banner


Od kilku dekad dyskusja na temat strategii oraz jej planowania jest wysoce sformalizowana i zinstytucjonalizowana. Jej militarny kontekst traktuje się jako oddzielną działalność. Ta metodologia znacznie różni się od podejścia sprzed XIX wieku – wówczas strategia (przynajmniej w jej wojskowym ujęciu) była w najlepszym razie ograniczona i spontaniczna. Brakowało w niej dobrze rozwiniętej struktury i doktryny, która pasowałaby do empirycznego procesu nauki i formułowania idei.

Weźmy na przykład wojnę o niepodległość Stanów Zjednoczonych (1775–1783). Brytyjska strategia walki przeciwko rewolucjonistom sprowadzała się do spontanicznych decyzji dowódców polowych, nie było natomiast z góry założonej polityki rządu czy rozporządzeń ministra kolonii, lorda George’a Germaina, choć strategia należała do jego prerogatyw, a sam był emerytowanym generałem, doświadczonym w walce z powstańcami.
Nie oznacza to jednak, że strategia była z gruntu nieprzydatna.

Dobrym przykładem jest chrześcijańska Europa, zwana również „Zachodem”. Peter Wilson, specjalista od niemieckiej historii wojskowej, twierdzi, że pierwowzory sztabów generalnych narodziły się podczas wojny trzydziestoletniej (1618–1648), aby wspierać dowódców polowych i utrzymywać kontakt z politycznymi centrami. Członkowie tych niby sztabów początkowo rekrutowali się spośród adiutantów generała opłacanych z jego kiesy, ale nie było ich wielu, nie należeli także do specjalnie kompetentnych. Dlatego też stosowanie względem nich terminu „sztab generalny" może czytelnika mocno zmylić, zwłaszcza w porównaniu z instytucją, która narodziła się w XIX wieku.

Inne epizody również doczekały się uwagi ze strony badaczy. Niejeden ekspert twierdzi, że podczas wojny siedmioletniej (1756–1763) walcząca z Prusami Austria pod przywództwem marszałka polnego Franza Moritza von Lacy’ego stworzyła protosztab generalny. Ten argument spycha wojnę trzydziestoletnią w cień, a przynajmniej sugeruje proces stopniowego rozwoju. Logistyka, kluczowy element planowania kampanii wojskowych w obu stuleciach, z całą pewnością wymagała udziału sztabowców.

Henry Lloyd (około 1729–1783), weteran wojny siedmioletniej, w swojej książce History of the Late War in Germany wygłosił następującą uwagę: „…wszyscy są zgodni, że wojna jest najtrudniejszą ze sztuk; niewyjaśnionym paradoksem ludzkiego umysłu jest jednak to, że parający się nią nie próbują zgłębić swej profesji. Zdają się twierdzić, że znajomość kilku nieistotnych błahostek wystarczy, aby uczynić z nich wybitnych oficerów”. Lloyd ma dużo racji, jeśli chodzi o formalne wykształcenie. Nie docenia jednak nauki praktycznej poprzez naśladowanie ekspertów, zdobywanie doświadczenia oraz dyskusję. Dotyczy to nie tylko kwestii szkolenia, lecz także sfery publicznej. Na przykład w pamfletach i gazetach publikowano debaty na temat konkretnych operacji wojskowych – ich sensowności zarówno na poziomie koncepcyjnym, jak i wykonawczym.

Przez znakomitą większość historii edukacja wojskowa i praktyka dowodzenia miały ograniczony charakter instytucjonalny. Utrudniło to przekucie ogólnej kultury strategicznej w system metodycznego planowania. Z drugiej strony brak mechanizmu umożliwiającego tworzenie i rozpowszechnianie strategicznej mądrości instytucjonalnej mógł sprawić, że ogólne założenia i normy (czyli kultura strategiczna) były skuteczniejsze i powszechniej uznawane za normę. Wspomniany pakiet założeń i norm wywierał wpływ zarówno na myślicieli, jak i na decydentów, którzy z kolei przekazywali go z pokolenia na pokolenie. W praktyce twarde rozróżnienie między kulturą strategiczną a strategią właściwą nie jest szczególnie przydatne, ale pomaga uchwycić odmienny rozkład akcentów.

