Ekonomia (el)
- Szczegóły
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 3
Świat niedawno stał się świadkiem kamienia milowego, na który oczekiwano od lat. Zamiast jednak zostać uhonorowanym jako symbol globalnego postępu, stał się on dobitnym przypomnieniem pogłębiającej się przepaści gospodarczej. 12 czerwca 2026 roku Elon Musk został pierwszym bilionerem na świecie. Po debiucie SpaceX na giełdzie, majątek Muska przekroczył bilion dolarów w ciągu jednego dnia.
Według szacunków Forbesa, jego łączny majątek netto tego dnia wyniósł około 1,1 biliona dolarów, podczas gdy w ciągu kilku dni indeks miliarderów Bloomberga oszacował go na 1,23 biliona dolarów. Do końca czerwca kwota ta na krótko osiągnęła 1,4 biliona dolarów. Żaden człowiek w historii ludzkości nie dysponował takim majątkiem osobiście.
Aby zrozumieć, jak niezwykły był ten skok, warto prześledzić historię fortuny Muska. W styczniu 2020 r. jego całkowity majątek netto wynosił zaledwie 28 miliardów dolarów, co plasowało go na 35. miejscu na liście najbogatszych ludzi świata. W ciągu pięciu lat stał się najbogatszym człowiekiem na świecie, a w ciągu sześciu pierwszym bilionerem na świecie. W ostatnich latach jego majątek rósł średnio o milion dolarów na minutę, ale ten wzrost okazał się równie zmienny. W lipcu akcje SpaceX mocno spadły, a majątek Muska zmniejszył się aż o 363 miliardy dolarów. Na początku sierpnia 2026 r. różne szacunki umieszczały jego majątek gdzieś pomiędzy 690 miliardami a około 750–800 miliardami dolarów, co oznacza, że na razie nie jest już bilionerem, choć pozostaje najbogatszym człowiekiem na świecie. Ta zmienność ujawnia coś ważnego: jak szybko budowane jest dzisiejsze ogromne bogactwo i jak szybko może się ono zachwiać, nawet gdy niepewność w życiu przeciętnego człowieka nie zmniejsza się ani o ułamek.
W tym samym okresie na całym świecie tempo tworzenia bogactwa osiągnęło bezprecedensowy poziom. Liczba miliarderów rośnie w rekordowym tempie, przekraczając 3000 w 2025 roku. Według danych Oxfam, w ciągu ostatniej dekady, od 2015 do 2025 roku, realny majątek najbogatszego jednego procenta świata wzrósł o ponad 33 biliony dolarów.
Podczas gdy to ogromne bogactwo kumuluje się z jednej strony, uścisk ubóstwa zaciska się z drugiej. Obecnie co dziesiąty człowiek na Ziemi żyje w skrajnym ubóstwie. Co ciekawe, całkowita liczba osób żyjących w skrajnym ubóstwie praktycznie nie spadła od 1990 roku — pozostała niemal w stagnacji. Według raportu Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju (UNCTAD), aż trzy i pół miliarda ludzi żyje w krajach, których rządy wydają więcej na obsługę odsetek od długu niż na opiekę zdrowotną i edukację razem wzięte. Sam Elon Musk jest bogatszy niż łączny majątek najuboższych 46 procent ludności świata, czyli prawie trzech i pół miliarda ludzi. Wielu ekspertów twierdzi, że dzisiejsze nierówności są jeszcze większe niż w epoce kolonialnej.
Nabil Ahmed, starszy dyrektor programu sprawiedliwości ekonomicznej i rasowej Oxfam America, nazwał to bilionowym dzwonkiem alarmowym, który powinien wystarczyć, by obudzić rządy. Argumentuje, że potrzeba powstrzymania nieustannej koncentracji bogactwa nigdy nie była bardziej pilna i że będzie to wymagało fundamentalnych zmian w samej polityce gospodarczej, która doprowadziła nie tylko do powstania jednego biliona, ale rosnącej armii miliarderów, a także do rażących nierówności widocznych dzisiaj.
Podczas gdy świat z jednej strony postrzega kamień milowy Muska jako symbol sukcesu obecnego modelu wzrostu gospodarczego, z drugiej strony rodzi on równie palące pytanie: dlaczego ubóstwo utrzymuje się, tak głęboko i tak uporczywie.
W tym kontekście grupa ekonomistów, organizacji społeczeństwa obywatelskiego i różnych organów Organizacji Narodów Zjednoczonych opublikowała znaczący dokument ramowy zatytułowany „Plan działania na rzecz wyeliminowania ubóstwa: poza wzrostem gospodarczym”. Dokument został przygotowany pod kierownictwem Oliviera De Schuttera, Specjalnego Sprawozdawcy ONZ ds. skrajnego ubóstwa i praw człowieka, i został przedstawiony 25 czerwca podczas 62. sesji Rady Praw Człowieka ONZ. Dokument ramowy był wynikiem ponad 18 miesięcy dogłębnych rozważań, czerpiących z poglądów i sugestii ponad czterystu osób — w tym przedstawicieli instytucji, ruchów społecznych, agencji ONZ i społeczności bezpośrednio dotkniętych tym problemem.
Dokument ten ma na celu odpowiedź na fundamentalne pytanie: czy ubóstwo można wykorzenić, a nierówności zmniejszyć, nie traktując wzrostu produktu krajowego brutto, czyli PKB, jako podstawowego warunku postępu.
W towarzyszącym eseju wybitni ekonomiści, tacy jak Olivier De Schutter, Joseph Stiglitz, Jayati Ghosh, Thomas Piketty, Kate Raworth i Jason Hickel , twierdzą, że świat przechodzi dziś przez erę sztucznie wytwarzanego niedoboru. Zauważają, że przez dekady bezkrytycznie przyjmowano jedną formułę: że rozwój gospodarki automatycznie zmniejszy ubóstwo. Jednak obietnica, że korzyści ze wzrostu gospodarczego dotrą do wszystkich w równym stopniu, nigdy nie została spełniona. Dochód narodowy stale rósł, podczas gdy płace pozostawały zamrożone. Zatrudnienie stale traciło na stabilności, a usługi publiczne były nieustannie ograniczane. Bogactwo na szczycie społeczeństwa szybko rosło, podczas gdy rodziny na dole były uzależnione od pomocy żywnościowej, aby przetrwać.
W swojej istocie te ramy podważają sam model rozwoju, który traktuje wzrost gospodarczy jako jedyny fundament postępu. Dokument stwierdza, że prawdziwą równość można osiągnąć jedynie poprzez sprawiedliwy i równy podział zasobów, szans i korzyści związanych z gospodarką i rozwojem. Stwierdza się w nim wyraźnie, że ubóstwa nie da się wyeliminować bez zmniejszenia nierówności w dochodach, bogactwie, władzy, statusie społecznym i głosie w procesie decyzyjnym.
