyw - w chwili ataku, według relacji świadków Beria osłonił ciałem swego wodza. Nietrudno sobie wyobrazić, jaki los spotkał nieszczęsnych żołnierzy. Ich dowódca, Ławrow, dotrwał jednak w łagrze do 1937 roku i dopiero podczas czystek związanych z usunięciem szefa NKWD (Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych) Gienricha Jagody, został rozstrzelany.
Istnieje przypuszczenie, że Beria sam zaaranżował oba „zamachy”, aby udowodnić swoje oddanie i niezbędność u boku Josifa Wissarionowicza. Kiedy w 1938 objął NKWD i pieczę nad całą bezpieką, wykazywał się również nadopiekuńczością wobec „ojca narodu”.
Likwidacją Stalina były zainteresowane obce wywiady. W 1938 Japończycy zorganizowali grupę byłych rosyjskich białogwardzistów przebywających na uchodźstwie w Mandżurii, którzy zgodzili się zastrzelić dyktatora podczas jego wizyty w Soczi, w pawilonie kurortu Macesta. Była to misja samobójcza, z czego zdawali sobie sprawę, gdyż nad Stalinem czuwała grupa doskonale przygotowanych do swych zadań ochroniarzy. Wszyscy zostali schwytani zaraz po nielegalnym przekroczeniu granicy ZSRR. Stało się tak dzięki radzieckiemu agentowi o pseudonimie Leo, którego personalia po dziś dzień nie są znane.
W następnym roku japoński wywiad postanowił zdetonować bombę na Placu Czerwonym w Moskwie podczas pierwszomajowej manifestacji, ale i ten plan się nie powiódł, do czego przyczynił się wspomniany Leo.
Również Abwehra, kierowana przez admirała Wilhelma Canarisa czy wywiad RSHA (głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy) były zainteresowane usunięciem Stalina. Misternie opracowany plan o kryptonimie Długi Skok, który zakładał przedostanie się grupy komandosów miejskimi kanałami do siedziby radzieckiego poselstwa w Teheranie również spalił na panewce. Rosjanie dysponowali rozbudowaną siecią agentów w niemieckich strukturach władzy. Po wojnie pojawiła się nawet hipoteza, że dla NKWD pracował zastępca führera Martin Bormann, ale nie została ona wystarczająco udokumentowana.
Kolejny zamach przemycenia pięciu ton trotylu w chwili trwania konferencji w Teheranie z udziałem prezydenta USA Franklina D. Roosevelta i premiera Wielkiej Brytanii Winstona Churchilla także okazał się fiaskiem. Podobnie próba przemycenia broni w dziennikarskiej kamerze podczas spotkania z prasą.
Najbardziej szalonym niemieckim pomysłem zabicia dyktatora była propozycja ministra spraw zagranicznych Rzeszy Joachima von Ribbentropa zwabienia Stalina na międzynarodową konferencję i zastrzelenie go ze specjalnie skonstruowanego pióra. Gadżet taki ów prominent posiadał i zapewniał, że można z niego oddać celny strzał z odległości 6-8 metrów. Hitler odniósł się do tej inicjatywy dość przychylnie, ale storpedował ją szef SD Walter Schellenberg, który dowiódł, że to nonsens. Był w końcu rok 1944 i nikt przy zdrowych zmysłach nie chciał siadać do rozmów z nazistami.
Kolejna operacja, zaplanowana na wrzesień 1944 roku, opatrzona była kryptonimem Zeppelin (choć znana także jako Szach czerwonemu królowi). Wykonawcą zamachu miał być przedwojenny aferzysta Piotr Szyło i jego żona Sonia. Od razu jednak pojawiają się wątpliwości co do tożsamości niedoszłego zamachowca. Posługiwał się on bowiem pseudonimami Tawrin i Politkow i pod tym ostatnim był znany jako major Armii Czerwonej, który w niewoli w 1943 roku przeszedł na stronę Niemców. Ponoć pomógł mu w tym były komisarz polityczny Gieorgij Żylenkow, jeden z twórców ROA (Rosyjskiej Armii Wyzwoleńczej). Szyło miał w 1944 roku ukończyć specjalny kurs wywiadowczy Abwehry i wcielić się w majora Koriolenkę z organizacji kontrwywiadowczej Smiersz (Śmierć szpiegom).
W sierpniu 1944 roku małżeństwo Szyłów zostało przerzucone do Rygi. Tu Szyło zamówił płaszcz ze specjalnie poszerzonym prawym rękawem, w którym miała się zmieścić zminiaturyzowana wersja bezodrzutowego działka przeciwpancernego Panzerknacker. Dziwne zlecenie zaintrygowało krawca, który był agentem NKWD i szybko poinformował o nim centralę. We wrześniu tegoż roku zamachowcy zostali przerzuceni do Rosji za linią frontu. Na radzieckim motorze M-72, z radzieckim paliwem udali się w kierunku Moskwy, w której mieli ostrzelać limuzynę Stalina 30- milimetrowymi pociskami, zdolnymi z kilkudziesięciu metrów przebić 45- milimetrowy pancerz. Pech chciał, że koło Smoleńska zatrzymał ich patrol. Choć dokumenty mieli doskonale podrobione, zaniepokojenie strażników wzbudziły ich suche ubrania i brak błota na maszynie, a przecież Koriolenko mówił, iż jechał od dwóch godzin. A w tej okolicy była ulewa. Oboje zostali przewiezieni do pobliskiej komendantury celem podstemplowania delegacji i tam zatrzymani. Według innej wersji, Szyło został rozpoznany podczas konfrontacji ze swym dawnym dowódcą. Interesujący jest fakt, że oboje zostali przewerbowani i przesyłali Niemcom fałszywe informacje. Dopiero w 1952 po krótkim procesie straceni.
Chruszczow
Kolejny I sekretarz KC KPZR nie był celem zamachów terrorystycznych w swoim kraju. Wprawdzie bezkrwawy przewrót na posiedzeniu Biura Politycznego tej partii w 1964 roku pozbawił go władzy, ale próby pozbawienia życia radzieckiego dyktatora podczas jego oficjalnej wizyty w PRL w 1959 roku podjął się Polak, Stanisław Jaros. Z zawodu elektryk, niechętny przemianom w powojennej Polsce, skonstruował bombę zdalnie detonowaną, którą umieścił na trasie rządowej kolumny. W limuzynie, która miała wieść Chruszczowa znajdował się I sekretarz KC PZPR Władysław Gomułka oraz I sekretarz KW w Katowicach Edward Gierek. Pech chciał, że ładunek został odpalony w niewłaściwym momencie i nikt z nich nie ucierpiał. Zamachowca jednak, pomimo powołania specjalnej grupy śledczej, nie udało się ująć. Został schwytany dwa lata później, podczas próby kolejnego zamachu bombowego, tym razem na Gomułkę i Gierka. W 1963 został powieszony, gdyż Rada Państwa nie skorzystała z prawa łaski.
Breżniew
O dużym szczęściu mógł mówić I sekretarz, a od 1966 sekretarz generalny KPZR Leonid Breżniew. 22 stycznia 1969 roku, gdy miliony Rosjan oglądały transmisję z powitania przez najwyższe władze ZSRR grupy kosmonautów - bohaterów: Giorgija Bieriegowoja (dowódca statku Sojuz 3), Władimira Szatałowa, Alieksieja Jelisiejewa i Jewgienija Chrunowa (załoga Sojuza 4) oraz Borisa Wołynowa (Sojuz 5), przy Bramie Borowickiej wiodącej na Kreml padły strzały. Strzelcem okazał się dezerter z jednostki wojskowej w mieście Łomonosow koło Leningradu, podporucznik Wiktor Iwanowicz Iljin, rocznik 1948, kawaler, absolwent technikum topograficznego.
Według opinii przełożonych, był żołnierzem słabo zdyscyplinowanym, negującym ówczesne zmiany polityczne, a nawet poddającym w wątpliwość podstawy ustrojowe państwa. A jednak przeszedł pomyślnie testy dopuszczające do tajnej służby i dziwnym zrządzeniem losu trafił do wspomnianej jednostki lotniczej dowodzonej przez podpułkownika Iwana Maszkowa.
