Jak władza przepisuje historię, by zabezpieczyć teraźniejszość.
Historia nigdy nie jest neutralnym zapisem wydarzeń ani prostym nagromadzeniem faktów ułożonych w porządku chronologicznym. Jest to przestrzeń sporna, w której pamięć, tożsamość i legitymizacja zderzają się ze sobą, kształtowane zarówno przez władzę, jak i dowody.
Akt dokumentowania historii zawsze wiąże się z selekcją: decydowaniem, które wydarzenia mają znaczenie, czyje głosy mają być zachowane i jak przedstawiane są przyczyny i skutki. Z tego powodu ci, którzy sprawują władzę, konsekwentnie dążą do kontrolowania narracji historycznych, kładąc nacisk na osiągnięcia legitymizujące ich rządy, minimalizując lub wymazując epizody przemocy i niesprawiedliwości oraz dyskredytując alternatywne relacje podważające oficjalne wersje przeszłości.
Na różnych kontynentach i w różnych systemach politycznych, czy to reżimach autorytarnych, administracjach kolonialnych, czy nawet państwach demokratycznych, wyłania się znany schemat. Władcy i ich zwolennicy rewidują lub reinterpretują historię, aby przedstawić siebie jako nieuniknionych, sprawiedliwych lub koniecznych, a jednocześnie przedstawiać przeciwników jako niebezpiecznych, nieuprawnionych lub moralnie zepsutych. Czyniąc to, przekształcają historię w narzędzie polityczne, a nie w narzędzie krytycznego badania.
Ta walka o pamięć historyczną nie jest ani przypadkowa, ani czysto akademicka. Jest celowa, pilna i głęboko polityczna, ponieważ kontrola nad przeszłością kształtuje sposób, w jaki społeczeństwa rozumieją siebie w teraźniejszości. Narracje historyczne wyznaczają granice moralne: definiują bohaterów i złoczyńców, ofiary i sprawców, postęp i upadek. Kiedy reżimowi udaje się narzucić swoją wersję historii, zyskuje on coś więcej niż symboliczną władzę, ponieważ wpływa na wartości publiczne, tożsamość narodową i granice akceptowalnej debaty.
Z kolei kwestionowanie oficjalnych historii może destabilizować władzę, ujawniać nieprawidłowości i otwierać przestrzeń dla żądań sprawiedliwości lub reform.
Z tego powodu spory o podręczniki, pomniki, archiwa i publiczne upamiętnienia są często równie zacięte, jak spory o prawa czy wybory. Ktokolwiek kontroluje przeszłość, nie tylko interpretuje to, co było; pomaga określić, co jest pamiętane, co zapomniane, a ostatecznie, jaką przyszłość może sobie wyobrazić społeczeństwo.
Historia jako narzędzie władzy
Zamiast całkowitego zaprzeczenia, współczesny rewizjonizm historyczny zazwyczaj działa poprzez selektywne podkreślanie. Niektóre wydarzenia są wyolbrzymiane, inne minimalizowane; motywy oczyszczane, a konsekwencje zacierane. Nadużycia strukturalne stają się „niezbędnymi środkami”, a krytycy są nazywani wrogami, zdrajcami lub agentami obcych wpływów. Ten proces pozwala władzy przekształcać pamięć bez pozoru jej całkowitego fałszowania. Kontrolując, które fakty są eksponowane, a które zepchnięte do przypisów, osoby sprawujące władzę mogą zachować pozory prawowitości, jednocześnie po cichu wymazując niewygodne prawdy.
W spolaryzowanych społeczeństwach historyczna złożoność staje się obciążeniem. Niuanse przedstawiane są jako słabość, a moralna dwuznaczność jako zdrada. Przeszłość jest upraszczana do opowieści o bohaterach i złoczyńcach, niemal zawsze z tymi u władzy w roli tych pierwszych.
Takie narracje oferują emocjonalną jasność i dumę narodową, ale kosztem precyzji. Zniechęcają obywateli do zadawania trudnych pytań o przyczynowość, odpowiedzialność i długoterminowe konsekwencje. Historia staje się mniej polem badań, a bardziej moralnym scenariuszem, nakazującym lojalność zamiast zrozumienia.
