banner

Ewangelikalizm (inaczej pentekostalizm) to nurt w łonie protestantyzmu, o charakterystycznej duchowości. Jest jednoznacznie konserwatywny, skłaniający się ku neoliberalizmowi w warstwie sukcesu i przedsiębiorczości, wywodzący się zarówno z tradycji purytańskiej jak i literalnego, autorytatywnego traktowania Biblii, w tym - Starego Testamentu.

Doprawdy drżę o mój kraj, jeśli pomyślę, że Bóg jest sprawiedliwy. (Thomas Jefferson)



Czarnecki do zajawkiW ostatnich dekadach widać wyraźne zacieśnianie sojuszu tej galaktyki wyznań pentekostalnych (ewangelikalnych) ze środowiskami ortodoksów judaistycznych, co przełożyło się na aktualny, ścisły sojusz z międzynarodowym syjonizmem.
Współczesny syjonizm, będący czystym nacjonalizmem o zachodnio-europejskich korzeniach, spleciony doktrynalnie z judaistycznym fundamentalizmem (chodzi o literalną interpretację Starego Testamentu oraz ideę Wielkiego Izraela tzw. Erec Israel) i tzw. przymierzem ludu Izraela z Jahwe (państwo Izrael materializuje je poprzez swe istnienie i politykę) jest tym samym naturalnym sprzymierzeńcem dla ewangelikanów podobnie traktujących Pismo Święte.

Wspólną dla wszystkich ewangelikanów jest wiara w personalną relację z Jezusem Chrystusem (analogia z żydowskim Przymierzem), materialne narodzenie Jezusa z Marii-Dziewicy, jego boskość, zastępczość ofiary Jezusa (tzn. że wziął on na siebie grzechy całej ludzkości) oraz jego fizyczne zmartwychwstanie i realność paruzji. Z racji silnego przywiązania do osobistego nawrócenia ewangelikanizm niesie sobą misję, kojarzoną jasno z chrześcijańską, purytańską wersją ewangelizacji, czyli przekonania słuchaczy do żalu za swoje grzechy oraz wiary w ich przebaczenie dzięki ofierze Jezusa na krzyżu. Aby dostąpić zbawienia, należy stać się członkiem środowisk ewangelicznych, gdyż w innym razie Sąd Ostateczny (który ma nastąpić docześnie, materialnie, tak jak to opisuje Pismo Święte) nie dopuści grzeszników do nieba.

Do rodziny chrześcijan ewangelikalnych zalicza się głównie takie oto nurty protestantyzmu: baptyzm, zielonoświątkowców, Kościoły Chrystusowe, braci plymuckich, ruch ewangelicznych chrześcijan, ruch uświęceniowy, anabaptyzm i Kościoły neocharyzmatyczne. Ruchy te wywodzą się głównie z USA (tzw. pas biblijny, mocno osadzony w lokalnych środowiskach i stanowiący esencję wiary religijnej wielu Amerykanów), gdzie gros tych kościołów oraz środowisk ma swój matecznik i gdzie mieszczą się centra promieniujące na cały świat zarówno materialnie (to najczęściej religijno-komercyjne korporacje z megazapleczem finansowym) jak i duchowo (wsparcie personalne przy pomocy kaznodziejstwa i tzw. teleewangelistyki).

Znawcy tematu definiują Pas Biblijny jako obszar na południu Stanów Zjednoczonych (choć ewangelikanizm ma tendencje wzrostowe w całej Ameryce od wielu dekad), którego mieszkańcy są uważani za bezkrytycznie wiernych dosłownej interpretacji Biblii. Jest to obszar charakteryzujący się żarliwym fundamentalizmem religijnym, zdefiniowanym jako ruch w XX-wiecznym protestantyzmie, który podkreśla dosłowność interpretowania Pisma Świętego jako fundamentalną dla chrześcijańskiego życia i nauczania oraz zastosowania tych zasad literalnie w życiu codziennym przez wyznawców. Według sondażu Pew Research Center, do stanów o największym udziale osób identyfikujących się z ewangelikalnym protestantyzmem należą: Tennessee (52%), Alabama (49%), Kentucky (49 %), Oklahoma (47 %), Arkansas (46 %) i Missisipi (41 %). Ciekawe, iż ewangelikanizm jest niezwykle popularny również w wielomilionowych aglomeracjach miejskich: Dallas (38%), Atlanta (33%) i Houston (30%).