Nadmierna koncentracja bogactwa i władzy korporacji, jak zauważa dalej, zakłóca demokratyczny proces decyzyjny i osłabia równe korzystanie z praw człowieka.
W dokumencie wzywa się rządy do wykorzystania polityki fiskalnej, monetarnej, gospodarczej, konkurencji i regulacyjnej w celu redystrybucji zasobów i ograniczenia niekontrolowanej koncentracji władzy gospodarczej. Jest on uważany za najszerzej popierany jak dotąd dokument dotyczący potrzeby ponownego przemyślenia nierówności i globalnego modelu rozwoju. Jego główne przesłanie jest jednoznaczne: światowy model rozwoju musi być taki, w którym nikt nie zostanie pominięty.
Tylko w ciągu ostatniego roku łączny majątek ultrabogatych wzrósł o dwa i pół bilion dolarów – oszałamiającą sumę, która, co zadziwiające, przewyższa łączny majątek biedniejszej połowy światowej populacji. Ten wzrost jest tak ogromny, że wystarczyłby do wyeliminowania skrajnego ubóstwa na całym świecie 26-krotnie.
Raport Oxfamu, w eseju zatytułowanym „Opór wobec władzy bogatych: Ochrona wolności przed władzą miliarderów”, stwierdza, że ultrabogaci przejmują władzę polityczną i przekształcają zasady gospodarki i społeczeństwa na swoją korzyść – co ma bezpośrednie konsekwencje dla praw i wolności zwykłych ludzi.
Zauważa się, że miliarderzy mają znacznie większe szanse na objęcie urzędu politycznego niż zwykli obywatele. W globalnym badaniu wartości przeprowadzonym w 66 krajach, prawie połowa respondentów stwierdziła, że zamożni ludzie w ich kraju często kupują wybory, a rosnąca przepaść między bogatymi a resztą społeczeństwa napędza poważny i niebezpieczny kryzys polityczny.
Raport ostrzega, że wolności obywatelskie i prawa polityczne nadal ulegają erozji. Według raportu, rok 2024 był 19. rokiem z rzędu, w którym wolności zwykłych ludzi na całym świecie uległy zmniejszeniu. Jedna czwarta krajów na świecie wprowadziła jakąś formę ograniczeń wolności słowa. Co najbardziej niepokojące, raport stwierdza, że demokracja jest siedmiokrotnie bardziej narażona na osłabienie w krajach zmagających się z dużymi nierównościami. Tylko w ubiegłym roku w 68 krajach odbyło się ponad 142 dużych protestów antyrządowych, wiele z nich zostało brutalnie stłumionych.
W Raporcie argumentuje się, że rządy pozwalają ultrabogatym dominować w mediach i firmach z branży mediów społecznościowych, dlatego ponad połowa największych firm medialnych na świecie jest obecnie własnością miliarderów, podobnie jak praktycznie wszystkie główne platformy mediów społecznościowych, czego najbardziej widocznym przykładem jest przejęcie Twittera, obecnie X, przez Elona Muska. Autorzy Raportu twierdzą również, że władze Kenii wykorzystywały platformę X do śledzenia i tłumienia krytyków. Tymczasem badanie przeprowadzone przez Uniwersytet Kalifornijski wykazało, że liczba przypadków mowy nienawiści na platformie X wzrosła o prawie 50 procent od czasu przejęcia jej przez Muska.
W tym kontekście Oxfam apeluje o konkretne, określone w czasie plany krajowe mające na celu zmniejszenie nierówności. Jego postulaty obejmują również skuteczne opodatkowanie ultrabogatych, zbudowanie solidnego muru oddzielającego politykę od bogactwa, ochronę wolności mediów oraz wzmocnienie ochrony praw zwykłych obywateli.
Eksperci w tej dziedzinie zauważają, że ubóstwo ekonomiczne rodzi głód, a ubóstwo polityczne rodzi gniew – i ostrzegają, że jeśli rządy nie zajmą się podstawowymi potrzebami ludzi, od opieki zdrowotnej i działań na rzecz klimatu po sprawiedliwe opodatkowanie, świat stanie się jeszcze bardziej niestabilny niż dotychczas.
Te wydarzenia mają nie mniejsze znaczenie dla krajów rozwijających się, takich jak Indie. Aktywiści i badacze pracujący na obszarach wiejskich i plemiennych wyraźnie dostrzegają, że ta globalna nierówność znajduje równie wyraźne odzwierciedlenie na poziomie lokalnym. Spadające dochody robotników rolnych, malejące wydatki publiczne na opiekę zdrowotną i edukację oraz rosnąca niepewność zatrudnienia to wszystko symptomy tego samego globalnego wzorca, przed którym ostrzegają ramy ONZ.
Zamiast postrzegać majątki miliarderów jedynie jako ciekawostkę, prawdziwą potrzebą chwili jest zatem przeanalizowanie stojących za nimi wyborów politycznych i podjęcie konkretnych kroków w kierunku redystrybucji. Model rozwoju, którym świat dotychczas podążał, traktował wzrost jako jedyną miarę postępu; w przyszłości równość, godność i zrównoważony rozwój muszą być traktowane w sposób spójny i priorytetowy, tylko wtedy rozwój, który naprawdę nikogo nie pozostawia w tyle, stanie się możliwy.
Vikas Parashram Meshram
Vikas Parashram Meshram jest niezależnym pisarzem, pracownikiem socjalnym i badaczem zajmującym się rozwojem obszarów wiejskich. Jest stałym współpracownikiem Asia-Pacific Research.
- Szczegóły
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 1762
Wybuch koronawirusa na przełomie pierwszej i drugiej dekady XXI wieku postawił cały świat do góry nogami. Narracja ewoluowała od zainteresowania sytuacją w Chinach, gdzie wirus ma swój początek, poprzez kwestie bezpieczeństwa dostaw w globalnych łańcuchach wartości, krytykę multilateralnych instytucji bezradnych w obliczu pandemii, kompromis pomiędzy ratowaniem gospodarki a walką z wirusem, po skutki w krajach najbiedniejszych.
I chociaż dyskusja nad rozwiązaniami i ich konsekwencjami nadal trwa, nie ma wątpliwości, że skutki obecnej sytuacji najdotkliwiej odczują kraje rozwijające się.
