Refleksje osobiste z przeszłości i teraźniejszości
Meandrami ku politologii
Rozważając historię nauki o polityce w Polsce, dotyka się kwestii o różnej wadze, wywołujących niejednakie skojarzenia, odbijające świadomość zależności od uwarunkowań pokoleniowych i środowiskowych, naukowego rodowodu oraz dokonań, czy wreszcie doświadczeń i uwikłań w sprawy publiczne. Powojenny czas naukowej refleksji nad polityką najogólniej można podzielić na cztery okresy, które wykazują silny związek z przebiegiem dramy politycznej.
Pierwszy – to druga połowa lat czterdziestych ubiegłego wieku. Do 1948-1949 istniała Akademia Nauk Politycznych w Krakowie oraz Akademia Nauk Politycznych w Warszawie. Nie podejmowa-no jednak głębszej refleksji nt. polityki, co wiązało się z powo-jenną kondycją nauki. Ograniczenia pojawiły się nadto z końcem dekady wraz z wkroczeniem Polski na drogę urzeczywistniania biurokratycznej wersji socjalizmu. Przedmiot „marksizm-leninizm” sprowadzał się do propagowania marksizmu, będącego nadużyciem intelektualnym
wyrażającym się w jego zwulgaryzowaną, leninowsko-stalinowską interpretacją. Próbą „nobilitacji” było nadanie mu z czasem nazwy „naukowy socjalizm”. Równocześnie eliminowano konkurencyjne orientacje naukowe, które traktowano jako bezużyteczne w procesie „budowy” nowego ustroju.
W fazie drugiej, przypadającej na drugą połowę lat pięćdziesiątych, za sprawą Stanisława Ehrlicha, Konstantego Grzybowskiego, Juliana Hochfelda, Manfreda Lachsa, Oskara Langego i Edwarda Lipińskiego opowiadano się za odrzuceniem zwulgaryzowanego marksizmu, eliminowaniem
administracyjnego wpływu na naukę oraz integracją prawa, socjologii, ekonomii i historii w analizie polityki. Ich wysiłki zniweczyło XIII posiedzenie plenarne KC PZPR, poświęcone sprawom ideologicznym (1963), przynosząc regres w stosunku do październikowej „odwilży” i poprzedzając trzeci okres obecności w Polsce re-fleksji nad polityką.
Z końcem lat sześćdziesiątych wprowadzono przedmiot - podstawy nauk politycznych (lektorat nauk politycznych), co wiązało się z wnioskami wywiedzionymi przez władze z analizy konfliktu w marcu 1968 r. w Polsce oraz rewolty studentów w Europie Zachodniej. Dydaktyka, pozostająca pod polityczną kuratelą, najogólniej zmierzała do „uświadomienia” środowisku możliwości i ograniczeń ustrojowo-politycznych aktywności publicznej. Przedmiot stwarzał jednak możliwości przybliżenia studentom obiektywnej wiedzy. W zależności od indywidu-alnych kwalifikacji i ambicji wykładowcy wykorzystywali go w celu wzbogacania o elementy naukowej refleksji.
Reżimowe „porządki” przyniosły wszelako efekty bumerangowe. Środowisko akademickie ujawniało dążenia
emancypacyjne, nie kryjąc ambicji scjentystycznych. Jego część podejmowała inicjatywy pozostające w opozycji do oficjalnych przyzwoleń. Poddawano analizie nowe problemy, sięgano po oryginalne niejednokrotnie środki badawcze, śmielej wykorzystywano dorobek nauki światowej; przykładem są dokonania Stanisława Ehrlicha, Henryka Groszyka, Jerzego J. Wiatra. W kształtowaniu tożsamości dyscypliny istotną rolę odgrywały osoby, które w praktyce tworzyły, ale też ją przyswajały. Oto Jan Baszkiewicz, Marian Orzechowski, Franciszek Ryszka, którzy wywodzili się z nauk okrzepłych tradycją i metodologią. Bywało, że utrzymywali bliskie relacje z władzami państwowymi, bądź partią rządzącą. Wnosili własne doświadczenia, sposoby ujmowania analizowanych problemów. Ich przedsięwzięcia badawcze nadal – jakkolwiek w różnym stopniu - zachowywały specyfikę „rodowodowych” dyscyplin - prawa, ekonomii, historii, socjologii, filozofii, psychologii. Będąc historykiem (doktorat 1972 r.), autor miał sposobność korzystać z wiedzy i doświadczenia, współpracując, a bywało - przyjaźniąc się z nimi.
