banner


Znawczyni wyznań i wierzeń religijnych Karen Armstrong stwierdza, że niektóre grupy społeczne nigdy nie będą w stanie pojąć ideologii, zostały bowiem zainfekowane uprzednio przez fałszywą świadomość. Ideologia jest zamkniętym systemem, który nie może sobie pozwolić na rzetelną konfrontację z innymi poglądami (W imię Boga).

 

Z kolei prof. Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, historyk i politolog pochodzący z Polski (1916-80), urodzony w rodzinie ortodoksyjnych wyznawców judaizmu, Jacob Leib-Talmon uważał wszelkie nowożytne ideologie za przedłużenie dawnych religijnych systemów, które są obecne do dziś w cywilizacji Zachodu.

 

Determinizm Armstrong i Talmona wskazuje, że oprócz zgody na zasadę, iż wszystko już było, to wszystko jest echem dawnych idei oraz teorii. Nawet nauka i racjonalizm stają się w takiej opcji jedynie odbiciem poprzedzających je systemów, uprzednich doświadczeń, minionych tez i sądów oraz dawnych zbiorów wartości, zapominając jednocześnie, iż jak mawiał Benedykt Spinoza: Omnis determinatio negatio est (Każda determinacja jest negacją). Im bardziej coś jest zdeterminowane, tym mocniej jest ograniczone i tym samym neguje aktualnie otaczającą rzeczywistość.


Świecka ideologia, mobilizująca ludzi do działania jest w istocie nowoczesnym systemem wierzeń religijnych, tylko odwołującym się do poczucia racjonalności. (Jakob Leib Talmon)

Czarnecki do zajawkiRacjonalizm jest nieodrodnym dzieckiem oświecenia i wiodącym kierunkiem opisu rzeczywistości w kulturze Zachodu. Ale to samo oświecenie, w szczytowym momencie Rewolucji Francuskiej (będącej nieodrodnym produktem tej epoki), podjęło próbę stworzenia takiego kultu, który miałby zastąpić obowiązujący do tej pory we Francji katolicyzm, egzemplifikowany przez instytucję Kościoła rzymskiego. Próbę zakończoną kompletnym fiaskiem i kompromitacją.

Kult rozumu rozwijał się szczególnie intensywnie w okresie poprzedzającym Rewolucję Francuską. A w latach 1792-1794 został formalnie zmaterializowany. Propagował odrzucenie wszelkiej religii, atakował Kościół jako instytucję związaną z obaloną monarchią absolutną, propagował rezygnację ze stosowania zasad moralnych o korzeniach chrześcijańskich. Od początku związany był z najbardziej radykalnym ugrupowaniem skupionych wokół Jacquesa-René Héberta. Jego członkowie organizowali święta Rozumu, które miały charakter publicznych parad połączonych z niszczeniem przedmiotów sakralnych (zwłaszcza obrazów), śpiewem pieśni antykrólewskich i antykatolickich oraz utworów na cześć męczenników Rewolucji, niekiedy związanych również z demolowaniem kościołów.
Za każdym razem święto kończył publiczny obiad, któremu patronowała bogini Rozumu – wybrana wcześniej piękna młoda kobieta. Czyli nawiązywał w jakimś stopniu do liturgii, rytuałów religijnych, posiadał też namiastki własnej teologii. M.in. stąd zakorzeniony od czasów oświecenia jest pogląd, iż religia jest źródłem fałszywej świadomości, a instytucje religijne są ośrodkami dyrygującymi ludzką mentalnością na nutę konserwatyzmu, tradycjonalizmu, często ortodoksji, purytanizmu czy nawet fundamentalizmu religijnego.

Ludzie zacięcie walczyli o ideały Epoki Rozumu: wolność, równość, braterstwo, szczęście ludzkie, sprawiedliwość społeczną. Ta świecka ideologia mobilizująca masy ludzkie do działania – jak sądzi wspomniana Karen Armstrong – jest nowoczesnym systemem religijnych wierzeń, tyle iż odwołujących się do poczucia racjonalności. Czy istnieją podstawy do takiego spojrzenia na to zagadnienie? Czy rzeczywiście racjonalizm jest kolejnym wcieleniem mitu towarzyszącego ludzkości od zarania jej dziejów?

