Ekonomia (el)
- Szczegóły
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 458
Jeśli chodzi o Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW), każda osoba z Globalnej Północy jest warta dziewięciu osób z Globalnego Południa.
Obliczenia te otrzymujemy z danych MFW dotyczących siły głosu w organizacji w stosunku do populacji państw Globalnej Północy i Globalnego Południa. Każdemu państwu, w oparciu o jego „względną pozycję ekonomiczną”, jak sugeruje MFW, przyznawane jest prawo głosu w celu wyboru delegatów do zarządu wykonawczego MFW , który podejmuje wszystkie ważne decyzje organizacji. Krótki rzut oka na zarząd pokazuje, że Globalna Północ jest ogromnie nadreprezentowana w tej kluczowej instytucji wielostronnej dla zadłużonych krajów.
Stany Zjednoczone, na przykład, mają 16,49% głosów w zarządzie MFW, mimo że reprezentują tylko 4,22% światowej populacji. Ponieważ Statut MFW wymaga 85% głosów do wprowadzenia jakichkolwiek zmian, USA mają prawo weta w stosunku do decyzji MFW. W rezultacie, starsza kadra MFW podporządkowuje się każdej polityce rządu USA i, biorąc pod uwagę lokalizację organizacji w Waszyngtonie, często konsultuje się z Departamentem Skarbu USA w sprawie ram polityki i indywidualnych decyzji politycznych.
Na przykład w 2019 r., gdy rząd Stanów Zjednoczonych postanowił jednostronnie zaprzestać uznawania rządu Wenezueli, wywarł presję na MFW, aby poszedł w jego ślady. Wenezuela – jeden z członków założycieli MFW – zwróciła się do MFW o pomoc kilkakrotnie, spłaciła zaległe pożyczki MFW w 2007 r., a następnie postanowiła nie zwracać się już do MFW o krótkoterminową pomoc (w rzeczywistości rząd Wenezueli zobowiązał się zamiast tego do zbudowania Banku Południa, aby zapewnić pożyczki pomostowe zadłużonym krajom w przypadku niedoborów bilansu płatniczego). Jednak podczas pandemii Wenezuela, podobnie jak większość krajów, starała się wykorzystać swoje 5 miliardów dolarów rezerw w specjalnych prawach ciągnienia („walucie” MFW), do których miała dostęp w ramach globalnej inicjatywy funduszu zwiększającej płynność. Jednak MFW – pod presją ze strony USA – zdecydował się nie przekazywać pieniędzy. Nastąpiło to po wcześniejszym odrzuceniu wniosku Wenezueli o dostęp do 400 milionów dolarów ze specjalnych praw ciągnienia.
Chociaż USA stwierdziły, że prawdziwym prezydentem Wenezueli był Juan Guaidó, MFW nadal potwierdzał na swojej stronie internetowej, że przedstawicielem Wenezueli w MFW był Simón Alejandro Zerpa Delgado, ówczesny minister finansów w rządzie prezydenta Nicolása Maduro. Rzecznik MFW Raphael Anspach nie odpowiedział na wiadomość e-mail, którą wysłaliśmy w marcu 2020 r. w sprawie odmowy przyznania funduszy, chociaż opublikował oficjalne oświadczenie, że „zaangażowanie MFW w sprawy krajów członkowskich opiera się na oficjalnym uznaniu rządu przez społeczność międzynarodową”. Ponieważ „nie ma jasności” co do tego uznania, napisał Anspach, MFW nie zezwolił Wenezueli na dostęp do jej własnych kwot specjalnych praw ciągnienia w czasie pandemii. Następnie MFW nagle usunął nazwisko Zerpy ze swojej strony internetowej. Stało się to wyłącznie z powodu nacisków ze strony USA.
W 2023 r. w Nowym Banku Rozwoju (BRICS Bank) w Szanghaju w Chinach prezydent Brazylii Luiz Inácio Lula da Silva zwrócił uwagę na „uduszenie” polityki MFW w odniesieniu do biedniejszych krajów. Mówiąc o przypadku Argentyny, Lula powiedział: „Żaden rząd nie może pracować z nożem przy gardle, ponieważ jest zadłużony. Banki muszą być cierpliwe i w razie potrzeby odnawiać umowy. Kiedy MFW lub jakikolwiek inny bank pożycza pieniądze krajowi Trzeciego Świata, ludzie czują, że mają prawo wydawać rozkazy i zarządzać finansami kraju – jakby kraje stały się zakładnikami tych, którzy pożyczają im pieniądze”.
Wszystkie rozmowy o demokracji rozpływają się, gdy mowa jest o rzeczywistej podstawie władzy na świecie: kontroli nad kapitałem. W zeszłym roku (2024 - przyp. red.) Oxfam wykazał , że „najbogatszy 1% świata posiada więcej bogactwa niż 95% ludzkości” i że „ponad jedna trzecia 50 największych korporacji świata – wartych 13,3 biliona dolarów – jest obecnie zarządzana przez miliardera lub ma miliardera jako głównego udziałowca”. Ponad tuzin z tych miliarderów zasiada obecnie w gabinecie prezydenta USA Donalda Trumpa; nie reprezentują już 1%, ale w rzeczywistości 0,0001% lub dziesięciotysięczny procent. W obecnym tempie, do końca tej dekady, świat będzie świadkiem pojawienia się pięciu bilionerów. To oni dominują w rządach i dlatego mają niezwykły wpływ na organizacje wielostronne.
W 1963 roku nigeryjski minister spraw zagranicznych Jaja Anucha Ndubuisi Wachuku wyraził swoją frustrację Organizacją Narodów Zjednoczonych i innymi organizacjami wielostronnymi. Państwa afrykańskie, jak powiedział , „nie mają prawa wyrażać swoich poglądów w żadnej konkretnej sprawie w ważnych organach Organizacji Narodów Zjednoczonych”. Żaden kraj afrykański – ani żaden kraj Ameryki Łacińskiej – nie miał stałego miejsca w Radzie Bezpieczeństwa ONZ.
W MFW i Banku Światowym żaden kraj afrykański nie mógł narzucać programu. W Organizacji Narodów Zjednoczonych Wachuku zapytał: „Czy nadal będziemy tylko chłopcami z werandy?”.
Chociaż MFW uwzględnił jedno dodatkowe krzesło dla przedstawiciela Afryki w 2024 roku, jest to dalekie od wystarczającego dla kontynentu, który ma więcej członków MFW (54 z 190 krajów) i więcej aktywnych programów pożyczkowych MFW niż jakikolwiek inny kontynent (46,8% od 2000 do 2023 roku), ale drugi najniższy udział głosów (6,5%) po Oceanii. Ameryka Północna, licząca dwóch członków, dysponuje 943 085 głosami, natomiast Afryka, mająca 54 członków, dysponuje 326 033 głosami.
W następstwie kryzysu finansowego z 2007 r. i na początku Trzeciego Wielkiego Kryzysu MFW postanowił rozpocząć proces reform. Motywacją do tej reformy było to, że gdy kraj zwrócił się do MFW o pożyczkę pomostową – co powinno być postrzegane jako bezstronne – ostatecznie zaszkodziło to temu krajowi na rynkach kapitałowych, ponieważ ubieganie się o pożyczkę wiązało się ze stygmatem słabych wyników. Następnie krajowi pożyczano pieniądze po wyższych stopach procentowych, co tylko pogłębiło kryzys, który w pierwszej kolejności zainicjował wniosek o pożyczkę pomostową.
Za tym problemem krył się głębszy problem: wszyscy dyrektorzy zarządzający MFW byli Europejczykami, co oznacza, że Globalne Południe nie miało żadnej obecności w wyższych szeregach kierownictwa MFW. Cała struktura głosowania w MFW uległa pogorszeniu, a głosy kwotowe (oparte na wielkości gospodarki i wkładzie finansowym w MFW) wzrosły pod względem skali, podczas gdy bardziej demokratyczne „głosy podstawowe” (jeden kraj, jeden głos) załamały się pod względem wpływu.