W przeddzień zamachu młody oficer wykradł z sejfu dwa pistolety typu Makarow i bez powiadamiania przełożonych poleciał do Moskwy. Nikt nie podejrzewał, że będzie próbował zastrzelić Breżniewa. Raczej przypuszczano, że będzie usiłował popełnić samobójstwo, gdyż po jednostce krążyły plotki o jego zawiedzionej miłości. W Moskwie Iljin odwiedził swego kolegę, który kiedyś pracował w milicji i w nocy skradł jego mundur. Dzięki temu bez trudu pojawił się na trasie rządowej kawalkady i zajął dogodną pozycję.
Zgodnie z logiką, sekretarz generalny powinien znajdować się w drugim samochodzie i w tym kierunku zamachowiec oddał szesnaście strzałów. W aucie nie było jednak Breżniewa, a … kosmonauci. Żaden z nich nie ucierpiał, ale szyba od strony kierowcy się rozprysła, a on sam zginął. Iljin natychmiast został ujęty.
W toku śledztwa utrzymywał, że po zabiciu genseka zamierzał utworzyć niekomunistyczną partię i przejąć władzę w Rosji. W zdumienie wprawił śledczych fakt, że poleciał do Moskwy samolotem. Wprawdzie ówczesne lotniska radzieckie nie były wyposażone w czułe wykrywacze metalu, ale sam fakt pojawienia się wojskowego w mundurze bez pisemnego rozkazu powinien wzbudzić podejrzenia personelu. Iljin obarczył także współodpowiedzialnością dwóch swoich kolegów podporuczników: A. Stiepanowa i A. Wisilewa, którym ponoć zwierzył się ze swych planów, przytaczając jako przykład sukces przewrotów w krajach afrykańskich, w których niscy rangą wojskowi niejednokrotnie przejmowali władzę. Obu skazano na pięć lat kolonii karnej.
Sprawa była na tyle kuriozalna, że po dwuletnim dochodzeniu zamachowiec został umieszczony w klinice psychiatrycznej w Kazaniu. Tu przebywał osiemnaście lat. Dzięki temu przeżył nie tylko Breżniewa, który zmarł w 1982, ale i upadek Związku Radzieckiego.
Pomimo zdiagnozowanej schizofrenii, w 1988 został przeniesiony do renomowanej kliniki psychiatrycznej w Leningradzie, a dwa lata później Kolegium Wojskowe Sądu Najwyższego ZSRR zezwoliło mu… na powrót do domu. Rzecz bez precedensu.
Wprawdzie nie miał meldunku i dowodu osobistego, ale nadal figurował w ewidencji macierzystej jednostki i miał prawo do … zaległego żołdu z tytułu zwolnienia lekarskiego. Pieniędzy wprawdzie nie odzyskał, ale dzięki staraniom bliskich i radnych Sankt Petersburga otrzymał jednopokojowe mieszkanie i niewielką rentę.
Historia Rosji obfituje w wiele krwawych i mrocznych wydarzeń. Przywódcy tego kraju zawsze należeli i należą do najlepiej chronionych osób na świecie, ale mają świadomość, że w dobie tak rozwiniętej techniki nigdy nie będą czuli się do końca bezpieczni.
Leszek Stundis
- Szczegóły
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 349
Niewypowiedziany cel: „Okupacja wojskowa Rosji”
NATO (Organizacja Traktatu Północnoatlantyckiego/Organisation du Traité de l'Atlantique Nord) to sojusz wojskowo-polityczny podpisany w Waszyngtonie 4 kwietnia 1949 roku przez rządy Stanów Zjednoczonych, Kanady, Wielkiej Brytanii, Francji, Holandii, Włoch, Portugalii, Belgii, Norwegii, Danii, Luksemburga i Islandii. Traktat wszedł w życie 24 sierpnia 1949 roku. Z czasem rozszerzył się do dnia dzisiejszego, a jedno państwo (Grecja) na krótko się z niego wycofało (w sierpniu 1974 roku z powodu kryzysu cypryjskiego, ale powróciło po zmianie reżimu w Atenach).
Pakt NATO został założony przez 12 zachodnioeuropejskich państw członkowskich, które zjednoczyły się militarnie, aby zapobiec domniemanej potencjalnej agresji militarnej ZSRR na terytorium Europy Zachodniej. Przypomnijmy, że Układ Warszawski powstał w 1955 roku, w rzeczywistości jako odpowiedź na zagrożenie militarne ze strony paktu NATO. W każdym razie pakt NATO przeszedł historyczną ewolucję od pierwotnych 12 zachodnioeuropejskich państw członkowskich w 1949 roku do obecnych (2026) 32 członków.
Największa ekspansja pod względem liczby członków przyjętych do paktu NATO nastąpiła w kilku etapach po zniknięciu ZSRR i Układu Warszawskiego, tak że dziś Rosja (jako trzon byłego ZSRR) jest skutecznie otoczona na swoich zachodnich granicach z niemal wszystkich stron przez członków NATO lub jego bezpośrednich satelitów (Ukrainę). Dla Rosji jedynym wolnym miejscem na Zachodzie jest obecnie Białoruś.
Oczywiście, tutaj nasuwają się dwa zasadnicze pytania:
1) Dlaczego NATO nie rozwiązało się po zniknięciu ZSRR i Układu Warszawskiego?
2) Dlaczego NATO sukcesywnie rozszerza się na wschód, w kierunku granic Rosji?
Logicznym wnioskiem byłoby stwierdzenie, że w istocie pakt NATO nie powstał po to, by bronić Europy Zachodniej przed potencjalną agresją militarną ze strony ZSRR (Układ Warszawski nie istniał w 1949 roku), lecz by zapewnić wojskową okupację Rosji! Czy to nie przypomina planów Hitlera dotyczących wojny europejskiej przeciwko tej samej Rosji? Po zimnej wojnie ZSRR zniknął, ale Rosja nie. Innymi słowy, NATO nie wypełniło w pełni swojego zadania, podobnie jak hitlerowskie Niemcy, które zatrzymały się 30 km od Moskwy w listopadzie 1941 roku. W każdym razie doświadczenia nazistów z operacji Barbarossa zostały bardzo dobrze przyjęte przez pakt NATO, a doświadczenie to podzielali generałowie Hitlera i inni wysoko postawieni oficerowie, którzy przeżyli wojnę.
Krótko mówiąc, przypomnijmy, że formalnym powodem powstania paktu NATO była samoobrona przed potencjalnym rozprzestrzenianiem się komunizmu środkami militarnymi ze wschodu po II wojnie światowej (powstrzymywanie i tłumienie), ale sam pakt rozszerzał się terytorialnie rok po roku po upadku reżimów komunistycznych w Europie Wschodniej i zniknięciu ZSRR, mimo że wszystkie te byłe państwa komunistyczne przyjęły zachodni typ wielopartyjnej demokracji parlamentarnej. Należy jednak również przypomnieć, że w pewnym okresie zimnej wojny dwaj członkowie rozszerzonego paktu NATO – Turcja i Grecja – byli niedemokratyczni, tj. dyktaturami wojskowymi, które niemal wypowiedziały sobie wojnę w 1974 roku o Cypr, tj. turecka inwazja i okupacja 40% tej wyspy (z czystkami etnicznymi), która trwa do dziś.
Podobnie jak wiele innych (światowych) organizacji, historycznie rzecz biorąc, Pakt NATO ma swoją własną, ukrytą lub zatajoną historię (zamiataną pod dywan), która, gdyby ujrzała światło dzienne, rzuciłaby zupełnie inne światło na powody istnienia i działalności organizacji, w tym jej ostateczne cele. Pisanie tajnych historii działań niektórych osób i/lub organizacji jest dobrze znanym trendem w historiografii światowej, ale wczesnobizantyjski kronikarz Prokopiusz jest prawdopodobnie najsłynniejszym przedstawicielem tego segmentu historiografii.
Jednym z najbardziej płodnych pisarzy wczesnej historiografii bizantyjskiej był Prokopiusz z Cezarei Palestyńskiej, który był również największym historykiem epoki cesarza bizantyjskiego Justyniana I (527–565). Oprócz głównego dzieła historiograficznego o historii wojen Justyniana (Historia wojen) z Persami, Wandalami i Gotami w 8 księgach (551–553), w którym gloryfikował rolę cesarza Justyniana I w jego oficjalnej roli, Prokopiusz napisał również słynną Historię sekretną (Historia arcana), broszurę, w której przedstawia najpoważniejsze oskarżenia wobec cesarza Justyniana I i ówczesnych władz cesarskich – innymi słowy, przedstawia prawdziwą prawdę o cesarzu i jego występkach. W swojej Historii tajemnej Prokopiusz daje upust swojemu niezadowoleniu i sprzeciwowi wobec polityki cesarza Justyniana I oraz działań cesarzowej Teodory, przedstawiając prawdziwy obraz Cesarstwa Bizantyjskiego swoich czasów.
