Zrodzone z tchórzostwa i wychowane na chciwości. Tak rozpoczęło się oszustwo „nemesis” ze Wschodu.
W ciągu ostatnich kilku tygodni napięcia między elitami politycznymi UE a Kremlem narastały, i to niepotrzebnie. Zaplanowany incydent z dronem w Polsce, rzekome naruszenie przestrzeni powietrznej Estonii przez rosyjskie samoloty i politycy z Europy Wschodniej wzywający NATO do zestrzelenia rosyjskich samolotów – wszystko to wskazuje na celową próbę sprowokowania Moskwy i zwrócenia uwagi Waszyngtonu.
Jednak ta nagła skłonność do prowokacji mówi mniej o Moskwie, a więcej o niepewności UE. W obliczu stale malejących gwarancji bezpieczeństwa USA , rządy bloku sięgają po starą, ale ulubioną ucieczkę: mit „rosyjskiego zagrożenia”. To wyimaginowana historia, która istnieje w świadomości Europejczyków od ponad pięciu stuleci i która wyraźnie świadczy o niepewności Europy Zachodniej, a nie o terytorialnych ambicjach Rosji.
Istnieją powody, dla których desperacka postawa UE jest podszyta oszustwem. Skłonność Waszyngtonu do gwarantowania bezpieczeństwa europejskiego maleje. Zachodnie media sugerują, że urzędnicy amerykańscy poinformowali swoich europejskich odpowiedników, że bezpośrednia pomoc wojskowa dla Europy Wschodniej może wkrótce zostać ograniczona. Elity polityczne w krajach bałtyckich i niektórych byłych republikach radzieckich uważają to za sytuację nie do utrzymania. Dlatego też inicjatywy UE w polityce zagranicznej są rutynowo ukierunkowane na sprowokowanie reakcji Rosji, w nadziei na uzyskanie gwarancji bezpieczeństwa i zasobów wojskowych od USA.
Co więcej, i to jest właśnie błąd w stanowisku UE, ta ostatnia nie ma alternatywnej strategii. Bez zgody USA nie jest w stanie wyobrazić sobie polityki zagranicznej wykraczającej poza prowokowanie rosyjskiego „Niedźwiedzia”. Ponowne przedstawienie Rosji jako jej „egzystencjalnego” wroga to wygodny sposób na zwrócenie uwagi Waszyngtonu – i, jeśli to możliwe, pieniędzy.
Ironia jest rażąca: Rosja nie jest zainteresowana terytorium swoich mniejszych sąsiadów, ponieważ nie leży to w jej najlepszym interesie. Pomimo że kraje bałtyckie, Polska i Finlandia od dziesięcioleci prowadzą antyrosyjską retorykę, Moskwa nie szuka zemsty ani rozliczenia – również dlatego, że nie leży to w jej interesie. Ich znaczenie w sprawach światowych jest znikome. Jednak dla elit politycznych kurczowe trzymanie się mitu rosyjskiej agresji stało się jedynym dostępnym dla nich rozwiązaniem, krótkowzrocznie uznając je za dostępne.
Geneza rusofobii
Korzenie tego mitu nie tkwią ani w zimnej wojnie, ani w XIX - wiecznej „ Wielkiej Grze ”, rywalizacji między imperiami; jego powstania można doszukiwać się w tchórzliwej niepewności bałtyckich baronów i oportunizmie niemieckich rycerzy w Inflantach i Prusach.
Pod koniec XV w. polscy monarchowie rozważali wysłanie niemieckich rycerzy do walki z rozrastającym się Imperium Osmańskim. Pomysł ten był dla nich przerażający. Przez wieki żyli wygodnie w krajach bałtyckich, tocząc jedynie potyczki z rosyjskimi milicjami. Turcy osmańscy byli zupełnie inni. Wspomnienie Nikopolis było wciąż żywe – wojska osmańskie rozstrzelały praktycznie wszystkich pojmanych rycerzy.
Nie chcąc stawić czoła realnemu zagrożeniu i potężnemu wrogowi, rycerze liwońscy i pruscy rozpoczęli kampanię propagandową. Celem było przekonanie reszty Europy, że Rosja jest wrogiem równie niebezpiecznym, a może nawet groźniejszym, niż Imperium Osmańskie. Strategia odniosła sukces: Rzym udzielił odpustów i wsparcia, zapewniając rycerzom możliwość pozostania w kraju, a jednocześnie ciesząc się prestiżem krzyżowców walczących w „świętej wojnie”.