Te różne głosy są mierzone w dwóch formach: obliczonych udziałów kwotowych (CQS), które są ustalane według wzoru, oraz rzeczywistych udziałów kwotowych (AQS), które są ustalane w drodze negocjacji politycznych. Na przykład w obliczeniach z 2024 r. Chiny mają AQS na poziomie 6,39%, podczas gdy ich CQS wynosi 13,72%. Zwiększenie chińskiego AQS do poziomu CQS wymagałoby zmniejszenia udziału innych krajów, takich jak Stany Zjednoczone. Stany Zjednoczone mają AQS na poziomie 17,40%, który musiałby zostać zmniejszony do 14,94%, aby uwzględnić wzrost Chin. To zmniejszenie udziału USA osłabiłoby zatem ich prawo weta. Z tego powodu Stany Zjednoczone zniweczyły program reform MFW w 2014 r. W 2023 r. program reform MFW ponownie zawiódł .
Paulo Nogueira Batista Jr. był dyrektorem wykonawczym Brazylii i kilku innych krajów w MFW od 2007 do 2015 r., wiceprezesem Nowego Banku Rozwoju od 2015 do 2017 r. i jest współautorem międzynarodowego wydania wiodącego chińskiego czasopisma Wenhua Zongheng .
W ważnym artykule zatytułowanym A Way out for IMF Reform (czerwiec 2024 r.) Batista przedstawia siedmiopunktowy program reform dla MFW:
1. Złagodzić warunki udzielania pożyczek.
2. Obniż opłaty dodatkowe w przypadku pożyczek długoterminowych.
3. Wzmocnienie preferencyjnego udzielania pożyczek w celu wyeliminowania ubóstwa.
4. Zwiększenie ogólnych zasobów MFW.
5. Zwiększyć siłę głosów podstawowych, aby zapewnić biedniejszym narodom większą reprezentację.
6. Dajcie Afryce trzecie miejsce w zarządzie.
7. Utworzyć piąte stanowisko zastępcy dyrektora zarządzającego, które będzie obsadzane przez przedstawiciela biedniejszego kraju.
Jeśli Globalna Północ zignoruje takie podstawowe, rozsądne reformy, twierdzi Batista, „kraje rozwinięte staną się wówczas jedynymi właścicielami pustej instytucji”. Globalne Południe, przewiduje, opuści MFW i stworzy nowe instytucje pod egidą nowych platform, takich jak BRICS. W rzeczywistości takie instytucje są już budowane, takie jak BRICS Contingent Reserve Arrangement (CRA), które zostało utworzone w 2014 r. po nieudanej próbie reformy MFW. Ale CRA „pozostało w dużej mierze zamrożone”, pisze Batista.
Do czasu odwilży MFW jest jedyną instytucją, która zapewnia rodzaj finansowania niezbędnego dla biedniejszych krajów. Dlatego nawet postępowe rządy, takie jak ten na Sri Lance , gdzie odsetki stanowią 41% całkowitych wydatków w 2025 r., są zmuszone udać się do Waszyngtonu. Z kapeluszem w dłoni, uśmiechają się do Białego Domu w drodze do siedziby MFW.
Wijay Prashad
Vijay Prashad jest indyjskim historykiem, redaktorem i dziennikarzem, dyrektorem Tricontinental: Institute for Social Research , starszym pracownikiem naukowym w Chongyang Institute for Financial Studies , Renmin University of China. Napisał ponad 20 książek.
- Szczegóły
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 2
W 2014 roku Międzynarodowa Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Migracji (IOM) uruchomiła projekt Missing Migrants Project. Projekt, który „zapewnia dostęp do jedynej na świecie ogólnodostępnej bazy danych rejestrów zgonów podczas migracji”, szacuje, że od 2014 roku co najmniej 33 220 migrantów zginęło lub zaginęło podczas przeprawy przez Morze Śródziemne. Jest to bardzo zaniżona ocena, ponieważ IOM przyznaje, że nie jest w stanie uwzględnić wszystkich łodzi opuszczających wybrzeże Afryki Północnej, nie mówiąc już o odnalezieniu tych, które nigdy nie dotarły do Europy. Na południe od Morza Śródziemnego leży Sahara, gdzie niebezpieczeństwa są jeszcze większe. IOM szacuje , że każdego roku więcej osób ginie podczas przeprawy przez Saharę niż przez Morze Śródziemne, ale ponieważ te zgony mają miejsce daleko od wybrzeży Europy, poświęca się im znacznie mniej uwagi.
Przekroczenie Sahary z Agadezu w Nigrze do Sabhy w Libii zajmuje około trzech dni, jeśli warunki na to pozwolą, a burze piaskowe nie będą szczególnie gwałtowne. Prawie dekadę temu, podróżując po tym regionie, słyszałem, jak ocaleni z przeprawy opisywali, jak często można natknąć się na ciała na wpół zakopane w piasku i usłyszeć krzyki rozpaczy tych, którzy pozostali. Śmierć jednego lub dwóch migrantów w konwoju to norma; niektórzy spadają z tyłu ciężarówki i zostają porzuceni, a inni są czasami zastrzeleni przez przemytników. Z korytarza tego korzystają ludzie z całego kontynentu, w tym Erytrejczycy.
Jak powiedział Teklebrhan Tefamariam Tekle, erytrejski uchodźca w Szwecji, Wysokiemu Komisarzowi Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR) w ramach projektu „Opowiedz prawdziwą historię”: „Wypadki zdarzają się tam, na Saharze. Sahara jest pełna ciał Erytrejczyków”. Kiedy Teklebrhan dotarł do Libii, był przetrzymywany w niewoli. Kiedy on i inni próbowali przepłynąć morze, ich łódź została przechwycona przez libijską straż przybrzeżną i przetransportowana do ośrodka detencyjnego w nadmorskim mieście Zuwara. Po ośmiu miesiącach Teklebrhan zgłosił się na lot, który uważał za ewakuacyjny, ale został odesłany z powrotem do Erytrei. Później ponownie uciekł i ostatecznie uzyskał przesiedlenie w Szwecji.
Myślałem o ludziach takich jak Teklebrhan i innych, których spotkałem na Saharze, którzy podejmowali odważne podróże wbrew wszelkim przeciwnościom, by dotrzeć do Europy w poszukiwaniu pracy. Niewielu z nich pragnęło dostać się do Europy dla samego celu; ich prawdziwym celem było źródło utrzymania, gdziekolwiek by ono nie było. Ich kraje, zdestabilizowane wojną, sankcjami i grabieżą, nie mogą zapewnić zatrudnienia, dopóki pozostają uwięzione w neokolonialnych strukturach.
Dane dotyczące migracji przedstawiają ważną historię. Liczba migrantów międzynarodowych podwoiła się, ze 154 milionów w 1990 roku do 304 milionów w 2024 roku. Gdyby wszyscy ci migranci utworzyli jeden kraj, byłby on czwartym najludniejszym krajem na świecie, po Indiach, Chinach i Stanach Zjednoczonych. Bank Światowy szacuje , że globalne przekazy pieniężne wzrosły o 4,6%, z 865 miliardów dolarów w 2023 roku do 905 miliardów dolarów w 2024 roku. Gdyby ci migranci stanowili kraj, ich przekazy pieniężne przekroczyłyby łączną wartość bezpośrednich inwestycji zagranicznych ze Stanów Zjednoczonych, Japonii i Chin w 2024 roku. Co ósmy człowiek na świecie polega na tych przekazach, aby uzupełnić swoje dochody i wzorce konsumpcji. Kwestia migracji nie jest błędem zaokrąglenia w światowej gospodarce, lecz jedną z jej cech organizacyjnych.
W przypadku biedniejszych krajów migracja odgrywa kluczową, choć sprzeczną rolę w rozwoju. Z jednej strony, protesty młodzieży w Maroku i Nepalu w 2025 roku pokazały, że młodzi ludzie coraz bardziej sprzeciwiają się ekonomicznemu przymusowi emigracji w poszukiwaniu niepewnej pracy za granicą. Woleliby pracować we własnych krajach, aby móc wieść satysfakcjonujące życie kulturalne i społeczne z rodziną i przyjaciółmi. Wywiera to presję na rządy krajów Globalnego Południa, aby opracowały krajowe strategie rozwoju, które zapewnią godne zatrudnienie poprzez takie działania, jak reforma rolna, polityka przemysłowa i inwestycje publiczne.
Z drugiej strony, w wielu krajach przekazy pieniężne przynoszą więcej dewiz niż przepływy bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ), zwłaszcza że łączna wartość BIZ do krajów rozwijających się spadła o 7% w 2023 roku do 867 miliardów dolarów, przy czym znaczący spadek odnotowano w Afryce i Azji. Oznacza to, że kraje stają się strukturalnie uzależnione od eksportu siły roboczej, aby po prostu przetrwać.
