top
logo

Wydane numery

  • 137.jpg
  • 132.jpg
  • 153.jpg
  • 126.jpg
  • 148.jpg
  • 149.jpg
  • 134.jpg
  • 158.jpg
  • 144.jpg
  • 146.jpg

zobacz także

polska akademia nauk

PTE

racjonalista pl

polskie stowarzyszenie racjonalistów

nasza strona na facebook

Licznik odwiedzin

1818083
Home Archiwum Działy wyd. elektron. Prognozwanie (el) Komitet Prognoz PAN o zagrożeniach


uwaga ! wszelkie przedruki wyłącznie za zgodą redakcji

Komitet Prognoz PAN o zagrożeniach PDF Drukuj Email
Prognozwanie (el)
Wpisany przez Anna Leszkowska   
sobota, 27 lipca 2013 16:14



Komitet Prognoz PAN Polska 2000 plus organizuje cykl konferencji dotyczących zagrożeń globalnych jako barier rozwoju. Trzecia z nich – „Zagrożenia jakości życia człowieka; perspektywa długookresowa” – odbyła się 27-28 czerwca 2013 w Mądralinie.

Podczas konferencji analizowano cztery grupy zagadnień: demograficzne uwarunkowania rozwoju świata, ubóstwo, nierówności i wykluczenie społeczne, pracę i kwalifikacje oraz zdrowie publiczne. Zwrócenie uwagi na jakość życia wynika z zakwestionowania panującej od dziesiątków lat filozofii, iż wzrost gospodarczy przekłada się automatycznie na poprawę jakości życia. To stwierdzenie okazało się fałszywe za sprawą coraz większych podziałów społecznych i koncentracji majątku świata w nielicznych rękach. A zatem nie wzrost gospodarczy jest ważny, ale sprawiedliwy podział jego owoców. Jak to osiągnąć? Czy istnieją mechanizmy wyrównujące poziom i jakość życia, a jeśli tak, czy dotyczą tylko państwa czy całego globu – to jedno z wielu zagadnień, jakie były rozpatrywane przez kilkudziesięciu specjalistów z wielu dziedzin nauki.


Otwierając konferencję, prof. Leszek Kuźnicki, wieloletni były prezes PAN i były przewodniczący Komitetu Prognoz, zwrócił uwagę, iż jakość życia zależy od kryteriów, jakie przyjmiemy i definicji dobrostanu. Gdyby przyjąć wysokie standardy państw najbogatszych, zasoby Ziemi zapewniłyby byt jedynie ok. dwóm miliardom ludzi. A ponieważ tak się nie stanie (przynajmniej w najbliższej przyszłości), na jakość życia będzie miała wpływ coraz bardziej dewastowana przez człowieka przyroda, eksploatowana bez miary i „odwdzięczająca” się ekstremalnymi zjawiskami, a także ochładzanie się klimatu (wg prof. Kuźnickiego, grozi nam zlodowacenie). Innym problemem, z jakim przyjdzie nam się zmierzyć, będzie (a właściwie już jest) starzenie się społeczeństw i utrzymywanie starych ludzi w dobrej kondycji, co nie będzie możliwe bez medykalizacji, którą należy traktować jako zjawisko pozytywne.

Starzenie – ból nie tylko demografów

O starzeniu się ludności wypowiadali się naukowcy z AGH: dr Zbigniew Strzelecki oraz prof. Janina Jóźwiak. W perspektywie 40 lat – choć tempo starzenia się mieszkańców poszczególnych regionów świata będzie różne – to Europa będzie tym zjawiskiem najbardziej dotknięta. Tutaj już dzisiaj co szósty mieszkaniec liczy sobie 65 i więcej lat, ale w 2050 roku ludzi w tym wieku prawdopodobnie będzie ok. 28%. Najwięcej – w Europie Południowej – ok. 30%.
Niezmiennie, od lat, najmłodszymi demograficznie regionami świata będą Afryka, Ameryka Środkowa i Azja, co będzie się wiązało z rosnącym problemem zasobów pracy w różnych krajach. Według szacunków ONZ, do 2050 roku wielkość zasobów pracy na świecie wzrośnie o ok. 1,4 mld osób (tj. o 30%) – głównie w Azji i Afryce. W Europie – jako jedynym regionie świata (poza Rosją) - zasoby pracy będą się kurczyć (najbardziej w Europie Wschodniej – o 31 mln ludzi, tj. o ok. 30%). Proces ten będzie zachodzić także w Polsce.

