Nauka i sztuka (el)
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 667
W Mazowieckim Centrum Sztuki Współczesnej Elektrownia w Radomiu do 8.09.24 można oglądać wystawę prac Rajmunda Ziemskiego pn. Znak i kolor.
Wystawa jest próbą przybliżenia twórczości Rajmunda Ziemskiego, jednego z czołowych polskich malarzy drugiej połowy XX wieku. Urodzony w Radomiu artysta, profesor Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, wyprzedzał swój czas. Był prekursorem nowoczesnego spojrzenia na proces twórczy w malarstwie i jednym z najważniejszych artystów posługujących się językiem abstrakcji. Stworzył swój własny, indywidualny i rozpoznawalny styl malowania inspirowany malarstwem materii.
Jego wrażliwość artystyczna kształtowała się niewątpliwie pod wpływem traumy II wojny światowej i przeżyć z nią związanych. W latach 1949–1955 studiował malarstwo w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, w pracowni Artura Nachta-Samborskiego, a po jej ukończeniu został wykładowcą tej uczelni. Jego debiut artystyczny jest nierozerwalnie związany ze słynną wystawą „Przeciw wojnie – przeciw faszyzmowi” w warszawskim Arsenale w 1955 roku. Ta przełomowa wystawa jest jedną ze sztandarowych prezentacji artystycznych w historii polskiej sztuki.
Malarstwo Rajmunda Ziemskiego jest niezwykłe, niepowtarzalne i zaskakująco aktualne. Jego metaforyczne obrazy są pełne ekspresji, emocji oraz koloru. Malował fascynujące pejzaże, ale nie takie, jakie znamy i obserwujemy w rzeczywistości. Tworzył swoje własne, niepowtarzalne, metafizyczne światy, dla których źródłem inspiracji była nie tylko natura, ale wspomnienia z dzieciństwa i młodości.
Ziemski nie naśladował niczego, lecz budował swoją własną rzeczywistość. Posługiwał się barwnymi plamami, co było wyrazem dążenia do swobodnej ekspresji. Szukał idealnych znaków i symboli, za pomocą których mógłby wyrażać swoje przemyślenia i doznania oraz opisywać świat. Podobnie jak Tadeusz Kantor był mistrzem sztuki informel, która polegała na spontanicznym i intuicyjnym malowaniu, bez z góry ustalonego planu czy kompozycji.
Malował z pasją i odwagą, nie bojąc się eksperymentować z różnymi technikami i materiałami. Był artystą, który nieustannie rozwijał się twórczo i intelektualnie. Nieprzerwanie i z ogromną determinacją odkrywał nowe możliwości, jakie daje malarstwo. Jego słynna pejzaże są źródłem poznania jego wewnętrznych przeżyć, pragnień, lęków i wspomnień.
Kuratorzy: Katarzyna Ziemska i Paweł Witkowski
Rajmund Ziemski (1930, Radom – 2005, Warszawa). Malarz, pedagog. W latach 1949–1955 studiował w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych pod kierunkiem Artura Nacht-Samborskiego. Na akademii pozostał na trzyletnich studiach aspiranckich. Od 1967 do 1978 roku prowadził samodzielną pracownię malarstwa na Wydziale Architektury Wnętrz, a następnie wrócił na Wydział Malarstwa, na którym otrzymał samodzielną pracownię dyplomującą. Kierował nią do roku 2000, czyli do przejścia na emeryturę.
W 1983 roku otrzymał tytuł profesora nadzwyczajnego, a w 1990 roku profesora zwyczajnego. W latach 1965–1974 był silnie zaangażowany w prace społeczne, działał w Związku Polskich Artystów Plastyków i w Akademii Sztuk Pięknych. W 1979 roku został laureatem Nagrody im. Jana Cybisa.