Każda agenda gospodarcza w krajach Globalnego Południa musi uwzględniać sprzeczność między utratą siły roboczej na skutek migracji a zależnością od przekazów pieniężnych, które zapewniają stabilność makroekonomiczną i źródła utrzymania gospodarstw domowych. W perspektywie krótkoterminowej kraje biedniejsze muszą powiązać przepływy przekazów pieniężnych z finansowaniem rozwoju, tak aby część tych środków nie była w całości pochłaniana przez pilne, codzienne potrzeby klasy robotniczej i ubogich gospodarstw domowych, które są od nich zależne. Można to osiągnąć poprzez dobrowolne publiczne instrumenty oszczędnościowe i kredytowe, a nie poprzez próby kontrolowania transferów gospodarstw domowych. W dłuższej perspektywie konieczne są produktywne inwestycje, aby zatrudnić siłę roboczą w kraju i wyeliminować ekonomiczną konieczność emigracji.
Meksyk , pod przewodnictwem Andrésa Manuela Lópeza Obradora (AMLO), rozpoczął ciekawy eksperyment w 2023 roku, aby obniżyć koszty przekazów pieniężnych i rozszerzyć dostęp do publicznych usług finansowych. Rząd AMLO wykorzystał istniejący państwowy instrument finansowy – Financiera para el Bienestar (Finabien) – do promowania tańszych przekazów pieniężnych i włączenia finansowego. Dzięki stworzeniu karty i aplikacji Finabien , meksykańscy migranci w Stanach Zjednoczonych mogli wysyłać pieniądze bezpośrednio do swoich rodzin za pośrednictwem platformy Finabien, zmniejszając zależność od pośredników przekazów pieniężnych pobierających wysokie opłaty. Środki zostały wpłacone na konta cyfrowe powiązane z kartą. Ta polityka obniżyła koszty transakcji przekazów pieniężnych, jednocześnie włączając więcej gospodarstw domowych odbiorców do formalnego systemu finansowego. Jednak przekazy pieniężne są również punktem podatnym na zagrożenia, ponieważ infrastruktura, która umożliwia te transfery, znajduje się w dużej mierze w rękach Globalnej Północy. W Stanach Zjednoczonych administracja Trumpa wprowadziła 1 % podatek akcyzowy na niektóre przekazy pieniężne od 1 stycznia 2026 r., nawiązując w ten sposób do wcześniejszych gróźb wstrzymania przekazów pieniężnych do regionu jako narzędzia nacisku politycznego.
Gdyby program taki jak Finabien został rozszerzony i powiązany z szerszą strategią rozwoju w innych częściach świata, przekazy pieniężne wpływające na te wspierane przez państwo konta mogłyby służyć jako stabilny zasób depozytów, umożliwiając odbiorcom oszczędzanie i dostęp do kredytów, a jednocześnie wzmacniając bazę depozytową i zdolność kredytową systemu bankowego. Dzięki odpowiednim instytucjom publicznym – takim jak banki rozwoju i programy kredytów ukierunkowanych – część tej rozszerzonej bazy depozytowej mogłaby zostać skierowana na długoterminowe pożyczki na infrastrukturę i przemysł produkcyjny. W ten sposób przekazy pieniężne mogłyby zostać dobrowolnie przeznaczone na inwestycje produkcyjne, zamiast być w całości absorbowane przez codzienne potrzeby konsumpcyjne.
Przez dziesięciolecia programy dostosowań strukturalnych (SAP) Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) narzucane biedniejszym krajom stawiały interesy wierzycieli i rentierów w imię „stabilizacji makroekonomicznej” ponad inwestycje produkcyjne i zatrudnienie. Warunki SAP konsekwentnie obejmują oszczędności fiskalne, ograniczenia zatrudnienia w sektorze publicznym, ograniczenia płacowe i redukcję inwestycji państwowych. Środki te ograniczają zdolność rządów do prowadzenia polityki przemysłowej, rozszerzania robót publicznych lub aktywnego tworzenia miejsc pracy. W praktyce zalecenia MFW tworzą „nadwyżkę ludności” w krajach Globalnego Południa, która jest zmuszona do emigracji w celu przetrwania. To przesiedlenie jest nasilane przez wojny imperialistyczne i broń ekonomiczną, taką jak jednostronne środki przymusu, które uszczuplają dochody publiczne, niszczą kluczową infrastrukturę, ograniczają dostęp do handlu i finansów oraz powodują rozpad rodzin. Według UNHCR, pod koniec 2024 r. 122 mln ludzi na całym świecie zostało przymusowo przesiedlonych w wyniku prześladowań, konfliktów, przemocy i związanych z nimi naruszeń.
Strategie rozwoju, które nie generują produktywnego zatrudnienia, jedynie eksportują siłę roboczą, pogłębiając jednocześnie uzależnienie od przekazów pieniężnych. Tworzenie miejsc pracy w kraju – poprzez działania podnoszące produktywność i rozszerzające potencjał publiczny, od reformy rolnej i inwestycji publicznych po politykę przemysłową i usługi publiczne – pozwala ludziom pozostać zakorzenionymi w swoich społecznościach, wzmacnia gospodarki narodowe i ogranicza przymusową migrację. Rozwój, który nie tworzy opłacalnego zatrudnienia, ostatecznie wypiera ubogich, zamiast ich uwolnić od ubóstwa.
Migrację należy zatem rozumieć jako konsekwencję zacofania gospodarczego i nierównej wymiany w krajach Globalnego Południa, a nie jedynie jako problem bezpieczeństwa dla Globalnej Północy. Stworzenie godnego zatrudnienia w biedniejszych krajach jest podstawową odpowiedzią na przymusową migrację ekonomiczną. Aby to jednak osiągnąć, polityka oszczędnościowa MFW musi zostać zastąpiona programem rozwoju , który zwiększy przestrzeń fiskalną, wesprze inwestycje publiczne i umożliwi realizację polityki przemysłowej.
Oczywiście, stawką są inne kwestie. W obliczu szybko starzejącego się społeczeństwa i niskiego wskaźnika urodzeń, napędzanego kryzysem reprodukcji społecznej, Globalna Północ zaczęła polegać na pracy migrantów z Globalnego Południa w kluczowych sektorach, od opieki i rolnictwa po budownictwo i logistykę. W głównych państwach kolonialnych Globalnej Północy zależność ta obejmuje również wysoko wykwalifikowaną siłę roboczą w służbie zdrowia, inżynierii i na uniwersytetach, ponieważ luki w publicznym szkoleniu i edukacji są coraz częściej wypełniane przez imigrację. Mimo to migranci są rutynowo oczerniani i kryminalizowani, mimo że ich praca staje się niezbędna. Ta sprzeczność nie pozostała bezsporna. 30 stycznia masowe mobilizacje w całych Stanach Zjednoczonych zakwestionowały wysoce zmilitaryzowaną kampanię antyimigracyjną administracji Trumpa, która obejmowała masowe naloty, zatrzymania i deportacje. Doszło do nich w okresie śmierci dziesiątek migrantów w aresztach imigracyjnych w 2025 roku oraz śmiertelnego postrzelenia dwóch obywateli USA w Minneapolis przez federalnych agentów imigracyjnych.
Napięcia związane z migracją znajdują również odzwierciedlenie w polityce międzynarodowej. Globalny Pakt Narodów Zjednoczonych na rzecz Bezpiecznej, Uporządkowanej i Legalnej Migracji ( GCM ), zatwierdzony przez Zgromadzenie Ogólne w grudniu 2018 r., określa 23 cele . Dokładna analiza celów GCM wskazuje na trzy ważne punkty polityki:
1. Zająć się podstawowymi przyczynami migracji poprzez produktywne inwestycje. Zostało to poruszone w celu 2: „Minimalizacja niekorzystnych czynników i czynników strukturalnych, które zmuszają ludzi do opuszczania kraju pochodzenia”. Zasadniczo, ograniczenie przymusowej migracji wymaga zwiększenia środków utrzymania w kraju, ale to wymaga przestrzeni fiskalnej i autonomii politycznej, których reżimy oszczędnościowe rutynowo odmawiają.
