Recenzje (el)
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 998
Autor książki Nabici w Facebooka. Przestroga przed katastrofą - Roger McNamee - był doradcą Marka Zuckerberga w pierwszych latach działania Facebooka (od 2006 roku). Opisując historię twórców FB i biznesu związanego z nowymi technologiami precyzyjnie wyjaśnia, dlaczego nowe technologie mogą zagrażać demokracji.
„Technologia nie jest ani dobra, ani zła, ani też neutralna” – tak brzmi pierwsze prawo technologii Melvina Kranzberga. Zaś autor, przez wiele lat zajmujący się inwestowaniem w nowe technologie, w 2016 roku zaczął dostrzegać zagrożenia, jakie niesie ich rozwój. I o tym jest ta książka.
Roger McNamee starał się przekazać (bardzo dobrze udokumentowane w dodatkach, o czym niżej), informacje o możliwościach manipulowania informacjami przez platformy internetowe typu Facebook i Google. Pokazał „jak to się dzieje, że źli aktorzy mogą wykorzystywać tego rodzaju platformy, by krzywdzić czy nawet zabijać niewinnych ludzi. Jak te platformy poprzez swoje projekty i wybory biznesowe podważają zasady demokracji, unikając jednocześnie odpowiedzialności za to, co robią”.
Autor książki jest przekonany, że Mark Zuckerberg stworzył Facebook, by zbliżyć do siebie ludzi na świecie i do głowy mu nie przyszło, że bardzo łatwo można tę platformę wykorzystać do siania zamętu. Natomiast twórca FB „wcale nie chciał chronić osobistych danych i robił wszystko, by zwiększyć ich jawność i dystrybucję”. Zaś autor, który był jednym z największych zwolenników Facebooka stał się jednym z jego najzagorzalszych krytyków dopiero w 2016 roku, w momencie, kiedy okazało się, że Rosjanie próbowali ingerować w wybory amerykańskiego prezydenta.
Wszystko wydarzyło się i dalej trwa w Dolinie Krzemowej. „Historię Doliny Krzemowej można podsumować dwoma zasadami. Pierwsza to prawo Moore’a, współzałożyciela Intela, które zakłada, że co roku podwaja się liczba tranzystorów w układzie scalonym. Nieco później trochę ją zmodyfikowano: możliwości układu scalonego podwajają się co półtora roku albo co dwa lata. Zaś prawo Metcalfe’a, założyciela 3Com, mówiło, że wartość każdej sieci wzrasta proporcjonalnie do kwadratu liczby węzłów. Wartość dużych sieci jest więc zdecydowanie większa niż mniejszych”. Oba prawa uzupełniały się, więc kiedy komputery taniały, rosły zyski z ich połączeń. „Zajęło to pięćdziesiąt lat, ale udało nam się w końcu połączyć wszystkie komputery. W rezultacie otrzymaliśmy współczesny Internet, który jest siecią globalną, łączącą miliardy urządzeń, dzięki której mógł powstać Facebook i inne platformy”.
Dalej było już tylko gorzej, co stara się udowodnić autor twierdząc, że „we wszystkich krajach z dostępem do Internetu platformy zmieniły życie użytkowników na gorsze”.
I będzie gorzej. „Zbyt mało osób zdaje sobie sprawę z tego, że nasze dane są wykorzystywane do stworzenia sztucznej inteligencji, która będzie przewidywać nasze zachowania Kiedy połączymy ją z technikami manipulacji platform internetowych, mogą wydarzyć się bardzo złe rzeczy”.
Na koniec chcę szczególnie polecić rozdziały: „Dodatek 1”, „Dodatek 2” i „Szkic bibliograficzny”. Świadczą one o ogromnej pracy i odpowiedzialności za słowo autora.
W „Dodatku 1” przeczytamy notatkę, którą wysłał do założyciela FB w październiku 2016 roku. Zawarł w niej przykłady na to, że Facebook nie na wszystko, co dzieje się na jego stronach pozwala. Wręcz przeciwnie - na stronie może pokazać się tylko to, co jest zgodne z polityką FB.