Takie zmiany demograficzne oczywiście wyzwolą migracje globalne (częściej czasowe niż osiedleńcze), o czym mówił prof. Marek Okólski z Ośrodka Badań nad Migracjami UW. Według prognoz, biegunami migracji będą USA, Azja, Obszar wysp Pacyfiku, Unia Europejska oraz Zatoka Perska, która przyjmie rocznie ok. 1 mln imigrantów.


Ubóstwo, nierówności i wykluczenie społeczne


Brak pracy wiąże się nie tylko z ubóstwem, ale i wykluczeniem społecznym. Prof. Henryk Domański z IFiS PAN przedstawiał wyniki swoich badań dotyczących dziedziczenia pozycji społecznej od 1989 r. Okazuje się, że zmiana systemu niczego nie zmieniła, a wzrost nierówności się pogłębia. Ale o ile do 2005 mieliśmy w Polsce coraz większą merytokrację, to po tej dacie zaczęła się ona obniżać i nie wiadomo, czy nie jest to wynik inflacji wyższego wykształcenia. Po prostu coraz mniej się opłaca studiować, skoro i tak nie można dostać pracy zgodnej z wykształceniem (obecnie ukończenie studiów daje tylko 30% szans na bycie inteligentem). Co do rozwarstwienia, badania pokazują, że współczynnik Giniego wzrósł niewiele – z 0,28 do 0,35, ale badanie akceptacji nierówności pokazało, że Polacy akceptują wysokie zarobki kapitalistów. Zatem należy z ostrożnością podchodzić do tezy, że im większe nierówności, tym większa konfliktowość. I dotyczy to wszystkich państw, gdzie to badanie wykonywano. Zatem zmiany w stratyfikacji społecznej nie są jednoznaczne.

Wysokie bezrobocie, niepewność na rynku pracy, starzenie się społeczeństwa, to zagrożenia nie tylko same w sobie, ale i dla stabilności finansowej ubezpieczeń społecznych i to bez względu na metodę finansowania świadczeń. Dzisiaj jest już oczywiste, że najmłodsze pokolenie, obecna grupa 20-30-latków, która cierpi najbardziej na brak pracy – może mieć na starość trudną sytuację. Zwłaszcza, że długotrwałe bezrobocie wśród młodzieży przeradza się w bierność zawodową, z czym mają do czynienia takie państwa jak Hiszpania czy Włochy.

Z analizy przedstawionej przez dr. Marka Benio z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie wynika, że najlepszą sytuację mają obecni emeryci, nieco gorszą będą mieli emeryci, którzy dzisiaj mają 30-50 lat, a najgorszą – właśnie dzisiejsi 20-30-latkowie. I nie ma co potępiać za to pracodawców, bo bez elastycznych (czytaj – śmieciowych) form zatrudnienia, ta fatalna sytuacja byłaby jeszcze gorsza. Niestety, zasadę solidaryzmu społecznego wypiera zasada ekwiwalentności świadczeń i indywidualizm w ubezpieczeniach społecznych, którą wprowadzono w latach 90. Ale ten spór w doktrynie ubezpieczeń społecznych dopiero się rodzi. Polski rynek pracy czeka też na rozwiązania dotyczące poprawiania wskaźnika aktywności zawodowej, gdyż w rynku pracy nie uczestniczy 44% ludności w wieku aktywności zawodowej. Z czego żyją – nie wiadomo, ale na pewno nie mają żadnego zabezpieczenia społecznego na wypadek choroby, inwalidztwa, czy na starość, o czym mówił także dr Piotr Broda-Wysocki z Instytutu Politologii UKSW.