Religia jak biznes

Z racji rozproszenia i liczby różnorodnych denominacji ewangelikalnych można mówić nie tyle o wyznaniu czy jednorodnym kościele. Raczej stosuje się termin mgławica, galaktyka ruchów pentekostalnych (zielonoświątkowych, choć akurat ten kościół jest tylko jej częścią). I jest to od 4-5 dekad najbardziej dynamiczny i ilościowo przyrastający nurt chrześcijaństwa na świecie. Ocenia się, (choć są to jedynie przybliżone szacunki, gdyż wspomniane rozproszenie, dynamika i ilość, uniemożliwiają takie oceny), iż na świecie może to być ok. 500-600 mln wyznawców.

Ruch powstał w USA (początki XX w) i Amerykę uważa się do tej pory za wiodący kraj w tej materii. Trzeba dodać, iż w USA każdy obywatel może sobie - po spełnieniu wymaganych prawem procedur - takie religijne przedsięwzięcie założyć i zarejestrować, niczym prywatny biznes. Często dlatego te kościoły tym są – dobrze prosperującym, dochodowym przedsięwzięciem, gdzie religijna wiara staje się dodatkiem i motorem dla pomnażania kapitału.

Do szerzenia tak rozumianej wiary religijnej przysłużyła się niewątpliwie telewizja (dziś to jest wirtualna przestrzeń). Kiedy w latach 60. stała się ona wszechobecną w domach amerykańskich, pojawili się tzw. teleewangeliści, kaznodzieje szerzący zasady wyznawanej religii za pomocą telewizyjnych show, ściągając wielomilionową publikę przed ekrany TV.
Kaznodziejstwo i religia stały się tym, czym pospolite klipy reklamowe, podawane tylko w specyficznym opakowaniu. Popularni teleewanageliści – Jim Bakker, Jimmy Swaggard, Oral Roberts, Benny Hinn, Jerry Falwell – dzięki tym przedsięwzięciom i oprócz gigantycznej popularności - stali się wpływowymi ludźmi w przestrzeni publicznej oraz niezwykle majętnymi osobami, promującymi tym samym neoliberalne wzorce pomnażania kapitału (p. R. S. Czarnecki „Przemysł religijny” Sprawy Nauki Nr 2/2019).

Te formy religijności i kultu są emanacją rozproszenia, jakie proponuje ludzkości współczesna rzeczywistość, na podobieństwo sieci i tego, co w niej znajdujemy. Chwilowość, płynność, ciągła zmienność, pluralizm podniesiony często do absurdu przy jednoczesnej manipulacji i propagandzie tworzą wrażenie absolutnej niestabilności, ulotności, przypadkowości. Nawet religia i formy kultu z nią związane - w takim ujęciu, które postrzegano jako formę fundamentu i stabilizacji - również podlegają tak pojętej (choć niewielu to rozumie) amerykanizacji.