Do tej pory prawdziwy obraz historii paktu NATO nie został spisany w jednym miejscu, lecz jedynie we fragmentach, które można ułożyć niczym puzzle, by poznać historię arkanów tego zachodniego sojuszu. Niniejszy krótki tekst stanowi wkład do historiografii tej układanki.
Prawdopodobnie nie jest powszechnie wiadome, że przez długi czas po 1945 roku byli naziści i niemieccy zbrodniarze wojenni służyli w najwyższych strukturach NATO. Większość z nich to wysoko odznaczeni oficerowie Wehrmachtu, którzy po wojnie służyli na najwyższych stanowiskach, najpierw w armii zachodnioniemieckiej, a następnie awansowali na dowódców i szefów struktur NATO w Europie. Zjawisko to było powszechne w Europie Zachodniej po wojnie, ale szczególnie w Niemczech Zachodnich.
Wielu nazistów i ogólnie osób, które wspierały i pomagały reżimowi nazistowskiemu w Niemczech oraz nazistowskim podmiotom satelickim w Europie w dokonywaniu Holokaustu i innych zbrodni wojennych, zbrodni ludobójstwa i zbrodni przeciwko ludzkości, nigdy nie zostało osądzonych za zbrodnie wojenne przeciwko Żydom, Polakom, Grekom, Rosjanom i innym narodom europejskim. Zamiast podlegać wymiarowi sprawiedliwości, zostali mianowani na kierownicze stanowiska w pakcie NATO, rządzie Niemiec Zachodnich, armii, przemyśle i społeczeństwie Niemiec Zachodnich w ogóle.
Ze wszystkich nazistów, o których mowa w powyższym kontekście, największą bestią jest z pewnością Adolf (Bruno Heinrich Ernst) Heusinger (1897‒1982), który był niemieckim oficerem wojskowym, którego kariera obejmowała Cesarstwo Niemieckie, Republikę Weimarską, nazistowskie Niemcy, Niemcy Zachodnie i NATO. Był on podczas II wojny światowej szefem Departamentu Operacyjnego (Operationsabteilung) Hitlera, tj. Sztabu Generalnego, od 1940 do 1944 roku. A. Heusinger aktywnie uczestniczył w planowaniu inwazji Hitlera na Polskę, Norwegię, Danię i Francję. Został awansowany na pułkownika 1 sierpnia 1940 roku i został szefem Departamentu Operacyjnego w październiku tego samego roku. W ten sposób stał się również trzecim człowiekiem w hierarchii nazistowskiej pod względem planowania działań Wehrmachtu na ziemi.
Jednak po wojnie A. Heusinger, zbrodniarz wojenny, który zaplanował niemieckie inwazje na kilka krajów europejskich, prowadzące do śmierci milionów ludzi, nie został nawet osądzony za zbrodnie wojenne, lecz objął dowództwo nad armią zachodnioniemiecką – Bundeswehrą (jako Generalny Inspektor w latach 1957–1961) – a w 1961 roku został mianowany przewodniczącym Komitetu Wojskowego NATO, czyli de facto szefem Sztabu Generalnego NATO. Pozostawał na tym stanowisku do 1964 roku.
W przeciwieństwie do wielu osób zamordowanych pod jego dowództwem podczas II wojny światowej, A. Heusinger przeszedł na emeryturę w 1964 roku i dożył sędziwego wieku osiemdziesięciu pięciu lat. Chociaż był więziony przez dwa lata po wojnie, nigdy nie stanął przed sądem, ani nie zapłacił za zbrodnie wojenne i okrucieństwa, których dopuścił się on i jego podwładni (zgodnie z piramidalną strukturą dowodzenia). Zamiast tego został zatrudniony przez państwo zachodnioniemieckie jako doradca, a następnie generał porucznik, zanim został przejęty przez międzynarodowy sojusz wojskowy, który rzekomo broni demokracji. A. Heusinger cieszył się osiemnastoma latami emerytury.
Niestety, Adolf Heusinger nie był jedynym niemieckim nazistą i zbrodniarzem wojennym, który kontynuował karierę wojskową w Niemczech Zachodnich i/lub NATO po wojnie. Tak było również w przypadku generała Hansa Speidela (1897‒1984), który służył w armiach Drugiego Cesarstwa Niemieckiego, nazistowskich Niemiec (Trzeciej Rzeszy) i Niemiec Zachodnich. Podczas II wojny światowej był szefem sztabu w armii Erwina Rommla („Lisy Pustyni”). Po 1945 roku był jednym z kluczowych dowódców wojskowych w Bundeswehrze w okresie wczesnej zimnej wojny, a od 1957 do 1963 roku pełnił funkcję Naczelnego Dowódcy Wojsk Lądowych NATO w Europie Środkowej (Mitteleuropa), tj. Dowódcy Sojuszniczych Sił Lądowych Europy Środkowej (COMLANDCENT). Od 1964 roku pełnił funkcję Prezesa Niemieckiego Instytutu Spraw Międzynarodowych i Bezpieczeństwa.
Kolejnym nazistą, który objął wysokie stanowisko w NATO, był Johannes „Macky” Steinhoff (1913–1994) – pilot myśliwski Luftwaffe Göringa i posiadacz Żelaznego Krzyża Rycerskiego, najwyższego odznaczenia nazistowskiego Wehrmachtu. Po wojnie, w 1952 roku, J. Steinhoff dołączył do zachodnioniemieckiego Urzędu ds. Remilitaryzacji jako konsultant ds. lotnictwa wojskowego i stał się jednym z głównych urzędników odpowiedzialnych za odbudowę niemieckich sił powietrznych w okresie zimnej wojny. Później, w latach 1971–1974, był przewodniczącym Komitetu Wojskowego NATO (szefem Sztabu Generalnego) i pełnił inne funkcje w ramach paktu.
Johann Adolf hrabia von Kielmansegg (1906–2006) był wybitnym niemieckim oficerem, który służył w Reichswehrze, Wehrmachcie, a później jako dowódca NATO w Bundeswehrze. W 1940 roku hrabia Kielmansegg służył jako oficer sztabowy podczas nazistowskiej inwazji na Francję. Później, w latach 1942–1944, był oficerem Sztabu Generalnego Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu podczas II wojny światowej. Po II wojnie światowej, w okresie zimnej wojny, w latach 1967–1968 został Naczelnym Dowódcą Sił Sojuszniczych NATO w Europie Środkowej.
Major Wehrmachtu Ernst Ferber (1914‒1998) i szef grupy Wydziału Organizacyjnego Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu od 1943 do 1945 roku, posiadacz Żelaznego Krzyża Wehrmachtu Pierwszej Klasy, był w strukturach NATO, podobnie jak hrabia Johann Adolf Graf von Kielmansegg – Naczelnym Dowódcą Sił Sojuszniczych w Europie Środkowej, ale w latach 1973 do 1975.
Następcą Ernsta Ferbera na tym samym stanowisku dowodzenia w pakcie NATO byli niemieccy naziści z Wehrmachtu, Karl Schnell od 1975 do 1977 roku (posiadacz Żelaznego Krzyża Drugiej Klasy, dowódca baterii na froncie zachodnim w 1940 roku i szef sztabu 74 Korpusu Pancernego w 1944 roku), Franz-Josef Schulze (1918‒2005) od 1977 do 1979 roku (odznaczony Krzyżem Rycerskim Krzyża Żelaznego w 1944 r.) oraz Ferdinand Maria von Zenger und Etterlin (1923‒1987) 1979–1983 (porucznik 24. Dywizji Pancernej niemieckiej 6. Armii, uczestnik bitwy stalingradzkiej, adiutant Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu i nosiciel Niemieckiego Krzyża w złocie).
