Informacje (el)
- Autor: lb
- Odsłon: 4847
- Autor: al
- Odsłon: 3823
Instytut Nauk Ekonomicznych PAN przedstawił 24.04.13 kolejny (22) raport dotyczący prognoz i opinii odnośnie gospodarki Polski. Jak prognozuje zespół przygotowujący raport, po kiepskim roku 2012, w tym roku tempo wzrostu gospodarczego wyniesie ok. 1,5%, zaś stopa bezrobocia sięgnie 14%.
W dyskusji dotyczącej raportu, jego autorzy przyznali, że nie oczekiwali tak wielkiego załamania konsumpcji w 2012 roku (dynamika płac realnych spadła do zera, a PKB wyniósł 0,1% - jak w 2008). W Polsce zastosowano najsilniejsze w Europie zacieśnienie fiskalne (podobnie jak w Grecji, Irlandii i Hiszpanii), co przełożyło się m. in. na spadek inwestycji (stały trend) i spożycia indywidualnego (które jednakże powinno zacząć rosnąć). Niestety, niepokojąco trwałe jest bezrobocie.
Czy wyczerpały się czynniki szybkiego wzrostu polskiej gospodarki? Na to kluczowe pytanie starali się odpowiedzieć zarówno autorzy raportu, jak i zaproszeni goście. W wyniku niezłego tempa wzrostu gospodarczego w latach 2004-2008 udało się zmniejszyć lukę rozwojową dzielącą Polskę od reszty państw UE, zwłaszcza zmniejszyć bezrobocie. Obecnie od 4 lat bezrobocie rośnie i nie wiadomo, czy jest to zjawisko trwałe i czy będzie się zwiększać.
Prof. Małgorzata Zalewska z NBP wskazywała, że coraz większy wpływ na to, co się dzieje w Polsce mają warunki międzynarodowe, a problemem najważniejszym jest nie tylko bezrobocie, ale i to, czy polska gospodarka stanie się innowacyjna.
Z kolei prof. Jerzy Kleer z Komitetu Prognoz Polska 2000 plus zwrócił uwagę, że wzrost gospodarczy automatycznie nie przekłada się na dobrobyt ludzi, ważny jest też kulturowy system. W przeszłości wzrost gospodarczy Polski i innowacyjność gospodarki wynikały z procesów imitacyjnych (dopływ kapitału zagranicznego) oraz mało innowacyjnego eksportu, ale w ostatnich 20 latach nie zrobiono nic dla zapewnienia długofalowego wzrostu. (Problem są ciągle małe nakłady na B+R w sektorze publicznym i w przedsiębiorstwach*).
Wskutek tego, w najbliższych latach Polska będzie mieć najprawdopodobniej jeden z najniższych wskaźników wzrostu gospodarczego, gdyż nie będzie dużego napływu kapitału zewnętrznego, będą rosnąć koszty pracy, utrzyma się kiepski stan infrastruktury (co odstraszy inwestorów) i wielkie zróżnicowanie dochodowe (współczynnik Giniego sytuuje Polskę w UE na drugim miejscu od końca), będą też maleć bodźce wewnętrzne dla eksportu.
W sumie – mamy źle zarządzane państwo oraz daleko posuniętą komercjalizację dóbr publicznych, co powoduje rozbicie spoistości społeczeństwa. Pod względem cywilizacyjnym cofnęliśmy się w stosunku do państw UE.
W dyskusji przeważały głosy pesymistyczne odnośnie wzrostu gospodarczego Polski. Np. prof. Tadeusz Baczko stwierdził, iż raport dotyczący B+R dobitnie pokazuje, iż spadliśmy na pozycje państw, którym ziemia usuwa się spod nóg.
Ciekawa też była wymiana zdań między prof. Włodzimierzem Bojarskim a prof. M. Zalewską dotycząca roli zagranicznych banków w Polsce (65% banków w Polsce to banki zagraniczne). Prof. Bojarski zauważył, iż sektor bankowy w Polsce nie oznacza, że dysponuje on polskimi pieniędzmi dla pobudzania polskiej gospodarki, na co prof. Zalewska stwierdziła, iż po pierwsze, rozluźnianie polityki pieniężnej nie musi przekładać się na rozwój technologiczny i wzrost gospodarczy. Po drugie, polonizacja banków nie znajduje podatnego gruntu chociażby z tego powodu, iż obecnie finansują one 20% naszych kredytów. Ponadto, udział kapitału zagranicznego w sektorze bankowym powoduje, że decyzyjność przenoszona jest z krajowej na europejską, co sprzyja dalszej integracji Polski z UE. (al)
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 255
W Fortune Journals ukazała się analiza dotycząca sposobów, jakich kartel szczepionkowy używał, aby podtrzymać swoją fałszywą narrację o „uratowanych milionach istnień ludzkich” korzystając z modeli komputerowych, fałszywych założeń i cenzury.