Jak dotąd uczeni są zgodni co do tego, że jedynym sposobem walki z wirusem i spłaszczenia krzywej transmisji, aby zmniejszyć presję na systemy opieki zdrowotnej i dać czas na dalsze testy i ewentualnie szczepionkę, jest zachowanie dystansu fizycznego i mycie rąk tak często, jak to możliwe, przynajmniej przez 30 sekund. My, mieszkańcy Północy, bierzemy za pewnik, że używamy do tego mydła, nie wspominając o dostępności wody ciepłej, bądź zimnej z niewyczerpywalnego źródła – kranu.
Ale jak to zrobić w krajach globalnego Południa, gdzie dystans fizyczny jest po prostu niemożliwy, dostęp do bezpiecznego źródła wody to luksus, podstawowe potrzeby ludzkie ledwo zaspokojone, a ludzie codziennie walczą o przetrwanie, bezpieczeństwo swoich dzieci i osób starszych? Nie jest to jednak walka z koronawirusem, ale z ubóstwem i głodem.
Według danych Programu Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju w 2019 r. 44,7% ludności Afryki Subsaharyjskiej żyło poniżej granicy ubóstwa wynoszącej 1,90 USD dziennie (w kategoriach parytetu siły nabywczej), a 35,1% w ubóstwie kwantyfikowanym przy pomocy wielowymiarowego indeksu ubóstwa MPI (multidimensionalpoverty index), uwzględniającego niedorozwój w obszarach edukacji, żywotności i standardu życia. Liczba ta waha się od około 1% w Egipcie do 77,6% na Madagaskarze, 76,6% w Demokratycznej Republice Konga, 66,3% w Republice Środkowoafrykańskiej…
Oznacza to, że w wielu krajach kontynentu większość społeczeństwa nie posiada dostępu do podstawowych dóbr niezbędnych do życia, takich jak godne lokum, mieszkanie z podłogą, dostęp do bezpiecznego źródła wody, toalety czy elektryczności. Połowa z 1,3 miliarda osób biednych to dzieci poniżej 18 roku życia, a jedna trzecia to dzieci poniżej 10 roku życia. I chociaż Afryka jest młodym kontynentem z medianą wieku poniżej 20 lat dla większości krajów, co daje nadzieję na walkę z wirusem, niedożywienie nie wzmocni odporności mieszkańców. Organizacje międzynarodowe przewidują, że w wyniku kryzysu COVID-19 miliony ludzi znajdzie się w skrajnym ubóstwie. Prognozy są różne – od 30 mln do nawet 300 mln ludzi.
Systemy opieki zdrowotnej w wielu krajach rozwijających się nie napawają optymizmem i uzupełniają wyłaniający się obraz rozpaczy. Szacuje się, że w Afryce Subsaharyjskiej przypada około 2 lekarzy na 10 tys. mieszkańców, a w krajach najsłabiej rozwiniętych średnio 2,5.Według danych UNDP opublikowanych w Human Development Report 2019, na 10 tys. osób przypadało jedno łóżko szpitalne w Mali, 2 na Madagaskarze, a 3 w Nepalu, Senegalu, Etiopii, Gwinei; około 7 w Indiach.
W Stanach Zjednoczonych znajduje się 29 łóżek szpitalnych (na 10 tys. osób), a 28 w Wielkiej Brytanii, czyli około 3 na 1000 osób. Kontrastuje to z liczbą 132 łóżek w Korei Północnej, którą w rankingu wyprzedza jedynie Japonia (134). W następnej kolejności z 115 łóżkami plasuje się Korea Południowa, a dalej Białoruś (110), Niemcy (83) i Rosja (82). Kryzys ujawnił powszechną marginalizację ochrony zdrowia, słabości systemów opieki zdrowotnej w krajach niezależnie od kontynentu czy poziomu dochodów, a także brak traktowania zdrowia jako globalnego dobra wspólnego.
Dewastacja dochodów
Wiele krajów rozwijających się podjęło działania w celu ograniczenia rozprzestrzeniania się wirusa relatywnie wcześnie w porównaniu do krajów rozwiniętych, gdzie rządy licznych państw zignorowały rady naukowców. W Indiach wprowadzono ogólnonarodowe zamknięcie kraju na trzy tygodnie, co było dużym zaskoczeniem, gdy lockdown został ogłoszony przez premiera Modiego we wtorek 24 marca z natychmiastowym skutkiem od północy. Blokada w całym kraju rozpoczęła się tego samego dnia w Kolumbii. Analogiczne decyzje podjęły rządy w Peru i Ugandzie. Peru, Brazylia i Chile wkrótce po tym ogłosiły pomoc finansową dla najbardziej potrzebujących.
Podjęte kroki natychmiast ujawniły czubek góry lodowej potencjalnych tragedii. Większość społeczeństwa w krajach rozwijających się pracuje w gospodarce nieformalnej. Według Międzynarodowej Organizacji Pracy w Afryce 85,8% zatrudnienia jest nieformalne. Odsetek ten wynosi 68,2% w Azji i na Pacyfiku, 68,6% w krajach arabskich, 40,0% w obu Amerykach, a 25,1% w Europie i Azji Środkowej. Ludzie w zasadzie żyją z dnia na dzień, przynosząc do domu to, co się uda sprzedać czy zarobić – może garść orzeszków, pomidora, drobną kwotę za przeniesienie bagażu zagranicznemu turyście… Rodzi się gniew i narasta zbiorowy żal w wyniku zamknięcia gospodarek, co może być punktem zapalnym dla masowych niepokojów społecznych w wielu zakątkach globu.
Miasta, które dla wielu miały być rajem, zapewniającym miejsca pracy i możliwości rozwoju, okazały się być obszarami największych dewastacji w rezultacie pandemii. Wyobrażenie tego, co może się zdarzyć w wielu megamiastach w krajach rozwijających się, można zaobserwować obecnie w Nowym Jorku – jak dotąd najbardziej dotkniętym koronawirusem mieście na świecie.
W Dhace mieszka około 18 milionów ludzi, a gęstość zaludnienia szacuje się na ponad 40 tys. na km2, Lagos liczy około 15 milionów, a Rio de Janeiro ponad 12 milionów, w tym z milionami osób żyjących w slumsach i favelach. Ocenia się, że 60% mieszkańców miast afrykańskich mieszka w slumsach, a średnio około jednej trzeciej w obszarach miejskich krajów rozwijających się. Setki tysięcy pracowników w Indiach zostało zmuszonych do powrotu z miast do swoich wiosek i do tego pieszej wędrówki przez setki kilometrów, w rezultacie braku transportu publicznego i możliwości przetrwania bez pracy i rządowego planu pomocy w miastach. Urzędnicy w Ugandzie ostrzegają przed opuszczaniem miast i zwiększaniem ryzyka rozprzestrzeniania się wirusa na obszarach wiejskich.