O losach dyscypliny w znacznej mierze decydowało organizacyjne i merytoryczne jej wyodrębnianie. W latach siedemdziesiątych uniwersytety opuścili pierwsi politolodzy. Słabła administracyjna presja na środowisko, korzystające z otwarcia na Zachód. Nadal jednak część naukowców pozostawała strażnikami „świętego płomyka” doktryny. Cechą okresu było niepodejmowanie pogłębionej analizy problemów strukturalno-funkcjonalnych porządku ustrojowo-politycznego, omijanie kwestii kontrowersyj-nych. Wprawdzie nie w pełni trafne wydaje się spostrzeżenie po-czynione przez Jerzego J. Wiatra w trakcie VIII Zjazdu PTNP (Lublin 17-19 listopada 1988), iż nieproporcjonalnie większym dorobkiem legitymowali się socjolodzy polityki. Godzi się wszelako podzielić w części jego konstatację, iż politolodzy nie doceniali wagi badań empirycznych. Wynikało to bowiem, o czym nie wspominał, m.in. z braku dostępu do materiałów odsłaniających istotę, właściwości oraz mechanizmy funkcjonowanie reżimu. Jakkolwiek – jak trafnie wywodził - „działało także polityczne asekuranctwo, gdyż łatwiej było pisać o partiach politycznych Czarnej Afryki niż o PZPR czy ZSL, o politykach zachodnich niż o własnych”.
Istotnym czynnikiem sprzyjającym tożsamościowemu krzepnięciu dyscypliny była intensyfikacja działalności Polskiego Towarzystwa Nauk Politycznych. Jego przedstawiciel uczestniczył w pracach International Political Science Association, co było wyrazem uzna-nia dla politologów polskich. Elementem samowiedzy i integracji były inicjatywy Centralnego Ośrodka Metodycznego Studiów Nauk Politycznych (dyr. Artur Bodnar).
Budzi sprzeciw koniunkturalne – na „polityczne zamówienie” - kwestionowanie pozytywnych aspektów jego roli przez autorów dzieła nt. politologii w Polsce (B. Krauz-Mozer, P. Borowiec, P. Ścigaj: Kim jesteś politologu? Historia i stan dyscypliny w Polsce. Kraków 2011). Ulegając syndromowi antykomunistycznemu, suponują iż jego celem było propagowanie marksizmu, będącego ogniwem frontu ideologicznego, makiawelicznym instrumentem indoktrynacji nauki. Polemizując z autorami książki, wskazywałem w recenzji („Przegląd Politologiczny” nr 3/2012), iż ich obraz marksizmu to leninowsko-stalinowskie ujęcie doktryny Marksa i Engelsa z lat pięćdziesiątych, pozostające w opozycji do rzeczywistej jej zwartości.
COM nie demonstrował sprzeciwu wobec ówczesnego ustroju. Aliści sprowadzanie tej instytucji głównie do narzędzia reżimowej indoktrynacji odbija niewiedzę, będąc tendencyjną, sprzeczną z naukowymi rygorami projekcją aktualnej poprawności politycznej. Autorzy książki – co znamienne - nie kwestionują dorobku, ani pozycji osób kooperujących z Ośrodkiem. Niełatwo jest bowiem przypisać im kolektywny udział w manipulacyjnej zmowie, więc – naiwność. A. Antoszewski, P. J. Gieorgica, J. Hausner, K. B. Janowski, M. Karwat, K. Pałecki, P. Sztompka – to autorzy korzystający z możliwości publikacyjnych COM. Ośrodek doznawał ograniczeń polityczno-administracyjnych. Przyczyniał się wszelako do upowszechnienia inicjatyw, które poza nim nie znalazłyby wsparcia czy upublicznienia; np. podręcznik Nauka o polityce. (red. A. Bodnar, Warszawa 1988). Wespół z KNP PAN wydawał „Studia Nauk Politycznych”.