Argumenty i rola teoretyków wojskowości (nieważne, czy podążają śladem Lloyda, Clausewitza, Jominiego, Mahana, Douheta, Fullera, albo Liddella Harta) przyciągają uwagę intelektualistów bez względu na to, czy ci drudzy służyli w armii czy też nie. Mowa zwłaszcza o członkach kadry akademickiej, którzy badają sprawy wojskowe i próbują ocenić wojnę w sposób czysto intelektualny. Szczególnie wyraźnie to widać w przypadku skupienia się na Clausewitzu, wciąż uznawanym przez wielu za jednego z ojców najpierw pruskich, a potem niemieckich sukesów na polu bitwy. Wybitny teoretyk przedstawił też w swoich dziełach analizę efektywności państw historycznych oraz innych myślicieli, starając się uchwycić kluczowe cechy wojny jako takiej. W praktyce tego rodzaju myśliciele nie odegrali jednak większej roli, co najwyżej podsumowywali ogólne frazesy i współczesne im obowiązujące poglądy, do pewnego stopnia dowodząc ich słuszności.

Szczególnie ciekawy jest tu przypadek Chin, które przed XIX wiekiem wytworzyły bogatą literaturę na temat wojny, choć niewiele jest dowodów na to, że wykorzystywano ją w celach praktycznych. Cesarz Kangxi (panujący w latach 1662–1723) odniósł znacznie większe sukcesy wojskowe niż współczesny mu Ludwik XIV (czy nawet później Napoleon), ale podobno potępił rodzimą klasykę wojskowości, na przykład dzieła Sun Zi, jako bezwartościową. W rezultacie wzmianki o tych pismach w chińskich dokumentach wojskowych należą do rzadkości.Mimo to cesarz sprostał wszystkim poważnym wyzwaniom, z którymi musiał się mierzyć na froncie krajowym i zagranicznym. Same Chiny mają też długą tradycję praktykowania strategii. Relatywny brak wzmianek o ściśle wojskowych myślicielach jest dostrzegalny również w innych państwach, nawet w Prusach, czyli w ojczyźnie Clausewitza.

Teoretyków można również z powodzeniem prezentować jako przedstawicieli retoryki władzy, która bywa znacznie ważniejsza niż czysta analiza. W tym ujęciu strategii nastroje w kraju, polityka lokalna i poparcie polityków odgrywają w definiowaniu interesów oraz formułowaniu i implementacji strategii rolę co najmniej równie istotną jak czysto wojskowe zasoby. W kontekście wojny z terroryzmem (2001–2021) próba zjednania sobie muzułmańskiej ludności zamieszkującej kraje zagrożone islamistycznym terrorem jest tak samo istotna jak walka z terrorystami. Odstraszanie (deterrence) to element obu tych zjawisk.

Warto też zwrócić uwagę na podręcznik Państwa Islamskiego (rzekomo napisany w 2014 roku), który zawiera plan stworzenia scentralizowanego, samowystarczalnego państwa. Uwzględniono w nim powołanie armii, budowę szkół wojskowych mających szkolić nowe pokolenie bojowników oraz stworzenie ministerstw ochrony zdrowia, edukacji, propagandy i zarządzania zasobami. Ten szeroko zakrojony plan był twórczym rozwinięciem rewolucyjnych strategii sformułowanych w XX wieku, zwłaszcza „metod walki narodowowyzwoleńczej”.

Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że w historii strategii podstawowym budulcem analizy jest czyn, a nie słowo. Nacisk na działanie ułatwia porównania między różnymi okresami, miejscami i kulturami. Nie należy mylić braku sformalizowanej terminologii związanej ze strategią z brakiem świadomości strategicznej. Warto też pamiętać, że nie wszystkie dyskusje na ten temat łączą się w klarowną całość – działania graczy często wynikają z ograniczonego planowania, a dowody bywają wyrwane z kontekstu i niejednoznaczne. W takim układzie analityka może kusić perspektywa fałszywej spójności, którą należy jednak odrzucić. Z tego samego powodu niełatwo porównać sytuację danego państwa w konkretnym okresie historycznym z innymi krajami bez względu na to, czy mówimy o tej samej epoce.

W tym przypadku historykom trudno wykrzesać z siebie entuzjazm, którym tryskają socjologowie. Zadanie, przed którym stoją, uosabia wszystkie problemy związane z próbą stworzenia „strategicznej teorii wszystkiego”. Jeśli mimo to dążymy do sformułowania wąskiej definicji, należy zachować należytą ostrożność. Do tej pory nikt nie rozebrał strategii i polityki państwowej na czynniki pierwsze, głównie ze względu na brak instytucji, których wyłącznym zadaniem byłoby formułowanie i implementacja strategii, oraz z powodu właściwej politykom, rządom i komentatorom skłonności do wrzucania strategii i polityki do jednego worka.
Jeremy Black


Jest to fragment książki Wielkie strategie wojskowe Jeremy’ego Blacka, której recenzję zamieszczamy w tym numerze.