Zapomniana Ebola…
Jakie działania powinny podjąć kraje rozwijające się, aby zatrzymać rozprzestrzenianie się wirusa? Czy są jakiekolwiek recepty na epidemię dla globalnego Południa?
Można wyciągnąć lekcje z kryzysu związanego z wirusem Ebola. Rządy niektórych krajów afrykańskich stosują się obecnie do wytycznych WHO, doceniając znaczenie doradztwa naukowego i technologicznego w sprawowaniu rządów, jak podkreślił Ibrahima Socé Fall, zastępca dyrektora generalnego ds. reagowania kryzysowego w Światowej Organizacji Zdrowia. Inne jednak – jak przykładowo Burundi – eksmitują przedstawicieli WHO ze swoich terytoriów.
Gdy w 2014 r. w Afryce wybuchła epidemia wirusa Ebola, to gubernator Lagos –Babatunde Fashola – mianował dr Adekemi Oluwayemisi Sekonijako swoją główną doradczynią naukową do kontroli chorób zakaźnych i być może był to wówczas jedyny afrykański przywódca wspierany przez doradcę naukowego. W 2016 r. Unia Afrykańska powołała Afrykańskie Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom (AfricaCentres for Disease Control and Prevention – Africa CDC) w celu wymiany wiedzy i doświadczeń z interwencji w zakresie zdrowia publicznego w celu wzmocnienia potencjału i zdolności afrykańskich instytucji.
Jasnym przesłaniem podzieliła się Ellen Johnson Sirleaf, laureatka Pokojowej Nagrody Nobla i pierwsza afrykańska kobieta prezydent, sprawująca rządy w Liberii podczas wybuchu epidemii wirusa Ebola w latach 2014–2016. W swoim oświadczeniu w związku z kryzysem koronawirusa podkreśliła: „Nastąpiły uchybienia w początkowej reakcji na wirusa, od Azji po Europę do obu Ameryk. Wskazówki zostały pominięte. Czas został zmarnowany. Informacje były ukryte, zminimalizowane i zmanipulowane. Zaufanie zostało złamane”. Potem odważnie dodała: „Popełniłam te same błędy. (…) Ale poprawiliśmy się i zrobiliśmy to razem”. I rzeczywiście, nie budzi wątpliwości, że walka z wirusem musi być oparta na wiedzy naukowej, ale działania będą podejmowane i kierowane przez ludzi. Dlatego tak ważna jest rola społeczności lokalnych i działania oddolne.
Przykłady dobrych praktyk można znaleźć w Singapurze, Tajwanie czy Korei Południowej. W tych krajach zastosowano połączenie masowych testów, aplikacji mobilnych pozwalających wyeliminować ogniska rozprzestrzeniania się wirusa wraz z rzetelnym raportowaniem przypadków zarażenia przez społeczeństwo, nie wspominając o jakości istniejących tam systemów opieki zdrowotnej. Przykłady tych krajów pokazują, jak ważne jest uczciwe informowanie społeczeństwa w budowaniu zaufania i odporności w czasie kryzysu zamiast wywoływania paniki i strachu. Takie działania mogą tylko prowadzić do budowania społeczności współpracujących ze sobą, wspierających się i odpowiedzialnych obywateli.
Nie sposób jednak nie zauważyć, że pominięcie wykluczonych społecznie, zmarginalizowanych, „niewidzialnych” na co dzień obywateli może prowadzić do tragedii. Pokazuje to obecnie przykład Singapuru, gdzie imigranci zarobkowi stali się ogniskiem nawrotu epidemii, która w trakcie drugiej fali przybrała niewyobrażalną skalę.
Pokazuje to jak bardzo pandemia koronawirusa obnażyła naszą rzeczywistość, uzewnętrzniając nierówności rozwojowe we wszystkich możliwych wymiarach – globalnym, regionalnym, narodowym, ludzkim. To co wiemy na pewno, to że w powirusowym świecie – o którym tyle się mówi, nawet jak jeszcze nie widać końca pandemii – najwięcej dowiemy się o samych sobie.
Pieniądze to za mało
Wsparcie finansowe - i to na ogromną skalę - jest bardzo potrzebne w krajach rozwijających się. Już zadeklarowane zasoby organizacji międzynarodowych, takich jak Bank Światowy czy Międzynarodowy Fundusz Walutowy, nie będą wystarczające i konieczne mogą być znaczne umorzenia długów w krajach globalnego Południa. Należy mieć na uwadze, że znacznie zmniejszy się pomoc dotkniętych wirusem krajów wysoko rozwiniętych, przekazy pieniężne oraz przychody z turystyki międzynarodowej.
Pomocnymi działaniami w opanowywaniu pandemii może być połączenie cyklicznych okresów dystansu fizycznego z jednoczesną ochroną osób najbardziej narażonych, przy zapewnieniu działalności gospodarczej dla większości społeczeństwa.
Maski ochronne i rękawiczki powinny być obecnie w produkcji na skalę globalną i rozprowadzane we wszystkich zakątkach świata, które ich potrzebują – przynajmniej do momentu znalezienia i dystrybucji odpowiedniej szczepionki. Kwestia równego dostępu do szczepionki będzie kluczowa. Nie należy zapominać, że o ile mieszkańcy krajów najbiedniejszych mogą przeżyć koronawirusa nawet bez rękawiczek i masek, o tyle nie przeżyją bez wody.
Może przyszedł najwyższy czas na zmiany, reformy, rewizję polityki rozwojowej, dostosowania i adaptację w sposób bardziej zrównoważony i uwzględniający najuboższych? Bez względu na wszystko, naszym ludzkim obowiązkiem jest pomóc mieszkańcom globalnego Południa poradzić sobie z obecną pandemią, w przeciwnym razie wszyscy będziemy odpowiedzialni za globalną ludzką tragedię.
W końcu wszyscy żyjemy na jednej planecie i nie będziemy bezpieczni, dopóki zostawimy bez pomocy choć jedną istotę ludzką, jeśli nie okażemy globalnej jedności, solidarności i empatii. Powiązania współczesnej gospodarki światowej– ujawnione, jak nigdy przedtem w historii ludzkości wraz z rozprzestrzenianiem się COVID-19 w 2020 r. – nie pozostawiają żadnych wątpliwości, że musimy przejść przez to wspólnie, czy to jako członkowie naszych społeczności, mieszkańcy miast czy globalni obywatele.
Katarzyna A. Nawrot
Komitet Prognoz „Polska 2000 Plus”, Polska Akademia Nauk
Zdjęcia - Katarzyna A. Nawrot
- Szczegóły
- Autor: Ewa Jastrzębska
- Odsłon: 9571
Wiele problemów współczesnego świata powodowanych jest działalnością transnarodowych korporacji, przede wszystkim produkcyjnych.
