banner

 

Współczesna cywilizacja szczyci się wiedzą, ale coraz bardziej naznaczona jest chaosem. Nigdy wcześniej społeczeństwa nie wygenerowały tak wielu danych, tak wielu modeli i tak wielu opinii ekspertów – a mimo to fundamentalne ludzkie pytania pozostają bez odpowiedzi. Czym jest świadomość? Czym jest prawda? Jaki jest cel ludzkiego życia? Paradoks jest uderzający: wraz ze wzrostem potęgi technicznej, rozumienie zdaje się kurczyć. Nie jest to przypadek. Odzwierciedla to kulturę, która myli obliczenia ze zrozumieniem, a technikę z prawdą.

Na długo przed erą nowożytną myśliciele ostrzegali, że wiedza oderwana od pokory nie doprowadzi do zrozumienia, lecz do iluzji. Gdy teoria wywyższa się ponad rzeczywistość, dociekania karmią się własnymi założeniami i stają się jałowe. Metafora jest prosta: trzepanie pustego kłosa pszenicy. Można włożyć ogromny wysiłek, wzniecając kurz i hałas, ale ziarno się nie pojawi, ponieważ substancja została już usunięta. Ta metafora z niepokojącą precyzją odnosi się do dużej części współczesnej nauki.

W zasadzie nauka jest metodą: obserwacji, testowania, falsyfikowalności i otwartości na korektę. W praktyce coraz bardziej twardnieje w ideologię – taką, która wychodzi od sztywnego założenia, że rzeczywistość musi być bezosobowa, bezcelowa i redukowalna wyłącznie do materii. Wszelkie dowody wskazujące na coś wykraczającego poza te ramy – na świadomość, inteligentny projekt lub sens – są odsiewane, zanim jeszcze rozpoczną się badania. Wnioski są formułowane z góry; badania często sprowadzają się do ozdabiania założeń danymi. To szersze przekształcenie nauki w ideologię zostało szczegółowo zbadane w innych publikacjach, między innymi w książce „ Godless Fake Science” .

Nauka kiedyś oznaczała rzetelną wiedzę o rzeczywistości. Dziś zbyt często oznacza spekulatywne modele traktowane jako ustalone prawdy, mimo że opierają się na nieudowodnionych przesłankach. Teoria nie jest nauką, a jednak teorie dominują obecnie w polityce publicznej, edukacji i narracjach medialnych.
Samo słowo „nauka” pochodzi od słowa „scientia”, oznaczającego wiedzę, a jego filozoficzne korzenie są nierozerwalnie związane z percepcją i świadomością. Pozbawiona jakichkolwiek odniesień do umysłu i znaczenia, współczesna nauka nie dąży już do zrozumienia – zarządza niepewnością i wymusza konsensus.

Kosmologia oferuje wymowny przykład. Dominująca w naszych czasach historia stworzenia – Wielki Wybuch – jawi się jako naukowa, choć w dużej mierze opiera się na nieobserwowalnych lub czysto teoretycznych bytach: ciemnej materii, ciemnej energii, osobliwościach i matematycznych nieskończonościach. Nie są to odkrycia w żadnym bezpośrednim sensie empirycznym; funkcjonują one jako koncepcyjne symbole zastępcze, przywoływane w celu zachowania ściśle materialistycznego systemu wyjaśniającego, który nie jest w stanie wyjaśnić precyzyjnego dostrojenia, spójnego porządku ani uderzającej zrozumiałości wszechświata.

Problemem nie jest to, kiedy takie konstrukty zostały wprowadzone w przeszłości, ale rola, jaką odgrywają obecnie w stabilizowaniu tego systemu – rozszerzonego i wzmocnionego przez teorię inflacyjną – poprzez przekształcanie nierozwiązanych problemów fundamentalnych w matematyczne abstrakcje traktowane jako rzeczywistości ontologiczne.

Mamy uwierzyć, że wszechświat rządzony przez ślepy przypadek w jakiś sposób wytwarza prawa, stałe, piękno i umysły zdolne je kontemplować.
Przez prawie stulecie współczesna nauka uważała, że porażka ściśle materialistycznych ram jest nie do pomyślenia, i kompensowała nierozwiązane sprzeczności, wymyślając nowe cząstki, niewidzialne siły i tymczasowe zasady, które raczej opóźniają rozwiązywanie fundamentalnych kwestii, niż je rozwiązują.