Rozumem nie pojmiesz

Współczesny świat począł traktować naukę jako swoistą ideologię, niezwykle utylitarnie, odchodząc od uświadomienia sobie jej zawsze aktualnych, ciągle przesuwanych, granic. A użyteczni przedstawiciele nauki stali się obiektami idolatrii - jak to ma miejsce zawsze w utylitaryzmie. Tym samym dano religijnym kontrrewolucjonistom, purytanom i ortodoksom różnej maści potężną broń do ręki. Broń w postaci strachu przed nowoczesnością (to też poniekąd wina coraz szybciej zmieniającego się świata, a tym samym i nauki mnożącej dylematy i problemy, która zmaterializowała się ucieczką do przeszłości, o czym pisał Erich Fromm w Ucieczce od wolności).

Nowoczesność utożsamiono z zagrożeniami nie tylko egzystencjalnego bytu, ale i tożsamości. Współczesność tym samym stała się opresją, której nie tylko się nie rozumie, ale się boi. Panuje od dawna przekonanie, że część ludzkości (z różnych względów) nie będzie w stanie pojąć i zrozumieć przyśpieszonego modernizmu (wraz z jego relatywizmem, ewolucjonizmem, stanowiących immanentną część tego sposobu percepcji), z charakterystyczną a związaną z owym przyspieszeniem postępu tzw. płynną nowoczesnością, hurraoptymizmem i nienasyconym kultem życia. Występując więc przeciwko temu, co uważają za racjonalizm i jego dziedzictwo, przestraszonym ludziom (także elitom) wydaje się, że zwalczają idee rewolucyjne, obecnie autorytarnie promowane i uchodzące za prawdy oczywiste. Są więc tym samym (we własnym mniemaniu) jedynymi obrońcami demokracji, wolności i swobody myślenia.

Fryderyk Nietzsche zauważył, że wiara obdarza niekiedy błogością, błogość z żadnej idee fixe nie czyni prawdziwej idei, wiara nie przenosi gór, a z pewnością wznosi je tam, gdzie ich dotąd nie było. I owa płaszczyzna w dzisiejszej dobie jest najważniejszą strefą konfrontacji modernizmu i pospolitego religianctwa (fundamentalizmu religijnego), racjonalizmu i transcendencji, realizmu i mistycyzmu. Im szybciej postępuje modernizacja, zarówno w przestrzeni przynależnej cywilizacji, jak i kulturze, tym bardziej jest ona powierzchowną, złudną, fasadową i pozorną. Tym szersze masy ludzi pozostawia poza swoim wpływem. Oczywiście chodzi o wpływ zrozumiały, w którym jednostka zanurza się w sposób świadomy. Nie tabloidalno-reklamowy, przelotny, tik-tokowy. Bo ludzie nie włączeni świadomie, mentalnie nieprzygotowani i nie przyjmujący modernizacji jako czegoś naturalnego (wynikającego z ewolucji) nie pojmą nigdy jej istoty. I prędzej czy później ją odrzucą, przechodząc na pozycje proponowane im przez religijnych oszustów i fundamentalistycznych, o różnej proweniencji, niekoniecznie religijnej, szalbierzy.

Strach jest przeważnie irracjonalny. Irracjonalny przez tworzone wyobrażenia przyszłości. Co później owocuje zazwyczaj wybuchami nienawiści, przemocy, agresji do każdego Innego. Wyznawcy religii monoteistycznych, gdzie idea narodu wybranego przez Istotę Najwyższą jest szczególnie silna i gdzie prozelityzm jest niejako wpisany w ich doktryny, a historia tych religii jest pełna masowych zbrodni, rzezi, masakr i linczów w imię miłości własnej wiary i swojego Boga, są niezwykle podatni na takie zachowania i taką mentalność. Naród wybrany jest zawsze w pojęciu wyznawców tych religii lepszy, bardziej moralny, posiada placet dany od Boga, ma szerzyć prawdziwą i zbawienną wiarę. Ma przywieść Innego - obojętnie jakimi metodami - do Prawdy.

Zwolennik racjonalizmu właśnie z tego tytułu nigdy siebie nie powinien traktować jako członka narodu wybranego, a samo pojęcie usilnie zwalczać. Bo to Sokrates - a nie Paweł z Tarsu, właściwy twórca chrześcijaństwa i mentor Kościoła katolickiego - ze swoim „Wiem, że nic nie wiem” (jako podstawa racjonalnego myślenia opartego o granice poznania i możliwości człowieka) winien być dla niego alfą i omegą.
Nowoczesna, racjonalna, progresywna, oświeceniowa w sposobie postrzegania świata świadomość jest ziemską sakralizacją człowieka (jak powiedział Protagoras z Abdery - „człowiek jest miarą wszechrzeczy”). To absolutnie coś różnego od dawnych mitów bogotwórczych. Ta apoteoza jednostki ludzkiej zrywa całkowicie z dotychczasową tradycją, zwłaszcza związaną z religiami monoteistycznymi wywodzącymi się z Bliskiego Wschodu, przenosząc szczęście jednostki, zadowolenie osoby, cel życia, na Ziemię. W doczesność. Tu i teraz. Likwidując tym samym mityczne życie w zaświatach. I to też może budzić strach i przerażenie. Dotyczy to również tzw. religii świeckich, czyli doktryn, bądź idei budujących się na osnowie właśnie monoteistycznego i religijnego schematu.