Globalizacja, jako proces, nie jest zjawiskiem nowym w historii świata; nowością jest jednak jej obecny zasięg, obejmujący prawie wszystkie obszary globu, skala współzależności, głębokość i charakter powiązań.
Szybki postęp techniczny i wzrost gospodarczy nie obejmują jednak wszystkich w równym stopniu – pogłębia się polaryzacja świata, wzrasta bezrobocie, poszerzają się obszary ubóstwa, nasilają się patologie społeczne, pogłębia się degradacja środowiska przyrodniczego spowodowana przekroczeniem zarówno jego zdolności asymilacyjnej, jak i granicy odnawialności.
Jednocześnie rewolucja w światowej komunikacji podnosi świadomość tych zagrożeń i nierówności globalnych, które są moralnie nie do przyjęcia i politycznie nie do utrzymania.
Nierównomierność procesów globalizacji jest zjawiskiem, o którym pisze wielu badaczy, podobnie jak i o kosztach ponoszonych zarówno przez całe, zmarginalizowane regiony i państwa, jak i przez liczne zmarginalizowane ekonomicznie i społecznie grupy. Wprawdzie sam podział świata na regiony zamożne oraz ubogie nie jest efektem globalizacji, to jednak stale utrwala ona istniejące zróżnicowanie poziomu rozwoju gospodarczego i dobrobytu poszczególnych regionów świata.
Nierówny dostęp do korzyści, jakie niesie ze sobą globalizacja, powoduje zwiększanie się dysproporcji między biednymi a bogatymi regionami, utrwalając podział świata na biedne Południe (Afryka, Azja, Ameryka Łacińska, Środkowy Wschód) oraz bogatą Północ, a także sprzyjając polaryzacji społeczeństw obydwu światów. Pogłębiająca się dychotomia wymusza konieczność podjęcia działań mających na celu jej zniwelowanie, tym bardziej, że w dobie globalizacji i wzrastających współzależności problemy państw słabo rozwiniętych dotyczą nie tylko ich samych, lecz mogą także w znacznym stopniu dotknąć państwa rozwinięte.
Twórcy problemów
W rozważaniach na temat globalizacji, polaryzacji świata i marginalizacji państw ubogich nie sposób pominąć kluczowej roli korporacji transnarodowych (KTN).
W społeczeństwach coraz bardziej zaczyna dominować pogląd, że wiele problemów współczesnego świata powodowanych jest właśnie działalnością transnarodowych korporacji, przede wszystkim produkcyjnych. Uważa się bowiem, że propagują one materializm, nadmierny produktywizm i materiałochłonność gospodarki, konsumpcjonizm i życie na kredyt, generują sztuczne potrzeby, przyczyniają się do powstawania kosztów zewnętrznych i neokolonializmu ekologicznego.
W świetle tych negatywnych trendów, wobec wzrostu siły i znaczenia transnarodowych korporacji oraz przy wyraźnej ewolucji wielu funkcji państwa zmienia się przekonanie o roli sektora biznesu. Przedsiębiorstwa, wywierając tak istotny wpływ na swoje otoczenie, powinny ograniczać i niwelować negatywne skutki swojej działalności oraz uczestniczyć w przeciwdziałaniu zagrożeniom cywilizacyjnym.
Rozwój demokracji partycypacyjnej i społeczeństwa obywatelskiego w coraz większym stopniu zmusza przedsiębiorstwa do uwzględniania w prowadzonej działalności gospodarczej celu innego niż tylko Friedmanowska maksymalizacja zysku.
Znaczny wpływ na wzrost takich oczekiwań wywarły liczne i głośne skandale korporacyjne oraz nadużycia i nieetyczne postępowanie firm, które wywołały dyskusję wokół etyki biznesu.
Neokolonializm ekologiczny
Transnarodowe korporacje, przyczyniające się do nadmiernej materiałochłonności gospodarki przez kreowanie sztucznych potrzeb oraz wytwarzanie produktów o krótkim cyklu życia i jednorazowych, obarczane są winą za postępującą degradację środowiska przyrodniczego.
Równocześnie proces globalizacji sprawił, że rosnące w siłę KTN mają swoje filie w państwach, w których obowiązują odmienne regulacje prawne, w tym wymogi dotyczące ochrony środowiska przyrodniczego, a społeczeństwo ma różną siłę oddziaływania na sektor biznesu. Ta luka w standardach ochrony środowiska między państwami wysoko rozwiniętymi i rozwijającymi się może przyczyniać się do tworzenia tzw. oaz zanieczyszczeń (pollution havens), gdyż zachęca do przesuwania „brudnych” przemysłów do państw o niższych normach ochrony środowiska . Dzieje się to zgodnie z mikroekonomiczną zasadą minimalizacji kosztów.
Konsekwencją takich działań produkcyjnych korporacji jest bezkarne zanieczyszczanie wody, ziemi i powietrza, eksploatacja zasobów mineralnych, oderwanie od korzeni rdzennej ludności, stosowanie zbyt łagodnego prawa pracy oraz lokowanie ryzykownych produkcji i technologii w państwach rozwijających się.
Przenoszenie ekologicznie uciążliwej produkcji do państw o niższych standardach i regulacjach środowiskowych oznacza również międzynarodowe przemieszczanie się (transfery) emisji zanieczyszczeń oraz ogranicza możliwości rozwiązywania globalnych problemów ekologicznych. Wiąże się to z przerzuceniem ryzyka ekologicznego na słabszych partnerów i niemal zawsze powoduje pogorszenie jakości środowiska w państwie, gdzie mają miejsce takie „brudne” bezpośrednie inwestycje zagraniczne.
S. Czaja definiuje neokolonializm ekologiczny (ekoimperializm) jako zjawiska ekonomiczne i polityczne, polegające na lokowaniu w państwach rozwijających się przez firmy pochodzące z państw rozwiniętych przestarzałych technologii produkcyjnych, deponowaniu odpadów i zanieczyszczeń, których utylizacja jest w państwach rozwiniętych kosztowna, nadmiernej eksploatacji surowców znajdujących się na obszarze państw rozwijających się, przy ich niskiej cenie lub nakładaniu przez państwa rozwinięte dodatkowych zobowiązań ekologicznych, utrudniających rozwój społeczno - ekonomiczny państw rozwijających się, bez odpowiedniego wsparcia logistycznego i finansowego.
Z drugiej jednak strony, ten postępujący proces może wywoływać wiele groźnych konsekwencji ekonomicznych i społeczno - politycznych również dla państw rozwiniętych.