Debiutował w grudniu 1955 roku na X Jubileuszowej Wystawie Młodej Plastyki „Przeciw wojnie – przeciw faszyzmowi” w warszawskim Arsenale. Uczestniczył w ponad stu wystawach zbiorowych. W latach 60. i 70. XX wieku brał udział w ważnych prezentacjach młodej sztuki polskiej w Stanach Zjednoczonych, Francji, Belgii, Niemczech, Danii, Szwajcarii, Austrii, Szwecji. Jego pierwsza indywidualna wystawa malarstwa odbyła się w 1957 roku w warszawskiej Galerii „Krzywe Koło”.
Zorganizował blisko 30 wystaw indywidualnych w Polsce i za granicą, m.in. w: Waszyngtonie, Chicago, Wiedniu czy Brukseli. Prace artysty znajdują się w muzeach za granicą, najważniejszych muzeach polskich i w kolekcjach prywatnych. W 2004 roku został uhonorowany Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 1187
Do 28.08.22 w łódzkim Muzeum Sztuki MS1 można oglądać prace studentów łódzkiej ASP pn. Rajzefiber.
Wystawa jest efektem siódmej edycji warsztatów zorganizowanych wspólnie przez Muzeum Sztuki w Łodzi i Akademię Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego. Punktem wyjścia tegorocznych działań artystycznych studentek i studentów ASP była refleksja nad doświadczeniem podróży oraz przemieszczania się rzeczy i ludzi.Temat zaproponował artysta Janek Simon, który wcielił się w rolę mentora.
Sposób, w jaki poruszamy się po świecie, jest różny. Zależy od licznych czynników: społecznych, kulturowych i ekonomicznych. Tropikalne wakacje to dla klasy średniej spełnienie ambicji i wyobrażeń o udanym spędzaniu wolnego czasu. Lot z Lagos do Londynu trwa siedem godzin. Ale dla kogoś, kto wyrusza z Afryki do Europy w poszukiwaniu pracy i lepszego życia, taka podróż może zająć kilka lat. Wyjeżdżamy z domu na studia do większych miast, szukając lepszej przyszłości.
Jednak po powrocie często przeżywamy bolesne konfrontacje ze swoimi coraz bardziej odległymi korzeniami. W zeszłym roku z Chin do Europy przyjechało dwanaście tysięcy pociągów z kontenerami pełnymi rzeczy. Z kolei niedawna inwazja Rosji zmusiła do podróży miliony uchodźczyń i uchodźców z Ukrainy. To tylko niektóre przejawy nieustannego ruchu ludzi i przedmiotów, które do nich należą.
W zaproponowanych przez studentki i studentów pracach widać, jak bardzo różnie i szeroko można rozumieć i interpretować pojęcie podróży. Od parodii turystycznego spotu, przez analizę choreografii czy przedstawienie relacji z domem rodzinnym - to tylko niektóre z ujęć tematu. Wystawa jest nie tylko artystyczną refleksją osób studenckich, ale również zaproszeniem do wspólnej podróży.
Uczestniczki/uczestnicy: Agata Becker, Klaudia Dębiec, Olga Galińska, Natalia Kędzierska, Beata Krześlak, Weronika Mendrek, Aneta Niekoraniec, Łukasz Olejniczak, Mateusz Pecyna, Kinga Stec, Dominik Szyga, Martyna Tamborska, Mateusz Zubel
Opieka nad projektem: Janek Simon, Łukasz Ogórek (ASP), Jakub Gawkowski (MS)
https://msl.org.pl/rajzefiber/
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 545
W Miejskiej Galerii Sztuki Willa w Łodzi do 16.02.25 będzie można oglądać wystawę prac Katarzyny Karpowicz pn. Raz się żyje, raz się nie żyje.
Obrazów, które maluje Katarzyna Karpowicz, nie można osadzić w przeszłości ani w przyszłości, wymykają się kategorii czasu. „Raz się żyje, raz się nie żyje” to tytuł wystawy, na którą składa się kolekcja prac malowanych, gdzie dominującym tematem jest motyw dzieciństwa[…]. Dla Katarzyny Karpowicz jest to temat niezwykle ważny. W swojej twórczości malarskiej potrafi znakomicie uchwycić istotę dzieciństwa.