Instytut Nauk Politycznych PAN, który powstał w 1988 r., kontynuował przedsięwzięcia COMSNP, poszerzając inicjatywy naukowo-badawcze, będąc miejscem interdyscyplinarnych relacji (twórczość Krystyny Kersten).
W kwestii relacji politologów z władzami nie jest możliwe formułowanie jednoznacznych ocen. Należy odnotować otwartość okazywaną nierzadko przez ośrodki dyspozycji politycznej na ich przemyślenia. Exemplum: ekspertyza K. B. Janowskiego, M. Karwata i D. Waniek nt. porozumienia narodowego z 1982 r.; opracowanie M. Gulczyńskiego z 1985 r. na tenże temat oraz J. P. Gieorgicy o protestach robotniczych z 1988, a także publikacja K. B. Janowskiego nt. dopuszczalności opozycji z 1987 r.
Przełom lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych otwierał okres czwarty historii politologii. Nie bez zachęty polityków potępiających PRL-owski reżim, środowisko politologiczne zostało poddane „oczyszczeniu”, które nierzadko realizowano bez względu na rzeczywiste powody. Wyjątkowe zasługi w w przeciwstawianiu się frontalnemu „gruzowaniu” politologii położyli członkowie ZG PTNP (z listopada 1988 r.): Henryk Groszyk (prezes), Czesław Mojsiewicz, Krzysztof Pałecki, Longin Pastusiak, J. J. Wiatr (poza Zarządem) oraz Karol B. Janowski (sekretarz generalny, wyposażony decyzją prezesa w poszerzone uprawnienia…i obowiązki).
Równocześnie część środowiska naukowego – dotąd lokująca się poza politologią – uznała, iż zmiana polityczna stworzyła szansę na opanowanie „strategicznych” miejsc w systemie organizacyjnym dyscypliny. „Oczyszczano” pole konfrontacji, eliminując merytoryczną rywalizację, wydobywano wartość i moc związków głównie z ośrodkami amerykańskimi. Wyolbrzymiano zaś ideologiczne obciążenia. Domagano się więc dokonania zasadniczych zmian w naukach społecznych, szczególnie w polito-logii. Rychło z jej inspiracji na miejsce zlikwidowanego Instytutu Nauk Politycznych PAN (pretekstem - zgon jego twórcy), powstał Instytut Studiów Politycznych, w którym na wstępie realizowano dobór kadr wedle nieklarownych zasad, eliminując z założenia osoby „przejęte” z INP. Nierzadko lekceważono opinie Rady Naukowej ISP PAN. W efekcie pozamerytorycznego zamknięcia przez kolejne lata sytuował on się poza głównym nurtem aktywności politologicznej.
Przypadek ISP PAN wpisywał się w „działania naprawcze”, których rzeczywiste cele nie wywołały wątpliwości u autorów wspomnianej książki Kim jesteś politologu?. Przeciwnie, były oceniane jako pożądane. Tym samym potwierdzili oni brak obiektywizmu i rzetelności. Nie ukazali istoty zmiany w politologii i jej skutków. Po wtóre, ulegli koniunkturalizmowi, przekonując, iż politologia stanęła przed koniecznością dokonania zasadniczych i gruntownych zmian metodologicznych, programowych i mentalnych, sprowadzając je do „odrzucenia balastu przeszłości”. Po trzecie, objaśniając sens tych zabiegów, sięgnęli po ideologiczno-polityczne instrumentarium. Uznali, iż politologia „w sposób najbardziej pełny” ma uczestniczyć w przeobrażeniach oraz być ich „beneficjentem”.
Czy należy uznać za przypadek bezkrytyczne i bezrefleksyjne przywołanie banalnej doprawdy myśli jednego z promotorów „lustracji”, który w politologii znalazł się – będąc socjologiem, uznanym znawcą czasu wolnego – na podobieństwo spado-chroniarza, obejmując na wstępie dyrektorowanie ISP PAN? Ową myśl cechuje niewiedza, prymitywizm i poczucie misji politycznej. W krakowskim dziele Edmund Wnuk-Lipiński jest traktowany z czołobitnością i atencją. Onże skonstatował – relacjonowali Krakowianie - zdominowanie nauk politycznych „w okresie komunizmu (..) przez jedną tylko, marksistowską orientację, apologetyczną w stosunku do ówczesnego systemu i in-doktrynacyjną w odniesieniu do społeczeństwa”. Z owej diagnozy wywiódł dyrektywę: „Przed politologią postawiono zadania nowe, ale zgodne z jej przeznaczeniem”, tj. budowanie demokracji.
