banner

W Polskim Towarzystwie Ekonomicznym odbyła się 29.04.14 debata dotycząca książki wydanej przez Wydawnictwo Naukowe Scholar - Grzegorz W. Kołodko i ćwierćwiecze transformacji.



Oprócz prof. Grzegorza Kołodki, wzięli w nim udział redaktorzy naukowi tomu: prof. Paweł Kozłowski (UW) oraz prof. Marcin Wojtysiak-Kotlarski (SGH). Dyskusję prowadziła prof.  Elżbieta Mączyńska, prezes PTE, która na wstępie przypomniała stwierdzenie nieżyjącego prof. Tadeusza Kowalika, iż w 1989 r. premier Mazowiecki popełnił kardynalny błąd, biorąc wzorce ustrojowe z Chicago zamiast z Bonn. Dotychczasowy spór o kształt ustrojowy Polski dotyczy bowiem głównie społecznej gospodarki rynkowej, zapisanej w Konstytucji RP, ale nie realizowanej od początku zmiany ustroju.

Prof. Kozłowski, przedstawiając podstawowe problemy związane z transformacją, jakie zostały omówione w książce zauważył, iż na kształt ustroju, jaki wprowadzono w 1989 r. miały wpływ reformy gospodarcze z lat 80., zatem trudno mówić o ostrej cezurze historycznej. Niemniej nasuwa się wątpliwość, czy Polska wykorzystała wówczas swoje szanse, skoro za podstawę oceny zmian ustrojowych winno się brać jakość życia obywateli. A tutaj nie mamy się zbytnio czym chwalić. Zdaniem prof. Kozłowskiego, wykorzystaliśmy nie więcej jak połowę istniejących wówczas szans, zdaniem prof. Kołodki – transformacja udała się na 2/3, a na tle państw ościennych nie wypadamy źle. Prof. Maciej Bałtowski uznał nawet, iż terapia szokowa autorstwa wicepremiera Balcerowicza pozwoliła uniknąć tego, co się stało na Ukrainie.

W toku burzliwej dyskusji zadawano pytanie prof. Kołodce: jak przezwyciężyć zadłużenie państwa i jak odbudować przedsiębiorczość oraz miejsca pracy, aby zapobiec emigracji (prof. Włodzimierz Bojarski); czy można mówić o zjawisku oligarchii w Polsce  oraz czy była możliwa trzecia droga w 1989 r.? Dlaczego klasa robotnicza nie została beneficjentem przemian, choć była dobrze zorganizowana poprzez związki i samorządy?(dr Paweł Soroka); Jaka winna być polityka państwa, aby wspierać polskie przedsiębiorstwa i czy likwidacja 90% polskich przedsiębiorstw była niezbędna?; Jak można oceniać transformację przy tak wysokim bezrobociu i zadłużeniu? (dr Kazimierz Golinowski);  Jakie skutki dla państwa przyniosła transformacja banków?; Czy należy skrócić czas pracy, aby zmniejszyć bezrobocie? (dr Andrzej Wernik stwierdził, iż wielkie bezrobocie musiało powstać, żeby zracjonalizować system zatrudnienia, bo gdyby nie terapia szokowa, polska gospodarka rozwijałaby się drogą białoruską).

W drugiej części spotkania głos zabrał prof. Kołodko podkreślając, iż ekonomia – także w Polsce - przeżywa największy w dziejach blamaż. Po 89 r. tylko garstka ekonomistów (m. in. prof. Kazimierz Łaski) zapowiadała kryzys (PKB spadł wówczas o 20% a produkcja o 25%).
 

Odnosząc się do zmian ustrojowych zauważył, iż w Polsce poszło wszystko nieco lepiej niż w innych państwach, gdyż nasz kraj – obok Węgier – był zorientowany najbardziej prorynkowo. My mieliśmy wszystkiego po trochu: demokracji, opozycji, itd. Czy jednak w 1989 r. uzasadnione było działanie radykalne? Otóż nie, nie była potrzebna tzw. terapia szokowa, gdyż istniały rozwiązania alternatywne.
Popełniono wówczas kilka kardynalnych błędów, np. bezsensowne obciążenie starych kredytów, nadmierna dewaluacja złotego oraz ustanowienie zbyt wysokiego popiwku (podatku od ponadnormatywnych wynagrodzeń). Niemniej recesja była nieunikniona (trwała 3 lata). A co do suwerenności – mieliśmy i mamy ją ograniczoną.