2. Dostosowanie mobilności pracowników do realiów demograficznych. Zostało to poruszone w celu 5: „Zwiększenie dostępności i elastyczności ścieżek legalnej migracji” oraz celu 18: „Inwestowanie w rozwój umiejętności i ułatwianie wzajemnego uznawania umiejętności, kwalifikacji i kompetencji”. W efekcie GCM promuje regularne ścieżki mobilności pracowników, które odpowiadają potrzebom rynku pracy w krajach docelowych, a także mechanizmy uznawania kwalifikacji migrantów. Może to ograniczyć nielegalną migrację i wyzysk, a także znormalizować eksport siły roboczej jako „rozwiązanie” rozwojowe.
3. Obniżyć koszty przekazów pieniężnych i promować włączenie finansowe. Zostało to poruszone w celu 20: „Promowanie szybszego, bezpieczniejszego i tańszego transferu przekazów pieniężnych oraz wspieranie włączenia finansowego migrantów”. GCM zauważa również, że przekazy pieniężne są środkami prywatnymi i „nie można ich utożsamiać” z innymi formami finansowania rozwoju, co uwypukla sprzeczność: gospodarstwa domowe są zmuszone ponosić ciężary, które powinny być pokryte z inwestycji publicznych./…/
Vijay Prashad / Tricontinental: Instytut Badań Społecznych
Pełny tekst wraz z odnośnikami na stronie https://scheerpost.com/2026/02/07/migration-is-an-underdevelopment-issue/
- Szczegóły
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 2944
Współczesne państwo w sposób szczególny potrzebuje „mózgu”. Inaczej nie przetrwa, ponieważ niezbędna jest mu zdolność do przetwarzania istotnych danych, informacji i wiedzy z otoczenia. Musi bowiem tworzyć i realizować strategie, czyli programować kluczowe działania w różnych perspektywach czasu. Ich znaczenie jest takie, że ukierunkowują i nadają ład działaniom bieżącym.
Piszę zatem o potencjale analitycznym państwa. Przejawia się on w zdolności instytycji państwa do przetwarzania danych o problemach najbardziej złożonych i zdolności do programowania rozwiązań sprzyjających rozwojowi. Niektórzy uczeni wskazują na znaczenie tego potencjału z uwagi na to, że żyjemy w erze państwa informacyjnego.
Potencjał analityczny jest konceptem niezwykle złożonym i to z wielu powodów. W odniesieniu do państwa, jego cechą szczególną wydaje się to, że jego budowanie wymaga długich lat, a także konsekwencji w kształtowaniu dobrych praktyk w sposobie funkcjonowania państwa. Ci, którzy mają być „mózgiem” państwa potrzebują zapewnienia stabilnych warunków do rozwoju zawodowego. Umiejętności analityczne wymagają bowiem długiego akumulowania doświadczeń zawodowych, analitycznych, itp. Istniejące wciąż, w przynajmniej części urzędów, tak zwane „drzwi obrotowe” nigdy nie doprowadzą do ukształtowania silnego potencjału analitycznego.
Ponadto budowanie potencjału analitycznego wymaga wysokiego poziomu merytokratyczności, a więc takich cech państwa, które jest zdolne do rekrutowania urzędników do swoich struktur strategicznych i wykonawczych wyłącznie na podstawie zalet kandydata do pracy w instytucji państwa.
Merytokracja jest uznawana w państwach najwyżej rozwiniętych jako istotne źródło legitymizacji współczesnego systemu sprawowania władzy i rządzenia. Jest to element weberowskiej koncepcji panowania racjonalno-legalnego. Tymczasem u nas, jak pisze socjolog Krzysztof Jasiecki, „atuty merytokracji nie zostały w tym celu uruchomione w znaczącej skali”.
Dodatkowym czynnikiem, który czyni tę sprawę trudną jest to, że„mózg” państwa powstaje w warunkach określonej kultury umysłowej i wymaga określonej kultury umysłowej, aby się odpowiednio kształtował. Chodzi o taką kulturę, która rodzi skłonności do reagowania analizą na wyłaniające się problemy i zgadnienia, czy wyzwania.
Konieczne jest także zrozumienie tego, że „mózg” państwa nie oznacza już tylko mózgu literalnie rozumianych instytucji państwowych (administracji rządowej, czy samorządowej). Elementy „mózgu” państwa znajdują się w różnych sferach państwa – na uczelniach, w organizacjach pozarządowych, niezależnych think tankach, itp. Sztuką jest zaprogramowanie synergii między nimi, zwłaszcza kiedy ich interesy nie są zbieżne.
Rzecz w tym, że administracja straciła dawny przywilej posiadania przewagi w zakresie wielu zasobów (wiedzy, pieniędzy, umiejętności). W większości krajów nastąpiło zdemokratyzownie dostępu do zasobów, np. do wiedzy, do stosowania przemocy, do konstruowania propozycji rozwiązań (think tanks), do wykonywania projektów na rzecz obywateli (charities), do władzy ekonomicznej (globalne korporacje).
Potrzeby intelektualne państwa
Kluczowy jest potencjał analityczny, który znajdujemy w różnych sferach państwa i społeczeństwa, jednak potencjał analityczny instytucji władzy centralnej i samorządowej jest istotny przy założeniu, że potrafi pełnić rolę integratora procesów poznawczych w państwie.
Istniejące diagnozy potencjału instytucji państwa (władzy) nie są krzepiące. Wciąż aktualna wydaje się diagnoza Stanisława Mazura ( „Zarządzanie wiedzą w polskiej administracji publicznej”, 2008), który twierdził, że podstawowym mankamentem administracji jest jej „niski poziom zdolności do wykorzystywania wiedzy dla potrzeb procesów decyzyjnych”. Wskazuje on na brak architektury instytucjonalnej określającej tworzenie, przepływ i kapitalizowanie wiedzy. Postuluje podniesienie wiedzochłonności państwa i jego struktur.
W Polsce istnieją, choć nieliczne, badania, które pozwalają na formułowanie pewnych diagnoz. W 2011 r. (w „Diagnozie zarządzania zasobami ludzkimi w służbie cywilnej” oraz w pracy „Polskie ministerstwa jako organizacje uczące się” ) opublikowano wyniki z badań czterech ministerstw (gospodarki, rozwoju regionalnego, środowiska i transportu). Wykazały one, że resorty nie podejmowały regularnych analiz własnych działań. Nie istniały interakcje zewnętrzne w zinstytucjonalizowanej formie. Stosowane były doraźne rozwiązania eksperckie. Natomiast jeśli „mówić o autorefleksji na poziomie jednostek i mniejszych zespołów, to – z braku jasno zdefiniowanych celów – przyjmuje ona wyłącznie formę działań korygujących”.
Co najbardziej niepokojące - wiedza była tracona na skutek braku efektywnych struktur jej magazynowania i dystrybucji. Nowe rozwiązania w zakresie zarządzania wiedzą wprowadzano bez wcześniejszego testowania, a ich efekty nie były poddawane krytycznej analizie.
Niezwykle negatywnym zjawiskiem jest to, że często dochodzi do swoistej utraty wiedzy w wyniku znacznej rotacji pracowników. Okazało się, iż w niektórych przypadkach trudno było odtworzyć proces decyzyjny (nieodległy w czasie), gdyż biorące w nim udział osoby odeszły z pracy.
W ministerstwach szwankuje system obiegu informacji. Mniej niż połowa ankietowanych przyznała, że ich departament ma politykę zarządzania wiedzą. Urzędnicy bowiem w niewystarczającym stopniu korzystają z prostych rozwiązań gwarantujących pamięć instytucjonalną (np. baz szablonów pism i prezentacji, zrealizowanych projektów, baz kompetencji pracowników, podręcznych księgozbiorów).
Rzadkością jest praca zespołowa, współpraca z ekspertami zewnętrznymi, którzy wspomagają uczenie się pracowników i rozwijają ich potencjał. Dominuje uczenie się na własnych błędach i samokształcenie.
Jednym z problemów są trudne relacje administracji publicznej ze światem eksperckim i naukowym. Urzędy mają skłonność do polegania na własnej zgromadzonej wiedzy, wiedza z zewnątrz jest tylko uzupełnieniem.