Autorzy Kim jesteś politologu? bezrefleksyjnie przywołując opinię, której wartość merytoryczna i kategorialna jest wątpliwa, ocho-czo wpisali się do jego „plemienia”. Nie wykazali troski o rzetelność, bezstronność i obiektywizm w opisie przemian w Polsce. Pozostając pod urokiem „guru” (Instytut Socjologii w Collegium Civitas został „uhonorowany” imieniem Edmunda Wnuka-Lipińskiego) nie przywołali - co znamienne – jego dokonań naukowych; tytuł profesora został nadany w 1992 r. „za całokształt”, przy braku przekonywającego dorobku, w tym monografii, mogącej stanowić podstawę awansu. Natomiast stwierdzają nie bez satysfakcji, iż „przeprowadzona krytyka politologii okresu PRL-u doprowadziła do likwidacji wielu jedno-stek organizacyjnych i naukowych (…) najbardziej spektakularną zmianą było zaprzestanie prowadzenia zajęć z nauki o polityce (…) także przeprowadzono częściową wymianę kadr”.
W książce zabrakło jakiejkolwiek refleksji co do sensu, zasięgu oraz skutków destrukcyjnej akcji likwidatorsko-lustracyjnej. Nie wspomniano o wysiłkach na rzecz zachowania wartościowego, uznanego przecież dorobku. „Umknął” fakt nieudanej próby „wypchnięcia” PTNP ze społeczności międzynarodowej i powołania na to miejsce Towarzystwa Studiów Politycznych.
Miejsca pulsowania politologii
Politologia osiągnęła w Polsce względnie pewną pozycję. Mocne strony to wyraźnie zaznaczony obszar badawczy, znaczna grupa osób profesjonalnie analizująca szeroko pojmowaną politykę, usytuowanych w wyodrębnianych instytucjach, a także liczący się - jeśli przyjąć uznawane standardy – dorobek naukowy. O wzroście znaczenia dyscypliny świadczy fakt, że cześć socjologów, historyków, prawników, ekonomistów wydobywało związki z dyscypliną (nie zawsze kierując się względami merytorycznymi).
Najsilniejszym ośrodkiem naukowo-akademickim pozostaje Warszawa z Uniwersytetem (Wydział Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych oraz Wydział Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii), także uczelniami niepaństwowymi. Tu lokuje się naj-liczniejsza kadra. Skupia grono politologów o znaczącej pozycji, mających do dyspozycji „Studia Politologiczne” oraz „E-Politikon”.
Szczególny ślad pozostawili w Lublinie Henryk Groszyk („Francuska koncepcja nauki politycznej”), Jego wychowanek w nauce i fortepianowy partner - Marek Żmigrodzki oraz Jacek Z. Pietraś („Decydowanie polityczne”); Pietraś zainicjował w latach dziewięćdziesiątych dyskusję nad standardami dydaktycznymi politologii, przyczyniając się do udział w powołaniu Wydziału Politologii. Tu z inicjatywy Marka Żmigrodzkiego powstał pierwszy w Polsce (po 1990 r.) podręcznik akademicki, (Wprowadzenie do nauki o państwie i polityce, red. B. Szmulik, M. Żmigrodzki), na który złożyli się autorzy „należący z reguły do czołówki polskiej politologii”. Zdołano także urzeczywistnić ideę wielotomowej Encyklopedii politologii wedle integracyjnej reguły (autorzy z różnych ośrodków). „Dziwny jest ten świat”- śpiewał Czesław Niemen - który gdyby znalazł się wśród politologów, zapytałby zapewne, dlaczego nie wspomniano o tych dziełach w krakowskim opracowaniu Kim jesteś politologu?.
