Skonstruowanie czołgu, tego pierwszego i najważniejszego spośród gąsienicowych pojazdów opancerzonych, bywa na ogół przypisywane dość niezwykłemu wydarzeniu, do którego doszło z inspiracji jednego człowieka – podpułkownika E.D. Swintona, oficera wojsk inżynieryjnych armii brytyjskiej.
Ma to niewiele wspólnego z rzeczywistością, choć sam Swinton przypisywał sobie takie zasługi. Świadczą o tym jego wspomnienia spisane kilka lat po powstaniu pierwszego brytyjskiego czołgu, w których określa samego siebie mianem „pomysłodawcy”; zamieścił tam także rodzaj wykresu, który miał dowodzić, że idea czołgu faktycznie zrodziła się w jego głowie.
W istocie czołg powstał dzięki pomysłom i działaniom kilku ludzi, a udział w tym Swintona był znikomy i pośredni. Poza tym skonstruowanie pierwszych czołgów poprzedziły liczne starania i wynalazki, które pojawiały się w trakcie półwiecza sprzed narodzin właściwego czołgu.
Najważniejszym z nich było skonstruowanie gąsienicowego podwozia. Jego wykorzystanie w pojazdach napędzanych przez kotły parowe zaproponowano już w 1858 lub 1859 roku w patencie zgłoszonym w Stanach Zjednoczonych. Do 1867 roku zbudowano co najmniej jeden parowy traktor, z dwoma kołami tylnymi oraz przednim kołem sterowym, zastąpionym przez niewielką gąsienicę. Jednakże prace konstrukcyjne nad ciągnikami gąsienicowymi nabrały tempa dopiero w 1904 roku, gdy B. Holt zastąpił tylne koła gąsienicami w jednym z parowych ciągników produkowanych w Kalifornii przez jego firmę. A ponieważ zachował w tym pojeździe przednie koła sterujące, to oryginalny gąsienicowy ciągnik Holta stał się znany jako „półgąsienicowy”, podobnie jak inne ciągniki wyprodukowane przezeń do 1912 roku.
Jeszcze wcześniej, w roku 1905, osiągnięto duży postęp w tej dziedzinie, gdyż Richard Hornsby zbudował w Wielkiej Brytanii pierwszy całkowicie gąsienicowy ciągnik. Pojazd ten zaprezentowano w 1905 lub 1906 roku Komitetowi Transportu Mechanicznego brytyjskiego Ministerstwa Wojny; wywarł on na członkach tego komitetu spore wrażenie i w 1907 roku odbyły się jego oficjalne próby.
Rok później ciągnik Hornsby’ego wziął nawet udział w pokazie w Aldershot, który zaszczycił swoją obecnością król Edward VII. W 1909 roku Ministerstwo Wojny zamówiło nieco mniejszy ciągnik, także zaprojektowany przez Hornsby’ego, do celów wojskowych, a pojazd ów przetrwał do dziś w zbiorach Muzeum Broni Pancernej w Bovington w hrabstwie Dorset. Traktor ten został przetestowany w Aldershot, ale po 1911 roku armia brytyjska straciła na pewien czas zainteresowanie wozami gąsienicowymi, choć ciągnik powstały na jej zlecenie zaprezentowano w Londynie na początku 1914 roku.
Nie widząc możliwości zrobienia interesu w Wielkiej Brytanii, Hornsby odsprzedał swój patent kalifornijskiej firmie Holta, która w 1908 roku podjęła dość regularną produkcję ciągników gąsienicowych i z czasem wyeksportowała niewielką ich liczbę do Europy, a pozostałe sprzedała amerykańskim farmerom.
W tym samym czasie w War Office zainteresowano się na nowo ciągnikami Hornsby’ego w roli pojazdów do holowania dział. Ale w 1908 roku członek wspomnianego już Komitetu Transportu Mechanicznego, major W. E. Donohue, zasugerował, że zamiast działo holować, należy spróbować zainstalować je na ciągniku i zapewnić mu jakiś rodzaj osłony. W zasadzie chciał doprowadzić do stworzenia gąsienicowego działa samobieżnego, jednak z sugestii Donohue nie skorzystano.
