Gwałt na rzekach

Utworzono: wtorek, 20 lipiec 2010 Drukuj E-mail

 

- Wypowiada się pan od wielu lat przeciwko dużym zbiornikom retencyjnym, które pewnie jeszcze w Polsce powstaną, ale co zrobić z tymi, jakie są, a którym kończy się czas żywota?

- Wszystkie zbiorniki, które powstają wskutek przegrodzenia rzeki powodują szereg negatywnych skutków, niezależnie od tego, czy są małe, czy duże. Wielkość zbiornika zależy, od tego, jaką rzekę grodzimy. Zbiornik włocławski, który powstał poprzez spiętrzenie Wisły jest bardzo małym zbiornikiem w stosunku do przepływu Wisły - on nie jest w stanie ani łagodzić powodzi, ani likwidować niżówki. Tej samej wielkości zbiornik zbudowany na cieku o powierzchni dorzecza 1000 - 2000 km2 jest zbiornikiem olbrzymim.

  • Janusz-Zelazinski.jpg 
                                 fot. Autor

    Powiedziała pani, że jestem przeciwny dużym zbiornikom, co częściowo jest prawdą. Niezupełnie kontestuję budowę zbiorników, bo są takie, których istnienie jest wymuszone sytuacją - np. brakiem wody. Śląsk żyje ze zbiorników kaskady Soły i Goczałkowic, Kraków - dzięki zbiornikowi Dobczyce, bo woda w Wiśle jest brudna. Ale każdy zbiornik, niezależnie od tego, czy polega na spiętrzeniu Wisły, czy małego cieku, powoduje łańcuch negatywnych skutków. Po pierwsze, stanowi zaporę dla wymiany genów, tj. dla wędrówki różnych organizmów wodnych. Oczywiście, inne znaczenie ma, jeśli w rzece wędruje łosoś czy węgorz, a inne, gdy w niej tak cenne gatunki nie występują.

Zbiornik zawsze gromadzi, oprócz wody, produkty erozji, tzw. rumowisko - piasek, żwir, które osiadają z czasem na dnie zbiornika. A ponieważ woda wypływająca ze zbiornika jest pozbawiona tego, co niesie naturalna rzeka, ma pewien nadmiar energii, wskutek tego powoduje natychmiastową erozję koryta poniżej zbiornika. I na to nie wymyślono żadnej metody zapobiegania.

Wieloletnie badania wykonywane na Renie w Niemczech wykazały, że poniżej ostatniego zbiornika kaskady górnego Renu w Karlsruhe trzeba dosypywać do rzeki kilka mln m3 ton żwiru i piachu, żeby zapobiec erozji. Powstało więc ogromne przedsiębiorstwo, które to robi. Ale to rzeka federalna, płacą za to podatnicy, a kosztów tego przedsięwzięcia nikt nie liczy. W Polsce mamy taką sytuację poniżej Włocławka, gdzie dno Wisły obniżyło się kilka metrów, co grozi katastrofą zapory.

To dotyczy każdego zbiornika. Zbiornik rożnowski na Dunajcu przez te kilkadziesiąt lat eksploatacji spowodował obniżenie dna w pewnych miejscach nawet o 7 metrów. Czyli jest erozja. No i druga sprawa - akumulacja niesionego rumowiska w pewnym momencie ten zbiornik zlikwiduje. Za naszego życia może to nie nastąpi w stosunku do istniejących zbiorników, ale zostawiamy naszym następcom problem co z tym fantem zrobić i najszybciej będzie to dotyczyć pewnie Rożnowa.

Zbiornik na rzece Kolorado, produkujący energię, zaopatrujący Arizonę w wodę - zapora Hoovera powstała w okresie kryzysu, będąca wizytówką USA - jest w tej chwili praktycznie wypełniony rumowiskiem. Oczyszczenie go - co jest rozważane - kosztowałoby w cenach porównywalnych 50 razy więcej niż jego wybudowanie. I USA mają wielki problem, co z nim teraz zrobić.

