Nieznane groźby przyszłości

Utworzono: sobota, 27, lipiec 2013 Anna Leszkowska Drukuj E-mail


Z prof. Jerzym Kleerem z Komitetu Prognoz PAN Polska 2000 plus rozmawia Anna Leszkowska


Jerzy Kleer 1- Wydaje się, że od dawna znamy wszystkie zagrożenia lokalne, które w dużej mierze sami powodujemy. Wiele z nich umiemy przewidzieć i zapobiegać im. Jednak coraz częściej pojawiają się zagrożenia regionalne, a i globalne, wobec których chyba jesteśmy bezradni. I nie dotyczą one tylko przyrody. Pan, organizując cykl konferencji Komitetu Prognoz PAN Polska 2000 plus na temat zagrożeń, nieco inaczej je opisuje niż robiono to dotąd.


- W całej historii ludzkości w gruncie rzeczy człowiek nigdy nie był w stanie zabezpieczyć się przed zagrożeniami, ale specyfika współczesności powoduje kilka zasadniczych zmian w tym względzie. Pierwsza, która wydaje się podstawową, polega na tym, że kumulacja tych zagrożeń jest większa niż w przeszłości. Największy spokój, przynajmniej w Europie, cechował przełom XIX i XX wieku - między 1860 r. a pierwszą dekadą wieku XX. Później mamy tzw. krótki wiek XX, gdzie zagrożeń o charakterze prawie globalnym było sporo – I wojna, II wojna, eksterminacje społeczności czy narodów, zmiany ustrojowe.
Ale żeby nie zagłębiać się w historię, warto skupić się na charakterystycznych zagrożeniach, które zostały zapoczątkowane w latach 70. XX w. i nie tylko nam towarzyszą, ale i nasilają. Nazywane są zagrożeniami globalnymi. Ich cechy specyficzne można sprowadzić do następujących: są powszechne i charakteryzują się wzrastającą intensywnością. To z kolei prowadzi do ich kumulacji. I wreszcie cechują się wizualnością, przez co stają się coraz bardziej powszechne. Wynika to z dwóch procesów: upowszechnienia się gospodarki rynkowej w skali światowej jako efektu dekolonizacji oraz upadku socjalizmu. Mamy zatem coś, czego nie było nigdy w przeszłości, tzn. jednolitą podstawę gospodarowania w skali świata, co nie znaczy, że gospodarka rynkowa w każdym zakątku świata wygląda tak samo.
Kolejnym czynnikiem sprawczym powszechności jest rewolucja informacyjna – dzisiaj Internet, czy telefon komórkowy są dostępne na całym świecie. To nie znaczy, że każdy ma te urządzenia i się nimi posługuje, ale informacja stała się czynnikiem przyspieszającym te wszystkie procesy i je upowszechniającym.

- Czyli 6 mld ludzi próbuje teraz nadrobić dystans trzech wieków rozwoju cywilizacji euroatlantyckiej, aby dogonić 1 mld ludzi bogatych. Czy to stwarza nowe zagrożenia dla planety, człowieka?

- To stwarza zagrożenia, które prawdopodobnie będą się przejawiać walką o surowce, żywność, wodę pitną, co widać już dzisiaj. Ale mamy jeszcze inny element: wydawało się, że przejście do jednolitych podstaw gospodarowania i dekolonizacja doprowadzi do powstania państw suwerennych, które będą mieć wspólne cele. Nic z tego nie wyszło. W Afryce, ale także w Azji, czy na pograniczach żydowsko-chrześcijańskich, islamsko-chrześcijańskich toczą się nieustanne wojny, m. in. także o dostęp do surowców.
Zatem do powszechności zagrożeń dochodzi ich intensywność, co wynika z bardzo szybkiego postępu technicznego. Trzecią cechą współczesnych zagrożeń jest ich kumulatywność. My każde zagrożenie rozpatrujemy z osobna, ale powszechność i intensywność powoduje, że one się kumulują. Otóż nie nauczyliśmy się widzieć systemu zagrożeń łącznie.
Ale jest też czwarta cecha, może najważniejsza - wizualność zagrożeń. Nie jest to nowy rodzaj zagrożeń, ale forma ich przedstawienia. Co innego przeczytać notkę o umieraniu z głodu, a co innego – zobaczyć umierającego z głodu człowieka. Wizualność stwarza wspólny mianownik dla wszystkich tych trzech zagrożeń - strach.