Początki politologii we Wrocławiu to koniec lat sześćdziesiątych. Potencjałem intelektualnym i organizacyjnym konkurowały Instytut Nauk Politycznych Uniwersytetu (jego twórcą był Marian Orzechowski, promotor doktoratu autora artykułu) i Instytut Nauk Społecznych Politechniki. Jego dyrektor Józef Wołoch skupił kadrę różnej proweniencji; m. in. były pracownik KW PZPR, historyk, autor dziejów dolnośląskiej PPS, ksiądz oraz pasjonat astrologii. Z czasem w ośrodku uniwersyteckim ukształtował się zespół o znacznej aktywności naukowej: Andrzej Antoszewski (późniejszy wieloletni członek CKdsTiSN), Andrzej W. Jabłoński, Teresa Łoś-Nowak…
Pewnie w politologii osadzony jest Poznań, w którym osobliwie zapisał się Czesław Mojsiewicz, „akuszer” wielu karier naukowych. UAM pozostaje miejscem wzmożonej aktywności naukowej. Wyróżniał się w organizacji konferencji politologicznych. Znaczna ich część odbywała się w Collegium Polonicum w Słubicach.
Istotną rolę nadal odgrywa „Przegląd Politologiczny”, jakkolwiek pojawiają się symptomy braku otwartości na niekonwencjonalne, krytyczne wobec „poprawności” inicjatywy.
W Poznaniu Marceli Kosman, wykazując upór i determinację, zainaugurował konferencją „Kultura polityczna w Polsce - przeszłość i teraźniejszość” (1995 r.) przedsięwzięcia cykliczne – także wydawnicze. Zdołał „zarazić” wielu – też autora tego opracowania – przedmiotową pasją badawczą. Jego wysiłki nie doznały w UAM kompetentnej kontynuacji.
Zapewne niskie pobudki każą nie dostrzegać tych dokonań, jak czyni to Zbigniew Blok (UAM). Podejmuje zaś wysiłki wznie-sienia się na poziom równy Almondowi, Verbie i Powellowi. Promuje np. „pomiar pojęcia kultury politycznej”, niezdolny do przedstawienia merytorycznego uzasadnienia. To nie kwestia komunikowania „nowatorskich” pomysłów, lecz braku samowiedzy co do kompetencji, w tym - uznanego dorobku.
Tych warunków nie zastąpi mnożenie przywołań z wybranej, wedle nieklarownych zasad literatury bądź autorów. Nie respektuje on podstawowych reguł pracy naukowej, nakazujących dostrzeganie dokonań kompetentnych badaczy.
Nie odbiega od tego przypadku postawa Jana Garlickiego (UW), który wraz Arturem Noga-Bogomilskim opublikował książkę nt. relacji między demokracją a kulturą polityczną w Polsce (2004), w której powierzchownie i bez finalnych wniosków zastosował koncept amerykański. Onże ponadto zdaje się mniemać, iż jedna, incydentalna publikacja wystarczy, by kreować się na specjalistę mogącego lekceważyć poznańskie wysiłki, ale też twórczość innych autorów.
Skoro o o badaniach nad kulturą polityczną, trudno nie wspomnieć o Andrzeju Czajowskim, prawniku z wykształcenia, autorze rozprawy doktorskiej pt. „Zakładowa organizacja partyjna w systemie politycznym przedsiębiorstwa” oraz habilitacyjnej - „Demokratyzacja Rosji w latach 1987-1999”. Jego dokonania naukowe to „światło odbite” wybranych autorów oraz ich dzieł tyczących kultury politycznej. Do niego – jak i Bloka - można odnieść słowa Jakuba I, króla Szkocji i Anglii: „Niejeden mówi o sobie jak o Robinie Hoodzie, nigdy nie dzierżąc łuku w rękach”. To ci, którzy z ochotą przywdziewając szaty Robina of Locksley, których na nic zdają się próby naśladowania buntownika z lasu Sherwood. Nie posiadają umiejętności „strzelania z łuku”, nie legitymują się dorobkiem w zakresie badań kultury politycznej.
