Dla wielu na wskroś zachodnich polityków jednym z najwyższych zagrożeń współczesnych jest dezinformacja. Mieści się ona w triadzie zła, które zdradziecko czyha na europejskie wartości. Przypomnę, że w owej triadzie, obok dezinformacji mieści się „ksenofobia” i „nacjonalizm”. Można nawet postawić tezę, że dezinformacja jest nadrzędnym zagrożeniem dla prawdziwego liberała, bo przecież każda wypowiedź ksenofobiczna, np. na temat estetyki „marszów równości”, wprowadza w błąd, bo przecież są one przepiękne.
Nie można również tolerować jakichkolwiek wypowiedzi, które dostrzegają jakieś tam zalety tożsamości narodowej, bo przecież ma ona być czymś niestosownym (np. dla każdego prawdziwego Europejczyka). Aby ostatecznie zwyciężyły „postęp i nowoczesność”, trzeba wyplenić wszystko, co stoi na przeszkodzie w drodze do zwycięstwa. To tylko kwestia czasu i konsekwencji w działaniu. Tu nie powinno być żadnych, ale to żadnych kompromisów. Można nawet przewidzieć jaki będzie zestaw zakazanych wypowiedzi, które już dziś są „dezinformacją medialną”, a zapewne niedługo będą czynem zabronionym podlegającym karze. Wymienię te najgroźniejsze:
- Zielony Ład spowoduje upadek (w Europie) cywilizacji przemysłowej (w nocy nie świeci słońce, a noc może być bezwietrzna),
- „uniezależnienie od rosyjskich węglowodorów” spowodowało, że kupujemy droższy gaz i jesteśmy uzależnieni od droższego dostawcy,
- wartość nieodpłatnego wsparcia dla „walczącej Ukrainy”,
- każda wypowiedź „wpisująca się w kremlowską propagandę”, w tym również cokolwiek pozytywnego np. o rosyjskiej muzyce,
- jakakolwiek krytyka lockdownów i innych restrykcji wynikających z oczywistego przecież „zagrożenia pandemicznego”,
- jakiekolwiek informacje mogące postawić w niekorzystnym świetle „uzasadnione działania” państwa Izrael (nie tylko w strefie Gazy) – „antysemityzm”,
- wszelkie informacje, w tym dane statystyczne oraz wyniki badań opinii publicznej „usprawiedliwiają agresywną politykę Rosji” w stosunku do Zachodu, a zwłaszcza podważające dogmat o „rosyjskim zagrożeniu dla Polski”,
- jakiekolwiek informacje ukazujące w niekorzystnym świetle „europejskie przywództwo”, a zwłaszcza władze w Berlinie.
Aby skutecznie wyeliminować „dezinformację” w ustawie o jej zwalczaniu należy powołać urząd, najlepiej w randze ministerstwa, które będzie co dzień publikowało wykaz zakazanych tematów. Proponuję, aby wzorem przeszłości nazwać ten urząd ministerstwem prawdy, aby nikt nie miał wątpliwości, po której jesteśmy stronie.
Już kończę: nie będę dalej znęcać się nad obecną poprawnością. Pragnę jednak przy okazji poinformować, że część powyższych zakazów już obowiązuje i to niezbyt daleko, bo na terytorium „walczącej Ukrainy”.
Witold Modzelewski