Rola mitu

Każda religia wiąże się bezpośrednio z mitami. Mit w sensie przedmiotowym to opowiadanie udramatyzowane, często symboliczne, wyrażające ludzkie doświadczenie świata jako rzeczywistości sakralnej. Objawia modele wszelkich obrzędów i ludzkiej działalności, w których doznaje się religijnego (lub quasi-religijnego) doświadczenia świata. W języku potocznym mit jest synonimem fikcji, tego co nieprawdziwe, nierealne, irracjonalne.

Mit od XIX wieku - ewolucjonizm, scjentyzm, rozwój nauki i techniki – postrzegany zostaje jako coś przednaukowego, jako nienowoczesny sposób myślenia, niemodernistyczna i zacofana forma odbioru rzeczywistości. I taka sama jest metoda opisu.
Mit posiada jeszcze jedną, niezwykle charakterystyczną cechę. Sam z siebie nie wymaga czci oraz uznania dla swej władzy i immanentnej jej zawsze przemocy czy agresji. Jednak kiedy przedmiotem mitu i przy tym ubóstwienia, staje się konkretny człowiek, instytucja religijna lub ideologia, wyznawcy samoczynnie zamieniają się w poddanych, niewolników, najemników Prawdy. Tych można dowoli omamiać, sterować nimi, manipulować ich świadomością. Obiecywać lepsze życie w zaświatach, albo w naszym idealnym świecie lecz po zniszczeniu zła. Jak pisze Stefan Bratkowski - „przymus i w następstwie terror są jedynie konsekwencją prawa rządzących do podporządkowywania sobie tych poddanych” (Kto na to pozwolił?). I tak dzieje się w sposób uniwersalny, zarówno gdy obiektem deifikacji staje się państwo, instytucja religijna, charyzmatyczny przywódca, nawiedzony guru, czy mistycznie pojęta wspólnota. Również idee racjonalizmu jak to dziś widać są źródłem fundamentalistycznych praktyk.

We współczesnym religioznawstwie dominuje nurt rewaloryzacji mitu. Przyczyniły się do tego zapewne w dużej mierze badania Karla Junga i jego szkoły, wskazujące na zakorzenienie mitu jako postawy w najgłębszych pokładach psychiki ludzkiej. Także postęp w naukach antropologicznych pozwolił na zmianę stosunku i opisywania mitu jako określonej kategorii. Również Fernand Braudel w swojej koncepcji długiego trwania pokazał jak religia i związane z nią klisze na długo zapadają w świadomości ludzi.

Jak zauważa jeden z największych teologów katolickich XX w. Karl Rahner, pojęcie mitu nierozerwalnie jest związane z językiem religijnym i z rozumieniem egzystencji człowieka. Każde pojęcie opowiadające o rzeczywistości metafizycznej, bądź religijnej, jako leżącej poza sferą bezpośredniego doświadczenia musi się posługiwać wyobrażeniami, które nie są pierwotnymi wyrazami tej rzeczywistości, ale które pochodzą z innego źródła. Jeżeli przyjmujemy następnie, że to wyobrażenie nie jest statycznym obrazem, ale ma charakter wyobrażenia dramatycznego, zdarzeniowego, albo przynajmniej może się w tych kierunkach rozwinąć tak, iż można je nazywać wyobrażeniem mitycznym, to w takim przypadku będziemy mogli skonkludować, że każda wypowiedź metafizyczna, albo religijna ma charakter mityczny lub podlega interpretacji w terminach mitu.
Jako rzeczywistość żywa i przeżywana, podlega ona - podobnie jak samo zjawisko religii - deformującym procesom historycznym, społecznym, kulturowym itd. W ich wyniku mit zdegradowany zostaje do rzędu pewnego rodzaju literatury, opowiadania, nie branego całkiem serio. Wzrastająca rola mediów we współczesnym świecie poszerza wydatnie pole dla mitologii i mitomaństwa. Zdaniem niektórych religioznawców ostatnie stadium degradacji mitu stanowią opowiadania folklorystyczne, klechdy i baśnie ludowe. Newsy z tabloidów można śmiało zaliczać do tych kategorii.