Skutki amerykanizacji

Amerykanizacja to charakterystyczny, ogólnoświatowy, poczynając od II połowy XX w. proces transferu kulturowego, którego obiektem są instytucje, normy, wartości, zwyczaje, zachowania, techniki, symbole czy obrazy faktycznie lub symbolicznie kojarzone ze Stanami Zjednoczonymi. Wpływ kultury amerykańskiej na inne kultury łączony jest z hegemoniczną pozycją Stanów Zjednoczonych i traktowany jako zjawisko negatywne, gdyż glajchszaltuje kulturę ogólnoludzką. Jest ona procesem kulturowym, postępującym równolegle z podobnym działaniami w wielu przestrzeniach polityki władz amerykańskich na wielu polach i to od wielu dekad. M.in. klasycznym przykładem amerykanizacji jest niemal całkowita asymilacja rdzennych mieszkańców Ameryki Płn. Ten proces, unifikacja, jest immanentną częścią systemu kapitalistycznego, zwłaszcza w obecnych czasach, gdy doktryna neoliberalna święci triumfy od 3-4 dekad w USA. I to Ameryka stała się synonimem zastosowania w praktyce tej doktryny (globalizacja i komercjalizacja sprzyjają jak najbardziej tym procesom).

Amerykanizacja, rozpowszechniając wzorce kulturowe związane ze stylem życia, mentalnością i symboliką kojarzoną z USA, oprócz związków doktrynalnych panujących za Oceanem Atlantyckim jest również echem epoki kolonialnej. Stąd utożsamienie ze starotestamentowym „narodem wybranym” oraz przekonaniem o wyższości tego, co niesie cywilizacja zachodnia w połączeniu z protestancką, a dziś – ewangelikalną „żądzą bycia Dziewicą Orleańską” na tle reszty świata. Powodować to musi wyłącznie szkodliwe skutki (E. Wallerstein, Koniec świata, jaki znamy).

Wracając do ewangelikanizmu. Tego typu religijność, często fanatyczna, poddająca się totalnie irracjonalnym, autorytetom nawiedzonych guru, samorodnym Mesjaszom i radykalnemu, pozbawionemu realizmu, kaznodziejstwu prowadzić może do dramatów i tragedii. Wystarczy tylko wspomnieć, co wydarzyło się w Waco (Teksas) z udziałem sekty Gałąź Dawidowa stworzonej przez Dawida Koresha czy masakrę w Gujanie członków zboru Świątynia Ludu Uczniów Chrystusa Jima Jonesa. Były to najbardziej spektakularne przykłady sekciarstwa i religijnego obłędu.

Judaizm, syjonizm i ewangelikanie

Zarówno ortodoksyjny judaizm połączony politycznie z syjonizmem (tu należy wyłączyć haredich, czyli super ortodoksyjnych wyznawców judaizmu, gdyż oni negują doktrynalnie jakiekolwiek istnienie państwowości żydowskiej zrealizowanej poza boską kreacją), jak i ewangelikanie, opierają swe przesłanie na millenarystycznej, apokaliptycznej wizji świata oraz przyszłości.

Millenaryzm to pogląd wyznający bliskie nadejście tysiącletniego panowania Królestwa Bożego jako zwieńczenie epoki mesjańskiej. Zaś apokaliptyka to nurt w judaizmie i w chrześcijaństwie relacjonujący przesłanie w formie boskiego objawienia. W Starym Testamencie jest to Księga Daniela, w Nowym - Apokalipsa wg św. Jana.
Tendencje apokaliptyczne są szczególnie silne w protestantyzmie wspomnianego Pasa Biblijnego. W następujących po sobie etapach podziały protestantyzmu wyłaniały kolejne zbory, kościoły, bractwa będące suwerennymi, samymi w sobie i dla siebie strukturami. Ruch ewangelikański jest tu szczególnym, jeśli chodzi o makabryczne wizje czekające ludzkość w razie odrzucenia ich sposobu i form wiary.

Wiara w materializację apokalipsy zbliża ewangelikanów do wyznawców judaizmu, zaś realizacja polityki przez Izrael, utożsamianego z mitycznym Syjonem, tym samym skłania środowiska ewangelikalne w Ameryce do bezwzględnego (jak to u nich ma zawsze miejsce, gdy chodzi o ich przekonania religijne i realną rzeczywistość) poparcie Izraela, który zbliża swoim postępowaniem nadejście przepowiadanej Apokalipsy. Oni po prostu bardzo często w to realnie wierzą i tego pragną.