Skąd się biorą nierówności?

Do uporządkowania dalszej dyskusji na temat zróżnicowania konsumpcji w Polsce przyczynił się referat prof. Czesława Bywalca z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, w którym przedstawił trzy wymiary nierówności ekonomicznych ludzi (majątkowe, dochodowe, konsumpcyjne) oraz wnioski wynikające ze zróżnicowania konsumpcji polskiego społeczeństwa. Według mówcy, polskie społeczeństwo będzie coraz bardziej zróżnicowane ekonomicznie, czyli pod względem dochodowym i majątkowym. Tak dużych różnic nie będzie w konsumpcji (poziomie i jakości życia), gdyż będzie rosnąć elastyczność kulturowa – edukacyjna, zdrowotna, systemu wartości. W referacie i dyskusji nie zajmowano się jednak kwestią, skąd ludzie będą mieć pieniądze, aby cokolwiek konsumować. Należy przyjąć, że głównie z pracy, ale jak podkreślił prof. Jerzy Kleer – w zasobie pracy w Polsce dokonuje się największe marnotrawstwo, choć problem pracy, to problem kondycji ludzkiej.

Mówił o tym prof. Józef Orczyk z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, którego wystąpienie dotyczyło znaczenia pracy, ale i kwalifikacji we współczesnym świecie. Jak zauważył, praca staje się coraz częściej stale uzupełnianą mozaiką kompetencji, a te zmiany kwalifikacji rodzą kolejne problemy, jak choćby lojalności pracodawcy i pracownika, gdyż wykonywanie pracy zawsze wiąże się z pewnym przymusem bezpośrednim i pośrednim (poczuciem obowiązku, etyką pracy, itd.). Tendencją jest obecnie coraz mniejsze znaczenie przymusu bezpośredniego, a coraz bardziej wyszukany w formie przymus pośredni, co pokazuje, jak wzrosły wzajemne zależności pracodawcy i pracownika.


Poruszał te sprawy również prof. Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych, przedstawiając problemy współczesnego rynku pracy. Przypomniał, iż bezrobocie osiągnęło najwyższy poziom w historii nowoczesnej gospodarki i jest większe niż podczas wielkiego kryzysu lat 30. XX w. (poza Niemcami i Wielką Brytanią). Tylko w UE w ostatnich 5 latach zlikwidowano 8,5 mln miejsc pracy, a na świecie na bezrobociu utajonym pozostaje ok. 800 mln ludzi (z tego tylko 73 mln jest zarejestrowanych).

Mamy ponadto do czynienia z szybszym wzrostem bezrobocia młodych i jego dużym zróżnicowaniem, wysokim poziomem bezrobocia młodych w Polsce determinowanym przez wielką liczbę absolwentów szkół zawodowych i wyższych.

Mówca przedstawił też dwa główne wyzwania polityki społeczno-gospodarczej w najbliższym 5-leciu. Pierwsze obejmuje zwiększenie zatrudnienia, gdyż według badań z 2011 r. - dla Polski nie pracowało 32,5%, czyli 4,6 mln osób (łącznie z 2,5 mln Polaków pracujących za granicą). Ten stan powoduje ogromne straty ekonomiczne, społeczne i moralne. Jesteśmy ponadto na ostatnim miejscu w UE, jeśli idzie o wskaźnik zatrudnienia – 57,8%. Gdyby udało się uzyskać średni wskaźnik, pracowałoby o 2,6 mln ludzi więcej. A przecież na rynku pracy w latach 2011-2015 pojawia się druga, ostatnia i największa w okresie powojennym fala absolwentów szkół ponadgimnazjalnych, licząca 4,6 mln osób. Nawet, jeśli przyjmiemy, że z rynku odejdzie na emeryturę ok. 900 tys. ludzi, to i tak trzeba będzie stworzyć ok. 2 mln miejsc pracy. Inaczej bezrobocie się zwiększy, albo cała ta fala absolwentów wybierze emigrację zarobkową, co przyniesie polskiej gospodarce ogromne straty ekonomiczne i społeczne. (Zasoby pracy są dzisiaj w większym niebezpieczeństwie niż zasoby kapitału – dodała w dyskusji prof. Stanisława Golinowska z Instytutu Zdrowia Publicznego w CM UJ).

