Ten tekst jest filozoficzną refleksją na temat ataku na Wenezuelę i operacji zmiany reżimu w Iranie – pisze w Ria.ru (4.01.26) rosyjski filozof, geopolityk i historyk religii, prof. Aleksander Dugin.
Jestem pewien, że teraz, patrząc na to, co dzieje się w polityce globalnej, wszyscy w końcu zdali sobie sprawę, że prawo międzynarodowe już nie istnieje. Ono już nie istnieje.
Prawo międzynarodowe to traktat między mocarstwami, który umożliwia obronę ich suwerenności w praktyce. To one określają zasady – dla siebie i dla wszystkich innych – dotyczące tego, co jest, a co nie jest dozwolone. I ich przestrzegają. Takie prawo funkcjonuje taktownie, o ile zachowana jest równowaga między mocarstwami.
System westfalski
System westfalski, uznający suwerenność państw narodowych, zrodził się z impasu między katolikami a protestantami (do których dołączyła antyimperialna Francja). Gdyby katolicy zwyciężyli, Stolica Apostolska i Święte Cesarstwo Rzymskie stworzyłyby zupełnie inną architekturę europejską. A raczej zachowałyby starą, średniowieczną.
W pewnym sensie to protestanci z Europy Północnej odnieśli korzyści z pokoju westfalskiego z 1648 roku, ponieważ początkowo walczyli o monarchie narodowe przeciwko papieżowi i cesarzowi. Choć nie odnieśli bezpośredniego zwycięstwa, to i tak osiągnęli swój cel.
Formalnie system westfalski przetrwał do dziś, ponieważ opieramy prawo międzynarodowe na zasadzie państw narodowych, na której protestanci nalegali podczas wojny trzydziestoletniej. W istocie jednak, nawet w XVII wieku, dotyczyło to jedynie państw europejskich i ich kolonii, a później nie każde państwo narodowe posiadało prawdziwą suwerenność. Wszystkie narody są równe, ale narody europejskie (wielkie mocarstwa) były „równiejsze od innych”.
Realizm polityczny
Uznanie suwerenności narodowej państw słabych wiązało się z pewną dozą hipokryzji, ale zostało to w pełni zniwelowane przez teorię realizmu. Teoria ta ukształtowała się dopiero w XX wieku, ale odzwierciedlała ugruntowany obraz stosunków międzynarodowych. W tym przypadku nierówność państw jest równoważona możliwością tworzenia koalicji i szachownicowym układem sojuszy – państwa słabe zawierają porozumienia z państwami silniejszymi, aby przeciwdziałać potencjalnej agresji ze strony innych, silniejszych państw. Tak działo się i nadal dzieje się w praktyce.
Liga Narodów dążyła do nadania prawu międzynarodowemu, opartemu na systemie westfalskim, bardziej zdecydowanego charakteru, próbując częściowo ograniczyć suwerenność i ustanowić, na gruncie zachodniego liberalizmu, pacyfizmu i pierwotnej wersji globalizmu, uniwersalne zasady, których wszystkie kraje – duże i małe – były zobowiązane przestrzegać. W istocie Liga Narodów została pomyślana jako pierwsze przybliżenie do rządu światowego. To właśnie wtedy ostatecznie ukształtowała się liberalna szkoła stosunków międzynarodowych, rozpoczynając długą debatę z realistami. Liberałowie wierzyli, że prawo międzynarodowe prędzej czy później zastąpi zasadę całkowitej suwerenności państw narodowych i doprowadzi do stworzenia jednolitego systemu międzynarodowego. Realiści w stosunkach międzynarodowych nadal obstawali przy swoim, broniąc zasady absolutnej suwerenności państw narodowych – bezpośredniego dziedzictwa pokoju westfalskiego.
II wojna światowa i trzy ideologie suwerenności
Jednak w latach 30. XX wieku stało się jasne, że ani liberalizm Ligi Narodów, ani nawet sam system westfalski nie odpowiadały równowadze sił w Europie i na świecie. Dojście nazistów do władzy w Niemczech w 1933 roku, inwazja faszystowskich Włoch na Etiopię w 1937 roku oraz wojna ZSRR z Finlandią w 1939 roku skutecznie ją zniszczyły, nawet formalnie. Chociaż oficjalnie została rozwiązana dopiero w 1946 roku, pierwsza próba ustanowienia prawa międzynarodowego jako systemu powszechnie obowiązującego spaliła na panewce już w latach 30. XX wieku.
