Sztuczna inteligencja nie zagraża ludzkości poprzez samo uzyskanie świadomości – wręcz przeciwnie, wzywa nas do przypomnienia sobie, że jesteśmy świadomi. Zagrożeniem nie jest sztuczna inteligencja, lecz sztuczne człowieczeństwo.
Od Autora: W poprzednich publikacjach obnażyłem mechanizmy technokratycznej kontroli – ortodoksję klimatyczną, ekonomię długu, CBDC i scentralizowane zarządzanie danymi. Ale to były tylko zewnętrzne mechanizmy. Teraz granica przesuwa się do wewnątrz. Pytanie nie brzmi już tylko: „Jak będą nami rządzić?” – ale: „Czy nadal będziemy sami sobą rządzić?”.
Niebezpieczeństwo nie polega na tym, że sztuczna inteligencja stanie się człowiekiem, lecz na tym, że ludzie staną się podobni do maszyn.
To zagrożenie nie jest hipotetyczne. Sztuczna inteligencja już teraz kształtuje to, o czym można rozmawiać w mediach społecznościowych, co można badać w medycynie, a – dzięki cyfrowej walucie – co można nawet kupić. To nie innowacja, to automatyzacja kontroli, stająca się interfejsem między obywatelami a rzeczywistością. Jeśli ludzki duch zostanie przefiltrowany przez algorytm – co stanie się z rozeznaniem?
Jak pisałem w książce Staying Human in the Age of AI, outsourcing ekspresji prowadzi do outsourcingu doświadczenia – a dziś to zagrożenie rośnie. Stawką jest nie tylko nasz język – to nasze człowieczeństwo.
W chwili, gdy maszyny zaczęły mówić, wielu uznało, że zbliżają się do świadomości. Ale to błąd kategoryczny tak stary jak materializm. Rozwój sztucznej mowy nie dowodzi pojawienia się sztucznego umysłu. Stanowi on wyzwanie dla ludzkiego ducha.
Sztuczna inteligencja żyje we wzorcach, korelacjach, przewidywaniach. Potrafi pięknie układać słowa – ale nie potrafi usłyszeć znaczenia. Potrafi obliczyć każde prawdopodobieństwo – ale nie potrafi zapytać „dlaczego”. To pytanie należy do duszy. A im bardziej powierzamy naszą ciekawość maszynom, tym bardziej zapominamy, że kiedykolwiek je posiadaliśmy.
Umysł nie jest obwodem
Technokratyczny światopogląd głosi, że umysł to biologiczne oprogramowanie, a świadomość to użyteczna iluzja. To nie nauka, to ideologia. Maszyna przetwarza informacje. Człowiek postrzega znaczenie.
Różnica jest ogromna: oglądanie zachodu słońca kontra mierzenie fotonów; słuchanie symfonii kontra analizowanie częstotliwości; kochanie kogoś kontra obliczanie wzorca.
Umysł to nie obwody. To żywy instrument w symbiozie z duszą. Uczy się poprzez empatię, cierpienie, zachwyt, intuicję i boskie spotkanie – wymiary, których żaden program nie jest w stanie symulować, ponieważ należą one do życia, a nie do danych.
Czy dane mogą kiedykolwiek stać się zrozumiałe — czy coś istotnego ginie w tłumaczeniu? Czy wraz z automatyzacją myślenia znika odpowiedzialność?
Wiemy, że sztuczna inteligencja potrafi kalkulować – ale czy może się tym przejmować? A jeśli nie, to dlaczego powierzamy jej decyzje wymagające osądu?
Kiedy odpowiedzialność – zdolność reagowania – zanika, wolność może przestać być darem, a zacząć być ryzykiem. Właśnie wtedy sztuczna inteligencja, wygoda, biurokracja i automatyzacja oferują ucieczkę: „Niech maszyna wybierze. Niech system zdecyduje. Zdejmij z siebie ten ciężar”.
Pokusa technokratyczna
Sztuczna inteligencja nie istnieje w duchowej próżni.
Już teraz widzimy sojusz między wielkimi firmami technologicznymi, państwem oraz technokracjami medycznymi i finansowymi. Sztuczna inteligencja moderuje teraz wypowiedzi polityczne, steruje narracjami medycznymi, filtruje wyniki wyszukiwania i definiuje, które opinie wydają się „godne szacunku”. W niektórych szkołach systemy korepetycji oparte na sztucznej inteligencji testują analizę emocji u dzieci – monitorując mimikę twarzy i „problematyczny” język w czasie rzeczywistym. Platformy kadrowo-płacowe eksperymentują z analizą sentymentów, aby wykryć „nastawienie” lub „problemy z przestrzeganiem przepisów”, zanim w ogóle zainterweniuje menedżer. To nie są zagrożenia na przyszłość, a aktywne programy pilotażowe.
Wraz z planami banków centralnych dotyczącymi walut cyfrowych , powstają systemy sztucznej inteligencji, które monitorują nie tylko sposób wydawania pieniędzy, ale także miejsca, w których mogą one nie być wydawane. Systemy te są dyskretnie wplatane w systemy nadzoru, „zaufane” portale informacyjne i mechanizmy oceny zachowań. Kiedy technologia zaczyna kształtować myślenie, zachowania i dostęp do życia gospodarczego, granice między zarządzaniem a programowaniem zaczynają się zacierać.
Byłem tego świadkiem na własne oczy. Kiedy zadawałem sztucznej inteligencji dociekliwe pytania dotyczące narracji klimatycznej ONZ, odmawiała ona wspominania o pracach naukowców, którzy podważali tę narrację – nie dlatego, że nauka została obalona, ale dlatego, że pytania wykraczały poza „naukowy konsensus”. „Nie mogę dostarczać treści… kwestionując naukowy konsensus”. Sztuczna inteligencja nie debatowała – ona filtrowała. To nie jest wywiad, to administracja. I stawia najstarsze pytanie polityczne: Kto definiuje konsensus – i kto korzysta na jego egzekwowaniu?
