„Denazyfikacja” niemieckich lekarzy stanowiła poważny problem ze względu na ogromny odsetek tych z nich, którzy za czasów Trzeciej Rzeszy wstąpili do NSDAP (45 proc.), SA (26 proc.) i SS (7 proc.), oraz oczywiście na to, że zniszczony kraj nie mógł się bez nich obejść. Wobec tego, że najważniejsi wspólnicy reżimu uciekli, zostali uwięzieni lub już byli martwi, większość lekarzy nie miała zbyt wielu problemów przed wymiarem sprawiedliwości, otrzymując, w najgorszym razie, wyroki zasądzające niewielkie grzywny lub krótkie okresy zawieszenia w obowiązkach zawodowych.
Wśród nich znajdowali się profesorowie i dziekani wydziałów odpowiedzialni za kształcenie następnej generacji. Ponadto bardzo niewielu lekarzy-uciekinierów – przeciwników reżimu lub prześladowanych przez niego – powróciło do Niemiec po wojnie, wielu natomiast zginęło za czasów Trzeciej Rzeszy. Wszystko to wyjaśniało zmowę milczenia niemieckich lekarzy w późniejszych latach – coś, co Hans-Dieter Söling nazwał nawet Czwartą Rzeszą.
Dobrym przykładem jest to, co stało się z psychiatrą i SS- Hauptsturmführerem Wernerem Heydem, dyrektorem Departamentu Medycznego T4 w latach 1939–1942 i współpracującym przy 14f13. Został aresztowany po wojnie, ale 25 lipca 1947 r., kiedy wracał z Norymbergi, gdzie składał zeznania, zeskoczył z ciężarówki wiozącej go z powrotem do więzienia we Frankfurcie. Następnie pod pseudonimem Fritz Sawade zaczął pracować jako lekarz sportowy w jednej ze szkół w Kilonii, w landzie Szlezwik- Holsztyn, a także zarobił mnóstwo pieniędzy jako biegły
w sądach ds. socjalnych.
Chociaż o jego przeszłości wiedzieli zarówno przełożeni, jak i bliscy współpracownicy, a także wielu lekarzy w regionie, nikt na niego nie doniósł ani władzom, ani Kolegium Lekarskiemu. W 1954 r. sporządził raport tak bardzo zgodny z linią ideologii nazistowskiej, że zwróciło to uwagę neurologa Hansa Gerharda Creutzfeldta, którego żona spędziła cztery lata w więzieniu za krytykę Hitlera. Po przeprowadzeniu krótkiego dochodzenia odkrył prawdziwą tożsamość Sawadego i powiadomił o tym władze, ale donos został zlekceważony, a sam Creutzfeldt również postanowił nie drążyć sprawy. Jednakże pięć lat później Helmuth Reinwein, profesor na Wydziale Medycyny Uniwersytetu w Kilonii, złożył skargę do władz na nieskuteczność wymiaru sprawiedliwości, nierobiącego nic, aby znaleźć grupę studentów-żartownisiów, którzy strzelali w stronę jego domu, i podał jako przykład przypadek bezkarności Heydego.
Wybuchł tak wielki skandal, że w końcu Heyde został aresztowany w listopadzie 1959 r. Przez kolejne lata zebrano ogromną ilość dowodów, aby przygotować się do tego, co miało być ostatecznym sądem nad odpowiedzialnymi za nazistowski program eutanazji. Jednak po spektakularnej, rodem z powieści Grahama Greene’a, lecz nieudanej próbie ucieczki przy pomocy z zewnątrz Heyde został znaleziony martwy w swojej celi. Powiesił się na własnym pasku 13 lutego 1964 r., pięć dni przed planowanym rozpoczęciem procesu.
Równie podejrzana była śmierć jego towarzysza z ławy oskarżonych, pracownika administracyjnego T4 Friedricha Tillmana, który został aresztowany w lipcu 1960 r. w Castrop-Rauxel w pobliżu Dortmundu, gdzie pod swoim prawdziwym nazwiskiem prowadził hospicjum. Dzień przed śmiercią Heydego wypadł z ósmego piętra więzienia Butzbach.