Ta instrumentalizacja historii służy obecnym potrzebom. Przedstawiając przeszłe działania jako nieuniknione lub słuszne, obecna polityka zyskuje odziedziczone uzasadnienie. Wzory nierówności lub przemocy są naturalizowane jako tradycje, podczas gdy opór jest przedstawiany jako dewiacja lub rozpad. Z biegiem czasu ta przekształcona pamięć ogranicza wyobraźnię polityczną: jeśli przeszłość jest utrwalona jako cnotliwa i nieskomplikowana, żądania reform wydają się niepotrzebne, a nawet niebezpieczne. Historia, niegdyś mająca na celu oświetlanie zmiany, jest zamiast tego wykorzystywana do jej blokowania.
Ostatecznie, gdy historia jest traktowana jako narzędzie władzy, a nie zapis ludzkich zmagań, przestaje edukować, a zaczyna dyscyplinować. Uczy nie tego, jak powstały społeczeństwa, ale tego, jak obywatele powinni się zachowywać. Odkrywanie historycznej złożoności wraz z jej konfliktami, porażkami i nierozwiązanymi napięciami jest zatem nie tylko ćwiczeniem akademickim, lecz demokratycznym. Otwiera na nowo przestrzeń dla odpowiedzialności, empatii i uznania, że teraźniejszość, podobnie jak przeszłość, mogła wyglądać inaczej.
Stany Zjednoczone: Nowe spojrzenie na kontrowersyjną prezydenturę
W Stanach Zjednoczonych wysiłki mające na celu zmianę niedawnej historii są szczególnie widoczne w próbach rehabilitacji wizerunku prezydenta USA Donalda Trumpa. Zwolennicy coraz częściej przedstawiają jego prezydenturę jako okres moralnej prawości, ożywienia gospodarczego i bezkompromisowej siły narodu, podkreślając wybrane osiągnięcia, a jednocześnie bagatelizując lub wręcz negując wydarzenia, które wywołały powszechne zaniepokojenie. W tej interpretacji rezultaty polityczne są upraszczane do symboli determinacji, a konflikt polityczny przedstawiany jako dowód cnoty, a nie dowód kontrowersji.
Udokumentowane spory, od kwestii etycznych i zachowań naruszających normy, po kwestionowanie instytucji demokratycznych, są często bagatelizowane jako zmyślenia lub przesady, wykreowane przez politycznych wrogów. Śledztwa prowadzone przez organy Kongresu, niezależnych prokuratorów i inspektorów generalnych są przedstawiane jako stronnicze „polowania na czarownice”, podczas gdy obszerne reportaże dziennikarskie i krytyczne analizy są określane jako skoordynowane kampanie dezinformacyjne.
Ten retoryczny ruch nie tylko kwestionuje interpretacje wydarzeń; ma on na celu podważenie instytucji odpowiedzialnych za tworzenie wiarygodnych rejestrów publicznych.
Centralnym elementem tego przeformułowania jest odwrócenie narracji, które przedstawia Trumpa nie jako jedną z najpotężniejszych osób na świecie, lecz jako prześladowanego outsidera, uwikłanego w walkę ze skorumpowanym i samolubnym „establishmentem”. Władza zostaje na nowo zdefiniowana jako bezbronność, a odpowiedzialność – jako prześladowanie. Podkreślając poczucie krzywdy i bycia ofiarą, historia ta mobilizuje lojalność i chroni przywództwo przed krytyką, zachęcając zwolenników do postrzegania krytyki jako z natury nieuzasadnionej, niezależnie od jej podstaw dowodowych.
Szerszym skutkiem jest fragmentacja wspólnej rzeczywistości. Kiedy podstawowe fakty stają się kwestią partyjnej tożsamości, a nie empirycznego porozumienia, możliwość zbiorowego osądu słabnie. Debata publiczna odchodzi od oceny zachowań i konsekwencji w stronę obrony lub odrzucenia całych ekosystemów informacyjnych. W takim środowisku demokratyczna odpowiedzialność, oparta na wspólnym rozumieniu tego, co się wydarzyło i dlaczego, staje się coraz trudniejsza do utrzymania.
Poprzez oczyszczanie przeszłości, ta wersja historii dąży do normalizacji zachowań, które w przeciwnym razie byłyby powszechnie potępiane. Działania, które kiedyś naruszały ustalone standardy etyczne lub normy instytucjonalne są reinterpretowane jako konieczne, niezrozumiane, a nawet heroiczne.