Należy się zatem zastanowić, jakie stworzyć strategie, środki i instrumenty, żeby zagospodarować istniejące i przyszłe zasoby pracy tak, żeby prawo do pracy mogło być zrealizowane w stopniu zbliżonym do zaleceń paktów praw człowieka. Może warto brać przykład z USA, gdzie państwo stymuluje wzrost gospodarczy polityką sprzyjającą wzrostowi zatrudnienia i ograniczaniu bezrobocia? A może u nas lepszy jest przykład państw UE, czyli aktywna polityka rynku pracy, programy aktywizujące bezrobotnych i zasiłki? Rzecz w tym, że u nas nie realizuje się nawet polityki unijnej - Polska jest bowiem jedynym państwem w UE, który w okresie spowolnienia gospodarczego nie tylko zmniejszył o 50% środki na Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracy, ale i je zablokował do 2015 roku.

Tymczasem fundusze solidarnościowe winny być wykorzystywane efektywniej, skoro średnio na jedno miejsce pracy przypada 53 bezrobotnych, a są powiaty, gdzie na 1 miejsce pracy jest 500 – do 2000 osób! To nie jest rynek pracy, to rynek totolotkowy – podkreślił prof. Kabaj. Obecne rozwiązanie dotyczące elastycznego czasu pracy, dające 10-miliardowy zysk przedsiębiorcom (równowartość wypłat za nadgodziny) cofa nas do XIX wieku. Warto też pamiętać, że konwencja (waszyngtońska) z 1919 roku, dotycząca zagwarantowania 8-godzinnego dnia pracy nigdy nie została przez Polskę ratyfikowana...

Do bezrobocia nawiązywała też w swoim wystąpieniu prof. Urszula Sztanderska z Wydziału Nauk Ekonomicznych UW, w którym zwróciła uwagę na międzypokoleniowe różnice kompetencyjne, skracanie czasu pracy a wydłużanie nauki i mało sprawne systemy edukacyjne – czynniki powodujące i wzmagające rozwarstwienie społeczne. Ale i wystąpienie dr. Marka Bednarskiego z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych UW, w którym przedstawił źródła ekonomiczne i skutki społeczne underemployment - „lichego zatrudnienia”. „Liche zatrudnienie” to nie tylko bowiem umowy o pracę na czas określony, ale i zatrudnienie niepełnoetatowe, rażąco niskie płace i niewykorzystywane kwalifikacje. Licha praca dotyka trwale określonych grup społecznych, prowadzi do ubóstwa i wyklucza społecznie. W rezultacie „liche zatrudnienie” tworzy prekariat (podobny do tzw. luźnych ludzi w średniowieczu), gdzie warunki egzystencji jednostki są niepewne, a prawa socjalne i obywatelskie ograniczone. Jak z tego wyjść – nie wiadomo, choć wiadomo, że utrzymywanie tego stanu (a grupa prekariuszy to ok. 30% społeczeństwa) grozi wybuchem społecznym.

Zdrowie i polityka zdrowotna

Największą dyskusję wywołały referaty dotyczące zdrowia i polityki zdrowotnej, które wygłosili prof. Cezary Włodarczyk z Wydziału Nauk o Zdrowiu CM UJ oraz prof. Stanisława Golinowska i prof. Antonina Ostrowska z IFiS PAN, która w swoim wystąpieniu dotyczącym uwarunkowań zdrowego stylu życia udowadniała, iż poziom edukacji i świadomości zdrowotnej jednostek nie przekłada się bezpośrednio na pożądane zachowania.