Badanie wskazuje, że pracownicy kluczowych komórek organizacyjnych posiadają odpowiedni poziom wykształcenia, ale widoczny jest brak osób z wykształceniem socjologicznym, które – zdaniem badaczy – lepiej przygotowują do programowania i prowadzenia badań i analiz. Problemem jest także to, że do administracji rzadko trafią osoby, które wcześniej pracowały w instytucjach badawczych.
Ministerstwo zdrowia: potrzeby a rzeczywistość
Podkreśliłbym znaczenie problemu wysokiej rotacji i konsekwencji, które z niej wypływają. Została ona stwierdzono w badaniu z 2009 r., które objęło Ministerstwo Zdrowia (A. Zybała, „Wyzwania w systemie ochrony zdrowia – zasoby ludzkie i zasoby organizacyjne w centralnych instytucjach”).
W tym resorcie również stwierdzono brak potencjału analitycznego, który byłby adekwatny do zadań publicznych, jakie ono wykonuje. W niektórych departamentach skład pracowników zmieniał się niemal w całości w ciągu 3-4 lat. Prowadziło to do utraty pamięci instytucjonalnej w tej instytucji. Pracownicy nie pamietali projektów sprzed kilku lat, poniieważ nikt już nie pracował, gdy były wykonywane.
Co ciekawe, nie było także departamentu strategicznego (w okresie badania). Widoczny był także niski staż pracy na stanowiskach kierowniczych, co blokowało efektywny udział kadr zarządzających w procesach współtworzenia polityki zdrowia.
Dość pesymistyczne były także wnioski z badania w 2009 roku w zakresie gospodarowania wiedzą w systemie zdrowia. Ministerstwo nie wypracowywało zwrotnej wiedzy o tym, jak działa system i jego składowe – brakowało adekwatnych działań ewaluacyjnych. Nie było danych odnośnie metod przeprowadzania ewaluacji.
Ministerstwo zdrowia nie posiadało analiz długofalowych odnośnie wyzwań w związku ze starzeniem się społeczeństwa, współczesnych chorób i ich leczenia, rozwoju nowych usług medycznych, zagrożeń cywilizacyjnych, znaczenia kwalifikacji kadry zarządzającej w systemie zdrowia na poziomie lokalnym, nierówności w dostępie do świadczeń zdrowotnych, czy społecznego kontekstu chorób.
Jak wykazało badanie, personel merytoryczny resortu był nieliczny i słabo wyspecyfikowany, zwłaszcza jeśli chodzi o dokumentalistów czy analityków, którzy generują wiedzę operacyjną, służącą budowaniu nowych, innowacyjnych polityk zdrowotnych. Nie było wyodrębnionej grupy pracowników programowych (w krajach anglosaskich ich odpowiednikami są funkcje typu policy worker, czy policy officer). Niedoceniona pozostawała agenda badawcza. Niekompletny był mechanizm planowania badań społecznych, które mogą być źródłem wiedzy, będącej podstawą do podejmowania decyzji w zakresie formowania systemu ochrony zdrowia.
W konsekwencji strategiczny profil ministerstwa był niedokreślony. Agenda działania miała charakter głównie doraźny. Kształtowały ją bieżące zdarzenia, często o charakterze kryzysowym, albo aktywność tzw. głośnych grup. Nieadekwatnie do potrzeb identyfikowano problemy w systemie zdrowia. Brak strategicznych dokumentów, które pokazywałyby priorytety kierownictwa w w średnio- i długoterminowym okresie. Brakowało modelu zarządzania systemem ochrony zdrowia, itp.
Nie było też klarownej strategii zarządzania zasobami ludzkimi, która wskazywałaby na zestawy kluczowych kompetencji i umiejętności, niezbędnych, aby wiodące instytucje w systemie ochrony zdrowia mogły sprostać obecnym i wyłaniającym się wyzwaniom.
Analityk? A kto to?
Niezwykle ciekawe wyniki badań przeprowadzonych w 41 urzędach administracji rządowej opublikowano w 2014 r.(Bartosz Ledzion, Karol Olejniczak, „Potencjał analityczny kadr administracji rządowej”). Dotyczyły one rozmiarów akywności analitycznej w administracji centralnej. Okazało się, że na 4176 przebadanych pracowników administracji centralnej pracą analityczną zajmowały się 574 osoby (spełniające przyjęte kryteria). W przypadku 104 osób indeks analityka przyjmował wysokie wartości (0,625 i więcej), dla 444 osób wskaźnik kształtował się powyżej przeciętnej (0,197).
Autorzy badania za analityka uznali takiego pracownika administracji, który wykorzystuje w swojej pracy nie rzadziej niż kilka razy w miesiącu wyniki badań, ekspertyz, analiz, diagnoz itp. oraz używa nie rzadziej niż kilka razy w miesiącu podstawowych metod analizy danych ilościowych (np. analiza wybranych parametrów statystycznych, takich jak średnia, mediana czy wariancja; analiza korelacji, podstawowe testy statystyczne, analiza szeregów czasowych itp.), a także diagnozy z wykorzystaniem metod badań społeczno-ekonomicznych.
Kulturowe ograniczenia
Zajmujący się teorią zarządzania Janusz Hryniewicz przeprowadził badania, które mogą być podstawą do wyciągania najszerszych wniosków na temat sposobu funkcjonowania polskich organizacji (wszelkiego typu - publicznych i społecznych). Budzą one największe zaniepokojenie, jeśli myślimy o wzmacnianiu potencjału analitycznego.
Badania te wskazują, że w polskich organizacjach widoczna jest tendencja do dogmatyzmu poznawczego, ograniczania różnorodności poglądów. Ich członkowie odczuwają przymus poszukiwania jednej przyczyny wszystkiego. Konsekwencją jest to, że organizacje z takimi cechami unikają współpracy, albo ją sabotują. Blokują innym starania o wypracowanie nowych, lepszych rozwiązań kwestii najistotniejszych dla danej organizacji.
U znacznej cześci członków organizacji dyskusja, próby nieskrępowanej wymiany zdań, rodzą dysonans poznawczy, czyli poczucie frustracji i całego szeregu przykrych napięć psychicznych oraz lęków z racji kontaktu z nowymi poglądami, informacjami, czy postawami.
J. Hryniewicz tak to podsumowuje: „w organizacjach widoczne jest słabe upowszechnienie kartezjańskiego ideału kulturowego. Oznacza to niechęć do pogłębionych analiz i słabą wiarę w możliwość racjonalnego zgłębienia głównych cech rzeczywistości społecznej. Widać romantyczne podejście do postrzegania rzeczywistości i prowadzenia argumentacji. Objawia się to m.in. brakiem systematyczności w działaniu, czy pokładaniu nadmiernej nadziei w jednorazowych mobilizacjach, zrywach itp.”.
Inni uczeni też wskazują na głęboko zakorzenione problemy. Psycholog społeczna Elżbieta Wesołowska pisała np. o znaczeniu deliberacji w życiu publicznym, jako sposobie generowania społecznej wiedzy. Postawiła pytanie, czy debaty deliberatywne są możliwe w stosunkowo młodej polskiej demokracji, czy idea deliberacji ma szanse akceptacji we współczesnym polskim społeczeństwie, czy jest kompatybilna z polskim systemami wartości i praktykami społecznymi, czy potrafimy rozwiązywać problemy i dyskutować kontrowersje w ramach debat deliberatywnych?
Autorka „Potencjałów i barier urzeczywistniania deliberacji w polskich warunkach kulturowych” pisze, iż „można znaleźć dane wskazujące, że polska kultura bazuje na wartościach odmiennych niż pochodzące z kultury, w których wyrosły idee deliberacji”. W uzasadnieniu przedstawiła wyniki badań prowadzonych przez psychologów, czy socjologów w zakresie wzorów kultury, odwołujących się do kluczowych pojęć, za pomocą których analizowane są orientacje kulturowe, mające wpływ na podejście do deliberacji, jak „dystans władzy”, czy „autonomia intelektualna”.
W pierwszym przypadku – dystans władzy w Polsce jest tradycyjnie wysoki, co oznacza skłonność do tworzenia autorytarnych relacji międzyludzkich, które utrudniają deliberację, wymagającą przyznania sobie wzajemnej podmiotowości. W zakresie natomiast autonomii intelektualnej Polska zajmuje trzydziestą pozycję wśród 66 badanych państw. Oczywiście, konkluzje wyprowadzane z wyników takich badań zawsze można dyskutować.