W „Dodatku 2” jest wystąpienie George’a Sorosa w Davos 25 stycznia 2018 roku, w którym mówił m.in. o globalnym problemie – monopolistycznym zachowaniu wielkich platform internetowych. „Firmy zarabiają poprzez wykorzystywanie środowiska. Te, które wydobywają ropę i węgiel, eksploatują środowisko naturalne, natomiast media społecznościowe eksploatują środowisko społeczne. Jest to szczególnie nikczemne, gdyż wpływają na myślenie i zachowanie ludzi, którzy z niczego nie zdają sobie sprawy”.
Wreszcie „Szkic bibliograficzny”, a w nim opis drogi edukacyjnej autora na temat ciemnej strony mediów społecznościowych - pasjonująca i pouczająca to lekcja.
Polecając książkę „Nabici w Facebooka. Przestroga przed katastrofą” i obserwując to, co dzieje się na na świecie w każdej dziedzinie podpisuję się pod twierdzeniem Rogera McNamee, że jako ludzie i obywatele nie jesteśmy przygotowanie na społeczny i polityczny zamęt, który sieją platformy internetowe.
Barbara Janiszewska
Nabici w Facebooka. Przestroga przed katastrofą, Roger McNamee, tłum. Krzysztof Puławski, wyd. Media Rodzina Sp. z o.o., 2020, stron 320, cena 34,90 zł
- Autor: kh
- Odsłon: 3520

O perspektywach i znaczeniu energetyki słonecznej prof. Maciej Nowicki pisze w opublikowanej ostatnio przez PWN książce Nadchodzi era Słońca, omawia w niej także rozwój technik solarnych na świecie oraz w Polsce.
Światowe zasoby odnawialnych źródeł energii wielokrotnie przekraczają potrzeby ludzkości. Jednak każde z tych źródeł ma swoje limity, nie ma ich tylko energia promienista Słońca. Wystarczy zaledwie 0,03% tej energii, by pokryć całkowite zapotrzebowanie mieszkańców naszej planety na energię.
Sceptyków, obawiających się, że w Polsce jest za mało słońca, prof. Nowicki przekonuje, że wprawdzie skali roku mamy o połowę mniej energii Słońca niż w najbardziej gorących miejscach na Ziemi, ale i tak rozwój technik solarnych będzie opłacalny. W naszym klimacie wystarczy tylko dwukrotnie zwiększyć powierzchnię urządzeń absorbujących promieniowanie słoneczne i uzyska się porównywalną ilość energii. Z drugiej strony, nie można lekceważyć faktu, że zbliża się schyłek paliw kopalnych. Ich zasoby wyczerpują się, rosną ceny, wzrasta zależność od krajów dysponujących liczącymi się i wartymi wydobycia zasobami węgla, ropy i gazu. Trzeba także uwzględnić w tym rachunku konsekwencje ich spalania – zanieczyszczenie środowiska i zmiany klimatyczne. W tej sytuacji, żeby uchronić się przed globalnym kryzysem energetycznym, należy nastawić się na wykorzystanie źródeł odnawialnych – uważa prof. Nowicki, który nie popiera rozwoju energetyki jądrowej. To jest oferta dla całego świata. Każdy z krajów powinien określić optymalną dla siebie strategię wykorzystania tych przyjaznych dla środowiska źródeł energii, w zależności od lokalnych warunków.
Prof. Maciej Nowicki stawia jednak przede wszystkim właśnie na energetykę słoneczną, która jest bardzo młodą, ale przyszłościową i dynamicznie rozwijającą się dziedziną techniki i będzie konkurencyjna w stosunku do wszystkich innych sposobów wytwarzania energii. Problem polega na tym, że energia słoneczna dochodzi do Ziemi silnie rozproszona, poza tym jej natężenie jest zmienne w czasie. Człowiek nauczył się koncentrować ją do ogrzewania, celów sanitarnych, jak i wytwarzania prądu elektrycznego. Ciągle jednak za mało efektywnie, zwłaszcza jeśli chodzi o metody taniego i skutecznego magazynowania wytworzonej już energii, ale ten problem zostanie zapewne w nieodległym czasie rozwiązany. Zdaniem prof. Nowickiego, już za 10 – 20 lat techniki solarne będą stanowiły znaczącą część energetyki światowej, a po 2050 roku, przy pełnej konkurencyjności cenowej technologii słonecznych w stosunku do energetyki opartej na paliwach kopalnych, stanie się dominującym źródłem energii na świecie - nadejdzie dla ludzkości era Słońca.