Niepomny Jakubowych przestróg, Czajowski uznał za nieodzowne poddanie „rekonstrukcji” ten obszar penetracji naukowej. Nie wykorzystał w pełni umiejętności „streszczania książek” nabytych w trakcie nie bezinteresownej współpracy ze służbą inwigilującą pracowników Uniwersytetu Wrocławskiego (TW „Meduza”). Recenzując bowiem książkę o kulturze politycznej Polaków, nie zadał sobie trudu poddania jej choćby „punktowej” lekturze. Przybliżyłoby to odpowiedzi na nurtujące go pytania, skłaniając do rozważenia zasadności „oryginalnego” zakwestionowania uznawanej dotąd kategorii. Stwierdził bowiem, że „jest myląca i bezużyteczna, a jej wyodrębnianie w celach badawczych bezcelowe”.
Rekapitulując, wypadnie zauważyć, że wspomniani autorzy odbijają zjawisko, które w środowisku naukowym święci tryumfy. Nie dostrzegają efektów przemyśleń badaczy z różnych ośrodków naukowych nt. kultury politycznej. Owe przypadki skłaniają do „zadumy” nad stanem „czytelnictwa” wśród naukowców oraz ich „wrażliwości” na dotychczasowe dokonania? Więcej – zdolnością (i skłonnością) respektowania elementarnych zasad, określających osobliwości pracy naukowej, wśród których mieści się nakaz uwzględniania wysiłku „towarzyszy intelektualnej roboty”.
Powracając do lokowania politologii na mapie polskiej nauki, godzi się wspomnieć o Toruniu, gdzie z połączenia Instytutu Politologii oraz Instytutu Stosunków Międzynarodowych powstał w 2009 r. Wydział Politologii i Studiów Międzynarodowych, by przyjąć nazwę: Wydział Nauk o Polityce i Bezpieczeństwie. Rolę szczególną odegrał tu Roman Bäcker, obejmując szereg funkcji i wykazując umiejętności organizacyjne, energię, ambicje i aspiracje.
Ukazując odradzanie się i dynamikę rozwoju politologii w Toruniu, godzi się wspomnieć o osobach, których aktywność i dokonania pozostają kapitałem Torunia, jakkolwiek nie eksponowanym: Marek Chmaj, Karol B. Janowski, Andrzej de Lazari, Alfred Lutrzykowski, Kazimierz Łastawski, Janusz Tkaczyński. Ich indywidualne wybory uwzględniały zapewne mnożące się przypadki podważania rygorów obowiązujących w nauce.
Politolodzy z Jagiellonki zachowują pamięć zasłużonych, którzy przyczynili się do budowania nauki o polityce: Konstantego Grzybowskiego, Kazimierza Opałki, Marka Sobolewskiego, Marka Waldenberga, Witolda Zakrzewskiego. Do ich uczniów zaliczają się Tomasz Goban-Klas, Marian Grzybowski, Andrzej Mania, Lubomir Zyblikiewicz, osobliwie - Krzysztof Pałecki – były „ambasador” polskiej politologii. Tę funkcję przejęła Teresa Sasińska-Klas, do września 2010 r. prezes ZG PTNP, której zasługi dla korporacji – zważywszy wcześniejsze i późniejsze kadencje – pozostają niepodważalne, jakkolwiek – jak wydaje -wyolbrzymiane (historia PTNP https://www.ptnp.org.pl/o-nas/historia-ptnp/).
Opisując aktywność naukową politologów, godzi się wskazać Uniwersytet Śląski. Ale także miejsca, gdzie dyscyplina się pojawiła bądź umacnia: Białystok (osobiste relacje), Bydgoszcz, Łódź, Olsztyn, Opole, Szczecin, Zielona Góra. W tej grupie lokują się Kielce, gdzie rolę inicjująco-kreatywną odegrał Ryszard Czarny, wspierany przez Adama Jamroza, Jerzego Jaskiernię (obecny dziekan Wydziału Prawa i Nauk Społecznych) czy Jacka Majchrowskiego (były prezydent Krakowa). W 1990 r. niemożliwą do zakwestionowania pozycję zdołał osiągnąć Kazimierz Kik, tracąc ją z czasem.
W „Klerykowie” nie do zatarcia „ślad” pozostawili Marian Grzybowski, Karol B. Janowski, Kazimierz Łastawski, Władysław Szostak. Wiodąca rola przypadła Agnieszce Kasińskiej-Metryce (promotorem Jej doktoratu był K. B. Janowski), kroczącej własną drogą awansu; dyrektor Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Polityk Publicznych, członkini ZG PTNP, motywując próbę objęcia funkcji prezesa (Poznań 22.IX.2016).