Andrzej Zybała
Autor jest profesorem SGH, kieruje Katedrą Polityki Publicznej w SGH.
Specjalizuje się w dziedzinie polityki publicznej, rządzenia publicznego, w szczególności polityką zdrowia, edukacji, rynku pracy. Wydał ostatnio książkę pt. „Polski umysł na rozdrożu. Wokół kultury umysłowej w Polsce. W Poszukiwaniu źródeł niepowodzeń części naszych działań publicznych”. Pisaliśmy o niej w nr. 6-7/17 SN -http://www.sprawynauki.edu.pl/archiwum/dzialy-wyd-elektron/286-recenzje-el/3622-polski-rozum-na-rozdrozu
Tytuł, śródtytuły i wyróżnienia pochodzą od Redakcji.
- Szczegóły
- Autor: Zdzisław Sadowski
- Odsłon: 5018
Michał Kalecki był nie tylko przenikliwym obserwatorem i analitykiem gospodarki w jej różnych formach ustrojowych i stadiach rozwoju, lecz także teoretykiem makroekonomii, który formułował ważne spostrzeżenia i uogólnienia oraz miał wyraźne koncepcje dotyczące form i kierunków działania i prowadzenia polityki gospodarczej.
Pozostawił po sobie ważną spuściznę obejmującą zarówno problematykę kapitalistycznej gospodarki rynkowej, jak też wzrostu gospodarczego w krajach słabo rozwiniętych, jak wreszcie pożądanych form usprawnienia gospodarki centralnie planowanej.
W latach 30. XX w., kiedy rozpoczął swoją działalność naukową w dziedzinie ekonomii, jego wyjściową troską teoretyczną i polityczno-gospodarczą stał się problem bezrobocia. Było to zrozumiałe w sytuacji, gdy świat był objęty wielkim kryzysem, który doprowadził wszędzie do głębokiego spadku produkcji i ogromnego, masowego bezrobocia, utrwalanego przez wieloletnią stagnację. Analiza tego problemu doprowadziła Michała Kaleckiego do wniosku, że w kapitalistycznej gospodarce rynkowej osiągnięcie i utrzymanie pełnego zatrudnienia jest teoretycznie możliwe pod warunkiem prowadzenia właściwej polityki gospodarczej. Myśl ta pozostaje aktualna w dzisiejszym świecie, w którym bezrobocie stało się chroniczną chorobą gospodarki i wykazuje okresowo tendencję rosnącą.
Główną myślą teorii Kaleckiego była teza, że rozmiary produkcji i zatrudnienia w kapitalistycznej gospodarce rynkowej zależą ostatecznie od wielkości popytu rynkowego, w szczególności od popytu inwestycyjnego. Myśl ta, która znalazła też wyraz w niezależnie powstałej teorii Keynesa, prowadziła do wniosku, że bezrobocie jest następstwem niedostatecznego popytu.
W teorii ekonomii problem bezrobocia pojawił się po raz pierwszy już w trzeciej dekadzie XIX wieku jako krytyczne spostrzeżenie odnotowane przez Davida Ricardo. Od tego czasu nauka ekonomii borykała się przez wiele dziesięcioleci z włączeniem tego schorzenia do obrazu działania systemu gospodarczego, który zgodnie z prawem Say’a był rozumiany jako nastawiony w zasadzie na osiąganie równowagi przy pełnym wykorzystaniu wszystkich zasobów, a więc przy pełnym zatrudnieniu.
Kalecki i Keynes byli pionierami tezy teoretycznej, że w rzeczywistości gospodarka rynkowa wcale nie jest tak ukierunkowana, lecz jest nastawiona na osiąganie równowagi przy niepełnym wykorzystaniu zasobów. Z tezy tej wynika, że pełne zatrudnienie nie jest osiągalne automatycznie w wyniku gry sił rynkowych. Wymaga ono świadomej polityki makroekonomicznej rządu zmierzającej do podniesienia całkowitego popytu na dostatecznie wysoki poziom. Można to osiągnąć, zwiększając popyt inwestycyjny czy to przez wydatki publiczne z możliwością finansowania ich z deficytu budżetowego, czy też przez pobudzanie inwestycji prywatnych za pomocą odpowiedniej polityki podatkowej.
To podejście do problemu od strony popytu doprowadziło zarówno Keynesa, jak i Kaleckiego, do poszukiwania sposobów pobudzania popytu, jeśli okazuje się niedostateczny. Ich recepty w sposób podobny do siebie przypisują decydujące znaczenie inwestycjom. Różnią się między sobą stosunkiem do społecznego aspektu podziału dochodu, który wchodzi w grę, gdy pobudzanie inwestycji okaże się niewystarczające. Podczas gdy Keynes podkreślał znaczenie zwiększenia prywatnych oszczędności z zysków, to Kalecki poszedł po linii położenia nacisku na potrzebę pobudzenia popytu konsumpcyjnego grup społecznych o niskich dochodach drogą przesunięcia w podziale dochodu od zysków do płac przy pomocy podatków.
Kalecki nie widział żadnych ograniczeń ekonomicznych dla stosowania polityki pełnego zatrudnienia, natomiast dostrzegał zdecydowane ograniczenie o charakterze politycznym. Uważał on, że przedsiębiorcy są zasadniczo przeciwni koncepcji pełnego zatrudnienia, ponieważ wzmocniłoby ono pozycję świata pracy, a zaszkodziło ich własnej pozycji. To skłania ich do zasadniczego sprzeciwu wobec wydatków państwowych na cele promocji zatrudnienia. Natomiast popierają politykę równoważenia budżetu.
Czasy mają znaczenie
Tematem powtarzającym się w szeregu referatów w niniejszej książce, jak też szeroko dyskutowanym na Konferencji Warszawskiej, był kontrast między polityką gospodarczą praktykowaną w krajach kapitalistycznych w trzeciej ćwiartce w porównaniu z polityką w ostatniej ćwiartce ubiegłego stulecia.
Pierwszy z tych dwóch okresów, nazywany często „złotym wiekiem” kapitalizmu, odznaczał się, przynajmniej w Europie, pełnym zatrudnieniem, wysokim tempem wzrostu gospodarczego, stosunkowym wzrostem udziału płac w dochodzie narodowym i podziałem dochodu bez powiększania się jego nierówności.
Te wysoce zadowalające osiągnięcia przypisywano częściowo rozszerzonej kontroli państwa nad gospodarką. Rządy państw stosowały politykę typu keynesowskiego, która przyczyniała się do utrzymywania wysokiego poziomu łącznego popytu, zwłaszcza dzięki liberalnej polityce pieniężnej.
Dla uniknięcia nadmiernego uproszczenia należy zauważyć, że osiągnięcia „złotego wieku” nie można prawdopodobnie zaliczyć w całości do sukcesów polityki państwa. W większości krajów towarzyszyły im nadwyżki budżetowe, co wskazuje na to, że pełne zatrudnienie było wynikiem wydatków raczej prywatnych niż publicznych. Przy zadowalająco wysokim poziomie wydatków prywatnych aktywna polityka fiskalna nie była potrzebna. Jednak sytuacja ta żadną miarą nie była sprzeczna z analizą Kaleckiego, mogła raczej świadczyć o pewnego rodzaju ugodzie, do jakiej doszło między biznesem i światem pracy.
Drugi okres, poczynając od późnych lat siedemdziesiątych, przyniósł z sobą ogólne przejście do polityki, która pozostawała w całkowitej sprzeczności ze wskazaniami Keynesa-Kaleckiego, ale dużo bardziej odpowiadała interesom kapitalistów ze swoim preferowaniem stabilizacji finansowej zamiast wzrostu gospodarczego i zatrudnienia. Zbadane w tej książce szczegółowo przykłady Zjednoczonego Królestwa i Niemiec przedstawiają poszerzony obraz ich gospodarki, który pokazuje, iż stosowana tam polityka, wsparta ograniczeniami praw związków zawodowych, doprowadziła do wzrostu udziału zysków w produkcie krajowym brutto, znacznego wzrostu bezrobocia i stagnacji realnych inwestycji w przemyśle.