Zdaniem T. Żylicza, w rozważaniach na temat migracji „brudnych przemysłów” z państw rozwiniętych do państw rozwijających się trzeba również wziąć pod uwagę fakt, że państwa biedne domagają się inwestycji przemysłowych, choćby to były nawet przemysły mineralne i chemiczne, likwidowane w państwach wysokorozwiniętych ze względów ekologicznych. Ponadto uważa on, że nie da się rzetelnie udowodnić hipotezy o występowaniu tego typu migracji, można bowiem wskazać przykłady lokalizacji brudnych przemysłów zarówno w państwach biednych, jak i bogatych.
Łamanie praw człowieka
Transnarodowe korporacje w swojej działalności produkcyjnej wykorzystują różnice występujące zarówno w geograficznym rozmieszczeniu czynników produkcji, jak i w polityce ekonomicznej poszczególnych państw. Tym samym mają znaczący wpływ (negatywny i pozytywny, bezpośredni i pośredni) na przestrzeganie praw człowieka. Jest on widoczny przede wszystkim w państwach rozwijających się, gdzie wiele przedsiębiorstw (zwłaszcza z branż konsumpcyjnych – odzieżowej czy obuwniczej), w poszukiwaniu tańszej siły roboczej i mniej restrykcyjnych przepisów, przeniosło swoją produkcję, stając się niejednokrotnie najważniejszym pracodawcą w tych regionach.
W ten sposób, z jednej strony, internacjonalizacja łańcucha dostaw przyczyniła się do rozmycia odpowiedzialności za łamanie przepisów państw goszczących – zwłaszcza regulacji z zakresu prawa pracy i ochrony praw konsumentów, z drugiej zaś – silna pozycja przedsiębiorstw pozwala na wymuszanie na rządach państw goszczących ograniczenia kontroli ich działalności. Nie bez znaczenia jest też fakt, że same rządy niejednokrotnie dopuszczają się zaniedbywania praw człowieka.
Postawa unikania przez korporacje zobowiązań w obszarze praw człowieka (szczególnie nieprzestrzegania praw pracowniczych) przyczyniła się do wielu nadużyć i przykładów łamania tych praw nie tylko przez same KTN, ale także przez ich lokalnych dostawców i kooperantów. Praca w nadgodzinach, po siedem dni w tygodniu, nieprzestrzegane przepisy BHP, dyskryminacja i poniżanie kobiet, zwalnianie za działalność w związkach zawodowych, zatrudnianie dzieci – to standardy pracy obowiązujące w wielu fabrykach należących do KTN, zlokalizowanych w państwach Południa.
Zgodnie z raportem A Risky Business? Managing core labour standards in company supply chains, 45% badanych firm nadal nie prowadzi polityki i nie ma systemów zarządzania, które zapewniałyby utrzymanie standardów Międzynarodowej Organizacji Pracy (MOP, International Labour Organization – ILO), względem wszystkich pracowników w łańcuchu dostaw. Wiele przykładów dotyczących tych zjawisk znajduje się choćby w książkach J. Bakana Korporacja, czy też N. Klein No logo. Coraz częstsze przypadki łamania praw człowieka i pracownika przez KTN stały się w ostatnich latach przedmiotem ostrej krytyki społecznej oraz bojkotu konsumenckiego, uświadamiając tym samym opinii publicznej wagę problemu.
Trzeba zauważyć, że chociaż wiele transnarodowych korporacji przestrzega regulacji rządowych w zakresie płac pracowniczych, często jednak nie oznacza to zapewnienia godnego poziomu życia pracownikom. Korporacje, ustalając minimalne płace dla pracowników, opierają się na definicjach pracy minimalnej określonej przez rząd danego państwa. Zdarza się, że kwota ta jest znacząco niższa niż minimum potrzebne do godnego życia. Dane wskazują, że w takich państwach, jak Bangladesz (uważany za kraj, w którym siła robocza jest najgorzej opłacana na świecie), płaca pracowników nie wzrosła od 1994 do 2006 r., co przy inflacji oznacza, że zmalała o połowę.
Historia przemysłu tekstylno - odzieżowego w Bangladeszu jest idealną ilustracją procesu, jaki zachodził w gospodarce światowej. Alokacja produkcji do państw globalnego Południa wydawała się idealnym rozwiązaniem na promowanie rozwoju zarówno przedsiębiorstw z państw bogatej Północy, jak i słabszego ekonomicznie, lecz posiadającego tanią siłą roboczą, Południa. Obecnie eksport tekstyliów stanowi gros PKB tego niewielkiego państwa, gdzie przemysł odzieżowy zatrudnia około 2 mln ludzi. Brak zainteresowania przedsiębiorców i konsumentów zachodnich warunkami, w jakich pracują ludzie szyjący kupowane przez nich ubrania, powoduje zachowanie status quo.
Powszechna ignorancja i samozadowolenie społeczeństw bogatej Północy, brak pytań, monitoringu, chęci dowiedzenia się, w jakich warunkach produkowane są dobra przez nich konsumowane, jest cichą zgodą na naruszenia, często wymuszane przez krótkie terminy dostaw i rosnącą konkurencję. Transnarodowe korporacje, coraz częściej budujące swój wizerunek firm społecznie odpowiedzialnych (co ma na celu zdobycie nowych i przywiązanie obecnych klientów), zapominają o tym, co najważniejsze, czyli realnym zobowiązaniu wobec całej społeczności, wśród której funkcjonują, a nie tylko społeczeństwa w wysokorozwiniętym państwie macierzystym.
Wina, jaką ponoszą produkcyjne KTN za złą sytuację pracowników w państwach Południa, zdaniem wielu jest kwestią dyskusyjną. Jednakże bez względu na wynik tej dyskusji nie należy zapominać, że idea odpowiedzialnego biznesu nakłada na przedsiębiorców obowiązek prowadzenia działalności gospodarczej w sposób, który przyczynia się zarówno do dbałości o interes własny (pomnażanie zysku przedsiębiorstwa), jak i do ochrony oraz pomnażania dobrobytu społecznego. Ze względu na swoje rosnące znaczenie sektor biznesu ma dzisiaj obowiązek uczestniczyć w rozwiązywaniu światowych problemów, a czasami jest wręcz jedyną instancją zdolną faktycznie wpłynąć na niektóre z nich.
Ewa Jastrzębska
Autorka jest adiunktem w Katedrze Rozwoju Regionalnego i Przestrzennego Zakładu Ekonomii Środowiska i Zasobów Naturalnych w Kolegium Ekonomiczno-Społecznym SGH w Warszawie
Tytuł i wyróżnienia pochodzą od Redakcji.