Z czasem ta normalizacja grozi obniżeniem oczekiwań wobec zachowań politycznych w szerszym zakresie, ustanowieniem precedensów wykraczających poza jedną prezydenturę i przeobrażeniem moralnych granic samego życia publicznego.
Filipiny: Konkurujące wspomnienia i sztucznie wykreowana nostalgia
Na Filipinach rewizjonizm historyczny nie jest ani subtelny, ani ograniczony do debaty akademickiej; jest bardzo widoczny, nacechowany emocjonalnie i głęboko zakorzeniony we współczesnym życiu politycznym. Konkurujące ze sobą wersje przeszłości są aktywnie mobilizowane do legitymizacji obecnej władzy, zamieniając historię w pole bitwy lojalności, tożsamości i żalu.
Jednym z najwyraźniejszych przykładów jest ciągła obrona uwięzionego byłego prezydenta Rodrigo Duterte . Zagorzali zwolennicy próbują przedstawić jego brutalną „wojnę z narkotykami”, która doprowadziła do tysięcy zgonów, z których wiele miało miejsce poza sądem, jako konieczną i heroiczną kampanię na rzecz bezpieczeństwa publicznego. Obszerna dokumentacja sporządzona przez lokalnych dziennikarzy, organizacje praw człowieka i organy międzynarodowe jest odrzucana jako propaganda, przesada lub zagraniczna ingerencja mająca na celu podważenie suwerenności Filipin. W tej narracji ofiary są redefiniowane jako przestępcy, którzy „zasłużyli” na swój los, podczas gdy Duterte jest przedstawiany jako zdecydowany przywódca, gotowy zrobić to, czego inni by nie zrobili. Moralne oburzenie zostaje odwrócone: odpowiedzialność staje się prześladowaniem, a krytyka jest przedstawiana jako zdrada.
Jednocześnie administracja prezydenta Ferdinanda „Bongbonga” Marcosa Jr. spotkała się z krytyką za tolerowanie, a w niektórych przypadkach umożliwianie prób łagodzenia lub zniekształcania historycznego zapisu rządów rodziny Marcos. Okres stanu wojennego pod rządami Ferdinanda Marcosa Sr. , naznaczony powszechną korupcją, represjami politycznymi, wymuszonymi zaginięciami, torturami i grabieżą zasobów państwowych, jest coraz częściej przedstawiany przez lojalistów jako złoty wiek porządku, dyscypliny i dumy narodowej. Kampanie w mediach społecznościowych, selektywnie montowane filmy dokumentalne i rewizjonistyczne materiały edukacyjne kładą nacisk na projekty infrastrukturalne i wzrost gospodarczy, jednocześnie minimalizując lub wymazując doświadczenia ofiar.
To nostalgiczne przeformułowanie kwitnie w środowisku cyfrowym, gdzie algorytmy nagradzają historie wywołujące emocje, a nie udokumentowaną prawdę. Młodsze pokolenia, nie mające bezpośredniej pamięci o stanie wojennym, stykają się z wyreżyserowaną przeszłością, w której sprzeciw to chaos, autorytaryzm to efektywność, a cierpienie jest albo wyolbrzymiane, albo usprawiedliwiane jako straty uboczne. W tej interpretacji niedoskonałości demokracji są niekorzystnie skontrastowane z wyimaginowaną erą silnego przywództwa i jedności narodowej.
To, co dzieje się na Filipinach, to nie tylko historyczna amnezja; to aktywna rehabilitacja zdyskredytowanej władzy. Ofiary przemocy państwowej są spychane na margines pamięci publicznej, ich zeznania są kwestionowane lub ignorowane, a sprawcy i ich pomocnicy są ponownie przedstawiani jako źle pojmowani twórcy narodu, których nadużycia usprawiedliwia kontekst lub konieczność. Odpowiedzialność jest przeformułowywana jako mściwość, a sprawiedliwość jako niestabilność.
Te konkurujące ze sobą wspomnienia ujawniają, jak walka o historię jest nierozerwalnie związana z walką o przyszłość. Przekształcając przeszłość w powód do dumy, a nie przestrogi, narracje rewizjonistyczne osłabiają normy demokratyczne i normalizują przemoc jako narzędzie rządzenia. W przypadku Filipin, sztucznie wykreowana nostalgia nie tylko reinterpretuje historię, ale także warunkuje obywateli do akceptacji jej powtarzalności.