Odnosząc się do pytania o przyzwolenie robotników na takie zmiany podkreślił, iż robotnicy sami chcieli prywatyzacji swoich zakładów, gdyż byli przekonani, iż prywatny właściciel będzie im wypłacać wyższe wynagrodzenia. Był to fenomen socjologiczny, ale wynikający z manipulacji społecznej, jaką wówczas zastosowano - prania mózgów poprzez publiczną narrację. To samo dotyczyło stopy bezrobocia, które miało – według premiera Mazowieckiego - wynosić tylko ok. 400 tys. osób. Te wszystkie błędy w wysokim stopniu obciążyły polską gospodarkę, jednak autorzy tych rozwiązań do dzisiaj nie przyznają się do tego.

Czy Polska w 1989 r. miała inny wybór? Tak, miała, ale integrując się z UE dokonała wyboru słusznego. To nie było łatwe, gdyż – jak wspominał prof. Kołodko – w 1994 r. otrzymaliśmy 2800 wytycznych w sprawie dostosowania się do gospodarki unijnej. Swoboda była więc ograniczona, niemniej można było inaczej tworzyć różne instytucje. Najpotężniejszą winien być urząd ochrony konsumenta.

Co do Okrągłego stołu – nie wszyscy jego uczestnicy byli świadomi tego, że chodziło wówczas tylko o obalenie władzy. Gospodarkę traktowano instrumentalnie. Niszczenie przedsiębiorstw miało charakter wyłącznie ideologiczny.

A nasze zadłużenie? W 1990 r. nie było deficytu budżetowego (system emerytalny tworzono przy założeniu stabilnego budżetu, bez deficytu). Recepta jest zwiększenie skłonności Polaków do oszczędzania oraz wzrost inwestycji, w mniejszym stopniu - eksportu, a jeszcze mniejszym – importu. Wydatki z budżetu powinny rosnąć, ale bardziej niż dochody.


W dalszej części wywodu, prof. Kołodko zwrócił też uwagę, że 25 lat nowego ustroju to historia złożona z różnych okresów, niemniej, nie stworzyliśmy neokolonializmu, jak uważa prof. Witold Kieżun czy prof. Kazimierz Poznański.

Oczywiście, transformacja mogła i powinna iść w inną stronę, właśnie w stronę społecznej gospodarki rynkowej, choć to pojęcie nieostre. To jest największym niepowodzeniem reformatorów. Jednak takie zmiany trwają długo, 2-3 pokolenia, tymczasem Polska szła od sasa do lasa i efekt tego mamy dzisiaj. Zaprzepaszczonych szans już nie odrobimy, jednak i w przyszłości nie będziemy w stanie wykorzystać wszystkich, jakie się pojawią. Tak bywa tylko w bajkach, tymczasem tutaj ścierają się idee i interesy, a gospodarka jest oparta nie na wiedzy, ale na ideologii.


Walka z bezrobociem będzie owocna tylko przy wzroście tempa wzrostu gospodarczego, na co ten rząd nie ma pomysłu. Niemniej w Polsce nie będzie katastrofy – powstaną nowe miejsca pracy, ale będzie migracja i Polska musi się nauczyć wielokulturowości.
Gdyby to zależało ode mnie – mówił prof. Kołodko – podjąłbym się skrócenia czasu pracy (ale trzeba to robić na ścieżce wzrostu), bo to nie tyle walka z bezrobociem, co cywilizacyjne wyzwanie. Nawet Pan Bóg, gdyby dzisiaj tworzył świat, pracowałby tylko 4 dni, a w pozostałe trzy miałby szabas.

Anna Leszkowska