banner

Kiedy zachodni przywódcy mówią o „ratowaniu planety”, rzadko wspominają, kto za to płaci. Pod moralnym językiem sprawiedliwości klimatycznej kryje się cichszy plan – taki, który ma mniej wspólnego ze środowiskiem, a więcej z władzą. Mechanizmy takie jak rynki emisji dwutlenku węgla i rekompensaty , „zielone” warunki MFW oraz swapy długu na klimat wywierają obecnie presję na kraje rozwijające się, aby zrzekły się suwerenności surowcowej w zamian za zatwierdzone przez Zachód „finansowanie klimatyczne”.

„Zielona transformacja” przekształca globalną gospodarkę w sposób, który utrzymuje kraje rozwijające się w zależności od „międzynarodowych” finansistów, technologii i akceptacji. To nie dekolonizacja; to jej lustrzane odbicie – zielony kolonializm , w którym zrównoważony rozwój staje się nowym słownictwem imperium. Mechanizmy są złożone, ale rezultat jest prosty: kontrola. To kolonializm tworzony przez elity finansowe.

Poprzez ramy klimatyczne Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Banku Światowego i Organizacji Narodów Zjednoczonych, kraje uboższe są zmuszone do restrukturyzacji swoich gospodarek, aby osiągnąć cele emisyjne, których same nie zaprojektowały. Dostęp do pożyczek, pomocy i finansowania infrastruktury zależy od „przestrzegania zasad zielonej polityki”. W praktyce oznacza to nowe formy oszczędności, ograniczenia w rozwoju energetyki i zagraniczną własność zasobów strategicznych – wszystko to usprawiedliwiane jako odpowiedzialność za środowisko. Polityka klimatyczna stała się systemem globalnego zarządzania opartego na warunkowości finansowej.

Warto również wziąć pod uwagę, że ponad 2000 naukowców i ekspertów ds. klimatu publicznie oświadczyło, że zmiana klimatu nie jest spowodowana emisją CO₂ – a obraz staje się jeszcze bardziej niepokojący. Więcej informacji można znaleźć w książce  CO2 Climate Hoax – How Bankers Hijacked the Real Environment Movement .

Zero netto: miraż zielonej energii

Centralny element zachodniej polityki klimatycznej – „zero emisji netto” – jest reklamowany jako zbawienie, ale działa jak iluzja. Budowa infrastruktury dla tak zwanej zielonej energii, od paneli słonecznych po akumulatory do pojazdów elektrycznych, wymaga masowego zużycia paliw kopalnych i destrukcyjnego wydobycia pierwiastków ziem rzadkich, często zlecanego biedniejszym krajom. Pojazdy elektryczne wykorzystują lit i kobalt wydobywane w procesach niszczących środowisko, wykorzystujących tanią siłę roboczą. Megakorporacje oczyszczają swoje sumienie, zlecając emisję zanieczyszczeń tam, gdzie mało kto o nich słyszy.

W Europie sprzeczności są już widoczne. Niemiecka transformacja energetyczna przekształciła niegdyś stabilną i tanią sieć w jedną z najdroższych na świecie. W Irlandii plany zamknięcia elektrowni węglowej Moneypoint zostały po cichu wycofane, gdy przestawiono ją na spalanie oleju napędowego – milcząco przyznano, że fantazje o odnawialnych źródłach energii napotykają na twarde ograniczenia w konfrontacji z rzeczywistością.

To, co w latach 90. XX wieku zaczęło się jako autentyczna współpraca na rzecz środowiska, wkrótce stało się mechanizmem dźwigni ekonomicznej. Polityka klimatyczna – rzekomo mająca na celu ochronę przyrody – przekształciła się w instrument finansowy. Retoryka zrównoważonego rozwoju skrywa teraz starą logikę władców pieniądza i elit finansowych, których nazwisk nie sposób wymienić: wydobycie i zależność, ubrane w język planetarnego zbawienia. Zobacz także książkę Demonic Economics.

Od dóbr wspólnych do kredytów węglowych

Ideologia zielonego kolonializmu ma głębokie korzenie historyczne. We wczesnej nowożytnej Europie rozległe obszary wspólnej „ziemi” były ogrodzone dekretami królewskimi i aktami parlamentarnymi. Ogrodzenia te zniszczyły samowystarczalną gospodarkę wiejską i doprowadziły do uzależnienia od płac i pieniędzy. To, co było podstawą utrzymania całych społeczności, stało się ograniczoną własnością; dostęp do natury został zastąpiony dostępem do kredytów. Była to nowa forma kontroli: rządy za pomocą pieniądza. Dostęp do żywności, schronienia i zasobów nie był już prawem pierworodztwa, lecz towarem.