Teoria ewolucji podąża podobnym schematem. Zmienność w obrębie gatunku jest obserwowalna; transformacja jednego rodzaju organizmu w inny nie. Jednak podręczniki przedstawiają ten niezauważony skok jako ustalony fakt, a sprzeciw traktowany jest jako herezja. Gdy skamieniałości pojawiają się nagle i są w pełni ukształtowane, teoria jest korygowana. Gdy brakuje form przejściowych, wymyślane są nowe wyjaśnienia. Proces ten nigdy nie osiąga istoty, ponieważ nie zna granic.

Bardziej bezpośredni i politycznie istotny przykład pojawia się we współczesnej narracji klimatycznej. Jak analizowano wcześniej , twierdzenie, że dwutlenek węgla – śladowy gaz niezbędny dla życia roślin – jest głównym czynnikiem katastrofalnej zmiany klimatu, stwardniało do rangi dogmatu, zamiast pozostać weryfikowalną hipotezą. Modele są traktowane jako dowody, historyczne wahania temperatury są bagatelizowane lub ignorowane, sprzeciw jest marginalizowany, a CO₂ jest przekształcany w moralne zanieczyszczenie, zmieniając spekulatywne modelowanie w narzędzie strachu i kontroli.

W medycynie ten schemat okazał się jeszcze bardziej niebezpieczny. Podczas pandemii całe populacje zostały poddane bezprecedensowym zasadom opartym na modelach, testach i założeniach, które były chronione przed kontrolą. Lekarze sprzeciwiający się ich poglądom zostali uciszeni, a strach zastąpił rozsądek. Jak udokumentowano w innym miejscu , podstawowe pytanie nigdy nie zostało postawione: co, jeśli sama struktura była wadliwa? Po raz kolejny spekulacje ukryły się pod maską pewności, a koszty ponieśli zwykli ludzie.

Nic z tego nie oznacza, że badania empiryczne są błędne. Problemem nie jest nauka, lecz scjentyzm – przekonanie, że wiedza zaczyna się i kończy na pomiarach materialnych. Scjentyzm nie jest naukowy, lecz filozoficzny. Co gorsza, jest samoobalający.

Sama świadomość – sama zdolność dokonująca pomiaru – nie może zostać sprowadzona do chemii bez całkowitego podważenia pojęcia wiedzy. Jeśli myśli są niczym więcej niż reakcjami biochemicznymi, to przekonania nie są ani prawdziwe, ani fałszywe, a jedynie mają swoje przyczyny. W takim przypadku nauka przestaje być poszukiwaniem prawdy, a staje się jedynie raportowaniem zdarzeń neuronalnych. Światopogląd, który nie potrafi uwzględnić podmiotu wiedzy, unieważnia swoje własne roszczenie do wiedzy.

W tym momencie nie da się już uniknąć pytania. Jeśli wiedza, rozum i świadomość są realne – a nie iluzjami tworzonymi przez ślepe procesy – to nie mogą być samorodne. Porządek nie powstaje z nieporządku, zrozumiałość nie wyłania się z bezsensu, a prawda nie może opierać się na przypadku. Historycznie rzecz biorąc, to rozpoznanie nie prowadziło od nauki, lecz ku Bogu, rozumianemu nie jako konkurencyjne wyjaśnienie w naturze, lecz jako źródło stworzenia i zrozumiałości, które w ogóle umożliwia naukę.
Nawet zagorzali materialiści przyznają, że istnieje ten problem. Jak przyznał kiedyś biolog JBS Haldane: „Jeśli moje procesy myślowe są w całości zdeterminowane przez ruchy atomów w moim mózgu, nie mam powodu, by sądzić, że moje przekonania są prawdziwe”.