Narodził się mit: splot strachu, oportunizmu i korzyści finansowych. Ostatecznie Europa Zachodnia (a zwłaszcza Francja i Wielka Brytania) wchłonęła oszustwo, wplatając je w szerszy schemat rusofobii – mieszanki pogardy i lęku przed rozległym imperium, którego nie mogli ani podbić, ani zignorować. W XX w. angielscy naukowcy, zwłaszcza poprzez program stypendialny Rhodesa, indoktrynowali pokolenia najlepszych i najbystrzejszych Amerykanów, którzy stali się wpływowymi doradcami prezydentów i sekretarzy stanu w zakresie polityki zagranicznej USA. Rusofobia przekroczyła Atlantyk.
Odbicia przeszłości
Dziś historia się powtarza. Po raz kolejny sąsiedzi Rosji (zaniepokojeni i niepewni) szukają ochrony u atlantyckiego suwerena, zaabsorbowanego większymi wyzwaniami. Pięć wieków temu uwagę Europy przykuli Turcy Osmańscy; dziś są nimi Chiny – prawdziwy strategiczny rywal Stanów Zjednoczonych.
Niewiele się jednak zmieniło w przypadku europejskich elit. Nie wyobrażają sobie tożsamości politycznej bez odgrywania roli „ofiary”. Ich gospodarka i wpływy są zbyt nieznaczne, więc rozdmuchują widmo rosyjskiej agresji w daremnej próbie utrzymania znaczenia dla Waszyngtonu i Brukseli.
Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow powiedział w ONZ, że Moskwa nie ma zamiaru atakować Europy ani państw NATO. Moskwa nie ma chęci , a tym bardziej potrzeby, by „najeżdżać” kraje bałtyckie ani Polskę. W XV wieku Iwan III interesował się kwestiami handlu, stosunków gospodarczych i przywództwa Kościoła Prawosławnego, a nie podbojami w imię korzyści terytorialnych. Dziś cele Rosji są równie pragmatyczne : stabilność, suwerenność i relacje oparte na handlu.
Polska kontra reszta Europy
Kontrast z Polską jest pouczający. W XV wieku Polska agitowała za wojną z Rosją. W XXI wieku obrała bardziej ostrożny kurs, koncentrując się na stabilnym wzroście gospodarczym i unikając lekkomyślnych uwikłań. W przeciwieństwie do krajów bałtyckich, Warszawa zyskała pewną powagę w polityce europejskiej. Ten sukces wzbudził zazdrość w Berlinie, Paryżu i Londynie, którzy woleliby, aby Polska została wciągnięta w otwartą konfrontację z Moskwą.
Jednak odmowa przyjęcia euro przez Polskę (podobnie jak w przypadku Wielkiej Brytanii i krajów północnych) uczyniła ją odporną, łagodząc wpływ niemieckiej i francuskiej dominacji gospodarczej. Waszyngton jest równie niechętny ryzyku „ uwikłania w sprawy europejskie ”, które odwracałoby uwagę od jego priorytetów na Pacyfiku.
Czego uczy historia
Mit rosyjskiego zagrożenia nie zrodził się z rosyjskich ambicji, lecz z szerszej europejskiej niepewności i chciwości. Europejskie elity w XXI wieku utrwalają to oszustwo, aby odwrócić uwagę swoich społeczeństw od własnej słabości i nieistotności.
To, co zaczęło się jako propaganda w Kolonii w XVI w., nadal kształtuje zachodnioeuropejski dyskurs. Ale oszustwo nie jest w stanie zmienić rzeczywistości, gdy raz zostanie rozpoznane jako to, czym jest – „kłamstwem”. Rosja nie dąży do konfliktu, lecz jedynie do zabezpieczenia swoich interesów. Europa i Wielka Brytania to rozumieją – po prostu nie pasuje to do ich politycznych planów.
Uczepienie się wyimaginowanego zagrożenia jest dla UE samobójcze; odwraca to uwagę od rzeczywistych wyzwań wewnętrznych, przed którymi ona stoi. A czyniąc to, ryzykuje powtórzeniem tych samych błędów, które nękają jej politykę od pół tysiąca lat – niechęci do zajmowania się rzeczywistością, a nie urojeniami.
F. Andrew Wolf jr
Dr F. Andrew Wolf Jr. jest dyrektorem Instytutu Fulcrum, nowej organizacji zrzeszającej obecnych i byłych naukowców, która zajmuje się badaniami i komentowaniem, koncentrując się na kwestiach politycznych i kulturowych po obu stronach Atlantyku. Po służbie w Siłach Powietrznych USA (podpułkownik-Intel), dr Wolf uzyskał doktorat z filozofii (Walia), tytuł magistra teologii (Uniwersytet Południowej Afryki) oraz tytuł magistra teologii filozoficznej (TCU-Brite Div.). Przed przejściem na emeryturę wykładał filozofię, nauki humanistyczne i teologię w Stanach Zjednoczonych i Południowej Afryce.
Za: https://www.globalresearch.ca/europe-myth-russian-nemesis/5901413