Obawy dotyczące potencjalnych szkód związanych ze szczepionkami przeciwko COVID-19 często spotykają się z powszechnym twierdzeniem, że szczepionki uratowały miliony istnień ludzkich. Niedawne przesłuchanie w Senacie USA w sprawie bezpieczeństwa szczepionek (21 maja 2025 r.) rozpoczęło się nawet od deklaracji, że „nie ma naukowych wątpliwości co do tego faktu”.
W artykule opisującym wyniki badań pokazano krok po kroku ocenę empirycznych podstaw tego twierdzenia, opierając się na wcześniejszych, kompleksowych badaniach autorów (Yaakov Ophir, Yaffa Shir-Raz, Shay Zakov, Raphael Lataster, Peter A. McCullough)
Krok 1 analizuje modele matematyczne leżące u podstaw twierdzenia o „milionach uratowanych”, w tym ten cytowany podczas przesłuchania w Senacie.
Krok 2 powraca do upadku pierwotnej narracji dotyczącej skuteczności szczepionek w zapobieganiu zakażeniom i ich przenoszeniu, która stanowiła kamień węgielny masowej kampanii szczepień.
Krok 3 analizuje zrewidowane uzasadnienie, które nastąpiło później: twierdzenie, że szczepionki nadal chronią przed ciężkim przebiegiem choroby i śmiercią. Ten krok opiera się na danych z badań randomizowanych (3.1), badań obserwacyjnych (3.2) oraz oficjalnych paneli informacyjnych zdrowia publicznego (3.3).
Podsumowując, analiza ta pokazuje, że narracja o „milionach oszczędzonych” nie ma uzasadnienia empirycznego. Aby zrozumieć, jak taka niepotwierdzona narracja mogła się wyłonić i zdominować,
w kroku 4. prześledzono bezpośrednie mechanizmy stojące za jej powstaniem:
wady metodologiczne (4.1),
przeinaczenie i błędna interpretacja wyników (4.2, 4.3) oraz
tłumienie głosów sprzeciwu (4.4).
Koncentrując się na przejściowych sygnałach sukcesu, ignorując obawy dotyczące skuteczności i bezpieczeństwa, kruche twierdzenie wydaje się utrwalać w powszechnie akceptowane przekonanie, które ukształtowało globalną politykę zdrowotną.
Autorzy: Yaakov Ophir, Yaffa Shir-Raz, Shay Zakov, Raphael Lataster, Peter A. McCullough
Za: https://www.fortunejournals.com/abstract/a-stepbystep-evaluation-of-the-claim-that-covid19-vaccines-saved-millions-of-lives-6254.html
a także:
https://www.vigilantfox.com/p/new-peer-reviewed-study-obliterates
- Autor: Barbara Janiszewska
- Odsłon: 3566
Zastanawiają się nad tym również polscy ekonomiści. Aktualnym tendencjom zmian w teorii ekonomii i polityce gospodarczej była poświęcona debata (3.03.16) w Polskim Towarzystwie Ekonomicznym. Prof. Marian Guzek (Uczelnia Łazarskiego) przedstawił warunki reform ustrojowych, a prof. Andrzej Matysiak (Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu) - koncepcje równowagi gospodarczej.
Według prof. Guzka, „Dominującą, długotrwałą tendencją zmian systemowych w teorii ekonomii i polityce gospodarczej jest deetatyzacja w drodze ograniczania ilości i zakresu funkcji państwa, co determinuje warunki refom ustrojowych”. Mówił o coraz szerszym włączaniu do doktryny neoliberalizmu elementów libertarianizmu (związanych głównie z regułą państwa minimum), gdyż neoliberalizm wraz z jego kryzysogenną terapią antykryzysową utrudnia zasadnicze reformy ustrojowe.
Na potwierdzenie swojej tezy przytoczył tekst z Foreign Affairs z czerwca 2015 roku („Nacjonalizacja Polski i Europy”), w którym przedstawiono analizę dotyczącą zmian ustrojowych w Europie. „Najpierw Rosja, następnie Węgry przyjęły nacjonalistyczny etatyzm i zerwały z polityką wolnorynkową, która była realizowana przez ostatnie dwadzieścia lat. Teraz Polska – jedna z sześciu największych gospodarek Unii Europejskiej – wydaje się gotowa do wstąpienia na tę ścieżkę”.
Według analityków z Foreign Affairs, związek zastosowań neoliberalizmu z polityką wolnorynkową w Europie spowodował, że „Europa Wschodnia zacznie być postrzegana jako region, który poznał granice neoliberalizmu. Biorąc pod uwagę niezwykłe doświadczenia tych krajów, zarówno z komunizmem, jak i reformami rynkowymi, można sądzić, że skłoni to inne państwa do podążania drogą etatyzmu”.