Współczesne instytucje odzwierciedlają to zamieszanie. Uniwersytety kształcą specjalistów, którzy wiedzą coraz więcej o coraz mniejszej liczbie rzeczy, jednocześnie milcząc o pierwotnych przyczynach. Studentów uczy się, jak kalkulować, ale nie jak kwestionować założenia. Finansowanie kształtuje wnioski. Prestiż zastępuje prawdę. Rezultatem jest klasa ekspertów, którzy są niezwykle biegli w manipulowaniu symbolami, ale ślepi na znaczenie.
Dlatego współczesna nauka coraz bardziej przypomina teologię bez Boga. Jej doktryny traktowane są jako niepodważalne, dysydenci są ekskomunikowani, a konsensus jest egzekwowany. Jednak w przeciwieństwie do tradycyjnej religii, nie oferuje ona odkupienia – jedynie zarządzanie. Ludzkość jest redefiniowana jako biologiczny przypadek, świadomość jako usterka, a moralność jako konstrukt społeczny.

Z tego punktu widzenia kontrola staje się nieunikniona. Jeśli ludzie są jedynie biologicznymi maszynami ukształtowanymi przez przypadek i środowisko, nie ma wrodzonej godności, którą należałoby szanować, ani żadnych zasadniczych ograniczeń poza wydajnością. Gdy sens zostaje odrzucony, rządzenie zastępuje sumienie, a regulacja – odpowiedzialność.

Jednak pojawiają się rysy. Wiele osób wyczuwa, że coś jest nie tak. Zauważają, że „podążanie za nauką” często oznacza podążanie za pieniędzmi, polityką i kontrolą narracji. Widzą, że sprzeciw jest traktowany jako zagrożenie, a nie jako dialog. Intuicyjnie – słusznie – wyczuwają, że rzeczywistość jest bogatsza niż równania, a świadomość nie może być kwestią drugorzędną.

Prawdziwa wiedza nie wymaga odrzucenia rozumu. Wymaga przywrócenia mu właściwego miejsca jako narzędzia. Kiedy intelekt służy prawdzie, oświetla; kiedy zastępuje prawdę, oślepia. Rzeczywistości nie podbija się siłą intelektu, lecz ujawnia poprzez zestrojenie – zestrojenie umysłu z prawdą, a ostatecznie z wyższym źródłem porządku, które poprzedza ludzkie instytucje.
Być może dlatego poważne dociekania tak często prowadzą do gotowości do pytania nie tylko jak, ale i dlaczego. Do uznania, że świadomość wykracza poza materię, że porządek wykracza poza przypadek, a miłość rutynowo przeczy logice przetrwania. To nie są mistyczne wykręty; to empiryczne fakty ludzkiego doświadczenia.
Uderzenie w pustą łupinę daje tylko pył. Powrót do ziarna wymaga odwagi – odwagi kwestionowania założeń, przeciwstawiania się sztucznym konsensusom i przyznania, że najgłębsze prawdy mogą być dane, a nie wymyślone. Cywilizacja nie cierpi z powodu braku inteligencji. Cierpi na źle ukierunkowaną inteligencję.

Spełnienie nauki nie polega na eliminacji transcendencji, lecz na rozpoznaniu jej własnych fundamentów. Nauka osiąga dojrzałość nie wtedy, gdy twierdzi, że wszystko wyjaśnia, lecz gdy uznaje, że porządek, zrozumiałość i świadomość nie są wytworami ślepego przypadku, lecz oznakami głębszego źródła.

Jak zauważył Max Planck, ojciec teorii kwantowej:
„Uważam świadomość za fundamentalną. Materię uważam za pochodną świadomości”.
Werner Heisenberg doszedł do podobnych wniosków w samej fizyce:
„Pierwszy łyk ze szklanki nauk przyrodniczych uczyni cię ateistą, lecz na dnie szklanki czeka na ciebie Bóg”.
Droga naprzód to nie więcej spekulacji, ale intelektualna pokora i uczciwość. Nie głośniejsi eksperci, ale głębsza odpowiedzialność. Nie bezbożna nauka, ale nauka ponownie ugruntowana w znaczeniu.
Mark Keenan

Mark Keenan jest byłym ekspertem technicznym ONZ i niezależnym pisarzem zajmującym się nauką, technologią, ekonomią polityczną i wolnością człowieka. Jest stałym współpracownikiem Global Research.

 

Za: https://www.globalresearch.ca/when-science-becomes-ideology/5913115