Jeśli tak się stanie - pisze prof. Nowicki – wszystkie kraje świata będą miały dostęp do czystego, całkowicie bezpiecznego, niewyczerpalnego, a co najważniejsze bezpłatnego paliwa, co pozwoli im na rozwój gospodarczy i cywilizacyjny, a wtedy wszystkie konflikty polityczne o dostęp i użytkowanie zasobów energii przestaną istnieć.
W swojej książce Nadchodzi era Słońca autor w prosty i przystępny sposób omawia trzy główne techniki wykorzystania energii Słońca. Są to kolektory słoneczne, panele fotowoltaiczne i elektrownie słoneczne. Koncentrując się na najnowszych trendach, opisuje zasady ich działania, koszty, możliwości zastosowania oraz perspektywy rozwoju w skali światowej, w Unii Europejskiej i w Polsce. W naszym kraju najbardziej rozpowszechnione są dwie pierwsze metody, kolektory i panele. Ma to uzasadnienie ekonomiczne, a zaletą rozproszonych źródeł czystej energii jest to, że wytwarzają energię cieplną czy elektryczną tam, gdzie jest ona zużywana.
Mimo szybkiego tempa rozwoju światowego rynku kolektorów słonecznych, choć mamy producentów na bardzo wysokim poziomie, pozostajemy daleko w tyle za innymi krajami. Średnia w Unii Europejskiej, jeśli chodzi o nasycenie rynku tymi instalacjami, w przeliczeniu na 1000 mieszkańców, w 2010 roku wynosiła 72 m2 kolektorów, w Polsce – zaledwie 17 m2. W krajach o podobnych warunkach klimatycznych – 64 m2 w Czechach, w Holandii – 48 m2, zimnej Szwecji – 48 m2. Liderem w tej dziedzinie jest Austria (550 m2), a także Niemcy (172 m2), dzięki temu, że od wielu lat funkcjonowały tam programy wsparcia. Tak więc w znajdującej się na początku tej drogi Polsce jeszcze przez wiele lat będzie istniał chłonny rynek i, jeśli warunki fiskalne na to pozwolą, kolektory słoneczne mogą być świetnym biznesem.
Podobnie jest, jeśli chodzi o systemy fotowoltaiczne, które na świecie są dziedziną fascynującą duże grupy naukowców i stają się coraz bardziej znaczącą gałęzią przemysłu. W ostatnich 3 latach zanotowano bezprecedensowy wzrost ich mocy, co jest wynikiem stałego postępu technologicznego i powiększania produkcji, czemu towarzyszy spadek cen.
Wielkie elektrownie słoneczne to bardzo kosztowne inwestycje, planuje się lokowanie ich na obszarach o dużym nasłonecznieniu, na terenach pustynnych, w przyszłości też na płytkich przybrzeżnych wodach morskich.
Profesor Nowicki przytacza w swojej książce prognozę Rady Naukowej rządu niemieckiego. Wynika z niej, że w 2100 roku tylko 14% energii będzie pochodziło ze spalania paliw kopalnych, 86% - ze źródeł odnawialnych. Udział energii słonecznej w globalnym bilansie energetycznym będzie w tym czasie na poziomie 66% (samej fotowoltaiki 62%).
Autor książki ubolewa, że w Polsce nie toczy się żadna dyskusja na ten temat, nie wykonuje się analiz i prognoz długoterminowych. Ma nadzieję, że swoją książką przyczyni się do podjęcia tego tematu w kręgach opiniotwórczych, przekona, że warto skoncentrować środki na badania naukowe i ich wdrożenia, wspierać branżę wytwórczą i tych, którzy chcą instalować urządzenia słoneczne. Nawet jeśli niektóre tezy stawiane w jego pracy okażą się kontrowersyjne lub zbyt optymistyczne, mogą stanowić punkt wyjścia do dyskusji, podstawę dalszych analiz. Państwa, które już teraz zrozumieją doniosłość i przyszłościowy charakter tego sektora energetyki, skorzystają najwięcej – pisze prof. Nowicki. Czy wśród nich będzie także Polska?