Sedno jej prac tkwi w intuicji, emocjach i odczuciu, które jest czymś niezwykle ulotnym, przez co niekiedy trudnym do pojęcia. Może być doznaniem jakiegoś uczucia, instynktownym przeczuciem, czy uświadomieniem sobie czegoś istotnego. To także pewnego rodzaju doświadczanie siebie, a jego następstwem jest opowiadanie obrazami o tym, co jest ważne, czyli o przyjaźni polegającej na oddaniu i wierności, dziecięcej przenikliwości i wrażliwości, zachwycie dziecka nad naturą, jedności z przyrodą, słodyczy życia, w którym jest też dużo goryczy istnienia, o niełatwym procesie dorastania, o dziecięcych traumach związanych z wojną i jej okrucieństwem.[…]
Prace do wystawy powstawały na przestrzeni drugiej połowy 2023 i prawie całego 2024 roku, z myślą o zaprezentowaniu ich w Łodzi.[…] Wystawa jest największą z dotychczasowych ekspozycją obrazów krakowskiej malarki, składająca się z ponad 80 obrazów olejnych, oscylujących wokół bardzo szeroko rozumianego zagadnienia dzieciństwa. Wyjątkiem będzie „Autoportret” artystki z 2000 roku, który w sposób szczególny wpisuje się w narrację łódzkiej wystawy. […]
Dzieci w malarstwie Karpowicz bywają obecne zarówno jako wizerunki na portretach, jak i figury symboliczne. Z jednej strony są one przedstawiane w sposób delikatny, a zarazem pełen intensywnych emocji, co może sugerować tęsknotę za beztroską dzieciństwa. Z drugiej strony postacie dzieci są niejednokrotnie ukazywane enigmatycznie, co stwarza przestrzeń do interpretacji.
Dzieciństwo w jej obrazach jest nie tylko czasem radości i beztroski, ale także konfrontacji z brutalną rzeczywistością, jest okresem pełnym sprzeczności, ukazywanym w kontrastach: między niewinnością a brutalnością świata dorosłych, między radością a smutkiem. Tego rodzaju napięcia budują silny emocjonalny ładunek w obrazach, które nie oferują jednoznacznych odpowiedzi, lecz raczej skłaniają do refleksji nad tym, jak dzieciństwo kształtuje naszą przyszłość.[…]
Adriana Usarek (kuratorka wystawy)
Katarzyna Karpowicz (1985) - malarka, absolwentka ASP w Krakowie. Studiowała w pracowniach profesorów Grzegorza Bednarskiego i Leszka Misiaka. Zrealizowała 24 wystawy indywidualne. Jej prace znajdują się w kolekcji kilku muzeów sztuki w Polsce oraz wielu kolekcjach prywatnych w kraju i za granicą. Maluje w technice olejnej na płótnie, oraz pracuje w technice mieszanej na papierze.
Więcej - https://mgslodz.pl/wystawy/-526.html
- Autor: Anna Leszkowska
- Odsłon: 2973
Już sam tytuł tego przedstawienia jest wieloznaczny – powrót do wolty? Jeśli tak, to do jakiej? I której? Czy tej z początków XX wieku, kiedy kształtował się ruch robotniczy? Czy do tej z lat jego schyłku, kiedy klasa robotnicza wywalczyła sobie kapitalizm i równocześnie zniszczyła swoje miejsca pracy? Czy może pragnienie jakiejkolwiek zmiany w polskiej odmianie neoliberalizmu? Czy może należy czytać prościej – powrót do wspomnień z dawnych Zakładów Wytwórczych Lamp Elektrycznych im. Róży Luksemburg w Warszawie, dziś nieistniejących, które opisuje autorka sztuki poprzez relacje robotników? Przedrostek re- w powiązaniu z materią tekstu Anny Wojnarowskiej wskazuje, że chyba wszystkie znaczenia mają tu rację bytu.