Zbiornik zawsze stanowi zaburzenie ekosystemu rzeki. Bioróżnorodność, czyli liczba gatunków, jakie żyją w rzece jest bez porównania większa niż w wodzie stojącej, czyli budując zbiornik, zamieniamy bardzo bogaty ekosystem rzeczny na uboższy, jeziorny.

Zbiornik gromadzi, oprócz rumowiska, różnego rodzaju zanieczyszczenia, których w polskich rzekach jest mnóstwo. To, co się zgromadziło w zbiorniku włocławskim nazywają bombą ekologiczną. Są tam metale ciężkie, ropopochodne, cala tablica Mendelejewa. W zbiorniku Turawa na Małej Panwi zgromadziło się ok. 5 mln m3 toksycznych substancji, które trzeba zakwalifikować jako odpad niebezpieczny, z którym nie można nic zrobić bez żadnych szczególnych zabiegów. Dlatego, że zetknięcie się tych odpadów z tlenem wyzwoli cały łańcuch reakcji i powstanie mnóstwa silnie toksycznych produktów - właściwie nie wiadomo co z tym zrobić.

Zbiornik wyrównuje odpływ rzeki, który naturalnie się zmienia - są susze, powodzie i cały ekosystem rzeki poniżej dostosował się takich zmian. W momencie, kiedy przepływ się wyrównuje, tracimy tarliska ryb, następuje zupełna przebudowa fauny i flory związanej z rzeką - także na jej brzegach.

Wniosek jest jeden: zbiornik trzeba traktować jako zło konieczne. Jeśli z jakichś względów problem, np. ochrony przeciwpowodziowej, czy zaopatrzenia w wodę, nie może być rozwiązany inaczej jak tylko poprzez budowę zbiornika, to trzeba go wybudować. Ale z pełną świadomością kosztów z tym związanych - że kiedyś czas jego funkcjonalności się skończy i powstaną wszystkie następstwa, o jakich wiemy.

W konkluzji więc można powiedzieć, że rozróżnienie na zbiorniki małe i duże nie ma żadnego sensu, bo czymś innym jest zbiornik na rzece Świder, dopływającej do Wisły, a czymś innym - zbiornik na Wiśle. Można to rozpatrywać tylko w stosunku do przepływu rzeki, którą piętrzymy. Bo skutki są zawsze takie same, negatywne. I dla mnie program tzw. malej retencji, obecnie realizowany, który ma spowodować powstanie dziesiątek, jeśli nie setek małych zbiorników na różnych rzeczkach, a który wynika z porozumienia zawartego wiele lat temu przez ministrów rolnictwa i środowiska, jest niesłychanie wątpliwym zabiegiem. Badałem wiele tych zbiorników i wiem, że żaden nie ma dostatecznej pojemności, aby miał znaczenie w przypadku powodzi czy suszy, natomiast każdy powoduje negatywne skutki, o jakich mówiłem. Jest to więc zawracanie głowy.

- A co można powiedzieć o małych zbiornikach, np. Siemianówce i Klimkówce, które nie wiadomo, jaką powinny pełnić rolę?

- Klimkówka - bardzo malowniczo położony zbiornik w Beskidzie Niskim („zagrał" Dniepr w filmie „Ogniem i mieczem", po którym Skrzetuski płynął czajkami) - była budowana jako pierwszy z zaplanowanych trzech zbiorników na Ropie, Wisłoce i Jasionce, schodzących się (i tworzących Górną Wisłokę) w Jaśle, które w tym roku zostało zalane.

Ostatnia powódź wykazała, że ten zbiornik jest bezradny w stosunku do dużej powodzi. I tu paradoks: z tych trzech rzek największy problem mieliśmy z Ropą, na której jest zbiornik. Skutki powodziowe na pozostałych ciekach, czyli Wisłoki i Jasionki były znacznie mniejsze. Gospodarka powodziowa na zbiorniku Klimkówka była perfekcyjna - udało się tam ściąć szczyt fali powodziowej, ale z uwagi na to, że Klimkówka zamyka małą część zlewni Ropy, nie miało to istotnego wpływu na wielkość kulminacji fali w Jaśle.