Ten system stał się globalny. Dziś dobra wspólne to już nie łąki i lasy, ale fale radiowe, genomy i ekosystemy – wszystkie objęte patentami korporacyjnymi i cenami rynkowymi – wszystko to teraz utowarowione i będące przedmiotem obrotu. Nawet „węgiel” został sprywatyzowany, przekształcony w aktywa finansowe za pośrednictwem rynków emisji. To nie ekologia; to grodzenie pod inną nazwą.
„Prawo karze mężczyznę lub kobietę, którzy kradną gęś z pastwiska, ale wypuszcza na wolność przestępcę, który kradnie gęsie pastwisko” – głosi XVIII-wieczne powiedzenie przeciwne grodzeniu.

Zielona pułapka długu

Instytucje takie jak MFW i Bank Światowy wykorzystują obecnie „zielone finanse” i „zrównoważony rozwój” jako narzędzie nacisku na suwerenne państwa. Kraje rozwijające się są proszone o dekarbonizację w zamian za pożyczki – ale pożyczki te wiążą się z warunkami, które prywatyzują infrastrukturę dla międzynarodowych megakorporacji i pogłębiają zależność. Te same instytucje, które narzucały politykę oszczędności i zadłużenie państwa w ramach „modernizacji” w latach 80., robią to teraz w ramach „działań na rzecz klimatu”.

Jak napisał ekonomista Michel Chossudovsky, globalizacja doprowadziła do „globalizacji ubóstwa”. Jak udokumentował John Perkins, autor książki Confessions of an Economic Hitman, kraje takie jak Ekwador zostały zwabione pożyczkami na infrastrukturę, tylko po to, by odkryć, że połowa ich budżetów narodowych pochłania spłatę długów.

Dług zastępuje bezpośrednią kolonizację. Ta historia powtarza się w Afryce, Azji i Ameryce Łacińskiej: każda pożyczka na „zielony rozwój” zaciska pętlę niewolnictwa gospodarczego. Co więcej, rozwinięte kraje Zachodu są przekształcane w kierunku komunistycznych oszczędności i kontroli mas, aby „uratować planetę” – biurokracja klimatyczna trzyma praktycznie wszystkie kraje pod kontrolą porozumień klimatycznych ONZ.

Programy te są reklamowane jako zrównoważone, ale funkcjonują jako mechanizmy przechwytywania zasobów i kontroli nad ludźmi. Narody są często zmuszane do sprzedaży aktywów państwowych – od systemów wodnych po prawa do minerałów – aby obsługiwać swoje „zielone” długi. Rezultatem nie jest sprawiedliwość klimatyczna, lecz polityka oszczędności klimatycznych: zielona kontynuacja globalizacji.

Globalizacja pomalowana na zielono

Rozwój tego, co ONZ i Światowe Forum Ekonomiczne nazywają „zrównoważonym rozwojem”, jest w praktyce finansjalizacją środowiska . Rynki emisji dwutlenku węgla, kredyty bioróżnorodności i usługi ekosystemowe pozwalają korporacjom zanieczyszczać jeden region, a jednocześnie kupować rekompensaty w innym. To nie koniec eksploatacji, ale jej digitalizacja. Świat korporacji czerpie podwójne zyski – najpierw z zanieczyszczeń, a potem ze sprzedaży własnego, rzekomego lekarstwa. Retoryka zrównoważonego rozwoju skrywa system wydobywczy, który traktuje planetę jak bilans.

Ekonomista E.F. Schumacher napisał kiedyś: „Wzrost gospodarczy sam w sobie nie jest ani dobry, ani zły. Wszystko zależy od tego, co rośnie, a co jest wypierane lub niszczone”.
Obecny model zielonego wzrostu nadal wypiera i niszczy – tylko teraz dzięki lepszej strategii public relations. Wartość natury nie leży w jej życiodajnej obfitości, ale w jej cenie w arkuszu kalkulacyjnym. Lasy, rzeki, a nawet czyste powietrze, są przemianowywane na „kapitał naturalny” i umieszczane w portfelach inwestycyjnych. Beneficjentami są te same potęgi finansowe, które czerpią zyski z wojen i długów; przegranymi są ci, którzy żyją na ziemi.