- Że i u nas może być tak samo...


- Że to może się rozprzestrzeniać. A my nie potrafimy zrozumieć strachu. Wizualność sprawia, że patrzymy z innej strony na klęski, które nam towarzyszą i nas dotykają. Ta specyfika połączonych ze sobą zagrożeń stwarza zupełnie nową sytuację - pojawianie się lokalnych zagrożeń pierwotnych pociąga za sobą w reszcie świata wtórne, które mogą wyzwalać różne drzemiące siły. Mamy tutaj dodatnie sprzęgnięcie zwrotne.

- Na jednym z posiedzeń Komitetu Prognoz PAN prof. Kołodko pytany o konieczność powstania rządu światowego, odpowiedział, że przesłanką do jego powstania są globalne zagrożenia, które dzisiaj próbuje się rozwiązywać lokalnie, zatem – bezskutecznie.


- Lokalność bierze się z wartości państwa narodowego. Historycznie państwo narodowe jest skutkiem wojny 30-letniej. W 1648 r. podpisano w Műnster zasadę Cuius regio, eius religio, co dało początek tworzenia państw narodowych. Ukształtował te państwa wiek XIX, mimo że granice państw nie były trwałe. Ale państwo narodowe to język, tradycja, historia, religia. Zatem są to wartości wystarczające, aby bronić swoich granic terytorialnych. Ale w przypadku ponadpaństwowych zagrożeń, nie jesteśmy przygotowani nawet do tego, żeby te problemy rozwiązywać regionalnie. Jest to bowiem niesłychanie trudne z co najmniej trzech powodów: braku konsensusu, umiejętności porozumienia się co do ważności poszczególnych zagrożeń i ogromnych kosztów. Mamy tu przykład choćby z emisjami CO2 - protokół z Kioto nie został podpisany przez najważniejsze państwo - USA, mimo że się zgodziło na jego zapisy. Oznacza to, że interes bieżący, krótkookresowy, dominuje nad długookresowym.
Wszyscy mówią, że głód jest jednym z największych zagrożeń, ale go nie eliminują, choćby poprzez liberalizację rynków. Otóż egoizm człowieka, zwłaszcza bogatego, chroniącego swoje dobra jest tak duży, że jego wyeliminowanie jest, obawiam się, niemożliwe.
W gruncie rzeczy tak zawsze było, ale wydawałoby się, że teraz, kiedy świat jest zglobalizowany, kiedy pewne rzeczy są bardziej przejrzyste, zrozumiałe, kiedy pewne reguły stają się powszechnymi, że będzie inaczej. To walka o pozycję w świecie i władzę w kraju.

- Czy zamiast współpracy ludzie mogą wybrać wojnę, jako sposób radzenia sobie z zagrożeniami?


- Nie wykluczam wojen lokalnych, np. o surowce, ale też i takich lokalnych, które mogą się przekształcić w regionalne, bądź globalne. Takie zagrożenie ciągle istnieje, bo ludzie nie uczą się na własnych błędach. To jest sprawa systemów kulturowych, które ludzi ograniczają. Kiedy Samuel Huntington napisał Zderzenie cywilizacji, uznawano go za szalonego. Dzisiaj patrzy się na to inaczej, bo wiadomo że porozumienie między religią chrześcijańską a islamem jest niesłychanie trudne i w najbliższych pokoleniach niemożliwe z dwóch powodów. Agresywność islamu jest napędzana z jednej strony biedą, a z drugiej – dosyć specyficzną wiarą. Religia może być czynnikiem spajającym, ale na poziomie bardzo podstawowym. Kraje rozwinięte, zwłaszcza europejskie, dopuściły imigrację z dawnych kolonii, w których często dominował islam. Pozycja imigrantów w tych państwach wcale nie jest tak dobra, jak oni sobie wyobrażali, nie są ponadto równoprawni w stosunku do obywateli tych państw, czyli ludności etnicznej. To także napędza konflikty.

- Akurat te zagrożenia rządy mają na własne życzenie.


