Nauka i sztuka (el)
- Szczegóły
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 3325
Boris Ejfman, jeden z czołowych współczesnych choreografów, zaskakuje konsekwencją, z jaką w swojej twórczości podejmuje dwa (w gruncie rzeczy, zbliżone do siebie) tematy: postaw bohaterów wielkich dzieł literatury rosyjskiej (Bracia Karamazow, Anna Karenina, Oniegin, Mewa) oraz geniuszu artysty - procesu i męki tworzenia (Czajkowski, Czerwona Giselle).
Tym razem inspiracją do stworzenia nowego baletu był Auguste Rodin – jego twórczość oraz związek z Camille Claudel – równie utalentowaną rzeźbiarką.
„Życie i miłość Rodina i Claudel to zadziwiająca historia dwojga artystów i ich niezwykle dramatycznego związku, w którym przeplatało się wszystko: namiętność, nienawiść, twórcza zazdrość – pisze w programie przedstawienia Rodin Boris Ejfman. - Ich wzajemny wpływ na siebie był czymś wyjątkowym: żyjąc z Rodinem, Camille nie tylko go inspirowała, pomagała odnaleźć nowy styl i tworzyć arcydzieła, lecz także błyskawicznie rozwijała własny talent, przeistaczając się w mistrza.
Po rozstaniu z Rodinem Claudel pogrąża się w mroku obłędu. Pała chorobliwą nienawiścią do dawnego mistrza i kochanka, który według niej ukradł jej życie i talent.
W nowym balecie pokazana jest tęsknota Rodina za swoją muzą, męki sumienia, a także obłęd Camille, czy raczej szalonej Erynii, w która zamienił ja bezlitosny los.
Wykorzystując język ciała, mówimy o namiętności, wewnętrznej walce, rozpaczy – tych aspektach duszy ludzkiej, które tak doskonale zostały wyrażone przez Rodina i Camille w brązie i marmurze.
Przemiana chwili zastygniętej w kamieniu w niepowstrzymany, przesycony emocjami potok ruchów ciała – oto do czego dążyłem, tworząc swój nowy balet. Rodin to zaduma nad nadmierną ceną, jaką przychodzi płacić geniuszom w zamian za tworzenie ponadczasowych arcydzieł oraz nad tymi udrękami i tajnikami pracy twórczej, które zawsze będą nurtować artystę”.
Balet Rodin pokazuje jednak nie tylko życie i twórczość rzeźbiarza, jego związki z kobietami. Tutaj Ejfman poszedł dalej – pokazał związek dwojga wybitnych artystów, który do pewnego momentu jest twórczy dla obojga, ale na dłuższą metę jest nie do utrzymania przez tak duże, silne indywidualności. Ma także swoją cenę – dla obojga. Wyższą płaci kobieta – Camille nie tylko nie wróciła już do świata sztuki, ale w szaleństwie zniszczyła także swoje dzieła.
Ejfman stawia więc w najnowszym swoim dziele trudne pytania: czy możliwy jest rozwój artysty bez miłości? Czy dwie silne osobowości (w tym przypadku artystyczne) mogą stworzyć udany związek, który ich rozwija, a nie niszczy? Czy zawsze kobieta ma słabszą pozycję w takim związku? Widz ma zatem o czym rozmyślać po obejrzeniu tego spektaklu, w którym niby postać Rodina jest pierwszoplanową, ale w rzeczywistości – równorzędną z postacią Camille.
Innym walorem, urokiem przedstawienia jest jego choreografia i scenografia – nie mówiąc już o perfekcyjnym wykonaniu. To, czym Ejfman zachwycił, to umiejętność połączenia dwóch tak odmiennych sztuk jak statyczna rzeźba i dynamiczny taniec (Nb. Rodin uchodził za najbardziej „dynamicznego” rzeźbiarza swoich czasów). Sceny obrazujące proces rzeźbienia, zamiany bezruchu w ruch, ciężkiej materii w zwiewną i ulotną materię tańca, są majstersztykiem choreograficznym.
Ten dualizm jest w dodatku wyostrzony, podkreślony przez - tym razem – dość ascetyczną, ale piękną scenografię (w tym – grę światła) oraz niezwykle proste a wielce symboliczne rekwizyty. Zastosowanie różnej wielkości ram, geometrycznych kształtów, wydobywa piękno scen rzeźbiarskich. Jedną z takich jest zapadający w pamięć obraz – niczym dramatyczna rzeźba - pensjonariuszek w szpitalu dla umysłowo chorych, gdzie przebywa Camille.
Niestety, pewnym zgrzytem w tym malarsko-rzeżbiarskim dziele baletowym jest fragment pokazujący nocne życie Paryża – sławne, a i niekiedy osławione kafejki, kabarety. A już wkomponowanie w ten wysmakowany obraz dość prostackiego kankana budzi zdziwienie. Nawet, jeśli miało to służyć pokazaniu świata, w jakim żyło tych dwoje artystów, czy skonfrontować ich świat wewnętrzny z zewnętrznym, zderzyć sacrum z profanum – nie wyszło dziełu na dobre, choć publiczność szczególnie nim się zachwycała...
Na szczęście ten fragment spektaklu trwał krótko i nie zniszczył walorów dzieła, do których należy także starannie dobrana muzyka z okresu życia bohaterów baletu: Maurice'a Ravela, Camille'a Saint-Saensa, Julesa Masseneta, Claude'a Debussy'ego i Erica Satie.