Klimkówka ma piękne położenie i sprawia wrażenie górskiego jeziora . Sądzę, że jedynym sensownym sposobem zagospodarowania tego typu obiektu jest rekreacja i turystyka. Pewnie tego zbiornika nie zlikwidujemy - po pierwsze nie ma atmosfery do tego typu przedsięwzięć, a w przypadku Klimkówki, gdzie rzeka jest czysta, nie grożą tu zanieczyszczenia. Jest obiektem niewątpliwie atrakcyjnym turystycznie - w Beskidzie Niskim, gdzie brakuje akwenów umożliwiających sporty wodne czy kąpiel - taki zbiornik jest bardzo korzystnym czynnikiem rozwoju. Zwłaszcza, że jest tam duży i niewykorzystany potencjał turystyczno-rekreacyjny: uzdrowisko Wysowa, wracają Łemkowie. I gdyby powstał program wykorzystania rekreacyjnego tego zbiornika, możliwie mało kolidującego z przyrodą i jakością wody - a to da się zrobić - byłoby to z korzyścią dla tego regionu.

Choć takie programy nie zawsze się robi. Przykładem jest Zalew Zegrzyński, utworzony w latach 60., który miał służyć żegludze, być elementem kaskady Bugu - drogi wodnej wschód -zachód, którą mieliśmy płynąć do Dniepru. Oczywiście, na jednym zbiorniku się skończyło, a elektrownia, która tam pracuje zużywa produkowaną energię na odwadnianie zawala - czyli takie perpetuum mobile. Zalew byłby kompletnie bez sensu, gdyby nie aglomeracja warszawska, która właściwie nie miała wody, bo woda w Wiśle była brudna - to się w ostatnich latach na szczęście poprawiło. Stąd była tam gigantyczna presja na wykorzystanie rekreacyjno - turystyczne i obecnie jest to ważne zaplecze wypoczynkowe dla Warszawy. Na Zalewie nie rozwiązano jednak spraw sanitarnych, nie zbudowano sieci kanalizacji, ani oczyszczalni ścieków, choć brzegi są gęsto zabudowane. Do wody spuszczają ścieki wszystkie ośrodki, a wodę z tego zbiornika pobiera do celów pitnych pół Warszawy. Trzeba się więc uczyć na takich przykładach, bo działa tam mechanizm patologiczny.

- W przypadku Siemianówki, położonej prawie na granicy z Białorusią, jest inaczej, brzegi są skanalizowane, inne też tam są problemy.

- O Siemianówce rzeczywiście mało kto wie, bo to zbiornik na peryferiach Polski. Most kolejowy w Siemianówce jest granicą państwa i dalej zaczyna się zbiornik, który w okresie planowania centralnego był pomyślany jako źródło zaopatrzenia Białegostoku w wodę Później zaopatrzenie w wodę Białystok rozwiązał inaczej i ten zbiornik właściwie został „bez przydziału". Przy jego planowaniu i budowie popełniono ponadto potworny błąd, a mianowicie taki, że spiętrzono wodę na podłożu torfowym, co spowodowało problemy ekologiczne. Torf bowiem (bezpieczny pod wodą) wypłynął i utlenił się, oddając do atmosfery gigantyczne ilości azotu, co powodowało eutrofizację wody. Ten problem jakoś rozwiązano, torfy spławiono, uzyskując podłoże mineralne. Niemniej obecnie naprawdę nie wiadomo co zrobić z tym zbiornikiem. Są tylko dwie możliwości - albo zlikwidować, albo jakoś zagospodarować.

Myślę, że Polska jeszcze nie dojrzała mentalnie do likwidacji zbiorników - musiałby powstać precedens. Gdybyśmy nawet próbowali Siemianówkę zlikwidować, powstaje problem, kto by za to zapłacił.

- W dodatku nie wiadomo ile, skoro żadnego zbiornika nie likwidowaliśmy...

- W krajach tzw. rozwiniętych już likwidowano. W USA likwiduje się głównie małe zbiorniki do celów rolniczych, budowane kiedyś przez farmerów w celu zaopatrzenia w wodę. Robi się to po analizie kosztów nakładów na utrzymanie i likwidację. We Francji też zlikwidowano wiele zbiorników. Rzeka powraca wówczas na swoje miejsce. Oczywiście są problemy z osadami, które się tam nagromadziły, przebudową ekosystemu, ale przyroda sobie z tym radzi i po jakimś czasie wszystko wraca do pierwotnego stanu.