Hans Hefelmann, odpowiedzialny za Biuro IIb Kancelarii Führera, które koordynowało program eutanazji dzieci, uniknął ław sądowych, gdyż rzekomo pozostały mu tylko dwa lata życia i nie był w stanie – fizycznym ani psychicznym – znosić trudów procesu. Zmarł w Monachium 26 lat później.
I wreszcie ostatni z tych, którzy mieli być sądzeni, Gerhard Bohne, dyrektor centrali T4 do 1940 r., został wydany przez władze argentyńskie, ale również nie stanął przed sądem ze względów zdrowotnych. Friedrich Karl Kaul, prawnik z Niemieckiej Republiki Demokratycznej, który reprezentował ofiary Bohnego, powiedział w tej ostatniej kwestii:
„Gdyby nie chodziło o tak poważną sprawę, można by się śmiać z tego, jak to znowu przypadkowo w tym wypadku medycyna przyszła z pomocą brutalnemu nazistowskiemu zbrodniarzowi”.
Spośród ośmiu lekarzy, którzy przeżyli wojnę, bezpośrednio odpowiedzialnych za zabójstwa w centrach eutanazji, tylko Hans-Bodo Gorgass, oskarżony o zabicie dwóch tysięcy osób w ciągu pięciu miesięcy, które spędził w Hadamar, osobiście otwierając zawory uwalniające tlenek węgla, został w marcu 1947 r. skazany na dożywocie. Choć i on w końcu został wypuszczony na wolność 6 lutego 1958 r. Pozostali zostali uniewinnieni z powodu złego stanu fizycznego lub psychicznego uniemożliwiającego zniesienie procesu, lub dlatego, że doktryna nazistowska „przysłoniła im racjonalne myślenie do tego stopnia, że nie byli w stanie dostrzec bezprawności swoich działań”, jak to stwierdzono na rozprawie z 1967 r. przeciwko Heinrichowi Bunkemu, Klausowi Endruweitowi i Aquilinowi Ullrichowi. Wyrok uniewinniający, jaki wówczas zapadł, został przyjęty oklaskami przez publiczność, która wypełniła salę rozpraw.
Werner Catel, jeden z twórców programu T4 – eliminacji dzieci niepełnosprawnych – krótko po wojnie został mianowany profesorem pediatrii i dyrektorem Szpitala Dziecięcego Uniwersytetu w Kilonii. W 1964 r., po wielu nieudanych próbach postawienia go przed sądem, został mu przyznany pełny immunitet na podstawie tego, że był przekonany o legalności swoich działań. Nawet po przejściu na emeryturę w 1960 r. nadal publikował prace na temat eutanazji. W 1979 r. współredagowana przez niego książka została ogłoszona podręcznikiem dla pielęgniarek w szpitalach dziecięcych.
Pfannmüller, ze względu na podeszły wiek, został skazany na zaledwie pięć lat więzienia. Dwudziestego piątego marca 1946 r. jeden z sądów w NRD skazał na śmierć Hilde Wernicke za zabójstwo 600 osób chorych psychicznie w szpitalu w Meseritz- -Obrawalde [Obrzyce koło Międzyrzecza]; stała się tym samym jedynym z uwikłanych w zbrodnie programu eutanazji niemieckich lekarzy straconym przez swoich rodaków.
Psychiatra Hermann Paul Nitsche, który prowadził fabrykę śmierci Sonnenstein w latach 1928–1939 i zastąpił Heydego na czele akcji T4, został osądzony i stracony w Dreźnie, ale przez Sowietów.
Jeśli chodzi o teoretyków, higienistów rasowych, którzy podsunęli idee Hitlerowi, żaden z nich nie został pociągnięty do odpowiedzialności. Ploetz zmarł śmiercią naturalną w 1940 r., ale ci, którzy przeżyli wojnę, nadal wykładali na uniwersytetach.