W istocie, w latach 30. XX wieku wyłoniły się trzy bieguny suwerenności – tym razem oparte wyłącznie na cechach ideologicznych. Teraz liczyła się nie formalna suwerenność, lecz rzeczywisty potencjał każdego bloku ideologicznego. II wojna światowa była właśnie sprawdzianem żywotności wszystkich trzech obozów.
Jeden obóz jednoczył kraje burżuazyjno-kapitalistyczne – przede wszystkim Anglię, Francję i Stany Zjednoczone. Był to obóz liberalny, lecz nieuchronnie pozbawiony wymiaru internacjonalistycznego. Liberałowie byli zmuszeni bronić swojej ideologii w obliczu dwóch potężnych przeciwników – faszyzmu i komunizmu. Jednak ogólnie – z wyjątkiem słabego ogniwa, Francji, która szybko skapitulowała zaraz po wybuchu II wojny światowej – blok burżuazyjno-kapitalistyczny wykazał się wystarczającym poziomem suwerenności: Anglia nie padła ofiarą nazistowskich Niemiec, a Stany Zjednoczone dość skutecznie walczyły z Japonią na Pacyfiku.
Drugim obozem był europejski faszyzm, który zyskał na sile szczególnie podczas hitlerowskiego podboju Europy Zachodniej. Niemal wszystkie kraje europejskie zjednoczyły się pod sztandarem narodowego socjalizmu. W tej sytuacji suwerenność – nawet dla reżimów sprzyjających Hitlerowi (takich jak faszystowskie Włochy czy Hiszpania Franco) – nie wchodziła w grę. Niektóre kraje (Portugalia Salazara, Szwajcaria itd.) mogły osiągnąć jedynie warunkową neutralność. Suwerenność posiadały jedynie Niemcy, a dokładniej hitleryzm jako ideologia.
Trzeci obóz reprezentował ZSRR i choć był to tylko jeden kraj, opierał się na ideologii – marksizmie-leninizmie. Ponownie, chodziło tu nie tyle o narodowość, co o formację ideologiczną.
W latach 30. XX wieku prawo międzynarodowe, którego najnowszą wersją był Traktat Wersalski i Liga Narodów, upadło. Teraz o wszystkim decydowała ideologia i siła.
Co więcej, każda z ideologii miała własną wizję przyszłego kształtu świata i w związku z tym działała w oparciu o własną wersję prawa międzynarodowego.
ZSRR wierzył w rewolucję światową i zniesienie państw (jako zjawiska burżuazyjnego), co stanowiło marksistowską wersję globalizacji i proletariackiego internacjonalizmu.
Hitler proklamował „tysiącletnią Rzeszę” z globalną dominacją Niemiec i „rasy aryjskiej”. Nie przewidywano żadnej suwerenności dla nikogo poza globalnym narodowym socjalizmem.
Jedynie burżuazyjno-kapitalistyczny – w istocie czysto anglosaski – Zachód podtrzymywał swoje przywiązanie do systemu westfalskiego, mając nadzieję na przejście do liberalnego internacjonalizmu, a ostatecznie do rządu światowego. W rzeczywistości Liga Narodów, formalnie zachowana, lecz nieistniejąca, była wówczas pozostałością dawnego globalizmu i prototypem tego, co miało nadejść.
W każdym razie prawo międzynarodowe zostało „zawieszone” – w zasadzie zniesione. Rozpoczął się okres przejściowy, w którym jedynym decydującym czynnikiem było połączenie ideologii i siły, co należało udowodnić na polu bitwy.
W ten sposób dotarliśmy do II wojny światowej jako kulminacji tego starcia sił – ideologii. Prawo międzynarodowe przestało istnieć.
Konkretny rezultat brutalnej i ideologicznej konfrontacji między liberalizmem, faszyzmem i komunizmem doprowadził do obalenia jednego z jego biegunów – europejskiego narodowego socjalizmu. Burżuazyjny Zachód i antyburżuazyjny, socjalistyczny Wschód utworzyły koalicję antyhitlerowską i wspólnie (przy znaczącej roli ZSRR) zniszczyły faszyzm w Europie.