Izrael i Palestyna: historia jako pole bitwy
Niewiele współczesnych konfliktów ilustruje tak dobitnie militaryzację historii, jak konflikt Izraela z Palestyną. Od samego początku konfliktu, konkurujące ze sobą narracje historyczne nie tylko odzwierciedlały odmienne wspomnienia przeszłości, ale także aktywnie kształtowały legitymację polityczną, percepcję międzynarodową i rezultaty polityczne. Przez dekady dominujące narracje o państwie izraelskim, wzmacniane przez potężnych sojuszników w Ameryce Północnej i Europie, przedstawiały Izrael przede wszystkim jako małą, oblężoną demokrację, zmuszoną do obrony przed nieustannymi zagrożeniami zewnętrznymi.
W tym ujęciu izraelskie działania militarne są przedstawiane jako reaktywne i konieczne, podczas gdy szerszy kontekst historyczny wywłaszczenia Palestyńczyków jest często marginalizowany.
W tej wersji historii doświadczenia Palestyńczyków są często sprowadzane do wąskiego kontekstu przemocy, ekstremizmu lub terroryzmu. Strukturalne realia okupacji, ekspansji osadnictwa i nierównych systemów prawnych są bagatelizowane lub usprawiedliwiane jako środki bezpieczeństwa. Cierpienie ludności cywilnej jest traktowane wybiórczo, często postrzegane jako tragiczne, ale nieuniknione straty uboczne, a nie jako przewidywalny rezultat długoterminowej polityki politycznej i wojskowej. W rezultacie życie Palestyńczyków uwidacznia się głównie w momentach konfrontacji, a nie jako trwająca rzeczywistość społeczna i polityczna, kształtowana przez historyczne przesiedlenia i ograniczenia systemowe.
Kluczowe momenty historyczne są szczególnie kontrowersyjne. Masowe wysiedlenia Palestyńczyków podczas tworzenia Izraela w 1948 roku, znane Palestyńczykom jako Nakba, są często przedstawiane jako dobrowolna ucieczka, niezamierzona konsekwencja wojny lub całkowicie pomijane w narracjach głównego nurtu. Tymczasem palestyński opór jest często oderwany od swoich historycznych przyczyn, przedstawiany jako irracjonalna wrogość, a nie jako odpowiedź na wywłaszczenie, bezpaństwowość i dekady rządów wojskowych. Ta wybiórcza narracja historyczna zawęża moralne i polityczne ramy, przez które postrzegany jest konflikt.
Krytycy argumentują, że taka konstrukcja narracji służy wyraźnemu celowi politycznemu: podważa palestyńskie roszczenia do ziemi, praw i samostanowienia, jednocześnie konsekwentnie stawiając Izrael na wyższym poziomie moralnym. Kontrolując ramy historyczne, można uzasadnić współczesną politykę, taką jak ekspansja osadnictwa, ograniczenia w przemieszczaniu się i powtarzające się operacje wojskowe, jako konieczność obronną, a nie jako wybór z politycznymi alternatywami. Historia staje się nie polem badań, lecz narzędziem rządzenia.
Jednocześnie głosy kwestionujące to dominujące ujęcie, niezależnie od tego, czy pochodzą od palestyńskich historyków, izraelskich „nowych historyków”, organizacji praw człowieka, czy obserwatorów międzynarodowych, są często odrzucane, zamiast być merytorycznie zaangażowane. Krytykę często określa się jako stronniczą, antysemicką lub wrogą wobec istnienia Izraela, co odsuwa debatę od dowodów na rzecz kwestii motywacji i lojalności. Ten retoryczny zabieg jeszcze bardziej zawęża przestrzeń dla uczciwej analizy historycznej i wzmacnia istniejące asymetrie władzy.
Jak w przypadku wielu głęboko zakorzenionych konfliktów, walka toczy się tu nie tylko o ziemię czy granice, ale także o sam sens. Historia nie jest po prostu inaczej pamiętana; jest aktywnie kontestowana, kształtowana i mobilizowana, by uzasadnić obecne struktury władzy i wykluczyć pewne polityczne przyszłości. W przypadku Izraela i Palestyny przeszłość pozostaje nierozwiązana nie dlatego, że fakty są niepoznawalne, ale dlatego, że ich uznanie niesie ze sobą głębokie implikacje dla odpowiedzialności, sprawiedliwości i możliwości zmiany.