Można zapewne zauważyć, że wszyscy wyżej wymienieni oficerowie nazistowscy wykonywali swoje zawodowe obowiązki wojskowe jedynie w czasie wojny i dlatego nie można ich uznać za zbrodniarzy wojennych. Jednakże armia nazistowska – Wehrmacht – nie była standardową armią zawodową, lecz integralną częścią zorganizowanej machiny przestępczej III Rzeszy, odpowiedzialnej za systematyczne zbrodnie wojenne i ludobójstwo w całej okupowanej Europie. Zamiast wysokich rangą oficerów Wehrmachtu, którzy po wojnie znaleźli się na ławie oskarżonych Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości, wielu z nich znalazło schronienie na wysokich stanowiskach w sojuszu NATO, którego emblemat przypomina dwa złączone nazistowskie krzyże (das Hakenkreuz), a nowy gmach Sztabu Generalnego w Brukseli – dwa nazistowskie symbole SS (Schutzstaffel), noszone przez żołnierzy SS na kołnierzach mundurów.
Po II wojnie światowej nieformalnie mówiono, że niemieccy naziści nie przegrali wojny, lecz uciekli do Ameryki. Jednak to stwierdzenie dotyczyło tylko nielicznych. Inni, ci, którzy przeżyli, zinfiltrowali europejskie struktury NATO, gdzie również pobierali emerytury. W każdym razie, zarówno przed, jak i po 1945 roku, walczyli z komunizmem i Rosją, nie porzucając ani nie zdradzając swoich ideologicznych stanowisk i doktryn. Zmienili jedynie mundury i emblematy, ale wróg pozostał ten sam. To samo dotyczy Rosji, choć nie jest już komunistyczna, ale mimo to przetrwała jako Rosja.
Dlatego pakt NATO nie został rozbity po zakończeniu zimnej wojny w latach 1989/1990, po rozpadzie Układu Warszawskiego i ZSRR. Po prostu pakt nie rozpadł się/nie przestał funkcjonować sam z siebie, co byłoby całkowicie logicznym krokiem, ale wbrew nowo kształtującej się rzeczywistości geopolitycznej, nadal rozszerzał się terytorialnie i umacniał militarnie. Prawdopodobnie również pod wpływem ideologii niemieckiego nazizmu, która głosiła, że Rosja (nie tylko ZSRR) musi zostać wymazana z geopolitycznej mapy świata.
Wiadomo, że podstawową funkcją wiedzy historycznej jest zrozumienie procesów współczesnych oraz przewidywanie ich rozwoju w przyszłości. Zadaniem odkrywania tajemnic historii jest zrozumienie procesów współczesnych w niezwykle obiektywnym i wszechstronnym zakresie, aby można było przewidzieć ich przyszły rozwój z maksymalną precyzją i, co za tym idzie, odpowiednio i trafnie zareagować.
Vladislav B. Sotirović
Dr Vladislav B. Sotirović jest byłym profesorem uniwersyteckim w Wilnie na Litwie. Jest pracownikiem naukowym w Centrum Studiów Geostrategicznych.
Za: https://www.globalresearch.ca/historia-arcana-nato-pact/5914955
- Szczegóły
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 1540
W jaki sposób najlepiej przedstawiać historię wojskowości, rozmawiać o niej i próbować wyjaśniać? Czym jest wojna?
Jednym z głównych problemów podczas takich rozważań jest sposób, w jaki z powrotem przywołuje się dawnych myślicieli, często powtarzając stare tezy i omawiane wcześniej dylematy. W debacie o wojnie lądowej dominują Sun Tzu, Clausewitz, Jomini i Fuller, konflikty na morzu to zaś domena Mahana i Corbetta. Co więcej, typowa debata na ten temat, zarówno akademicka, jak i popularyzatorska skupia się na wielkich dowódcach, kluczowych wojnach i bitwach, które rzekomo miały decydujące znaczenie.
Clausewitz i Jomini zyskali uznanie jako komentatorzy sztuki wojennej doby Wielkiej Rewolucji Francuskiej i wojen napoleońskich, Fuller i Liddell Hart skupili się na I wojnie światowej i szukali sposobu na uniknięcie kolejnego, tak kosztownego impasu na froncie, Mahan i Corbett studiowali zaś dzieje morskiej potęgi Wielkiej Brytanii w latach 1689–1815, a przede wszystkim jej konflikty z Francją.
Do listy można dopisać kolejne nazwiska, w tym Michaiła Frunze i Mao Zedonga traktujących o wojnach rewolucyjnych w XX wieku oraz Charlesa Calwella i (reprezentującego inne poglądy) Davida Galulę studiujących działania przeciwpartyzanckie. Włączenie do panteonu postaci Sun Tzu i Mao Zedonga stanowi odpowiedź na rosnące znaczenie Chin jako potęgi wojskowej. Podobnego zainteresowania nie wzbudziły przy tym Indie, które wysuwają się na pierwsze miejsce pod względem liczby ludności. Także wojna powietrzna zrodziła swoich propagatorów oraz analityków (wchodzących często w ostre spory), szczególnie w osobach Giulia Duheta i Williama Mitchella.
Zarówno treść, jak i zakres oraz wydźwięk tradycyjnych prac teoretycznych rodzą jednak szereg problemów.
Po pierwsze, teorie myślicieli wojskowych zwykły górować nad ideami, a tym bardziej praktycznymi działaniami faktycznych uczestników walk. Większość z nich nie pozostawiła po sobie teoretycznych prac lub nie nadała im usystematyzowanej formy, lecz prawdziwy problem polega na tym, że teoretycy wojskowości opowiadają o… innych teoretykach wojskowości. Niekoniecznie interesuje ich zbliżenie do decydentów, poznanie ich pobudek i wolą raczej rozwodzić się nad swoimi spostrzeżeniami i wtłaczać innych w przyszykowane ramy koncepcyjne, a następnie przesadnie podkreślać ich znaczenie. I tak, Basil Liddell Hart, który z ochotą pozował na wzgardzonego proroka we własnej ojczyźnie, Wielkiej Brytanii, jednak przyczynił się do rozwoju koncepcji blitzkriegu, a także działań Izraela podczas wojny sześciodniowej w 1967 roku. Pozwoliło mu to znacznie wyolbrzymić swoje znaczenie.
Po drugie, autorzy dzieł teoretycznych znacznie większą wagę przykładają do wojen między państwami niż konfliktów wewnętrznych. Zdaje się, że wojny domowe biorą na tapet jedynie wówczas, gdy obie strony dysponują formalną lub na wpół formalną, strukturą organizacyjną armii, jak choćby podczas wojny w Anglii (1642–1648) i w Stanach Zjednoczonych (1851–1865).
Po trzecie, oś dyskusji wyznaczają najczęściej bitwy, nie zaś potyczki czy „małe wojny” (lub blokady morskie), mimo iż są równie powszechne i podobnie istotne. Ich znaczenie jeszcze wzrosło od czasów II wojny światowej, a w ich dostrzeżeniu nie pomaga podejście oparte na filozofii „decydującej bitwy”. Może się ono sprawdzić, gdy liczba jednostek jest niewielka, jak okrętów wojennych czy współcześnie samolotów, a utrata każdej z nich ma istotny wpływ na przebieg walk.
I po czwarte, znaczna część świata w klasycznych opracowaniach jest sprowadzana do „prymitywnego” obrazu, w którym przeważa wizerunek prostego i surowego wojownika, widoczny zwłaszcza w odniesieniu do ludów stepowych i państw Afryki.
Autorzy prac teoretycznych zwykli prezentować je jako niezbyt rozwinięte (i zróżnicowane) w porównaniu z państwami o „ugruntowanej” strukturze, szczególnie jeśli gospodarka tych drugich opierała się na dobrze rozwiniętym rolnictwie i przemyśle i przynależały do Zachodu (Europa i Ameryka Północna) lub Azji Wschodniej. Tworzy to mapę punktów ciężkości, wspartą przekonaniem, że „rozwinięte społeczeństwa” są z miejsca najskuteczniejsze w swoich działaniach. Równocześnie to z nich
wyrastają skrojone na „nowoczesną” modłę armie i prace teoretyków wojskowości. Tym sposobem społeczeństwa „niedorozwinięte” zyskują znaczenie jedynie wówczas, gdy kopiują elementy najskuteczniejszej praktyki, czyli zachodniej, lub tworzą coś na jej wzór.