Pisząc w pierwszym z tych dwóch okresów, Kalecki mógł pozostawać pod wrażeniem, że to, co działo się w zaawansowanych krajach kapitalistycznych mogło odpowiadać temu, co nazwał „przełomową reformą kapitalizmu”. Miało to oznaczać osiągnięcie politycznego konsensu między światem pracy i biznesem, który umożliwił usunięcie przeszkód politycznych i przyjęcie za cel osiągnięcie pełnego zatrudnienia za pomocą aktywnej polityki państwa. Kalecki mógł sądzić, że „reforma przełomowa” stała się realnym faktem. Jednakże to, co się stało w następnym okresie, pokazało, że nawet jeśli to zostało wprowadzone w życie, to uległo odwróceniu.
Zwycięstwo neoliberalizmu
Pod koniec lat siedemdziesiątych tendencje inflacyjne napędzane przez kryzys naftowy spowodowały przejście do restrykcyjnej polityki pieniężnej. Obawy przed deficytami budżetowymi wykluczyły stosowanie aktywnej polityki fiskalnej jak również wszelką myśl o popieraniu popytu.
W ten sposób wyłoniło się na nowo ograniczenie polityczne. Przywrócone zostało ukierunkowanie polityki makroekonomicznej na dawne koncepcje liberalizmu rynkowego, ograniczonej roli państwa i stabilizacji finansowej. Podstawowa rola została przyznana bankom centralnym, które miały sprawować kontrolę nad podażą pieniądza i hamować inflację. Wzrost i zatrudnienie utraciły swoją rolę najważniejszych celów polityki.
Przez około 25 lat ta neoliberalna ideologia dominowała w świecie gospodarki rynkowej. Przyniosła wyraźnie ujemne skutki. W rezultacie, dzisiejszy stan gospodarki światowej nie daje wiele powodów do optymizmu jeśli chodzi o przyszłość.
Globalizacja, po której oczekiwano, że będzie podnosić ogólny dobrobyt dzięki liberalizacji handlu i przepływów kapitału, sprawiła żałosny zawód. Zamiast pobudzania wzrostu gospodarczego i trwałego rozwoju, swoboda międzynarodowych ruchów kapitału przyniosła destabilizację finansową, szereg kryzysów finansowych i ogólne osłabienie działalności gospodarczej.
Bezrobocie jest wysokie i wzrasta zarówno w krajach rozwiniętych jak i rozwijających się. Duże obszary globu nie mogą znaleźć wyjścia ze skrajnej nędzy. Przepaść między krajami bogatymi i biednymi rozszerza się, aczkolwiek imponujące osiągnięcia gospodarcze Chin zamazują wyrazistość tego ogólnego obrazu. Ale nawet w krajach wysoko rozwiniętych nierówności dochodów pogłębiają się i zagrażają spójności społeczeństw. Najwidoczniej pojawia się potrzeba znalezienia nowych rozwiązań instytucjonalnych i politycznych, które by pogodziły siłę napędową konkurencji rynkowej z niepokojącymi problemami społecznymi, poszerzonymi obecnie przez problemy ekologiczne. Można to uznać za najważniejsze wyzwanie dla ludzkiej wspólnoty.
W czasie, gdy powstawała (lub odradzała się) doktryna neoliberalna, mogła ona być uzasadniona przez fakt, iż problemem, przed którym stanął świat w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, była raczej inflacja niż niedostatek popytu. Ale w końcu sytuacja ta uległa zmianie. Zagrożeniem na dzień dzisiejszy nie jest już inflacja lecz deflacja. To zaś ponownie stawia idee Keynesa i Kaleckiego w centralnym punkcie.
Jest paradoksem, że w kołach finansowych nadal utrzymują się wpływy doktryny neoliberalnej. Pomimo tego, co dzieje się w gospodarce światowej, kwestia bezrobocia przykuwa na sobie w tych kołach mniej uwagi niż problem inflacji. Główny nacisk polityki kładzie się w nich na hamowanie inflacji i zmniejszanie deficytów budżetowych. Ważnym przykładem tego, wymienianym w niniejszej książce, jest traktat z Maastricht, w którym wśród postulowanych założeń politycznych brak jest wskaźników bezrobocia.
Takie nastawienie polityki wskazuje na poważny rozdźwięk między realnymi faktami a stosowanymi w niej metodami. Można to chyba częściowo tłumaczyć obawą przed odejściem od doktryny zrodzonej w późnych latach siedemdziesiątych, częściowo zaś brakiem zaufania do możliwości zwalczania bezrobocia w warunkach, gdy wykazuje ono tendencję do wzrostu.
Może również wchodzić w rachubę fakt, iż w odróżnieniu od inflacji, bezrobocie nie dotyka bezpośrednio decydentów, którzy na skutek tego są mniej uczuleni na jego konsekwencje.
Idea Kaleckiego dzisiaj
Jednakże zmiana polityki jest nagląco potrzebna. Wyłania się kwestia, jak dalece możliwe jest dzisiaj przywrócenie podstawowych cech charakteryzujących ów „złoty wiek”. Czy możliwe jest projektowanie polityki opartej na teoriach Keynesa i Kaleckiego w zmienionych w istotnym stopniu warunkach, włącznie z instytucjonalną nadbudową dzisiejszego systemu rynkowego? Trudno jest nie ulec pokusie rozważenia tego problemu w kategoriach przywołania marzenia Kaleckiego o „przełomowej reformie kapitalizmu” jako szeroko pojętej ugodzie społeczno-politycznej w odniesieniu do celów i głównych narzędzi polityki rozwoju gospodarczego.
Trzeba jednak uznać fakt, iż bezpośrednia aktualność idei Kaleckiego uległa ograniczeniom przez to, że w ciągu kilku minionych dziesięcioleci zmieniły się w istotnym stopniu sposoby funkcjonowania systemu rynkowego, charakter konkurencji, organizacja procesów produkcyjnych jak też jego nadbudowa instytucjonalna. Żeby można było stosować w praktyce obecne metody polityki, trzeba je dostosować do tych nowych warunków.
W epoce nowej cywilizacji informatycznej, rozwój gospodarczy w krajach zaawansowanych jest napędzany raczej przez innowacje niż przez inwestycje (Porter 1990). Jakkolwiek Kalecki uznawał rolę innowacji jako jedną z sił napędowych postępu gospodarczego, to jednak traktował je jako czynnik egzogeniczny w stosunku do mechanizmu rynkowego. Tymczasem dzisiaj stały się one jego w pełni endogenicznym i trwale działającym składnikiem.
Również istota pojęcia inwestycji stała się czymś zupełnie różnym od tego, co zwykło się przez nie rozumieć. Inwestycje oznaczają dzisiaj głównie nakłady na oświatę i badania naukowe, które stanowią podstawę procesów innowacyjnych. Wszystko to musiało wpłynąć w istotnym stopniu na zmiany w postawach i politykach przedsiębiorstw jak również rządów państw.
Bardzo ważnym nowym czynnikiem jest wielce poszerzona rola rynków finansowych w gospodarce światowej w wyniku przeprowadzonej na szeroką skalę liberalizacji przepływów kapitału. Wpływ liberalizacji finansowej na wzrost gospodarczy w świecie, według początkowych oczekiwań wysoce pozytywny, okazał się czymś wręcz przeciwnym. Niestabilność rynków finansowych sprawiła, że zarówno rządy jak i prywatny biznes stały się bardziej uczulone na ryzyko i skłonne do zmiany swoich funkcji celu przez zastąpienie wzrostu gospodarczego stabilnością pieniądza, która w końcowym efekcie doprowadziła do spadku tempa wzrostu.
Swoboda ruchów kapitału powoduje, że niemożliwe jest koordynowanie polityki pieniężnej i fiskalnej, a przez to również ich wykorzystanie do pobudzania efektywnego popytu. Wiodąca rola została przypisana polityce pieniężnej w celu zapobiegania inflacji i stabilizacji kursu walutowego, aby w ten sposób zabezpieczyć gospodarkę przed ucieczką kapitału. Rezultaty tego okazały się jednak dalekie od zadowalających.