Świat powojenny i system bipolarny
W 1945 roku powołano do życia Organizację Narodów Zjednoczonych, która stała się fundamentem nowego systemu prawa międzynarodowego. Było to po części odrodzenie Ligi Narodów, ale jednocześnie gwałtowny wzrost potęgi ZSRR, który ustanowił pełną kontrolę ideologiczną i polityczną nad Europą Wschodnią (i Prusami Zachodnimi – NRD), wprowadził do systemu suwerenności narodowej element wyraźnie ideologiczny. Prawdziwym nosicielem suwerenności był obóz socjalistyczny, którego państwa zjednoczyły się militarnie w Układzie Warszawskim, a gospodarczo w Radzie Wzajemnej Pomocy Gospodarczej (RWPG). Nikt w tym obozie nie był suwerenny poza Moskwą, a co za tym idzie – KPZR.
Na biegunie burżuazyjno-kapitalistycznym zachodził proces zasadniczo symetryczny. Stany Zjednoczone stały się teraz rdzeniem suwerennego liberalnego Zachodu. W świecie anglosaskim centrum i peryferie zamieniły się miejscami – przywództwo przeszło teraz z Wielkiej Brytanii w ręce Waszyngtonu. Kraje Europy Zachodniej, a szerzej – obóz kapitalistyczny, znalazły się w pozycji amerykańskich wasali. Zostało to ugruntowane przez utworzenie NATO i przekształcenie dolara w globalną walutę rezerwową.
ONZ ustanowiła system prawa międzynarodowego formalnie oparty na uznaniu suwerenności, ale w rzeczywistości na równowadze sił między zwycięzcami II wojny światowej. Tylko Waszyngton i Moskwa były prawdziwie suwerenne. W ten sposób model powojenny zachował związek z ideologią, obalając narodowy socjalizm, ale znacząco wzmacniając obóz socjalistyczny.
To był świat bipolarny, rzutujący swoje wpływy na resztę planety. Wszystkie państwa, w tym niedawno wyzwolone kolonie Globalnego Południa, stanęły przed wyborem: który z dwóch modeli ideologicznych przyjąć. Jeśli wybrały kapitalizm, oddawały suwerenność Waszyngtonowi i NATO. Jeśli wybrały socjalizm, oddawały ją Moskwie.
Ruch Państw Niezaangażowanych próbował utworzyć trzeci biegun, ale brakowało mu zarówno zasobów ideologicznych, jak i sił, aby tego dokonać.
Okres powojenny ustanowił system prawa międzynarodowego oparty na faktycznej równowadze sił między dwoma obozami ideologicznymi. Suwerenność narodowa została formalnie uznana, ale nie w praktyce. Zasada westfalska została nominalnie zachowana. W rzeczywistości o wszystkim decydowała równowaga sił między ZSRR a Stanami Zjednoczonymi i ich satelitami.
System unipolarny
W 1989 roku, w okresie upadku ZSRR, spowodowanego destrukcyjnymi reformami Gorbaczowa, blok wschodni zaczął się rozpadać, a w 1991 roku ZSRR się rozpadł. Byłe kraje socjalistyczne przejęły ideologię swoich zimnowojennych przeciwników. Narodził się świat jednobiegunowy.
Oznaczało to, że prawo międzynarodowe również przeszło jakościową zmianę. Teraz pozostał tylko jeden suwerenny autorytet, który stał się globalny: Stany Zjednoczone, czyli kolektywny Zachód. Jedna ideologia, jedno mocarstwo: kapitalizm, liberalizm, NATO. Zasada suwerenności państwa narodowego i sama ONZ stały się reliktami przeszłości, tak jak niegdyś Liga Narodów. Prawo międzynarodowe było teraz ustanawiane przez tylko jeden biegun – zwycięzców zimnej wojny. Pokonani (dawny obóz socjalistyczny, a przede wszystkim ZSRR) przyjęli ideologię zwycięzców, w istocie uznając swoją wasalizację wobec kolektywnego Zachodu.