Należy tu wyjaśnić czym jest termin, którym często szermują zarówno syjoniści oraz wyznawcy judaizmu z jednej strony, jak i ewangelikanie z drugiej: chodzi o tzw. Syjon. To wieloznaczne, zmienne w historiografii, pojęcie. Pierwotnie było to jedynie część wzgórza jerozolimskiego, na którym stała forteca Jebuzydów zniszczona przez Izraelitów zajmujących siłą pod wodzą Jozuego Kanaan. Jeśli przekaz biblijny potraktujemy literalnie, jest to relacja z podboju i ludobójstwa dokonanego na autochtonach, którego Izraelici dokonali podczas „czynienia sobie tej Ziemi poddanej”.

Analogie z tworzeniem się państwa Izrael w latach 40. XX wieku nasuwają się tu same. I takie argumenty ze strony religijnych fundamentalistów często daje się słyszeć. Od czasów Salomona za Syjon zaczęto uważać całe wzgórze świątynne, na którym stanęła I Świątynia. Aktualnie terminem Syjonu określa się całą Ziemię Obiecaną, w której Bóg mieszka razem ze swoimi wyznawcami. Jest to nader pojemny termin, który można rozciągnąć albo na cały świat, albo jedynie na Palestynę - biblijny Kanaan. Można go również pojmować – jak ma to miejsce w przekazie syjonistycznym i ortodoksyjno-judaistycznym – jako Erec Israel (Wielki Izrael od Morza Śródziemnego i Nilu do Tygrysu i Eufratu). Ostatnio ten temat podnosił w wywiadzie dla mediów izraelskich premier Izraela „Bibi” Netanjahu.

Ofensywę ewangelikanizmu można wiązać, jak sądzi wielu religioznawców (psychologia, socjologia i filozofia religii), z rosnącymi napięciami we współczesnych społeczeństwach pomiędzy nadmiarem prowolnościowych oczekiwań, indywidualistycznego chciejstwa i nadziei, a malejącymi możliwościami zaspokajania potrzeb powszechnie proponowanych przez medialny przekaz. To z kolei wiąże się z upadkiem etosu wspólnoty, roli kolektywu, deprecjacji niekomercyjnych profesji dla dobra ogółu, na rzecz zbiorowości, w której się funkcjonuje.

Postępujący egoizm, subiektywizacja, a przy tym komercjalizacja, postępująca stygmatyzacja i wykluczenie tych, którym się nie udaje, którzy nie nadążają za modnymi i preferowanymi trendami, skłania ludzi do ucieczki w środowiska proponujące im namiastkę wspólnoty i stabilizacji (we wszystkich pojmowanych egzystencjalnie wymiarach).

To są efekty niepodzielnego królestwa doktryny neoliberalnej panującej od kilku dekad, rozszerzającego swe wpływy na kolejne sfery życia. Odrzuceni, stygmatyzowani, wykluczeni, nie dający rady wpisania się w te modne nurty skłaniają się właśnie w sekciarstwo i religijny fanatyzm. Tak było zawsze w dziejach ludzkości, przede wszystkim w kulturze śródziemnomorskiej a potem europejskiej. Gdy nastawał kryzys, pogarszały się drastycznie warunki życia, głód zaglądał w oczy ludziom, panowały epidemie, wybuchały wojny, świat dotychczasowy się walił, to wzrastała pobożność, dewocja, sekciarstwo kwitło, a irracjonalizm świecił triumfy. I w tym wielu upatruje popularność pentekostalizmu, który można rozpatrywać jako mgławicę sekt, wspólnot i zborów niosących namiastki kooperatywy, spółdzielni wartości, rodziny dających poczucie akceptacji, bezpieczeństwa i odgrodzenia od panującego w rzeczywistości chaosu, bezwzględnej konkurencji czy rywalizacji na śmierć i życie.
Radosław S. Czarnecki