Drugim rozwiązaniem jest sensowne, turystyczne wykorzystanie zbiornika. Moim zdaniem, Siemianówka jest w złym miejscu, jeśli chodzi o takie wykorzystanie, bo w pobliżu jest Biebrzański Park Narodowy - największy obszarowo w Polsce, wielka atrakcja w skali Europy dla obserwatorów ptaków, których przyjeżdżają tysiące. To jest niedaleko, zatem konkurencja jest trudna, zwłaszcza że obok jest Puszcza Białowieska, a niedaleko Kraina Wielkich Jezior. Z Białegostoku, znacznie mniejszego niż Warszawa, do Siemianówki jest równie daleko jak nad Wigry. Czyli naturalna migracja białostocczan będzie raczej w kierunku Augustowa niż Siemianówki.

Jednak niedostępne bagienne brzegi zbiornika mogą być pewną atrakcją turystyczną, mogą mieć użytkowników - np. obserwatorów awifauny i wędkarzy. Trudno przewidywać jak się rozwinie Białoruś, czy problemy ekologiczne będą miały tam jakąkolwiek rangę, ale widzę możliwość wykorzystania tego zbiornika - mimo jego sztuczności - jako użytku ekologicznego. Bo spiętrzenie tej niezwykle wolno płynącej Narwi w otoczeniu bagiennym nie spowodowało dramatycznej zmiany stosunków wodnych, jak to się stało np. w Czorsztynie na Dunajcu.

Zbiornik Siemianówka jakby symuluje wiosenną sytuację na Narwi, gdzie woda się szeroko rozlewa. I gdyby można coś doradzać samorządowi Narewki, to próbę wykorzystania tego miejsca, w którym zostaną stworzone warunki dla obserwatorów ptaków i dla wędkarzy. Bo nawet tak sztuczny twór jak Zalew Zegrzyński jest uznawany za bardzo atrakcyjne siedlisko ptaków wodnych czy wędrownych. Podobnie ze zbiornikiem Turawa. Czyli przyroda zagospodarowuje taki teren w sposób odmienny nieco od pierwotnego, ale z czasem staje się to atrakcyjne. W dorzeczu Baryczy, dopływie Odry, w Miliczu utworzono stawy rybne, które stały się ostoją ptaków. I są bardzo atrakcyjne dla obserwatorów przyrody, a także dla wędkarzy. To jest znakomity model.

Taki przekształcony przez człowieka ekosystem zyskuje całkiem nowe walory. I dla Siemianówki widzę tylko rekreacyjno - turystyczne zagospodarowanie, nakierowane na te dwie grupy - obserwatorów ptaków i wędkarzy, na czym niektórzy umieją robić interesy. Dam tu przykład Drawieńskiego Parku Narodowego, gdzie jest ponoć najpiękniejsze jezioro w Polsce, Ostrowieckie. Park zbudował na tym jeziorze pomosty z myślą o wędkarzach, których dowozi tam swoimi pojazdami. To hobby sporo kosztuje, ale jest wielu zwolenników takiego spędzania czasu. Przyjeżdżają tam dość zamożni ludzie, którym usługi zapewnia ludność miejscowa.

Tam, gdzie jest duża powierzchnia wody i wygodny dojazd, można więc zbiornik wykorzystywać jako zaplecze sportowo-rekreacyjne dla najbliższej aglomeracji. Oczywiście, pod warunkiem dobrej jakości wód. No i konieczna jest promocja, aby ludzie wiedzieli o Siemianówce. Dla miłośników ciszy, spokoju, przyrody, zarówno Klimkówka jak i Siemianówka mogą być atrakcyjne. Można bowiem w ich otoczeniu rozwijać także turystykę konną, rowerową, agroturystykę.

- Dziękuję za rozmowę.

oem software

Odsłony: 4526
Our website is protected by DMC Firewall!