- Często tak jest, że rozwiązania początkowo korzystne dla społeczeństwa czy kraju przekształcają się w swoje przeciwieństwa. Weźmy np. powszechną edukację w Polsce – ona się rozwinęła, ale kto przewidział, że jej poziom będzie tak niski? Społeczeństwa nie potrafią dokonać racjonalnych wyborów akceptowanych przez wszystkich. Bo na czym polega zagrożenie? Na naruszeniu akceptowalnej względnej równowagi. Możemy przyjąć, że społeczeństwo polskie żyje dzisiaj lepiej niż w poprzednim systemie. Ale kiedy popatrzymy na zróżnicowanie dochodowe, to wówczas prawie wszyscy uważają, że jest im źle. Widać jak pewne typy zagrożeń społecznych czy politycznych mają podglebie kulturowe.

- Ale zagrożenie może spowodować powstanie nowej równowagi...


- Rzecz polega na tym, że jednym z czynników utrudniających dochodzenie do nowej równowagi jest m. in. przyspieszony wzrost, który rodzi silne podziały społeczne. Nigdy w historii ten wzrost gospodarczy nie był tak wysoki jak obecnie, i nigdy 0,1% ludzkości nie posiadała aż 37% bogactwa świata. Podstawowy problem polega na tym, że ta sytuacja nie jest akceptowalna i narastają bardzo silne ruchy radykalne. Doszła do tego też dodatkowa przyczyna w postaci zerwania związku między gospodarką realną a wirtualną, gdzie rynki finansowe zaczęły się rządzić innymi prawami. W 1980 r. proporcja między produktem realnym a wirtualnym (tzn. akcjami, pieniędzmi, itd.) wynosiła w 1980 - 1: 1,2, w 1990 –1: 1,5, a w 2007 – już 1:4. Otóż wzrastało bogactwo nie mające realnego podłoża. To musi w pewnym momencie pękać i wówczas pojawiają się kryzysy społeczne, polityczne.

- I zmiany ustrojowe?


- Powiedziałbym inaczej - jesteśmy u progu zmiany cywilizacyjnej – przejście od cywilizacji przemysłowej do cywilizacji wiedzy. Otóż każde przejście cywilizacyjne jest związane z bardzo silnymi niepokojami, zaburzeniami społecznymi, podobnie jak to było przy przejściu z cywilizacji agrarnej do przemysłowej, kiedy robotnicy niszczyli maszyny. Co teraz będzie niszczone – nie wiadomo, ale że takie zagrożenie istnieje, nie ulega wątpliwości.

- Od ponad 20 lat o zagrożeniu pokoju na świecie prawie nikt nie mówi...


- To wynika stąd, że wcześniej pokój gwarantowało istnienie dwubiegunowości. Cała retoryka wojenna potrzebna była obu stronom do zbrojeń. Dzisiaj mamy wielobiegunowość, ale na zbrojenia wydaje się tyle samo - jeśli nie więcej. A kiedyś tę broń trzeba będzie sprzedać...
Dzisiaj nie umiemy odpowiedzieć na pytanie: czy obecny kryzys się skończył, czy będzie jego replika? Nie wyeliminowaliśmy bowiem jego głównego źródła, a nawet go wzmocniliśmy dokapitalizowaniem banków. Trzeba pamiętać, że z kryzysu 1929-33 roku Europa wyszła przez wojnę.
My zapominamy o pewnych zjawiskach i procesach. Niektóre zagrożenia będą wynikały niejako z natury człowieka. Człowiek znacznie szybciej tworzy nowe rozwiązania: techniczne, technologiczne, ekonomiczne, ale znacznie wolniej dostosowuje się do tych zmian, jakie wprowadził, czy spowodował.

- Stąd dzisiaj największym problemem jest zagrażający człowiekowi i planecie rozwój polegający na rabunkowym wykorzystywaniu zasobów naturalnych. Niestety, nie wiemy jak to zmienić...


- Wchodzimy w cywilizację wiedzy, ale nie bierzemy pod uwagę zagrożenia wynikającego z faktu podwajania co 7 lat ilości wiedzy. Wiedza jednak nie ulega zużyciu, zostaje tylko uzupełniana. Często wraca się do pewnych pierwotnych teorii i się je dyskutuje. Jednak nie mamy świadomości podstawowej rzeczy: jakie ryzyka wprowadzi nowa cywilizacja. Żeby umieć im przeciwdziałać, konieczne jest zbliżenie między państwami, czy społecznościami. Zbliżenie bowiem zmusza do rozmowy, ta - do wypracowania kompromisu, a kompromis – do złagodzenia ewentualnego konfliktu. Ale to jest bardzo długi marsz.

- Dziękuję za rozmowę.

Odsłony: 3151