Wyrażona w taki sposób postawa klasycznych autorów rodzi liczne problemy. Często pomniejsza się znaczenie skuteczności armii Hunów w V wieku, Mongołów w XIII, Timura Chromego w XIV i Mandżurów w XVII wieku, czyli zdominowanych przez kawalerię pozaeuropejskich sił, lub z góry skazuje się na porażkę w dłuższej perspektywie, choć zgodnie z taką optyką każda siła wojskowa kiedyś musi stracić znaczenie. Podejście to wynika z kolei z wagi, jaką przywiązuje się do zachodnich formacji piechoty. Widać to jeszcze wyraźniej, gdy uwypukla się rolę powiązań wojska z przemysłem, tworzących „kompleks”, czyli zaczyn dla produkcji zaawansowanego uzbrojenia wykorzystywanego w nowoczesnych konfl iktach, terminy zaś „przemysłowy”, „zaawansowany” i „nowoczesny” odnoszą się do konkretnych zjawisk.
Opierające się na gospodarce rolnej bez większego udziału przemysłu społeczeństwa stepowe nie rozwijały takich systemów. Tym samym mogą sprawiać wrażenie przestarzałych. I to nawet w sytuacji, gdy ich zacofanie stawało się widoczne dopiero w XIX wieku. Różnica w rozwoju jest bowiem zarówno przyczyną, jak i skutkiem epoki imperializmu tamtego stulecia, choć trudno mówić o czymś takim jak wiek imperializmu. W dyskusji nad społeczeństwami stepowymi pobrzmiewa teleologiczna nuta (wiemy, dokąd wszystko zmierza, a ten kierunek jest właściwy i nieunikniony), podobnie jak w całej historii wojskowości. Ramy tej teleologicznej wykładni wyznaczają coraz skuteczniejsze rozwiązania technologiczne i organizacyjne.
Jednak zbudowana na teleologii narracja, czerpiąca z teorii modernizacji i posługująca się często dyskursem o rewolucjach wojskowych jako narzędziach tłumaczenia zmian, nie wytrzymuje starcia z rzeczywistością lat 20. XXI wieku. Współcześnie meksykańskie kartele przestępcze mają pod bronią więcej ludzi niż niejedna europejska armia.
Kultura jest kluczowym konceptem w badaniu dziejów wojskowości, ponieważ to właśnie spojrzenie na odmienne sposoby postrzegania i doświadczania konfliktów umożliwia wyjście poza rzekomo uniwersalne założenia dotyczące ich natury. Co więcej, takie podejście jest konieczne podczas walki pośród − lub przeciwko – społecznościom odmiennym niż własne, aby właściwie ocenić rolę, jaką odgrywają siła i rozumienie sukcesu. Niedocenienie tych czynników było wyraźnie widoczne w problemach, z którymi borykały się Stany Zjednoczone podczas konfliktów toczonych w Iraku i Afganistanie.
Większość współczesnych obserwatorów z Zachodu prawie w ogóle nie włącza do rozważań kwestii religijnych ani ich roli w kształtowaniu postaw społeczeństwa wobec zwycięstwa i klęski, cierpienia i śmierci, a co za tym idzie, gotowości do pogodzenia się ze stratami. Jak wielokrotnie dowiodły ostatnie dekady walk w świecie islamu, budowane w oparciu o taktyczne, operacyjne i strategiczne kalkulacje koncepcje osiągnięcia zwycięstwa, czyli praktyczne działania, mogą łatwo zostać zaburzone przez czynnik religijny, czego liczne przykłady znajdziemy w najstarszych relacjach o wojnach.
Pominięcie wpływu religii to problem związany z jedną z najbardziej intrygujących teorii tłumaczących dzieje wojskowości, którą w XVIII wieku rozwijali tacy autorzy, jak Edward Gibbon, William Robertson czy Adam Smith. W ich opinii historia to przechodzenie z jednego etapu do kolejnego w procesie rozwoju społeczno-gospodarczego, poczynając od społeczeństw łowców i zbieraczy, do społeczności pasterskich, rolniczych, a następnie do zurbanizowanych systemów, cechujących się odmiennymi instytucjami zarówno politycznymi, jak i wojskowymi. Włączając w nią dzisiejsze społeczeństwa, teoria zakłada, że występują różnice między środowiskami naturalnymi i kulturowymi na całym świecie, choć nie czyni już podobnego rozróżnienia na kierujące nimi prądy ideologiczne.
Bez względu na to, czy zagłębiamy się w teorie Clausewitza, czy Gibbona tworzącego pół wieku wcześniej, mamy do czynienia z ideami rozciągniętymi w perspektywie longue durée (długiego trwania), z próbą uchwycenia esencji wojny. Mimo to większość rozważań teoretycznych odbywa się w bardzo ograniczonej skali czasowej. Polegają one na analizie nieodległych dla autora konfliktów w celu odkrycia, jakimi możliwościami dysponują potencjalni przeciwnicy. Niemcy na przykład skłoniły się ku inwazji na Związek Radziecki w 1941 roku po przyjrzeniu się błędom, jakie popełniła Armia Czerwona w wojnie zimowej. Jednak dowodząc tego, że teoria i analiza mogą prowadzić nas ku uprzednio pożądanym wnioskom, zignorowały kluczowy etap, w którym po początkowych bolesnych klęskach ZSRR odniósł ostatecznie zwycięstwo.
Takie analizy wojskowe często nie wykraczają poza strefę komfortu i mają skłonność do potwierdzenia instytucjonalnych, narodowych i społecznych uprzedzeń. Skupiając się zatem na aktualnych problemach i nadchodzącym konflikcie, analitycy z United States Army Corps (Korpusu Lotniczego Armii Stanów Zjednoczonych) winili za porażkę niemieckiego Luftwaffe w walkach o Wielką Brytanię w 1940 roku brak strategicznych bombowców, nie zaś ogólne słabości sił powietrznych III Rzeszy lub znaczenie brytyjskich zintegrowanych systemów obrony powietrznej. Dało to zielone światło do inwestowania w bombowce strategiczne.
W lipcu 1941 roku Air War Plans Division 1 (Dział Planowania Wojny w Powietrzu 1) przedstawił szczegółowy plan pokonania Niemiec siłami powietrznymi. Stany Zjednoczone mierzyły się w tym wypadku z przeciwnikiem, który we właściwy sposób nakierował je zarówno na rozwój swojej doktryny, jak i kluczowe wsparcie przy jej wdrażaniu.
Istnieje tendencja do postrzegania błędów w analizie i uprzedzeń kierujących instytucjami państwa jako rzeczy z przeszłości, ale równie dobrze dziś możemy się zmagać z takimi problemami, na przykład przy zakupach uzbrojenia czy kształtowaniu „doktryn” odzwierciedlających idee. Co więcej, polemiczne i nastręczające problemów publikacje strategicznych przeglądów podkreślają znaczenie wyborów w wykonywaniu zadań, wyznaczaniu priorytetów, zakupach sprzętu i formułowaniu doktryn.
Wszystko to ma następnie wpływ nie tylko na kierunek kolejnych posunięć, lecz także na cały kontekst, w ramach którego wybory te są przedstawiane, rozważane i wdrażane. Innymi słowy, „przygotowywanie się na minioną wojnę” to długi proces, który z jednej strony wyrasta z nieprawidłowego czytania przeszłości, a z drugiej przypomina o konieczności jej studiowania. Ostatecznym krokiem w rozważaniach jest ujmowanie wojny jako całości w ramy teorii.
Teoria wojskowości jest intensywnie rozwijana dzięki kulturze popularnej, gdzie duży nacisk kładzie się na heroizm jednostek, zbiorową odwagę, a także jedność społeczności cementującą gotowość do walki. Cechy te odgrywały ogromną rolę w najstarszych dziełach literackich i do dzisiaj silnie rezonują we współczesnych utworach, grach komputerowych i innych mediach. W tym przypadku teoria mówi jednak o triumfie charakteru, choć jeśli przybrać narrację w płaszcz prowidencjalizmu i fatalizmu, także klęska może stać się heroiczna, jak choćby ta zadana przez Persów Spartianom pod Termopilami w 480 roku p.n.e., czy zadaną przez Meksyk Teksańczykom w bitwie o Alamo w 1836 roku. Wówczas to właśnie klęska jest wyrazem niezłomnej woli.
Ten sposób objaśniania wojny budzi największe zainteresowanie, na co wpływ między innymi miała rosnąca, szczególnie od lat 70. XX wieku, popularność rozważań o „obliczu bitwy”, w której na pierwszy plan wysuwały się historie pojedynczych jej uczestników i gromadzenie relacji naocznych świadków. To podejście mniej uwagi poświęca istotnym elementom rozgrywającym się w tle, czyli strategii, logistyce i komunikacji, a skupia się na wymiarze taktycznym i sile woli człowieka. Związek tych czynników jest ukazywany choćby w postaci jedności oddziałów.