Prof. Włodarczyk, omawiając historię i problemy polityki zdrowotnej, sięgnął do początków XVII w. (pierwsze regulacje) i do angielskiego prawa o ubogich (1834), by skonstatować, iż w Polsce wszystkie reformy społeczne i zdrowotne nie miały udokumentowanych powodów ich przeprowadzania. Prof. Golinowska natomiast zwróciła uwagę na konieczność odchodzenia od medykalizacji zdrowia na rzecz podejścia zintegrowanego, uwzględniającego w większym stopniu wymiar społeczny (tendencja światowa). Zwłaszcza, że zdrowie Polaków nie ulega poprawie, co zagraża jakości życia już obecnie, nie tylko w przyszłości.

Analizy wykazują relatywnie niski status zdrowotny dzieci i młodzieży (który występuje razem z niedostateczną opieką zdrowotną i socjalną), wysoką wypadkowość i uzależnienia, częste występowanie chorób przewlekłych już w wieku produkcyjnym, narastającą tendencję w rozwoju zaburzeń psychicznych, gorszą jakość życia ludzi starszych i narastający problem niesamodzielności. A zatem potrzebne jest prowadzenie polityki opartej na faktach, prowadzenie dialogu międzysektorowego i opracowywanie wspólnych programów zamiast formalnych konsultacji.

Ale zgadzając się co do fatalnej jakości służby zdrowia w Polsce, czy potrafimy rozwiązać jej problemy bez dodatkowych ubezpieczeń (2/3 Polaków ich nie chce)? Polska zajmuje 24 miejsce w UE pod względem wydatków na służbę zdrowia, co pokazuje, jaką wagę rząd przykłada do opieki zdrowotnej - może więc należy się przyjrzeć na sposób podziału PKB? PKB w Polsce jest tylko o 30% niższy niż średnia unijna, ale nakłady na ochronę zdrowia są 8-4 razy niższe niż w innych państwach członkowskich – dokumentował prof. Kabaj. Od 2004 roku wyjechało z Polski 25 tys. lekarzy – i nie widać z tego powodu niepokoju rządu. Nie widać, bo mamy neoliberalizm – odpowiadał dr Bednarski – doktrynę, w której każdy sam winien odpowiadać za swoje zdrowie, a państwo nie może ograniczać wolności.

Odpowiedzialność za zdrowie publiczne zrzucono na samorządy terytorialne, a te nie mają ani ludzi, ani pieniędzy, ani wiedzy jak sobie z tym radzić – dodała prof. Golinowska. Zwiększanie wydatków idzie głównie na płace i to lekarzy, bo już nie pielęgniarek (prof. Włodarczyk), co pokazuje relacje między najsilniejszymi grupami w ochronie zdrowia. Źle też jest rozwiązana relacja lekarza z płatnikiem – lekarz winien być wyłączony z negocjacji z NFZ, powinien je prowadzić pacjent, bo to on płaci za usługę.


Konkluzją niebanalnej konferencji mogłoby być banalne stwierdzenie, iż żyjemy w ciekawych czasach, czyli prawdopodobnie w czasie rozpadu cywilizacyjnego a z nowymi zjawiskami próbujemy sobie radzić metodami z przeszłości. Wcześniej odnosił się do tego problemu także Lesław Michnowski, zauważając, iż o tych sprawach mówi się już od dawna. Raporty Klubu Rzymskiego pokazywały, że kapitalizm nie jest ustrojem efektywnym, gdyż – nastawiony na zysk - nie rozwiązuje problemów w obrębie stosunków społecznych i dla ludzkości konieczne będzie przejście od indywidualizmu do wspólnotowości.

Anna Leszkowska


Poprawiony: poniedziałek, 02 września 2013 12:24
 

©2006-2014 Sprawy Nauki - Administrator - W. Sornat