Zacytował też opinię prof. Magdaleny Środy odnośnie państwa. „Faktem jest, że z państwem zawsze mieliśmy kłopot: albo go nie było, albo należało do obcych (faszystów, komunistów), albo było marginalizowane czy wręcz pożerane przez neoliberalnego potwora, bo od 1989 roku niemal każdy rząd absolutyzował zasady gospodarki rynkowej, ograniczając rolę państwa do roli zakompleksionego stróża”. (GW, 3.02.2016)
W bardzo ożywionej dyskusji padały dość ciężkie oskarżenia pod adresem ekonomii. Stwierdzano, że „ekonomia nie drgnęła od 100 lat”, że trzeba „rozbić lustro ekonomii”. Według prof. Jerzego Osiatyńskiego, „zbyt mało jest dyskusji na temat zmiany obowiązujących paradygmatów, ale trzeba być bardzo ostrożnym, mówiąc o alternatywie. Precyzować, czy mówimy np. o keynesizmie z 1936 roku (uważanym za „zbękarcony”), czy o neokeynsizmie lub postkeynesizmie”. Prof. Paweł Bożyk mówił o dominacji we współczesnym świecie korporacji i kapitału spekulacyjnego. Uważa, że z tym nie poradzi sobie nikt w sytuacji, gdy „ekonomia broni starego porządku”. Tylko te dwie opinie świadczą o tym, z jakimi dylematami zmaga się współczesna ekonomia.
Dyskutanci zgodzili się , że nadal zmienność i złożoność zjawisk ekonomicznych są równoznaczne z ograniczonymi możliwościami empirycznej weryfikacji koncepcji teoretycznych. W zbiorze fundamentalnych zasad klasycznej ekonomii najważniejsze były słowa-klucze, m.in. rynek, transakcja, konkurencja, producent, konsument, samoregulacja, racjonalność. Jednym z najważniejszych praw było prawo popytu i podaży. W dzisiejszej rzeczywistości pojawiają się nowe, często niezrozumiałe (zwłaszcza dla przeciętnego zjadacza chleba, ale także niektórych ekonomistów), na przykład: rynek derywatów i wirtualnych walut. I nadal mamy do czynienia z współistnieniem różnych modeli odwołujących się do różnych paradygmatów.
Prof. Matysiak przytoczył wiele opinii słynnych ludzi, które znakomicie odzwierciedlają sytuację w dzisiejszym świecie szalejących kryzysów, np. Antonia Gramsi’ego, że „kryzys ma miejsce wtedy, kiedy stare nie umarło, a nowe nie chce się narodzić”. Koresponduje z tą opinią zdanie Alberta Einsteina: „Są problemy, których nie możemy rozwiązać, jeśli zachowujemy ten sam sposób myślenia, który je spowodował”.
Profesor Matysiak stwierdził, że paradygmaty w naukach ekonomicznych są podobne, a „standardowa” ekonomia „zamyka się w idealnym systemie, który należy do świata idei, nie troszcząc się o kompatybilność z praktykami opisywanymi przez inne dyscypliny. Sprawia to, że poniekąd „porusza się na jałowym biegu”. I powołuje się na Gilberta Rista, który mówi, że „nie ekonomiczne” nauki społeczne pozwalają lepiej poznać (a niekiedy nawet przewidzieć) ludzkie zachowania niż wszystkie modele wymyślone przez ekonomistów”.
O tym także mówili uczestnicy debaty, często popierając tezę Akerlofa i Shillera, że „nie ma mowy o prawdziwym zrozumieniu istotnych wydarzeń w gospodarce bez uświadomienia sobie faktu, że ich przyczyny w dużym stopniu mają podłoże psychiczne”.
Tę prawidłowość zauważył i sformułował dość dawno J. M. Keynes. „Idee ogłoszone przez ekonomistów oraz myślicieli politycznych bez względu na to, czy słuszne, czy błędne, mają większą siłę niż się powszechnie przypuszcza. W rzeczywistości to one właśnie rządzą światem”.
Prof. Matysiak , który przedstawiał koncepcje równowagi gospodarczej mówił, że mamy do czynienia nie z kryzysem w nauce, ale kryzysem makroekonomii. „Nikt nie wygra z rynkiem, ale imperatywem, obowiązującym w każdym systemie jest wzrost gospodarczy”. Dlatego myśląc o nowym paradygmacie rozwoju społeczno-gospodarczego nie można zapominać, że:
- potrzeby ludzkie są ograniczone w przeciwieństwie do pragnień, - niektóre zasoby są ograniczone bezwzględnie, - zmiany klimatyczne nie mają charakteru linearnego, - równowaga społeczna jest determinowana przez podział dochodu narodowego między pracę i kapitał, - państwo długu publicznego nie zapewnia w długim okresie równowagi społecznej, - rosnąca produktywność pracy jest zagrożeniem rozwoju zrównoważonego.
Propozycje mogą budzić kontrowersje i opory przed akceptacją. Jednak warto się nad nimi zastanowić, żeby nie było potrzeby zmiany maksymy: ignorantia iuris nocet (nieznajomość prawa szkodzi) na: nieznajomość zjawisk ekonomicznych szkodzi. Barbara Janiszewska