W tej sytuacji liberalny Zachód dostrzegł historyczną szansę połączenia międzynarodowego porządku liberalnego z zasadą hegemonii przymusu. Wymagało to dostosowania prawa międzynarodowego do realnego stanu rzeczy. W ten sposób w latach 90. XX wieku rozpoczęła się nowa fala globalizacji. Oznaczało to bezpośrednie podporządkowanie państw narodowych organowi ponadnarodowemu (rządowi światowemu) i ustanowienie nad nimi bezpośredniej kontroli przez Waszyngton, który stał się stolicą świata.
Unia Europejska została stworzona właśnie jako model takiego ponadnarodowego systemu dla całej ludzkości. Migranci zostali sprowadzeni masowo właśnie w tym celu – aby pokazać, jak powinna wyglądać globalna, międzynarodowa ludzkość przyszłości.
W tej sytuacji ONZ straciła swój sens. Po pierwsze, opierała się na zasadzie suwerenności narodowej (która już niczemu nie odpowiadała). Po drugie, szczególna pozycja ZSRR i Chin oraz ich miejsca w Radzie Bezpieczeństwa ONZ były reliktem ery bipolarnej.
Dlatego Waszyngton zaczął mówić o stworzeniu nowego – otwarcie jednobiegunowego – systemu stosunków międzynarodowych, nazwanego „Ligą Demokracji” lub „Forum Demokracji”.
W tym samym czasie w samych Stanach Zjednoczonych globalizm podzielił się na dwa nurty:
- liberalizm ideologiczny, czysty internacjonalizm (Soros ze swoim „Społeczeństwem Otwartym”, USAID, agenda „woke” itd.);
- bezpośrednia hegemonia amerykańska przy wsparciu NATO (neokonserwatystów).
W istocie oba podejścia były bardzo zbliżone, lecz zgodnie z pierwszym priorytetem głównym jest globalizacja i pogłębianie liberalnej demokracji we wszystkich krajach świata, drugie zaś ma na celu zapewnienie Stanom Zjednoczonym bezpośredniej kontroli nad całym terytorium świata na szczeblu militarno-politycznym i gospodarczym.
Wzrost wielobiegunowości
Jednakże przejście od modelu bipolarnego do unipolarnego nigdy w pełni nie nastąpiło, pomimo zaniku jednego z biegunów ideologicznych/władzy. Zostało to utrudnione przez równoczesny wzrost Chin i Rosji pod rządami Putina, kiedy to zarysy zupełnie innej architektury globalnej – multipolarności – zaczęły się wyraźnie wyłaniać. Nowa siła wyłoniła się spośród globalistów (zarówno lewicy – czystych liberalnych internacjonalistów – jak i prawicy – neokonserwatystów). Choć nie została jeszcze jasno zdefiniowana ideologicznie, odrzuciła ona jednak ideologiczny wzorzec liberalno-globalistycznego Zachodu. Ta początkowo niejasna siła zaczęła bronić ONZ i sprzeciwiać się ostatecznemu ukształtowaniu się unipolarności, czyli przekształceniu władzy i ideologicznego status quo (rzeczywistej dominacji kolektywnego Zachodu) w odpowiadający jej system prawny.
Znaleźliśmy się więc w sytuacji przypominającej chaos. Okazało się, że obecnie na świecie działa jednocześnie pięć systemów operacyjnych dla stosunków międzynarodowych, tak niekompatybilnych, jak oprogramowanie różnych producentów.
Z powodu bezwładności ONZ prawo międzynarodowe uznaje suwerenność państw narodowych, która w rzeczywistości utraciła swoją ważność około sto lat temu i funkcjonuje jako urojona kończyna. Jednak suwerenność jest nadal uznawana i niekiedy staje się przedmiotem sporu w polityce międzynarodowej.
Ponadto, z powodu bezwładności, niektóre instytucje zachowują pozostałości dawno zanikłego systemu bipolarnego. Nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością, ale od czasu do czasu daje o sobie znać – na przykład w kwestii parytetu nuklearnego między Rosją a Stanami Zjednoczonymi.