Współczesne społeczeństwa szczególnie żywo reagują na przekaz wizualny i gotowe „lekcje”. Można w nich zawrzeć opowieści o heroicznych czynach, lecz także zademonstrować możliwości poszczególnych rodzajów uzbrojenia, przy czym nietrudno tutaj o materiał graficzny. Historia to szczególny nośnik przesłania, które w tym wypadku niekoniecznie musi przybrać formę pisemną, bo może mu ona odebrać czytelność i niejako sugerować, że nie każdy jest zdolny je przyswoić. Co więcej, dzięki mediom wizualnym przekaz łatwiej dociera do mieszkańców większości rejonów świata. Przekaz wizualny pozwala na ekspresję teoretycznych rozważań z zakresu historii wojskowości w sposób niebezpośredni, a media, w których one rozbrzmiewają, stanowią współczesny odpowiednik mówionych poematów, tak ważnych w przeszłości. I znów zarysowują się tu związki, a przynajmniej echa podobieństw rezonujące przez wieki.
Jeremy Black
Jest to fragment książki Jeremy’ego Blacka Wojna. Krótka historia, wydanej przez Wydawnictwo RM, której recenzję zamieszczamy w tym numerze.
- Szczegóły
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 0
4 sierpnia 2025 roku minęla 30. rocznica operacji „Burza”. Mało znana poza byłą Jugosławią, kampania wojskowa rozpętała ludobójczy kataklizm, który brutalnie wypędził całą chorwacką ludność serbską.
Określone przez szwedzkiego polityka Carla Bildta mianem „najskuteczniejszej czystki etnicznej, jaką widzieliśmy na Bałkanach”, siły chorwackie dokonały spustoszenia na chronionych przez ONZ obszarach samozwańczej Serbskiej Republiki Krajiny, rabując, paląc, gwałcąc i mordując w całej prowincji. Do 350 000 mieszkańców uciekło, wielu pieszo, i nigdy nie powróciło. Tymczasem tysiące osób zostało straconych w trybie doraźnym.
W miarę jak rozgrywały się te odrażające sceny, żołnierze sił pokojowych ONZ odpowiedzialni za ochronę Krajiny obserwowali je bez interwencji. Tymczasem urzędnicy amerykańscy stanowczo zaprzeczali, jakoby przerażające masakry i masowe przesiedlenia były czystkami etnicznymi, nie mówiąc już o zbrodniach wojennych. Rządy państw członkowskich NATO były o wiele bardziej zainteresowane „wyrafinowaniem” taktyki wojskowej Zagrzebia. Pewien brytyjski pułkownik dowodzący misją obserwacyjną ONZ w tym regionie zachwycał się : „ktokolwiek napisał ten plan ataku, mógł studiować w dowolnej szkole sztabowej NATO w Ameryce Północnej lub Europie Zachodniej i dostać ocenę celującą”.
Powszechnie pomijane dokumenty, analizowane przez The Grayzone, pomagają wyjaśnić, dlaczego siły chorwackie zostały tak wysoko ocenione: operacja „Burza” była w istocie atakiem NATO, przeprowadzonym przez żołnierzy uzbrojonych i wyszkolonych przez USA, bezpośrednio koordynowanym z innymi mocarstwami zachodnimi. Pomimo publicznego poparcia dla negocjowanego pokoju, Waszyngton prywatnie zachęcał Zagrzeb do podjęcia działań z maksymalną wojowniczością, nawet gdy ich ultranacjonalistyczni chorwaccy przedstawiciele planowali atak z taką zaciekłością, że cała populacja Serbów w kraju „w praktyce zniknęłaby”.
W trakcie rozmów na temat politycznego rozwiązania w Genewie, wysocy rangą chorwaccy urzędnicy prywatnie omawiali metody uzasadnienia nadchodzącego blitzkriegu, w tym ataki pod fałszywą flagą. Zapewnieni o ciągłym wsparciu zachodnich patronów w obliczu rozlewu krwi, chorwaccy przywódcy przechwalali się, że wystarczy, że z wyprzedzeniem poinformują o swoich planach swoich sojuszników z NATO. Gdy kurz opadł, a chorwacka ludność serbska została całkowicie oczyszczona, chorwaccy urzędnicy spotkali się potajemnie z przedstawicielami USA, aby świętować swój „triumf”.
Richard Holbrooke, doświadczony amerykański dyplomata, pełniący wówczas funkcję zastępcy sekretarza stanu w administracji Billa Clintona, powiedział prezydentowi Chorwacji, że chociaż Stany Zjednoczone „publicznie mówiły… że jesteśmy zaniepokojone” sytuacją, „prywatnie wiedziałeś, czego chcemy”. Jak napisał jeden z asystentów Holbrooke’a w notatce, którą dyplomata później odtworzył, chorwackie siły zostały „wynajęte” przez Waszyngton jako „psy ze złomowiska” do zniszczenia Jugosławii.
Po wypędzeniu serbskiej ludności z nowo niepodległego kraju, nowo powstały reżim chorwacki mógł liczyć na dominację USA nie tylko na Bałkanach, ale i w całej Europie. Napięcia etniczne podsycane przez NATO w regionie wciąż tlą się i są wykorzystywane do uzasadnienia nieustannej okupacji .
Była Jugosławia pozostaje dotkliwie naznaczona operacją „Burza”. Z perspektywy NATO jednak, kampania wojskowa stała się podstawą późniejszych konfliktów zastępczych i ataków militarnych. Waszyngton odtworzył strategię uzbrajania zagranicznych bojowników ekstremistycznych w oddziały szturmowe na wielu teatrach działań, od Syrii po Ukrainę.
Wspierani przez Zachód faszyści dążą do etnicznej czystości Chorwacji
W latach 80. mocarstwa zachodnie – w szczególności Wielka Brytania, Niemcy i Stany Zjednoczone – potajemnie wspierały wzrost nacjonalizmu w Jugosławii, mając nadzieję na przyspieszony rozpad wieloetnicznej federacji. Wybrany przez nich pełnomocnik w Chorwacji, Franjo Tudjman, był fanatycznym etnonacjonalistą, zagorzałym negacjonistą Holokaustu , fundamentalistą katolickim i członkiem secesjonistycznych grup ekstremistycznych. Frakcje te rozpoczęły terrorystyczną ofensywę na początku lat 70., porywając i wysadzając w powietrze samoloty pasażerskie, atakując jugosłowiańskie placówki dyplomatyczne za granicą, a w 1971 roku zamordowały Vladimira Rolovicia , ambasadora Belgradu w Szwecji.
W następstwie nasilenia się przemocy separatystycznej Chorwacji w Jugosławii, Tudjman został uwięziony w marcu 1972 roku wraz ze swoim bliskim współpracownikiem Stepjanem Mešiciem z powodu ich skrajnie nacjonalistycznych poglądów. Kiedy 18 lat później w Zagrzebiu odbyły się pierwsze wybory wielopartyjne od czasów II wojny światowej, Chorwacka Unia Demokratyczna (HDZ) zdobyła większość głosów i większość miejsc w parlamencie. W rezultacie Tudjman został prezydentem, a Mešić premierem. Wraz z narastającym nacjonalizmem w Chorwacji, Serbowie byli masowo usuwani z instytucji państwowych.
Podczas kampanii wyborczej Tudjman żarliwie czcił „Niepodległe Państwo Chorwackie”, marionetkową organizację stworzoną przez nazistów, brutalnie zarządzaną przez lokalnych kolaborantów od kwietnia 1941 do maja 1945 roku, opisując faszystowską konstrukcję jako „wyraz historycznych aspiracji narodu chorwackiego”. Gdzie indziej otwarcie zauważył: „Dzięki Bogu, moja żona nie jest ani Serbką, ani Żydówką”.
Wypowiedzi te odzwierciedlały potworną strategię, którą Tudjman przedstawił w lutym 1990 r. na publicznym spotkaniu w Cleveland w stanie Ohio, gdy HDZ przejęło władzę:
„[Naszym] podstawowym celem… jest oddzielenie Chorwacji od Jugosławii” – wyjaśnił Tudjman. „Jeśli dojdziemy do władzy, to w ciągu pierwszych 48 godzin, póki jeszcze panuje euforia, musimy koniecznie rozliczyć się ze wszystkimi, którzy są przeciwni Chorwacji”.