Zielony kapitalizm jako nowe imperium

Rezultatem jest to, co niektórzy analitycy nazwali „globalizacją pomalowaną na zielono”. Moralny język działań na rzecz klimatu maskuje znajomą hierarchię. To, co kiedyś było demaskowane jako wyzysk megakorporacji, jest teraz przedstawiane jako „ratowanie planety”. Ile milionów pojazdów elektrycznych wyprodukowano i sprzedano dzięki temu fortelowi? Jednak podstawowa dynamika pozostaje niezmienna: przepływ bogactwa i władzy kieruje się w górę, w stronę i tak już ultrabogatej kliki magnatów finansowych, podczas gdy odpowiedzialność znika w finansowej eterze.

Retoryka „zerowej emisji netto” i „zielonej transformacji” nie tylko zmienia kształt polityki krajowej, ale także eksportuje kontrolę wszędzie. To, co zaczęło się jako dostosowanie przemysłu, przekształciło się w globalne ramy zarządzania zasobami, zadłużeniem i rozwojem pod sztandarem działań na rzecz klimatu. Za pośrednictwem rynków emisji dwutlenku węgla i zielonych finansów, te same siły, które zbudowały gospodarkę opartą na paliwach kopalnych, dyktują teraz warunki jej rzekomego zastąpienia. Prywatyzacja energii po prostu ustąpiła miejsca prywatyzacji samej natury.

Powrót Mistrzów Pieniędzy

Niezależnie od tego, czy w kapitalizmie, czy w komunizmie, ostatecznymi władcami byli ci, którzy kontrolowali podaż pieniądza. Dziś prywatyzacja i globalizacja korporacyjna obejmują swoim zasięgiem każdy zakątek życia. Nawet fale radiowe są własnością; nawet formy życia są patentowane. Ultrabogate megakorporacje z grupy Davos działają jak maski dla prawdziwej władzy – finansistów, którzy je posiadają i kontrolują. Ukryte za warstwami spółek z ograniczoną odpowiedzialnością i rajów podatkowych, działają poza prawem krajowym i demokratyczną odpowiedzialnością. Anonimowość jest tarczą. Za fasadą zielonego marketingu i społecznej odpowiedzialności biznesu, te same transnarodowe interesy umacniają swoją kontrolę nad podstawowymi zasobami świata.

Agenda 2030 ONZ i Wielki Reset Światowego Forum Ekonomicznego (WEF) obiecują „zrównoważoną przyszłość”, ale w rzeczywistości przynoszą planetę zarządzaną, monitorowaną i spieniężoną. Pod hasłem odpowiedzialności klimatycznej rządy są nakłaniane do polityki konsolidującej kontrolę nad ziemią, energią i informacją. Nowy porządek to nie harmonia ekologiczna ani rzeczywista zrównoważoność, ale rządy technokratyczne – ogrodzony system 2.0 , w którym dobra wspólne są ponownie kradzione, tym razem w imię ich ratowania. Oznacza to więcej bogactwa i władzy korporacji dla technokracji oraz więcej oszczędności poprzez „zielony” komunizm dla kontrolowanych mas.

Wnioski: Imperium staje się zielone

Prawdziwy ekologizm dąży do ochrony życia przed wyzyskiem. Zielony kolonializm elit finansowych, przeciwnie, chroni wyzysk przed kontrolą. Dopóki globalna polityka nie zostanie uwolniona spod jarzma instytucji finansowych i korporacyjnych technokratów, planeta nie zostanie uratowana – zostanie zsekurytyzowana.
Mark Keenan

Mark Keenan jest autorem książki Climate CO2 Hoax: How Bankers Hijacked the Environment Movement (Oszustwo klimatyczne na temat CO2: Jak bankierzy przejęli kontrolę nad ruchem ekologicznym) ; byłym naukowcem w Departamencie Energii i Zmian Klimatu rządu Wielkiej Brytanii; a także byłym urzędnikiem ds. ochrony środowiska w Programie Narodów Zjednoczonych ds. Środowiska.

Za: https://www.globalresearch.ca/eco-colonialism-how-un-climate-policy-enforces-a-new-world-order/5902945