Po tym, jak świat poznał zbrodnie popełnione przez nazistów w imię poprawy rasy, oraz po uchwaleniu w 1948 r. przez Zgromadzenie Ogólne ONZ Powszechnej deklaracji praw człowieka wyraz „eugenika” stał się tabu w międzynarodowej społeczności naukowej, dlatego też katedry eugeniki zostały przemianowane na katedry nowej nauki – genetyki – pozbawionej wszelkich śladów rasizmu etnicznego i poświęconej poprawie całego gatunku ludzkiego, bez podziału na rasy wyższe i niższe.
Verschuer, kiedy został oskarżony przez niemieckiego lekarza Roberta Havemanna o przyjmowanie materiału ludzkiego dostarczanego przez Mengelego, bardzo urażony bronił się, mówiąc, że otwarcie sprzeciwiał się nazistowskiemu fanatyzmowi i w 1951 r., dzięki wsparciu nowego dyrektora Instytutu Cesarza Wilhelma, Hansa Nachtsheima, został mianowany profesorem genetyki człowieka na Uniwersytecie w Münsterze i wkrótce potem wybrany na prezesa Niemieckiego Towarzystwa Antropologii.
Lenz, po rozwiązaniu jego katedry higieny rasowej w Monachium, zaczął uczyć genetyki na Uniwersytecie w Getyndze, a Eugen Fischer, mimo przejścia na emeryturę w 1942 r., nadal redagował kilka czasopism naukowych i dawał wykłady na tematy antropologiczne.
Nawet ekstrawagancki Günther wciąż pisał o kwestiach rasowych i w swojej pracy Begabungschwund In Europa [Niedobór talentów w Europie] (1959) ubolewał nad siłami destrukcyjnymi, które stopniowo niszczą serce białych ras na kontynencie. W owych czasach założył Ligę Północną, w ramach której nadal głosił wyższość rasy aryjskiej. Rüdin, któremu sam Führer przyznał medal z podpisem „Pionierowi Higieny Rasowej”, był przesłuchiwany przez Amerykanów, ale obronił się, twierdząc, że był „naukowcem, a nie politykiem” i tylko nominalnym członkiem partii – i został wypuszczony na wolność.
Ich amerykańscy koledzy również nie chcieli wziąć na siebie odpowiedzialności za nazistowskie zbrodnie, chociaż Brandt stwierdził podczas swojej obrony w Norymberdze, że program sterylizacji i eliminowania życia niegodnego życia był oparty na koncepcjach pochodzących zza Atlantyku. Szybko zapomnieli o dawnym entuzjastycznym poparciu dla nazistowskich higienistów rasowych i w napisanej przez Maurice’a A. Bigelowa Brief History of the American Eugenics Society [Krótka historia Amerykańskiego Stowarzyszenia Eugenicznego], opublikowanej w „Eugenic News” w 1946 r., nie ma na ten temat najmniejszej wzmianki, podobnie jak w artykule History of the American Eugenics Society [Historia Amerykańskiego Stowarzyszenia Eugenicznego] z 1974 r., autorstwa Fredericka Osborna.
Biorąc pod uwagę, że katedry akademickie oraz wiele ważnych stanowisk w organizacjach zawodowych zajmowali lekarze, którzy byli aktywnymi członkami partii, SA lub też SS, nie dziwi fakt, że przez dziesięciolecia nie mówiło się o udziale tej grupy w polityce rasowej i nazistowskich morderstwach. Panowała cicha zgoda, że nadużycia i zupełny brak szacunku dla życia ludzkiego były dziełem niewielkiej grupy fanatyków, którzy przekroczyli granice nałożone przez tradycyjną praktykę lekarską, powodowani oportunizmem i osobistym interesem.
Liderzy społeczności lekarskiej ostrzegali przed wyolbrzymianiem działań „mniejszości, która odeszła”, i jako argument odciążający wykorzystywali książki Mitscherlicha i Mielkego, wedle których za czasów Trzeciej Rzeszy z 90 tys. aktywnych zawodowo lekarzy tylko 350 współpracowało z reżimem, a niewielu więcej wiedziało o tej działalności.
Manuel Moros Peña
Jest to fragment książki Lekarze Hitlera Manuela Morosa Peñy wydanej przez Wydawnictwo RM. Jej recenzję zamieszczamy w tym numerze. (red.)