Ponawiane są wciąż wezwania o podjęcie działań na płaszczyźnie międzynarodowej w celu stworzenia nowego światowego systemu monetarnego. Jeden z uznanych autorytetów w sprawach rynków finansowych reprezentuje sprecyzowany pogląd, że dyscyplina rynku nie może już dłużej pozostawać wyłącznym celem, lecz wymaga uzupełnienia przez politykę władz publicznych zmierzającą do utrzymania stabilności na rynkach finansowych (Soros 1998, s.176)
„Przełomowa reforma” aktualna
Na tym tle nie jest niespodzianką, że trudno jest dać zadowalającą odpowiedź na pytanie, jak dalece w tak zmienionym systemie instytucjonalnym można wykorzystać zalecenia Kaleckiego. Problem pozostaje otwarty i zachęca do dalszej dyskusji. Jedynie sposób podstawowego podejścia wydaje się jasny. Potrzebna jest orientacja polityki w kierunku wzrostu gospodarczego i wysokiego poziomu zatrudnienia, a nie na tłumienie działalności gospodarczej przez przyznanie najwyższego priorytetu stabilizacji finansowej i walce z inflacją.
Do osiągnięcia tych celów w nowych warunkach instytucjonalnych potrzebna jest aktywna rola demokratycznych rządów w podtrzymywaniu mechanizmu rynkowego, zarówno na płaszczyźnie wewnętrznej jak i międzynarodowej. Ostatecznych rozwiązań należy szukać w formie kontraktowej, do czego jako przewodnik służyć może idea „przełomowej reformy”.
Kaleckiego poszukiwania środków leczenie chorób systemu kapitalistycznego doprowadziły go w końcu do znalezienia odpowiedzi w logice długookresowego centralnego planowania gospodarczego. Był on aż nadto świadomy zagrożeń autokratycznych i dlatego wysuwał koncepcję centralnego planowania demokratycznego, opartego na współpracy planistów „z góry” i organizacjami pracowniczymi „z dołu”. Jednakże aktualna forma tego rodzaju współpracy pozostawała w sferze wirtualnej i trudno jest dzisiaj rozpatrywać ją inaczej niż w kategoriach atrakcyjnej utopii.
Jednocześnie należy brać pod uwagę negatywne doświadczenia z nadmiernym wtrącaniem się państwa do gospodarki. Centralne planowanie oparte na własności państwowej nie zdało egzaminu jako system gospodarczy, ponieważ okazało się bezsilne w sferze postępu technologicznego i nie spełniło swej roli jako system polityczny, ponieważ posłużyło za fundament dla niedopuszczalnego autokratyzmu.
Konkurencja rynkowa okazała się niedoścignionym i najefektywniejszym, spośród znanych, mechanizmem alokacji zasobów i nie należy oczekiwać, ani dopuścić do tego, aby państwo zastąpiło mechanizm rynku w pełnieniu którejkolwiek z jego podstawowych funkcji. Aktywna rola państwa powinna polegać wyłącznie na pośrednim oddziaływaniu na funkcjonowanie systemu rynkowego za pomocą polityki makroekonomicznej i jej odpowiednich narzędzi w celu tworzenia zabezpieczeń przed niepełnym wykorzystywaniem zasobów i niesprawiedliwym podziałem dochodu.
Taką rolę rząd może spełniać tylko w systemie demokratycznym.
System wolnorynkowy w dzisiejszych czasach niesłusznie jest nazywany liberalnym, ponieważ nie można z powodzeniem osiągać głównych celów liberalizmu w społeczeństwie dręczonym przez masowe bezrobocie, nędzę i marginalizację dużych części społeczeństwa.
Częścią spuścizny Kaleckiego, która wydaje się być najbardziej aktualna dla dzisiejszych problemów, jest jego wkład do teorii rozwoju gospodarczego. Jego teoria wzrostu zachowuje swoją ważność w odniesieniu do gospodarek o nieograniczonej podaży siły roboczej. Również zachowują swoja ważność jego obserwacje dotyczące ograniczeń politycznych i instytucjonalnych na drodze do uprzemysłowieniu krajów słabiej rozwiniętych. Nadal aktualnym pozostaje taż traktowanie przezeń podaży żywności jako czynnika ograniczającego rozwój gospodarczy.
Istnieje duże podobieństwo w historii krajów rozwijających się do tego, co powiedziano o „złotym wieku” w krajach zaawansowanych. Do roku 1980 panowało ogólne poparcie dla polityki uprzemysłowienia opartej na inwestycjach publicznych oraz ochronie za pomocą taryf celnych i środków kontroli administracyjnej. Był to okres stosunkowo wysokiego tempa wzrostu na wielu obszarach, zwłaszcza Ameryki Łacińskiej, a nawet Afryki. Jednakże po roku 1980 nastąpiło ogólne osłabienie wzrostu, a nawet spadek dochodu.
W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych niemal powszechnie przyjęta została nowa linia polityki, zwana „konsensem waszyngtońskim” z liberalizacją handlu, prywatyzacją przedsiębiorstw stanowiących własność państwa, stabilizacją finansową i ograniczaniem inflacji jako jej głównymi celami. Jej wyniki okazały się pod wszelkimi względami negatywne. Neoliberalizm doprowadził do powiększenia nierówności dochodów i wzrostu ubóstwa. Jasne okazało się, że jeśli ma się osiągnąć zmniejszenie ubóstwa, to należy odejść od polityki narzuconej przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy na rzecz celowej polityki popierania zatrudnienia i wzrostu gospodarczego.
Sprawy pominięte a dziś ważne
Jednym z poważnych problemów, którym nie zajęła się teoria Kaleckiego, a z którym mają do czynienia obecnie kraje rozwijające się (jak również gospodarki objęte transformacją systemową), okazał się fakt, iż trudno jest stosować środki pobudzania popytu w warunkach rosnącej penetracji importu, charakterystycznej dla wielu słabych gospodarek o niskiej konkurencyjności. Nie można przy pomocy takich środków osiągnąć poprawy na odcinku zatrudnienia, ponieważ przyrost ogólnego popytu, zamiast przyczyniać się do wzrostu krajowej produkcji i zatrudnienia, prowadzi do wzrostu importu i w końcowym rachunku do wzrostu deficytu bieżącego bilansu handlowego.
W bardziej ogólnych kategoriach można powiedzieć, że dla kraju rozwijającego się import jest potrzebny dla umożliwienia wzrostu produktu krajowego brutto. Z tym wiąże się jednak problem zdolności płatniczej. Występuje zatem potrzeba przypływów kapitału zagranicznego. Wydaje się jednak, że - poza nielicznymi wyjątkami - ogólną tendencją dopływu kapitału zagranicznego są przyrosty importu i spadki łącznego popytu. Jak wykazało doświadczenie, może to łatwo prowadzić do „pułapki zadłużenia”, gdy dług zagraniczny przewyższy możliwości jego obsługi.
Przykładem gospodarki z wysokim bezrobociem i poważną nadwyżka importu oraz rosnącym deficytem bieżącego bilansu handlowego była Polska w latach 1996-2001. Przy orientacji popytu krajowego nastawionej raczej na wzrost importu niż na produkty krajowe, deficyt handlowy a wraz z nim deficyt bieżącego bilansu płatniczego wykazuje wrodzoną tendencję do wzrostu.
Kilkadziesiąt lat wcześniej problem bilansu płatniczego można było rozwiązywać wprowadzając ograniczenia ilościowe importu. Dzisiaj, wobec zobowiązań międzynarodowych w ramach Światowej Organizacji Handlu jest to niedopuszczalne. Nie ma zatem żadnej widocznej drogi do uniknięcia wzrostu bezrobocia, tak iż recepta Kaleckiego nie może pomóc w tej sytuacji. Wynika z tego przesłanie, że tylko rzeczywiście konkurencyjne gospodarki mogą podejmować politykę dotyczącą strony popytowej.
Może można wyrazić nadzieję, że w nadchodzącej przyszłości światowa nauka ekonomii będzie ewoluować w kierunku ponownego przyswojenia sobie idei Michała Kaleckiego i ponownego ich stosowania – w unowocześnionej postaci – w praktyce polityczno-gospodarczej.
Zdzisław Sadowski
Od red. Powyższy tekst jest fragmentem książki Zdzisława Sadowskiego i Adama Szeworskiego – Kalecki’s Economics Today. Śródtytuły i wytłuszczenia pochodzą od redakcji.
Debata na temat myśli ekonomicznej Kaleckiego odbyła się 2.12.14 w Polskim Towarzystwie Ekonomicznym. Więcej - http://www.pte.pl/
O M. Kaleckim powstał też film w reżyserii Krzysztofa Miklaszewskiego – Kalecki. Geniusz zapomniany -
http://wddw.pl/index.php/kalecki-geniusz-zapomniany