„Listy takich osób zostały już sporządzone” – kontynuował. „Serbowie w Chorwacji powinni zostać uznani za obywateli Chorwacji i nazywani prawosławnymi Chorwatami. Nazwa „prawosławny Serb” zostanie zakazana. Serbski Kościół Prawosławny zostanie zniesiony… zostanie uznany za chorwacki dla tych, którzy nie przeniosą się do Serbii”.
Wielu zwolenników Tudjmana wielbiło ustaszów, zagorzałych faszystów , którzy rządzili „Niepodległym Państwem Chorwackim” podczas II wojny światowej. Ich zbrodnie obejmowały egzekucje setek kobiet i osób starszych, a także metody takie jak ścięcie głów i topienie. W międzyczasie ustaszowie zarządzali siecią obozów zagłady w okupowanej przez państwa Osi Jugosławii, z wydzielonymi jednostkami dla dzieci. Ich bezwzględne barbarzyństwo wobec Żydów, Romów i Serbów odrzucało nawet ich nazistowskich patronów. Setki tysięcy osób zostało zamordowanych przez ustaszów, których korpus oficerski obejmował brata i ojca ministra obrony Tudjmana, Gojko Šušaka.
Te przerażające wydarzenia pozostały głęboko zakorzenione w pamięci mieszkańców historycznego serbskiego terytorium Krajiny, administracyjnie przydzielonego do Jugosłowiańskiej Socjalistycznej Republiki Chorwacji po II wojnie światowej. HDZ otrzymała fundusze od ustaszy z krajów zachodnich i natychmiast po objęciu władzy przemianowała kultowy zagrzebski Plac Ofiar Faszyzmu na Plac Chorwackiej Szlachty, a chorwackie oddziały paramilitarne z dumą lansowały ustaszy i symbole. Podczas gdy rząd Tudjmana otwarcie podsycał nienawiść etniczną, Serbowie w nowo powstałym kraju zaczęli przygotowywać się do wojny domowej.
Po wybuchu walk międzyetnicznych w Chorwacji w marcu 1991 roku, jednostki Jugosłowiańskiej Armii Ludowej zostały wysłane do ochrony Krajiny, gdzie mieszkańcy ogłosili utworzenie autonomicznej Republiki Serbskiej do czasu zawarcia międzynarodowego porozumienia pokojowego. Ówczesny prezydent Jugosławii Borislav Jović zeznał przed śmiercią, że celem była „ochrona terytoriów serbskich do czasu znalezienia rozwiązania politycznego”.
Chorwaci tajnie planują „zniknięcie” Serbów
W sierpniu 1995 roku to „polityczne rozwiązanie” wydawało się bliskie realizacji. Specjalna Grupa Kontaktowa ONZ prowadziła w Genewie negocjacje pokojowe między władzami Krajiny a Zagrzebiem. Propozycja mająca na celu zakończenie konfliktu w Chorwacji, znana jako Zagrzeb 4 lub Z-4, została opracowana przez UE, Rosję i Stany Zjednoczone. Ambasador Waszyngtonu w Zagrzebiu, Peter Galbraith, odegrał kluczową rolę w negocjacjach z przywódcami Krajiny i Serbów.
Przyjęty 3 sierpnia 1995 roku, Z-4 przewidywał, że obszary zamieszkane przez większość serbską w Chorwacji pozostaną częścią kraju, aczkolwiek z pewnym stopniem autonomii. Tego samego dnia Galbraith potwierdził w lokalnej telewizji, że uzgodniono „reintegrację obszarów kontrolowanych przez Serbów w Chorwacji”. Tymczasem mediatorzy amerykańscy w Genewie oświadczyli, że ze względu na poważne ustępstwa Serbów „nie ma powodu, aby Chorwacja toczyła wojnę”. W końcu przygotowano grunt pod negocjacje pokojowe.
Optymistycznie nastawieni przedstawiciele Krajiny i Serbii ogłosili, że otrzymali zapewnienia z Waszyngtonu, że interwencja zostanie podjęta, aby zapobiec chorwackiej akcji wojskowej przeciwko Krajinie, jeśli kraj ten zastosuje się do warunków porozumienia Z-4. Jednak zanim dzień dobiegł końca, chorwaccy urzędnicy odrzucili porozumienie Z-4, kończąc negocjacje. Operacja Burza rozpoczęła się następnego ranka.
Teraz dokumenty przejrzane przez The Grayzone ujawniają, że Tudjman nigdy nie miał zamiaru zaprowadzić pokoju na konferencji.
Z akt wynika natomiast, że udział Chorwacji w Genewie był podstępem mającym na celu stworzenie iluzji, że Zagrzeb dąży do dyplomatycznego rozwiązania, podczas gdy w tajemnicy opracowywał plany „całkowitego [pokonania] wroga”. Plan ten został ujawniony w protokole ze spotkania Tudjmana z jego dowództwem wojskowym z 31 lipca 1995 roku w pałacu prezydenckim na Wyspach Briońskich. Podczas rozmowy Tudjman poinformował zebranych: „Musimy zadać takie ciosy, że Serbowie praktycznie znikną”.
„Jadę do Genewy, żeby to ukryć i nie mówić… Chcę ukryć to, co przygotowujemy na następny dzień. I możemy obalić każdy argument na świecie, że nie chcieliśmy rozmawiać”.
Takie oświadczenia, stanowiące jasny i jednoznaczny dowód zamiaru ludobójczego, nie ograniczały się do prezydenta. Nieuchronność czystek etnicznych przyznał Ante Gotovina, starszy generał, który powrócił do Jugosławii, aby poprowadzić operację „Burza” po ucieczce na początku lat 70. Zdecydowany i długotrwały atak na Krajinę oznaczałby, że później „nie będzie już tak wielu cywilów, tylko ci, którzy muszą zostać, bez możliwości wyjazdu” – powiedział Gotovina. Były dowódca francuskiej Legii Cudzoziemskiej, który niegdyś pracował jako ochroniarz skrajnie prawicowego francuskiego przywódcy Jeana-Marie Le Pena i jako łamistrajk tłumił strajkujących pracowników związkowych CGT, został później uniewinniony od zarzutu wiodącej roli w operacji „Burza” przez zdominowany przez Zachód trybunał międzynarodowy.
Dla Serbów uwięzionych we wrogiej enklawie etnicznej Tudjman zasugerował masową kampanię propagandową skierowaną do nich za pomocą ulotek ogłaszających „zwycięstwo armii chorwackiej wspieranej przez społeczność międzynarodową” i wzywających Serbów do powstrzymania się od ucieczki – najwyraźniej w celu nadania pozorów inkluzywnego charakteru ich propozycji przymusowego przesiedlenia ludności cywilnej. „Oznacza to umożliwienie im ucieczki, jednocześnie udając [podkreślenie dodane], że gwarantuje się prawa obywatelskie… Wykorzystując radio i telewizję, ale także ulotki”.
Generałowie omówili inne działania propagandowe mające na celu usprawiedliwienie zbliżającego się ataku, w tym działania pod fałszywą flagą. Biorąc pod uwagę, że „każda operacja wojskowa musi mieć swoje polityczne uzasadnienie”, Tudjman powiedział, że Serbowie „powinni dać nam pretekst i sprowokować nas” przed rozpoczęciem ataku. Jeden z urzędników zaproponował: „Oskarżamy ich o przeprowadzenie ataku sabotażowego przeciwko nam… dlatego byliśmy zmuszeni interweniować”. Inny generał zasugerował przeprowadzenie „eksplozji, jakby zaatakowali przy użyciu swoich sił powietrznych”.
Bill Clinton dał „pełne pozwolenie” na masowe morderstwa
Pod koniec 1990 roku jugosłowiański wywiad potajemnie sfilmował ministra obrony Chorwacji Martina Spegelja, który planował tajną czystkę w republice z serbskiej ludności. Na jednej z taśm powiedział on innemu urzędnikowi, że każdy, kto sprzeciwia się niepodległości Zagrzebia, powinien zostać zamordowany „na miejscu, na ulicy, w kompleksie, w koszarach, gdziekolwiek” „pistoletem… prosto w brzuch”. Przewidział „wojnę domową, w której nie będzie litości dla nikogo, kobiet ani dzieci”, a serbskie „domy rodzinne” zostaną zniszczone „po prostu granatami”.