Unia Europejska i pamięć geopolityczna
W Europie rewizjonizm historyczny często przejawia się w stosunkach międzynarodowych, zwłaszcza w dyskusjach dotyczących Rosji. Unia Europejska i jej sojusznicy często promują narracje przedstawiające Rosję jako z natury agresywnego, rewizjonistycznego i wyjątkowo destabilizującego aktora na arenie międzynarodowej. Choć polityka i działania Rosji niewątpliwie zasługują na uwagę, narracje te zazwyczaj minimalizują lub pomijają rolę, jaką zachodnie rządy i instytucje odegrały w kształtowaniu obecnego otoczenia geopolitycznego. W rezultacie historia jest przedstawiana nie jako pole do kontrowersyjnej interpretacji, lecz jako ugruntowana opowieść moralna z jasno określonymi złoczyńcami i ofiarami.
Kluczowe wydarzenia historyczne, takie jak pozimnowojenne przegrupowania sił, ekspansja NATO na wschód, wstrząsy gospodarcze w byłych państwach radzieckich i długotrwałe regionalne obawy o bezpieczeństwo, są często upraszczane lub całkowicie pomijane. Te pominięcia zaciemniają interaktywny charakter polityki międzynarodowej, w której decyzje wielu aktorów wpływają na wyniki w czasie. Usunięcie kontekstu powoduje, że złożone kalkulacje strategiczne są postrzegane jako dowód niezmiennego charakteru narodowego, a nie jako reakcja na zmieniające się struktury władzy i postrzegane zagrożenia.
To wybiórcze ujęcie przekształca debaty geopolityczne w imperatywy moralne, w których zgodność z dominującą narracją staje się testem etycznego zaangażowania, a nie rygoru analitycznego. Odmienne poglądy, nawet oparte na dowodach historycznych lub rozumowaniu strategicznym, ryzykują odrzucenie jako apologetyczne lub moralnie podejrzane. Takie środowisko zniechęca do krytycznej analizy i ogranicza przestrzeń do złożonej dyskusji, wzmacniając ideologiczny konformizm ponad empiryczną ocenę.
Zinstytucjonalizowana pamięć selektywna ostatecznie sprowadza historię do roli narzędzia propagandy. Ogranicza ona możliwości dyplomacji, uniemożliwiając wzajemne zrozumienie, i ogranicza odpowiedzialność, zaciemniając kumulatywne konsekwencje przeszłych decyzji. Bardziej zrównoważone podejście do historii, uwzględniające odpowiedzialność wszystkich podmiotów i złożoność, a nie moralny absolutyzm, jest niezbędne dla utrzymania wiarygodnych debat politycznych i wspierania długoterminowej stabilności w stosunkach międzynarodowych Europy.
Dlaczego prawda staje się zagrożeniem
We wszystkich tych przypadkach motyw jest spójny: strach. Osoby sprawujące władzę rzadko są zagrożone przez fałsz; są zagrożone przez prawdy, których nie da się kontrolować. Uczciwe rozliczenie z historią destabilizuje starannie skonstruowane mity legitymizacji, obnażając przepaść między deklarowanymi wartościami a rzeczywistością. Ujawnia sprzeczności między retoryką a działaniem, ideałami a rezultatami, autorytetem a odpowiedzialnością. Co jest najbardziej niebezpieczne dla zakorzenionej władzy, oddaje głos i wiarygodność tym, którzy zostali skrzywdzeni, a są to ludzie, których doświadczenia podważają oficjalne narracje o dobroci, konieczności lub nieuchronności.
Przywódcy i instytucje, które roszczą sobie prawo do autorytetu moralnego, opierają się na selektywnej pamięci. Ich autorytet opiera się nie tylko na tym, co robią, ale także na tym, jak te działania są pamiętane. Przyznanie się do dawnych nadużyć, czy to przemocy kolonialnej, systemowej dyskryminacji, represji politycznych, czy wyzysku ekonomicznego, wymusza konfrontację z odpowiedzialnością. Skłania do żądań zadośćuczynienia, reform lub przeprosin i podważa pogląd, że obecne struktury władzy są zasłużone lub sprawiedliwe. Dla tych, którzy korzystają ze status quo, takie rozliczenia nie są abstrakcyjnymi ćwiczeniami moralnymi; stanowią bezpośrednie zagrożenie dla legitymizacji.