Anna Leszkowska
Balet Rodin – Sankt petersburski Teatr Baletu Borisa Ejfmana
Choreografia – Boris Ejfman
Muzyka - Maurice Ravel, Camille Saint-Saens, Jules Massenet, Claude Debussy, Eric Satie
Scenografia – Zinowij Margolin
Kostiumy – Olga Szaiszmelaszwili
Światła – Gleb Filsztinski, Borys Ejfman
Obsada: Rodin – Oleg Gabyszew
Camille – Lubow Andrejewa
Rose Beuret – Nina Zmiewec
Prapremiera – Teatr Aleksandryjski, Sankt Petersburg, 22.11.2011
Obsada spektaklu w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej w dn. 22.09.2012 (w ramach IV Dni Sztuki Tańca)
- Szczegóły
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 3657
- Szczegóły
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 1987
W tarnowskim BWA do 10.09.2017 można oglądać wystawę lalek Jerzego Koleckiego.
Wystawa jest pierwszą monograficzną prezentacją projektów scenografii Jerzego Koleckiego. Autor - urodzony w 1925 r. we Wróblowicach w powiecie tarnowskim, dorastał w Ciężkowicach. Był absolwentem pracowni Zbigniewa Pronaszki na krakowskiej ASP i do świata teatru dla dzieci trafił przypadkiem.
Po ukończeniu studiów zamieszkał w Rabce, gdzie znalazł pracę w teatrze Rabcio Zdrowotek, początkowo jako aktor, a z czasem jako autor scenografii, dyrektor i kierownik artystyczny (1961-1977).
Tworzył również na zamówienie większości teatrów lalkowych w Polsce.
Traktował tworzenie scenografii w sposób wyjątkowy. Jego projekty to malarskie miniatury, które po latach tarnowskie BWA prezentuje jako pełnoprawne dzieła sztuki.
Projektował także plakaty i wydawnictwa teatralne, testując przy tym nowe metody druku, które wyraźnie odbiegają od wykorzystywanych ówcześnie szablonów.
Kuratorem wystawy jest Karol Hordziej.
Więcej - http://www.bwa.tarnow.pl/1,415,wystawy,teatr-lalek-jerzego-koleckiego.html
- Szczegóły
- Autor: ANNA LESZKOWSKA
- Odsłon: 2248
Do 13.03.2016 w krakowskim Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha można oglądać wystawę pn. Aktorzy, lalki i gra cieni. Teatr w Chinach i Japonii. Eksponaty pochodzą z muzeów, instytucji kultury, a także ze zbiorów prywatnych.
Jest to próba ukazania dalekowschodniego teatru w najważniejszych krajach Azji – Chinach i Japonii. Uzupełnieniem wystawy i komentarzem do niej jest międzynarodowa konferencja East Asian Theatres: Traditions – Inspirations – European/Polish Contexts (20–22. 10.15), przygotowana we współpracy z Polskim Instytutem Studiów nad Sztuką Świata oraz Muzeum Azji i Pacyfiku.
Na wystawie prezentowane są maski, stroje do rozmaitych widowisk, rekwizyty, instrumenty muzyczne, a także makijaż sceniczny oraz portrety aktorów. Sceny ukazujące poszczególne widowiska pojawiają się na drzeworytach i malowidłach – jest to zapis konwencji i środków wyrazu danego gatunku scenicznego.
Zaprezentowane obiekty odnoszą się do opery pekińskiej – efektownego, symbolicznego teatru klasycznego, którego wątki pojawiają się również w teatrach lalkowych, między innymi w słynnym chińskim teatrze cieni, wykorzystującym płaskie, wycinane w skórze ażurowe postacie.
Z japońskich tradycji teatralnych autorzy wystawy sięgają do no – jednej z ulubionych form rozrywki samurajów – dramatu japońskiego wywodzącego się z ceremonialnych misteriów towarzyszących świętom religii shintō, koncentrującego się głównie na walce dobra ze złem. W teatrze no odtwórcy głównych ról występują w maskach, a typ postaci określany jest przez bogato zdobione, kolorowe kostiumy. Między spektaklami no grywane bywają farsy kyōgen.
W mieszczańskim teatrze kabuki aktorzy – w efektownych strojach i z wyszukanym makijażem – w ekspresyjny sposób prezentują historie oparte na wydarzeniach historycznych lub współcześnie dziejących się w mieście.
Teatr bunraku (ningyō-jōruri) przedstawia podobne sztuki co kabuki, wykorzystując lalki poruszane przez animatorów. Towarzyszy temu opowieść kantora-narratora i akompaniament muzyka grającego na samisenie.
Na wystawie zobaczyć można szereg form teatralnych i ich rozmaite aspekty. Rozwój kulturowy w Chinach i w Japonii przebiegał w odmienny, niezwykle bogaty i zróżnicowany sposób, lecz niewątpliwie wspólną cechą dla tych różnych tradycji było to, że widowiska nie tylko stanowiły połączenie słowa, tańca czy akrobatyki i muzyki, ale też kładły ogromny nacisk na efektowność i prezentację tematu w sposób jak najbardziej atrakcyjny dla widza (nieraz przy wykorzystaniu wymyślnych urządzeń i rozmaitych zabiegów).
Osnową widowisk były kwestie moralne lub religijne. Prezentowano tym samym całą gamę ludzkich emocji, od trapiących zwykłych ludzi po dylematy dotyczące wierności i zdrady wybitnych postaci w kraju. Przedstawienia obfitowały w wątki miłosne, spory i intrygi, a to potęgowało napięcie i powodowało – fascynujące publiczność – zaskakujące zwroty akcji.
Więcej - http://manggha.pl/exhibition/50