Sztuka Re-Wolt w adaptacji i reżyserii Weroniki Szczawińskiej to przedstawienie o wydźwięku publicystycznym – forma refleksyjnego, melancholijnego quasi reportażu stworzonego z opowieści robotników upadłych i nawet fizycznie już nieistniejących zakładów.
W te opowieści (wzbogacone notatkami prasowymi i dokumentami z produkcji) wpleciono fragmentarycznie: i wojenne, i powojenne dzieje fabryki - począwszy od powstania warszawskiego, kiedy budynek został zajęty przez powstańców (przypominają o tym piosenki powstańcze), poprzez lata jej świetności w PRL, aż po upadek w 1991 i zburzenie w 2011. Co się stało z fabryką i pracownikami w III RP? - robotnicy komentują to gorzko: "byli robotnicy poddani zostali redukcji i reedukacji, a maszyny wysłano do Chin". Taki został obraz po rewolcie lat 80. w Polsce - przeplatanka budowy z burzeniem.
Cechą szczególną spektaklu jest rwana i wplatana w pozostałe opowieść o patronce zakładów, Róży Luksemburg – ideolożce i działaczce polskiego i niemieckiego ruchu robotniczego w początkach XX wieku – namalowana epizodami z jej życia, zwłaszcza jego tragicznego końca, co w powiązaniu z końcem fabryki jej imienia i końcem klasy robotniczej jest wiele mówiącą metaforą wspólnego ich losu.
Wszystkie wątki sztuki – i życie Róży Luksemburg, i powstanie warszawskie, i dzieje zakładów - łączy jedno: u ich podłoża były wzniosłe idee, ale skończyły się tragicznie. Ludzie, którzy opowiadają o latach spędzonych w tej fabryce – często też mają poczucie przegranej, choć nie jest to najmocniej wyakcentowane, ani nie daje podstaw do wyciągania wniosków o szczególnie tragicznym ich losie.
Choć podstawą spektaklu jest dokument, to nie bardzo wiadomo jaka była jego pierwotna, jeszcze nie sceniczna wartość. Anna Wojnarowska przez pół roku wyszukiwała byłych robotników ZWLE im. Róży Luksemburg, spisywała ich relacje, co dało podstawy do zbudowania warstwy socjologiczno - psychologicznej spektaklu.
Ale taka fotografia dnia robotnika czy historia przedsiębiorstwa to tylko surowa materia dla reżysera. On dopiero z niego lepi to, co ma wartość artystyczną, z dobrze, wyraźnie zarysowaną dramaturgią, ze stawianymi przez twórcę pytaniami, na które widz musi sobie odpowiedzieć sam. Tego w spektaklu, niestety, nie ma.
Jest natomiast banał opowieści robotnic, z których nic dla widza nie wynika, poza konstatacją – jakże w okropnych warunkach ludzie wówczas musieli żyć i pracować i jakże ponure i szare było ich życie (jakby dzisiaj nie było podobnych, a nawet gorszych fabryk!).
To nader uproszczony, powierzchowny i nieprawdziwy obraz tamtych czasów.
Miałkość intelektualna sztuki wynagradza jednak reżyseria – partytura rozpisana na czworo młodych, sprawnych fizycznie aktorów, z dynamicznym ruchem obrazującym pracę zmechanizowaną, nawiązującym do biomechaniki Meyerholda, podkreślająca zbiorowość i rytm. Ale i nawiązująca do tragedii antycznej, chóru aktorów komentującego przedstawiane zdarzenia w surowym wnętrzu, bez scenografii.
W sumie jest to więc typowa sztuka postmodernizmu: miałka w treści, świetna w formie.
To jednak za mało, aby poruszyć widza.
Anna Leszkowska
Re-Wolt
produkcja: Europejskie Centrum Solidarności, Instytut Teatralny im. Z. Raszewskiego w Warszawie
tekst: Anna Wojnarowska
adaptacja i reżyseria: Weronika Szczawińska