Tekst jest fragmentem większego opracowania Autorki, dostępnego pod adresem: http://kolegia.sgh.waw.pl/pl/KES/kwartalnik/archiwum/Documents/EJastrzebska8.pdf
- Szczegóły
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 422
Globalne oszustwo „wyżywienia świata”
Półki w supermarketach nigdy nie były pełniejsze, a mimo to dieta stała się uboższa. Na całym świecie systemy żywnościowe, chwalone za produktywność, dostarczają teraz mnóstwo kalorii, a jednocześnie borykają się z powszechnym niedoborem mikroelementów, katastrofą ekologiczną i niestabilnością obszarów wiejskich.
To efekt modelu rolniczego, który utożsamia bezpieczeństwo żywnościowe z plonami, a masową produkcję z pożywieniem. Rolnictwo przemysłowe, wspierane miliardami dolarów subsydiów, coraz bardziej przypomina państwo opiekuńcze dla agrobiznesu i gigantów handlu detalicznego, których zyski zależą od publicznych pieniędzy.
Spadek wartości odżywczych
Napędzane przez korporacje rolnictwo przemysłowe twierdzi, że wyżywi świat, ale zbyt często dostarcza pustych kalorii, jednocześnie pozbawiając populacje składników odżywczych. Weźmy pod uwagę, że ryż wysokoplenny produkuje puste kalorie, jednocześnie stając się ubogi w składniki odżywcze. Od lat 60. XX wieku stężenie cynku i żelaza w pszenicy i ryżu w Indiach spadło o 30–45%. Dla porównania, proso i rośliny strączkowe dostarczają znacznie więcej białka, cynku i żelaza na cal kwadratowy.
Nie jest to zjawisko unikalne dla Indii: brytyjskie laboratorium Rothamsted Research oceniło stężenie minerałów w archiwalnych próbkach ziarna pszenicy i gleby z eksperymentu Broadbalk Wheat Experiment. Eksperyment rozpoczął się w 1843 roku, a jego wyniki wskazują na znaczący spadek stężenia cynku, miedzi, żelaza i magnezu w ziarnie pszenicy od lat 60. XX wieku.
Jednocześnie, w ciągu ostatnich siedmiu dekad w Indiach, powierzchnia upraw prosa, charakteryzującego się wysoką wartością odżywczą, zmniejszyła się o 60%. Spadek ten jest wynikiem zmian strukturalnych w indyjskim rolnictwie po Zielonej Rewolucji.
W Wielkiej Brytanii logika jest podobna, choć wyrażona inaczej. Dominuje żywność ultraprzetworzona, monokultury wyjaławiają glebę, a kalorie są obfite, a odżywianie zagrożone. Otyłość współwystępuje z niedoborami mikroelementów; bydło karmione trawą i zróżnicowany płodozmian zostały w dużej mierze zastąpione systemami wymagającymi dużych nakładów, podczas gdy supermarkety dyktują priorytety produkcyjne i kształtują rolnictwo.
PR branżowy często próbuje uzasadniać swoją rolę, sugerując, że świat umarłby z głodu bez nasion i chemikaliów. Przemysł uzasadnia to twierdzenie trwałym mitem Zielonej Rewolucji; narracją, którą prof. Glenn Stone i inni skutecznie obalili . Twierdzenie, że nasiona przemysłowe „uratowały” Indie przed masowym głodem, jest na przykład mniej historyczne niż PR.
W rzeczywistości Zielona Rewolucja oznaczała zwrot w stronę rolnictwa wymagającego dużych nakładów, które zastąpiło dotychczasowe osiągnięcia w zakresie wydajności na rzecz modelu wymuszającego zależność od opatentowanych nasion, nawozów sztucznych i pestycydów dostarczanych przez coraz bardziej skoncentrowany globalny przemysł.
Przemieszczenia i niepewność
Kiedy tradycyjne rolnictwo ulega destabilizacji poprzez wycofanie się państwa, nakłady korporacyjne, globalne łańcuchy dostaw i monokultury, staje się ono nieopłacalne finansowo dla wielu rolników. Społeczności wiejskie są odrywane od ziemi. W Indiach to wysiedlenie jest wykorzystywane jako element szerszej strategii neoliberalnej, polegającej na karczowaniu gruntów pod rolnictwo korporacyjne na skalę przemysłową.
Na brytyjskiej wsi młodzi ludzie wyjeżdżają do miast, ponieważ życie na wsi staje się ekonomicznie nie do utrzymania, a wsie tracą szkoły, opiekę zdrowotną i transport. Tymczasem rolnicy w dużej mierze polegają na dotacjach, grantach na rozwój obszarów wiejskich i programach rolno-środowiskowych.
Płatności te stabilizują głównie przemysłowe łańcuchy dostaw i zyski supermarketów. W Wielkiej Brytanii ponad połowa dochodów gospodarstw rolnych pochodzi z subsydiów, a nie ze sprzedaży rynkowej, a większe gospodarstwa rolne otrzymują płatności w nieproporcjonalnym stopniu. W efekcie subsydia utrzymują monokultury i produkcję wielkoseryjną na potrzeby supermarketów.
Brytyjskie dotacje, takie jak System Płatności Podstawowej i jego następcy, zapewniają pozarynkowy próg dochodów rolniczych. W związku z tym pełnią one funkcję pośredniej dotacji dla gigantów handlu detalicznego. Pokrywając podstawowe koszty utrzymania rolnika, podatnicy skutecznie obniżają próg rentowności dla producentów, umożliwiając supermarketom wykorzystanie siły nabywczej do negocjowania cen u rolnika, które często są niższe od rzeczywistych kosztów produkcji.
Podatnik płaci więc za utrzymanie gospodarstwa rolnego przy życiu, a supermarket czerpie z tego zysk poprzez zaniżanie cen i zwiększanie marż detalicznych.
Napad na opinię publiczną
Te krajowe systemy subsydiowania są osadzone w transnarodowej gospodarce opartej na środkach produkcji rolnej, w której dominuje niewielka liczba korporacji zajmujących się sprzedażą detaliczną żywności, produkcją środków agrochemicznych i nasiennych, w tym firmy takie jak Bayer i Syngenta, które sprzedają zastrzeżone nasiona i środki chemiczne po cenach, na które rolnik w innym przypadku nie mógłby sobie pozwolić .
W Wielkiej Brytanii publicznie wspierane dochody z gospodarstw rolnych stabilizują popyt na zastrzeżone nasiona, pestycydy i nawozy zintegrowane z łańcuchami dostaw prowadzonymi przez supermarkety, zapewniając przewidywalne rynki dla dostawców środków produkcji, nawet gdy ceny w gospodarstwach rolnych spadają.