Gdy władza czuje się bezpieczna, można debatować o historii. Gdy władza wydaje się krucha, historią trzeba zarządzać. W takich momentach archiwa są zamykane, programy nauczania przepisywane, pomniki bronione, a sprzeciw określany jako nielojalność. Głosicieli prawdy postrzega się jako agitatorów, uczonych jako ideologów, a samą pamięć jako pole bitwy.
Stawką nie jest tu jedynie interpretacja, ale kontrola nad tożsamością, przynależnością i granicami akceptowalnego myślenia.
Prawda staje się zatem niebezpieczna nie dlatego, że jest destrukcyjna, lecz dlatego, że ma charakter emancypacyjny. Rozluźnia uścisk odziedziczonych mitów i otwiera przestrzeń dla odpowiedzialności i zmiany. Dla tych, którzy rządzą za pomocą narracji w równym stopniu, co prawa czy siły, jest to nie do zniesienia. Kiedy autorytet opiera się na milczeniu lub zniekształcaniu, uczciwość staje się wywrotowa. A kiedy strach rządzi władzą, historia przestaje być zapisem przeszłości, a staje się bronią, którą można posługiwać się lub tłumić.
Obrona historii przed władzą
Historia nie jest własnością rządów, partii politycznych ani reżimów rządzących. Nie należy do tych, którzy sprawują władzę w danym momencie, ani do tych, którzy dążą do jej legitymizacji poprzez wybiórczą pamięć. Historia należy do społeczeństwa, a przede wszystkim do ludzi, którzy doświadczyli jej konsekwencji, którzy cierpieli, stawiali opór, podporządkowali się, przetrwali lub zostali uciszeni przez decyzje podjęte w ich imieniu. Należy zarówno do ofiar, jak i do zwycięzców, a także do przyszłych pokoleń, które zasługują na uczciwą relację z tego, jak powstała teraźniejszość.
Obrona prawdy historycznej nie oznacza zastępowania jednej oficjalnej narracji inną ani zamiany jednej ideologii na jej lustrzane odbicie. Nie chodzi o wykorzystywanie przeszłości jako broni do wygrywania współczesnych sporów politycznych. Chodzi raczej o naleganie na rzetelne dowody, staranny kontekst i moralną odpowiedzialność. Wymaga to uznania złożoności bez używania jej jako wymówki, uznania winy bez zacierania niuansów i odmowy spłaszczenia ludzkiego doświadczenia do poziomu propagandy. Prawdziwa obrona historyczna wymaga otwartości na niewygodne fakty i gotowości do rewizji wniosków w obliczu nowych dowodów.
W epoce dezinformacji, w której fałsz rozprzestrzenia się szybciej niż fakty, a powtarzanie może maskować się jako prawda, obrona historii staje się aktem oporu.
Tendencje autorytarne często zaczynają się nie od zakazywania książek, ale od subtelnego przekształcania pamięci: minimalizowania niewygodnych zdarzeń, przekształcania przestępstw w konieczność, a dysydentów w zdrajców. Społeczeństwa, które pozwalają, by ich przeszłość była przepisywana dla politycznej wygody, ryzykują powtórzenie swoich najgorszych błędów, tym razem pod wpływem iluzji moralnej pewności lub narodowej prawości.
Szczere wspominanie nie jest aktem nielojalności. Konfrontacja z własnymi niepowodzeniami nie jest zdradą kraju, kultury ani społeczności. Wręcz przeciwnie, jest wyrazem obywatelskiej odpowiedzialności. Dojrzałe społeczeństwo to takie, które potrafi stawić czoła swojej historii bez lęku, uczyć się z niej bez zaprzeczania i nauczać bez zniekształcania. Tylko broniąc historii przed władzą, możemy zapewnić, że pamięć będzie służyć sprawiedliwości, a nie dominacji, i prawdzie, a nie kontroli.
Ruel F. Pepa
Prof. Ruel F. Pepa jest filipińskim filozofem mieszkającym w Madrycie w Hiszpanii. Emerytowany naukowiec (profesor nadzwyczajny IV), wykładał filozofię i nauki społeczne przez ponad piętnaście lat na Trinity University of Asia, anglikańskim uniwersytecie na Filipinach. Jest adiunktem naukowym Centrum Badań nad Globalizacją (CRG)
.
Za: https://www.globalresearch.ca/power-rewrites-history-secure-present/5909891