Narracja dotycząca sztucznej inteligencji nie wyłania się wyłącznie z wolnego rynku. Jest ona aktywnie promowana przez Światowe Forum Ekonomiczne, Organizację Narodów Zjednoczonych, OECD, banki centralne takie jak BIS i Rezerwa Federalna, główne agencje obronne oraz rządowe instytucje medyczne i edukacyjne. Ich język jest spójny: sztuczna inteligencja jest niezbędna dla „zaufania”, „bezpieczeństwa”, „rządzenia” i „porządku publicznego”. Innymi słowy, jest ona pozycjonowana nie tylko jako technologia, ale jako narzędzie administracyjne.
Światowe Forum Ekonomiczne określa sztuczną inteligencję jako „niezbędną do globalnego zarządzania” i „kluczową dla moderowania dyskursu publicznego”. ONZ nazywa ją „siłą kształtującą zrównoważony rozwój”. Banki nazywają ją „programowalnym pieniądzem”. To nie są prognozy, to terminy polityczne.
To nie jest spisek. To polityka.
Odsłania to sedno technokratycznych ambicji: zastąpienie ludzkiego rozeznania automatycznym posłuszeństwem. Niebezpieczeństwo nie leży w niewoli — lecz w wygodzie.
Gdyby łańcuchy nie wyglądały już jak żelazo – czy mogłyby pojawić się pod maską wygody? I czy rozpoznalibyśmy je na czas?
Państwo i jego technokratyczni partnerzy wierzą, że dane wystarczą, by rządzić rzeczywistością — ale ludzie potrzebują czegoś starszego niż obliczenia.
Wydział, którego maszyna nie może dotknąć
Zagrożone jest coś więcej niż prywatność, zatrudnienie czy stabilność polityczna. Głębsza strata dotyczy starożytnej zdolności, dzięki której ludzie od zawsze poruszali się w rzeczywistości: rozeznania.
To cicha, wewnętrzna wiedza odróżnia prawdę od iluzji, istotne od trywialnego, rzeczywiste od sztucznego.
Ludwig von Mises ostrzegał, że centralne planowanie paraliżuje życie gospodarcze, ponieważ zastępuje sygnały rzeczywistości rynkowej sztucznymi. Sztuczna inteligencja grozi tym samym życiu wewnętrznemu – zastępując osobistą rozeznanie zautomatyzowanymi sugestiami, intuicję przewidywaniem, a osąd uległością.
Ta zdolność ma charakter duchowy – to dar, a nie program. Wypływa z tego samego cichego świadka, który stoi za każdą myślą: danej przez Boga świadomości, która umożliwia doświadczenie.
Społeczeństwo technokratyczne, które traci rozeznanie, może być cyfrowo połączone – ale niespokojne, puste i pozbawione gruntu. Bo pilność bez znaczenia staje się ciągłą stymulacją i reakcją: ruchem bez celu. Z czasem społeczeństwo staje się maszyną – bez celu.
Sztuczna inteligencja nie zagraża naszemu człowieczeństwu poprzez stawanie się świadomym. Zachęca nas do przypomnienia sobie, że jesteśmy świadomi.
Pytanie, którego maszyny nie potrafią zadać
W dobie automatyzacji nie sposób uniknąć pytania: Czy to my wykorzystujemy technologię, czy też to ona wykorzystuje nas?
Czy nadal sami jesteśmy autorami naszych umysłów, czy pozwalamy systemom cyfrowym robić to za nas? W którym momencie wygoda staje się zgodą?
Ponieważ istota człowieczeństwa nie tkwi w przetwarzaniu, lecz w obecności; nie w przewidywaniu, lecz w miłości; nie w kalkulacji, lecz w sumieniu.
Sztuczna inteligencja potrafi oszacować każde prawdopodobieństwo – ale cel nie jest prawdopodobieństwem. To pytanie, które należy do duszy – i być może zawsze będzie.
Wezwanie
Czy odpowiedzią na ten kryzys są po prostu lepsze algorytmy – czy silniejsze dusze? Co dzieje się z cywilizacją, gdy jej życie wewnętrzne zostaje zautomatyzowane? Czy ludzie mogą pozostać wolni, mając zaprogramowane umysły? A jeśli człowiek to coś więcej niż układy scalone – do czego ostatecznie służy?
Być może odpowiedź zaczyna się tutaj: poprzez uczenie dzieci uwagi zamiast uzależnienia – zwłaszcza gdy korepetytorzy wykorzystujący sztuczną inteligencję są promowani jako następcy prawdziwych nauczycieli; poprzez przywracanie szacunku do tego, co prawdziwe, zamiast poddawania się łatwości kontroli.
Być może autorstwo umysłu to nie tylko kwestia polityczna, ale i duchowa. Jeśli bowiem poddamy życie wewnętrzne automatyzacji, możemy zapomnieć o prawdzie, która podtrzymuje każdą wolną cywilizację:
człowiek nie jest obwodem, lecz duszą – a dusza została stworzona, by szukać Boga.
Chętnie poznam opinie czytelników, którzy dostrzegli, że sztuczna inteligencja rządzi obecnie codziennym życiem w sposób cichszy niż jakiekolwiek prawo czy wybory.
Mark Keenan
Mark Keenan jest byłym ekspertem technicznym ONZ i autorem kilku książek o władzy, technologii i wolności człowieka. Jest stałym współpracownikiem Global Research.
Za: https://www.globalresearch.ca/technocrats-vs-human-spirit/5906774