Rolnik jest naciskany przez obie strony (środki produkcji i handel detaliczny) i chociaż mechanizmy mogą się różnić w zależności od kraju, logika jest spójna: państwo przejmuje ryzyko, podczas gdy firmy prywatne czerpią zyski z uzależnienia rolników od własnościowych środków produkcji i systemów produkcji wykorzystujących duże ilości chemikaliów. Widzimy globalnie zintegrowany system publicznego zarządzania ryzykiem w agrobiznesie.
Podczas gdy Indie wciąż (choć w sposób niepewny) próbują chronić producentów (poprzez mechanizmy takie jak minimalna cena gwarantowana w celu zapewnienia plonów i publiczny system dystrybucji w celu stabilizacji kosztów dla konsumentów), system w Wielkiej Brytanii został w pełni wykorzystany do zmniejszenia ryzyka w bilansach prywatnych gigantów.
Brytyjska opinia publiczna jest „napadana” dwukrotnie: raz w urzędzie skarbowym i drugi raz przy kasie. Jednocześnie państwo subsydiuje trzeci „napad”: finansowany z podatków kryzys w służbie zdrowia. Stawiając wolumen ponad wartość odżywczą, rząd płaci korporacjom za wywołanie kryzysu zdrowotnego, a następnie nakłada podatki na społeczeństwo, aby leczyć jego skutki. Podatnicy finansują puste kalorie, marże supermarketów i wynikające z nich choroby przewlekłe, których koszt ponosi NHS.
Pasożyci społeczni
Media zbyt często oczerniają ubogich (zarówno rodziny w Wielkiej Brytanii, jak i borykających się z problemami rolników w Indiach) za to, że potrzebują publicznego wsparcia. Jednak największymi „pasożytami” nie są rodziny rzekomo „manipulujące systemem”, lecz akcjonariusze przedsiębiorstw handlu detalicznego i przedsiębiorstw produkujących środki produkcji, których marże zysku są pokrywane z publicznych pieniędzy.
W Wielkiej Brytanii sektor rolny tkwi w pułapce subsydiów, która działa jak finansowany z podatków system podtrzymywania życia dla handlu detalicznego w korporacjach. Chociaż roczny budżet rolny od 2007 roku utrzymuje się na stałym poziomie 2,4 miliarda funtów (co stanowi znaczną redukcję po uwzględnieniu inflacji), pozostaje on jedyną przeszkodą między wieloma brytyjskimi rolnikami a bankructwem.
Według statystyk Departamentu Środowiska, Żywności i Spraw Wsi (Defra) za lata 2024/25, płatności te stanowią obecnie od 30% do 55% dochodów gospodarstw rolnych. Bez tej interwencji publicznej większość brytyjskich gospodarstw rolnych ponosiłaby stratę netto. Oznacza to, że obecna cena rynkowa żywności jest decyzją polityczną mającą na celu ochronę marż gigantów handlu detalicznego, takich jak Tesco, które niedawno odnotowało skorygowany zysk operacyjny w wysokości 3,13 miliarda funtów.
W Indiach za każdym razem, gdy rolnik zeskanuje swój odcisk palca, aby kupić dotowany worek nawozu, uruchamia transfer środków publicznych do producentów chemikaliów. Według analityka polityki Devindera Sharmy (w licznych artykułach w gazecie „The Tribune”), ustalając cenę detaliczną mocznika przy jednoczesnym zagwarantowaniu zwrotu kosztów, rząd stworzył środowisko niskiego ryzyka dla rolnictwa o dużej intensywności produkcji.
Przeciętne indyjskie gospodarstwo domowe zajmujące się rolnictwem zarabia zaledwie 10 218 rupii (113 USD) miesięcznie , podczas gdy firmy chemiczne — chronione kwotą 1,91 lakh crore (23 miliardów USD) z funduszy publicznych — pozostają bardzo dochodowe.
Niezależnie od tego, czy stało się tak z powodu stagnacji dotacji w Wielkiej Brytanii, czy też rozwoju technologii biometrycznych w Indiach, państwo stało się ostatecznym gwarantem modelu rolnictwa wymagającego wysokich nakładów i wysokich kosztów, który w innym przypadku byłby dla producentów nieopłacalny pod względem komercyjnym.
W kierunku nowego systemu
W Wielkiej Brytanii zerwanie z tym modelem wymaga strukturalnego demontażu „państwa supermarketów”. Prawdziwa transformacja wymagałaby reformy rolnej, która oddzielałaby wartość gruntów od spekulacji nieruchomościami, a także zaostrzenia przepisów dotyczących handlu detalicznego , które nakazywałyby minimalny udział producenta w cenie detalicznej, gwarantując, że wartość nie zostanie przejęta przez akcjonariuszy, zanim opuści ona bramę gospodarstwa.
Obecny drapieżny model jest świadomym wyborem politycznym. Potrzebna jest alternatywa – oparta na odporności społeczności, zdrowiu ekologicznym i zasobności odżywczej, a nie na wydobyciu przez korporacje. Ta zmiana jest już widoczna w pojawiających się fragmentach oporu zarówno w Indiach, jak i w Wielkiej Brytanii.
W Indiach odrodzenie uprawy prosa w Odiszy pokazuje, jak można odzyskać dotacje na rzecz sprawiedliwości społecznej. Łącząc minimalne ceny gwarantowane (MSP) ze zdecentralizowanymi zamówieniami publicznymi i programami posiłków szkolnych, państwo przekształciło proso z „zapomnianego pożywienia” w filar odżywiania i zdrowia gleby.
W Wielkiej Brytanii rolnictwo wspierane przez społeczność, sieci zajmujące się przechowywaniem nasion i lokalne spółdzielnie działają jako ciche oderwanie się od korporacyjnego łańcucha dostaw. Podczas gdy podatek spadkowy i konsolidacja rynku zagrażają dostępowi do ziemi, projekty te priorytetowo traktują zdrowie na akr i lokalną autonomię, zapewniając, że wartość tworzona przez glebę pozostaje w społeczności, a nie jest odprowadzana do centrali handlowych.
Droga naprzód wymaga fundamentalnego odłączenia żywności od logiki jej pozyskiwania. Oznacza to przejście od państwa, które subsydiuje dywidendy akcjonariuszy, do państwa, które inwestuje w suwerenność glebową, rolnictwo na małą skalę i długoterminowe zdrowie swoich obywateli.
Colin Todhunter
Colin Todhunter specjalizuje się w rozwoju, żywności i rolnictwie. Jest adiunktem naukowym Centrum Badań nad Globalizacją (CRG).
Za: https://www.globalresearch.ca/stolen-soil-corporate-welfare-global-scam-feeding-world/5911142