Publikacja jest adresowana do szerokiego kręgu czytelników interesujących się nowymi technikami i przyszłością energetyki, polityków, ludzi decydujących o strategii energetycznej kraju, dziennikarzy, inżynierów, ekonomistów. Tekst jest ilustrowany licznymi tabelami i wykresami.(kh)
Nadchodzi era Słońca, Maciej Nowicki, Wydawnictwo Naukowe PWN S.A., Warszawa 2012, str. 128, cena 27,99 zł
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 2082
Czystki etniczne w Palestynie to tytuł książki Ilana Pappé’go, historyka izraelskiego, jaką w tłumaczeniu Anny Sak wydała oficyna Książka i Prasa w serii Le Monde diplomatique poleca.
Gdy wpisać w Google’a Nakba Day (Dzień Katastrofy) – dostaniemy tylko rekordy w języku angielskim. Samo słowo Nakba w tej wyszukiwarce daje wynik w postaci Al-Nakba na portalu histmag.org. Reszta rekordów – na niepolskich stronach.
Tak wygląda dostęp do wiedzy o jednej z największych czystek etnicznych w XX wieku, jaka miała miejsce w 1948 roku w Palestynie. Rozpoczęły ja bojówki syjonistyczne pół roku przed proklamowaniem państwa żydowskiego i wybuchem wojny izraelsko-arabskiej. Jej skutkiem było wysiedlenie ponad połowy rdzennej ludności Palestyny, blisko 800 tysięcy ludzi, zniszczenie 531 wsi i rugi mieszkańców z 11 miast. Plan, jaki Żydzi obmyślili wobec Palestyńczyków był podręcznikowym przykładem czystek etnicznych o charakterze zorganizowanym i przymusowym, uznawanym obecnie przez prawo międzynarodowe za zbrodnię przeciwko ludzkości – pisze Ilan Pappé.
Co zdumiewające, mimo obecnie błyskawicznego obiegu informacji, zbrodnia ta została niemal doszczętnie wymazana z globalnej pamięci zbiorowej. To najbardziej brzemienne wydarzenie w historii palestyńskiej ziemi jest do dziś przedmiotem gorliwych zaprzeczeń i nie zostało nawet uznane za fakt historyczny, a już z pewnością nie za zbrodnię, z która trzeba się mierzyć w wymiarze politycznym i moralnym. (Wystarczy porównać z treścią książki polskie hasło w Wikipedii – „Pierwsza wojna izraelsko-arabska”, żeby się o tym przekonać).
Mniej więcej 30 lat temu – pisze Autor – ci, którzy przeżyli czystki etniczne w Palestynie zaczęli rekonstruować obraz historyczny, który oficjalna izraelska narracja o 1948 roku próbowała ze wszystkich sił ukryć i zafałszować.
Spreparowana przez izraelskich historiografów opowieść mówiła o masowym „dobrowolnym transferze” setek tysięcy Palestyńczyków, którzy postanowili chwilowo opuścić swoje domy i wsie, żeby utorować drogę nadciągającym arabskim armiom żadnym unicestwienia młodziutkiego państwa żydowskiego. Az do lat 80. XX w., kiedy w Izraelu pojawiła się grupka historyków należących do nurtu „nowej historii”, próbujących zrewidować syjonistyczna opowieść o wojnie w 1948 roku. Jednym z nich – obok Benny Morrisa – jest właśnie Ilan Pappé. Ale mimo dobrze udokumentowanych prac nowych historyków i historiografów palestyńskich, ciągle ta wiedza nie przebija się do sfery publicznej na tyle, aby zbrodnicze działania zostały potępione w sferze moralnej i politycznej.
Książka Pappé’go, pokazująca historię czystki etnicznej na tym terenie i wywłaszczenie Palestyńczyków, do czego Izrael się nie przyznaje i którą od dziesiątków lat próbuje wymazać z pamięci świata, wynika nie tylko z powinności zawodowej autora, ale i etycznej. Jest ona jedną z wielu cegiełek budujących pokój w Palestynie, gdzie izraelska polityka czystek etnicznych trwa w najlepsze do dziś.(al.)
Czystki etniczne w Palestynie, Ilan Pappé, Instytut Wydawniczy Książka i Prasa, Warszawa 2017, s. 362, cena 38 zł (w tym 5% VAT)