Uderzające jest to, że owa propozycja Donohue wcale nie była pierwszą tego rodzaju. Pięć lat wcześniej oficer artylerii francuskiej kapitan Levavasseur przedstawił plan budowy samobieżnego działa 75 mm na opancerzonym podwoziu gąsienicowym. Koncepcję tę przeanalizowała komisja techniczna francuskiej artylerii, która jednak doszła do wniosku, że do ciągnięcia armat nadają się lepiej konie, i w 1908 roku ostatecznie odrzuciła projekt.
Inne propozycje przedstawione przed wybuchem pierwszej wojny światowej w 1914 roku spotkał podobny los. Najciekawszą z nich złożył kapitan G. Burstyn, austriacki oficer, który najwyraźniej obejrzał ciągnik Holta w 1911 roku, co zainspirowało go do zaprojektowania Motorgeschütz – gąsienicowego pojazdu opancerzonego z wieżą z działem oraz kółkami na wysięgnikach, ułatwiającymi pokonywanie okopów. Burstyn podsunął swój projekt austro-węgierskiemu Ministerstwu Wojny, które go jednak odrzuciło.
W Rosji do prac projektowych nad gąsienicowym wozem pancernym uzbrojonym w działo morskie 120 mm przystąpił ponoć w 1911 roku W. Mendelejew, syn sławnego uczonego, lecz nie wyszły one poza stadium szkiców. Inny taki pomysł zrodził się w Australii, gdzie rysunki gąsienicowego pojazdu opancerzonego zaprezentował inżynier L.E. De Mole. Swoje plany przedłożył brytyjskiemu Ministerstwu Wojny (War Office) w 1912 roku, lecz w ogóle się ono nimi nie zainteresowało.
A więc, jak widać, zamysł skonstruowania gąsienicowego wozu pancernego pojawił się – w niejednym kraju – przed wybuchem pierwszej wojny światowej, ale nie zdołał zaciekawić władz wojskowych w żadnym z nich. Przyznać trzeba, że do tego czasu zbudowano niedużo gąsienicowych ciągników, które mogły posłużyć do skonstruowania na ich bazie opancerzonych pojazdów gąsienicowych, a o ich walorach, a nawet samym istnieniu niewiele wiedziano.
Ponadto armie nie w pełni doceniały rosnące znaczenie broni ciężkiej oraz ograniczenia jej skuteczności przez jej małą mobilność, uzależnioną głównie od siły pociągowej koni. W efekcie do idei stworzenia gąsienicowych wozów bojowych, które mogły zapewnić działom i karabinom maszynowym mobilność w stopniu o wiele większym niż ówczesne samochody pancerne, odniesiono się bez specjalnego entuzjazmu.
Gdy wojna się zaczęła, na bitewnych polach zapanowała broń ciężka, a zwłaszcza karabiny maszynowe i działa polowe, wcześniej uznawane zaledwie za rodzaj dodatku do najliczniej reprezentowanej w armiach piechoty, uzbrojonej w karabiny. Równocześnie trakcja konna nie zapewniła jej mobilności niezbędnej w działaniach ofensywnych. Wszystko to przemawiało na korzyść statycznej obrony, w której ciężka broń prawie nie wymagała przemieszczania i mogła zostać w pełni wykorzystana. Efektywność takiej obrony zwiększały dodatkowo okopy i zasieki z drutu.
W rezultacie takiego pata, zwłaszcza na froncie zachodnim we Francji, żadna ze stron nie była w stanie przełamać defensywy przeciwnika za pomocą tradycyjnych zmasowanych szturmów piechoty. Bardzo szybko zaczęto szukać sposobu, który umożliwiłby piechocie kontynuowanie ataku w ogniu karabinów maszynowych i pośród zasieków. W odpowiedzi na to padła propozycja budowy opancerzonych wozów szturmowych, które przetarłyby drogę piechocie, atakując nieprzyjacielskie gniazda karabinów maszynowych i miażdżąc zasieki z drutu kolczastego.
Jest to fragment książki Czołgi. 100 lat historii, Richarda Ogorkiewicza wydanej przez Wydawnictwo RM, której recenzję zamieszczamy w tym numerze.