Spegelj otwarcie opowiadał się za „rzezią”, aby „rozwiązać” kwestię Kninu, stolicy Krajiny, doprowadzając do „zniknięcia” miasta. Chwalił się: „Mamy na to międzynarodowe uznanie”. Stany Zjednoczone już „zaoferowały nam wszelką możliwą pomoc”, w tym „tysiące pojazdów bojowych” i „pełne uzbrojenie” 100 000 chorwackich żołnierzy „bezpłatnie”. Jaki był oczekiwany rezultat? „Serbowie w Chorwacji nigdy więcej tam nie będą”. Spegelj podsumował: „Za wszelką cenę, jeśli będzie to konieczne, stworzymy państwo, nawet za cenę rozlewu krwi”.
Wsparcie Zachodu dla okrucieństw zaplanowanych i popełnionych podczas operacji „Burza” było również szeroko widoczne podczas spotkania 31 lipca 1995 roku. Tudjman powiedział tam swoim generałom: „Mamy przyjaciela, Niemcy, które konsekwentnie nas wspierają”. Chorwaci musieli ich tylko „poinformować z wyprzedzeniem” o swoich celach. „W NATO również panuje zrozumienie dla naszych poglądów” – wyjaśnił, dodając: „cieszymy się sympatią Stanów Zjednoczonych”. W 2006 roku niemiecki dziennik „Der Spiegel” potwierdził, że masakry nosiły ślady Waszyngtonu, powołując się na chorwackie źródła wojskowe, które twierdziły, że korzystali z „bezpośredniego, choć tajnego wsparcia zarówno ze strony Pentagonu, jak i Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA) w planowaniu i przeprowadzaniu ofensywy „Burza”.
„Przygotowując się do ofensywy, chorwaccy żołnierze przeszli szkolenie w Forcie Irwin w Kalifornii, a Pentagon pomagał w planowaniu operacji” – donosił portal. Wsparcie USA wykraczało daleko poza to, co publicznie przyznano, a mianowicie, że siły chorwackie jedynie uczestniczyły w ćwiczeniach szkoleniowych prowadzonych przez amerykańską prywatną firmę wojskową MPRI, ujawnił Spiegel. „Bezpośrednio przed ofensywą ówczesny zastępca dyrektora CIA, George Tenet, spotkał się z Gotoviną i synem Tudjmana – wówczas odpowiedzialnym za chorwacki wywiad – na ostatnie konsultacje. Podczas operacji amerykańskie samoloty zniszczyły serbskie centra łączności i obrony przeciwlotniczej, a Pentagon przekazał [siłom chorwackim] informacje zebrane drogą satelitarną”.
Na posiedzeniu rządu 7 sierpnia 1995 roku Tudjman chwalił się, jak Waszyngton „musiał być zadowolony” ze sposobu, w jaki chorwackie wojsko przeprowadziło operację „Burza”. Jego premier, Ivo Sanader, omawiał następnie koordynację działań z urzędnikami amerykańskimi, którzy „działali w imieniu” wiceprezydenta Ala Gore’a. Zapewnił zebranych, że „wszystkie zgody… zostały zatwierdzone bezpośrednio” przez prezydenta USA Billa Clintona i że Chorwacja może zatem „spodziewać się ciągłego wsparcia” ze strony Waszyngtonu w miarę rozwoju masakr.
Amerykański dyplomata świętuje ludobójczy „triumf”
18 sierpnia w Pałacu Prezydenckim w Zagrzebiu odbył się szczyt wysokiego szczebla z udziałem wysokiego rangą dyplomaty USA Richarda Holbrooke'a. Holbrooke, będący stałym elementem obsesyjnie nastawionego na interwencję establishmentu polityki zagranicznej Waszyngtonu, miał na oku atrakcyjne stanowiska za czasów Billa Clintona i później – być może za przyszłej administracji Hillary Clinton. Udany demontaż Jugosławii miał podsycić jego ambicje .
W transkrypcji przejrzanej przez „The Grayzone” Holbrooke pochlebnie określił Tudjmana mianem „ojca współczesnej Chorwacji” oraz jej „wyzwoliciela” i „twórcy”. Z aprobatą zauważając, że ten silny przywódca „odzyskał 98 procent waszego terytorium” – nie wspominając o oczyszczeniu go z Serbów – amerykański dyplomata określił siebie mianem „przyjaciela” nowo niepodległego państwa, którego brutalne postępowanie uznał za uzasadnione.
„Miałeś uzasadnienie dla swojej akcji militarnej we Wschodniej Slawonii” – Holbrooke poinformował Tudjmana – „a ja zawsze jej broniłem w Waszyngtonie”. Kiedy niektórzy w USA zasugerowali powstrzymanie działań w Zagrzebiu, Holbrooke argumentował, że Chorwaci powinni mimo wszystko „kontynuować” działania – oświadczył.
Odnosząc się do Operacji Burza, Holbrooke przyznał: „Mówiliśmy publicznie, jak wiecie, że jesteśmy zaniepokojeni, ale prywatnie wiedzieliście, czego chcemy”. Nazwał przerażający blitzkrieg „triumfem” z „politycznego i militarnego punktu widzenia”, który z perspektywy Zagrzebia pozostawił uchodźców jako „jedyny problem”. W efekcie inscenizując chorwackiego prezydenta, Holbrooke doradził Tudjmanowi, aby „wygłosił przemówienie, w którym stwierdzi, że wojna się skończyła i że [Serbowie] powinni wrócić”. Choć prognozował, że „większość nie wróci”, Holbrooke najwyraźniej uznał za ważne, aby przynajmniej pozostawić ofertę otwartą publicznie.
Władze Chorwacji poradziły sobie z tym „problemem”, uchwalając dyskryminujące przepisy , które praktycznie uniemożliwiały powrót przesiedlonym Serbom, jednocześnie konfiskując ich majątek . Pomimo posiadania przytłaczających dowodów ciężkich zbrodni wojennych, finansowany przez NATO Międzynarodowy Trybunał Karny dla byłej Jugosławii nie postawił w stan oskarżenia nikogo odpowiedzialnego za operację „Burza” aż do 2008 roku . Wielu winnych funkcjonariuszy, w tym Tudjman, zmarło w tym czasie. Trzech pozostałych przy życiu dowódców wojskowych zostało ostatecznie oskarżonych w 2011 roku. Jeden został uniewinniony, a dwóch skazanych, choć wyrok ten został uchylony w postępowaniu apelacyjnym w 2012 roku.
To orzeczenie doprowadziło do kilku innych niezwykłych wniosków. Choć Zagrzeb zaakceptował „środki dyskryminacyjne i restrykcyjne” zastosowane w celu uniemożliwienia powrotu przesiedlonym Serbom, nie oznaczało to, że ich wyjazd był wymuszony. Chociaż ludność cywilna została zamordowana w dużej liczbie, w tym osoby starsze i chore, które nie mogły uciec, operacja „Burza” w jakiś sposób nie była celowo wymierzona w osoby niebiorące udziału w walkach. I pomimo wyraźnego pragnienia Spegelja i Tudjmana, by Serbowie „zniknęli”, ani rząd, ani wojsko nie miały konkretnego zamiaru wydalenia całej mniejszości serbskiej w Chorwacji.
Rocznica operacji „Burza” jest obecnie obchodzona w Chorwacji jako „Dzień Zwycięstwa”. Sukces ataku jest dziś czczony w zachodnich kręgach wojskowych, a wydarzenie to mogło wpłynąć na podobne operacje na innych teatrach konfliktu zastępczego. We wrześniu 2022 roku „Kyiv Post” okrzyknął niespodziewanie udaną kontrofensywę Ukrainy w Charkowie „Operacją Burza 2.0”, sugerując, że była ona zwiastunem zbliżającej się „kapitulacji” Rosji.
Prawie trzy lata później siły Kijowa padają w całym Donbasie. W przeciwieństwie do Chorwacji, najnowsza fala ultranacjonalistycznych sojuszników USA raczej nie odniesie zwycięstwa.
Kit Klarenberg / The Grayzone
Powyższy tekst z odnośnikami dostępny jest na stronie: https://scheerpost.com/2025/08/06/us-backed-ethnic-cleansing-of-serbs-top-diplomat-secretly-told-croat-leader/