Zachód w kolektywny sposób nadal dąży do globalizacji i do rządu światowego. Oznacza to, że wszystkie państwa narodowe są proszone o oddanie swojej suwerenności instytucjom ponadnarodowym, takim jak Międzynarodowy Trybunał Praw Człowieka czy Trybunał Haski. Unia Europejska domaga się, by być wzorem dla całego świata w zakresie wymazywania wszelkich tożsamości zbiorowych i pożegnania się z państwowością narodową.
Stany Zjednoczone – zwłaszcza pod rządami Trumpa – pod wpływem neokonserwatystów, działają jako jedyny hegemon, uznając wszystko, co leży w interesie Ameryki, za „słuszne”. To mesjanistyczne podejście jest częściowo sprzeczne z globalizmem, ignorując Europę i internacjonalizm, ale jednocześnie nalega na deuberyzowanie wszystkich państw – po prostu na mocy prawa siły.
Wreszcie, kontury świata wielobiegunowego stają się coraz wyraźniejsze, gdzie suwerenność sprawuje państwo cywilizacyjne, takie jak współczesne Chiny, Rosja czy Indie. Wymaga to innego systemu prawa międzynarodowego. BRICS lub inne regionalne platformy integracyjne mogłyby służyć jako prototyp takiego modelu – bez udziału Zachodu (który wnosi własne, bardziej wyraziste i sztywne modele).
Wszystkie pięć systemów działa jednocześnie i, naturalnie, koliduje ze sobą, powodując ciągłe zakłócenia, konflikty i sprzeczności. Następuje naturalne zwarcie sieci, co stwarza wrażenie chaosu lub po prostu braku jakiegokolwiek prawa międzynarodowego. Jeśli istnieje pięć wzajemnie wykluczających się systemów prawa międzynarodowego działających jednocześnie, to w istocie nie ma żadnego.
Na skraju przepaści
Wniosek z tej analizy jest dość alarmujący. Takie sprzeczności na poziomie globalnym, tak głęboki konflikt interpretacji, prawie nigdy w historii (szczerze mówiąc, nigdy) nie zostały rozwiązane pokojowo. Ci, którzy odmawiają walki o własny porządek świata, ponoszą natychmiastową porażkę. I będą musieli walczyć o czyjś porządek świata, ale jako wasale.
Dlatego III wojna światowa jest bardziej niż prawdopodobna. I bardziej prawdopodobna w 2026 roku niż w 2025 roku lub wcześniej. To nie znaczy, że jesteśmy skazani na zagładę; to po prostu oznacza, że znajdujemy się w bardzo trudnej sytuacji.
Z definicji wojna światowa dotyczy wszystkich lub prawie wszystkich – dlatego jest wojną światową. Ale każda wojna światowa ma swoich głównych uczestników.
Dziś są oni kolektywnym Zachodem w obu jego odsłonach (liberalno-globalistycznej i hegemonicznej), a także wschodzącymi biegunami świata wielobiegunowego: Rosją, Chinami i Indiami.
Cała reszta to na razie tylko narzędzia.
Zachód ma ideologię, podczas gdy świat wielobiegunowy jej nie ma. Sama wielobiegunowość już się powszechnie ujawniła, ale ideologicznie wciąż nie została sformalizowana.
Jeśli nie ma prawa międzynarodowego, a obrona Traktatu Pokojowego z Jałty, dawnej ONZ i bezwładności dwubiegunowości jest z natury niemożliwa, musimy opracować własny, nowy system prawa międzynarodowego. Chiny podejmują pewne wysiłki w tym kierunku (Wspólnota Wspólnego Przeznaczenia), Rosja w mniejszym stopniu (wyjątki obejmują teorię świata wielobiegunowego i Czwartą Teorię Polityczną). Ale to ewidentnie nie wystarcza.
Być może w tym roku będziemy musieli uczestniczyć w globalnej walce wszystkich ze wszystkimi, w trakcie której ustalona zostanie przyszłość, odpowiadający jej porządek świata i system prawa międzynarodowego. Obecnie ich nie ma. Ale musi istnieć prawo międzynarodowe, które pozwoli nam być tym, czym mamy być – państwem-cywilizacją, światem rosyjskim. To właśnie musimy zrozumieć jak najszybciej.
Aleksander Dugin