Religia wiecznie żywa?

Bez względu więc na zajmowaną pozycję religii, na podstawie współcześnie zachodzących procesów, nie da się w przewidywanym okresie wyeliminować jej z przestrzeni publicznej. I mówienie o tym w sposób aprioryczny, kategoryczny, dogmatyczny (jako przekonania immanentnego racjonalizmowi) jest nierealistyczne, życzeniowe i tym samym – irracjonalne. Ba, potwierdzałoby się w takim wypadku skłonności ideologiczne – na co wskazuje przywoływana Karen Armstrong – i fundamentalistyczno-aprioryczne tego ważnego prądu umysłowego, tego sposobu opisu świata i procesów w nim zachodzących (jest to bez wątpienia system holistyczny), będącego próbą wyzwolenia człowieka właśnie z mitologii, aprioryzmu, dogmatyzmu i antyewolucjonizmu.

Jest to więc zaprzeczenie oświeceniowego rodowodu racjonalizmu i jego rudymentarnej proweniencji.
Ukuto nawet pojęcie homo religiosus: człowiek - istota religijna, osoba ukierunkowana ze swej istoty na transcendencję. Czy tak jest na pewno? Fakt, religia i doświadczenie sacrum towarzyszą człowiekowi od zarania jego dziejów. Nie oznacza to jednak, że tak musi być zawsze. Religie żyją, ewoluują, zmieniają się, mieszając wzajemnie (tzw. synkretyzm religijny), gdyż nie są to byty statyczne, nadane z góry przez Absolut, a to świadczy tylko o ich ziemskim, społecznym, kulturowo-cywilizacyjnym pochodzeniu.

Wulgarny racjonalizm, prostacko i prymitywnie utożsamiający człowieka i jego byt wyłącznie z materialną stroną doczesności przynosi więcej szkód idei oświecenia – która jest podstawą i początkiem procesów modernizacyjnych w dzisiejszym wymiarze – niźli religijność oparta o standardowe pojęcia trwania, przyzwyczajenia, tradycjonalizmu.

Postmodernistyczny zachłanny konsumeryzm, tzw. zakupizm (Benjamin Barber, Skonsumowani, Dżihad kontra McŚwiat), niczym nieograniczony hedonizm preferowane kosztem nauk, racjonalnie pojętej duchowości (czyli życia wewnętrznego), otwarcia na sztukę, literaturę, różnorodne idee czy światopoglądy itd. zubożają człowieka, irracjonalizując jego jestestwo, czyniąc podatnym na różne szamaństwa (nawet nie transcendentno-mistycznego pochodzenia).

To stąd bierze się taka popularność tarotów, kabał, horoskopów, przeróżnych przepowiadaczy przyszłości , wróżek i wróżbitów. To za tym idą tabuny teleewangelistów, nawiedzonych mesjaszów, religijnych magów i pospolitych oszustów węszących w tym religijnym tyglu swój utylitarny interes.

To stąd bierze się m.in. powrót do – tu niechlubna rola Polski w tym średniowiecznym nawrocie kołtuństwa i filisterstwa jest znamienna – praktyk egzorcyzmów, wypędzania szatana i publicznego odczyniania złego. To tu tkwi wzrastająca obecność i popularność polityków (oraz ugrupowań politycznych) szermujących argumentacją religijno-teologiczną, nadużywających uzasadnień kwestiami sakralno-transcendentalnymi. To podstawa dla postępującej irracjonalizacji przestrzeni publicznej i używanych, bo przyjmowanych jako naturalne, argumentów.

Wspominany już Erich Fromm napisał, że „Nowoczesny człowiek żyje w iluzji, że wie, czego pragnie – gdy tymczasem, pragnie dokładnie tego czego się od niego oczekuje, że będzie pragnął” (Ucieczka od wolności). Sens tego powiedzenia - przy takim znaczeniu mediów i ich tabloidyzacji, wzrastającej ciągle roli religijnych fundamentalizmów i nachalnym prozelityzmie religijnym - jest niesłychanie adekwatny do tematu dysputy nad rolą religii w dzisiejszym świecie. Procesy fundamentalizacji obejmują bowiem nie tylko sferę wierzeń religijnych. Postępują również dramatycznie w świecie zdawałoby się liberalnym, demokratycznym, hołubiącym idee wolności, swobodę słowa czy wyjątkowej osobliwości każdej jednostki. I to jest chyba główne zadanie - próba odwrócenia tych szkodliwych tendencji - stawiane współcześnie przed zwolennikami modernizmu, racjonalizmu i humanizmu.
Radosław S. Czarnecki