Odnotowując aktywność politologów, jawi się kwestia form i płaszczyzn tożsamościowej integracji. Z czasem seminaria re-gionalne oraz konferencje ogólnopolskie zastąpiono formułą szerszą - kongresami. Otwierał je I Ogólnopolski Kongres Polito-logii (Demokratyczna Polska w globalizującym się świecie, Warszawa, 22-24.IX.2009), który okazał się przedsięwzięciem udanym pod względem organizacyjnym, liczby uczestników. Skupił grono znaczących w politologii polskiej postaci. Już wtedy główny problem nie wiązał ani referentów głównych, ani panelistów. Nie zdołano udźwignąć ciężaru opublikowania materiałów kongresowych, wyjąwszy wystąpienia głównych referentów. Kolejne zwykle kroczyły ścieżką wytyczoną przez ów kongres.
Analiza kongresów ukazuje progresywną linię kontynuacji. Nie cele naukowe, lecz „fascynacja” liczbami oraz sprawność organi-zacyjno-finansowa, efekty medialno-wizerunkowe poczęły jednak dominować, czyniąc z nich głównie wydarzenie towarzyskie. We wszystkich przypadkach brak zmaterializowania wysiłku in-telektualnego w postaci opublikowanych materiałów, wyjąwszy zwykle wystąpienia plenarne. W dobrze referentów plenarnych dominował klucz – jak radził Chryzostom Pasek – „polityczny”, „układny”, preferujący funkcje „urzędowe”, a nie walory intelektualne.
Kolejne spotkania nie wiązała także pamięć poprzednich, nie mówiąc o zasłużonych dla refleksji politologicznej postaciach; tu w ogóle panuje amnezja, czego wyrazem jest „uładzona” przeszłość (historia na stronie PTNP). Instruktywne wnioski wynikają z analizy „kongresu” wrocławskiego. W nim można dostrzec zarówno elementy sukcesów jak i niespełnionych zamiarów. Problem: „Polityka ładu.Polityka chaosu…” - tyleż ambitny, twórczo inspirujący, co ryzykowny. W zrealizowaniu celów organizacyjnych osiągnięto ład. Organizatorom kongresu, zauroczonym tytułową poetyką, nie stało wyobraźni co do rysujących się wyzwań. Oswobodzili Dżina, który objawił się tytułowym chaosem. Na wstępie przyjęto domniemanie co do jednakiego rozumienia tytułowych pojęć, otwierając pole dla dowolności w ich pojmowaniu i definiowaniu.
Można mówić wreszcie o zamknięciu na politologów innych niż z „notatnika poprawności”, a także socjologów polityki, psychologów czy przedstawicieli historii politycznej oraz nauk „praktycznych”. Niezmiennie, kongres nie doczekał się podsumo-wania merytorycznego. Nie pozostał ślad wysiłku, ani kurz wzniecony przez kongresowe „pląsy”.
W rzeczywistości dotychczasowa formuła politologicznych kongre-sów uległa wyczerpaniu. Czas tedy porzucić nuworyszowskie ambicje, będące w największym stopniu udziałem osób „prominentnych”, decydujących o sprawach dyscypliny oraz o kolejnych spotkaniach. Warto zrewidować przyzwyczajenia, by szanując nadto godne obyczaje – czego im nie staje - „ośmieliły się” publicznie, stosownie do reguł przyjętych w nauce, zmierzyć się ze znanymi przecież wątpliwościami.
Karol B. Janowski
http://karol-b-janowski.waw.pl
Prof. Karol B. Janowski jest historykiem i politologiem specjalizującym się w najnowszej historii politycznej oraz teorii i socjologii polityki.
Artykuł jest zmodyfikowaną i uaktualnioną wersją opracowania „Politologii polskiej meandry” z 2019 r. (dostępnym pod linkiem - http://karol-b-janowski.waw.pl/POLITOLOGIA%20w%20POLSCE.pdf), będącego konty-nuacją rozważań, których początek sięga tekstu pt. „Politologii polskiej przemiany” w: Problemy badawcze politologii w Polsce, red. M. J. Mali-nowski, M. Burdelski, R. Ożarowski, Warszawa-Gdańsk 2004.

